26 listopada 2017

MAŁA OJCZYZNA: Zbrodnia w Starych Jabłonkach w 1945 r.

II wojna światowa co prawda nie doświadczyła tak bardzo gminy Jednorożec jak poprzedni konflikt, jednak to właśnie w jej czasie życie straciło wielu naszych przodków. Okupacja niemiecka zaznaczyła się w historii naszej małej ojczyzny krwawymi wydarzeniami, z których jednym z najstraszliwszych był mord w Starych Jabłonkach pod Ostródą w 1945 r. Zginęło w nim 14 mieszkańców gm. Jednorożec. Jeden uciekł znad grobu i stał się świadkiem, którego relacja stanowi ważne źródło do poznania ostatnich chwil naszych ziomków. Oczywiście w Starych Jabłonkach zginęło wielu innych ludzi, nie tylko z gm. Jednorożec, ale z całego północnego Mazowsza. Ja jednak w poniższym artykule podkreślam wątki lokalne. Po więcej odsyłam do literatury.

Jesienią 1944 r. i zimą 1944/1945 r. masowo aresztowano członków podziemia na północnym Mazowszu, w tym w pow. przasnyskim. Aresztowania dotyczyły głównie członków Batalionów Chłopskich i Stronnictwa Ludowego „Rocha", Armii Krajowej, członków PPR, Armii Ludowej oraz innych organizacji podziemnych. Struktury tych organizacji prężnie działały także w gm. Jednorożec. Przyczyną aresztowań było generalnie rozpracowanie struktur miejscowego podziemia.

Pierwsze aresztowania na terenie gm. Jednorożec miały miejsce tuż po bitwie pod Żelazną (20 XI 1944 r.), kiedy ujęto 30 ludzi mieszkających na koloniach w pobliżu lasu. Następnie umieszczono ich w stodole Grzegorza Grzyba w Żelaznej Rządowej. Zagrożono spaleniem żywcem, jeśli mieszkańcy nie podadzą nazwisk osób współpracujących z partyzantką, co stanowiło realne zagrożenie, bowiem kilka dni wcześniej m.in. w Olszewce na koloniach Niemcy spalili zabudowania ludności wspierającej ruch przeciw okupantowi. Po schwytaniu dwóch partyzantów ukrywających się w okolicy mieszkańców Żelaznej przetrzymywanym w stodole odpuszczono i przewieziono do Jednorożca do aresztu żandarmerii gminnej. Następnie zostali przetransportowani do przasnyskiego klasztoru pasjonistów, zamienionego na więzienie.

Kolejne fale aresztowań miały miejsce 14 i 17 X 1944 r. Na obławę Niemcy jechali z Jednorożca i prawdopodobnie pojechali przejmowską drogą, jak wspominał Henryk Furman z Jednorożca. W dniu 17 listopada w Jednorożcu z kolonii pod lasem aresztowali dwóch Lompertów [Alfonsa i Edwarda – przyp. MWK], dwóch Zalewskich - ojciec i syn, [Stanisława – przyp. MWK] Bakułę, dwóch Piotraków - stary i młody i ludzi z Jednorożca - Czesława Deptułę, Świercza, Władysława Pogorzelskiego, który był wójtem i Władysława Kubacza - szwagra Pogorzelskiego. Wymienieni młócili zboże u Piotraka. Spalili zabudowania u Bakuły. Żandarmi zapędzili aresztowanych do Lipy, a potem wywieźli furmankami do Przasnysza do więzienia w podziemiach przasnyskiego klasztoru pasjonistów. Z kolei z Drążdżewa Nowego, jak wspominał Franciszek Dawid z Drążdżewa, W [dniu 25 XII – przyp. MWK] 1944 r. zostali aresztowani Marcin [powinno być: Marian - przyp. MWK] Ciak, [następnego dnia – przyp. MWK] Walenty Dawid i Skowroński, ukrywający się u Dawida. Przeżył tylko Henryk Roman [rządca majątku Kantor w granicach wsi – przyp. MWK], którego „ktoś” ostrzegł przed aresztowaniem…

Pojmanych działaczy z pow. przasnyskiego przetrzymywano w piwnicach gestapo przy ul. 3 Maja w Przasnyszu. Poddawano ich okrutnym torturom, a ciał wówczas zamordowanych do dziś nie odnaleziono.

Największe aresztowania zorganizowano 26 XII 1944 r., w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. We wsi Żelazna zostało wówczas aresztowanych 18 osób, w Olszewce 3 osoby (m.in. Bronisława Majewskiego). Byli to m.in. żołnierze AK, a wśród nich członkowie oddziału partyzanckiego „Łowcy”, np. Antoni Łoś, leśniczy w Przejmach oraz jego szwagier Roman Kosmulski, leśnik z Uścianka. Ze wsi Szla, wówczas znajdującej się w granicach gm. Jednorożec, aresztowano Wiktora Jeznacha ps. „Olcha”, przewodniczącego „trójki” politycznej „Rocha” z gminy Jednorożec. W piwnicach gestapo dla kamuflażu oraz w celu wydobycia informacji dla prowadzących śledztwo, osadzono też niemieckiego agenta Czesława Zacharzewskiego ps. „Panienka”, Ukraińca ze Lwowa.

Już 29 XIIX 1944 r. ok. 16:00 kilkudziesięciu więźniów przetrzymywanych w Przasnyszu załadowano na dwie przyczepy od traktora i w eskorcie 8 żandarmów przewieziono w kierunku Mławy. Następnie skierowano się do Iławy. Po drodze, w wyniku przewrócenia przyczep we wsi Mławka, kilku aresztowanych uwolniło się i zbiegło. Inny uciekł sprzed bramy obozu w Działdowie, dokąd dojechano, korzystając z tego, że w celu podniesienia przyczep żandarmi przecięli druty na rękach więźniów, a potem z powodu jego braku nie zakneblowali ponownie aresztowanych.

W KL Soldau więźniów zamknięto w dwóch dużych celach po 70 osób w bloku Nr 1. Rankiem następnego dnia każdy dostał podwójny numer w celu przyszycia po jednym do koszuli i do kalesonów. 

Do Działdowa cały czas przybywały nowe transporty. Jeden z nich wyruszył z Przasnysza 10 I 1945 r. W transporcie jechał m.in. aresztowany przez gestapo 25 XII 1944 r. w Drążdżewie Nowym Tadeusz Zembrzuski ps. „Tygrys”, były żołnierz oddziału partyzanckiego AK „Łowcy”.

Niespodziewanie okazało się, że KL Soldau zostanie zlikwidowany, co rozpoczęło się 17 I 1945 r. Kiedy ok. 5:30 więźniowie stali na apelu, na plac oraz na sąsiednią stację kolejową zaczęły padać pociski armatnie. Panika nie sprzyjała ewakuacji, którą pośpiesznie zarządzano. Więźniom rozdano pospiesznie chleb i szybko uformowano kolumnę skierowano na północ szosą w kierunku Burkatu i Ostródy. Otaczali ją wachmani oraz tresowane psy. A. Drwęcki na podstawie relacji świadków ustalił, że wówczas w obozie przebywało ok. 1500 więźniów. 

Podczas ewakuacji, w odległości ok. 500 m od wiaduktu kolejowego kolumna więźniów została ostrzelana przez artylerię czołgów sowieckich, które otoczyły miasto. Bombardowały je też samoloty, bowiem Sowieci myśleli, że są to wycofujące się oddziały niemieckie. Popłoch wówczas powstały wykorzystali aresztowani, których kilkunastu uciekło. To wszystko sprawiło, że następnego dnia stan kolumny wynosił tylko 50% składu wyjściowego. Działdowo zostało wyzwolone 18 I 1945 r. wieczorem. 

Pozostałych więźniów podzielono na mniejsze kolumny i każda z nich maszerowała nieco inną trasą. Początkowo szlak tej wędrówki wiódł przez Kozłowo, Olsztynek, Mielno, Grunwald i Ostródę, a później – z tej miejscowości – w kierunku Olsztyna. Eskorta składała się z wachmanów obozowych, żandarmów oraz gestapowców. Oddzielono 122 więźniów politycznych i popędzono na Ostródę. Pomimo omyłkowego ostrzelania przez samoloty radzieckie i śmierci kilkunastu więźniów pozostałych zakwaterowano w Ostródzie, dano jeść, zwrócono dokumenty i dano zaświadczenia o zwolnieniu. Z miasta wydostawali się każdy na własną rękę.

Pozostali nie mieli tyle szczęścia i pędzeni nocą, zatrzymali się w stodole obok szosy. Chociaż byli głodni, przemarznięci (temperatura wynosiła -20 stopni), dwóm więźniom udało się uciec. Pod Ostródą zatrzymano kolumnę, zaś komendant KL Soldau przemówił do aresztowanych po polsku: Jesteście głodni i bardzo zmęczeni. Do następnej wioski daleko i trudno będzie wam dotrzeć. Poza tym zbliża się wieczór. Zaczekajcie tu. Ja wrócę do tej wioski, którą minęliśmy i znajdę dla was kwaterę. Dostaniecie jeść, bo mamy dla was żywność. Prześpicie się i odpoczniecie, a rano przyjdą wojskowe samochody i wówczas grupami po 10 lub 20 pojedziecie za Olsztyn wyrzucać śnieg z okopów.
Szkic miejsca stracenia w Starych Jabłonkach / Zawadach Małych. Źródło: A. Drwęcki, Zbrodnia w Starych Jabłonkach pod Ostródą, Przasnysz 1994.
Tadeusz Lucjan Zabrzeski, któremu udało się uciec z miejsca zbrodni, zeznawał przed Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Olsztynie co następuje: Więźniów trzymano w pobliżu miejscowego tartaku na silnym mrozie i w dość obfitym śniegu. Następnie popędzono nas na skraj wioski. Żandarmi kazali leśniczemu z Przejm, który był naszym tłumaczem powiedzieć, że przyjadą po nas samochody i zabiorą wszystkich do Olsztyna, gdyż droga jest ciężka i wysoki mróz utrudnia marsz. Kazano mu także powiedzieć, że tam będziemy traktowani dobrze, że otrzymamy wyżywienie i będziemy pracować przy usuwaniu śniegu w mieście. Następnie wszystkich wpędzono do stodoły. Nieduży budynek połączony był z chlewem.

Jak czytamy u A. Drwęckiego: „Następnie komendant obozu pojechał do wsi, a kolumnę więźniów zawrócono do tyłu. Po przejściu około 300 m. zatrzymano wszystkich i część rozlokowano w stodole zabudowania stojącego samotnie nieopodal lasu. Chorych i rannych umieszczono w murowanym chlewie. Zabudowanie to należało do wsi Stara Jabłonka. Wkrótce po rozlokowaniu więźniów dano im do syta chleba z masłem, a do picia parzoną słodką miętę. Po najedzeniu się wszyscy byli zadowoleni i z nadzieją myśleli o zbliżającym się szybko wyzwoleniu. Położyli się spać. Był to dzień 19 stycznia (wieczór) 1945 r.”. Stodołę patrolowało 4 wachmanów. Esesmani i żandarmi bardzo się niecierpliwili i do późna w nocy rozmawiali. 
Stodoła w Starych Jabłonkach pod Ostródą, gdzie przetrzymywano aresztowanych przez Niemców m.in. mieszkańców gm. Jednorożec. Źródło.
Zabrzeski wspominał, że pierzeje stodoły otworzyły się ok. 2 w nocy nocy z 21–22 I 1945 r. Nie był w stanie dokładnie określić godziny, bowiem zegarek miał schowany. Zaczęto wywoływać na zewnątrz po 20 osób do samochodu, który przyjechał. Ja spałem na klepisku, więc wyszedłem jako pierwszy. Razem ze mną byli m.in. – jak pamiętam – Łoś, leśniczy z Przejem, jego szwagier, Kosmulski, lekarz Skowroński, Czesław ze Starosielca, technik meliorant z Niesława, Stanisław Kosmulski z Przasnysza i inni. Była widna, księżycowa noc, więc widziałem dokładnie wszystko na dziedzińcu przed stodołą. Było tam dużo gestapowców i żandarmów, którzy dość nerwowo nawoływali do ustawienia się w dwuszeregu, ale twarzami do siebie. Do każdego z więźniów podszedł esesman i zaczął nam wiązać drutem ręce. Mimo, że stał samochód, to nas do niego nie poprowadzono, a odwrotnie popędzono nas w kierunku pobliskiego lasu. Po lewej stronie drogi wpędzono nas na leśny dukt i po przejściu około 50 metrów nakazano nam wszystkim położyć się na śniegu, ale twarzą do ziemi. Tak leżąc widziałem, że tuż przy drodze stoją ludzie ubrani w cywilne ubrania, którzy kopią duży dół. Ja w czasie, gdy dochodziliśmy do lasu, rozsupłałem założony mi drut, który krępował moje ręce. Wtedy, gdy kazano nam się położyć, to ja jedną rękę trzymałem do tyłu, a jedną miałem pod brzuchem. Tak szykowałem się do ucieczki. Jednak dookoła nas stali z bronią gotową do strzału gestapowcy. Jeden z nich podszedł do pierwszej dwójki, w której był Łoś i Kosmulski. Gestapowiec ten przystawił lufę automatu do głowy
Na mapie zaznaczono Stare Jabłonki. Widoczne też: Działdowo oraz teren gminy Jednorożec. 
Egzekucja zaczęła się od Romana Kosmulskiego z Uścianka, który otrzymał strzał w potylicę. Natomiast Antoni Łoś, niecelnie trafiony, odwrócił się na bok i zaczął śpiewać „Jeszcze Polska nie zginęła” oraz „Boże coś Polskę”. Pozostali przerwali modlitwę, a niektórzy, zaprzestawszy przeklinać oprawców, podjęli hymn, co musiało wprawić Niemców w osłupienie. Wówczas kierowca samochodu podbiegł do krwawiącego Antoniego Łosia i dobił go strzałem z pistoletu, co stało się sygnałem do masowego mordu. Eskorta niemiecka rzuciła się na pozostałych.

Zabrzeski wspominał, że kiedy gestapowiec zbliżył się do piątej dwójki, poderwał się ze swojego miejsca w szóstej parze i gwałtownie skoczyłem w las. Niemcy zaczęli strzelać salwami w moim kierunku i rozpoczęła się pogoń. Po pewnym czasie wybiegłem na otwarte pole, gdy byłem już w odległości 150–200 metrów od lasu, to jeden z oddawanych przez gestapowców strzałów trafił mnie w rękę i rozszarpał mi kciuk. Dostałem także drobny postrzał w nogę prawą, ale w okolicy uda, dlatego mogłem nadal uciekać. W kolejnych transportach Niemcy zabezpieczyli się i wiązali drutem nie tylko ręce, ale i nogi więźniów.

Gdy Niemcy rozstrzeliwali piąty transport 20 więźniów, pozostali w stodole usłyszeli strzały. Pojawiło się podejrzenie mordu na współtowarzyszach oraz pomysł stawienia oporu okupantowi, ale zarzucono go. Więźniowie byli bowiem przekonani, że Niemcy nie odważą się w ostatniej chwili przed wyzwoleniem rozstrzelać więźniów, którzy są niedaleko frontu oraz pod opieką Aliantów i Czerwonego Krzyża. Pomysłodawca walki Mieczysław Kaliszewski z Przasnysza postanowił się ratować, wszedł po drabinie na siano w zasieku i głęboko się w nim zagrzebał. 

Józef Romanowski z Żelaznej Prywatnej, któremu wraz z T.L. Zabrzeskim udało się uciec z miejsca tragedii, tak opisywał straszną noc: (….) samochód po 15-20 minutach powrócił po następną partię więźniów. Przed powrotem samochodu usłyszałem strzały z karabinów. Ogarnęło mnie złe przeczucie, domyśliłem się, że więźniowie są rozstrzeliwani. I tak samochód wracał kilkakrotnie po więźniów (może sześć razy). Po każdym jego powrocie słychać było strzały wykonywane seriami, ale i pojedyncze. To mnie skłoniło do zakopania się dość głęboko w sianie, w stodole. Romanowski schował się za komin wędzarni w murowanej przybudówce. Również dwaj siedemnastolatkowie, Apolinary Kasprowicz i Stefan Rzepczyński, schowali się w sianie.
Józef Romanowski z Żelaznej Prywatnej. Źródło
Wachmani weszli do stodoły i wołali nas by wyjść, ale nikt się nie odważył na odpowiedź, więc po chwili wyszli – opowiadał Romanowski. Gdy Niemcy zorientowali się, że nie zgadza im się liczba więźniów, wchodząc do stodoły, nakazali jej opuszczenie grożąc spaleniem budynku. Schowani młodzieńcy nie wytrzymali nerwowo i zeszli po drabinie. Pomimo dalszych nawoływań gestapowców do opuszczenia stodoły, Romanowski i Kaliszewski czekali w kryjówkach. Od strony lasu usłyszeli echo karabinu maszynowego. 

Romanowski wyszedł z kryjówki następnego dnia ok. 9:00. Po pożegnaniu z Kaliszewskim rozeszli się każdy w swoją stronę. Romanowski ruszył na wschód. Po jakimś czasie dotarł do miejscowości Łukta, gdzie spotkał się z żołnierzami sowieckimi i dołączył tam do grupy wracających Polaków. Dzięki temu po 10 dniach był w rodzinnym domu. Długo w snach prześladowały go obrazy z Działdowa i Starych Jabłonek. Zabrzeski zaś po 2 dniach tułaczki trafił do Olsztyna, już wyzwolonego przez Armię Czerwoną.

„Marsz Śmierci” zakończył się mordem 118 osób (109 Polaków, w tym 7 kobiet oraz 7 obywateli radzieckich, w tym 1 kobieta. Oto nazwiska pomordowanych: Jan Andrzejewski, Stanisław Bakuła, Apolonia Chmielińska, Czesław Chmieliński, Ignacy Chochłowski, Stanisław Chulewicz, Roman Chyliński, Marian Ciak, Romuald Czaplicki, Walenty Dawid, Albin Fabisiak, Władysław Fidura, Władysław Gacioch, Kazimierz Gadomski, Stanisław Górski, Jan Grochowski, Józef Grodkowski, Michał Filip, Wojciech Grodzicki, Irena Jankowska, Jerzy Jankowski, Józef Jesionek, Bronisław Kaczorek, Czesław Kaczorek, Tadeusz Kamecki, Zenon Kamiński, Apolinary Kasprowicz, Piotr Kiliański, Tadeusz Konecki, Tomasz Kosmulski, Roman Kosmulski, Hieronim Kuciński, Bronisław Kuta, Alfons Lomperta, Edward Lomperta, Henryk Łada, Antoni Łoś, Bronisław Majewski, Józef Majkowski, Kazimierz Małowidzki, Marian Milewski, Jan Nowicki, Jan Nowotko, Antoni Orzechowski, Ignacy Ossowski, Czesław Panuszewski, Kazimierz Prusik, Tadeusz Wawrzyniec Pszczółkowski, Stanisław Rafał, Alina Romanowska, Stanisław Róziecki, Stanisław Rudnicki, Józef Rutkowski, Józef Rykowski, Stefan Rzepczyński, Kazimierz Sadowski, Ryszard Skoneczny, Kazimierz Skowroński, Wincenty Srokorz, Roman Stefaniak, Mieczysław Szlichta, Jan Bolesław Szuryt, Jan Tarasin, Grzegorz Tchórz, Andrzej Trynka, Józef Trzciński, Leon Woźniak, Jan Wyszyński, Józef Żbikowski, Roman Żbikowski. Nie znamy nazwisk 42 Polaków, niepewne są nazwiska Rosjan. 
Tablica w miejscu mordu. Fot. M. Lewiński. Źródło.
Masowy grób ofiar hitlerowskiego mordu otwarto w lipcu 1945 r. Rozpoznano ofiary i pochowano z czcią w trumnach w obecności wielu mieszkańców. Cmentarz znajduje się na terenie wsi Zawady Małe, zaś przy głównej drodze postawiono pomnik i obelisk. Obelisk postawiła młodzież Studium Nauczycielskiego z Ostródy w latach 70. XX w. Miejscowym cmentarzem opiekuje się Hufiec ZHP z Ostródy i drużyny z Kątna i szkół gmin Ostróda. Zwłoki niektórych z mieszkańców gm. Jednorożec powróciły do rodzinnych stron.
Pomnik w Starych Jabłonkach. Fot. I. Hrywna. Źródło. 
Poniżej za A. Drwęckim podaję noty biograficzne pomordowanych z gm. Jednorożec wraz z miejscem ich pochówku.

Cmentarz parafialny w Przasnyszu 
Roman Kosmulski – ur. 4 XI 1911 r., leśniczy z Uścianka, żołnierz AK ps. „Wilk”, osierocił żonę i 2 dzieci.
Antoni Łoś – ur. 13 VI 1911 r., syn Romana i Emilii, leśniczy z Przejm, żołnierz oddziału AK „Łowcy” ps. „Tur”, osierocił żonę i córkę.
Józef Żbikowski – ur. 27 III 1902 r., syn Józefa i Cecylii, sklepikarz z Małowidza, kierownika ośrodka AK na gm. Jednorożec, ps. „Ryś”, osierocił żonę i 2 dzieci.
Józef Żbikowski ps. "Ryś". Źródło: Aleksander Drwęcki, Ruch oporu w gminie Jednorożec 1939-1945, Jednorożec 2011.
Cmentarz w Olszewce
Bronisław Majewski – ur. 10 II 1922 r. w Olszewce, syn Walentego i Katarzyny, rolnik, kawaler.

Cmentarz w Parciakach 
Władysław Gacioch – ur. 12 IV 1925 r. w Dynaku, kawaler, nie należał do żadnej organizacji, uciekł z okopów i został aresztowany przez żandarmów z Baranowa. 

Cmentarz w Starych Jabłonkach 
Stanisław Bakuła – lat 55, rolnik z Jednorożca, żołnierz AK, osierocił żonę i 5 dzieci.
Marian Ciak – ur. 13 VIII 1909 r. w Drążdżewie, syn Stanisława i Marianny, rolnik z Drążdżewa Nowego, żołnierz AK ps. „Lew”, osierocił żonę i syna.
Walenty Dawid – ur. 16 VI 1896 r. w Drążdżewie, syn Jana i Marianny, rolnik z Drążdżewa Nowego, żołnierz AK, osierocił żonę i 5 dzieci.
Walenty Dawid z Drążdżewa Nowego. Zbiory Zofii Kłos z d. Romanowskiej z Drążdżewa Nowego.
Hieronim Kuciński – lat 40, rolnik z Olszewki, osierocił żonę i 5 dzieci.
Bronisław Kuta – ur. 8 IV 1907 r. w Raszujce, syn Stanisława i Marianny, rolnik ze wsi Obórki, żołnierz AK ps. „Krzak”, osierocił żonę i 3 córki w wieku 2–13 lat.
Alfons Lomperta – ur. 28 VIII 1928 r. w Jednorożcu, syn gajowego Jana i Konstancji, kawaler, żołnierz AK.
Edward Lomperta – ur. 21 I 1924 r., brat Alfonsa, kawaler, żołnierz AK.
Kazimierz Prusik – lat 19, rolnik z Żelaznej.
Józef Rutkowski – ur. 19 XI 1903 r. w Olszewce, syn Mikołaja, rolnik z Olszewki, żołnierz AK ps. „Śnieg”, dowódca drużyny Olszewka w plutonie Parciaki, żonaty i bezdzietny.

Na koniec warto wyjaśnić kwestię miejsca mordu, bowiem podawane jest ono czasem jako Stare Jabłonki, a czasem jako Zawady Małe. Więźniów przetrzymywano na terenie nadleśnictwa Stare Jabłonki. Zaś miejsce mordu znajduje się w kompleksie leśnym Zawady Małe. Dzisiaj teren ten to obszar wsi Zawady Małe.

Cześć ich pamięci!


Bibliografia:
Źródła:
Relacja H. Furmana z Jednorożca, [w:] A. Drwęcki, Ruch oporu w gminie Jednorożec 1939-1945, Jednorożec 2011, s. 43.

Opracowania:
Drwęcki A., Zbrodnia w Starych Jabłonkach pod Ostródą, Przasnysz 1994;


Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz