19 września 2012

DLA STUDENTA: opłaty i naruszenia prawa



Dziś kolejny wpis z serii "dla studenta". Zajmiemy się następującymi tematami:
a) rewizja osobista przed egzaminem
b) niezgodne z prawem opłaty i postanowienia na studiach.



Przeszukanie przed egzaminem



Na uczelniach wciąż łamane są prawa studentów – czesne jest bezprawnie podnoszone, a niedozwolone opłaty nadal pobierane. Niektóre szkoły wyższe potrafią posunąć się jeszcze dalej – przed egzaminem studenci poddawani są dokładnej rewizji osobistej. 


Uczelnia publiczna, egzamin poprawkowy z prawa Unii Europejskiej. Studenci wchodzą na salę, gdzie czekają już na nich asystenci prowadzącego przedmiot doktora. Studenci jeszcze o tym nie wiedzą, ale za chwilę zostaną przeszukani pod kątem posiadanych ściąg. Brzmi jak scena z filmu? Jednak, jak podaje Gazeta Wrocławska, to autentyczna sytuacja, która wydarzyła się na Uniwersytecie Wrocławskim. Doktor, który zafundował przyszłym prawnikom uwłaczającą przygodę, jest pewny swoich racji. Co więcej, twierdzi, że w walce z nieuczciwością na egzaminach powinno się… rozbierać studentów do naga! 
Co na to władze uczelni? Są zbyt zajęte, aby zainterweniować - zarówno kierownik katedry, jak i prorektor ds. nauczania nie znaleźli czasu, by skomentować całe zajście. 

Co wolno wykładowcy? 

Według tekstu ustawy z dnia 2005 r. o szkolnictwie wyższym, za naruszenie przepisów obowiązujących w uczelni oraz za czyny uchybiające godności studenta, student ponosi odpowiedzialność przed komisją dyscyplinarną albo przed sądem koleżeńskim samorządu studenckiego. Dlaczego takie same konsekwencje nie spotykają wykładowców? 

Niestety, nie istnieją ustawy ani regulaminy, które określają zachowanie osoby przeprowadzającej egzamin ani takie, które precyzują co wykładowcy wolno, a czego nie. Dlatego też niektórzy wykładowcy za nic mają sobie etykę swojego zawodu oraz samych studentów i naginają prawo do granic możliwości. Nie ulega jednak wątpliwości, że ani pracownik uczelni, ani jego asystenci nie mają prawa przeprowadzać rewizji osobistych – to uprawnienie ściśle określonych organów (np. policji) i to tylko w uzasadnionych przypadkach. Wrocławska uczelnia złamała prawo, ale nie jest jedyną, która lekceważy statut studenta. Na uczelniach nieustannie łamane są prawa studentów, a ci nie wiedzą czy mogą coś w tej kwestii zrobić. Boją się domagać swoich praw w obawie, że są na przegranej pozycji i jakimkolwiek działaniem tylko pogorszą swoją sytuację. Atmosfera zastraszania robi swoje. 

Jak uczelnie walczą ze ściąganiem? 

Wiele uczelni walkę z nieuczciwością i ściąganiem traktuje jako rzecz priorytetową. Każda szkoła wyższa podchodzi jednak do problemu ściągania na swój sposób – jedne wybierają przeszukiwanie studentów, zaś drugie przeprowadzają egzaminy w specjalnych salach, gdzie nie działają telefony, a inne urządzenia elektroniczne są bezużyteczne. Innym sposobem na ściągających jest umieszczenie pytań egzaminacyjnych na rzutniku – na przeczytanie pytania i odpowiedź student ma zaledwie kilkadziesiąt sekund, podczas których nie zdąży spojrzeć w ściągę ani na kartkę sąsiada. Powszechną praktyką jest także zabieranie toreb i telefonów przy wejściu na salę. Jak się okazuje, są inne, mniej lub bardziej bulwersujące niż rewizja osobista sposoby na wykluczenie ściągania na egzaminie. Szkoda tylko, że tradycyjna dwója w indeksie już nie wystarcza. 

Co więcej, studentka prawa, która poinformowała media o zajściu na Uniwersytecie Wrocławskim, przyznała, że za poprawkę zapłaciła 1 tys. zł. Tak jak ponad 150 osób, które jeszcze raz musiały wykazać się znajomością przepisów UE. Jak widać, nie wszystkie uczelnie pamiętają o tym, że nie mogą pobierać od studentów opłat za egzaminy poprawkowe, komisyjne i dyplomowe. 

Karta praw studenta 

Aktualnie MNiSW opracowuje katalog dodatkowych sankcji, które będą nakładane na uczelnie naruszające prawa studentów. Jego założenia mogą być znane już na początku roku akademickiego 2012/2013. To nie wszystko. Szkoły wyższe będą miały w obowiązku przeprowadzanie szkoleń z praw studenta. Dodatkowo, najprawdopodobniej już niebawem, do władz wszystkich uczelni w kraju oraz żaków trafi opracowana przez ministerstwo Karta praw studenta, która już teraz dostępna jest na stronie internetowej ministerstwa. 

Zgodnie z nowelizacją ustawy, uczelnie od 1 października 2012 r. muszą podpisywać umowy cywilnoprawne ze wszystkimi studentami, w których opisane zostaną warunki studiowania i katalog działań, za które uczelniom nie wolno pobierać opłat. 




MNiSW przyznaje: uczelnie pobierają od studentów opłaty niezgodnie z prawem




Niektóre uczelnie obchodzą ustawowy zakaz pobierania od studentów pewnych opłat, np. za egzaminy poprawkowe. Resort nauki zastanawia się nad wprowadzeniem za to sankcji - powiedziała minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka. 

- Przed znowelizowaniem ustawy o szkolnictwie wyższym uczelnie realizowały fiskalną politykę wobec studentów. Wówczas to studenci musieli ponosić opłaty np. za egzaminy poprawkowe czy też komisyjne. Wiedząc o tym, znowelizowaliśmy ustawę (...) tak, by tego typu niewłaściwe praktyki nie były realizowane w uczelniach - przypomniała Kudrycka, odpowiadając w Sejmie na pytania posłanek PO Ewy Kołodziej oraz Aleksandry Trybuś. 

W nowelizacji wprowadzono obowiązek zawierania umów ze studentami, również ze studiów stacjonarnych uczelni publicznych, a także sformułowano za co student nie może ponosić opłat. Jak przypomniała minister, chodzi o przygotowywanie i przeprowadzenie egzaminów dyplomowych, komisyjnych czy poprawkowych, rejestrację na kolejny rok lub semestr studiów, złożenie i ocenę pracy dyplomowej, wydanie suplementu do dyplomu czy wydanie dziennika praktyk. 

Minister przypomniała, że duża część przepisów znowelizowanej ustawy weszła w życie 1 października 2011 r., natomiast zakaz stosowania wybranych opłat przez uczelnie - 1 stycznia 2012 r. 

Jednak uczelnie próbowały te przepisy omijać. 
- Niektóre uczelnie zaczynały stosować opłaty nie za egzamin poprawkowy czy nie za egzamin komisyjny, tylko za przygotowanie dokumentacji do egzaminu - mówiła minister. - Nie za wydanie dyplomu, tylko za przygotowanie suplementu do dyplomu. Poza tym wprowadzały nowe opłaty za nieterminowe złożenie indeksu czy ponowne przygotowanie dokumentów związanych z zakończeniem studiów czy złożenie po terminie pracy dyplomowej. Często te opłaty miały dość wysoką wartość. 

Kudrycka zaznaczyła, że - aby rozwiązać problem - jej resort starał się, wspólnie z Parlamentem Studentów RP, nagłaśniać prawa studentów; odbywały się spotkania z rektorami, a interpretacje przepisów prawnych pojawiły się na stronach ministerstwa. Dzięki temu uczelnie częściej stosowały się do przepisów. 

Zarazem minister Kudrycka przypomniała, że studentom w zakresie umów z uczelniami przysługuje droga sądowa. Resort może jedynie wzywać uczelnie do naprawiania naruszeń, bo sankcje zapisane w ustawie o szkolnictwie wyższym dotyczą innych przypadków. 

- Dotychczasowe możliwości wezwania uczelni do naprawy niezgodnego z prawem działania nie zawsze odnosiły odpowiedni skutek - zaznaczyła szefowa resortu nauki. Powiedziała, że eksperci w ministerstwie zastanawiają się nad tym, by wprowadzić pewien katalog sankcji dla uczelni, które naruszają prawa studentów. 

- Ministerstwo zawsze będzie stawać po stronie studentów, kiedy ich zagwarantowane prawa i uprawnienia zostałyby naruszone przez władze uczelni - zaznaczyła minister. 

Kudrycka odpowiedziała też na zarzut Aleksandry Trybuś, że ministerstwo ugięło się przed uczelniami, które zwróciły się do resortu nauki o zwiększenie limitu studentów na pierwszym roku. 

Uczelnie publiczne miały w tym roku ograniczyć liczbę studentów na studiach stacjonarnych - wzrost ich liczby nie powinien być większy niż 2 proc. w odniesieniu do liczby studentów w roku akademickim 2009/2010 na studiach stacjonarnych. Resort nauki wielu uczelniom pozwolił jednak przekroczyć ten limit. 

Kudrycka tłumaczyła, że od roku 2009/2010 w niektórych uczelniach następował tak znaczny przyrost studentów, że gdyby zastosowano się do przepisów, okazałoby się, że uczelnie musiałyby się pozbywać studentów już studiujących. 

Minister zaznaczyła, że uczelnie, zwracając się do resortu, "często rzeczywiście przekraczały granice wyobraźni". 
- Staraliśmy się racjonalnie odpowiadać na wnioski uczelni - powiedziała szefowa resortu nauki i zaznaczyła, że ministerstwo wychodziło naprzeciw oczekiwaniom uczelni tylko w przypadkach, w których brak zgody oznaczałby potrzebę ograniczenia liczby studentów już studiujących. 

- Ten wzrost, na który pozwalaliśmy uczelniom, nie ma tak wysokich wartości, o jakie uczelnie prosiły, teraz jest to wzrost kilkuprocentowy, w wyjątkowych przypadkach - wyższy, np. 22 proc. - zakończyła. 




Studencie: płacisz, wymagaj!


Indeks oraz legitymacja - to zestaw startowy każdego studenta. Gdy korzysta z komercyjnej oferty uczelni, musi jeszcze podpisać umowę. UOKiK wyjaśnia, jakie edukacyjne postanowienia są niedozwolone. 

>>> W przypadku opóźnienia wpłaty, uczelnia obciąża studenta odsetkami w wysokości 12% opłaty miesięcznej za każdy miesiąc zwłoki (poz. 3044); 
>>> W okresie wakacyjnym tj. za lipiec, sierpień, wrzesień student uiszcza niepełne czesne w wysokości 75% pełnej stawki miesięcznej (poz. 1921); 
>>> Notoryczne nieusprawiedliwione nieobecności ucznia na zajęciach spowodują skreślenie z listy przy obowiązku opłaty czesnego za trwający semestr (poz. 850); 
>>> Wysokość czesnego może się zmienić. Zmiana nie może następować częściej niż raz w semestrze (poz. 1286). 

To niektóre z 203 postanowień dotyczących edukacji wpisanych do Rejestru klauzul niedozwolonych. Obecność postanowienia w tym spisie oznacza, że żaden przedsiębiorca nie może go stosować. Dotyczy to m.in. szkół prywatnych i publicznych, placówek organizujących kursy językowe, na prawo jazdy czy przygotowujące do egzaminów. 

Najnowsze decyzje Prezes UOKiK pokazują, że prawa kursantów nie zawsze są przestrzegane. Interesy konsumentów, stosując postanowienia niedozwolone, naruszyli: Wyższa Szkoła Bankowa w Toruniu (kara 89 564 zł), Wyższa Szkoła Społeczno-Ekonomiczna w Gdańsku (zobowiązanie do zmiany praktyk) oraz Instytut Terapii Gestalt Oddział Krakowski Stowarzyszenia Psychologów Praktyków w Krakowie (kara 4 843 zł). Wszystkie szkoły stosowały postanowienia, które dawały im prawo do niezwracania pobranych od kursantów opłat w przypadku np. rezygnacji z nauki, przerwania szkolenia. Decyzja wobec WSB w Toruniu nie jest ostateczna - przedsiębiorca odwołał się do sądu. Z tej możliwości nie skorzystali WSSE w Gdańsku oraz ITGOKSPP w Krakowie. 

Przed podpisaniem kontraktu należy go bardzo uważnie przeczytać. Warto zwrócić uwagę na postanowienia: 

Dowolna zmiana czesnego 

Szkoła, organizator kursu mają prawo podnieść czesne, ale nie mogą robić tego dowolnie. Każdy uczestnik kursu musi mieć możliwość oceny oferty szkoły oraz oszacowania czy w przyszłości będzie w stanie ponieść koszty nauki. Dlatego podwyżki mogą następować tylko z ważnych przyczyn. Maksymalna kwota, o jaką może wzrosnąć kurs oraz częstotliwość powinny zostać określone w umowie. Postanowienia lakonicznie informujące o możliwości zmiany czesnego są niedozwolone. 

Ponadto, każda zmiana opłat jest zmianą istotnych warunków umowy, dlatego wzorzec umowny z nowymi stawkami powinien zostać doręczony konsumentowi. Gdy uczeń nie zgadza się na podwyżkę, ma prawo odstąpić od kontraktu, a uczelnia może pobrać opłaty odpowiadające zajęciom, w których uczestniczył konsument albo opłatom, które poniosła w związku z organizacją kursu. Niedozwolone są też postanowienia nieprzyznające prawa odstąpienia od umowy, gdy zmieniają się jej istotne warunki - cena, liczba zajęć, lektorzy itp. 

Rezygnacja a opłaty 

Dotkliwymi postanowieniami są te, które przewidują obowiązek zapłaty czesnego, gdy uczeń odstąpi od umowy czy zrezygnuje z oferty. W takich sytuacjach szkoła ma prawo zatrzymać część wynagrodzenia za zajęcia wykorzystane przez słuchacza, a nie za te, które odbędą się w przyszłości. Ponadto, uzasadnione jest też potrącanie kosztów poniesionych przez szkołę w związku z organizacją kursu. Zatem niedozwolone jest zastrzeganie, że rezygnacja oznacza kontynuowanie wpłat, czy ich niezwracanie. 

Odsetki za opóźnienie 

Szczegółowo sankcje finansowe za opóźnienie w zapłacie czesnego określa zawarty ze szkołą kontrakt. Zgodnie z prawem, przedsiębiorcy należy się odpowiednia rekompensata w postaci albo ustawowych odsetek, albo określonej w umowie, niewygórowanej opłaty. Odsetki maksymalnie mogą wynieść czterokrotność wysokości stopy kredytu lombardowego NBP - obecnie 25 proc. w skali roku. Wyższe są niedozwolone. Warto podkreślić, że niedozwolone są postanowienia dające prawo do pobierania zarówno odsetek, jak i opłat za opóźnienie w zapłacie. 

Kursanci, którzy mają wątpliwości czy umowa oferowana przez szkołę nie narusza prawa, mogą zwrócić się o bezpłatną poradę do miejskiego lub powiatowego rzecznika konsumentów lub zadzwonić pod bezpłatny numer infolinii 800 007 707. Porady udzielane są także w oddziałach Federacji Konsumentów. Warto także zapoznać się z Rejestrem klauzul niedozwolonych. 



Wakacyjna opłata na studiach



Wprowadzony w na początku 2012 roku zakaz pobierania przez uczelnie opłat innych niż za naukę po raz kolejny został zignorowany. Szkoły wyższe wprowadzają "opłatę wakacyjną". Co się kryje za tą nazwą i za co tak naprawdę się płaci? Nie wiadomo. 

Przez lata przyzwyczailiśmy się, że na studiach trzeba za wszystko płacić – za powtarzanie semestru, za egzamin dyplomowy czy za wydanie suplementu. Dotyczyło to zarówno uczelni prywatnych, jak i państwowych, praktycznie w każdym trybie studiów. Sytuację tę miała zmienić nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym, która weszła w życie z początkiem 2012 roku. Znosiła ona większość dotychczasowych opłat - od stycznia uczelnie mogą kazać płacić studentom tylko za tzw. usługi edukacyjne. Cała reszta działań administracyjnych i formalnych miała być przeprowadzana bezpłatnie. 

Większość szkół wyższych bez problemu zastosowała się do nowych przepisów. Niektóre uczelnie, broniąc swoich przychodów, podzieliły studentów na „nowych” (przyjętych po wejściu w życie nowej ustawy) oraz „starych”, którzystudia podjęli już wcześniej. Praktyki te, po protestach studentów i interwencji MNiSW również dość szybko ukrócono. Szkoły wyższe, zwłaszcza prywatne, nie dają jednak za wygraną i wymyślają coraz to nowe sposoby na wyciągnięcie pieniędzy ze studenckiego portfela. 

Jednym z ostatnich sposobów jest tzw. opłata wakacyjna. Jak podaje „Metro”, może ona wynosić od 240 do 350 złotych. Dla jednych to dużo, dla drugich mało, ale najważniejsze w całej tej sytuacji jest to, że… nie wiadomo właściwie za co się płaci. Dziekanaty uczelni takich jak Śląska Wyższa Szkoła Zarządzania w Katowicach, Wyższa Szkoła Zarządzania i Nauk Społecznych w Tychach czy też Śląska Wyższa Szkoła Medyczna w Katowicach stwierdzają, że jest to opłata administracyjna. Jednak co dokładnie kryje się za tą nazwą – nie wiadomo. 

Okazuje się więc, że nowelizacja ustawy, która miała zapobiegać wymyślaniu przez władze uczelni coraz to nowych opłat, sprawiła, że zaczęły się one wręcz mnożyć. W czasach kryzysu i niżu demograficznego szkoły wyższe najwyraźniej chwytają się każdego pomysłu, który może zwiększyć przychody szkolnego budżetu. Taka polityka może mieć jednak krótkie nogi, gdyż studenci, gdy dowiedzą się o takich praktykach uczelni, zwyczajnie nie będą chcieli się do niej zapisywać. 

Tymczasem pozyskanie odpowiedniej liczby studentów to dla wielu szkół wyższych kwestia być albo nie być. Polska Konfederacja Pracodawców Polskich Lewiatan przewiduje, że niż demograficzny przetrwa tylko co siódma z działających obecnie prywatnych uczelni. W 2025 r. ma w Polsce działać tylko ok. 50 takich szkół. 





Jakie są Wasze opinie na tematy poruszone w tym poście?
Piszcie!



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza