6 marca 2018

MAŁA OJCZYZNA: Nazistowska propaganda w Chorzelach. Jeszcze raz o "Heimkehr"


W dniu 2 stycznia br. minęło 77 lat, od kiedy rozpoczęły się zdjęcia do najgorszego filmu propagandowego jaki kiedykolwiek powstał. Takim mianem austriacka pisarka i dramaturg Elfriede Jelinek określiła Heimkehr, czyli Powrót do ojczyzny. Na wiele lat produkcja została słusznie zapomniana jako całkowicie antypolski obraz, jednak sama historia powstania produkcji wydaje się interesująca. Temat ten jest znany pasjonatom historii, także z mojego rodzinnego pow. przasnyskiego. Gdyby jednak zapytać przypadkowych przechodniów o tą produkcję, to raczej jedynie ci z Chorzel byliby w stanie coś powiedzieć. Właśnie bowiem w Chorzelach nakręcono sporą część zdjęć.


Heimkehr powstał w latach 1940–1941. Reżyserem był Austriak Gustaw Učicky (1898–1961) – nieślubny syn słynnego malarza Gustava Klimta, jednego z najwybitniejszych przedstawicieli secesji oraz czołowego twórcy wiedeńskiego modernizmu. Matką reżysera była czeska modelka Maria Učicka. Scenariusz filmu napisał Gerhard Menzel, wieloletni współpracownik Učicky’ego. Film nakręcono na zlecenie Ministra Propagandy III Rzeszy Josepha Goebbelsa, a pieczę nad jego realizacją sprawował szef SS Heinrich Himmler. Pomysł narodził się w 1940 r., kiedy hitlerowscy dygnitarze rozmawiali o wymianie ludności z ZSRR, o przesiedleniu Niemców ze wschodnich terenów II RP, które w tym czasie zajmowała Armia Czerwona. Ta antypolska produkcja miała „z propagandowego punktu widzenia (…) pokazać dwa aspekty: wiekopomny exodus w kierunku ojczyzny Niemców etnicznych z Europy Środkowo-Wschodniej i przyczynę wybuchu drugiej wojny światowej. Chciano pokazać niemieckiej i światowej opinii publicznej, czemu tak naprawdę Polska została zawojowana” – pisał prof. Eugeniusz Cezary Król, znawca propagandy niemieckiej z Collegium Civitas, dodając: „Oczywiście przed wojną zdarzały się w Polsce antyniemieckie zachowania: spalenie drukarni w Łodzi, czy nieszczęsny plakat studentów, pokazujący mapę przyszłej Polski aż do Berlina. Ale to są oczywiście jakieś incydenty. Nie do porównania z tym, co widz ogląda w filmie Heimkehr”. Film miał ukazać kontrast pomiędzy cywilizacją germańską a barbarzyńskimi Słowianami, ciemiężenie Niemców przez Polaków na wschodzie Rzeczpospolitej i związaną z tym konieczność przyjścia rodakom na ratunek przez Führera.
Gustaw Učicky, reżyser Heimkehr. Źródło.

Dlaczego Chorzele?
Zdjęcia do Heimkehr zaczęły się 2 I 1941 r. w wiedeńskich studiach filmowych oraz – jak się podaje – w Szczytnie (Ortelsburg) w Prusach Wschodnich. Nie jest jednak prawdą to, co pisał prof. E.C. Król, że zdjęcia powstały na Kurpiach. Owszem, ekipa szybko przeniosła się do Chorzel w pow. przasnyskim (Kreis Prasnitz), gdzie zrealizowano część zdjęć, ale poza teren miasta nie wyjechała. Chorzele bowiem była miasteczkiem, gdzie kultura kurpiowska stykała się z miejską, chłopską, żydowską, niemiecką, najczęściej przy okazji targów, ale samo miasto nie było siedliskiem Kurpiów. Zajmowali oni wsie w pobliskich gminach: Jednorożec, Zaręby i Baranowo. Spod Chorzel pochodziła część statystów.


Reżyser Učicky (przy kamerze) uważnie śledził sceny prób do HeimkehrŹródło.
Czemu wybrano Chorzele, miasto liczące przed wybuchem wojny ok. 3 tys. mieszkańców? Zapewne najważniejszą rolę grała logistyka i bezpośrednie połączenie kolejowe miasteczka z Wiedniem. Poza tym bliskość dawnej granicy z Prusami Wschodnimi (dawnej, go w październiku 1939 r. część Północnego Mazowsza włączono do Prowincji Prusy Wschodnie jako Rejencję Ciechanowską) i możliwość pozyskania stamtąd niemieckich statystów oraz tamtejszych firm budowlanych miała również znaczenie, podobnie jak nieograniczony dostęp do statystów. W mieście mieszkali bowiem Polacy i Żydzi, a tuż obok były Mazury i ludność niemiecka. Należy też zaznaczyć, że wedle filmowców z Wiednia Chorzele były wyjątkowo podobne do miasteczek na Wołyniu, gdzie osadzono akcję filmu.

W grupie, która wskazała Chorzele jako miejsce kręcenia zdjęć, był m.in. kpt. Wilhelm Hosenfeld, Polakom znany z filmu Pianista, oficer, który po Powstaniu Warszawskim uratował ukrywającego się Władysława Szpilmana. Został oddelegowany do wyboru plenerów do Heimkehr, o czym wspominał w zachowanych do dziś listach do żony oraz zapiskach w dzienniku. Hosenfeld był bowiem oficerem łącznikowym Wehrmachtu przy ekipie filmowej. Pod datą 26 VIII 1940 r. zapisał w dzienniku: Z filmowcami z towarzystwa Wien-Film szukaliśmy plenerów w okolicach W. (Warszawy). Reżyseria: Ucicky; scenografia: Röhrig; produkcja: von Neusser; zdjęcia: Anders; kierownik letnich plenerów: Igo Sym. Następnego dnia zanotował: Z Wien – Filmem Mińsk – Węgrów – Wyszków – Warszawa. Kierownik zdjęć: Fiebig; kierownik produkcji: Janoschek.
Wilm Hosenfeld w okolicach Szczytna w połowie września 1940 r. Przyjechał tu m.in. z reżyserem Gustawem Ucickim jako oficer łącznikowy przy ekipie filmowej HeimkehraŹródło.

W liście do żony z Poznania, datowanym na 2 IX 1940 r., Hosenfels pisał: Jestem z filmowcami w drodze do Prus Wschodnich. Nasza trasa wiodła przez Łódź, Kalisz – Ostrowo i zakończyła się w niedziele wieczorem w Poznaniu. Stąd mamy ruszać do Prus Wschodnich i z powrotem do Warszawy. Dodał: Dowództwo w W. [Warszawie] oddało nam do dyspozycji dwa samochody z kierowcami. Mamy w nich teraz dużo miejsca. Dwaj panowie już pojechali. Ci filmowcy jeżdżą tu na zlecenie Ministerstwa Propagandy, stąd wsparcie ze strony wojskowych i cywilnych urzędników. Na ogół jeżdżę ze scenografem Röhrigiem, człowiekiem iskrzącym dowcipem. Opowiada mi sporo o swoich podróżach i pracy. Następnego dnia Hosenfeld pisał do żony z Mrągowa. W dzienniku zanotował pod datą 4 IX 1940 r.: O godzinie 9 wyjazd do Warszawy. Daliśmy sobie spokój z Suwałkami. Po drodze w miejscowości Chorzele znaleźliśmy właściwy rynek. W liście z 5 września napisał: Podróże przez Polskę i Prusy Wschodnie, Kraj Warty, były same w sobie urocze i pozwoliły mi poznać ładny kawałek wschodu; zwłaszcza dwa dni w południowych Prusach Wschodnich, przy ładnej pogodzie, pozostawiły mi szczególne wrażenia z tego pięknego krajobrazu. Niedaleko granicy znaleźliśmy miasteczko, w którym można by nakręcić część filmu.

Zanim wejdziemy na plan…
Mieszkający przy chorzelskim rynku Lucjan Jankowski, wówczas 13-letni, wspomniał, że kiedy rozpoczęto prace nad przygotowaniem miasta do kręcenia filmu, wraz ze starszym o dwa lata bratem Oktawiuszem zauważyli dość nagłe pojawienie się nieznanych nam wcześniej osób. Mówili po niemiecku, ale jakoś inaczej, poza tym w stosunku do mieszkańców zachowywali się znacznie przyjaźniej niż pozostali. Henryk Deptuła z Chorzel dopowiadał: Dość szybko okazało się, że są to Austriacy, którzy pracowali dla wytwórni filmowej z Wiednia. Robili jakieś notatki, coś szkicowali, fotografowali. Oznaczało to, że zamierzają kręcić u nas film. Lucjan Jankowski zapisał w swoich wspomnieniach, że przybysze Lustrowali ulice miasta, a główną uwagę skupiali na fotografowaniu rynku, synagogi i jej otoczenia. Z kolei Janina Kisielnicka, mieszkanka Chorzel, tak zapamiętała moment przybycia Austriaków do miasta: Osoba z prezydium [okupacyjne władze miasta] przeszła się z dzwonkiem przez ulice, zapowiadając wizytę artystów z Wiednia, zamierzających kręcić film. Ludność została zobowiązana do stawienia się określonego dnia na rynku (...) z koszykami pełnymi jajek i kurcząt, aby w ten sposób pokazać, jak wygląda normalne życie w Chorzelach.
W mieście pojawili się wiedeńscy artyści, który spacerowali po uliczkach ze szkicownikami, rysując Żydów i miejscową zabudowę. Pod domem Warszawszczyka każdego ranka zbierało się kilku uśmiechniętych Austriaków, czekając na właściciela, zaspanego, w starych kapciach i słabej jakości kapocie.
Malarz Otto Engelhardt-Kyffhäuser jako doradca artystyczny podczas zdjęć w Chorzelach. Źródło.
W Chorzelach od października 1940 r. przygotowywano się do zdjęć. Ekipa filmowa przybyła do miasta 6 II 1941 r. Między stacją kolejową a miastem krążyły dorożki i furmanki, przywożące austriackich filmowców. W przeciwieństwie do Niemców płacili oni furmanom sowicie za usługę przewozu - zapisał Lucjan Jankowski. Po kilku tygodniach czekania na lepszą pogodę przerwano zdjęcia i do miasta powrócono w czerwcu 1941 r. 

Według niektórych źródeł to właśnie wtedy przebudowywano chorzelski rynek. Dawniej bowiem wyglądał on zupełnie inaczej niż współcześnie. Od północy, od Wielbarka, prowadziła do niego ulica Graniczna. By jechać dalej, np. w stronę Przasnysza, należało przejść rynek po przekątnej, by dotrzeć do wlotu ul. Mostowej. Okupanci uprościli przejazd, budując dzisiejszą ul. Grunwaldzką (wówczas Orterburger Strasse) przez całe miasto. Na rynku biegła lekko zakrzywionym torem, przez co plac został podzielony na dwie nierówne części. Niemcy wyburzyli całą ulicę Grunwaldzką, od Żabiej do rynku, i uczynili z niej główną ulicę filmowego miasteczka. W powstałej w ten sposób luce zbudowano kompletną niemal makietę kresowego miasta z budynkami. Ciągnęło się to przez pół ul. Grunwaldzkiej i od Zduńskiej do rynku. Makieta znalazła się też na budynku państwa Bączków, który został przemieniony w filmie na Deutsche Schule - mówił w 2014 r. L. Jankowski. Jednak ten sam człowiek w swoich wspomnieniach, wydanych w 2014 r., pisał: Droga przez miasto była kręta i do tego wiodła przez stare [dwa] mosty [na Orzycu] konstrukcji drewnianej, nie nadające się do bezpiecznego ruchu kołowego samochodów ciężarowych. Tuż za mostem, na zachód od szosy w kierunku Przasnysza, aż po Mławę rozciągał się wielki poligon wojskowy. W tej sytuacji okupant niemiecki zmuszony do budowy odpowiadającego ówczesnym warunkom nowego mostu przez rzekę Orzyc. Tu nadarzyła się okazja, aby ten trakt komunikacyjny wyprostować. W tym celu wyburzono budynki mieszkalne i handlowe na wschodniej ścianie ulicy Grunwaldzkiej, na odcinku od ulicy Żabiej do rynku, a także tyle skrzydło kamienicy państwa Kawieckich przy ul. Mostowej. Zaplanowane prace przebiegały szybko. W maju 1942 roku rozpoczęto budowę mostu. Niemal jednocześnie z jego budową na linii od Placu 3 Maja przez Rynek do rogatek na Rembielinku [dawniej osobna wioska, dziś część Chorzel] usypano nową jezdnię, a nawierzchnię z granitowej kostki ułożyli specjalnie sprowadzeni niemieccy brukarze. Późnym latem 1942 roku po ukończeniu budowy mostu wyprostowana przez okupanta trasa została włączona do pieszego i kołowego ruchu. Nie ustaliłam ostatecznie, czy rynek przebudowano w 1941 czy 1942 r.
Przeprawa na Orzycu zbudowana przez Niemców w czasie II wojny światowej. Z tyłu przedwojenna zabudowa miasta. Zbiory Mirosława Krejpowicza.
Tak czy inaczej, miasto zaczęło się zmieniać. Bolesław Więckowski, wówczas 17-letni, wspominał: Kręciło się mnóstwo ludzi, wojska i pojazdów.
Źródło: M. Wiśnicki, Z. Miecznikowski, Gmina Chorzele. Przewodnik turystyczny, Chorzele 2008.
Tadeusz Rykowski z Przasnysza, urodzony w Chorzelach, wspominał: Miałem przepustkę do Chorzel, kosztowała 50 gr., i z Przasnysza jeździłem tam rowerem. Przekazywałem znajomym wiadomości nadawane z Londynu, gdyż kuzynka Halina Rykowska miała radio - siedmiolampowego Telefunkena, z którego zaprzyjaźniona grupa młodych wówczas ludzi słuchała audycji nadawanych po polsku z Londynu. W Chorzelach zatrzymywałem się u kolegi, który miał zakład fotograficzny. Odwiedzając go widziałem, jak Austriacy kręcili ten film. Północna część miasta była zmieniona. Zbudowano tam piętrowe dekoracje imitujące zabudowania. Powstawały makiety piętrowych domów. Dawid Fiszerung, wówczas 16-letni, po latach zapisał: (...) wywrócili całe miasteczko nie do poznania, pozmieniali fronty domów, a także ulice aż do dworca kolejowego.

Jak wspominał L. Jankowski, Prace rozpoczęły się od stworzenia zaplecza materiałowego, gdzie zgromadzono ogromne ilości drewna. Na rynku zaczęli też wiercić studnię głębinową, co trwało prawie całą zimę. Po wielu próbach musieli jednak zrezygnować, bo wody zwyczajnie nie było. Doszli jednak do wniosku, że mogą ją pozyskać z miejsca, gdzie stała synagoga, gdyż ta posiadała już studnię obok mykwy. Zbadali, czy jest wystarczająca ilość wody, a następnie przystąpili do budowania bazy materiałowej i przygotowania przyszłego planu filmowego. Ten najwyraźniej przewidywał powstanie dużego placu, którego jednak u nas nie było. W związku z tym zadecydowano o rozbiórce miejscowej synagogi i pobliskiej rzeźni rytualnej. Zapewne, aby upokorzyć miejscowych Żydów, zagnano ich do prac rozbiórkowych. W ten sposób filmowcy oszczędzili fundusze i jednocześnie pozyskali dodatkowy budulec na dekoracje. Potem wybudowane zostały tam baraki dla biur filmowców, do których doprowadzono nawet centralne ogrzewanie.

Przy rozbiórce synagogi pracował wspomniany Fiszerung, syn męskiego krawca mieszkającego w domu za kościołem. Miejsce po bożnicy miało służyć filmowcom za plac na atelier. Jak na złość wody, poszukiwanej na rynku i na placu po bożnicy, nie znaleziono, a potrzebna była przy obróbce kliszy fotograficznej w atelier.
Plac 3 Maja w Chorzelach, w tle bożnica; okres międzywojenny. Zbiory Lucjana Jankowskiego. Udostępnił Michał Wiśnicki z Towarzystwa Przyjaciół Chorzel.

W ramach przygotowań do filmu wybudowano m.in. most na nieistniejącej rzece – atrapę dla pirotechników do wysadzenia jej w powietrze dla dodania dramaturgii akcji filmu, zlokalizowaną na ul. Zarębskiej. Po jednej jego stronie umieszczono strażnicę rosyjską [raczej polską, skoro akcja filmu dzieje się przed 1939 r.], a po drugiej niemiecką - zanotował L. Jankowski. J. Kisielnicka wspominała: Po polskiej stronie mostu domy były zapuszczone i biedne, po niemieckiej piękne i okazałe.

Do prac zatrudniono licznych fachowców: murarzy, cieśli, stolarzy. Prace wykonywały niemieckie firmy budowlane ze Szczytna i okolic. Aby stworzyć z Chorzel wołyńską wieś, przywieziono z Kresów Wschodnich dawnej Rzeczpospolitej charakterystyczne dla tych obszarów wozy końskie z pałubami typu wschodniego. Dostarczyła je kolej. H. Deptuła, którego ojciec był kolejarzem, wspominał: Teraz wiemy, że zgodnie ze scenariuszem akcja filmu miała się toczyć w kresowym miasteczku pod Łuckiem, jednak wtedy o tym nie wiedzieliśmy. Wozy z pałubami pozyskano na pewno z terenów wschodnich Polski i umieszczono na rynku, czyli dzisiejszym pl. Kościuszki. Było ich kilkadziesiąt. Zastanawiało nas wtedy, dlaczego jest ich tak dużo?  

Z polskich magazynów wojskowych sprowadzono dwie tankietki – małe, najczęściej bezwieżowe czołgi z dwuosobową załogą. Filmowcy założyli nawet, wedle relacji J. Kisielnickiej, ogród ze sztucznymi drzewkami owocowymi, takimi jak jabłonie, wiśnie i grusze. Chociaż wtedy była jesień, drzewka stały w kwiatach - wspominała. Na rynku przed domem Bączków ustawiono atrapę frontonu niemieckiej szkoły z pilśni, a także drewniany pawilon udający sklep. Przy jego budowie pracowali Polacy, zatrudniani przez niemieckie firmy budowlane ze Szczytna.
Makiety i dekoracje do Heimkehr na domu rodziny Połomskich. Fotografię  udostępniła Elżbieta Kunka. Zbiory Cyfrowego Archiwum Tradycji Lokalnej przy Miejsko-Gminnej Bibliotece Publicznej w Chorzelach. Źródło.
To tam kupiec żydowski Salomonson sprzedawał głównej bohaterce filmu paryskie koronki. Zagrał go austriacki Żyd, Eugen Preiss. Co ważne, „Salomonson filmowany jest z profilu. W ten sposób idealnie można było wyeksponować te wszystkie archetypiczne cechy, które przypisywali Żydom narodowi socjaliści. Pokazywany jest więc z profilu. Na jego szczupłą twarz pada cień. Widzimy haczykowaty, długi nos, ostre kontury twarzy... istny drapieżnik czyhający na swoją ofiarę” – tłumaczył Gerard Trimmel, autor monografii Heimkehr. Co ciekawe, w Chorzelach Preiss nabawił się tyfusu. Codziennie pielęgnowała go Paula Wessely, główna gwiazda produkcji. Aktor nie wystąpił potem w żadnym już filmie, zmarł w 1961 r. w wieku 86 lat.
Żydowski kupiec Salomonson z HeimkehrŹródło.
D. Fiszerung wspominał, że ciągał z kolegami wozy wyładowane drewnem, śpiewając pod dyktando folksdojcza Kachela, odpowiedzialnego za Żydów chorzelskich, następującą piosenkę: Przez 20 lat/Żyd Polaka kradł/Jadał kury, raczki, kaczki/Teraz nie ma na flaczki. Nie dostawał wynagrodzenia za pracę, przez co rodzina znalazła się w trudnej sytuacji i musiała wyprzedać część przedmiotów z domu. Później Fiszerung dostał płatną pracę przy budowie szosy. Zarabiał połowę tego, co Polacy.

Początkowo mieszkańcy obawiali się przybyszów, a w mieście zapanował strach. Szczególnie przerażeni byli Żydzi, obawiający się o swoje życie i mienie. Robert Czerny, kierownik planu filmowego w Chorzelach, zapamiętał następującą sytuację: pewnego dnia zauważył młodą Żydówkę, która pracowała przy filmie. W fartuchu niosła kilka kawałków węgla. Gdy poszedł za nią, dotarł do ubogiej chaty, w której w ciasnocie mieszkało żydowskie małżeństwo z czwórką dzieci. Wystraszona kobieta rzuciła się przed nim na ziemię, obawiała się bowiem kary - w jej mieszkaniu znajdował się jutowy worek z napisem Wien-Film, przerobiony na odzież.

Jednak, jak się szybko okazało, wraz z przybyciem austriackich filmowców w mieście czasowo skończyły się łapanki i wywózki. Zauważyłem, i inni też, że w okresie pobytu ekipy austriackiej represje i surowa dyscyplina władz okupacyjnych była nieco złagodzona, nie było w każdym razie takiego napięcia, jakie się wcześniej odczuwało. Zniesiono nawet godzinę policyjną – wspominał L. Jankowski. – Austriacy wyróżniali się na tle Niemców, byli kulturalni i zupełnie nie wulgarni wobec nas, jak tamci. Ku naszej radości na kilka miesięcy zapanowała w Chorzelach „odwilż”, a terror zelżał - wspominał, dodając: Część filmowców była zakwaterowana u państwa Jabłońskich w pensjonacie, inni mieszkali w domach mieszkańców. Nie był to nakaz. Austriacy w odróżnieniu od Niemców nie wydawali rozkazów, a raczej zwracali się z prośbą. Lecz oczywiście każda ich prośba mogła być wzmocniona nakazem urzędowym. Np. obowiązek uczestniczenia mieszkańców w nagrywaniu pewnych scen był egzekwowany przez władze administracyjne. Wynikało to zapewne z umów, jakie ekipa filmowa zawiązała z władzami państwowymi III Rzeszy, które udostępniły narzędzia prawne, by spełniać wszelkie potrzeby ekipy filmowej


Poza tym Austriacy Pili po mieszkaniach, podrywali dziewczyny. W wydanych w 2014 r. wspomnieniach L. Jankowskiego znajdziemy też taki fragment: [Austriacy] Chętnie nawiązywali kontakty osobiste z miejscową ludnością, a w rozmowach podkreślali swoja odrębność od Niemców, wyróżniali się ponadto przyjaznym stosunkiem do Polaków. Trudno oprzeć się refleksji nad paradoksem irracjonalnych zachowań austriackich filmowców, bo przecież świadomie pracowali nad wybitnie antypolskim filmem propagandowym, a mimo to nie było w nich ani buty germańskiej, ani wrogości wobec nas. Nawiązywały się nawet autentyczne przyjaźnie między nimi a wielu rodzinami.
Rynek w Chorzelach, w środku Robert Czerny, kierownik miejscowego planu filmowego, 1941 r. Fot. Czesław Milewski. Źródło.
Jadwiga Połomska, wówczas 20-letnia wnuczka właściciela restauracji przy chorzelskim rynku, gotowała obiady dla ekipy Wien Film. Mówiła po latach: To byli przyzwoici ludzie, nawet jak wracali ze świąt, to przywieźli mnie i babci po chusteczce. W restauracji prawie wcale nie rozmawiali o filmie, tylko chichotali, opowiadali kawały. Restauracja dostawała dzięki stołowaniu filmowców ekstra kartki żywnościowe. Do lokalu Austriacy schodzili się po południu i wchodzili do sali jadalnej w budynku schodkami prosto z ulicy.

Kto dostanie rolę?
Większość ekipy pocho
dziła z Austrii, a sam film był dziełem wiedeńskiej wytwórni Wien-Film GmbH. Za statystów służyli mieszkańcy Chorzel, Polacy i Żydzi. Jako niemieckich statystów ściągnięto mieszkańców przygranicznych terenów dawnego powiatu szczycieńskiego, przede wszystkim ludzi z Opaleńca. Z kolei role polskich żołnierzy i policjantów odtwarzali szeregowcy SS i Gestapo. Za niewielkie role płacono po 120 zł, a statyści dostawali symboliczne wynagrodzenie.

Główną bohaterkę, nauczycielkę Marię Thomas, grała wiedeńska aktorka Paula Wessely (1907–2000), uznawana w Austrii za „aktorkę 100-lecia”. Była wówczas wielką gwiazdą. Dość powiedzieć, że jej nazwisko znalazło się na 36-stronicowej liście najważniejszych artystów w III Rzeszy, powstałej w 1944 r. Gottbegnadeten-Liste (Listę obdarzonych łaską Bożą) stworzyli Joseph Goebbels i Adolf Hitler. Za rolę aktorka, o której Goebbels powiedział, że „przyćmiewa wszystko”, zainkasowała 150 tys. marek. 

Paula Wessely na planie Heimkehr. Źródło.
W filmie wystąpił mąż Wessely, Atilia Hörbiger (1896–1987). Był austriackim aktorem teatralnym i filmowym. Za udział w produkcji dostał 45 tys. marek. Inny aktor, zaangażowany do Heimkehr, Peter Peterson, zarobił 80 ty. marek. W filmie wystąpili też Carl Raddatz, który portretował narzeczonego Marie Thomas, Fritza Mutiusa.

Polską obsadę zorganizował doceniany przed II wojną światową śpiewający i tańczący Igo Sym (1896–1941), aktor grający w filmach polskich, austriackich i niemieckich. Jednocześnie był folksdojczem mianowanym przez Niemców naczelnym intendentem teatrów warszawskich, jednym z najbardziej znanych polskich kolaborantów III Rzeszy Niemieckiej. Po wojnie „Express Wieczorny” pisał: Renegat Igo Sym (...) jednych aktorów zjednał obietnicami, a innych zastraszył, że ich odmowa będzie uważana przez rząd niemiecki jako dowód wrogości (...) Reżyser Ucicky przyjmował każdego aktora osobno i po okazaniu treści scenariusza mówił: – Rząd niemiecki włożył na mnie ciężki obowiązek nakłonienia pana do zagrania w niemieckim filmie propagandowym roli, której pan, jako Polak, przyjąć nie powinien. Sym został zapisany na liście płac zatrudnionych przy produkcji jako „mąż zaufania i pełnomocnik”.

Igo Sym wyrokiem podziemnego sądu został zastrzelony w marcu 1941 r. w mieszkaniu w Warszawie. Postawiono mu zarzut agentury dla gestapo. Nie doczekał końca zdjęć w Chorzelach. Jak opowiadał Oktawiusz Jankowski z Chorzel: Że go zabili, to dowiedzieliśmy się dosłownie za kilka dni. Ktoś z ekipy austriackiej powiedział naszej matce, że ten elegant nie wróci do Chorzel ze Świąt Wielkanocnych.

Do udziału w Heimkehr skaptowano kilkunastu polskich aktorów skłonnych do współpracy z okupantem. Józef Kondrat, stryj aktora Marka Kondrata, miał powiedzieć: No cóż, potrzebna mi forsa, grałem, bom aktor i chcę zarobić. Bogusław Samborski, grający w filmie polskiego burmistrza, liczył natomiast, że dzięki kolaboracji z Niemcami ocali żonę Żydówkę. Tak samo tłumaczył się Artur Horwath, mając na myśli Halinę Lubecką.

Niemcy płacili wykonawcom bajeczne honoraria. Przykładowo B. Samborski dostał za rolę w Heimkehr 20 tys. zł, zaś po zakończeniu zdjęć Wien-Film wypłacał mu co miesiąc 700 marek. J. Kondrat otrzymał 8 tys. zł.

Bracia Jankowscy z Chorzel przez okno swojego domu widzieli plan filmowy. Nie chodzili do szkoły, ponieważ Niemcy zamknęli polską placówkę. Sołtysi wyciągali z domów młodych chłopaków, by statystowali jako tłum. W filmie bracia, synowie przedwojennego funkcjonariusza Straży Granicznej, machają gałęziami kasztanowca, witając aktorów przebranych za polskie wojsko. Za taką pracę można było dostać gorącą zupę, a czasem nawet kilka marek. Każdy grosz się przydawał.
Dekoracje na planie filmowym w Chorzelach. Źródło.
D. Fiszerung wspominał, że któregoś dnia przeczytał w obwieszczeniu wywieszonym na rynku, że miejscowa ludność ma się zgłosić do sceny filmowej. Opowiadał po latach: Tak zostałem statystą. W ogłoszeniu nie było napisane, co to za film. Poszedłem z ciekawości. Ludzie już stali na rynku, nikt się nie bał, każdy był ciekawy. Filmowcy kazali nam pokazywać palcami i śmiać się z Niemców. Z kolei Rębiewska, wedle słów syna Tadeusza, wówczas 12-latka, została wytypowana do filmu jako przekupka na Marktplatz Chorzel. Po matkę przyszli Niemcy, żeby zagrała w filmie. Miała targować się o kurę. Potem Niemcy mówili „gut mutti”, że dobrze zagrała. Ale matce długo ludzie nie wierzyli, że tak naprawdę żadnej kury nie kupiła – wspominał Rębiewski.

O czym opowiada
Heimkehr
Akcja filmu, dostępnego poniżej, zaczyna się w marcu 1939 r. w miasteczku niedaleko Łucka. Zamieszkują je Polacy, Żydzi i Niemcy. Film rozpoczyna sekwencja napisów początkowych, kiedy to widzowi wyjaśnia się, przy akompaniamencie filharmoników wiedeńskich, że prezentowany obraz to prawdziwa historia Niemców, którzy dawno temu osiedlili się na Wschodzie, ponieważ w ich ojczyźnie nie starczało dla nich przestrzeni życiowej (niem. Lebensraum).




W rzeczywistości film rozpoczyna się w Chorzelach sekwencją (nakręconą jednak na końcu), w której wściekli Polacy niszczą niemiecką szkołę, ponieważ budynek ma zająć polska żandarmeria. Palą ławki i globus, zaś do ognia wrzucają klatkę z kanarkiem. Żydowscy starcy z Judenratu nie mogą powstrzymać się od śmiechu. Z kolei niemieckie dzieci, których role grali sprowadzeni z Opaleńca chłopcy, patrzą z przerażeniem na te dantejskie sceny. Jak wspominał O. Jankowski, Specjalnie do tej sceny przywieźli (…) cwaniaczków z Warszawy [z Pragi – przyp. M.W.K.], z łapanki. Ćwiczyli ich, żeby równo krzyczeli: „Spalić, zniszczyć!”. L. Jankowski z kolei zapamiętał moment spotkania z młodymi statystami: Któregoś dnia wychodząc z budynku zauważyłem masę obcych młokosów spoza Chorzel. Zacząłem z nimi rozmawiać. Opowiadali, że Niemcy zwinęli ich z ulicy i przywieźli tutaj, lecz nie wiedzieli, po co. Okazało się, że mieli wytworzyć odpowiednią atmosferę i sprowokować bójkę z niemieckimi chłopakami.
Fotosy z filmu Heimkehr. Udostępnił Michał Wiśnicki z Towarzystwa Przyjaciół Chorzel.
O. Jankowski dopowiadał: My byliśmy jako gapie. Igo Sym mówił, kto gdzie ma stanąć. Lucjana widać, jak przebiega w czapce, ja byłem z drugiej strony. Natomiast L. Jankowski dopowiadał: Jedno z niemieckich dzieci miało ratować klatkę z kanarkiem z ognia, a chłopak z Warszawy miał przeszkadzać. Tak się przy tym zacietrzewił, że uderzył Niemca w nos, aż do krwi. Nie było tego w scenariuszu, ale operator się ucieszył. Robił zbliżenia. Jak na tamte czasy, to był nowoczesny film. Zdecydowane życiowe dialogi, bez egzaltacji. Chorzelanin tak wspominał to ujęcie: Jest scena, w której Polak bierze klatkę z kanarkiem i zamierza wrzucić ją na rozpalony stos. Niemiecki uczeń sprzeciwia się temu. Wywiązuje się bójka. Taką scenę widzimy w filmie „Heimkehr”. Ja obserwowałem tę sytuację spoza kadru, gdy ją kręcono na planie filmowym. Bójka pomiędzy tymi chłopcami była w rzeczywistości spontaniczna i niereżyserowana. Niemiec naprawdę oberwał w nos tak mocno, że poleciała mu krew. Było to idealne ujęcie, które wyszło niezwykle realistycznie. Zapewne usatysfakcjonowało nie tylko operatorów, lecz również polskich chłopaków, którzy od dawna marzyli, by bezkarnie przyłożyć Niemcowi.

Następnie wzburzona Marie idzie do polskiego burmistrza, by zaprotes
tować przeciwko zniszczeniu niemieckiej szkoły. Nawet w takim kraju jak Polska istnieją przepisy chroniące własność niemiecką – mówi. Burmistrz uśmiecha się pobłażliwie. Wessely rozpoczyna monolog na temat germańskich przodków, którzy kolonizowali wschód. Burmistrz wyrzuca Niemkę za drzwi. Scena została tak zmontowana, że głos ujadającego psa nałożono na obraz wrzeszczącego z wściekłości burmistrza. Zastosowano krótkie cięcia. To wszystko bardzo podobało się Goebbelsowi.
Fotosy z filmu Heimkehr. Udostępnił Michał Wiśnicki z Towarzystwa Przyjaciół Chorzel.
Bohaterka wraz z narzeczonym jadą do wojewody łuckiego, by zgłosić sprawę niemieckiej szkoły i dopominać się praw Niemców. Jednak ze względu na to, że w mieście odbywa się akurat defilada polskich wojsk, polski wojewoda nie ma dla Niemców czasu. Z powodu tego, że scen nie kręcono po kolei, niektórzy statyści byli zdezorientowani. Raz mieli skandować „Spalić!”, a raz krzyczeć „Jedzie polskie wojsko” na widok paru tankietek, które kilka razy bocznymi uliczkami wyjeżdżały na rynek w celu nakręcenia najlepszego ujęcia. 

Tanki w Chorzelach w 1941 r. Zdjęcie udostępnił Michał Wiśnicki z Towarzystwa Przyjaciół Chorzel.

L. Jankowski tak zapamiętał to ujęcie: Autentyczny sprzęt, mundury, nasi uzbrojeni żołnierze... jak malowani. Taki widok wywołał u nas euforię, niemal poczułem namiastkę atmosfery wyzwolenia, jednak oczywiście były to tylko pozory, bo w rzeczywistości był to Wehrmacht. Co ciekawe, w tym samym czasie pojawił się nieświadomy niczego patrol niemiecki, który nie został wcześniej poinformowany o przybyciu pojazdów mających wystąpić w filmie. O mało co nie doszło do strzelaniny, a zaskoczenie było całkowite, gdy dwa lata po Kampanii Wrześniowej pojawił się doskonale umundurowany i uzbrojony oddział polskiego wojska. Oczywiście byłaby to strzelanina pomiędzy przebranymi za Polaków żołdakami z Wehrmachtu a niemieckimi żandarmami. Dalej wspominał: Kiedy ta „nasza” armia tak wjeżdżała do miasteczka, jeden z tych warszawskich chłopców podbiegł do Pauli Wessely, krzycząc do niej radośnie w blasku reflektorów: „Nasze wojsko jedzie! Nasze wojsko jedzie!”. Ona w tym momencie przekonująco odegrała scenę przerażenia i smutku. Widziałem, jak to nagrywano, w filmie jednak ta scena się nie znalazła
Bohaterowie filmu, odesłani przez wojewodę, idą do kina. Siedzący w kinie Polacy wstają z ławek, kiedy przed seansem wyświetlana jest kronika filmowa z marszałkiem Edwardem Rydzem-Śmigłym, przedwojennym Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych. Niemcy nie śpiewają. Zmusić ich! Śpiewaj, śpiewaj, niemiecki psie! – krzyczą zebrani. – Niemców, te przeklęte świnie, trzeba było dawno zamordować! Polacy linczują Niemca przy dźwiękach amerykańskiego jazzu, płynącego z płyty włączonej przez operatora filmowego w kinie. Szpital nie przyjmuje rannego i w rezultacie główna bohaterka wraca do domu z ukochanym w trumnie.
Scena w kinie. Źródło.
Kolejne ujęcia pokazują Polaków, którzy kamienują Niemców na ulicach przy dźwiękach Mazurka Dąbrowskiego w aranżacji filharmoników wiedeńskich. Jak mówił Antoni Waleszczak, były nauczyciel historii z Chorzel, Chodziło o przedstawienie Polaków źle także od strony fizycznej, jako rasę podludzi. W moim odczuciu do tych scen dobierano ludzi z dołów społecznych i specjalnie brzydkich. W tym kontekście ważna jest scena, w której wzbudzający odrazę Polak goni przez miasto Niemkę Marthę Launhardt, którą ostatecznie dopada, zrywa z niej łańcuszek ze swastyką, pokazuje go zgromadzonym z nieukrywaną, zwierzęcą satysfakcją, a potem wraz z pozostałymi Polakami i Żydami kamienuje ofiarę.
Fotosy z filmu Heimkehr. Źródło.
Niemcy z miasteczka potajemnie słuchają radia i przemówienia Adolfa Hitlera z 1 IX 1939 r. Führer ostrzega naród polski, aby zaprzestał wyniszczania Niemców, bowiem ich silna ojczyzna nie będzie na to obojętna. Niemieccy bohaterowie filmu zostają zabrani ciężarówkami, zawinięci w sieci i skierowani do więzienia w polskiej twierdzy, gdzie panują warunki bliskie tym z Oświęcimia. Wiedzą, jaki będzie ich los, ale nie chcą zapomnieć o ojczyźnie – silnej, przyjaznej, otwartej, zielonej krainie. Główna bohaterka w swoim patetycznym monologu wyraża nadzieję, że gdy już dotrze z towarzyszami do Niemiec, będzie to szczyt szczęścia, a w ojczyźnie nie będzie już polskiej ani żydowskiej mowy. Ostatecznie uwięzionych Niemców ratuje od śmierci hitlerowska armia. Po ulicach miasta w czołgach jadą uśmiechnięci aryjscy żołnierze, a niebo zapełnia się niemieckimi samolotami myśliwskimi.

Scena z filmu Heimkehr. Zbiory NAC. Źródło.
…i gdy z chorzelskiego planu zejdziemy
Zdjęcia do Heimkehr kręcono nie tylko w Chorzelach, ale też w studiu filmowym Rosenhügel we Wiedniu. Tam wyb
udowano drewnianą konstrukcję-makietę miasta Łucka. W Austrii nakręcono też sceny w pomieszczeniach i z udziałem polskich aktorów. Przy tworzeniu makiet miano korzystać z dokładnej dokumentacji fotograficznej, dzięki czemu odtworzono brukowane "kocimi łbami" ulice Łucka. Dodatkowe ujęcia kręcono w atelier Sievering i Shönbrunn.

Scena z filmu Heimkehr. Zbiory NAC. Źródło.

Zbudowany na potrzeby Heimkehr plan w studiu filmowym wytwórni Wien Film. Źródło.

W samych Chorzelach nie zdawano sobie sprawy, o czym będzie opowiadał kręcony w mieście film. Jego treść ze zrozumiałych względów była trzymana w tajemnicy. L. Jankowski mówił po latach: Oczywiście nie wiedzieliśmy jaki [to był film – przyp. M.W.K.], choć wielu z nas domyślało się, że może być to zapewne produkcja propagandowa. Mieszkańcy Chorzel mało mówili między sobą o filmie, ale wiedzieli, że będzie antypolski. Wspomniana wyżej J. Połomska wspominała po latach: Kiedyś poszłam na plan z ciekawości, ale machnęłam ręką, bo bzdury pokazywali. Powiedziałam im później, że wiem, o co w tym filmie chodzi, że mają przedstawić Polaków jako bandytów. Zmieszali się, to nie był przecież ich pomysł.

Kiedy w czerwcu 1941
 r. zdjęcia w Chorzelach zakończono, a ekipa filmowa wyjechała, nie minęły 3–4 dni, jak wszystkie dekoracje i makiety zdemontowano i przewieziono koleją do Wiednia. Pozostała jedynie wysadzona do filmowej sceny atrapa mostu granicznego. L. Jankowski i H. Deptuła wspominali, że Był z drewna, chociaż, żeby się o tym przekonać, trzeba było podejść naprawdę blisko. Był świetnie zrobiony i doskonale imitował żelazo. Jeszcze jakiś czas później jego kawałki służyły nam za podpałkę.
Prace na planie Heimkehr. Źródło.
W dniu 22 VI 1941 r., wraz z atakiem Niemiec na ZSRR w ramach Operacji Barbarosssa, rozpoczęła się wojna radziecko-niemiecka. Filmowcy zakończyli zdjęcia tuż przed jej wybuchem. Interesujące jest, że w pierwotnej wersji filmu, którego akcja dzieje się na terytorium Wołynia, uwięzionych Niemców miała „wyzwalać” Armia Czerwona jako sojusznik Wehrmachtu, radziecki przyjaciel Hitlera. Jednak po wybuchu działań wojennych należało dopasować film do aktualnej sytuacji, a Sowietów zastąpił Wehrmacht.

Po zakończeniu zdjęć filmowych do Chorzel powróciła wojenna szaruga i okupacyjna rzeczywistość. Skończyła się „odwilż”. Polacy ponownie byli rewidowani, wywożeni na roboty przymusowe, doświadczali konfiskat majątków. W mieście zapanowała rzeczywistość znana… z Heimkehr.

Statyści i ekipa na planie HeimkehrŹródło.
Podczas prac nad filmem w Chorzelach mieszkało ok. 30 żydowskich rodzin. Nie byli angażowani do filmu. W Heimkehr Żydzi zazwyczaj stanowili tło dla głównych wydarzeń, ale wyróżniali się zachowaniem i niechlujnym wyglądem. Wyeksponowano ich jedynie w kilku scenach, np. w ujęciu wyrzucania i palenia wyposażenia niemieckiej szkoły.

W nocy z soboty na niedzielę 7 na 8 XII 1941 r. chorzelskich Żydów wywieziono do getta w Makowie Mazowieckim, a stamtąd do obozów zagłady. Transportowano ich tymi samymi wozami, które stanowiły dekorację sceny na targu w Heimkehr.

„Każdy Niemiec ma obowiązek obejrzeć ten film”
Kiedy po latach austriacka pisarka Elfriede Jelinek wypomniała Pauli Wessely i Atilii Hörbiger udział w Heimkehr i propagowanie nazistowskiej ideologii, spotkało ją wiele nieprzyjemnych sytuacji. Austriacy byli oburzeni – jak można było tak traktować największą austriacką aktorkę XX stulecia? Jednak po jakimś czasie przyznano Jedlinek rację, w czym pomogło odzyskanie autorytetu po nagrodzeniu jej literacką Nagrodą Nobla. 

Do filmu wykorzystano setki statystów, pułk Wehrmachtu oraz eskadrę Luftwaffe! Heimkehr kosztował 3,5 miliona marek, a zarobił 4,6 mln marek. Premiera najdroższej produkcji w historii III Rzeszy Niemieckiej miała miejsce 31 VIII 1941 r. w Cinema San Marco w Wenecji w ramach Tygodnia Sztuki Filmowej. Heimkehr tak się spodobał, że został wyróżniony nagrodą włoskiego Ministerstwa Kultury. Prasa okrzyknęła film credo każdego Niemca. Uroczysta premiera w Scala-Kino we Wiedniu odbyła się 10 X 1941 r. w Wiedniu. Pierwszy pokaz w Berlinie zaplanowano na 23 X 1941 r. w dwóch kinach: Ufa-Palast am ZOO i Ufa-Theater. Już w kolejnym roku otrzymał nagrodę „Film der Nation” - „Filmu Narodu”. Pokazywano go w kinach od 1942 r., ale był przeznaczony jedynie dla Niemców. Jednak niektórym chorzelakom udało się go zobaczyć lub przynajmniej o nim usłyszeć krótko po premierze.
Przed premierą Heimkehr w wiedeńskim kinie Scala 10 X 1941 r. Źródło.
L. Jankowski w czasie wojny pracował u bauera Kolotzaya niedaleko Szczytna. Bauer i Niemcy u niego pracujący widzieli Heimkehr w kinie, ale właściciel nie wierzył w przesłanie filmu. Z kolei prosta robotnica, wedle słów Jankowskiego, przekonywała Kolotzaya, że gdyby Polacy nie tępili Niemców na Wschodzie, to wojna by nie wybuchła. Podobny stosunek do Heimkehr miał niemiecki gospodarz z gospodarstwa w Opaleńcu, u którego pracował przymusowo Bolesław Więckowski z Chorzel. Kiedy z właścicielem gospodarstwa przyjechał do miasta, zobaczył filmowców na rynku. Powiedział do Więckowskiego: Patrz, robią film dla Goebbelsa. Był przeciwnikiem Hitlera, co przejawiało się m.in. w wypowiedział i niechęci do wysłania syna do Hitlerjugend. Musiał ostatecznie ustąpić, gdy zagrożono, że cała rodzina zostanie wysłana do obozu koncentracyjnego. Warto zaznaczyć, że Więckowski był traktowany przez bauerów jak członek rodziny i wiele lat po wojnie utrzymywał z nimi kontakty, potem także z ich potomkami.

J. Kisielnicka obejrzała film w 1942 r. w Królewcu. Było to możliwe, ponieważ przebywała tam na robotach przy
musowych. Jak opowiadała: Mój gospodarz powiedział mi, że będą pokazywać „Heimkehr”. Ucieszyłam się i mówię, że chętnie obejrzałabym ten film, ponieważ byłam świadkiem jego realizacji. Widziałam aktorów i reżysera. No i zobaczyłam perfidne kłamstwo. Ale cel został osiągnięty. Widziałam wówczas w kinie wielu szlochających Niemców.
Źródło.
Wedle zaleceń Ministerstwa Propagandy III Rzeszy film miał być szeroko dystrybuowany, dlatego na specjalne seanse przychodziły całe jednostki wojskowe, szkoły, urzędy i fabryki. Heimkehr wyświetlano we Włoszech, Holandii, a w końcu 1944 r. nawet w Japonii. Wedle badań Annelise Sander, Heimkehr zajmował piąte miejsce jeżeli chodzi o oglądalność wśród Hitlerjugend. Nie pokazywano go natomiast w Generalnym Gubernatorstwie, bowiem, według Goebbelsa, film nie wzbudziłby poklasku Polaków, a co więcej, mógłby stanowić punkt zapalny i zachętę do ich agresji. Widziała je natomiast publiczność niemiecka na terenach okupowanych. Jednak 26 X 1941 r. wyświetlono Heimkehr na spotkaniu na krakowskim Wawelu, zorganizowanym z okazji dwulecia istnienia Generalnej Guberni.

Josef Goebbels był niesamowicie zadowolony z efektu końcowego. Mówił: Film jest wstrząsający i wzruszający zarazem. Stanowi wychowawczą lekcję dla całego narodu niemieckiego, a scena w piwnicy polskiego więzienia jest według mnie w ogóle najlepsza ze wszystkich, jakie kiedykolwiek nakręcono. Nazwał Heimkehr najlepszym filmem XX w. Produkcja osiągnęła cel propagandowy, a obraz, dzięki prostemu językowi oraz patetycznym monologom, zawierającym narodowosocjalistyczne przesłanie, co podkreślił Gerald Trimmel, szef Austriackiego Centrum Studiów nad Filmem, zadziałała zasada, którą wyznawał Goebbels. Mówił on bowiem: Istotą propagandy jest prostota i powtórzenie. Lud jest znacznie prostszy, niż to sobie wyobrażamy. Tylko ten, kto potrafi sprowadzić problemy do najprostszej formułki i ma odwagę wbrew intelektualistom ciągle je powtarzać w tej uproszczonej formie, ten osiągnie zasadnicze sukcesy w kształtowaniu opinii publicznej. Według prof. E.C. Króla, Heimkehr „jest to najbardziej antypolski film w historii”. Jak pisał, „Heimkehr mógł spotkać się wśród Niemców etnicznych, a zapewne też wśród mieszkańców Rzeszy z reakcjami dwojakiej natury. Po pierwsze – niektórzy widzowie uznali, że film niepotrzebnie dotyka starych problemów, o których lepiej nie pamiętać, bo i tak stosunki niemiecko-polskie kształtują się teraz na właściwej płaszczyźnie, to znaczy dominacji i podległości. Po drugie – inni, i ci zapewne stanowili sporą reprezentację, przyjęli wydarzenia rozgrywające się na ekranie jako argument na rzecz zaostrzenia kursu wobec Polaków jako zbiorowości osobników nikczemnych, niepełnowartościowych pod względem rasowym i kulturowym, urodzonych przestępców i zwyrodnialców”. Co więcej, film „dokonał ogromnych spustoszeń w świadomości niemieckich widzów, których rozmiary trudno ocenić” – twierdził naukowiec. Np. w Płocku po seansie próbowano zorganizować pogrom ludności polskiej.

„Oskarżony nie
przyznaje się do winy”
Po upadku nazistowskiego reżimu żaden z biorących udział w produkcji aktorów nie chciał włączać Heimkehr do swojej filmografii. Paula Wessely usilnie próbowała zapomnieć o tej produkcji; kilkakrotnie mogła zostać za nią ukarana, ale uniknęła wymiaru sprawiedliwości. W 1971 r., pod naciskiem prasy, wygłosiła oświadczenie, wedle którego wyrażała ubolewanie z powodu swojego udziału w Heimkehr. Zmarła w 2000 r. w wieku 93 lat. W ostatnim wywiadzie powiedziała, że nie potrafiła zdobyć się na odwagę, by odmówić zagrania w Heimkehr. Równałoby się to z postawą przeciwnika narodowego socjalizmu. 
W polskim „Biuletynie Informacyjnym” z 27 III 1941 r., wydawanym na terenach okupowanych przez Niemców, pisano: Szczytem załgania i tępej nienawiści do Polski jest kłamliwy film propagandy niemieckiej, malujący okrucieństwa popełniane na Niemcach w czasie walk wrześniowych. Film nakręcony jest przez jedną z wytwórni wiedeńskich. Liczne sceny, które dziać się mają na Wołyniu, nakręcone były na Kurpiach [to nieprawda, Chorzele to nie Kurpie], w miejscowości Chorzel[e]. Okoliczna ludność chłopska spędzana kolbami karabinów, prawdziwymi łzami „odtwarza” cierpienie Niemców wołyńskich i rzekomy „bandytyzm” polskiego żołnierza. Niema słów oburzenia i pogardy dla napiętnowania nikczemności niemieckiej, która odważa się chłopa polskiego zmusić do szkalowania własnej Ojczyzny. Nie mniej gorsząca była współpraca polskich aktorów z Niemcami i ich role w Heimkehr. Szybko dotknęła ich ręka sprawiedliwości. W dniu 19 II 1943 r. Kierownictwo Walki Cywilnej Komendy Głównej Armii Krajowej wydało obwieszczenie, w którym za czynny udział w nagrywaniu filmu niemieckiego „Heimkehr” o treści propagandy antypolskiej na karę infamii skazani zostali aktorzy: Bogusław Samborski, Józef Kondrat, Michał Pluciński oraz Hanna Chodakowska. 

W 1948 r., na podstawie dekretu PKWN o współpracy z okupantem, oskarżono pięcioro aktorów o to, że wystąpili w akcji propagandowej, która miała zohydzić Naród Polski, wywołać i wzmożyć uczucia nienawiści i odwetu przeciwko Polakom ze strony Niemiec. Rozprawa rozpoczęła się 18 XI 1948 r. przed Sądem Okręgowym w Warszawie, trwała 3 dni i odbyła się w atmosferze aktorskiego skandalu. Oskarżeni zostali: Wanda Szczepańska (grała bileterkę w kinie), Stefan Golczewski (chuligan katujący rannego Niemca), Juliusz Łuszczewski (gospodarz masakrujący niemieckich kolonistów) i Michał Pluciński (sierżant granatowej policji). W dzienniku „Robotnik” pisano: Wszyscy oskarżeni nie przyznają się do winy. Wszyscy byli „ofiarami terroru Niemców i ratowali życie”. Żaden z nich „nie orientował się w treści filmu” i „nie miał pojęcia” jak bardzo podła i szkodliwa była treść”. Jako świadkowie w procesie wystąpili Leon Schiller i Aleksander Zelwerowicz, a biegłym od spraw filmu był krytyk filmowy Jerzy Toeplitz oraz ówczesny przewodniczący ZASP aktor Dobiesław Damięcki. Toeplitz twierdził, że film był o wiele bardziej szkodliwy propagandowo z powodu dobrej technicznej i artystycznej produkcji, kierowanej przez świetnego reżysera, specjalistę od tego rodzaju filmów. Rozprawie przewodniczył sędzia Edward Osmólski.
Proces polskich aktorów, grających w Heimkehr, 1948 r. Źródło.

Zgodnie z wyrokiem z 20 XI 1948 r. B. Samborskiego skazano zaocznie na karę dożywotniego więzienia. Aktor wyjechał w czasie wojny do Wiednia, gdzie pracował pod przybranym nazwiskiem (Gottlieb von Sambor), zaś po kapitulacji Niemiec zdołał uciec do Argentyny. Jego żona, z pochodzenia Żydówka, którą tak bardzo chciał ocalić, przeżyła wojnę. Z kolei małżeństwo Horwathów zostało stracone w 1943 r.



M. Pluciński (który w okresie powojennym zagrał w Krzyżakach Aleksandra Forda polskiego rycerza!) otrzymał karę 5 lat więzienia, J. Łuszczewski i S. Golczewski 3 lata, a Wanda Szczepańska 12 lat pozbawienia wolności. Wszystkim karę skrócono i wszyscy wrócili do pracy w przemyśle filmowym. Grali niezbyt wymagające i eksponowane role do lat siedemdziesiątych XX w. Tadeusz Żelski, wcielający się w rolę Becka, zginął w Powstaniu Warszawskim w 1944 r. O losach Igo Syma wspomniano wcześniej.


Odpowiedzialności uniknęli m.in: Bolesław Dominiak, Hanna Chodakowska, Stefania Krokowska, Wanda Szczepańska i Stefania Stoińska.
Powrót do Powrotu do ojczyzny
Na wiele lat Heimkehr trafił do archiwalnych i muzealnych magazynów. W Niemczech, Polsce i Austrii obowiązuje zakaz jego wyświetlania. W Chorzelach również długo się nie mówiło o tej propagandowej produkcji. Ja dowiedziałem się o „Heimkehr” w latach 70. Wtedy telewizja nie była jeszcze tak popularna, chodziło się na karty, w starych rodzinach chorzelskich rozmowa często schodziła na temat tego filmu. – wspominał A. Waleszczak. W tym czasie na łamach specjalistycznych opracowań, poświęconych propagandzie III Rzeszy w przemyśle filmowym, pojawiła się tematyka Heimkehr. Teksty te docierały jednak do bardzo wąskiego grona odbiorców, zainteresowanych tematem historyków i filmoznawców.
Mariusz Bondarczuk. Źródło.
W latach dziewięćdziesiątych Mariusz Bondarczuk – zmarły w zeszłym roku dziennikarz, wydawca i regionalista z Przasnysza – jako pierwszy opisał nazistowską produkcję, którą kręcono m.in. w niedalekich Chorzelach. Bondarczuk zainteresował się tematem dzięki bratu cytowanego wyżej T. Rykowskiego. Zdzisław Rykowski w czasie okupacji niemieckiej pracował jako robotnik przymusowy dla Organizacji Todta w Norwegii. Któregoś dnia w miejscowej gazecie zobaczył zdjęcie – kadr z filmu, na którym widoczne było miasteczko do złudzenia przypominające Chorzele, w których się urodził. Podpis potwierdził przypuszczenia, choć wydawało się niemożliwym, by na północnym Mazowszu używano wschodnich wozów z pałubami, widocznych na zdjęciu.
Zdjęcie przywiezione przez Zdzisława Rykowskiego, przedstawiające plan filmowy w Chorzelach. Źródło: I. Kwiecińska, P. Maszkowski, „Heimkehr” – Celuloidowy koszmar nazistowskiej propagandy, „Odkrywca”, 2014, 4, s. 34.
Jak wspominał M. Bondarczuk, Po wojnie Zdzisław Rykowski przywiózł ów wycinek do Polski. Wiele lat później wraz z bratem Tadeuszem przekazali go do Muzeum Historycznego w Przasnyszu. Tam właśnie po raz pierwszy zobaczyłem to zdjęcie. I tak naprawdę od niego wszystko się zaczęło. Lecz nie od razu. Było to bowiem we wczesnych latach 90. Zajmowałem się wówczas licznymi tematami, a sprawa nazistowskiego filmu kręconego w Chorzelach podczas wojny wydawała się wtedy niezwykle trudna do zrekonstruowania. Niewiele było o tym wiadomo, brakowało literatury i właściwie konkretniejszego punktu zaczepienia. Historią tą ostatecznie zająłem się dopiero po zmianach ustrojowych, gdy zacząłem wydawać w Przasnyszu „Gazetę Przasnyską”. Któregoś dnia od pana Tadeusza dowiedziałem się, że do jednej z mieszkanek Chorzel napisał list austriacki naukowiec, który interesował się filmem „Heimkehr”. Nawiązałem kontakt z młodym wówczas naukowcem z Wiednia, który badał różne aspekty związane z filmem „Heimkehr”. Nazywał się on Gerald Trimmel i przygotowywał rozprawę doktorską o tym obrazie filmowym. Zacząłem prowadzić z nim korespondencję i wkrótce przeprowadziłem wywiad, już za pośrednictwem internetu, który wówczas w Przasnyszu raczkował

Gerald Trimmel, austriacki filmoznawca, autor monografii Heimkehr. Źródło.
Rozmowa z Trimmelem ukazała się w moim czasopiśmie w 1997 roku. Dzięki wiedeńskiemu naukowcowi dowiedziałem się licznych, dotąd zupełnie nieznanych, szczegółów dotyczących realizacji tej produkcji, jak również najbardziej interesującego mnie epizodu związanego z Chorzelami. Gdy Trimmel przysłał mi kopię tego filmu na kasecie wideo, mogłem nareszcie zobaczyć obraz, o którym zaczynałem już sporo wiedzieć. Niebawem też ukazała się książka Geralda Trimmela - istne kompendium wiedzy na temat filmu. Książka nosi tytuł „Heimkehr” - strategie filmu narodowosocjalistycznego. Trimmel jest pracownikiem naukowym Donau-Universitat w Kerms.
Okładka książki G. Trimmela. Źródło.
M. Bondarczuk rozpoczął starania, by w Chorzelach zorganizować pokaz Heimkehr, by dotrzeć do świadków – tych, którzy brali udział w realizacji filmu bądź pamiętali pobyt ekipy filmowej w miasteczku. Dochodzenie się powiodło, a tematem zainteresowały się mazowieckie media. Bondarczuk zwrócił się o pomoc do dziennikarza tygodnika „Polityka”, Marcina Kołodziejczyka, który zapalił się do pomysłu. W ogólnopolskiej prasie pojawiły się teksty o chorzelskim epizodzie w nazistowskiej produkcji propagandowej.

Rozpoczęto też starania o stworzenia filmu dokumentalnego o Heimkehr. Zanim udało się je zakończyć sukcesem w postaci produkcji, zanim zebrano materiały, minęło 10 lat! W filmie wystąpili mieszkańcy Chorzel, świadkowie tych wydarzeń: L. i O. Jankowscy, Stefan Szczepkowski, H. Deptuła. Na potrzeby filmu M. Bondarczuk spotkał się w Wiedniu z G. Trimmelem oraz zgłębiał miejscowe archiwa tropem losów wytwórni Wien-Film, Gustava Učicky’ego oraz Pauli Wessely. Niestety filmoteka wiedeńska nie udostępniła żadnych materiałów. Jak referował Bondarczuk: Tłumaczono się trudną historią Austrii, co dziś wydaje się nieco dziwne. Przasnyski dziennikarz wyruszył też do Izraela, by porozmawiać w Holon, niedaleko Tel Awiwu, z nieżyjącym już, a wspomnianym wyżej D. Fiszerungiem. Był jednym z nielicznych ocalałych z zagłady chorzelskich Żydów.


Film Powrót do „Heimkehr” Marii Dłużewskiej i Marcina Kołodziejczyka, przygotowany w studium filmowym „Kronika”, pokazano w Chorzelach w 2011 r. Dostępny jest też po kliknięciu w powyższy kadr. Pokaz zorganizowało Towarzystwo Przyjaciół Chorzel.

W sprawę Heimkehr TPCh zaangażowało się już kilka lat wcześniej. Temat nazistowskiej produkcji przypomniał prezes stowarzyszenia, Michał Wiśnicki. Była to niejako odpowiedź na pomysły braci Jankowskich, świadków powstawania filmu, którzy kilka lat wcześniej chcieli wyświetlić Heimkehr w nieczynnym kinie ośrodka kultury, dla wtajemniczonych, dla chorzelskich statystów sprzed lat. Jednocześnie była to jedna z pierwszych inicjatyw założonej w styczniu 2007 r. organizacji. 


W dniu 20 IV 2007 r. w hali sportowej Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Chorzelach zorganizowany został pokaz filmowy. Na spotkanie przybyli m.in. świadkowie tamtych wydarzeń: O. i L. Jankowscy, Aniela Krajewska i B. Więckowski. Kopię Heimkehr udostępniło Muzeum Historyczne w Przasnyszu. Część miejscowych widziała go już wcześniej na kasetach VSH lub w Internecie, gdzie można był bez problemu znaleźć niemiecką superprodukcję. Mało kto widział film w całości. Jako że formalnie rozpowszechnianie Heimkehr – propagandowego antypolskiego filmu – jest zakazane, projekcja odbyła się pod naukowym patronatem i z komentarzem wyżej cytowanego prof. E.C. Króla. Oczywiście seans nie miał na celu ożywiania niemieckiej propagandy, patologicznej nienawiści do Polaków-robali i podludzi. Film, oprócz tego, że dokumentuje interesujący wycinek historii północnomazowieckiego miasteczka i politykę okupanta wobec zajmowanych terenów szkody, pokazuje, jakie szkody wyrządzić może sztuka wykorzystana w służbie zbrodniczej propagandy. Ten film pokazuje, jak daleko zaszło polsko-niemieckie pojednanie. Zaczynaliśmy od tego punktu – mówił na spotkaniu w Chorzelach prof. E.C. Król.
Źródło.


Źródło.

Jak czytamy na profilu facebookowym Towarzystwa Przyjaciół Chorzel, „W prezentacji brały udział władze samorządowe gminy i powiatu, mieszkańcy Chorzel pamiętający wydarzenia z okresu wojny, a także liczne grono mieszkańców. Specjalnie z tej okazji do Chorzel przyjechał Marcin Kołodziejczyk, redaktor tygodnika „Polityka”, który odgrzebał historię Heimkehr i napisał kilka lat wcześniej duży reportaż na temat filmu. Licznie zjawiła się też prasa lokalna i regionalna”. W sali przygotowano 400 miejsc i wszystkie były zajęte.

Heimkehr wyświetlany był też 19 IX 2013 r. na spotkaniu w Gdańsku, zorganizowanym przez Muzeum II Wojny Światowej (z komentarzem prof. E.C. Króla). Pokazy z wprowadzeniem historyka i dyskusją po filmie odbywały się w Warszawie w
kinie Iluzjon. Warto wiedzieć, że powstała jeszcze jedna produkcja dokumentalna, traktująca o Heimkehr. W 2003 r. Jarosław Podolak, wówczas student Łódzkiej Szkoły Filmowej, zrealizował w Chorzelach dziesięciominutowy filmik Powrót.


Wiele faktów, związanych ze zdjęciami do Heimkehr, kręconymi w Chorzelach, jest nieznanych ze względu na sygnalizowane wyżej trudności w uzyskaniu dostępu do austriackich archiwów. Mam jednak nadzieję, że powyższy wpis przybliży nieznaną historię nazistowskiej produkcji kręconej na Północnym Mazowszu lub lepiej naświetli ten temat osobom, które już kiedyś słyszały o Heimkehr.






Bibliografia:
Źródła:
Prasa:
„Biuletyn Informacyjny”, 1941;
„Życie Warszawy”, 1947–1948.

Wspomnienia:
Fiszerung D., Jeden jedyny ocalały z K.L. Auswitz-Birkenau, [w:] Księga pamięci Żydów Chorzelskich, przedmowa Sz. Weiss, tłum. A. Bielecki, Jerozolima-Holon 2006, s. 144–152;
Hosenfeld W., „Starałem się ratować każdego”. Życie niemieckiego oficera w listach i dziennikach, Warszawa 2007;
Jankowski L., Na pograniczu, Chorzele 2014.

Opracowania:
Ambroziak S., Heimkehr. Film w służbie propagandy, „Rocznik Mazurski”, 13 (2012), s. 35–44; 
Giesen R., Nazi Propaganda Films: A History and Filmography, Jefferson-London 2003;
Kołodziejczyk M., Bondarczuk M., Plan filmowy Martkplatz Chorzel, „Polityka”, 25 (2355), 22 VI 2002, s. 100–105; 
Król E.C., Polska i Polacy w propagandzie narodowego socjalizmu w Niemczech 1919–1945, Warszawa 2006;
Waleszczak R., Chorzele. Zarys dziejów, Chorzele 1992.



Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz