14 marca 2021

Z dziejów Żydów na Kurpiach Zielonych, cz. 3

Nie zapomnę nigdy, gdy chyba w 2018 r. w pokoju nauczycielskim w szkole, w której pracuję, na tablicy zauważyłam ksero artykułu z "Gazety Wyborczej" związanego z płytą Maniuchy Bikont Oj borom, borom. Wyróżniony fragment brzmiał następująco: Kiedy jeździłam ze śpiewakiem Adamem Strugiem na Kurpie, aby słuchać pogrzebowych pieśni przy nocnych czuwaniach i wracałam zachwycona, słyszałam od mamy: "Ale przecież tam były pogromy". Kiedy to przeczytałam, zmroziło mnie. Pogromy na Kurpiach? Od tamtej pory chciałam zająć się tematyką Żydów w moim regionie.


Opowiedziałam już o osadnictwie żydowskim, liczebności i rozmieszczeniu Żydów w regionie, a także o wspólnocie wyznaniowej (KLIK). Było już o życiu gospodarczym i kulturalno-społecznym oraz o zróżnicowaniu politycznym Żydów na Kurpiach (KLIK). Przyszedł czas na zagadnienia, na które wielu czekało i o nie dopytywało. Przed Wami opowieść o stosunku kurpiowskich Żydów do spraw państwa: powstań, rewolucji z początku XX w., I wojny światowej i wojny 1920 r. Będzie też o stosunkach polsko-żydowskich. Czy była to spokojna symbioza, czy jednak wrogość? Czy zdarzały się pogromy?

Post ilustrują portrety Żydów z Kurpiowszczyzny, głównie z Myszyńca, oraz wycinki prasowe.

V. Powstania narodowe, rewolucja 1905 r. i Wielka Wojna
W odniesieniu do powstania styczniowego w Przasnyskiem zaskoczyła mnie liczba relacji, w których podkreślano, że o ruchach powstańczych informowali Moskali osadnicy niemieccy. Okazuje się, że podobny motyw znajdziemy w relacjach dotyczących powstania listopadowego. Otóż 13 V 1831 r. nocujący w Baranowie kpt Filipkowski uwiadomiony podstępnie przez żyda, że w Cierpiętach ma się znaydować 50 kozaków, bez zrekognoskowania siły nieprzyiacielskiey, wpadł do wsi dla attakowania kozaków. Siły nieprzyjacielskie były zbyt duże, więc oddział ze stratami osobowymi wycofał się. Użycie przez Józefa Godlewskiego, Dowódcy siły zbrojnej Woiewództwa Augustowskiego, b. Kommissarza Rządu Narodowego, przymiotnika podstępny na określenie zachowania informatora może świadczyć o tym, że uważał informację za mylącą lub co najmniej mającą zaszkodzić powstańcom. Generalnie udział ludności żydowskiej w powstaniu był znikomy. Do walki dołączyli się pojedynczy Żydzi z Ostrołęki i Chorzel.

W 1863 r. Żydzi przyjęli różne postawy. Postępowa część społeczeństwa domagała się równouprawnienia Żydów, stąd część z nich popierała powstanie w nadziei na realizację tych postulatów. Żydzi wspierali powstanie albo czynnie, walcząc z bronią w ręku, albo pośrednio. Przykładowo żydowscy krawcy szyli powstańcze ubrania albo dostarczali prowiant dla partyzantów. Wiemy też, że o ruchach Moskali dowódcy powstańczy mieli dokładne wiadomości, dzięki interesowanym w całej sprawie Kurpiom i… żydom, naonczas patrjotycznie usposobionymJeszcze inni handlowali i z Rosjanami, i z insurgentami, chcąc w tym niepewnym czasie jakkolwiek się zabezpieczyć. Żydzi bogacili się na przemycie przez granicę prusko-rosyjską. Granica (...) stała otworem. Nikt jej nie pilnował i kontrabanda szła wówczas potężna, bogacąc okolicznych żydów

Myszynieccy Żydzi wyróżnili się w oporze przeciwko carskiej włądzy w postaci uchylania się od służby wojskowej. Kadyś Sztejnfeld i Abram Rózga z Myszyńca znaleźli się na imiennej liście powołanych do wojska carskiego w 1863 r., którzy zbiegli, popierając powstanie. Takie sytuacje miały miejsce już wcześniej – przykładowo w 1853 r. szukano Herszka Brenera i Mośka Kruka. W 1851 r. zanotowano nazwiska zbiegłych Arona Cwilimberga, Bonczka Zymana i Eliasza Walisa. Szlamę Grynberga, Lejbę Rotepela i Majera Szermana szukano co najmniej od 1851 do 1854 r. W 1850 r. na listach znalazło się nazwisko Lejby Katza, a w kolejnym roku także Chaima Wolfa Perlemutera i Abrama Szlejna. W 1849 r. w taki sposób wyróżnił się Chaim Palcenuter, zaś w 1847 r. Lejzer Chaim Brener, Mosiek Goldsztejn Zelmanowicz, Mosiek Herfelt Ickow, Jankiel Katz Lejbowicz, Joel Pejsakowicz, Lejba Ziman Abramowicz, Mosiek Inerfeld, Szulim Rubinsztejn Judkowicz i Mosiek Szerman Lejzer.

Powstanie popierała żona Icka Jerozolimskiego z Myszyńca. Wraz z mężem została aresztowana i osadzona w więzieniu w Płocku. Jerozolimscy byli najbogatszymi mieszkańcami Myszyńca. Zostali oskarżeni przez władze rosyjskie o udzielanie materialnej pomocy na rzecz powstania. Rzeczywiście przekazali wysokie sumy dla powstańców. Obwiniano ich też o sprzedaż broni dla powstańców i o stosunki z przemytnikami znad granicy. Jerozolimska świetnie sprawdziła się jako dyspozytorka broni dla oddziałów powstańczych. Małżeństwo zostało zwolnione z więzienia po wpłaceniu wysokiej kary pieniężnej, ale oddane pod nadzór policji. Majątek (dom i sklep w Myszyńcu) został skonfiskowany na rzecz skarbu rosyjskiego. 

Po upadku insurekcji ponad 100 Żydów z północnego Mazowsza więziono i represjonowano. Niektórzy z nich popierali czynnie polskie dążenia niepodległościowe. Wielu skazano na więzienie i katorgę na Syberii.

"Wybuch konfliktu japońsko-rosyjskiego stał się zapowiedzią doniosłych wydarzeń w Królestwie Polskim"  pisał R. Waleszczak. Na pewno nie zabrakło wśród aktorów ówczesnego życia społeczno-politycznego Żydów, choć nie mamy bezpośrednich relacji z terenu Kurpiowszczyzny. W 1904 r. przybrało na sile zjawisko uchylania się od służby wojskowej w carskiej armii. Młodzież, obawiając się poboru do carskiej armii, ruszyła na emigrację. Przed rekrutacją do wojska bronili się szczególnie Żydzi. Inni samookaleczali się, by nie pójść na wojnę. Nie zrażano się grzywną o wysokości 300 rubli nakładaną na rodziny niedoszłych poborowych.
Josel Makowiecki (1870ok. 1910) z żoną Raszką z Czapkowskich i dziećmi: Rachelą (Kaplan), Nat (Markowicz) i Elim, Myszyniec 1904 r. Źródło

Podczas samej rewolucji (19051907), w której ważną rolę odgrywały hasła niepodległościowe, mniejszość żydowska pozostała na uboczu wydarzeń lokalnych. Nie korzystano z pomocy żydowskich szmuglerów, kolportując przez pruską granicę bibułę i broń. Polacy obawiali się, że Żydzi parający się przemytem są zbyt niepewnym elementem skomplikowanej układanki. Ludność żydowska była "zajęta własnymi problemami, trawiona sporami między chasydami, maskilami, misnagdami i syjonistami, z pokaźną grupą zruszczonych litwaków  nie chciała i nie była w stanie przyjąć aktywnej postawy"  pisał R. Waleszczak. Po rewolucji Żydzi nie włączyli się w rozwój ruchu stowarzyszeniowego na polu kulturalno-towarzyskim, gospodarczym i edukacyjnym. Było to spowodowane tym, że cele kulturalne, oświatowe i dobroczynne diaspory realizowały okręgi bożnicze. Niemniej w tym czasie zaczęło się polityczne przebudzenie Żydów. Niestety konkretne informacje mamy tylko z większych miast: Ostrołęki, Makowa Mazowieckiego, Pułtuska, ale te leżały już poza puszczą.
Od lewej siedzą: Miriam Ester z Rozenbergów Fenster i krawiec Jeruchem Fishel Fenster; stoją od lewej: 1. Jennie z Fenstrów Sendel (obok Miriam), Hyman Fenster (między miriam a Jeruchemem), 2. od lewej Mordechaj Fenster, 2. od prawej Ida z Fenstrów Wolf. Rodzina z Myszyńca. Źródło.

Więcej informacji na temat stosunków polsko-żydowskich i stosunku Żydów do spraw politycznych, ogólnopaństwowych, mamy z okresu poprzedzającego I wojnę światową. W 1912 r. Żydów z terenu przygranicznego, o których wiedziano, że parają się m.in. przemytem, uważano za potencjalnych szpiegów. Wówczas też została zdekonspirowana siatka 17 agentów żydowskich i 5 polskich chłopów zajmująca się nielegalnym przeprowadzaniem emigrantów przez granicę. To sprawiało, że na Żydów służby porządkowe patrzyły podejrzliwie. W 1914 r. w Myszyńcu kozacy planowali powiesić 6 Żydów zaangażowanych w nielegalne działania, ale Polacy wyprosili łaskę dla sąsiadów. Podejrzenia nie zniknęły  w lipcu 1914 r. rodziny Wolfa Broderzona oraz Jona i Naftalego Pereców zostały oskarżone o działania na rzecz wojsk niemieckich. Broderzon miał pozwalać żołnierzom niemieckim na zakup piwa w swoim sklepie w Myszyńcu, a Perecowie, nie dość, że pozwalali wrogowi zakupywać piwo w sklepie w Myszyńcu, to jeszcze bezpłatnie rozdawali Niemcom chleb ze sklepu w Dąbrowach. Przeprowadzono śledztwo. Po zatrzymaniu oskarżonych wywieziono do Rosji, do guberni archangielskiej, a ich majątek przejął skarb rosyjski.

Szybko też ludność żydowska została wygnana z regionu, a przypadek dwóch rodzin z Myszyńca stał się niejako pretekstem do konkretnych działań. Sz. Rozenfeld tak pisał o tym okresie w Myszyńcu: Polscy mieszkańcy miasta zaczęli przekonywać wojsko, że wszyscy Żydzi z miasta są szpiegami. Żołnierze przyjęli tę wiadomość z radością, gdyż, jak się okazało, pragnęli oni wysiedlić Żydów, i okazało się, że teraz będą mogli dokonać tego w majestacie prawa! Po kilku dniach wydano rozkaz wysiedlenia wszystkich Żydów w ciągu 24 godzin. Żydzi zaczęli zbierać manatki, a polscy mieszkańcy i wojsko zaczęli przywłaszczać sobie ich mienie – bo wszak jeśli Żyd stał się bezpański, to jego mienie tym bardziej. O wyznaczonej godzinie wszyscy Żydzi zebrali się na Rynku, a żołnierze okrążyli ich ze wszystkich stron, odprowadzili do rzeki i puścili na cztery wiatry przestrzegając, by nie wracali do miasta. Część żołnierzy wróciła do Myszyńca, a pozostali pilnowali, by Żydzi poszli swoją drogą, a nawet jeszcze popędzili za nimi, zdarli z nich odzienie, przeszukali ich pakunki i zabrali, co znaleźli lepszego. Żydzi rozeszli się na różne strony i wędrowali pieszo, gdzie kto mógł: do Wyszkowa, do Węgrowa, do Pułtuska, czy do Makowa Mazowieckiego i nieśli ze sobą Znak śmierci na ich czole i spustoszenie w sercach. Wielu z nich dotarło aż do Radzymina. Większość z ok. 2 tys. wysiedlonych z Myszyńca Żydów udała się do Ostrołęki, gdzie schronienie znalazły 253 rodziny (1 022 osoby). A. Litaj z kolei dopowiedział, że najpierw, na skutek denuncjacji Polaków, pojmano rabina z Myszyńca i niektórych radnych gminy żydowskiej, a 29 sierpnia wydano rozkaz wysiedlenia wszystkich Żydów z miasta (w 1914 r. mieszkało tu 300 rodzin wyznania mojżeszowego). Wszyscy zebrali się przy namiocie komendanta, dygocąc z zimna i wzburzenia, zaczęli śpiewać Psalmy, prosząc, by odwrócił zło i odwołał rozkaz, ale komendant nie zważał na nich. Żołnierze odprowadzili Żydów do rzeki i nakazali opuszczenie Myszyńca. Według źródeł żydowskich Rosjanie zrabowali majątek Żydów w Myszyńcu. Po kilku tygodniach gubernator uzyskał dla nich prawo powrotu, ale miasto było już doszczętnie spalone. Żydzi, którzy pozostali w mieście, zatrzymali się u krewnych i znajomych. Część jakiś czas zakwaterowana była w szkołach i synagogach. Dlatego też w 1914 lub 1915 r. obecny w Myszyńcu jako lekarz wojskowy i porucznik armii carskiej Henryk Goldszmit (Janusz Korczak) pisał: Sklepy zrabowane, okna wybite, drzwi rozwalone. Już są spalone budynki. Mieszkańców prawie nie ma, Żydów wcale nie ma. W innym miejscu czytamy: W Myszyńcu został stary, ślepy Żyd. Szedł o kiju wśród wozów, koni, kozaków, armat. 
– Co za okrucieństwo zostawić ślepego starca. 
– Oni chcieli go zabrać – mówi Naścia. – On uparł się, że nie odejdzie, bo ktoś musi pilnować bóżnicy. 
Znajomość z Nastką zawarłem, pomagając jej odszukać kubełek, który jej zabrał żołnierz i miał zwrócić, ale nie zwrócił

Podobnie było w Jednorożcu i okolicach. Ci, którzy nie wyjechali, w 1915 r. doświadczyli lutowej, a potem lipcowej bitwy przasnyskiej, które obróciły region w perzynę. Wilga, który wrócił do wsi w sierpniu tego roku, opisał widok, jaki zastała jego rodzina po powrocie z tułaczki: Na Stegnach stojało dwa budynky, u Rzodkie[w]skiego sam zrąb przez dachu i u starego Ankula Żyda, a reszta wiosky Stegna była spalona doszczętnie. Tylko stercały kominy. Straszne to było widowisko, aż się duch lękał, dolatywał tylko smród ze spaleniska. Przy płotach było widać niepochowanych żołnierzy i spalonych w domach

Jankiel Pejson z Myszyńca. Źródło.

Dla poszkodowanych przewidziano pomoc. Już w 1914 r. w Ostrołęce powstał Powiatowy Komitet Obywatelski. Jego gminny oddział w Myszyńcu powołano w listopadzie 1914 r., ale jego działanie, podobnie jak komitetu w Wachu, zakłócały ruchy oddziałów armii niemieckiej. W grudniu 1914 r. Centralny Komitet Obywatelski w Warszawie przez komitet ostrołęcki przekazał komitetowi w Myszyńcu zasiłek w kwocie 150 rubli  uważano, że gmina najbardziej ucierpiała w wyniku działań wojennych. W tym czasie w Kadzidle domy Żydów podejrzewanych o szpiegowanie na rzecz Niemców mieli zająć carscy oficerowie. 

Generalnie Kurpie jako region zostały mocno doświadczone przez działania wojenne. Mieszkańcy uciekli dobrowolnie lub też z inspiracji oddziałów rosyjskich i udali się najpierw za Narew, a następnie (lub od razu po wyruszeniu z domów) w głąb Rosji. Na przełomie 1916/1917 r. pod opieką Centralnego Komitetu Opiekuńczego w Piotrogrodzie było 19 536 bieżeńców z powiatu ostrołęckiego. W tej liczbie z samego Myszyńca były 174 osoby i mogli być wśród nich Żydzi. 

Warto też podkreślić, że Żydzi z terenu Kurpiowszczyzny walczyli w szeregach armii rosyjskiej. Oto nazwiska kilku z gminy Myszyniec: 
  • Szaja-Dawid Chmiel, syn Abrama, szeregowy (8. Moskiewski Pułk Grenadierów), ranny 24 VIII 1915 r., 12 VIII 1915 r. otrzymał Medal Świętego Jerzego IV kl.;
  • Chaim Geller, szeregowy (256. Jelizawetgradzki Pułk Piechoty), zaginął bez wieści 9 II 1915 r.;
  • Abram Holdaper, syn Szlemy, szeregowy (95. Krasnojarski Pułk Piechoty), zaginął bez wieści 13 XI 1914 r. pod Łodzią;
  • Mosze Jabłonowicz, syn Mendela, szeregowy (94. Jenisejski Pułk Piechoty), notowany w szpitalu 18 II 1916 r.;
  • Szmul Kac, syn Jankiela, szeregowy (89. Białomorski Pułk Piechoty), notowany w szpitalu 22 IV 1917 r.;
  • Giersz Konter, syn Łazarza, szeregowy (180. Windawski Pułk Piechoty), ranny 12 VII 1915 r. pod wsią Убродовице, zaginął bez wieści 20 IX 1915 r. pod wsią Болтагузы;
  • Chaim Krieger, syn Łazarza, szeregowy (180. Windawski Pułk Piechoty), ranny 27 IX 1914 r. nad rzeką San.
W 1915 r. rządy przejęli Niemcy, którzy okupowali teren do listopada 1918 r. Część Żydów powróciła wówczas do Myszyńca: Byli bardzo zżyci z chrześcijanami i nawet mieszkali we wspólnych domach  czytamy w Księdze Żydów ostrołęckich. Po 1918 r. część Żydów powróciła do Kadzidła. Izrael Lewiński pisał: Warto zaznaczyć, że chrześcijanie byli zadowoleni z powrotu Żydów i oddali im ich meble, które przechowywali przez cały czas ich nieobecności.

W kwietniu 1916 r. w Myszyńcu powołano sąd gminny dla gmin Myszyniec, Dylewo i Wach. Przewodniczącym został Władysław Bendecki z Myszyńca; jednym z ławników był miejscowy Żyd Natan Dancinger. 

Odzyskanie niepodległości przez Polskę, jak pisał J. Gołota, "Żydzi przyjęli z nadzieją na poprawę swojego losu, dla większości członków tego społeczeństwa Polska była ojczyzną".
Herszka Szlamowicz Kikman z żoną Sorą Mariem z Kellerów (siedzą) z dziećmi: Toubą (stoi), Dawidem (siedzi) i Frumą (na rękach matki), Zbójna 1892 r. Źródło.

Warto poświęcić chwilę na zastanowienie się nad nastawieniem Żydów do państwa polskiego w czasie wojny 1920 r. "Udział wielu Żydów w komitetach rewolucyjnych podczas wojny polsko-radzieckiej wywołał oskarżenia prawicy polskiej o rozszerzanie wpływów komunistycznych i sprzyjanie Rosjanom. Po zakończeniu działań wojennych wobec różnych pogłosek o zdradzie ogółu Żydów, spotkały ich często surowe represje a w społeczeństwie polskim nasiliły się antyżydowskie nastroje. (...) Nastroje takie pobudzały emigrację żydowską do Palestyny lub Stanów Zjednoczonych"  pisał J. Gołota. 

Rzeczywiście w 1920 r. zdarzały się przypadki współpracy Żydów z bolszewikami. Dobrze udokumentowana jest sprawa Szlomy Klejnmana z Kadzidła, nauczyciela żydowskiego chederu. W 1920 r. Urząd Prokuratorski przy Sądzie Okręgowym w Łomży oskarżył zameldowanego w Warszawie 26-letniego Klejnmana, syna Wolfa i Gitli, o to, że będąc obywatelem polskim, w sierpniu 1920 roku w gminie Nasiadki, powiatu Ostrołęckiego podczas inwazji bolszewickiej, sprzyjając nieprzyjacielowi, w celu ułatwiania mu jego wrogich działań względem Rzeczypospolitej Polskiej, dobrowolnie przyjął na siebie zadanie reorganizacji w duchu bolszewickim szkolnictwa polskiego

Według zeznanych świadków po zajęciu gminy Nasiadki przez bolszewików Klejnman został mianowany komisarzem oświaty. Funkcję pełnił 8 dni. Klejnman, zgodnie z zeznaniem sołtysa wsi Nasiadki Józefa Mroczka, zwrócił się do niego, by zrobił spis dzieci w wieku szkolnym oraz podręczników szkolnych. Oznajmił, że lekcje nadal będą wykładane w dwóch językach  rosyjskim i polskim. Klejnman zażądał od niego furmanki i jeździł do Brzozówki, Zalesia, Golanki, i Durlejasów [Durlasów  przyp. M.W.K.], by wizytować szkoły. Nauczycielce z Brzozówki Marii Sobieszynie powiedział, że podręczniki szkolne będą przysłane z Grodna lub Moskwy. Marii Stępkowskiej, nauczycielce z Zalesia, kazał przyjść (...) do Nasiadek na zebranie wszystkich nauczycielek, gdzie będą omawiane sprawy szkolne, Zebranie te do skutku nie doszło, gdyż bolszewicy zaczęli odstępować. W czasie procesu sądowego Szloma Klejnman zeznał, że obowiązki wykonywał z rozkazu władz bolszewickich pod groźbą rozstrzelania, a gdy wróg się cofał, wyjechał razem z nim. Nie przyznał się do zarzucanych czynów. 

Pinkus Mławer z Myszyńca. Źródło.

VI. Obok siebie czy ze sobą? Polsko-żydowskie życie codzienne w II poł. XIX w. i międzywojniu
Ciekawym aspektem współżycia Polaków i Żydów na Kurpiach jest język. Myszynieccy Żydzi, jak wynika z ich wspomnień, posługiwali się językiem jidysz lub hebrajskim, a unikali mówienia po polsku. Nie oznacza to, że polskiego nie znali. Niektórzy chętnie mówili w tym języku. Dodatkową trudność stanowić mogła gwara kurpiowska, ale byli i tacy Żydzi, którzy posługiwali się nią swobodnie.

Porozumiewanie się po polsku na pewno było przydatne w codziennych spotkaniach i handlu. Przykładowo w Kuziach, gdzie w 1935 r. mieszkało 170 gospodarzy, istniały 2 sklepy i oba były żydowskie. Istniejące wcześniej dwa polskie sklepy upadły. Trudno stwierdzić, ile było takich wsi na Kurpiach, gdzie wszystkie sklepy należały do Żydów. Wydaje się, że to była rzadkość, a najczęściej w danej miejscowości znaleźć można było i sklepy polskie, i prowadzone przez osoby wyznania mojżeszowego. Jeśli nie było sklepów polskich prywatnych, to istniały spółkowe. Już przed I wojną światową sklepy spółkowe stawiały sobie za cel wyzwolenie handlu z niewoli żydowskiej, przygarnięcie do siebie szerokich mas ludowych dobrocią towarów i przystępną ceną. Piszący z Myszyńca w 1913 r. nauczyciel Edmund Czarnecki apelował, by Przy sprowadzaniu towarów stanowczo wystrzegać się żydów-pośredników, którzy za lichy towar dobrze sobie każą zapłacić. Spis sklepów żydowskich w poszczególnych wsiach na Kurpiach znajdziecie w drugiej części serii.

Gitla Zyman z Myszyńca. Źródło.

Mówiąc o stosunkach polsko-żydowskich, trzeba wspomnieć nie tylko o codziennych kontaktach, życiu Polaków i Żydów w tej samej miejscowości, ale też spotkaniach okazjonalnych, np. podczas jarmarków. Te organizowano zarówno we wsiach, jak i w miastach  i tu, i tu Żydzi spotykali się z Kurpiami. Halina Ostaszewska z Przasnysza tak wspominała miejscowe jarmarki: (...) miasto zmieniało się już od brzasku. Rynek i ulice przesiąkały zapachem furmanek. Pachniało owocami, końmi, nawozem i potem. Pobrzmiewało rżeniem, kwikiem, gęganiem. Tłumy ludzi. Kobiety wiejskie z kobiałkami i paniusie miejskie w kapeluszach. Chłopi i Żydzi w czarnych chałatach i jarmułkach. Czerwone, spocone twarze, podekscytowane dobijaniem targu. Przy większych zakupach tradycyjny litkup w knajpie. Barwa i ruch jak w rodzajowych obrazach Gierymskiego. Duże jarmarki powiatowe odbywały się sześć razy w roku. Zjeżdżali się na nie chłopi z całego powiatu i okolic. Kurpianki przywoziły lniane samodziały, tkane w kraciaste wzory. Słomę lnianą, włókna lniane i pakuły mieszkańcy okolicy, zarówno miast na obrzeżu puszczy, jak i wsi na Kurpiach, sprzedawali lub wymieniali na inne towary (płócienka, surówki itp.) u żydowskich kupców. Na jarmark, targ bez Żydów nie opłacało się jechać. W 1939 r. K. Bałdyga z Myszyńca, rozmawiając z sąsiadem, zapomknął o zbliżającym się jarmarku. – A co jutro będzie na jarmarku? Toć jutro święto żydowskie! W Paschę, a ta wówczas wypadała, Żydzi nie handlowali. W prasie czasem narzekano na oszustwa, jakich dopuszczali się Żydzi podczas jarmarków i targów.


Jak odnoszono się do kupowania towarów u Żydów? Ciekawa jest relacja, którą możemy znaleźć w "Mazurze", katolickim czasopiśmie diecezji płockiej. W 1908 r. opublikowano tam list, który otrzymał ks. Izydor Połubiński, administrator filii parafii Chorzele sui iuris w Jednorożcu, wraz z komentarzem kapłana.

Źródło: "Mazur", 3 (1908), 39, s. 4.

Redakcja skomentowała sytuację następująco: Choćby kto zawsze kupował u żydów, a nie u chrześcjan, to nie wolno go nazywać podłym Judaszem, bo kupowanie u żydów nie jest żadnem prawem, ani boskiem, ani ludzkiem zakazane. Pan Lepszy chce żyć, chcą żyć i żydzi. I ich też Pan Bóg stworzył. Powinniśmy popierać swoich, powinniśmy starać się, aby sklepy chrześcjańskie rozwijały się, ale nie powinniśmy ziać nienawiścią ani do żydów, ani do tych, którzy u żydów kupują. Co innego popieranie swoich, a co innego nienawiść. Zaprawdę ten pan Lepszy musi być marnym czlowiekiem, skoro taki nędzny list napisał. Napewno żaden żyd w Przasnyszu nie ośmieliłby się tak pisać o kapłanach katolickich

Dawid Synenski z Myszyńca. Źródło.

Obok z reguły pokojowych kontaktów handlowych notujemy pojedyncze przypadki negatywnych zachowań, które niekoniecznie musiałby być rezultatem działań mieszkańców regionu, a np. wędrownych rzezimieszków i złodziei. W ich roli występowali Żydzi, ale też oni mogli paść ofiarą działalności takich ludzi. Oto trzy przykłady. W 1880 r. na dom handlującego drzewem Moszka Kupfernmüntza w Gontarce (część wsi Parciaki) napadł nieznany złoczyńca, który zadał handlarzowi, jego żonie i córce niebezpieczne rany toporem. Ukradł 70 rubli i uciekł. W wyniku śledztwa ustalono, że napastnikiem był Jakub L., robotnik pracujący u K. W 1881 r. ukradziono pewnemu gospodarzowi we wsi Krukowie parę koni i wóz. (...) Sąsiedzi zerwawszy się ze snu zbiegli się co prędzej, wpadli na ślad, dali gospodarzowi silnego konia i wraz z nim sami puścili się w pogoń. (...) Gospodarz dogonił trzech rabusiów, z których dwóch sam zabił, trzeciego pochwycili kompani. Leżało dwóch żydów zabitych, a kto był trzeci – niewiadomo. Właściciel koni sam do winy się przyznaje, że od jego własnej ręki są zabici. Z tego powodu było śledztwo, i sprawa ta jest w sądzie, a co będzie to niewiadomo. W 1885 r. w prasie pisano: W powiecie przasnyskim, na polu wsi Jednorożec, znaleziono niewiadomego z nazwiska żyda, tak silnie pobitego, że żadnych co do swej osoby i wypadku jaki go spotkał, nie mógł dać objaśnień. Poraniony, odwiezionym został do szpitala w Przasnyszu, gdzie, nie odzyskawszy przytomności, w pół godziny umarł.

Konflikty zdarzały się również między samymi Żydami. Przykładowo w 1895 r. Symcho Chmiel, Szala Lejbko Wermań, Berek Chmiel i Nosek Chmiel z Myszyńca spowodowali ciężkie pobicie rodaków z tej samej wsi, Chaima Lejbki i Sory Lewitan, z powodu którego  jak pisali skarżący  jesteśmy chorzy już trzy tygodnie. Obdukcja (...) na nas nie została wykonana z powodu nieznalezienia doktora w tym miejscu i czasie

Menachem Mendel Bramson urodzony w Jednorożcu, jego żona Ita Tobi oraz rodzice Rachela i Mojżesz Bramson. Zbiory Ephi Bramson z USA.

Kolejne informacje o stosunkach polsko-żydowskich wybrzmiewają w kontekście okupacji niemieckiej w czasie I wojny światowej. Oczywiście po 1915 r., kiedy trwały najsilniejsze walki, zniszczenia wojenne były ogromne. Poza tym Niemcy prowadzili szeroko zakrojoną politykę rabunkową. By wywieść drewno z Zagajnicy, pobudowano sieć linii kolejki wąskotorowej połączonej z linią normalnotorową OstrołękaSzczytno. Adam Chętnik pisał w 1919 r.: Żydzi prawie zupełnie opanowali nasze bory. Za czasów rządu rosyjskiego kupcy żydowcy zakupywali na licytacjach wielkie działki drzewa, które nastepnie spławiali Narwią i Wisłą do Niemców. Wielu z tych kupców dorobiło się znacznych majątków na handlu drzewnym, ale majstrowie, dostawcy, robotnicy i oryle – byli zawsze tylko ich najemnikami. Kiedy od roku 1916-go zagnieździli się w naszych burach niemcy, dla żydów nastał raj na naszej Puszczy. Z wyjątkiem głównych nadleśnych i leśniczych, oni byli urzędnikami, dostawcami, kasjerami itd., itd. Oni rąbali bory naszemi rękami, wywozili na handel naszemi końmi i zmuszali nas do niszczenia swego bogactwa przy pomocy wojska i okrutnych żandarmów. Żydzi handlowali naszym drzewem, dostarczali opał do miast i węgiel do kolei z naszych lasów, karali nas za nieposłuszeństwo i traktowali jak swoich niewolników. Ciężko nam było, ale cierpieliśmy. Dużo w tej relacji emocji i żalu, choć także faktów, bo rzeczywiście i Żydzi, i leśniczowie z nadania niemieckiego okupanta zajmowali się rabowaniem bogactw naturalnych z puszczy. W podobnym tonie wypowiadał się Zet z gminy Wach w 1920 r., pisząc: Przyszły Niemcy z Brandenburgji, Meklemburgji, chłopy rosłe, przyszły rozmaite "landraty", "hofraty", "szefy", nadleśni, podleśni, rozmaite żandarmskie "wadimajstry". Jedni z nich przybrali sobie do pomocy żydów i żydówki; drudzy, jak żandarmi, poszukali sobie z polskich chłopów sprzedawczyków – i poczęło to wszystko rządzić i panować. W 1921 r. w "Gazecie Porannej 2 Grosze" Puszczak spod Łysych obszernie pisał o żydowskiej aktywności w sferze gospodarki leśnej: Przed wojną za rządów w borach naszych gospodarowali Żydzi jak u siebie w domu. Oni zakupywali przeznaczone ua wyrąb działki drzewa budulcowego i opałowego, poczem spławiali je Niemcom; żydzi byli dostawcami opału i siana dla wojsk rosyjskich, pośrednikami w różnych sprawach itp. Za Niemców żydzi zupełnie opanowali nasze bory puszczańskie: wszystkie urzędy leśne, dostawy, przeróbka surowego drzewa, wypłaty za przymusową robociznę w lasach  wszystko było w rękach żydowskich i niemieckich, żyd był urzędnikiem leśnym i pisarzem, Żyd nakazywał kurpiom przymusową robociznę - wywózkę drzewa z lasu po 4 dni w tygodniu, żyd przy pomocy ząndarma pruskiego karał puszczaka pieniędzmi, więzieniem, batem lub kopnięciem nogi. Srodze cierpiała ludność miejscowa, bory w 1/4 i 1/3 zostały wycięte, puszcza zmarniała. Nastały rządy swoje, rządy polskie. Ludność myślała, że choć teraz puszcza oczyści się od żydów. Ale gdzie tam! Żydzi po dawnemu gospodarują w naszych borach. Oni są dostawcami opłau, podkładów kolejowych i siana z łąk rządowych. Porobili już na tem majątki i sprowadzają na puszczę swe rodziny, swoich krewnych. Obecnie rząd robi im nowe dobrodziejstwo  oddaje im w dzierżawę tartaki miejscowe. Tartaki te dotychczas były w posiadaniu urzędów leśnych, teraz przechodzą w ręce żydowskie. Wielki tartak w Koźle pod Kolnem wydzierżawił już żyd. Tartaki w Łysych, Kuziach i Nowogrodzie też podobno mają być żydom oddane. Już  ich przyjeżdżają całe zgraje do tych miejscowości na oglądanie, mierzenie, wyliczanie. Rząd nas zupełnie w niewolę żydowską chce zaprzedać. A boli to tembardziej, że jest wśród nas wielu rzemieślników i przedsiębiorców, oraz "amerykanów" z dolarami, którzy chętnie tartaki wzięli by w dzierżawę, gdyż umiejętności i gotówkę posiadają, ale cóż, kiedy ludność miejscowa nie jest o tej dzierżawie wcale powiadomiona. Nikt nie wie, kto i na jakich warunkach wydzierżawia tartaki, a żydzi wiedzą. Widać z tego, że robi się to po cichu, po za puszczią  może w Siedlcach, gdzie jest zarząd naszych borów, a może w Warszawie. 
 
Źródło: "Gość Puszczański", 3 (1921), 9, s. 1.

Nadużycia w lasach z wątkiem żydowskim w tle pojawiały się w okresie międzywojennym. W 1924 r. we wniosku zasiadających w sejmie z ramienia Związku Ludowo-Narodowego posłów z kurpiowskich powiatów (Adama Chętnika z Nowogrodu, Leopolda Bieńkowskiego z Przasnysza, A. Mieczkowskiego i Franciszka Wierzbickiego), dotyczącym unormowania stosunków gospodarczych na Kurpiach, czytamy: Plagą miejscową są nadużycia i nietakty niektórych władz i urzędników. Dość wspomnieć choćby o p. Ubyszu nadleśniczym z Łysych. Pan ten przy zatargu o pastwisko Uścianek z ludnością wsi Kuzie, zmobilizował policję i straż leśną, następstwem czego było kilkanaście osób rannych strzałami i kolbami. Drzewo budulcowe przeznaczone na użytek ludności, sprzedawał żydom wydając ze swej kancelarji asygnaty, pisane na nazwiska osób, które nic o kupnie nie wiedziały. Na skutek interwencji ludności i posłów Chętnika, Mieczkowskiego i Bieńkowskiego zjechała komisja rewizyjna z Siedlec; komisja oparła się jednak przedawszystkiem na zeznaniach samego p. Ubysza, który byłby pozostał na stanowisku, gdyby nie odkrycie, iż Skarb Państwa poniósł z racji p. Ubysza około 5-ciu miljardów marek strat, przy dostawie desek z tartaku w Łysych dla firmy Arbor. P. Ubyszowi kazano wtedy podać się do dymisji, jak się jednak stało z brakującą sumą – niewiadomo. Postulaty zlikwidowania monopolu żydowskiego w sferze handlu drewnem powtarzano jeszcze w 1937 r. W memoriale w sprawie sytuacji w powiatach graniczących z Prusami Wschodnimi, a w takich mieszkali Kurpie, stwierdzono: Najpoważniejszym artykułem obrotu z zagranicą jest drzewo bądź jako surowiec, bądź jako półfabrykat. Dział ten jest opanowany zdaje się całkowicie przez żydów. Apelowano o zreorganizowanie handlu drzewem z Prusami Wschodnimi w kierunku
a. Sprzedawaniu drzewa obrobionego, a przynajmniej półfabrykatu,
b. Zatrudniania przy zwózce ludności miejscowej,
c. Odjęcie monopolu w tym zakresie kupcom żydowskim.

Źródło: "Gość Puszczański", 3 (1921), 9, s. 1.

Nastroje antyżydowskie, głównie w sferze gospodarki, były obecne od początku istnienia II RP. W 1920 r. Bolesław M. spod Baranowa pisał do redakcji "Gościa Puszczańskiego": Żydzi... aż im się chałaty rozwiewają harcują od wsi do wsi, od chałupy do chałupy i wykupują wszelkie zboże, dobytek, złoto i srebro a nawet marki niemieckie papierowe i wszystko to pchają niewiadomo gdzie, ale zapewne do pludr’e [słowo nieczytelne – przyp. M.W.K.] a tu biednieszy, jakich u nas nie brak, choć z głodu zdychaj – dokupić się trudno; jedni co mieli na zbyt już’sprzedali i nie mają co biednemu sprzedać, ale jak żyd przyjdzie i da drożej, to się jeszcze znajdzie. Że, jak to mówią, nie mają sumienia tak drogo brać ze swoich, to lepiej powiedzą że nie mają już do sprzedania i z żyda zedrą co będą mogli, a ty biedaku gryź szyszki sosnowe... W 1923 r. Stach z Julianowa w gminie Wach stwierdził, że Kurpiów bolało to, że po puszczy panoszyli się Żydzi, wędrujący za zarobkiem. Stał na stanowisku, że najlepiej byłoby się ich pozbyć, bo to oni odpowiedzialni są za rozpicie Kurpiów  gdyby ich nie było, gdyby nie było żydowskich karczem, to znikłyby próżniactwo, zgorszenie, kradzież, bijatyka, bo do tego prowadzi pijaństwo.

Chana Bila Ziman z Myszyńca. Źródło.

Hasła, które znajdziemy w ówczesnej prasie, dotyczące m.in. tego, by uwolnić okolicę całą od wyzysku i zalewu żydowskiego, co za jeden z celów stawiał sobie powołany w 1919 r. z inicjatywy Adama Chętnika Związek Puszczański, dotyczyły konkurencji ekonomicznej. Pozostałe cele związku to: Podźwignąć Puszczę z ciemnoty i upadku materjalnego; podnieść na Puszczy oświatę, kulturę i życie społeczno-gospodarcze. Wyzyskać trzeba miejscowe bogactwa naturalne, uruchomić przemysł, wytwórczość miejscową i handel. (...) Popierać istniejące zrzeszenia i instytucje społeczne jak: kółka rolnicze, straże ogniowe, stow, spożywców i t. p. Dlatego też powinniśmy uważać z nadinterpretacją takich relacji, jak pierwszy cytat, bo na pewno nie jest to ani ten etap historii, ani hasła jednolite z ostatecznym rozwiązaniem kwestii żydowskiej, które proponowali naziści 20 lat później. Nie można bowiem postulatu o uwolnieniu okolicy od wyzysku i zalewu żydowskiego czytać w oderwaniu od pozostałych haseł Związku Puszczańskiego. Podobnie jest z innymi tekstami publikowanymi w "Gościu Puszczańskim", których autorem nierzadko był sam redaktor, Adam Chętnik, np. takim: Nie powinniśmy czekać, aż obcy z przed nosa nam zdmuchnie zarobek, ale sami musimy obmyślać i zakładać odpowiednie przedsiębiorstwa. Jeżeli w borach naszych gospodarują dotąd żydzi, to z winy naszej. Ale to się musi skończyć, bo wstyd to dla nas i dla całej Puszczy, ażebyśmy zawsze ino parobkami żydowskiemi byli. Zorganizowany 28 IV 1920 r. w Kadzidle zjazd rady Związku Puszczańskiego w uchwale końcowej dopiero w ostatnim, jedenastym punkcie, uchwalił: Zjazd potępia tych gospodarzy, którzy pośredniczą żydom w wykupie zboża – z krzywdą naszej ludności bezrolnej.

Źródło: "Gazeta Świąteczna", 42 (1922), 22 (2156), s. 8.

Nic dziwnego, że w 1919 r. J. Sobiech z Kadzidła relacjonował, że społeczność wsi zrobiła zebranie gromadzkie i jednogłośnie powzięła następując uchwałę: Zebrani gospodarze wsi Kadzidło, postanowimy i obowiązujemy się, iż żaden z nas żydowi siana nie sprzeda, tylko Związkowi Rolniczo-Handlowemu, a przekroczenie niniejszej uchwały pociąga za sobą karę w wysokości 100 zł. na rzecz Polskiego żołnierza. Potrzebującym współrodakom na swoj użytek, siana sprzedać dozwolono. Podobne uchwały mają i inne wioski przeprowadzić u siebie. Czym był wspomniany związek? Otóż (...) grono ludzi w pow. Ostrołęckim złożyło po 100 mk. udziału i po 10 mk. wpisowego i rozpoczyna handel: sprowadzono już do siewu żyta oryginalnego "Petkus", a obecnie rozpoczął się skup siana dla wojska. Program Związku śliczny, bo mówi: "wszystko cokolwiek rolnik ma na zbycie, od niego kupić, a wszystko co mu potrzebne  dostarczyć"

By zamknąć wątek Adama Chętnika i jego antyżydowskiego, jak można by rozumieć przywołane zapisy, nastawienia, warto zwrócić uwagę na jeden ważny aspekt jego działalności. Kiedy w latach 19221927 był posłem na sejm z ramienia Związku Ludowo-Narodowego, nie występował wrogo przeciwko Żydom w regionie i kraju. Dużo bardziej radykalny był w swoich poglądach równie zasłużony dla Kurpiów dr Józef Psarski z Ostrołęki (wcześniej praktykujący w Myszyńcu), nazywany gwiazdą przewodnią ruchu narodowego na Kurpiach i występujący antyżydowsko z ramienia Stronnictwa Narodowego. Ten wątek jednak został pominięty w artykule porównującym te dwie sylwetki i ich zasługi dla regionu.

Fryda Zyman z Myszyńca. Źródło.

Na Kurpiach na co dzień przeważała polsko-żydowska koegzystencja (pytanie, czy Polacy i Żydzi żyli razem, czy osobno, tzn. obok siebie...). Niemniej Żydów stawiano w opozycji do Polaków, nierzadko wraz z Niemcami, czego świadectwem jest fragment z listu Stanisława Łachacza z Czarni koło Myszyńca: To wstyd, hańba, że sami sobie szkodzimy na każdym kroku, zamiast pracować spólnie i wzajem sobie pomagać, aby nie dać się obcym – żydom i Niemcom, którzy nam w każdej sprawie przeszkadzają. Chodziło o wspomniany wcześniej wątek gospodarczy, bo w związku z nim najczęściej antagonizowano Polaków i Żydów. Pojawiają się też takie relacje, które trudno przyporządkować do niechęci na konkretnym polu. W 1920 r. Stanisław Giers z Gleby i Krystjan z Kadzidła sprzedali pewnemu Żydowi plac w Kadzidle. Miejsce chcieli nabyć Polacy, ale widocznie Żyd ich ubiegł. Postawił tu dom, który odkupił od Ignacego Kaczyńskiego z Dylewa. Materiał na miejsce przywieźli Konstanty Koziatek i Łukasz Kisiel z Dylewa, a Bakuła, Piasta oraz Frąnczkiewicze z Kadzidła zestawili budynek. Piszący relację o wydarzeniu Kadzidlak skwitował doniesienie słowami: Wstyd i hańba sprzedawczykom i żydowskim pachołkom!  

Na pewno pozytywne przykłady współpracy polsko-żydowskiej można znaleźć w sferze samorządowej. Reprezentacja Żydów w radach gmin i miast była proporcjonalna do składu narodowościowego mieszkańców. Tak było w Myszyńcu  w radzie zasiadali Moszek Blum, Pinches Ulertz i Eliasz Lerman. 

Baranowski kapłan, ks. Franciszek Flaczyński, w latach trzydziestych XX w. pisał o stosunkach polsko-żydowskich. Na co dzień ujawniała się wrodzona Kurpiom śmiałość i bezceremonialność: I stary i młody i ośmioletni dzieciak nie powie nigdy najstarszemu żydowi czy żydówce inaczej, jak ty: "Mosiek, daj mi cukru"... "Ruchla, sprzedaj mi pieprzu"; ale też i nawzajem, żydzi w ten sam sposób tytułują Kurpiów Kurpie są śmiali nietylko w stosunku do swoich, nietylko do żydów, z których nic sobie nie robią, ale także i w stosunku i do wszystkich innych ludzi, choćby piastujących wysoką godność

Wiemy też, że w Popielec młodzież kurpiowska spod Nowogrodu przebierała się za niedźwiedzi albo żydów. Niestety nie wiadomo, do czego nawiązywało takie przebranie, ale udawano się w nim na poczęstunek do sąsiadów odwiedzanych w domach.

Mówi się, że wycinanka kurpiowska może być inspirowana żydowskimi rajzelechami. Żydzi przyozdabiali swoje domy wycinankami, może więc zwyczaj ten na Kurpiach w jakiś sposób został zainspirowany tradycjami sąsiadów mojżeszowych. W wycinankach obu kultur wspólny jest motyw drzewa życia (to kurpiowska leluja).

Cipora Fejda Syneńska z Myszyńca. Źródło.

Izrael Lewiński z Kadzidła wspominał, że w międzywojniu Stosunki między Kurpiami a Żydami były bardzo dobre. Żydów nazywali oni starozakonnymi, ufali im i handlowali z nimi. W miejscowej karczmie  jako że wieś stanowiła miejsce postoju na trasie MyszyniecOstrołęka  wypoczywali wszyscy: i Żydzi, i Polacy, i kupcy, i podróżni. Podróż trwała ok. 8 godzin dla piechura, a podczas pory deszczowej czy zimą jeszcze dłużej. Każdy więc zatrzymywał się w karczmie, aby wypocząć, napoić konie i spożyć ciepły posiłek w którymś z domów żydowskich

W podobnym duchu Shimon Chamiel wspominał pieszą wycieczkę ostrołęckiej organizacji Haszomer Hacair do Myszyńca w 1923 r.: Miejscowa ludność, zarówno Żydzi, jak i chrześcijanie, przyjęli nas ciepło i życzliwie. W końcu zrobiliśmy sobie kilkugodzinną przerwę i pojechaliśmy zobaczyć miasto. Po południu odbył się mecz piłki nożnej z polskimi harcerzami. Nie pamiętam wyniku, ale pozostaje wrażenie, że wygraliśmy po strzeleniu kilku bramek. Na meczu obecni byli prawie wszyscy mieszkańcy miasta. Dla nich to była wielka sensacja. 

Dyna Szenieder z Łysych z mężem. Źródło.

Przed II wojną światową Bogaci Żydzi z miast przyjeżdżali do Jednorożca na wypoczynek. Mieszkali u rolników, którzy mieli wolne mieszkanie. Żyd płacił za 2 miesiące tyle, co inny lokator-Polak za cały rok. W wielu rodzinach w lecie robiono wszystko, by wygospodarować wolne pomieszczenie dla letników. Przeważnie Żydzi wypoczywali w lesie [„Kociołku” – przyp. M.W.K.] na hamakach ze sznurków (…) – „bujaczki”

Gedaliahu Tikulsker i Mosze Blumsztejn z Myszyńca pisali po latach: Między wszystkimi mieszkańcami Myszyńca panowała wielka harmonia, niezależnie od pochodzenia. Ich dewizą było: "jeden za wszystkich i wszyscy za jednego". Pewnego razu Icchak Eli przywiózł z Chorzel wóz załadowany workami z mąką, ale niestety, sprzedaż nie szła mu dobrze. Furman, chrześcijanin z pobliskiej wsi, nie miał cierpliwości i nie czekając długo wyrzucił wszystkie pozostałe worki na ulicę, pozostawiwszy bezradnego Icchaka Elego na Boskie zmiłowanie. Gdy miejscowi to zauważyli, zbiegli się ze wszystkich stron – mężczyźni, kobiety i dzieci – z kijami w ręku, napadli na furmana, wyprzęgli konie z wozu i zabrali je... Furman zaczął prosić, aby go zostawili w spokoju, przyrzekając na przyszłość zachowywać się poprawnie, być dobrym i nabożnym człowiekiem

Jeszajahu Olkhowski z Myszyńca (19211942). Źródło.

Konflikt polsko-żydowski, spowodowany przesłankami gospodarczymi, ideologicznymi i religijnymi, wzmocnił się w latach trzydziestych XX w. Na pewno było go widać tam, gdzie duże wpływy miała endecja, z zasady nacjonalistyczna i antysemicka. Konflikt potępował narastający kryzys gospodarczy, spowodowany krachem z 1928 r. Zdaniem Stronnictwa Narodowego, które miało duże wpływy w regionie, Żydzi byli przyczyną wszelkiego zła i biedy w państwie. Pozbycie się żydowskiej działalności gospodarczej, zlikwidowanie konkurencji, którą stanowili dla Polaków, miało być lekarstwem na całe zło i wpłynąć na poprawę losu narodu polskiego. Jak stwierdził J.J. Milewski, w tym czasie "antysemityzm wysunął się na czołowe miejsce w działalności ruchu narodowego".

Icchak Zohar z Ostrołęki wspominał po latach: sytuacja ludności żydowskiej w Polsce w ostatnich przedwojennych latach stale się pogarszała. Odnosiło się wrażenie, że polityka rządu i silne rozruchy antyżydowskie w sąsiednim kraju w sporej mierze wpływały na naszą sytuację w Polsce. Wzmogła się działalność endecji, częstsze stało się bojkotowanie żydowskich sklepów, rzemieślników, stawianie pikiet przed ich sklepami i straganami, na targach i jarmarkach. 

Na początku 1936 r. prymas August Hlond wydał list pasterski potępiający terror stosowany wobec Żydów. Ekscesy potępiał i rozliczał bp łomżyński Stanisław Łukomski, co ciekawe sympatyk endecji. W marcu tego roku w Łomży podczas kursu instruktorskiego dla członków zarządów parafialnych Akcji Katolickiej stwierdzono, że "najpierw trzeba stworzyć podstawy handlu polskiego, a dopiero potem bojkotować żydowski i to bez barbarzyńskich metod".

O niektórych wydarzeniach po latach wspominano w kontekście żartu, figli. Stanisław Gut z Dylewa (*1927) mówił o tym, że dylewskim Żydom przed wojną psotowali (...) starsze kawalerzy. Jednego razu mieli wóz z taką budą, woził nim ten Żyd Jenoch węgiel do Myszyńca, jego teść nazywał się Berek. Jednej nocy te chłopaki zaciągnęli tamten wóz i nasypadli do niego piachu. Ten Żyd się zezłościł i sprzedał go. Kupił od nich mieszkanie Pajka. Później kupili sobie ci Żydzi mieszkanie w Ostrołęce.

Chawa Rynecka z Sejneńskich z Myszyńca w 1935 r. Źródło.

Były i poważniejsze wypadki. W nocy z 27 na 28 sierpnia 1933 r. na przejeżdżających furmanką Joska i Jankla Lewińskich oraz Szmula Laskę napadli w lesie obok wsi Kierzek Walenty Balcerczyk i Stanisław Mydło, którzy pobili napadniętych kołami poczem Joskowi Lewińskiemu zrabowali 215 złotych Jozek Lewiński wskutek odniesionych od pobicia ran zmarł w dniu 28 sierpnia. Sprawcy napadu zostali ujęci.

Czasem relacje prasowe, które czytamy po latach, mogą wydać się niewinne, ale jeśli znamy profil polityczny czasopisma, sprawa staje się jasna. Poniżej przykład z katolickiego, narodowego i antyżydowsko nastawionego czasopisma wydawanego w Łomży.

Źródło: "Sprawa Katolicka", 1938, nr 31.

Napięcie czuć było w Kadzidle, Łysych, Myszyńcu i innych miejscowościach. Przykładowo w 1937 r. pisano, że właściciel smolarni we wsi Serafin żyd Rotenberg zmusza do pracy w niedzielę i święta swego parobka chrześcijanina i innych robotników katolików ze wsi Serafin. Ostatnio dnia 1 listopada kazał robotnikom katolikom odbierać karpinę, a gdy jeden z robotników zwrócił uwagę, że to święto, to stary Rotenberg w ohydny sposób wyraził się o nabożeństwach katolickich. Tak samo ohydnie i bluźnierczo wyrażał się Rotenberg o Dniu Zadusznym. Ludność całej parafii Łyse jest oburzona takim zachowaniem się żyda, uważa to za wielką zniewagę religii katolickiej i domaga się ukarania żyda Rotenberga. Nie trzeba wiedzieć, skąd pochodzi ta relacja (a wydrukowano ją w "Sprawie Katolickiej" wydawanej w Łomży), by zauważyć, że to materiał o nastawieniu antyżydowskim, prezentujący katolicki, narodowy punkt widzenia. Podobnie w 1938 r. w "Warszawskim Dzienniku Narodowym" pisano, że posadą aptekarza, którego szukano w Kadzidle, zainteresowało się już kilku Żydów, jednakże polskie i katolickie społeczeństwo przeciwstawia się gorąco ich osiedleniu. Pożądane jest więc, by placówkę tę objął jak najszybciej lekarz – Polak, i narodowiec. Ciekawe, jak ten epizod wspominali sami żydowscy mieszkańcy Kadzidła.

Przed wojną często można było znaleźć w prasie apele o dokonywanie zakupów w sklepach chrześcijańskich, informacje o kolejnych zakładach nieżydowskich, choć podkreślanie wyznania właściciela sklepu i apele o zakupy u Polaków pojawiały się już wcześniej. Nawet na szyldach sklepów polskich pisano, że jest to zakład prowadzony przez chrześcijanina. 

Jeden z ołtarzy na Boże Ciało przed sklepem chrześcijańskim w Myszyńcu, 1937 r. Fot. Henryk Poddębski. Zbiory NAC.

W drugiej połowie lat trzydziestych XX w. te hasła przybrały na sile. Stąd nie dziwi oburzenie ostrołęczanina J. Ostaszewskiego, że organista C. Gawroński z Kadzidła po wyjściu z mego sklepu pominął wszystkie polskie sklepy z latarkami, których jest aż pięć w Ostrołęce, i poszedł do żyda Szrajtera, czem nie omieszkał się pochwalić w Gazecie [Świątecznej  przyp. M.W.K.]? W opinii organisty z winy osób, które w momencie potrzeby (tu: chęć wymiany zakupionej latarki na inny egzemplarz) nieprzyjemnie odnosiły się do klientów, jak żona Ostaszewskiego, unarodowienie handlu w Polsce nieprędko nastąpi. Jednak takie relacje, jakkolwiek ciekawe, nie mogą stanowić podstawy do wysnuwania generalnych wniosków o gospodarczych stosunkach polsko-żydowskich w międzywojniu.

Plan przedwojennego Kadzidla wedle wspomnień Marianny Staśkiewicz. Źródło.

VII. Rok 1938
Michał Bogdański z Kadzidła pisał, że w latach trzydziestych w tej miejscowości "Organizowano np. pikiety przy sklepach żydowskich, aby Polacy nie kupowali u Żydów. W Kadzidle powołano wówczas nawet Spółdzielnię Spożywców "Swój do Swego", która nawawiała do bojkotu sklepów żydowskich. W aktach policyjnych zachowały się też takie zapiski, iż ktoś komuś stłukł jaja na targu itp., nigdy jednak nie doszło do poważniejszych rozruchów". Nie jest to prawda.

Prawdziwy wysyp ciekawych relacji nad temat stosunków polsko-żydowskich na Kurpiach przed II wojną światową znajdziemy w prasie z 1938 r. Wszystkie zajścia, które wówczas miały miejsce, związane były z działalnością Stronnictwa Narodowego popieranego przez katolickie duchowieństwo. W samym marcu 1938 r. w całym woj. białostockim odnotowano 21 wystąpień antyżydowskich. Miały miejsce także w Myszyńcu i Kadzidle. Warto jednak podkreślić, że była to eskalacja działań prowadzonych od lat. W memoriale z 1937 r. w sprawie sytuacji w powiatach graniczących z Prusami Wschodnimi pisano: Handel w olbrzymim procencie opanowany jest przez ludność żydowską. Obecnie jednak na skutek akcji bojkotowej, prowadzonej od szeregu miesięcy przez Stronnictwo Narodowe i kler, coraz powszechniej zaczyna pojawiać się handel polski przeważnie w dziale spożywczym jako drobne kramikarstwo. (...) Rzemiosło, podobnie jak handel, jest w dużej mierze opanowane przez żydów. Obecnie i na ten teren wkroczyła akcja bojkotowa i rzemieślnik polski w miasteczku staje się zjawiskiem coraz powszechniejszym.

Przejdźmy do wydarzeń w 1938 r. Pewnej nocy w Myszyńcu pojawiło się wiele napisów typu Nie kupuj u Żyda. Wójt gminy ukarał stróżów nocnych karami w wysokości 10 zł za niedopełnienie swoich obowiązków. Mieli opłacić zamalowanie napisów. Redaktor "Warszawskiego Dziennika Narodowego" był mocno oburzony faktem, że stróżom zabrano połowę miesięcznych zarobków. O szkodzie w stosunku do Żydów się nie wypowiedział.

W dniu 23 II 1938 r. Zarząd Powiatowy Stronnictwa Narodowego w Ostrołęce zgłosił Starostwu Powiatowemu, że na dzień 27 lutego planuje wiec publiczny w Myszyńcu. Lekarz Józef Psarski, działacz społeczny z Ostrołęki, miał wygłosił referat o masonerii, komuniźmie i żydostwie, a drugi o sytuacji politycznej. Władze starościńskie zgłodziły się na zgromadzenie jedynie pod warunkiem uczestnictwa w nim osób posiadających legitymacje partyjne. Członkowie partii naciskali, że chodzi o możliwość zgromadzenia publicznego, ogólnodostępnego. Zebranie ostatecznie się nie odbyło, a ściągnięte posiłki policyjne okazały się niepotrzebne. Na podobne spotkania w innych miejscowościach pow. ostrołęckiego starosta nie wyraził zgody.

W dniu 19 VI 1938 r., w niedzielę, w Kadzidle miała miejsce bójka. Wydarzenie odnotowano ok. 15:00. Otóż małoletni syn Władysława Pieńkowskiego, Tadeusz, widząc Polaków wchodzących do żydowskiego sklepu, zawołał: "Wstyd, Polacy, w niedzielę kupować u Żyda". Gdy usłyszał to Żyd Gelman z Kadzidła, podbiegł do chłopca, rzucił go na ziemię i począł go kopać nogami. Chłopiec odniósł szereg obrażeń i jest chory. Następnego dnia Pieńkowski zgłosił sprawę na policji, oskarżając Gelmana o pobicie syna i handel w niedzielę. Co ciekawe policjant Nieczek stwierdził, że protokołu przeciw Żydowi nie zrobi i dodał, że ojca wsadzi do aresztu za to, że "synek chodzi po podwórzu". 

Meir Dov Ber Chmiel z żoną Perlą i dziećmi, Zbójna, 1928 rŹrodło.

Najwięcej źródeł dotyczy jarmarku w Kadzidle 16 V 1938 r. Miejscowa i okoliczna ludność kurpiowska rozrzuciła wszystkie stragany żydowskie, powybijała szyby w sklepach i Żydów przepędziła niszcząc w wielu wypadkach towary. Jarmark w godzinach popołudniowych odbywał się całkowicie bez Żydów, którzy uciekli. Rozruchy w dużym stopniu załagodził (powstrzymał) miejscowy ksiądz proboszcz, który wystąpił prosząc biorących udział, by nie bili Żydów  i gdyby nie ta interwencja zajścia skończyłyby się b. krwawo. Do Kadzidła przybyły posiłki policyjne z Ostrołęki i Łomży. Rozruchy kadzidlowskie wywarty ogromne wrażenie na żydowskie miasta pow. ostrołęckiego powodując niebywałe podniecenie. Zajścia wybuchły niespodziewanie. Prawdopodobnie to właśnie ten majowy jarmark miał na myśli Icchak Zohar z Ostrołęki, pisząc: nasz stragan jarmarczny w Kadzidle został wywrócony, a ojciec z robotnikiem, już na furmance, w drodze do Ostrołęki, mocno pobici. 

W pierwszej po wydarzeniu relacji opublikowanej w "Warszawskim Dzienniku Narodowym", z której pochodzi powyższy opis wydarzeń, pisano, że aresztowano jedną osobę. Już kilka numerów później wymieniono następujących aresztowanych: Stanisław Syska z Kadzidła, Stanisław Łaszczych z Kadzidła, Stanisław Koziołkowski z Kadzidła, Józef Koziatek z Kadzidła, Bolesław Skowronek z Sula. Postawiono im zarzuty z art. 163 KK. Kilkudziesięciu ludziom sporządzono protokoły, a sprawy skierowano do sądu starościńskiego. Wymierzono kary od 6 do 14 dni aresztowania. W prasie narodowej informowano, że policja spisywała nazwiska wszystkich, nawet spokojnie upominających o obowiązku kupowania u Polaków, a obecnie wytoczono wszystkim sprawy i ukarano ich.

Sprawa wróciła w sierpniu 1938 r. W relacji prasowej podano inne niż wcześniej nazwisk oskarżonych. Byli to: Stanisław Ziółkowski, Konstanty Drężek, Aleksander Syska i Adam Puławski. Tylko nazwiska Stanisława Łaszczycha i Józefa Konstantego Koziatka powtórzono, pozostałe pojawiły się po raz pierwszy. Wszystkich oskarżono o to, że brali udział w zbiegowisku publicznym, które wspólnymi siłami dopuściło się gwałtownego zamachu na ludność żydowską przez bicie Żydów, wywracanie im straganów, niszczenie towarów i tłuczenie szyb, oraz dopuściło się groźby bezprawnej w stosunku do likwidujących zajście funkcjonariuszy P.P. Oskarżenie powołało 14 świadków: policjantów i Żydów, obrona powołała własnych świadków.

W toku procesu ustalono, że zdemolowano 7 straganów żydowskich, przewrócono wóz z drobiem i nabiałem, uszkodzono nabiał i towary galanteryjne, stłuczono 7 szyb oraz lekko poturbowano kilku Żydów. Pokrzywdzeni wycenili straty na ok. 1 tys. zł. Ostatecznie przesłuchano 30 świadków, w tym policjantów, Żydów i wieśniaków. Naturę wydarzenia określono jako spokojny odruch ludności polskiej nie życzącej sobie żydowskich straganów. W prasie narodowej umniejszano ustalenia śledczych, najpierw podając szczegółowe ustalenia procesowe, a następnie pisząc: np. komendant policji w Kadzidle określa je na 175 zł, prowadzący dochodzenie przodownik służby śledczej zeznaje, że wybito zaledwie 7 szyb, słowem, straty żydowskie są minimalne

Według świadków występujący nie zachowywali się nieprzyjaźnie w stosunku do policji, tylko Żydów. Oskarżeni dotąd nie byli karani, opisywano ich jako porządnych rolników. Kilku odbyło służbę wojskową, a Stanisław Ziółkowski zasłużył się nawet udziałem w obronie Lwowa. W "Warszawskim Dzienniku Narodowym" napisano za to, że żydowscy świadkowie wprowadzili wiele zamieszania przesadnymi zeznaniami, krzykliwością, jak również rzekomą naiwnością w ocenie sytuacji żydowskiej w Polsce

Należy zaznaczyć, że nie było to pierwsze wystąpienie w Ostrołęckiem w 1938 r., kiedy ludność polska wyraźnie dowiodła, że nie życzy sobie handlarzy żydowskich. Już w 1935 r. w Czarni wierni nie dopuścili Żydów na odpust (zapewne chodziło o targ w czasie odpustu). Dzięki Bogu mieliśmy i my odpust bez Żydów  pisano potem w "Sprawie Katolickiej". W Myszyńcu w czasie obchodów uroczystości Chrystusa Króla (dzień patronalny Akcji Katolickiej) mówiono: nie damy wrogom krzyża kraść... chcemy boga wszędzie... nie damy wodzić się na pasku żydom, komunistom, masonom i różnym innym wolnomyślicielom. Kronikarz Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży "chełpił się, że w czasie uroczystości na ulicach nie było ani jednego Żyda"  relacjonował J. Gołota.

Rok 1936. Źródło.

Obrońcy oskarżonych o wypadki na jarmarku w Kadzidle w 1938 r. (Adam Mieczkowski z Łomży i Stefan Niebudek z Warszawy) podawali jako jeden z argumentów napiętą sytuację (przecież Żydzi powinni wiedzieć o antyżydowskich nastrojach wśród Polaków i nie zjawiać się na jarmarku!), dodatkowo Żydzi nie uszanowali dnia Misyj Katolickich. Poza tym wystąpienia były spokojne, nie były wymierzone w policję, samoistnie się zakończyły, a tak naprawdę nie było to zbiegowisko karalne, a wystąpienie administracyjne (podobnie sądzono inne wystąpienia antyżydowskie w powiecie). Prokurator Szreter, domagając się ukarania oskarżonych, zaznaczył, iż przekroczyli oni granice dopuszczalnej walki z zalewem żydowskim na polu społeczno-gospodarczym. Sędzia Bebłowski skazał każdego z oskarżonych na 6 miesięcy więzienia (wliczając w to czas aresztu). Sysce i Puławskiemu zawieszono karę. Środek zapobiegawczy  areszt  w stosunku do głównego oskarżonego, 42-letniego Stanisława Łaszczuka [powinno być: Łaszczycha  przyp. M.W.K.], ojca 6-ga dzieci, został uchylony.

Nad apelacją obradowano 30 I 1939 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie po wysłuchaniu przemówienia obrończego adw. Bogusława Jeziorskiego zawiesił wykonanie kary dalszym trzem skazanym narodowcom, tj. Stanisławowi Ziółkowskiemu, odznaczonemu "Orlętami lwowskimi" oraz rolnikom Drążkowi i Koziatce [powinno być: Koziatkowi  przyp. M.W.K.]. Natomiast Sąd Apelacyjny nie zawiesił kary 42-letniemu rolnikowi Stanisławowi Łaszczykowi [powinno być: Łaszczychowi  przyp. M.W.K.], ojcu sześciorga dzieci

Obraz wydarzeń w Kadzidle byłby niepełny, gdyby oprzeć się tylko na prasie. Zupełnie nowe światło na majowy jarmark rzucają miesięczne sprawozdania wojewody białostockiego. Dowiadujemy się z nich, że... wikariusz Stanisław Miklaszewicz z Kadzidła (...) jest uważany za moralnego sprawcę czynnych wystąpień antyżydowskich, (...) gdyż wzywał on z kazalnicy młodzież do pikietowania sklepów żydowskich i prześladowania Polaków, kupujących u żydów, co wyraziło się w końcu w formie gwałtów na mienie żydowskie w czasie jarmarku. O ile więc ówczesny proboszcz ks. Czesław Ostrowski mógł załagodzić rozruchy, gdy już wybuchły, to wikariusz się do nich przyczynił.

Miklaszewicz nie był jedynym księdzem na Kurpiach, który aktywnie występował przeciwko Żydom. Przekonuje o tym wiec zorganizowany 20 XI 1938 r. w Myszyńcu. Inicjatorem był wspomniany kadzidlański wikariusz. Zgromadził ok. 600 osób z zamiarem urządzenia zgromadzenia proendeckiego przy udziale członków zarządu powiatowego Stronnictwa Narodowego, dr. Józefa Psarskiego i Juliana Zalewskiego z Ostrołęki. Władze starościńskie nie wyraziły zgody na zgromadzenie w Domu Parafialnym, więc zebrani przeszli na cmentarz parafialny. Tam ks. S. Miklaszewicz wygłosił przemówienie nacechowane demagogią. Ubolewał nad tym, że Polska przyjmuje Żydów w przeciwieństwie do innych krajów, co spowodowane było wpływami judeomasonerii. Stawiając się na pozycji obrońcy wiary katolickiej, jak całe duchowieństwo katolickie, przestrzegał, że jeśli sytuacja się nie zmieni (tzn. nie zmieni się stosunek sfer rządzących do ludności katolickiej), to siłą zwalczać będziemy tych zdrajców, co nam stoją na przeszkodzie. Faktycznie obóz rządzący (sanację) traktowano jako lewicę powiązaną z masonerią w przeciwieństwie do prokatolickiej endecji, która była wówczas w mniejszości. Czy walka z Żydami i ich wpływami miała służyć walce z sanacją? Wracając do wątku wiecu w Myszyńcu, zauważmy, że ze sprawozdań miesięcznych wojewody białostockiego dowiadujemy się, że po wystąpieniu ks. Miklaszewicza głos zabrał ks. Eugeniusz Kłoskowski, wikariusz z Myszyńca. Przypomniał o współpracy Żydów z bolszewikami w 1920 r. i zaznaczył, że żydzi bezwzględnie muszą opuścić Polskę. Wezwawszy zaś do bojkotu handlu żydowskiego (jak wcześniej Miklaszewicz), wymusił na zebranych ślubowanie, że nie będą kupować w sklepach żydowskich.

Echa wypowiedzi ks. E. Kłoskowskiego o Żydach wybrzmiewają w pamiętniku Antoniny Rolkówny z Wydmus, nadesłanym na konkurs na pamiętniki dla chłopów. W 1937 r. pisała: Największe prawa powinni mnieć Polacy, Zydów z Polski trzeba wypędzić, bo to są wrogowie naszej ojczyzny. Czytałam w naszej gazecie jak pomagali w czasie wojny Bolszewikom i Niemcom. Oni mają cały naród w swojem ręku, oni są Rzemieślnikamy, usunąć ich z Miast, a przesadzić tam ze wsi chłopów. Da to zajęcie Miljonom Chłopskich synów, którzy przymierają głodem, lub tułają się po świecie. Jezeli Polacy jadą w świat szukać chleba, to lepiej niech to robią żydzi. (...) Czytałam ksiązeckę o Przytyku i Odzywale [miejsca zajść antyżydowskich w 1935 i 1936 r. – przyp. M.W.K.], z której widać, że chłop potrafi handlować, czy tylko zydzi mają lekko pracować a chłop jak wól. Mój brat Bolek wziął kilka beczek śledzi i jnnych dobrych rzeczy, jezdził po wioskach w Poście, zarobił sobie na portki i jnno ubranie a i jeszcze na machórke. Inny chłopiec Ś. Stefan robi tez to co przedtym Zydzi. Iest Agentem, sprzedaje kosy, zarabia 6 złotych dziennie. Jednak zydów bić nie trzeba. Ale tak robić, jak nasz połuca Ks. K., nic nie kupić u żydów. A wtedy zamkną swoje sklepy i pujdą. U nasz w Myszyńcu przestali bić ludzie szyby zydowskie. Ale i przestali u nich kupować, dzięki temu powstało osiem sklepów polskich. 

W ostatnim roku przed wybuchem wojny liczba wystąpień antyżydowskich wyraźnie spadła
. Nie wybrzmiewają w prasie, mniej ich w sprawozdaniach wojewody.

Meir Dov Ber Chmiel (z prawej) z ojcem Awrahamem (Abrahamem), bratem Benjaminem i wnuczką Fridą, Zbójna 1933 r. Źródło.

Należy też wspomnieć, że w konflikcie polsko-żydowskim pewną rolę odgrywało podłoże ideologiczno-religijne. "Prasa katolicka szeroko i entuzjastycznie opisywała przypadki przejścia z judaizmu na katolicyzm  na ogół związane to było z zawarciem związku małżeńskiego. W tygodniku "Życie i Praca" drobiazgowo opisano chrzest 19-letniej Racheli Trzcinki z Nowogrodu, a następnie jej ślub w katedrze łomżyńskiej z Józefem Szczygielskim. Niezadowolona ludność żydowska zebrała się na ulicy przed katedrą, zdaniem redakcji zachowała się arogancko i mogłaby sprawić swojej byłej współwyznawczyni wiele przykrości, gdyby nie zdecydowana postawa obecnej tam policji. Policja ochraniała także parę młodożeńców w drodze do fotografa i na dworzec kolejki wąskotorowej, skąd odjechali do Nowogrodu. (...) opisano serdeczne przyjęcie przez katolików w Nowogrodzie i ucztę weselną"  pisał J.J. Milewski.

I tu dochodzimy do wspomnianego na początku wpisu ewentualnego pogromu, pogromów Żydów na Kurpiach. Przywołane słowa wypowiedziała Anna Bikont, autorka książki My z Jedwabnego. W "Gazecie Wyborczej" w związku z premierą tej książki w 2004 r. Michał Olszewski pisał: "Kiedy (...) porównamy slogany z przedwojennych wydawnictw diecezji łomżyńskiej do broszurek, jakie można znaleźć obecnie w przedsionku jedwabieńskiego kościoła, nie ma wątpliwości. Tytuły "Żydzi sobie pozwalają" czy "Jak się zażydziła Polska" równie dobrze pasują do przedwojennych tygodników "Życie i Praca" czy "Sprawa Katolicka", jak i do całkiem teraźniejszych wydawnictw. Akurat w tym względzie Podlasie nie jest wyjątkiem: blisko 60 lat po zakończeniu wojny często słyszę zdanie: "Hitler miał rację, że z Żydkami zrobił porządek". 

No właśnie, Podlasie. Nie można rozciągać tego, co wydarzyło się w Jedwabnem, na całą diecezję łomżyńską. Na pewno przejawy wrogości podsycane przez endecję były, o czym wspomniałam, opisując wydarzenia w Kadzidle i Myszyńcu w 1938 r., ale nie można generalizować i mówić, że na Kurpiach były pogromy, bo to przecież Łomżyńskie, a w miejscowościach regionu takie wydarzenia miały miejsce. Nadużyciem wydaje się też stwierdzenie, że Janusz Korczak był świadkiem pogromów w Myszyńcu, jak można przeczytać na kilku stronach internetowych, m.in. na portalu dzieje.pl.

Noach Goldsztejn z Myszyńca. Źródło.


Bibliografia
I. Źródła
A. Archiwalia
Archiwum Państwowe w Białymstoku, Urząd Wojewódzki w Białymstoku 1918–1939, Miesięczne sprawozdania sytuacyjne wojewody białostockiego za 1933, sygn. 72, k. 108;
Tamże, Miesięczne sprawozdania sytuacyjne wojewody białostockiego za 1938, sygn. 99, k. 56, 62;
Tamże, sygn. 100, k. 145;
Jednorożeckie Archiwum Społeczne, Wspomnienia Haliny Kowalczyk z Banachów (spisała J. Popiołek), [mps] 2013.

B. Źródła wydane
Nr 19. 1831 lipiec 13. Relacja z działań oddziału Józefa Godlewskiego opublikowana w nr 191 i 192 Dziennika Powszechnego Krajowego (13 VII 1831 r. i 14 VII 1831 r.), [w:] Źródła do dziejów Kurpiowszczyzny 1789–1956, red. W. Łukaszewski, Truskaw–Żelazna Rządowa 2020, s. 104–109;
Nr 30. 1881 listopad 26. List Franciszka Pieńkosa z Brodowych Łąk (w gubernji płockiej, powiecie przasnyskim) do redakcji "Gazety Świątecznej", [w:] tamże, s. 129–130;
Nr 34. 1892 październik 12. Wspomnienia z powstania styczniowego, [w:] tamże, s. 136–151;
Nr 52. 1913 październik 19. Informacja z gminy Myszyniec, [w:] tamże, s. 181–183;
Nr 61. 1920 kwiecień 25. Informacja o Związku Puszczańskim, [w:] tamże, s. 201–206;
Nr 66. 1920 grudzień 6. Akt oskarżenia przeciwko Szlomie Klejnmanowi, [w:] tamże, s. 217–218;
Nr 70. 1924 kwiecień 10. Wniosek posłów z klubu Związku Ludowo-Narodowego w sprawie unormowania stosunków gospodarczych na Kurpiowszczyźnie, [w:] tamże, s. 225–228;
Nr 76. 1929 kwiecień. Informacja sytuacyjna z Czarni, [w:] tamże, s. 240–241;
Nr 96. 1937 listopad. Memoriał w sprawie stosuków w powiatach graniczących z Prusami Wschodnimi, [w:] tamże, s. 278–330;

C. Wspomnienia nieopublikowane
Stanisław Gut (*1927), Wspomnienia, maszynopis, zbiory Łukasza Guta.

D. Wspomnienia opublikowane

E. Prasa
Aresztowania po zajściach przeciwżydowskich w Kadzidle, "Warszawski Dziennik Narodowy", 4 (1938), 142B, s. 4;
"Dodatek do Numeru 4 Dziennika Urzędowego Guberni Warszawskiej" w Warszawie dnia 11 (23) Stycznia 1847 r., s. 79;
"Dodatek do Numeru 8 Dziennika Urzędowego Guberni Warszawskiej" w Warszawie dnia 8 (20) Lutego 1847 r., s. 180;
"Dodatek do Numeru 10 Dziennika Urzędowego Guberni Warszawskiej" w Warszawie dnia 25 Lutego (9 Marca) 1850 r., s. 233;
"Dodatek do Numeru 10 Dziennika Urzędowego Guberni Warszawskiej" w Warszawie dnia 27 Lutego (11 Marca) 1854 r., s. 252253;
"Dodatek do Numeru 11 Dziennika Urzędowego Guberni Warszawskiej" w Warszawie dnia 3 (15) Marca 1851 r., s. 256;
"Dodatek do Numeru 11 Dziennika Urzędowego Guberni Warszawskiej" w Warszawie dnia 2 (14) Marca 1863 r., s. 187;
"Dodatek do Numeru 25 Dziennika Urzędowego Guberni Warszawskiej" w Warszawie dnia 6 (18) Czerwca 1853 r., s. 592–593;
"Dodatek do Numeru 48 Dziennika Urzędowego Guberni Warszawskiej" w Warszawie dnia 17 (29) Listopada 1851 r., s. 1342–1343;
"Dodatek do Numeru 50 Dziennika Urzędowego Guberni Warszawskiej" w Warszawie dnia 3 (15) Grudnia 1849 r., s. 1378;
"Dodatek do Numeru 52 Dziennika Urzędowego Guberni Warszawskiej" w Warszawie dnia 13 (25) Grudnia 1852 r., s. 1437;
Kadzidlak, Z Kadzidła, pow. Ostrołęckiego, "Gość Puszczański", 2 (1920), 910, s. 1011;
Korczak J., Z wojny, “Głos Żydowski", 2 (1918), 25, s. 5–6;
Kowali powiesili ponieważ ślusarz "zawinił", "Warszawski Dziennik Narodowy", 4 (1938), 43B, s. 7;
Połubiński I., ks., [List], "Mazur", 3 (1908), 39, s. 4;
S., Nowy proces członków Stron. Narod. w Łomży (Od własnego korespondenta), "Warszawski Dziennik Narodowy", 4 (1938), 235B, s. 4;
S., Wyrok w procesie o zajścia przeciwżydowskie w Kadzidle (Od własnego korespondenta), "Warszawski Dziennik Narodowy", 4 (1938), 240B, s. 4;
S., Zdemolowanie straganów żydowskich w Kadzidle. Zawieszenie kary narodowcom, "Warszawski Dziennik Narodowy", 5 (1939), 33B, s. 7;
Starosta Kulikowski zakazał publicznego zebrania S.N. (Od własn. korespondenta), "Warszawski Dziennik Narodowy", 4 (1938), 64B, s. 7;
Ukrainie członków S.N. za pikietowanie, "Warszawski Dziennik Narodowy", 4 (1938), 165B, s. 4;
Żyd pobił chłopca, "Warszawski Dziennik Narodowy", 4 (1938), 172B, s. 4.

II. Opracowania
Białczak A., Dzieje Baranowa oraz ziem nad Płodownicą i Omulwią. Mała Kurpiowska OjczyznaBaranowo–Ostrołęka 2005;
Bogdański M., Rys historyczny Kadzidła i terenu obecnej Gminy Kadzidło od końca XIX wieku do czasów współczesnych[w:] Dzieje parafii i kościoła pod wezwaniem Ducha Świętego w Kadzidle, red. M. Przytocka, Kadzidło 2012, s. 5379;
Chętnik J., Działalność parlamentarna Adama Chętnika, [w:] Adam Chętnik. Patriota, uczony, społecznik, polityk, red. J. Gmitruk, Warszawa 2017, s. 179182;
Gołota J., Z życia społeczności żydowskiej w Ostrołęce i powiecie ostrołęckim w okresie międzywojennym, "Zeszyty Naukowe Ostrołęckiego Towarzystwa Naukowego", 11 (1997), s. 77–90;
Konarska-Pabiniak B., Kobiety Mazowsza w powstaniu 1863 r., „Notatki Płockie”, 48 (2003), 1 (194), s. 18–21;
Tenże, Żydzi na obszarze Puszczy Kurpiowskiej, [w:] Kurpiowszczyzna. Kultura, historia, gospodarka, red. J. Gołota, J. Mironczuk, Ostrołęka 2018, s. 133146;
Tenże, Żydzi w powiecie ostrołęckim do I wojny światowej, Ostrołęka 2011;
Plucińska D., Adam Chętnik – Józef Psarski. Dwie wizje formowania tożsamości narodowej i lokalnej na Kurpiach, [w:] Adam Chętnik. Patriota, uczony, społecznik, polityk, red. J. Gmitruk, Warszawa 2017, s. 199220;
Przytocka M., Proboszczowie kadzidlańscy od 1922 do 2012 roku, [w:] Dzieje parafii i kościoła pod wezwaniem Ducha Świętego w Kadzidle, red. taż, Kadzidło 2012, s. 311315;


----------------------------------------------

Wpis będzie uzupełniany, szczególnie w części dotyczącej sklepów i innych zakładów żydowskich, jeśli znajdę kolejne informacje. 

Dziękuję Łukaszowi Gutowi za pomoc w przygotowaniu wpisu poprzez udostępnienie relacji archiwalnych, prasowych i wspomnień dziadka.

----------------------------------------------

W czwartym wpisie z tej serii opowiem o losach kurpiowskich Żydów w czasie II wojny światowej. Będzie też o powojniu i współczesnej pamięci o tym fragmencie historii naszego regionu. 

Bibliografię podaję we wszystkich częściach wpisu i odpowiada treściom z danego odcinka serii. Nie mam ambicji wyczerpania tematu, bo zagadnienie Żydów na Kurpiach wymaga głębszych badań. Chciałam jednak w jednym miejscu zebrać to, co do tej napisano. A pisano tak, że albo skupiano się na konkretnym mieście czy okręgu bożniczym, albo jednym powiecie (głównie ostrołęckim). Brakowało całościowego spojrzenia na Kurpiowszczyznę, w tym jej wschodnie i zachodnie obrzeża.

Inne wpisy:
  • Żydzi w gminie Jednorożec: KLIK.
  • Żydzi na Kurpiach Zielonych: cz. 1cz. 2.

----------------------------------------------

Para kurpiowska w nagłówku postu to oznaczenie tematyki postu  dotyczy całego regionu, nie np. tylko mojego rodzinnego Jednorożca czy powiatu przasnyskiego, stąd Kurp i Kurpianka w strojach ludowych.

----------------------------------------------


Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz