22 marca 2018

MAŁA OJCZYZNA: Podziemie antykomunistyczne w gm. Jednorożec, cz. 1: Oddział ROAK "Trzynastki"

W dniu 1 marca obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, święto ustanowione w 2011 r. Z tej okazji zapraszam na cykl postów, jakie będą prezentowały sylwetki poszczególnych żołnierzy tzw. drugiej konspiracji, którzy jako pierwsi walczyli o Wolną Polskę z okupantem sowieckim i zainstalowanym przez niego reżimem komunistycznym, zapłacili za wierność swoim ideałom niejednokrotnie cenę najwyższą – cenę swego życia. Nawet jeśli udało Im się przeżyć, przez kolejne 45 lat żyli z piętnem – jak to określała komunistyczna propaganda – „bandytów” i „faszystów” - czytamy w piśmie Rady Ministrów z 8 VI 2010 r. Zaprezentuję żołnierzy i oddziały podziemia antykomunistycznego, działające na terenie gm. Jednorożec, w przyszłości może też szerzej, całego pow. przasnyskiego.

Pierwszy odcinek tej serii będzie dotyczył osób, których - ze względów oczywistych - nigdy nie poznałam, ale są mi niesamowicie bliscy, nie tylko ze względu na to, że zginęli w miejscowości, z której pochodzi moja mama, a pochowani są na cmentarzu w Jednorożcu. Żołnierze oddziału ROAK Kazimierza Artyfikiewicza ps. Trzynastka zginęli w pobliżu posesji mojego pradziadka Józefa Krawczyka, u którego kwaterowali.

Jak czytamy w artykule dr. W. Łukaszewskiego, badacza pierwszego dziesięciolecia po wojnie na Północnym Mazowszu, „Po przejściu Armii Czerwonej przez tereny Mazowsza Północnego [w styczniu 1945 r. - przyp. M.W.K.], w wyniku masowych aresztowań żołnierzy Armii Krajowej i wywożeniu ich do obozów pracy do Związku Sowieckiego, byli konspiratorzy zaczęli tworzyć tzw. Samoobronę Społeczną. W jej skład wchodzili byli żołnierze Armii Krajowej, a trudu jej organizacji w regionie podjął się Stanisław Rożek „Zych”, „Rożek”. W strukturze organizacyjnej Samoobrony Społecznej, występującej od września 1945 r. pod nazwą Ruch Oporu Armii Krajowej, znalazły się powiaty: przasnyski noszący kryptonim „Las”, makowski, noszący kryptonim „Zoo” oraz pułtuski, kryptonim „Maciejka”. Działalność grupy była odpowiedzią na liczne bestialstwa czerwonoarmistów i funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w stosunku do byłych żołnierzy AK, a także rabunkową politykę w stosunku do społeczeństwa polskiego”.

Na terenie placówki Krasne w ówczesnym pow. ciechanowskim (dziś pow. przasnyski) stacjonowała jedna z poakowskich grup ochronnych o kryptonimie „Szkółka”. Dowodził nią Kazimierz Artyfikiewicz „Trzynastka” z Krasińca. Jednostka działała na terenie kilku powiatów, tj. przasnyskiego, ciechanowskiego i makowskiego. Należało do niej ok. 20 osób. Wedle literatury byli to m.in.: Franciszek Adamkiewicz „Piorun”, Tadeusz Chodkowski „Kartacz” z Wielodroża, Bogdan Kossak „Ford”, Czesław Bojarski, Józef Brzeziński, Eugeniusz Nałęcz „Jastrząb” z Wielodroża, Wacław Wójcik, Stefan Guzin, Stefan Furman, Marian Furman „Czapka”, Bogdan Szlaski, Jan Tadeusiak, Tadeusz Kołodziejski „Granit”, Władysław Kołodziejski „Ordon”, Stefan Kossak „Sokół”, Kazimierz Marcinkowski „Cichy”, Tadeusz Niski „Kruk”, Władysław Szymczak „Słowik”, „Wilk”. Ważne było także to, że omawiana grupa pozyskała do współpracy Aleksandra Szarlaka, funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej z Krasnego. Dzięki temu grupa uzyskiwała informacje dotyczące planów komunistów w stosunku do podziemia niepodległościowego.

Warto zaznaczyć, że jedną z najbardziej znanych akcji grupy „Trzynastki” było rozbrojenie posterunku MO w Krasnem. W akcji w nocy z 10 na 11 VI 1945 r. zginęli: milicjant Józef Cichocki i funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa Sękowski.



W tym czasie omawiana jednostka, podlegająca organizacyjnie Stanisławowi Rożkowi „Zychowi” i bezpośrednio Ryszardowi Żbikowskiemu „Skibie”, „Kalinie”, została skierowana do zniszczenia dokumentów poboru do wojska oraz dokumentów kontyngentowych, czyli nakazów obowiązkowych dostaw produktów dla okupanta oraz dokumentów wyznaczenia kar za niewywiązanie się z obowiązku dostaw. Przechowywane były w Urzędzie Gminy w Karwaczu.
Zdjęcie z dokumentu w zbiorach IPN, którym posługiwał się Rożek „Przebój”, „Zych”, komendant Inspektoratu Mazowieckiego ROAK. Źródło.
Żołnierze udali się tam 14 VI 1945 r. ok. 23:00, a następnie zaczęli palić dokumenty. Z zamiarem wymierzenia kary sekretarzowi gminy Wiktorowi Kuklińskiemu udano się do jego mieszkania, ale nie zastano urzędnika.

Następnie grupa „Trzynastki” pojechała do Lipy, miejscowości w gm. Jednorożec. Zatrzymali się na nocleg u Józefa Krawczyka (1891-1953), mojego pradziadka. 
Fragment mojego drzewa genealogicznego w serwisie MyHeritage.

Gospodarstwo mieściło się w części wsi zwanej Nowinami (od skrzyżowania w centrum w stronę Jednorożca; obecny adres: Lipa 8). Partyzanci spali w stodole na podwórzu.



Przed rokiem 1954. Dom w Lipie, obecnie posesja nr 8 (Nowiny), należąca do Józefa (stoi wyprostowany przed płotem) i Stanisławy Krawczyk (siedzi na ławce w kwiecistej sukience). Zbiory Anny i Zbigniewa Rejnat.

Dom mojego pradziadka Józefa Krawczyka współcześnie. Mieszka w nim emerytowana nauczycielka Irena Zduńczyk. Fot. MWKmoch, 2014.

W tym czasie Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Przasnyszu rozpoczął dochodzenie, co ułatwił Ignacy Stepnowski z Wyrębu Karwackiego. Ten doniósł UB o miejscu przebywania oddziału Artyfikiewicza. Miała to być zemsta za wykonaną (bez zezwolenia dowództwa ROAK) karę chłosty na Stepnowskim. W rezultacie UBowcy wraz z sowieckimi żołnierzami upozorowała grupę partyzancką i udała się do Lipy. 

Według Z. Cierlińskiego, który błędnie podaje datę opisywanego wydarzenia jako 21 VIII 1945 r., potyczka AKowców spowodowana była, co jest mało prawdopodobne, tym, że AKowcy z pow. przasnyskiego odbiły dużą ilość żywego inwentarza, zagrabioną przez oddziały sowieckie, przechodzące przez Przasnyskie. Partyzanci mieli skryć się na tzw. Baraniej Górze w pobliżu Lipy. Po donosie do PUB i do komendanta wojskowego urządzono obławę, a zaskoczeni partyzanci zostali zabici w nocnej walce.

Jak jednak wiadomo, historia wyglądała inaczej. Feralnej nocy (druga) żona Józefa Krawczyka, Stanisława z d. Krawczyk (1910-1986), dwukrotnie upominała kwaterujących partyzantów, że w pobliżu znajdują się przasnyscy UBowcy, radząc schronienie w lesie, na co AKowcy odparli, „ani resortu ani milicji nie bojemy się”. W niedzielny poranek 15 VII 1945 r. (według niektórych błędnych relacji 21 VII) na posesję rodziny Krawczyków, do kwatery żołnierzy ROAK, wszedł jeden UBowiec i oznajmił oddziałowi „Trzynastki”, że jest żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych. W odpowiedzi usłyszał, że kwaterujący partyzanci to członkowie Armii Krajowej. 


W zasadzce brało udział dwunastu funkcjonariuszy PUBP z Przasnysza, czterech żołnierzy sowieckich oraz trzech funkcjonariuszy MO. Po jakimś czasie na miejsce dojechał też samochód z żołnierzami sowieckimi, którzy zajęli pozycje strzelnicze na dachach pobliskich budynków. Otoczyli dom Krawczyków i zaczęli ostrzał. W tym czasie partyzanci próbowali uciec do pobliskiego lasu (ok. 200-300 m za domem). Jednak wróg miał przewagę  liczebną, a poza tym droga do lasu biegła pod górę tak, że AKowcy byli łatwym celem. To sprawiło, że jedni polegli od razu, a innych ranionych funkcjonariusz resortu bezpieczeństwa z Przasnysza Bronisław Andrzejewski dobijał bagnetem. W. Łukaszewski zapisał: O jego bestialstwie świadczy fakt, że jeden z partyzantów miał dziurę w głowie od ostrego bagnetu. Poza tym żołnierze sowieccy zabrali poległym zegarki, a funkcjonariusze UB ubrania i obuwie.

Za domem widoczny las i odległość, jaką mieli do pokonania uciekający AKowcy. Pole widoczne na fotografii (podobnie jak leżące po drugiej stronie drogi) nadal znajduje się w rękach naszej rodziny i należy do mojego wuja, brata mojej mamy, Wiesława Krawczyka, a więc wnuka Józefa, u którego stacjonował oddział Trzynastki. Przepraszam za różnicę kolorów, zdjęcie łączone z dwóch fotografii. Fot. MWKmoch, 2014.
Zamordowanych partyzantów (Kazimierz Artyfikiewicz „Trzynastka”, Franciszek Adamkiewicz „Piorun”, Tadeusz Chodkowski „Kartacz”, Bogdan Kossak „Ford”, Czesław Bojarski, Józef Brzeziński, Eugeniusz Nałęcz „Jastrząb”) oraz rannego Stefana Budziszewskiego „Motyl”, jedynego żołnierza oddziału ROAK, który przeżył zasadzkę, przywieziono chłopską furmanką przed posterunek Milicji Obywatelskiej w Jednorożcu. Eskortowało ją ok. 7 żołnierzy sowieckich, wedle relacji noszących okrągłe czapki i bluzy wypuszczane na spodnie. Budziszewskiego „Motyla” odtransportowano na posterunek MO do Jednorożca, gdzie zamknięto go w areszcie. Tam nie odpowiadał na zadawane pytania, tłumacząc się zachowaniem tajemnicy organizacyjnej. Krótko później został przewieziony do szpitala w Przasnyszu, gdzie zmarł. Nie wiadomo, gdzie został pochowany. 

W górnym rzędzie od lewej: Kazimierz Artyfikiewicz "Trzynastka", Tadeusz Chodkowski "Kartacz", Franciszek Adamkiewicz "Piorun", Bogdan Kossak "Ford". W dolnym rzędzie od lewej: Czesław Bojarski, Józef Brzeziński, Stefan Budziszewski "Motyl", Eugeniusz Nałęcz "Jastrząb". Zbiory Wojciecha Łukaszewskiego.
Ciała zabitych, ułożone jeden na drugim, zawieziono na cmentarz parafialny w Jednorożcu. Tego dnia w remizie strażackiej we wsi odbywała się niedzielna zabawa taneczna. W budynku pojawiło się poruszenie, nakazano orkiestrze zaprzestanie grania. Wówczas wszyscy wybiegli z remizy na główne skrzyżowanie we wsi (rogatki) i pomimo nakazów UBowców, by wrócili do remizy, a orkiestra znów zaczęła grać, mieszkańcy się nie rozeszli. Osoby, które widziały ciała żołnierz ROAK, wspominały przekrwawione ubrania, zwisające bezwładnie ręce, nogi, zakrwawione głowy, a nad wozem krążący rój zielonych i niebieskich much. 

Oprawcom zależało na szybkim pochówku zamordowanych, więc poganiali woźnicę. Gdy wjeżdżał na cmentarz, już kopano dół na ciała. Zwłoki zabierano z wozu, składając je twarzami do góry. Mieszkanka Stegny, Anna Łukasiak, wówczas czternastoletnia, wspominała po latach: Pamiętam, że jeden był blondynem, młodym mężczyzną; był w koszuli, boso; miał okropnie wyszarpany mięsień przedramienia. Na pewno nie ta rana była śmiertelna, ale to zapamiętałam. Jego położono pierwszego od mojej lewej strony. Zrobiło mi się słabo, ale stałam. Kobiety zaczęły zawodzić, żołnierze krzyczeć coś i ponaglać. Z tłumu jakaś kobieta zawołała, żeby chociaż chusteczkami nakryć twarze zamordowanych. Nikt się nie ruszył, bo żołnierze coraz groźniej krzyczeli i odpędzali ludzi. W dole było już pięciu mężczyzn. Stałam nad samą krawędzią dołu. Miałam piękną, ulubioną chusteczkę. Chwilę się zawahałam i rzuciłam do dołu. Mężczyzna stojący w dole nakrył nią twarz tego pierwszego. Dziwnym zrządzeniem żołnierze mnie nie odganiali. Wtedy z tyłu zaczęto podawać mi chusteczki, a ja rzucałam je do dołu. Nakryto w ten sposób twarze wszystkich siedmiu mężczyzn złożonych w grobie. Podczas składania zwłok do grobu mówiłam szybko po cichu "Zdrowaśkę" za każdego mężczyznę. Jakaś kobieta zaczęła głośno "Wieczny odpoczynek…". Ludzie podchwycili w tym czasie jak zasypywano ciała. Potem ludzie rozganiani przez żołnierzy zaczęli się rozchodzić. Ktoś chciał postawić jakiś naprędce zdobyty krzyż w głowach, ale żołnierze obcesowo wyganiali nas z cmentarza. Mnie wziął za rękę brat i szybko odciągnął od grobu. Ludzie rozchodzili się do domów. Wtedy żołnierze krzycząc i najeżdżając końmi zmuszali ludzi do pójścia do remizy i do dalszej zabawy. Nawet parę osób dostało nahajkami po grzbietach. Jednak zabawy nie podjęto. Groza ogarnęła wieś. Dowiedzieliśmy się, że ci nieszczęśnicy to akowcy, że ukryli się w stodole we wsi Lipa na odpoczynek. Ktoś musiał ich zdradzić. Żołnierze zaskoczyli ich śpiących. Ratowali się ucieczką w stronę lasu. Zginęli wszyscy, rozstrzelani jak przestępcy, bez pardonu. Chyba za dwa dni po pogrzebie po wsi rozeszła się wieść, że na cmentarz zajechał samochód od strony Przasnysza, że odkopują grób, że wyjmują zwłoki, układając na trawie opierając głowy na kamieniu, że obmywają twarze wodą i fotografują. Gdy tylko ruch na cmentarzu ustał i samochód odjechał pobiegłam z bratem na cmentarz. Zobaczyłam świeżo zasypany grób, a opodal na trawie mokry jeszcze kamień i wokół niego mokrą, rudą, ugniecioną trawę, jakby po niej ciągnięto coś ciężkiego....

Warto też odnotować nastroje społeczne po tym wydarzeniu. Jak czytamy w raporcie szefa wywiadu ROAK "Borówki" do dowódcy organizacji Stanisława Rożka ps. "Zych", Społeczeństwo na powyższą zbrodnię jest oburzone. Wszyscy żądają odwetu. W miastach i wioskach są rozlepiane ulotki i plakaty, które potępiają powyższe morderstwo popełnione przez resort i rusków i grożą odwetem resortowi i czołowym patryjniakom z PPR w Przasnyszu. Na dzisiejszej [19 VII 1945 e. - przyp. M.W.K.] odprawie delegatów Ośrodka nr 2 i 3 również domagano się odwetu. W imieniu Wszystkich członków. 

W końcu października 1945 r. byli żołnierze AK z terenu gm. Jednorożec postanowili wyprawić godny pochówek swoim towarzyszom. Wykonanie trumien było inicjatywą Stanisława Grabowskiego i Bronisława Lipki z Połoni, z czym udali się do Aleksandra Maćkowskiego „Jowisz” z Ulatowa-Pogorzeli. Grupie pomógł stolarz Franciszek Obrębski z Małowidza. 

Aleksander Maćkowski ps. "Jowisz", pszczelarz z Ulatowa-Pogorzeli, jeden z AKowców w gminie Jednorożec, ostatni kwatermistrz Ośrodka Jednorożec "O II Liwiec" z siedzibą w Małowidzu. 
Źródło: A. Drwęcki, Ruch oporu w gminie Jednorożec 1939-1945, Jednorożec 2011.
Deski na trumny zostały dostarczone na podwórze posesji Czaplickiego, sąsiada Aleksandra Maćkowskiego, a przywiózł je Józef Jankowski, wójt gm. Jednorożec w latach 1930-1937, a w omawianym czasie używał pseudonimu „Pogoda" oraz był dowódcą Ośrodka II ROAK, który swym zasięgiem obejmował gminy: Jednorożec, Chorzele, Zaręby i Baranowo. Do prac włączył się też Paweł Bakuła.
Józef Jankowski. Zdjęcie z lat 50. XX w. Zbiory Wojciecha Łukaszewskiego.
Pochówek zamierzano przeprowadzić przed Uroczystością Wszystkich Świętych 1 XI 1945 r. Wieczorem wyznaczonego dnia 80 byłych żołnierzy AK z miejscowości Połoń, Małowidz, Olszewka, Budy Rządowe oraz Jednorożec stawiło się na cmentarzu parafialnym w Jednorożcu, niektórzy nawet z bronią w ręku. Trumny przywiózł na furmance Czaplicki, natomiast byli żołnierze szli szosą z Ulatowa-Pogorzeli do Jednorożca.  Około 19:00, przechodząc obok gminnego posterunku Milicji Obywatelskiej, oddali nawet w górę kilka strzałów. 

Grupa 15 mężczyzn zaczęła rozkopywać grób, natomiast pozostali obserwowali teren z wyznaczonych w rogach cmentarza punktów. Wykopane, lekko rozkładające się już ciała, oświetlono elektryczną lampą i po oczyszczeniu twarzy z ziemi wkładano zamordowanych żołnierzy do przygotowanych trumien. Po usypaniu mogiły, wetknięciu krzyża i zawieszeniu wieńca nad każdą trumną, ułożono z białych cegieł krzyż. Następnie po krótkiej przemowie Józefa Jankowskiego nad grobami dawnych towarzyszy broni byli akowcy rozeszli się do swoich domów”, czytamy w artykule W. Łukaszewskiego. Akcja trwała ok. 2 godzin. Na rogatkach w Jednorożcu rozwiązano grupę, zobowiązując każdego do zachowania tajemnicy. 

Nazajutrz miejscowe władze nakazały ówczesnemu przewodniczącemu Gminnej Rady Narodowej w Jednorożcu Edwardowi Przybyłkowi usunięcie kwiatów. Jednak ten nie wyraził zgody na takie działanie.

Niestety 4 lata później w wyniku  braku ostrożności Aleksandra Maćkowskiego sprawa wyszła na jaw. W rezultacie kilku uczestników pochówku zamordowanych kolegów aresztowano i przetrzymywano w przasnyskich koszarach wojskowych. Tam byli przesłuchiwani i torturowani. M.in. Stanisław Grabowski z Połoni za inicjatywę wykonania trumien dla pomordowanych został ukarany pięcioma latami więzienia. 

W dniu 22 VII 1990 r. w kościele w Jednorożcu odprawiono uroczystą mszę św. za dusze poległych w Lipie (wówczas podawano, że stało się to 21 lipca) połączoną z poświęceniem tablicy na nowy pomnik. Na cmentarzu do zgromadzonych ok. 2 tys. ludzi przemówił poseł Józef Gutowski. Uroczystość zorganizowała Solidarność Rolników, a lastrykowy pomnik ufundowało środowisko poakowskie. Ustawiono go w miejscu pochówku zamordowanych partyzantów z oddziału Kazimierza Artyfikiewicza, w północnej części cmentarza w Jednorożcu. Pomnik zastąpił dotychczas stojący tu krzyż.
Fot. MWKmoch, 2 XI 2015 r.
W niedzielę 20 VII 2008 r. w Lipie miało miejsce uroczyste odsłonięcie tablicy upamiętniającej m.in. nazwiska zamordowanych w 1945 r. Umieszczono ją na ścianie budynku kaplicy pw. św. Maksymiliana Kolbego w Lipie. Poświęcenia dokonał proboszcz parafii Święte Miejsce, do której należy Lipa, ks. Marek Makowski. Uczestnicy uroczystości złożyli kwiaty na grobie pomordowanych w Jednorożcu.
Fot. MWKmoch, 2014 r.

W 2015 r. na grobie postawiono nowy pomnik wraz z posągiem orła. Środki na jego wykonanie pochodziły z dotacji, uzyskanej od wojewody mazowieckiego.
Fot. Katarzyna Goś-Wilga, 2018.

Fot. Katarzyna Goś-Wilga, 2018.

W 2018 r. Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce przygotowało cykl ośmiu filmów dokumentalnych pod wspólnym tytułem „Zwykli bohaterowie. Północne Mazowsze w ogniu”. Poświęcone zostały żołnierzom podziemia antykomunistycznego. Jeden z odcinków dotyczy oddziału Kazimierza Artyfikiewicza ps. „Trzynastka”: KLIK. Można go obejrzeć, klikając na grafikę poniżej.




W mojej rodzinie wiedziano o tragedii oddziału ROAK i o tym, że pradziadek był osobą, która pomagała oddziałowi "Trzynastki". Możliwe, że feralna noc nie była pierwszą, kiedy to partyzanci schronili się u Krawczyków. Niestety tego już się nie dowiem. W rodzinie bowiem się o tym nie mówiło, istniała jakaś dziwna aura tajemniczości, swego rodzaju tabu. Może było związane z obawą o represje, jakich można było doświadczyć za pomoc "wrogom Polski Ludowej". Taką obawę mógł czuć pradziadek, a potem i jego potomkowie, stąd zakaz mówienia o "Trzynastce". Nie wiem, czy pradziadek doświadczył jakiś represji za pomoc ROAK. Z opowieści rodzinnych wiem jedynie, że zarówno on, jak i mój dziadek Eugeniusz miewali problemy z przydziałem materiałów np. na remont budynków gospodarczych, w tym tejże stodoły, w której spali żołnierze z oddziału Artyfikiewcza. Niestety nie posiadam dokumentów to potwierdzających, to jedynie przekaz rodzinny.

Mój pradziadek musiał być niesamowitym człowiekiem - odważnym, nieustępliwym, pewnie upartym. Zdecydował się przenocować żołnierzy ROAK, chociaż wiedział, że to może ściągnąć na niego, jego rodzinę i sąsiadów niesamowite niebezpieczeństwo. Nie mógł się bać. Życie go zahartowało - pradziadek Józio nie widział na jedno oko, bowiem uderzył go w nie koń. Ale nawet po tej przygodzie kochał zwierzęta. Był spryciarzem - jego córka Marianna (ur. 1925 r.) opowiadała, że w czasie II wojny światowej pradziadek dawał niemieckiemu oficerowi, który przychodził do ich domu, bimber, aby ten nie zabrał Krawczykom koni i bryczki. Pradziadek bowiem uwielbiał konie i miał do nich dobrą rękę - miał najlepsze ogiery w okolicy! W okresie międzywojennym woził bryczką księżną Marię Ludwikę z Krasińskich Czartoryską, gdy przyjeżdżała do swoich dóbr krasnosielckich i chciała je obejrzeć. A życie zahartowało go także w ten sposób, że przeżył ciężki okres I wojny światowej i z pierwszą żoną Józefą z d. Pokorską (zm. 1929 r.) oraz kilkorgiem dzieci w 1915 r. ruszył w bieżeństwo do Rosji, gdzie urodził się jeden z jego synów, Bolesław. Wrócili na pewno przed 1922 r., kiedy na świat przyszedł mój dziadek. Ileż przeciwności losu musieli pokonać! To na pewno bardzo wpłynęło na późniejsze zachowania pradziadka i jego bliskich.

Przed rokiem 1954. Od prawej: Marianna Kowalczyk z mężem Janem, jej ojciec Józef Krawczyk z drugą żoną Stanisławą, wysiedleni ze Zdziwója Starego lub Starej Wsi Jan i Józefa Domańscy oraz bratanek Józefa Krawczyka, Bronisław, z żoną Genowefą. Zbiory rodzinne.

Postawa Józefa Krawczyka oddziaływała na innych - brat mojego dziadka, Konstanty (ur. 1925 r. (?), długo ukrywał się z partyzantami w lesie za domem rodzinnym. Rodzina i sąsiedzi donosili im jedzenie. W 1950 r. zmarł jako 25-letni chłopak po przeziębieniu spowodowanym "siedzeniem w lesie" w trudnych warunkach.
Siedzą Stanisława Krawczyk i jej mąż Józef Krawczyk, mój pradziadek. Stoi drugi od lewej mój dziadek Eugeniusz Krawczyk. Pierwszy z prawej stoi Konstanty Krawczyk, brat mojego dziadka. Zdjęcie na pewno sprzed 1950 r. Zbiory rodzinne.

Oddział Kazimierza Artyfikiewicza "Trzynastki" to jeden z wielu działających w okresie powojennym na północnym Mazowszu i kilku aktywnych na terenie gm. Jednorożec. Partyzanci ci zginęli podczas walki o wolną, suwerenną, niezależną od sowieckiego najeźdźcy Polskę. Dzięki tej historii i jej powiązaniu z moją rodziną, o czym dowiedziałam się dopiero w 2014 r. (może wcześniej mama o tym mówiła, ale wówczas jeszcze nie interesowałam się tak bardzo historią regionalną i genealogią), poczułam jeszcze bliższe związanie z przeszłością mojej ojcowizny (a może matkowizny?) i zainteresowałam się XX w. Długo była to epoka, której nie rozumiałam, nie lubiłam, nie chciałam poznać. Ale na wszystko przychodzi odpowiedni czas. I na walkę w obronie tego, co kochamy, i na upamiętnienie takich wydarzeń, i na przywracanie pamięci o zapomnianych oraz na poznawanie samego siebie i historii rodzinnych.

Teraz zaczynam się przekonywać do myśli, że nie tylko po Kmochach mam wiele cech charakteru. Nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że mam z pradziadkiem wiele wspólnego...




Bibliografia: 

Źródła: 
Źródła drukowane:

1945. Lipiec 19. Meldunek Szefa wywiadu ROAK "Borówki" do dowódcy organizacji Stanisława Rożka ps. "Zych", [w:] Źródła do dziejów Ziemi Jednorożeckiej, t. 2, red. W. Łukaszewski, T. Wojciechowska, Z. Lorenc, Jednorożec 2012, s. 24–25;

1990. Czerwiec 17. Przasnysz. Relacja Anny Urlich, [w:] Źródła do dziejów Ziemi Jednorożeckiej, red. W. Łukaszewski, t. 1, wyd. 2 popr. i uzup., Jednorożec 2012, s. 51-52;

Wspomnienia:

Cierliński Z., Na północ od Przasnysza. Baranowo, Chorzele, Jednorożec, Przasnysz 1996.

Relacje ustne:

Wywiady z członkami rodziny (2017-2018 r.). 

Opracowania:
Czaplicki Z., Uroczystość w Jednorożcu, "Tygodnik Ostrołęcki", 1990, 31, s. 3.
Drwęcki A., Ruch oporu w gminie Jednorożec 1939-1945, Jednorożec 2011;



Tenże, Działalność grupy Kazimierza Artyfikiewicza ps. "Trzynastka", [w:] Zapiski Ziemi Jednorożeckiej, red. M. Dworniczak i in., Jednorożec 2011, s. 101-103;
Tenże, Działalność niepodległościowego podziemia zbrojnego w powiecie przasnyskim w latach 1945-1951, "Studia Mazowieckie", 2006, 1, s. 37-84;




Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz