Serdecznie zapraszam do lektury tekstu, który dotyczy obecności osadników z Kurpi Zielonych na Podlasiu. W okresie międzywojennym wieś, która obecnie nie istnieje, została zasiedlona przez ludność kurpiowską ze wsi w ówczesnym powiecie ostrołęckim i kolneńskim. Do dziś mówi się na ten obszar Dubnica Kurpiowska. Jaka jest jego historia? Dlaczego Kurpie i Kurpianki emigrowali na Podlasie? Czy zrobili to z własnej woli, czy przymuszeni? Jak się im tam żyło? Czy nadal tu są? Czy pozostały po nich jakieś ślady? Dobrej lektury!
Nazwa Dubnica odwołuje się (w języku białoruskim oraz tzw. prostym, czyli w miejscowej mieszance polskiego, białoruskiego i rosyjskiego) do starego lasu dębowego. W okresie nowożytnym znajdowała się w granicach Wielkiego Księstwa Litewskiego, w województwie trockim. Rozciągała się tu puszcza, w której rozlokowane były książęce/królewskie dwory myśliwskie i osady rzemieślnicze, np. rudnicze, oraz osady służebne. W miejscu, gdzie później powstała wieś Dubnica Mała (późniejsza wieś Strzelczyki), pierwotnie mieszkali osocznicy spod Grodna. Na początku XVI w. z Puszczy Grodzieńskiej wydzielono część
dla kniazia Michała Glińskiego zwaną Puszczą Nowodworską. Potem powstały dzierżawy zwane leśnictwami. Dubnica Wielka i Dubnica Mała alias Chacewicze (późniejsze Strzelczyki) zostały przyłączone do leśnictwa w Nowym Dworze z siedzibą zarządu w Kamiennej, w której w końcu XVI w. zbudowano wielki dwór. W Dubnicy mieszkali strzelcy królewscy. Jednak wydaje się, że Dubnica, w której w międzywojniu osiedlili się Kurpie, leżała nieco dalej.
![]() |
| Wielkie Księstwo Litewskie przed unią lubelską. Wyk M.K., CC BY-SA 2.5, via Wikimedia Commons (dostęp 16 V 2025 r.). |
Warto zauważyć, że podobne były początki osadnictwa w Puszczy Zielonej (Zagajnicy). W XVI w. notujemy tu dwory książęce/królewskie, osady rzemieślnicze (kuźnice, młyny, smolarnie) i osady osoczników (strzelców).
![]() |
| Zagajnica w II połowie XVI w. Źródło (dostęp 16 V 2025 r.). |
Na temat historii Dubnicy do połowy XIX w. nie mam informacji, ale w przyszłości uzupełnię o nie ten wpis. Nie byłoby późniejszego osadnictwa kurpiowskiego na omawianym terenie, gdyby nie kwestia własności gruntów, a tę uregulowano po klęsce powstania styczniowego. Wówczas zaborca rosyjski zaczął realizację planów kolonizacji guberni
zachodnich w ramach polityki rusyfikacyjnej. Celem było zasiedlenie tych terenów
lojalną ludnością rosyjską. Zasady sprzedaży ziemi państwowej osobom pochodzenia rosyjskiego (głównie urzędnikom gubernialnym i wojskowym zaangażowanym, którzy brali udział w tłumieniu insurekcji i mieli zastąpić tu polskie ziemiaństwo) regulowała instrukcja z 23 VII 1865 r. Folwark w Dubnicy sprzedano jako jeden z 19 folwarków dawnych dóbr stołowych polskiego władcy. Transakcję w dniu 12 V 1871 r. zawarli: gubernialny leśniczy i radca stanu Gustaw Chrystianowicz
Westberg oraz radca stanu Jewgraf Nikanorowicz Kurłow. Ten drugi kupił za 2127 rubli i 60 kopiejek, jak zapisał Janusz Danieluk, „państwowy rewir leśny – dubnicką daczę” o powierzchni ponad 280 ha. Wartość 1 ha tego terenu wynosiła 7,6 rubla, obszar sprzedano za ponad dwukrotnie niższą cenę od jej wartości rynkowej! Taka sytuacja miała zachęcić zasłużonych Rosjan do stałego osadnictwa w guberniach zachodnich
oraz czerpania dochodu z zakupionych majątków ziemskich, choć to się nie udało. Po śmierci Kurłowa (1893 r.) rewir leśny dubnicka dacza o powierzchni 280 ha oraz wartości 2127 rubli i 60 kopiejek odziedziczył jego najstarszy syn Jewgienij. Podobnie jak ojciec nie spędzał czasu w majątku i nie prowadził go, ale czerpał z niego zyski.
W Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich wydanym w 1900 r. czytamy, że Dubnica to przysiółek wsi Chorościany. Była tam ferma należąca do archidiecezji grodzieńskiej (312 dziesięcin), uroczysko należące do Sadowskich (34 dziesięcin) i obręb leśny Kurłowa (257 dziesięcin). Dubnica należała do gminy Hrebnica w powiecie sokólskim w guberni grodzieńskiej.
W kolejnych latach drzewostan został wyeksploatowany przez J. Kurłowa – wyprzedał znaczną ilość drzewa i zapewne planował sprzedać ziemię po karczowisku
i pozostały las. Jednak zgodnie z ustawodawstwem carskim włościanie z sąsiednich wsi, katolicy, mieli ograniczone możliwości zakupu dodatkowych gruntów. W 1905 r. majątek Dubnica liczył 150 ha zarośli i nieużytków oraz 109 ha lasów. W tym samym roku Kurłow sprzedał 21,6 ha katolikowi Tomaszowi Surmaczowi ze wsi Dojlidki. W kolejnym dokonał dużej transakcji, bo za 12 553 ruble sprzedał ok. 209 ha piętnastoosobowej spółce włościańskiej. Włościanie, w ogromnej większości katolicy, zadłużyli
się w Banku Włościańskim na kwotę stanowiącą 95% wartości majątku. Raty mieli spłacić w ciągu 55,5 lat, pożyczka była oprocentowana. Dopóki nie oddali długu, nie mogli handlować nieruchomością. Ziemię, w większości pokrytą nieużytkami i zaroślami, sprzedano za ok. 11 rubli mniej niż wynosiła średnia wartość 1 dziesięciny gruntów w guberniach zachodnich. Wartość działek zależała też od jakości ziemi. W 1914 r. Kurłow sprzedał pozostałe 57 ha majątku Aleksandrze Iwanownie Romańczuk. W ten sposób cały majątek znalazł się w rękach 17 osób: 16 mężczyzn-włościan i 1 mieszczki.
Las państwowy wokół uroczyska Dubnica rozciągał się na ok. 1640 ha w połowie traktu łączącego
Nowy Dwór i Grodno, na obszarze powiatu sokólskiego i grodzieńskiego. Znaczna część lasu należała do Cerkwi prawosławnej, ponieważ kuria w Grodnie przejęła od państwa 341 ha gruntów, a męski monaster świętych Borysa i Gleba w Grodnie dysponował 191 ha lasu. W czasie I wojny światowej w pobliżu fortów grodzieńskich w północno-wschodniej części gminy Kuźnica wycięto ponad 1000 ha lasów.
Po odzyskaniu niepodległości przez Polską sytuację komplikował fakt, że władze państwowe planowały ograniczyć liczbę nieruchomości stanowiących własność prawosławnych klasztorów i przekazać je jako uposażenie dla duchowieństwa katolickiego, osadników wojskowych oraz na reformę rolną. Dekret o przymusowym zarządzie państwowym Józef Piłsudski wydał w 1918 r., gdy wiele osób, zarówno mieszkających na tym terenie, jak też właścicieli gruntów (np. duchowieństwo prawosławne), przebywało w bieżeństwie. Ziemie i budynki były opuszczone. Kolejną ustawę wydano w 1920 r., gdy jeszcze nie wszyscy wrócili z Rosji (niektóre powroty nastąpiły dopiero po traktacie ryskim). Państwo przejęło dobra duchowne i klasztorne, gdyż, jak podawała utworzona w 1919 r. Prokuratoria Generalna Rzeczypospolitej
Polskiej sprawująca prawną opiekę m.in.
nad majątkami kościelnymi oraz majątkami beneficjów duchownych w zarządzie państwowym, dobra cerkiewne były
własnością państwa rosyjskiego, więc po traktacie ryskim Polska stała się ich właścicielem. W 1921 r. klasztorom prawosławnym pozwolono posiadać jedynie grunty orne i łąki o łącznej
powierzchni nieprzekraczającej 36 ha. Dlatego większość ziemi należącej do wspomnianego monasteru w Grodnie została przejęta na rzecz Skarbu Państwa jako tzw. majątek pocerkiewny. Jego część stanowił las dubnicki i folwark Czeszczewlany. Przeznaczono je na potrzeby osadnictwa wojskowego oraz reformy rolnej. Las w 1918 r. włączono do Nadleśnictwa Czarnowieś.
W tym czasie, według spisu powszechnego z 1921 r., w Dubnicy, wsi należącej do gminy Nowy Dwór, był folwark, w kolonii zaś mieszkały 62 osoby: 26 mężczyzn i 36 kobiet (47 rzymskich katolików i 15 prawosławnych), wszyscy narodowości polskiej. Istniało tu 9 budynków mieszkalnych.
Przekształcenia własnościowe gruntów dubnickich nastąpiły w okresie I wojny światowej i po niej, a ważnym czynnikiem było bieżeństwo. Co ciekawe, późniejsi osadnicy kurpiowscy w Dubnicy też mieli bieżeńską przeszłość. W spisach reemigrantów z Rosji, którzy pochodzili (i wrócili do) z powiatu kolneńskiego znaleźli się późniejsi mieszkańcy Dubnicy z rodzinami. Byli to:
- Samorajowie z Kuzi: Gabriel, w 1918 r. mający 48 lat, 60-letnia Marianna, 12-letni Antoni, 6-letni Władysław, wszyscy przebywali we wsi Krukowo;
- Zyskowie (Zyśkowie) z Wyku: Stefan, w 1918 r. 54-letni, 42-letnia Katarzyna, 15-letni Roman, 12-letni Faustyn, 5-letni Bolesław oraz 2-letni Dominik, a przebywali w Gulewiczach.
Dominik Zyśk tak wspominał ten czas: Jak się zaczęła pierwsza wojna w 1914 roku to tereny kurpiowskie, moje strony rodzinne, były pod zaborem rosyjskim. (...) wojska rosyjskie wycofywały się na wschód, straszyli ludność cywilną, że jak przyjdą „Germańscy” Niemcy to będą się znęcać nad cywilnym narodem a nawet będą rozstrzeliwać ludzi. Niektórzy ludzie w popłochu opuszczali swoje domostwa, zaprzęgali konie do wozów i brali ze sobą co zdążyli zabrać, trochę żywności, rodzinę i jechali na wschód za odstępującym wojskiem rosyjskim. Ale oczywiście nie wszyscy postępowali w ten sposób, nie wszyscy uciekali, część ludzi pozostała na miejscu i ci co pozostali doszczętnie ograbiali tych uciekinierów. Rabowali ich wieloletni dorobek. Jak mówi przysłowie, że „jednemu wojna a drugiemu krowa dojna”. (...) Ojciec opowiadał mi, że zajechali aż pod Mińsk, (...) byli aż w guberni „Mińskiej”. Po skończonej wojnie powrócili w rodzinne strony. (...) na chrzcie świętym dali mi imię mojej siostry Dominiki – Dominik, jak mówili rodzice: na pamiątkę naszej zmarłej córki. Wpadła do zamarzniętego jeziora i się utopiła.
Z okresu I wojny światowej zachowały się dwa wnioski paszportowe Kurpiów, którzy po latach przeprowadzili się do Dubnicy. Byli to Bolesław Bagiński z Pianek i Aleksander Kowalczyk z Popiołków.
![]() |
| Aleksander Kowalczyk z Popiołków w wieku 15 lat. Źródło: Archiwum Państwowe w Białymstoku Oddział w Łomży, Urząd Powiatowy w Kolnie Kreisamt Kolno, sygn. 15 [Sprawy wydania dowodów osobistych [1916–1917]), k. 240. |
W 1929 r., na mocy ustawy o wykonaniu reformy rolnej z 1925 r., grunty majątku państwowego znanego jako uroczysko Dubnica należące do gmin Nowy Dwór i Kuźnica objęto parcelacją. Było to ponad 360 ha ziemi, a przymusową parcelacją obejmowano majątki o powierzchni co najmniej 180 ha. W czerwcu 1929 r. 71 gospodarzy ze wsi Saczkowce złożyło grupowy wniosek do Powiatowego Urzędu Ziemskiego w Sokółce, by rozparcelować majątek Dubnica na ich korzyść. Podobnie zrobili włościanie ze wsi Kuścińce.
W październiku 1930 r. Powiatowy Urząd Ziemski w Sokółce zaczął parcelację części majątku
państwowego uroczysko Dubnica o powierzchni ponad 360 ha gruntów znajdujących się w odległości ok. 1 km od drogi Grodno–Sidra. W ciągu miesiąca od otrzymania przez urzędy gmin informacji o parcelacji należało złożyć – w Powiatowym Urzędzie Ziemskim – indywidualne wnioski o przyznanie ziemi z parcelacji. W grudniu Dyrekcja Lasów Państwowych w Siedlcach przekazała Okręgowemu urzędowi Ziemskiemu w Białymstoku rozparcelowaną część
majątku państwowego w uroczysku Dubnica (366,1 ha o wartości 162 106 zł i 14 gr). Nie było tu budynków
mieszkalnych i gospodarczych, nie było też drzewostanu, z rzadka rosły krzewy.
Jesienią 1930 r. o zakup działek w majątku Dubnica zawnioskowało 27 gospodarzy, głównie bezrolnych, z gmin Kuźnica, Nowy Dwór i Suchowola Niektórzy uzasadniali potrzebę tym, że to forma wynagrodzenia za ich służbę wojskową w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Nie był to argument bezpodstawny, bo pierwszeństwo w zakupie działek parcelacyjnych mieli zasłużeni żołnierze i inwalidzi polskiej armii oraz polskich formacji ochotniczych, a także rodziny poległych polskich żołnierzy, jak również dzierżawcy i oficjaliści majątków parcelacyjnych, absolwenci szkół rolniczych i reemigranci zmuszeni opuścić granice obcych państw ze względów politycznych.
![]() |
| Oprac. Janusz Danieluk. Źródło: tenże, Zmiany własnościowe jako aspekt polityki narodowościowej na pograniczu polsko-białoruskim w świetle dziejów majątku państwowego Dubnica, „Studia z Dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej”, 57 (2), 2022, s. 50–51. |
Niemniej Urząd Ziemski w Białymstoku, powołując się na art. 51 ustawy z 28 XII 1925 r., zezwalający ministrowi reform rolnych sprzedać parcelowane tereny ludziom ze wskazanych przez siebie terenów szczególnie przeludnionych, udostępnił 29 parcel (z wyłączeniem jednej do użytku wspólnego) na sprzedaż włościanom z przeludnionego regionu Puszczy Zielonej, z powiatów na terenie województwa białostockiego. Projekt parcelacji gruntów dla Kurpiów został zatwierdzony pod koniec grudnia 1930 r. Osadnikom oferowano po 2 ha ziemi. Wartość ziemi obniżono o 35% w porównaniu ze średnimi cenami kupna-sprzedaży gruntów w ciągu ostatniego pół roku. Decyzja wynikała z poleśnego charakteru terenu i konieczność karczunku, usuwania kamieni i odpowiedniej orki. Trudny był tu dostęp do wody gruntowej. W rezultacie 1 ha miał wartość ok. 440 zł. Nabywcy parcel w Dubnicy musieli wpłacić 10% zadatku. Spłatę rozłożono na raty na 41 lat. W momencie podpisania umowy bezrolni nowi osadnicy i osadniczki musieli wpłacić 5% sumy szacunkowej, właściciele i właścicielki karłowatych gospodarstw i małorolni – 10%, a samodzielni gospodarze i gospodynie 25%.
Decyzja o przeprowadzce była trudna. Stanisław Boruch (1904–1984), który w 1930 r. mieszkał w Szafrankach z pochodzącą z Dawii żoną Weroniką z Kryspinów (1911–1999) oraz córką Bolesławą (ur. 1929), pojechał do Dubnicy oglądać oferowaną na sprzedaż ziemię. Jak wspominał prawnuk Dorian Olszewski, Boruch wziął ze sobą (pierwszy we wsi) rower. Nie było go trzy dni, w tym czasie obejrzał ziemię, ale się nie zdecydował na przeprowadzkę. Rodzina zapamiętała, że przodek pojechał do wsi Wołyńce, niemniej ta nazwa z czasem w ich pamięci zniekształciła się do… Wołynia. Podobnie zniekształcona informacja o docelowym miejscu pojawia się w pracy magisterskiej Rocha Ratyńskiego z 1955 r.. Według niego ze wsi Pianki, według informacji parafialnych z 1938 r., w 1929 r. wyjechały „całe 4 najbiedniejsze rodziny wyjechało do Dubna k/Kowna, gdzie otrzymały majątki”. We wsi zostali ci, co mieli środki do utrzymania się (głównie tzw. średniacy, z ziemią o powierzchni 5–30 morgów). Możliwe, że błędnie nazwę miejscowości, do której przeprowadzili się Kurpie i Kurpianki, zapisano w dokumentach parafialnych.
Dominik Zyśk tak wspominał decyzję o przeprowadzce: ojciec mój, a było to w 1930 roku, sprzedał gospodarstwo na kurpiowszczyźnie i nabył trzy gospodarstwa z parcelacji na spłatę na 60 lat na kresach wschodnich w okolicy Grodna (...). Ziemia bez zabudowań na terenach po lesie państwowym w gminie Nowy Dwór. Do gminy było 7 km i jednocześnie do kościoła parafialnego, bo był w tej samej miejscowości.
![]() |
| Mapa topograficzna z 1935 r. z wyróżnionym obszarem obejmującym las dubnicki oraz majątek państwowy Dubnica. Zestawił Janusz Danieluk. Źródło: tenże, Zmiany własnościowe jako aspekt polityki narodowościowej na pograniczu polsko-białoruskim w świetle dziejów majątku państwowego Dubnica, „Studia z Dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej”, 57 (2), 2022, s. 54. |
Władze wojewódzkie obiecały udostępnić Kurpiom narzędzia do zrobienia studziennych rur betonowych, pustaków i dachówek oraz pomoc doświadczonych betoniarzy. Pożyczkę w wysokości 180 zł na osobę, by koleją przywieźć materiały budowlane, przyznano następującym osadnikom i osadniczkom: Bolesław Bagiński, Stanisław Bagiński, Stanisław
Banach, Bolesław Banach, Paulina Banach, Bolesław Czartoryski, Aleksander Kowalczyk, Franciszek Kuzia, Jan Pijanowski, Józef Szok, Szczepan Zyśk. Zabudowania osadnicy przewieźli z ojcowizny, transportując rozłożone na elementy budynki ze stacji kolejki wąskotorowej w Łysych do stacji w Łomży, potem koleją normalnotorową przez Białystok do Kuźnicy.
![]() |
| Sieć kolejowa, którą Kurpie przewozili swój majątek: z Myszyńca i Dębów koło Łysych przez Łomżę, Śniadowo, Łapy, Białystok do Kuźnicy. Źródło: Koleje Rzeczypospolitej Polskiej [mapa], oprac. W. Groszek, Warszawa 1930. |
![]() |
| Sieć kolei wąskotorowych na Kurpiach Zielonych w 1938 r. Źródło: Mapa sieci kolejowej R. P. : oraz spis stacji, przystanków i ładowni kolejowych na terenie Rzeczypospolitej Polskiej oraz W. M. Gdańska z oznaczeniem przynależności do poszczególnych Dyrekcyj względnie Zarządów Kolejowych, 1938, wycinek za: Kurpie – historia i trwanie (dostęp 16 V 2025 r.). |
![]() |
| Rozkład obowiązujący latem 1938 r. Zbiory R. Witkowskiego. Źródło: A. Tajchert, Koleje wąskotorowe na Kurpiach, Rybnik 2015. |
![]() |
| Dworzec kolei wąskotorowej w Łomży ok. 1931 r. Źródło: A. Tajchert, Koleje wąskotorowe na Kurpiach, Rybnik 2015. |
Dominik Zyśk wspominał: Bardzo trudny i ciężki był (...) początek w pracy nad wyoraniem kawałka pola. Ziemia była zadrzewiona i bardzo gęsto zarośnięta krzakami leszczyny, grabiny, osiki i jeszcze innymi, bardzo kamienista, kamienie rozmaitych rozmiarów począwszy od kamienia brukowego, kamienia budowlanego po kamienie bardzo wielkich rozmiarów. Trzeba było wybijać w nich otwory i rozrywać je dynamitem albo rozbijać klinami – dopiero wtedy dało się takie wielkie kamienie usuwać z pola. Pnie po starych drzewach bardzo dużych rozmiarów sosnowe jeszcze niektóre były bardzo zdrowe wykopywało się i w ten sposób usuwało się z pola. Bardzo ciężka była praca. Jak ktoś uporządkował i wyorał kawałek pola to z wielkim zadowoleniem przyglądał się mu. I tak kawałek po kawałku tego pola przybywało. Anna Bułak wspominała, w 2011 r. opowiadając Justynie Babaryko, że ludzie karczowali lasy własnymi rękami: wyrywali krzaki i kopali korzenie. Większe konary wyciągały z ziemi konie. Babaryko dodała, bazując na relacji J. Rybińskiego: „Pozyskane z karczowisk smolniaki wożono do odległego o 16 km Grodna, a za uzyskane ze sprzedaży pieniądze kupowano chleb, kaszę, mąkę i inne artykuły potrzebne do utrzymania i wyżywienia rodziny. (...) Kurpie wzajemnie sobie pomagali, kilkunastu mężczyzn wciągało zapełnione wozy na pagórki. Kobiety zajmowały się karczowaniem zarośli, wykopywaniem wiekowych pni. Pracowały od świtu do później nocy, na równi z mężczyznami. Przygotowywały też rolę pod zasiew i pomagały wyładowywać fury z drewnem”. Będę tu wiele razy cytować pracę licencjacką J. Babaryko obronioną w 2011 r. na Wydziale Historyczno-Socjologicznym Uniwersytetu w Białymstoku. We wstępie do pracy napisała, że jej babcia była „córką rdzennych Kurpiów, do dziś zamieszkującą skromną chatkę i prowadzącą wraz z synem niewielkie gospodarstwo na Dubnicy”.
W odniesieniu do początków osadnictwa Kurpiów i Kurpianek w Dubnicy Dominik Zysk pisał: Pierwszy rok osiedlenia był bardzo trudny dla osadników – nie mieli gdzie mieszkać po prostu mieszkali tak jak Cyganie. Nakosił człowiek jakiejś trawy na noc, nałożył na wóz dla koni i sam się położył spać na wozie. Konie były uwiązane do wozu żarły trawę i czasami było tak, że koń wykręcił się tyłem do wozu i narobił na człowieka ale to wszystko trzeba było znieść i przeżyć. Po tym ludzie wpadli na inny i bardzo dobry pomysł, kupiło się kilka arkuszy sklejki (kiedyś to ludzie nazywali dyktą) i z niej zrobiło się daszek na wozie i było lepiej a w razie deszczów można już było się schronić. Tak było przez pierwsze lato i jesień – koczownicze cygańskie życie przez cały rok 1930. Na zimę osadnicy powracali znów na stare miejsca do swoich krewnych koło Kolna aby przezimować. Na wiosnę w roku 1931 jechali z powrotem na nowe osiedla.
Rodzina Zyśków z Wyku poradziła sobie inaczej: Ojciec przy sprzedaży starego gospodarstwa już sobie zapewnił przezimowanie z 1930 na 1931 rok uzgadniając to z nowym posiadaczem. Moi dwaj najstarsi bracia Roman i Faustyn byli już żonaci i zajęli dwie oddzielne gospodarki. Natomiast ja najmłodszy i mój drugi brat Bolesław byliśmy na jednym 18 hektarowym gospodarstwie {razem z rodzicami}. Mój Ojciec jak wyjeżdżał ze starego miejsca (na starym miejscu mieliśmy nieduży magazynek na ziarno) to rozebrał go i przewiózł na nowe osiedle konnym wozem i tam go postawił w charakterze małego mieszkanka. Niewielkie to było pomieszczenie: w jednym kącie była postawiona kuchnia paleniskowa no i jeszcze z trudem zmieściły się dwa łóżka do spania. Cały sprzęt gospodarczy i domowy był przewożony furmanką konną ok. 160 km, jechało się cały dzień i całą noc. Rok 1931 mieszkaliśmy już na stałe na nowym miejscu w Dubnicy Kurpiowskiej (...).
Mimo że wykopano studnie na 70 m głębokie, przez długie okresy w roku brakowało wody. Dominik Zyśk wspominał: Kto miał możność sam się budować to sam się budował, domy przeważnie budowali z drzewa, obory i stodoły budowali z kamienia polnego, którego nie brakło. Najpierw kopało się rów głębokości 1 metra pod cały budynek, tak zwany fundament, i wypełniało się go kamieniem i betonem potem dobierało się kamień budowlany na zaprawę wapienna. Ludzie wtedy nauczyli się fachu budownictwa i krycia dachów. W tamtych czasach przeważnie kryli słomą albo papą.
Dzięki dotacjom Państwowego Banku Rolnego W roku 1931 zaczęły się budować domy mieszkalne. Państwo budowało (na spłatę) niektórym osadnikom domy składające się z dwóch pokoi, kuchni i składówki, w tamtych czasach kosztowały 3 tysiące 500 złotych. Budowane były z drzewa, kryte podwójną papą na spłatę 60-cio letnią, tak samo jak i ziemia – też na 60 lat (karencja spłaty i podatków na 5 lat). Ogłoszono przetarg na budowę 20 domów dla Kurpiów. Poniżej ogłoszenie prasowe na ten temat.
W latach 1931–1932 osadnicy założyli w Dubnicy 28 gospodarstw. Finalnie we wsi powstało 86 domostw. Osadnicy i osadniczki, bo były to i kobiety występujące samodzielnie jako głowy rodzin, przybyli z drugiego krańca województwa białostockiego, z powiatu ostrołęckiego (wieś Niedźwiedź w gminie Myszyniec) i kolneńskiego (wsie Szablaki Puszczańskie, Cieloszka, Podgórne i Pupkowizna w gminie Turośl; wsie Krusza, Wyk, Gawrychy, Pianki, Popiołki Puszczańskie i Kuzie w gminie Gawrychy). W 1932 r. powiat kolneński zlikwidowano, dlatego we wszystkich późniejszych dokumentach mowa o osadnikach z powiatu ostrołęckiego.
![]() |
| Na mapie zaznaczono kropkami na żółto lokalizacje wsi na Kurpiach Zielonych, z których przybyli osadnicy, zaś na pomarańczowo przybliżoną lokalizację Dubnicy. Wyk. Maria Weronika Kmoch na podkładzie: E. Romer, Województwo białostockie [mapa], Lwów–Warszawa 1930. |
Osadnicy i osadniczki mieli nazwiska charakterystyczne dla regionu kurpiowskiego, np. Banach, Kowalczyk, Kuzia, Parda, Ptak, Samoraj, Szok, Zysk (Zyśk). Wśród osadników był nawet mężczyzna o nazwisku Chętnik i jest prawdopodobne, że był spokrewniony z Adamem Chętnikiem.
![]() |
| Oprac. Janusz Danieluk. Źródło: tenże, Zmiany własnościowe jako aspekt polityki narodowościowej na pograniczu polsko-białoruskim w świetle dziejów majątku państwowego Dubnica, „Studia z Dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej”, 57 (2), 2022, s. 52–53. |
Anna Bułak wspominała, że większość gospodarstw w Dubnicy znajdowała się przy głównej drodze wiejskiej, inne w odległości do 2 km, na koloniach. Na planie sporządzonym przez Dominika Zyśka, który zaznaczył ojcowiznę i ziemię braci, widzimy działki należące do gospodarzy o innych nazwiskach niż wspomniane wyżej, ale również charakterystycznych dla Kurpi, np. Parzych i Parda. Na planie na żółto zaznaczono gospodarstwa kolonistów osadzonych w 1931 r., na pomarańczowo osadników z 1933 r., na ciemnozielono drogi wiejskie i polne.
![]() |
| Plan wsi Dubnica Kurpiowska narysowany na podstawie wspomnienia Dominika Zyska. Źródło: Dominik Zyśk, Moje wspomnienia, Romanowo 1989, maszynopis udostępniony przez Krzysztofa Zyska. |
![]() |
| Legenda do planu. Źródło: Dominik Zyśk, Moje wspomnienia, Romanowo 1989, maszynopis udostępniony przez Krzysztofa Zyska. |
W ogóle dlaczego zdecydowano się rozparcelować majątek Dubnica wśród Kurpiów? W okresie międzywojennym sytuacja ekonomiczna wsi kurpiowskich była trudna. Tereny były zniszczone przez działania wojenne, szczególnie w 1915 r. Gdy rodzina Zyśków wróciła do Wyku z bieżeństwa, co wspominał Dominik Zyśk, były bardzo biedne czasy. Pole nie obsiane, budynki zniszczone, wszystko co było lepsze było wyszabrowane przez ludzi, którzy pozostali na miejscu resztę zniszczył przechodzący front. Trzeba było iść i prosić kawałka chleba – takie to było życie. Ale z biegiem czasu po paru latach życie powracało do normy. Starsze rodzeństwo dorastało wspólnie i zgodnie pracowali i dorabiali się chleba. Pomału zaczęli zapominać o tych biednych czasach.
Trudności wynikały też z przeludnienia oraz karłowatych i niewydajnych gospodarstw rolnych. W regionie brakowało większych ośrodków miejskich i zakładów przemysłowych, gdzie mogłaby pracować ludność wiejska, by poprawić swój byt. Powiat ostrołęcki, z którego przybyła część osadników, był jednym z najsłabiej zurbanizowanych w województwie białostockim. Ledwo 21% osób tu mieszkających pracowała poza rolnictwem. Sytuację pogorszył światowy kryzys gospodarczy z 1929 r. Część Kurpiów zdecydowała się opuścić rodzinne strony i przenieść się na nieznany teren. W Głównym Urzędzie Ziemskim w Warszawie uważano, że Kurpie poradzą sobie na trudnym terenie pocerkiewnym, na nieużytkach, bo specyfika regionu, z którego pochodzili, była podobna. Kurpie umieli gospodarować w trudnych warunkach i dlatego byli idealnymi kandydatami na nabywców działek. Wpływ na przyznanie Kurpiom ziemi na Sokólszczyźnie mogła też mieć sytuacja polityczno-społeczna: ponad 90% ludności kurpiowskiej w 1921 r., podczas spisu powszechnego, zadeklarowało narodowość polską i wyznanie rzymskokatolickie. Sprzedaż i parcelacja ziemi najpierw osadnikom z Kurpi Zielonych, a potem włościanom-katolikom z okolicy, miała na celu zwiększenie odsetka osadników polskich na niekorzyść prawosławnej mniejszości białoruskiej. Była przejawem polityki państwa polskiego dążącego do polonizacji m.in. powiatów wschodnich województwa białostockiego.
![]() |
| Na mapie na czerwono zaznaczono lokalizacje wsi, z których do Dubnicy przybyli osadnicy kurpiowscy. Wyk. Maria Weronika Kmoch na podkładzie mapy wyk. przez Bartosza Dudę. Źródło: Pokochaj Kurpie. Polsko-angielski przewodnik turystyczny = Fall in love with Kurpie. Polish-English tourist guide, red. I. Choroszewska- Zyśk, Myszyniec 2020, s. 4–5. |
W sierpniu 1931 r. w Dubnicy wystawiono krzyż upamiętniający osadnictwo kurpiowskie. W 1986–1987 r. świątek odnowiło wojsko, które robiło w okolicy żwirówki do pobliskiego PGR.
![]() |
| Krzyż ok. 2015 r. Źródło (dostęp 16 V 2025 r.). |
| Fot. Daniel Paczkowski, ok. 2019 r. Źródło (dostęp 5 III 2026 r.). |
Miejscowi odnosili się do przybyszów z dystansem, rozgoryczeni tym, że to nie im przydzielono parcelowane działki, choć o to walczyli, a wcześniej przez lata użytkowali grunty na prawach serwitutu pastwiskowego. Bezskutecznie i wielokrotnie składali podania do starostwa w Sokółce i do posłów, np. z Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, by wstawili się za ich sprawą. Włościanie ze wsi Saczkowce i Wołyńce wykazywali, że las dubnicki należał do gruntów ich wsi, że stale go użytkowali do momentu upaństwowienia przez Rosjan. Przypominali, że w czasie I wojny światowej Nadleśnictwo Czarna Wieś udostępniło gospodarzom z Saczkowców las na cele rolne i wypas zwierząt. Gospodarze wykarczowali ziemię z myślą o uprawie. Liczyli więc na przejęcie od państwa terenów, które od dawna użytkowali. Józef Rybiński w książce Słońce na miedzy pisał: Przed wojną te tereny nazywano Dzikimi Polami. Mieszkańcy sąsiednich Wołyńców, Kuścińców i Zajzdry na tym pagórkowatym terenie wypasali swoje konie i bydło. W Puszczy Dubnickiej ludzie zbierali jagody, grzyby i orzechy, pozyskiwali też drewno. Poza tym gospodarze z Wołyńców zarzucali Kurpiom, że chociaż dostali grunty w Dubnicy, nadal dzierżawili ziemię w powiecie ostrołęckim i czerpali z tego zyski.
Miejscowi włościanie mieli obawy co do Kurpiów. Na ich nastawienie wpłynęła lektura książki Aleksandra Połujańskiego znalezionej w parafialnej bibliotece. Przeczytali, że Kurpie ze krwi, czyli z rodu mściwi i dzikość w obyczajach. Mała chęć do pracy, kradzież i pijaństwo są także wrodzonymi tych mieszkańców wadami. Dalej było napisane, że cechuje ich wstręt do użytecznej pracy, a pociąg do czynienia szkód bliźnim. W innym miejscu: Kobiety nie znają skromności ani wstydu, rozwiązłość życia uważają za codzienną zabawę albo Przekleństwo zaś za codzienną mowę. Do tego jeszcze Nieszczęście bliźniego dla Kurpia jest przedmiotem szyderstw i pośmiewiska. Józef Rybiński przyznał: Wierzyliśmy we wszystko. Przecież tę książkę napisał jakiś uczony człowiek. I to niezbyt dawno, bo dokładnie 70 lat temu. Publikację Wędrówki po guberni augustowskiej odbyte wydano w 1859 r. W swojej pracy licencjackiej Justyna Babaryko podała też, że wynikiem niechęci do przybyszy było ustalenia miejscowych jeszcze sprzed przyjazdu osadników, że nowi sąsiedzi „nie będą mogli chodzić do Kuźnicy przed wieś Saczkowce, lecz przez odległe kolonie”.
Rybiński zapisał: Początkowo bardzo nieufnie przyglądaliśmy się przybyszom. No cóż, ludzie jak to ludzie, nawet do nas podobni, tylko, że po swojemu to oni tak dziwnie rozmawiali. Śmiesznie brzmiały ichnie psiwo, kobzity, kunie. Ale zupełnie po ludzku, zawsze pierwsi, czapkę zdejmowali, „pochwalony” mówili i uśmiechali się przyjaźnie.
Z niekłamanym podziwem obserwowaliśmy, jak Kurpie ciężko pracowali, przewożąc swoje zabudowania, które do Kuźnicy nadeszły transportem kolejowym. (...) Solidni byli ci Kurpie. Z olbrzymich głazów (...) budowali najpierw ogromne stodoły i chlewy, sami, jak jaskiniowcy, mieszkali w szałasach i tylko wieczorem kilkadziesiąt ognisk wyznaczało obszar Dubnicy (...).
Poniżej kamienne zabudowania na działce Romana Zyska w Dubnicy, gdzie najpierw mieszkała rodzina. Dopiero po wystawieniu drewnianego domu (na kolejnych zdjęciach) opuściła murowane pomieszczenie.
| Fot. Daniel Paczkowski, ok. 2019 r. Źródło (dostęp 5 III 2026 r.). |
![]() |
| Dom w Dubnicy zbudowany w latach 30. XX w. przez osadników z Kurpi Zielonych. Fot. Katarzyna Zabłocka. Źródło: J. Danieluk, Zmiany własnościowe jako aspekt polityki narodowościowej na pograniczu polsko-białoruskim w świetle dziejów majątku państwowego Dubnica, „Studia z Dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej”, 57 (2), 2022, s. 55. |
![]() |
| Ten sam dom po remoncie. Fot. Katarzyna Zabłocka, październik 2024 r. Źródło (dostęp 16 V 2025 r.). |
Józef Rybiński zapisał: Kurpiów dziwił nasz przeciągły, śpiewny akcent u naleciałości językowe: rosyjsko-białoruskie. Szybko nauczyli się tańczyć naszą polkę-galopkę, a my ich piękne ludowe tańce. Okazało się, że zupełnie sympatyczni są ci Kurpie. Różnili się od jednak nas jakąś żywiołowością w poczynaniu, jakąś sympatyczną innością w obejściu… Z kolei Dominik Zyśk wspominał: Młodzież bawiła się, urządzała sobie potańcówki, zabawy muzyczne, wesoło śpiewali piosenki, jednym słowem, życie stało się mniej uciążliwe. J. Barbaryko zapisała: „Dziewczętom podobały się pracowitość i wielohektarowe gospodarstwa nowych sąsiadów. Wesela na Dubnicy były na porządku dziennym. Kurpiowskie rodziny życzliwie przyjmowały tamtejsze dziewczęta, traktowały je jak własne córki, nie zwracając uwagi na różnice obyczajowe i gwarowe. One zaś szybko dostosowywały się do nowego środowiska, stroiły się jak Kurpianki, a po jakimś czasie przyswoiły kurpiowską gwarę. Życie stawało się mniej uciążliwe”.
W 1936 r. rozparcelowano resztę majątku Dubnica (ok. 85 ha ziemi dzierżawionej przez Dyrekcję Lasów Państwowych w Siedlcach). Zaspokojono głód ziemi dotychczas karłowatych gospodarzy z Saczkowców i Kulowców, wsi w gminie Kuźnica. Stworzono 33 działki o powierzchni 1–4 ha dla małorolnych gospodarzy, w ogromnej większości rzymskich katolików, oraz działkę (ok. 2 ha) pod szkołę.
![]() |
| Oprac. Janusz Danieluk. Źródło: tenże, Zmiany własnościowe jako aspekt polityki narodowościowej na pograniczu polsko-białoruskim w świetle dziejów majątku państwowego Dubnica, „Studia z Dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej”, 57 (2), 2022, s. 53–54. |
Dominik Zyśk wspominał: Do roku 1937 ludzie mieli już więcej wyrobionego pola po większej części już się odbudowali, więcej mieli pola obsianego więcej mieli chleba, dochowali się dobytków: koni, krów, świń, ptactwa domowego, tak że można już było dostatecznie żyć. (...) Sprowadzili do wsi kowala, dali mu plac pod kuźnie i już nie trzeba było jeździć daleko z naprawą wozu, pługa, bron czy innego sprzętu rolniczego tylko można było naprawić we wsi blisko. Była już we wsi prywatna spółdzielnia i można było kupić wszystkie artykuły spożywcze, rozmaite napoje począwszy od oranżady a skończywszy na wódce. Jednym słowem można było już dostatnio żyć. Szkoła została zbudowana przed 1937 r. Przy czteroklasowej szkole mieszkał nauczyciel. Bronisława Trepanowska powiedziała w 2011 r. J. Barbaryko, że nauczycielem był pan Szydlik. Większość mieszkańców pracowała na roli. Dubnica należała do parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Nowym Dworze.
Skorowidz z 1924 r. oraz spisy miejscowości z lat 60. XX w. podają nazwę wsi Dubnica. Przymiotnik Kurpiowska pojawił w urzędowym wykazie nazw dopiero w 1980 r. i nawiązywał do osadnictwa kurpiowskiego, choć ludzie używali go już wcześniej. Niemniej Józef Rybiński pochodzący z niedalekiej katolickiej wsi Saczkowce pisał: Od niepamiętnych czasów Puszcza Dubnicka była nasza. (...) nie jakichś tam Kurpiów, których jeszcze tu nie ma, jeszcze ich nie widzieliśmy, a już tę naszą Dubnicę „Kurpiowską” w rządowych papierach nazywają. Nazwę naniesiono bowiem na projekt kolonizacyjny uroczyska Dubnica.
![]() |
| Oprac. Janusz Danieluk. Źródło: tenże, Zmiany własnościowe jako aspekt polityki narodowościowej na pograniczu polsko-białoruskim w świetle dziejów majątku państwowego Dubnica, „Studia z Dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej”, 57 (2), 2022, s. 49. |
Ponownie zacytuję pracę J. Babaryko, która oparła się na wspomnieniach Dominika Zyśka, Bronisławy Trepanowskiej, Anny Bułak i Edwarda Zyska: „Nadszedł rok 1939. Od wczesnej wiosny ludzie słyszeli pogłoski o wojnie. W kraju ogłoszono mobilizację wszystkich mężczyzn do wojska. W cywilu pozostali ci, którzy mieli odroczenie. Odroczenie służby wojskowej przysługiwało na przykład w sytuacji, gdy mężczyzna miał na utrzymaniu chorych rodziców i całe gospodarstwo. Już we wrześniu 1939 roku Polska musiała skapitulować pod naporem dwóch państw. Sowieci na Kresach Wschodnich wprowadzili reformę rolną. Ziemię dworską i lasy oddano chłopom. Wiele hektarów pięknych lasów zostało zniszczonych w tamtym czasie. Trzeba było zdawać wyznaczony kontyngent, do którego zaliczały się: mięso, mleko, siano i ziarno. Jeden z mieszkańców [Dubnicy – przyp. M.W.K.], pan Stanisław Zuzgo pojechał do Grodna, aby wywiązać się z tego obowiązku. Sowietom nie spodobało się podobno nieczyste zboże. Pan Zuzgo został aresztowany. Konia odesłano do domu, co bardzo zaniepokoiło żonę gospodarza. Niejednokrotnie jeździła do Grodna, próbując się czegoś dowiedzieć. Została jedynie poinformowana, że mąż próbował uciekać z więzienia i go zastrzelono, ale nie były to sprawdzone informacje. Kobieta nigdy nie dowiedziała się, co tak naprawdę stało się z jej mężem. Została sama z dwójką dzieci”.
W czasie wojny w Dubnicy Kurpiowskiej, z powodu swojego żydowskiego pochodzenia, ukrywał się pochodzący z Kuźnicy Szepsel Alpern (1924–1945). Po zakończeniu działań wojennych był funkcjonariuszem Milicji Obywatelskiej w rodzinnym mieście, a potem oficerem śledczym Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Sokółce. Został zamordowany prawdopodobnie przez oddział Narodowych Sił Zbrojnych.
W czasie II wojny światowej ludzi z Dubnicy wywożono do obozu karnego w Sokółce, aresztu w Nowym Dworze, karnych obozów pracy oraz Auschwitz-Birkenau, przesiedlano też m.in. do majątku Krzysztoforowo. Wyznaczano ich też do przymusowych robót w okolicach Augustowa i Lipska. Zimą jeździli saniami, aby wywozić drzewo z lasów. Tzw. wiosenna akcja siewna pozwalała na przerwę w pracy. W maju mężczyźni zatrudniano do budowy fortyfikacji obronnych niedaleko Lipska. Mieli przewozić kamienie i inne materiały budowlane na tereny fortów.
Jak wspominał D. Zysk, wieś znalazła się w samym środku walk, gdy w niedzielę 22 VI 1941 r. Niemcy napadły na ZSRR. Tego dnia, jak zwykle, ludzie szykowali się do wyjazdu na roboty przymusowe w poniedziałek. Była ciepła letnia noc. Po północy miejscowi usłyszeli z oddali huk samolotów i zrzucanych bomb. Do wieczora wieś była zajęta przez wojska hitlerowskie.
Na podstawie wspomnień Anny Bułak J. Babaryko zapisała: „W trakcie ostrzeliwań i bombardowania mieszkańcy skrywali się w piwnicach, zazwyczaj po kilka rodzin w jednej. Pewnego razu jeden z żołnierzy niemieckich odkrył schron, w których ukrywały się trzy rodziny, razem z dziećmi. Wszyscy byli śmiertelnie przerażeni, Niemiec mógł zabić wszystkich wrzucając do piwnicy granat. On jednak dokładnie się tylko rozejrzał i odszedł. Ludzie odetchnęli z ulgą. W czasie walk spaliło się wiele domów i budynków gospodarczych mieszkańców. (...) wdowa z dwójką dzieci, pani Zuzgo, również została pozbawiona dorobku swojego życia, który spłonął w pożarze. Jej aresztowany mąż był stolarzem, planowali rozbudowę domu, zgromadzili potrzebny do tego celu materiał. Niestety pożar nie oszczędził nawet tego. Pochłonął wszystkie zabudowania, po których pozostały tylko kamienie. Zginęły też nadzieje na lepsze jutro. Ludziom pozostało to, w czym wybiegli z płonącego domu. Z pomocą sąsiadów kobieta zbudowała nowy, o wiele mniejszy dom, potem oborę i stodołę. Musiała jeździć i żebrać wśród ludzi, ponieważ nie miała nawet czym nakarmić swoich córek. Trzeba było zacząć wszystko od początku, a nie było łatwo. W ciężkich chwilach wszyscy byli wobec siebie bardzo życzliwi i chętnie udzielali pomocy widząc cierpienie innych”.
D. Zysk zapisał, że wsią zarządzał wówczas sołtys instruowany przez niemieckiego komisarza. Nie można było mielić ziarna na chleb, zakazany był ubój zwierząt. Obowiązywały kontyngenty, a jeśli jakiś gospodarz nie spełnił nakazu, trafiał do karnego obozu pracy. Okupant wyznaczył ilość mięsa, mąki i innych artykułów przypisanych miesięcznie na osobę.
B. Trepanowska zapamiętała, że pagórkowata i zadrzewiona okolica Dubnicy Kurpiowskiej sprzyjała działaniom oddziałów partyzanckich. Na podstawie jej relacji J. Babaryko napisała: „W tym rejonie miał swoją siedzibę dowódca AK na były powiat sokólski. Mieszkańcy chętnie pomagali partyzantom zapewniając im jedzenie, wodę i czyste ubrania. Dostarczali im również informacji o sytuacji na froncie i innych ważnych sprawach. Edward Zysk opowiedział historię, którą studentka spisała tak: „Jeden z mieszkańców wsi, pan Poreda zginął dlatego, że pomagał partyzantom. Przebywali oni w schronie na wzgórzu, niedaleko jego domu. Partyzanci nie kradli i nie wyrządzili ludziom żadnej krzywdy. Mieli tylko to, co dostali. W ciągu dnia, jeden z nich pełnił wartę przed schronem. Reszta odpoczywała. Niedaleko był mały zbiornik wodny, nad który Niemcy przyjeżdżali strzelać do kaczek. Wartownik, nie wiadomo z jakiego powodu, strzelił kilka razy w niebo. W krótkim czasie zjechało się mnóstwo Niemców. Pies wywęszył partyzanckie schrony, które były już puste. Hitlerowcy znaleźli wydeptaną dróżkę, która prowadziła do studni pana Poredy. Początkowo aresztowano dwudziestoletniego syna gospodarza. Po powrocie ojca do domu, Niemcy zgodzili się zabrać jego zamiast chłopca. Podobno został zastrzelony w Kuźnicy, ale śladu po nim nigdy nie odnaleziono”. Z kolei B. Trepanowska przekazała historię, którą J. Babaryko opisała tak: „młody partyzant zawitał wieczorem do domu pana Bułaka w Krzysztoforowie. Młodzieńca nakarmiono i pozwolono mu spędzić noc na sianie. Nad ranem podwórko było pełne Niemców. Gospodarz wyszedł z domu w samej koszuli i kalesonach. Wojskowi zaczęli go bić, oblali zimną wodą. Jego dzieci płakały, patrząc na te makabryczne wydarzenia. Niemcy pytali rodzinę i sąsiadów, w którą stronę poszedł ów partyzant. Nikt nie znał odpowiedzi na to pytanie, ponieważ wszystkie okna zwrócone były w stronę lasu, nie na ulicę. To uratowało życie całej rodzinie. Mężczyzna w wyniku doznanych obrażeń miał problemy z poruszaniem się przez dwa tygodnie, doznał poważnych uszczerbków na zdrowiu. (...) Niedaleko wsi Bielany, która obecnie znajduje się na terytorium Białorusi, Niemcy zniszczyli wszystkie domy, a ludzi pozbawiono życia w zamkniętej stodole, którą spalono. Wszystko dlatego, że mieszkańcy pomagali ukrywającym się w pobliskich lasach partyzantom. Z daleka unosiły się chmury dymu i słychać było głośne trzaski palących się budynków”.
Chcąc utrudnić ruchowi oporu kontakt z miejscową ludnością i dostęp do żywności, okupant wydał zarządzenie, że wszystkie domy w Dubnicy należy rozebrać, a ludzi przesiedlić do innych wsi oraz dużych majątków. Według relacji E. Zyska mieszkańców Dubnicy Kurpiowskiej przesiedlono do okolicznych wsi, w tym do Makarowiec (dziś za granicą białoruską). W pracy J. Babaryko czytamy: „Wywożono ich dużymi furmankami, mogli zabrać ze sobą jedną krowę. Zajmowali się tam pracą w polu. Podczas walk, wielu z przesiedlonych ukrywało się przez dwa tygodnie na cmentarzu. Małe dzieci bardzo cierpiały, zapadały na groźne choroby. Ludzie wegetowali w bardzo ciężkich warunkach”. Wielu nigdy nie wróciło do Polski. Z relacji B. Trepanowskiej dowiadujemy się, że ludzi z Dubnicy przesiedlono też do Krzysztoforowa. „Jednego z mieszkańców aresztowano, ponieważ nie zdążył wymłócić zboża na wyznaczony kontyngent. Tylko dzięki sąsiadom udało mu się wywiązać z tego obowiązku. Gdy dowiedzieli się o jego aresztowaniu, od razu przyjechali i pomogli rodzinie wymłócić resztę zboża. Po wyjściu z więzienia mężczyzna był bardzo osłabiony, mimo to musiał żebrać wśród ludzi, aby wykarmić swoją rodzinę. Sąsiedzi wykazali wiele dobrej woli, podzielili się ziarnem do zasiania pola, jeden gospodarz oddał nawet prosię. Aby choć trochę się odwdzięczyć, córki pasły sąsiadom owieczki. Jedna z nich, Ewa, młodo wyszła za mąż. Jednak komisarze niemieccy często sprawdzali, jak młode małżeństwa radzą sobie w prowadzeniu gospodarstwa. Stefan, mąż Ewy, wyrzucał z chlewa obornik, który teść wywoził na pole. Komisarz na ten widok zaczął wykrzykiwać, że młodzi tylko kochają się, nie pracują i rozkazał wywieźć młodzieńca na roboty przymusowe do Niemiec. Spędził tam 1,5 roku pracując jako szewc w dużej fabryce” – napisała cytowana już studentka.
D. Zysk wspominał, że w Krzysztoforowie kobiety musiały prać Niemcom brudną bieliznę – dostawały mydło i proszek do prania. W tekście J. Babaryko czytamy: „Pewnego dnia nakazano im wykopać kilka koszy ziemniaków i ugotować jedzenie dla wojskowych, którzy nieopodal mieli swoją siedzibę. Wokoło był duży las sosnowy, w którym ukrywał się sowiecki patrol. Niespodziewanie wtargnął na dziedziniec majątku, zaczęła się strzelanina. Zrobiło się wielkie zamieszanie. Niemcy uciekali w kierunku Nowego Dworu, za nimi pobiegli Sowieci. Od tamtej pory we wsi nie widziano żołnierzy hitlerowskich”.
Z kolei Anna Bułak zapamiętała swoje doświadczenia tuż po zakończeniu wojny. Chodzi o grupę dzieci w wieku 8–9 lat pasących krowy na łące. „Dzieci rozpaliły ognisko i odpoczywały leżąc wokoło. Co jakich czas jedno z nich chodziło dopilnować bydła. Podczas zabawy znalazły minę, która pozostała tam zapewne po walkach niemiecko-sowieckich. Nie myśląc długo, wrzuciły znalezisko do ogniska. Mina wybuchła, w wyniku czego zginęło 5 chłopców. Przybyłym na miejsce tragedii mieszkańcom ukazał się makabryczny widok. Do dziś po ogromnym wybuchu widać ślad w postaci zarośniętej już wyrwy” – czytamy w cytowanej wielokrotnie pracy licencjackiej.
Ludzie, o ile wrócili do Dubnicy Kurpiowskiej, zobaczyli swoje domostwa po 3 latach! Wielu jednak zostało tam, gdzie ich przesiedlono. Inni zaczęli powojenne życie w okolicznych wsiach. Powracający do wsi po wkroczeniu Armii Czerwonej ludzie mieli gdzie mieszkać, bo nie zrealizowano w pełni zarządzenia władz niemieckich, by wysiedlić wsie sąsiadujące z lasami, a domy rozebrać. Niektóre zabudowania stały nienaruszone. J. Babaryko zapisała: „Kilku gospodarzy przed wysiedleniem zasiało na polu żyto, oraz schowało w głębokich dołach nie oczyszczony jęczmień. Po zebraniu plonów odnaleziono doły i zabrano jęczmień. Ludzie byli bardzo zadowoleni, ponieważ dzięki temu mieli co jeść”.
Mieszkańców wsi dotknęły represje ze strony Sowietów. Ludność z okolicy wywożono na Sybir. Trafił tam m.in. Faustyn Zyśk z Dubnicy, o czym wspominał Edward Zysk. Po ponownej delimitacji granicy w 1948 r r. Faustyn Zysk wyszedł orać pole znajdujące się przy samej granicy. Jako że wiele gruntów zabrano gospodarzom (były już w ZSRR), liczył się każdy kawałek ziemi, na którym gospodarz mógł pracować. J. Babaryko zapisała: „Żołnierz radziecki zameldował swoim przełożonym o rzekomym przekroczeniu granicy przez Faustyna Zyśka. Otrzymał za to urlop, na który wówczas trzeba było pracować 5–6 lat. Żołdak był znany rodzinie Zyśków, niejednokrotnie przychodził na służbie do ich domu na herbatę. Na oczach bliskich Pan Faustyn został zabrany od koni, boso i w koszuli. Popędzając kolbami karabinów żołnierze załadowali go na samochód i wywieźli w nieznanym kierunku. Wszelkie długoletnie poszukiwania przez PCK i innymi sposobami nie dały rezultatu”.
Przy drodze Kuścińce–Dubnica od 2010 r. stoi głaz – punkt na Szlaku Pamięci Narodowej „Granica 1944–1948” upamiętniający granicę między Polską a ZSRR narzuconą przez aliantów. Na tablicy wymieniono nazwisko Faustyna Zyska.
| Fot. Daniel Paczkowski, ok. 2019 r. Źródło (dostęp 5 III 2026 r.). |
![]() |
| Przybliżenie na tablicę, październik 2015 r. Źródło (dostęp 5 III 2026 r.). |
Walenty Zysk (ur. ok. 1904 r., zm. 1960 r., pierwotnie Zyśk) przeprowadził się na Grodzieńszczyznę z (pierwszą) żoną Teofilą ze wsi Krusza. Mieli czworo dzieci. Z drugą żoną Janiną z Kowalczyków, córką Aleksandra Kowalczyka z Popiołków (Puszczańskich), córką osadnika z Kurpi, miał czworo dzieci. Po II wojnie światowej Walenty Zysk trafił na Syberię. Zesłano go do Archangielska. Po zwolnieniu ok. 2 lata przebywał w Grodnie i czekał na dokumenty, by wrócić do domu, co nastąpiło w 1956 r. Uważany był za dobrego gospodarza. Był sołtysem Dubnicy Kurpiowskiej. Jest pochowany w Nowym Dworze.
| Walenty Zysk z żoną Janiną z Kowalczyków, w Dubnicy Kurpiowskiej po powrocie z więzienia (po 1956 r.); w tle dom Romana Zyska, który pochodził z Popiołków. Zbiory Celiny Tochwin-Zysk |
| Janina Zysk z Kowalczyków z synami: młodszym Władysławem i starszym Stanisławem (przed 1956 r.). Zbiory Celiny Tochwin-Zysk |
Nowa rzeczywistość nie przyniosła spokoju. O atmosferze tego okresu pisał D. Zyśk, który po przejściu frontu pojechał do Czechowszczyzny (ok. 5 km od Grodna), aby zemleć w młynie mąkę. J. Babaryko tak opisała jego doświadczenia: „Wsypał ziarno do worków, poukładał na wozie, zaprzągł konie i ruszył. Po zmieleniu ziaren i odważeniu mąki przez młynarza, zaczął ładować worki z powrotem na wóz. Pod młyn zajechał pewien brudny, zarośnięty człowiek i zapytał, czy pan Zyśk posiada dokumenty. Mężczyzna pokazał dowód osobisty wydany przez władze niemieckie. Sowiet stwierdził, że tak młody człowiek powinien być w wojsku i na froncie. Nie czekając długo, zabrał go do Grodna. Tam pewien wojskowy pytał, dlaczego mężczyzna nie jest w armii. Pan Zyśk wytłumaczył mu, że ma odroczenie w gminie Bielany. Wojskowy wypisał mężczyźnie przepustkę i zwolnił do domu. Uradowany gospodarz czym prędzej pobiegł do młyna. Konie były wyprzęgnięte, mąka z powrotem zabrana do młyna. Mężczyzna w pośpiechu załadował wszystko na wóz i odjechał do domu. Od tej pory postanowił nigdzie daleko nie jeździć, gdyż groziło to dużym niebezpieczeństwem”.
Jesienią 1944 r. wojska sowieckie przeprowadziły nową granicę... przez środek wsi Dubnica Kurpiowska. Podobnie było w Chworościanach, Nowodzieli, Usnarzu Górnym i wielu innych miejscowościach. Ludzie byli zdziwieni nową granicą, pierwszy raz w historii tu się pojawiającą. Początkowo nie traktowali jej poważnie, przejeżdżali i przechodzili z jednej strony na drugą, ponieważ decyzja przedzieliła ich majątki, np. grunty orne oddzieliła od domostw, domy od stodół. Z czasem przekraczanie granicy zostało zakazane, zaorano pasy graniczne, postawiono słupy i poprowadzono drut kolczasty. Zmiany wpłynęły na dezintegrację osadników i wyludnienie wsi. Poza tym Dubnica utraciła status gromady (miała go od 1933 r., od reformy administracyjnej). Po korekcie granic część Dubnicy wróciła do Polski.
![]() |
| Dubnica Kurpiowska i okolice na mapie Google, 2025 r. Źródło (dostęp 16 V 2025 r.). |
W 1945 r. w Grodnie i innych okolicznych miastach powstały Polskie Urzędy Repatriacyjne, do których mieli się zgłosić osoby narodowości polskiej pragnące powrócić do kraju. Nastawienie do tej decyzji administracyjnej było różne. Czasem odkładano termin wyjazdu podany na przepustce. Wyjazdy były też wstrzymane w czasie wiosennych i jesiennych akcji siewnych. E. Zysk zapamiętał też, że niektórym osobom odmówiono pozwolenia na wyjazd, bo wcześniej nie wywiązały się z nałożonego na nich kontyngentu. W Kuźnicy Białostockiej, która była punktem przesiadkowym, witano ludzi gościnnie. W barakach urządzono kuchnie, gotowano obiady dla repatriantów.
Na tzw. Ziemiach Odzyskanych, gdzie wyjechała część rodzin z Dubnicy Kurpiowskiej w poszukiwaniu lepszego życia, osadnicy dostawali możliwość znalezienia opuszczonego gospodarstwa z zabudowaniem i zajęcia go. Niektóre rodziny wyjechały do krewnych na zachodzie kraju, o czym wspominali E. Zysk i B. Trepanowska. Często tropem tych, którzy ruszali wcześniej, podążali kolejni. W odniesieniu do 1946 r. Dominik Zyśk zapisał: Wyjechaliśmy (...) jako repatryjanci zza Buga. Chociaż, prawdę powiedziawszy, to ja tej rzeki Bug w ogóle nie widziałem. Poprosiłem sąsiadów o kilka furmanek, [na to – przyp. M.W.K.] co nie co się załadowało na wozy i jazda do Polski (...). Za jakiś tydzień, aż zebrało się więcej repatryjantów, załadowaliśmy się do wagonu towarowego i odjechaliśmy do Białegostoku. (...) W Kętrzynie wyładowaliśmy się z wagonu, mieliśmy jednego konia, krowę i parę prosiąt. Zaprzęgliśmy konia do wozu, krowę uwiązaliśmy przy wozie i pojechaliśmy w kierunku Mrągowa do (...) znajomych (...) w Rydwągach. Wcześniej przetarł rodzinie szlak i, jadąc pociągiem przez Białystok, Osowiec, Ełk, Giżycko i Kętrzyn, doszedł do wsi Rydwągi (współcześnie Rydwany), gdzie spotkał znajomego z Dubnicy Kurpiowskiej – Paulina Banacha. W sąsiednim Słabowie (niem. Langenwize) mieszkali już teściowie Zyska. Skromny dobytek, jaki rodzina Zysków wiozła ze sobą, obejmował jednego konia, krowę i parę prosiąt. Po drodze w Olsztynie rodzina wzięła udział w referendum ludowym (słynne 3 x TAK). Ostatecznie fZyskowie zamieszkali we wsi Romanowo, gdzie Dominik zaczął pracę przy kolei wąskotorowej.
![]() |
| Zdjęcie z artykułu prasowego na temat wsi. Źródło (dostęp 16 V 2025 r.). |
W 1954 r. Dubnica została włączona do nowej gromady Wołyńce, a po jej zniesieniu 4 lata później do gromady Kuźnica. W 1973 r. miejscowość włączono do gminy Kuźnica. W latach 1975–1998 teren był częścią województwa białostockiego.
Do dziś w Dubnicy, która administracyjnie jest kolonią wsi Wołyńce w powiecie sokólskim (województwo podlaskie), a na mapach pojawia się jako nazwa miejscowa, znaleźć można ruiny obór z głazów i kamienia. Są też domy wybudowane przez Kurpiów. Tych już tu nie ma, ich potomków i potomkiń też, ale życie toczy się dalej.
| Miejsce po gospodarstwie rodziny Ruszczyków w Dubnicy. W głębi widoczny płot graniczny (granica z dzisiejszą Białorusią, wówczas z ZSRR, ustanowiona po II wojnie światowej, która przedzieliła wieś na pół). Fot. Maria Weronika Kmoch, 25 V 2025 r. |
O historii wsi przypominają miejsca pamięci: krzyż poddany renowacji w 2024 r. i tablica informacyjna przygotowana w 2025 r. Od 1989 r. potomkowie i potomkinie osadników kurpiowskich próbowali samodzielnie odnowić świątek. Z pomocą przyszło dofinansowanie ze środków powiatu sokólskiego i budżetu wojewódzkiego. Renowację krzyża wykonano w ramach projektu Kapliczka w Dubnicy Kurpiowskiej realizowanego przez Stowarzyszenie „Towarzystwo Ziemia Sokólska” w ramach trzeciej edycji programu Kapliczki Podlaskie – ocalić od zapomnienia. Do odnowienia wybrano obiekty o wyjątkowym znaczeniu historycznym i religijnym. Taki na pewno jest pomnik-krzyż w Dubnicy, w którego renowację zaangażowali się miejscowi oraz potomkowie i potomkinie kurpiowskich rodów dawniej tu zamieszkałych.
![]() |
| Fot. Krzysztof Zysk, 2024 r. |
![]() |
| Fot. Krzysztof Zysk, 2024 r. |
Cieszę się, że mogłam dołożyć cegiełkę do tej historii: w 2022 r. rozbudowałam hasło Dubnica Kurpiowska w Wikipedii, zaś w 2025 r. współtworzyłam tablicę pamiątkową. Temat osadnictwa Kurpiów na Podlasiu w międzywojniu jest w regionie jeszcze słabo znany, choć w 2017 r., w czasopiśmie „Kurpie” wydawanym przez Związek Kurpiów przedrukowano wspomnienia Dominika Zyśka, które wcześniej ukazały się na portalu isokolka.eu jako pokłosie artykułów z 2012 i 2015 r.
W niedzielę 25 IV 2025 r. spotkaliśmy się w Dubnicy Kurpiowskiej, by poświęcić wyremontowaną kapliczkę, i odsłonić tablicę informacyjną. To była wyjątkowa uroczystość.
Mam nadzieję, że ten artykuł przyczyni się do popularyzacji tematu. A może przeczytają go potomkinie i potomkowie osób tu wspomnianych kurpiowskich rodzin z Dubnicy? Odezwijcie się!
Bibliografia
I. Źródła
A. Archiwalia
Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Rada Opiekuńcza w Warszawie 1915–1920 [1921–1922], sygn. 1378 (Wykazy dotyczące reemigracji uchodźców z Rosji, powiat kolneński), k. 42 (indeks w wersji elektronicznej), 102 (indeks w wersji elektronicznej).
B. Źródła wydane
Dubnica, [w:] Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 15, red. B. Chlebowski, J. Krzywicki, Warszawa 1900, s. 446;
Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej opracowany na podstawie wyników Pierwszego Powszechnego Spisu Ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych, t. 5: Województwo białostockie, Warszawa 1924.
C. Wspomnienia
Rybiński J., Słońce na miedzy, Olsztyn 1979;
Zyśk D., Kurpiowscy osadnicy – jak Kurpie zdobywali dziki… wschód, „Kurpie”, 2017, 60, s. 17–26;
Tenże, Moje wspomnienia, Romanowo 1989, maszynopis udostępniony przez Krzysztofa Zyska.
D. Relacje pisemne
Relacja pisemna Justyny Marczuk z Babaryków (2026 r.);
Relacja pisemna Doriana Olszewskiego (2025 r.);
Relacja ustna Celiny Tochwin-Zysk (2025 r.);
Relacja pisemna Barbary Zysk (2025 r.);
Relacja ustna Krzysztofa Zyska (2025 r.).
E. Prace dyplomowe niepublikowane
Babaryko J., Pogranicze polsko-białoruskie w latach 30-tych i 40-tych XX wieku we wspomnieniach mieszkańców Sokólszczyzny, praca licencjacka przygotowana pod kierunkiem dr. hab. W. Śleszyńskiego, prof. UwB, Białystok 2011 [kopia udostępniona przez Krzysztofa Zyska w 2025 r.];
Biblioteka Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego, Archiwum prac dyplomowych, R. Ratyński, Przemiany w technikach uprawy i narzędziach rolniczych wsi kurpiowskiej Pianki na przestrzeni XIX i XX w., praca magisterska przygotowana pod kierunkiem prof. W. Dynowskiego, Warszawa 1955, sygn. M.4.
II. Opracowania
Bujnowski W., Powiat sokólski. Jego przeszłość i stan obecny, Warszawa 1939;
Horsztyński E., Zostali przekroczeni przez granicę. 70 lat temu wrócili do Polski z sowieckiego „raju” (dostęp 19 VII 2022 r.);
Janowicz J., Likwidacja oficjalnego nazewnictwa miejscowości Białostocczyzny pochodzenia białoruskiego przez administrację rządową w latach 1921–2004. Dokumenty, komentarze, [b.m.w.] 2004;
Jemielity W., Podziały administracyjne powiatów sokólskiego i dąbrowskiego w latach 1919–2000, „Studia Łomżyńskie” (13), 2002, s. 119–146;
Tenże, Podziały administracyjne powiatu
ostrołęckiego w latach 1919–1990, „Studia Łomżyńskie”, 8 (1997), s. 77–99;
jp, Straż Graniczna odpowiada na artykuł Gazety Wyborczej. „Nie było żadnych dzieci” (dostęp 19 VII 2022 r.);
Łatyszonek O., Dlaczego nie „po swojemu”. Rozważania o społecznej roli i przyszłości wschodniosłowiańskich języków wschodniej Białostocczyzny, „Pogranicze. Studia Społeczne”, 32 (2018), s. 83–97;
mby, Skąd Kurpie pod Kuźnicą (dostęp 19 VII 2022 r.);
Paczkowski D., (Po)dworkowo (dostęp 5 III 2026 r.);
Pawłowski J., Co wiąże przyjaźń i dąb (dostęp 19 VII 2022 r.);
Pawłowski K., Kuźnica. Szkic historyczny. Trudne dzieje Pogranicza, [w:] Przyrodnicze oblicza Ziemi Kuźnickiej, red. M. Dąbski, P. Szwarczewski, Warszawa 2011, s. 81–94;
Rąkowski G., Polska Egzotyczna I., Pruszków 2019;
Szepsel Alpern (dostęp 16 V 2025 r.);
Tochwin M., Na dawnej granicy Polski i ZSRR odsłonięto 10-tonowy głaz. W historycznym miejscu spotkali się mieszkańcy i przedstawiciele władz (dostęp 19 VII 2022 r.);
Wiśniewski J., Dzieje osadnictwa w powiecie augustowskim od XV do końca XVIII wieku, [w:] Studia i materiały do dziejów Pojezierza Augustowskiego, red. J. Antoniewicz, Białystok 1967, s. 13–294;
Usz, Haworym pa prostu? (dostęp 16 V 2025 r.);
Zalesko Z., Dubnica. Nadzieja na lepsze życie, „Sokólskie Zeszyty Historyczne”, 8 (1993), s. 12;
Zalewska-Poskrobko P.A., Kapliczka w Dubnicy Kurpiowskiej odzyskuje dawny blask (dostęp 16 V 2025 r.).
Do następnego!































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz