8 marca 2021

SYLWETKI. Bronisława z Kowalczyków Kmoch (1922–1987)

Dzień Kobiet. Dzień jak co dzień, a jednocześnie moment, w którym myślę ciepło, jeszcze intensywniej niż na co dzień, o wszystkich tych, których brak w oficjalnej historii, tych przemilczanych cichych bohaterkach historii. Do takich na pewno należała moja babcia Bronia. Zastanawiałam się, czy publikować ten tekst w formie osobnego posta 
– mam bowiem cały czas wyrzuty sumienia, że o rodzinie mamy nie piszę tak często. Jest to spowodowane tym, że wiem dużo mniej. Ostatnio mama sama stwierdziła, że i ona niewiele wie o swojej rodzicielce, więc i ja nie powinnam wyrzucać sobie, że częściej wspominam o jej teściowej. Myśląc o mojej młodszej siostrze, o kolejnych pokoleniach w naszej rodzinie, chciałabym, by takie osoby jak Bronisława Kmoch były dla nich wzorem, autorytetem. Dlaczego? O tym opowiadam w poście. 

Moja babcia była córką Józefa Kowalczyka z Wykrotu i Antoniny z Waszkiewiczów z Wachu (teren Puszczy Zielonej). Babcia urodziła się 8 VI 1922 r. jeszcze na kurpiowskiej ojcowiźnie, w Wykrocie. Między 1931 a 1934 r. wraz z rodziną wyemigrowała do Drążdżewa Nowego w gm. Jednorożec. Wówczas miejsce, w którym zamieszkali, mogło należeć oficjalnie do wsi Stegna Drążdżewskie (w międzyczasie nastąpiła zmiana granic i nazw). 

Moja babcia Bronisława Kmoch z Kowalczyków (1922–1987). Zbiory własne.

Babcia miała starszą o 2 lata siostrę Stefanię, która wyszła za mąż za Bolesława Rykowskiego. Bronia miała też młodsze rodzeństwo: brata Franciszka (*1925), Zofię (1927–1928), Weronikę (19301931), Stanisława (*1932) oraz Henrykę (*1934). Stanisław pojął za żonę Emilię Aptacy z Niesułowa pod Krasnosielcem, a Henia wyszła za mąż za Stanisława Buczka. Po jego śmierci w 1994 r. wstąpiła w związek małżeński z Jerzym Gałązką. Mieszkali w Drążdżewie.

Siostra babci, Stanisława Rykowska z Kowalczyków (1920–2009). Zbiory własne.

Brat babci, Stanisław Kowalczyk (1932–1988). Zdjęcie z nagrobka na cmentarzu w Krasnosielcu.

Siostra babci, Henryka z Kowalczyków I. Buczek II. Gałązka (1934–2014). Zbiory własne.

Wracając do międzywojnia, należy powiedzieć, że Kowalczykowie zamieszkali w Drążdżewie Nowym na posesji, którą obecnie zajmuje moja siostra cioteczna. Zachowała się jeszcze grupa drzew, w cieniu których miała stać ich drewniana chata. Rodzina Kowalczyków z Wykrotu trafiła tu, ponieważ na ojcowiźnie brakowało odpowiedniej ilości ziemi, by żyć godnie. Gdy dowiedzieli się, że zarządca majątku w Drążdżewie po I wojnie światowej sprzedaje ziemię chłopom, nie patrząc na nic, ruszyli w drogę. W podobnej sytuacji było wielu Kurpiów, którzy nie mogli wyżyć z posiadanego kawałka lichej ziemi. Stąd wśród osadników zamieszkujących tzw. nową część wsi Drążdżewo Nowe  Nabywce  można znaleźć przybyszy z następujących miejscowości: Błędowo, Dąbrowa, Dynak, Gaczyska, Grabówek, Krusza, Kucieje Nowe, Majk, Mazuk, Myszyniec, Niedźwiedź, Nowa Wieś, Parciaki, Pełty, Poścień, Pruskołęka, Rżaniec, Szafarnia, Wola Błędowska, Wykrot, Zalesia, Zdunek. Wszystkie to wsi na terenie Kurpi Zielonych. Do Drążdżewa Nowego sprowadzili się też Kurpie Biali, a pochodzili z następujących wsi: Kamieńczyk, Koziki, Łączka, Nowe Budy, Przedświecie, Sieczychy. Byli wśród nich Kmochowie, przodkowie przyszłego męża babci Bronisławy. Jak się okazało, ziemia nie była tu lepsza, ale jakoś dało radę wyżyć. Na gospodarce w Wykrocie został brat pradziadka. Józef Kowalczyk mógł wyemigrować, bo był rzemieślnikiem (pracował m.in. jako bednarz), więc łatwiej mu było się przenieść.

Na żółto zaznaczyłam działkę Kowalczyków, a na czerwono Kmochów w Drążdżewie Nowym, na fioletowo pole Kmochów w miejscu, gdzie kiedyś był dom Kowalczyków. Mapa z Geoportalu.

Jeszcze przed II wojną światową najstarsza córka Stefania wyszła za mąż. Pradziadek Józef zapożyczył się na jej wesele, ale... w 1938 r. przeziębił się po długotrwałych robotach nad Orzycem.  Był to tzw. szarwark przy regulacji Orzyca  każdy musiał wyrobić określoną ilość dniówek. W listopadzie wpadł do wody, zaziębił się po tym, zanim dotarł do domu (ok. 2 km) i zmarł. 

Mój pradziadek Józef Kowalczyk (1893–1938), ojciec babci Broni. Zbiory własne.

Antonina z Waszkiewiczów Kowalczyk (1893–1960), matka babci Broni. Zbiory własne.

Prababcia została sama z czwórką dzieci. Narzędzia stolarskie i bednarskie pradziadka rozeszły się po ludziach  nie oddali pożyczonych, więc jego syn Stasiek nie mógł z nich korzystać. To nie przeszkodziło mu zostać w przyszłości stolarzem, cieślą, stelmachem. U tego ostatniego terminował. Zajmował się też mechaniką.

Zanim to nastąpiło, to nadeszła II wojna światowa. Około  14-letniego Franka zabrano na roboty przymusowe, z których nigdy nie powrócił...

Brat babci, Franciszek Kowalczyk (*1925 r., zm. ?). Zbiory własne.

W tej sytuacji babcia Bronia, najstarsza z pozostałego w domu rodzeństwa, robiła co mogła, by pomóc matce. By uchronić córkę od wywózki do robót przymusowych, prababcia Antosia wystarała się o zatrudnienie jej przy kopaniu torfów w dolinie Orzyca. W pobliżu wsi Drążdżewo Nowe leżały wielkie pokłady torfu, które Niemcy wydobywali, wykorzystując do tego miejscowych. Maszynę obsługiwał Henryk Tymiński z Drążdżewa Nowego, babcia pracowała przy przekładaniu klaftrów. Dzięki tej pracy mogła codziennie wracać do domu i pomagać na bieżąco matce. Pracowała tak ok. 2 lata. 

Następnie Bronia zatrudniła się u miejscowych volksdojczów, u rodziny Zawrotnych (ona była Niemką, on Polakiem) na terenie Drążdżewa Nowego (obecnie to las między szosą KrasnosielcJednorożec a wsią). Na noc Bronia wracała do domu  miała 0,5 km. Pod koniec wojny Zawrotny objął gospodarstwo po polskim gospodarzu w Bagienicach, którego usunięto. Babcia odtąd chodziła do pracy codziennie pieszo ok. 11 km. W 1945 r., kiedy nadciągał front, Zawrotni uciekli do Niemiec, a babcia przezornie została w domu. Po wojnie córka Zawrotnych, która była nieco młodsza od babci, odwiedziła Bronię, przywożąc nawet prezenty. Tata zapamiętał ciepłe kapcie, które były za duże, ale bardzo mu się podobały.

Zapewne w czasie wojny, a może i przed nią, babcia Bronisława poznała mojego dziadka Adama Wacława Kmocha (19242004), syna Jana i Zofii z Dębków. Mieszkał niedaleko. Może Bronia przechodziła obok jego domu, kiedy codziennie wędrowała do pracy. 

Mój dziadek Adam Wacław Kmoch (1924–2004). Zbiory własne.

Ślub wzięli już po wojnie, ok. 1948 r. Był to ślub podwójny, bowiem tego samego dnia za mąż wyszła starsza o 2 lata siostra dziadka, Helena Ewa, zaślubiona Franciszkowi Wieraszko. Sakramentu udzielił ks. Stefan Morko w Drążdżewie. 

Na pomarańczowo ziemia kupiona przez Kmochów, która do dziś pozostaje w posiadaniu rodziny, na czerwono łąka moich przodków, tak samo do dzisiaj należąca do rodziny, na żółto droga od skrzyżowania w Drążdżewie Nowym na Polskę Kępę.

W czasie wojny dom Kmochów się spalił. Wyremontowali chlew z bala i w nim zamieszkali. Potem przez jakiś czas Adam i Bronisława mieszkali w Targowie w gm. Dźwierzuty w pow. szczycieńskim. Na tzw. Ziemie Odzyskane wyemigrowała cała rodzina  pradziadkowie z dziećmi, także tymi, które już się usamodzielniły. Dziadkowie zamieszkali w innym domu niż pozostali Kmochowie. Wrócili do Drążdżewa Nowego wcześniej, bo na ojcowiźnie nie było komu gospodarzyć. W międzyczasie bowiem rodzina naradziła się i ustalono, że na ojcowiźnie pozostanie Wacek, jak nazywano mojego dziadka (ze względu na jego drugie imię). Pozostali woleli iść w świat. 

Dziadek zakupił drewniany dom od Biezuna (to może być gwarowa forma nazwiska), który mieszkał niedaleko we wsi Drążdżewo Nowe, rozebrał budynek, przestawił go na miejsce docelowe, złożył i zamieszkał w nim z rodziną. W 1949 r. Adamowi i Bronisławie urodził się pierwszy syn  Henryk. W 1955 r. na świat przyszedł Tadeusz, a rok później Jadwiga. W 1958 r. urodził się Józef, ale zmarł tuż po narodzinach. Ostatnim dzieckiem był Wiesław, mój tata, urodzony w 1961 r.  Między moim tatą a ojcem chrzestnym jest 12 lat różnicy.

W 1960 r. zmarła matka babci Broni, prababcia Antonina Kowalczyk z Waszkiewiczów, która była znaną w okolicy i cenioną akuszerką. Podobno miała dobrą rękę do noworodków; chowały się szczęśliwie. Na starość przeprowadziła się do syna Stanisława w Niesułowie, a potem do córki Heni, która miała młodsze dzieci i potrzebowała pomocy. Na pewno od prababci Bronia nauczyła się ziołolecznictwa.

Bronisława Kmoch potrafiła robić nalewki z różnych ziół i owoców, wiedziała, co się nadaje na różne dolegliwości. Często robiła krople z propolisu, który pobierała od miejscowych pszczelarzy (Wacław Dąbrowski lub Walenty Kercher), nacierki (przykładowo: butelkę po czymś słodkim  np. miodzie  wkładasz do mrowiska, zabierasz z mrówkami, zalewasz spirytusem, możesz odcedzić i wyrzucić mrówki; wykorzystujesz do nacierania miejsc, gdzie są bóle reumatyczne), syropy (sosnowy, cebulowy, buraczany...). Stosowała miętę, której duże ilości suszyła. Zręcznie przystawiała bańki.

Ok. 1959 r. pradziadkowie Jan i Zofia Kmochowie z najmłodszą córką Zofią wrócili do Drążdżewa Nowego i zamieszkali w domu mojego dziadka. 

Stoją od lewej: Zofia Kmoch po mężu Regulska, Adam Kmoch – mój dziadek, Bronisława Kmoch z Kowalczyków – moja babcia, siedzą pradziadek Jan Kmoch oraz prababcia Zofia Kmoch z Dębków, przy pradziadkach stoją dzieci Adama i Bronisławy: od lewej Tadeusz, Wiesław i Jadwiga (po mężu Tymińska). Zdjęcie wykonane ok. roku 1966 przed domem Kmochów w Drążdżewie Nowym. Zbiory własne.

Babcia Bronia nigdy nie chodziła do szkoły. Czytać i pisać nauczyła się sama, korzystając z książeczki do nabożeństwa. Nauczyła się też liczyć. Czytała "Zorzę. Rodzinny Tygodnik Katolików" i "Rycerza Niepokalanej". Przepisywała pieśni z książeczki do nabożeństwa, by inne kobiety mogły korzystać z notatek. Należała do Żywego Różańca, a zelatorką koła była Aniela Obrębska. Na majowe mieszkańcy z tej części wsi (część Nabywców, Wygonu i Posilenia) gromadzili się przy krzyżu obok skrzyżowania dróg. W okresie Wielkiego Postu w domu Kmochów zbierały się kobiety, by śpiewać pieśni np. wielkopostne. Była to też okazja do spotkań. Często kobiety przychodziły porozmawiać z babcią, wyżalić się, a ta zawsze starała się pomóc. 

Krzyż z ok. 1965 r. w Drążdżewie Nowym. Fot. MWKmoch, 27 IX 2015 r.

W domu modlono się codziennie, nie zawsze wspólnie, ale w niedziele bezdyskusyjnie razem. Odmawiano Różaniec, Litanię Loretańską, Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Rodzina razem udawała się na niedzielną mszę. Babcia odmawiała też Tajemnicę Szczęścia.
II Komunia mojego taty Wiesława Kmocha, 1971 r. Stoją od lewej w ostatnim rzędzie: Kazimierz Wieraszko (syn Heleny Ewy Wieraszko z d. Kmoch), Bronisława Kmoch z Kowalczyków, Adam Kmoch (syn Benedykta), Marianna Śmigielska z Kmochów, Benedykt Kmoch, Jan Kmoch, Krystyna Mandry z Wieraszków, Zofia Kmoch z Dębków. Z przodu dzieci: Renata Śmigielska, Wiesław Kmoch i Piotr Śmigielski. Zbiory własne. 

Babcia Bronia samodzielnie wykonywała prace tkackie, miała też maszynę do szycia, co było rzadkością we wsi. Wykonywała dla swojej i dalszej rodziny drobne naprawy; szyła poszewki, pościel. Potrafiła obrabiać wełnę i len, który dziadkowie uprawiali. Hodowali też owce, kilka krów, konia. Dzieci pomagały w gospodarstwie. Pole znajdowało się w miejscu, gdzie kiedyś mieszkali Kowalczykowie (rodzice babci Broni), a łąka znajdowała się przy drodze w stronę Orzyca.

Kmochowie kopali torf na łące rodziny Ejdysów, którzy mieszkali Za szosą (to zwyczajowa nazwa jednej z części wsi, położonej, gdy patrzymy z centrum Drążdżewa Nowego, za drogą Jednorożec - Drążdżewo). Torf wykorzystywano do ogrzewania domu. Jedna osoba kopała torf, druga odbierała i układała. Pomagały im dzieci. Połowę dziadek oddawał właścicielowi gruntu, resztę zabierał dla siebie. Dzięki temu nie płacił za torf. O technice wydobycia torfu w tym czasie pisałam na Facebooku: KLIK. Ejdys był teściem Henryka Pawelczyka, kierownika Państwowego Gospodarstwa Rolnego w Drążdżewie Nowym.

Skoro o PGR-ach mowa, to należy wspomnieć, że babcia, jak wiele kobiet z Drążdżewa Nowego, po wojnie jeździła do pracy w PGR-ach w Kuskowie (dziś gmina Przasnysz), Chojnowie (dziś gmina Czernice Borowe) czy Bazarze (dziś część Makowa Mazowieckiego). Dwa pierwsze majątki podlegały pod ten sam zarząd co PGR w Drążdżewie Nowym (tzw. Kantor). Do wsi zajeżdżał samochód (żuk lub podobny), chętni wsiadali i w sezonie jeździli na cały dzień pracy przy pieleniu i przerywce buraków lub ich ogławianiu. Była to praca zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. Z babcią jeździły: siostra Henryka i córka Jadwiga. Na pewno miało to miejsce w latach siedemdziesiątych XX w., wcześniej pewnie też, choć mój tata tego nie pamięta. Zdarzało się też, że babcia wraz z innymi osobami ze wsi jechała do Przasnysza na "targ na Kurpiów" – na placu przy dzisiejszej Biedronce naprzeciw dworca PKS było miejsce, gdzie zjeżdżali się chętni do pracy i szukający robotników. Umawiano się na stawkę i na wozach udawano się do pracy w gospodarstwach (dawniej dworach, po wojnie w PGR-ach). Pisałam o tym szerzej tutaj: KLIK.

Dziadek Adam też jeździł do takiej pracy, aż wreszcie najął się przy budowie piekarni w Jednorożcu (dzisiejsza piekarnia Polakiewiczów), a potem szkoły w Drążdżewie Nowym (lata sześćdziesiąte?). Od teścia swojego syna Henryka, Mariana Piotraka z Jednorożca, dowiedział się o możliwości pracy w Przasnyskim Przedsiębiorstwie Budowlanym. Zatrudnił się w "bepach" na 20 lat.

Cały czas dziadkowie prowadzili gospodarstwo rolne w Drążdżewie Nowym z typową zagrodą: za drewnianym domem stojącym dłuższą ścianą do drogi, w głębi podwórza, były zabudowania gospodarcze. W domu mieszkali też teściowie babci Broni, Zofia z Dębków (19001983) i Jan (18971976) Kmochowie.

Pogrzeb Jana Kmocha, 1976 r. Dom w Drążdżewie Nowym postawiony przez mojego dziadka po II wojnie światowej. Zbiory własne.




Mój tata wspomina, że babcia Bronia była spoiwem, które łączyło rodzinę. Na wakacje zjeżdżała się rodzina dziadka Adama, jego bracia i siostry, którzy lgnęli do tego miejsca, do ojcowizny. Babcia, serdeczna i ciepła, przyciągała do siebie wszystkie szwagierki i szwagrów. 

Dziadków często proszono na chrzestnych. We wsi podawali do chrztu Aleksandra Rogowskiego i Jadwigę Bastek, w rodzinie Tadeusza Rykowskiego i innych. Zdarzyło się też, że babcia chrzciła z wody (tzn. samodzielnie, bez obecności kapłana, w sytuacji wyjątkowej)  tak było w przypadku jej syna wcześniaka, Józefa, który żył jeszcze kilka godzin po narodzinach.
II poł. lat 60 XX w. Od lewej: Szarlotta Kmoch z Zollonzów, jej mąż Edward Kmoch, Jan Kmoch, Antoni Kmoch z synem Romanem, Zofia Kmoch z Dębków, Krystyna Mandry z Wieraszków, Stefania Kmoch (żona Antoniego) z córką Jadwigą, Helena Wieraszko z Kmochów, Bronisława Kmoch z Kowalczyków, Tadeusz Kmoch (syn Adama i Bronisławy). Z tyłu stoi Franciszek Wieraszko, w drzwiach Jadwiga Kmoch (córka Adama i Bronisławy). Zbiory własne.
Ok. 1970 r. Od lewej: Marianna Śmigielska z Kmochów, Bronisława Kmoch z Kowalczyków, Adam Kmoch, Benedykt Kmoch z synem Adamem na rękach, Szarlotta Kmoch z Zollonzów, Edward Kmoch, Zofia Kmoch z Dębków, Jan Kmoch, z przodu mój tata Wiesław Kmoch i Piotr Śmigielski. Zbiory własne.

Jak potoczyły się losy dzieci babci Broni i dziadka Adama? Henryk najpierw poszedł do Seminarium Duchownego w Płocku, ale po roku zaczął pracować w Warszawie, a potem koło Zielonej Góry. Osiedlił się w Gorzowie Wielkopolskim, a ożenił się z Marianną Janiną Piotrak (19502017) z Jednorożca. Tata po ślubie z moją mamą Teresą z Krawczyków (*1960) i krótkim okresie zamieszkania w jej rodzinnej wsi Lipa przeprowadził się do Jednorożca. Najpierw zamieszkali na stancji u Piotraków przy ul. Jasnej, następnie u Rydlewiczów przy ul. Strażackiej, a potem do samodzielnie wybudowanego domu przy tej ulicy. Ciocia Jadwiga pozostała na ojcowiźnie, w siedlisku Kmochów, jako żona Leszka Tymińskiego, a stryj Tadeusz zamieszkał niedaleko, także w Drążdżewie Nowym, wraz z żoną Barbarą z Dąbrowskich. Moje rodzeństwo cioteczne i stryjeczne mieszka na Mazowszu, w Lubuskiem i w Wielkiej Brytanii.

Moja mama opowiadała, że babcia dała się jej poznać jako wspaniała kobieta  ciepła, serdecznie. Jednocześnie była – jak na Kurpiankę przystało  bardzo uparta. Potrafiła jechać na rowerze do Chorzel do przychodni, choć nie powinna była ze względu na stan zdrowia ruszać się z łóżka. Wolała jednak wziąć sprawy w swoje ręce. Inne określenia, jakimi opisywali ją moi rodzice, to: wytrwała, cierpliwa, uczciwa, bezpośrednia, zaradna.

Święte Miejsce, 30 III 1986 r. Moja mama Teresa Kmoch z Krawczyków wraz z teściową Bronisławą Kmoch z Kowalczyków w dniu ślubu.

Gdy tata był w wojsku, babcia zauważyła bolące guzy na rękach. Potem pojawiły się guzy po pachami. Od lutego 1987 r. była poddawana chemioterapii, ale przerwano ją z powodu nietolerancji tej formy leczenia przez organizm. Przyjmowała inne leki. Ostatnie pół roku życia najbardziej ją doświadczyło. W ostatnich dwóch miesiącach życia nie mogła jeść ani pić, gdyż po spożyciu morfiny organizm nie przyjmował pożywienia. 

Babcia Bronisława zmarła 17 XI 1987 r., czyli ponad 1,5 roku po ślubie moich rodziców. Chorowała na raka piersi, który rozpowszechnił się po tułowiu i zjadł ją od środka... Nie poddawała się, nawet w najgorszej sytuacji, gdy była bliska śmierci, na jej twarzy gościł uśmiech, co zapamiętała moja mama. 

Babcia Bronia w latach 70. XX w. Zbiory własne.

Dlaczego ją podziwiam?
Codziennie starała się pracować dla swojej rodziny. Wychowała gromadkę dzieci. Przetrwała trudności wojny i powojnia związane z przeprowadzkami i budową nowego mieszkania. Była samodzielna, zaradna, uparta, ale nie stała nad dziećmi i nie "kwoczyła". Jest mi niezwykle bliska, choć jednocześnie jest jedyną z babć i dziadków, której nie poznałam, bo zmarła ok. 4,5 roku przed moimi narodzinami. Bardzo chciałabym ją kiedyś poznać i wierzę, że się to stanie...


-------------------------

Materiał opracowałam na podstawie rozmów z moją rodziną: rodzicami Teresą z Krawczyków i Wiesławem Kmochem (2019, 2021) oraz cioteczną babcią Zofią z Kmochów Regulską (2018 r.). Za pomoc w kwerendzie genealogicznej dziękuję Marcie Wojciechowskiej z Myszyńca.

-------------------------


Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz