7 lutego 2013

Fenomen Bollywood

Dzisiejszym postem chcę Wam przybliżyć moją kolejną pasję. Bollywood! Zapraszam do odbycia wyjątkowej podróży po indyjskiej kinematografii :) 






Rozglądając się wokoło nie można oprzeć się wrażeniu, że Indie - ze swoją kulturą liczącą ponad 4500 tysiąca lat - odgrywają coraz większą rolę w dzisiejszym świecie. Indie i indyjskie kino są dziś „trendy” zarówno w światowej prasie fachowej, gazetach codziennych, pismach o modzie jak i magazynach dla kobiet. Moda, wzornictwo, muzyka, meble – orient jest dziś modny. 

Dotyczy to także i kina. Bollywood dotarł do nas bocznymi drogami. Zaczęło się od muzyki. Sample z filmów, jak „DoobDoob O’Rama” albo hit Panjabi MC „Mundian To Bach Ke”, szturmowały europejskie listy przebojów. 

Andrew Lloyd Webber przedstawił w Londynie swój najnowszy musical „Bombay Dreams”, a w Ghost World, niezależnej produkcji Terry'ego Zwigoffa, grająca główną rolę Thora Birch już na samym wstępie tańczy przed telewizorem do przeboju Mohammeda Rafiego „Jan Pachechan Ho”. 

Także w Hollywood pojawiły się indyjskie akcenty. Do kin zawitał Guru, w którym Heather Graham porusza biodrami jak prawdziwa hinduska gwiazda. Wyraźny wpływ Bollywoodu widać też w tryskającym barwami musicalu Baza Luhrmanna Moulin Rouge i w brytyjskim filmie Bend it like Beckham/Podkręć jak Beckham. Nawet w komediach romantycznych pojawia się akcent indyjski - np. Randki w ciemno (2006).







Ale czym tak naprawdę jest Bollywood? Co ludzie widzą w indyjskich filmach? Jak to się dzieje, że nieznana jeszcze kilkanaście lat temu poza swoim krajem indyjska kinematografia podbija cały świat, począwszy od krajów Bliskiego Wschodu poprzez Azję Centralną, Amerykę Łacińską aż do Stanów i Europy?



Nazwa Bollywood powstała z połączenia słów Bombaj (jedno z głównych centrów produkcji filmowej w Indiach) oraz Hollywood – mekki światowego kina. Termin ten stworzył w latach 70-tych dziennikarz hinduski, chcąc podkreślić, że produkcja filmowa Bombaju może pod każdym względem rywalizować z Hollywood. Słowo „Bollywood” dawno już straciło charakter neologizmu i na trwałe zapisało się w powszechnej świadomości. Trafiło nawet do nowych wydań "Oxford English Dictionary" jako samodzielny termin.



Jednak warto już na początku zaznaczyć, że nie wolno stawiać znaku równości pomiędzy całą indyjską kinematografią a Bollywood. Choćby tylko dlatego, że filmy w Indiach kręci się od 1913 roku (pierwszy pełnometrażowy obraz to Raja Harishchandra, reż. Dadasaheb Phalke), a słowo „Bollywood” powstało o wiele później.


Oprócz Bollywood istnieją w Indiach również takie instytucje, jak Kollywood (kino tamilskie, z siedzibą w Chennai, czyli dawniejszym Madras) czy Tollywood (filmy w języku telugu, kręcone w Andhra Pradesh). Mamy do tego jeszcze tytuły w języku marathi czy malayalam czy innych językach, których w Indiach jest łącznie blisko 20. Pojawiają się również międzynarodowe koprodukcje - należą do nich znane w Polsce Monsunowe Wesele Miry Nair czy Duma i uprzedzenie Gurinder Chadhy. Kiedy więc czytacie, że w Indiach realizuje się mnóstwo filmów rocznie, proszę mieć na uwadze, że w Mumbaju powstaje zaledwie skromna część tej sumy (20-25 %). Zazwyczaj filmy powstają w języku hindi, zwykle w odmianie hindustani, zawierającej wiele naleciałości urdu, dzięki czemu są one zrozumiałe w całym kraju. 



Hinduski przemysł kinematograficzny przyciąga do kin średnio 3,6 miliarda widzów na całym świecie i produkuje nawet 1000 filmów rocznie. Dla porównania, w USA produkuje się 700 filmów rocznie, a widownia nie przekracza 3 miliardów osób. W indyjskiej kinematografii pracuje około 2,5 miliona ludzi. Mimo to co roku przemysł filmowy w Bombaju przynosi milionowe straty, co budzi podejrzenia o pranie brudnych mafijnych pieniędzy. Według statystyk policyjnych, udział mafii w kręceniu filmów spadł w ostatnich latach z 40 do 10 proc.



W Indiach każdego dnia ponad 12 milionów widzów szturmuje sale ogromnych kin, przypominających pałace, aby znaleźć się w kolorowym świecie wielkich emocji. 12 milionów widzów dziennie to prawie połowa sumy wszystkich widzów, którzy co roku odwiedzają kina w Polsce! Nawet Hollywood może o tym jedynie pomarzyć. 

Przy omawianiu cech charakteryzujących filmy bollywoodzkie należy pamiętać, do jakiej grupy docelowej kierowane są tamtejsze produkcje. Do kin najczęściej chodzą widzowie z małych miast i wsi, którzy marzą o oglądaniu wielkiego, niedostępnego im świata, a wizyta w kinie jest dla nich misterium porównywalnym do uczestniczenia w uroczystościach religijno-patriotycznych w Polsce (każdy seans rozpoczyna się odegraniem obowiązkowego hymnu Indii, podczas którego publiczność powstaje z miejsc).



W czasie filmu widzowie entuzjastycznie reagują klaskaniem, płaczem czy też śmiechem na poczynania aktorów na ekranie. Uwagę zwraca również wystrój budynków przeznaczonych na kina – zdobione z przepychem, przepastne wnętrza bardziej przypominają pałace niż znane nam multipleksy. Bollywood nie jest wiernym odzwierciedleniem indyjskiej rzeczywistości. Może rację miał poeta i scenarzysta Javed Akhtar, określając je kiedyś jako „najbliższego sąsiada Indii”. To odrębny świat z własną symboliką i tradycjami. Wystarczająco bliski, by widz mógł się z nim identyfikować, ale jednocześnie na tyle niedostępny, by na parę godzin zapomnieć o rzeczywistości. 



Wielu widzów filmów z Bollywood doznaje w trakcie seansów ekstazy, gorączki z wrażenia, śmieje się i płacze na przemian ze wzruszenia. Filmy te odwołują się do fundamentalnych tęsknot każdego człowieka i uniwersalnych wartości. To, co dla każdego z nas najważniejsze, jest w nich wyrażone prosto, bez typowego dla postmodernistycznej estetyki Zachodu krygowania się i wymuszonego dystansu. Dają one 1/3 populacji całego globu ukojenie, przepustkę do najwspanialszych marzeń, a także niebanalną naukę o życiu i nadzieję, że szczęście może się uśmiechnąć w każdej chwili, a miłość może nas odnaleźć wtedy, kiedy się tego najmniej spodziewamy.



Jeśli lubisz oglądać film w ciszy i skupieniu, nie wybieraj się do kina w Indiach. Tam spotkasz się z zupełnie inną kulturą oglądania filmu. Zetkniesz się z ludźmi, którzy żywiołowo reagują na kolejne kadry filmu, głośno komentują, śmieją się i płaczą. I nie próbuj im zwracać uwagi, że to kino, a nie stadion. Dla nich kino jest miejscem spotkań, często jedyną odskocznią od szarej rzeczywistości. Emocje jakie przeżywają, śledząc losy fikcyjnych bohaterów, często są ogromne. Ponoć podczas hinduskiej premiery Kal ho naa ho/Gdyby Jutra Nie Było, pewna starsza pani na sali dostała zawału w chwili, gdy bohater grany przez tamtejsze bożyszcze umierał.

Owszem, obrazy z Bollywood do krótkich nie należą. Ale bez przesady! Polskiej premierze Czasem Słońce Czasem Deszcz/Kabhi Khushi Kabhie Gham towarzyszyła plotka, że w oryginalnej wersji obraz ten trwa 6 godzin. Bzdura! Przeciętny czas trwania indyjskiego filmu to mniej więcej 180 minut. Czasem trzeba wysiedzieć nieco dłużej (Sholay - 3 godz. 20 min; Lagaan: Dawno temu w Indiach - 3 godz. 46 min; LOC: Kargil - bite 4 godziny!). Należy pamiętać, że w połowie filmu (z reguły w najciekawszym momencie; przeniesienie do innego kraju, wyznanie miłości, nieoczekiwana wiadomość ) pojawia się napis "Intermission" bądź "Interval", po czym następuje krótki antrakt. Przerwa pozwala na odpoczynek, wypalenie papierosa, wymianę wrażeń - a jednocześnie zaostrza apetyt na dalszy ciąg. W ten sposób o wiele łatwiej dotrwać do końca seansu. Można też, jeśli ktoś naprawdę już nie daje rady a chce obejrzeć film do końca, przerwać oglądanie na intermission i wrócić do obrazu np. następnego dnia. W ostatnich latach coraz częściej można się natknąć na produkcje dwugodzinne (Paheli/Sekret, Dhoom), a anglojęzyczny Being Cyrus trwa zaledwie 90 minut.

Pomimo pochlebnych opinii krytyków, indyjskie kino pozostaje w Europie wciąż stosunkowo nieznane. Można to po części wytłumaczyć zupełnie innym rozłożeniem akcentów niż w produkcjach hollywoodzkich. Filmy bollywoodzkie tworzone są w konwencji masala movie, w każdym można odnaleźć elementy wielu gatunków filmowych: taniec, śpiew, humor, wielkie namiętności i dramaty. Czytałam, że ktoś powiedział: Jeżeli w bollywoodzkim filmie w pierwszym akcie na ścianie wisi strzelba, to w trzecim akcie zaśpiewa i zatańczy. Filmy z Bollywood są bowiem jak mieszanka przypraw. Jak w każdej masali chodzi w nich o odpowiednie wymieszanie, przy czym składniki najczęściej pozostają takie same. 

Nieprawdą jest, jakoby bollywoodzkie produkcje były do siebie bliźniaczo podobne. Owszem, wiele jest filmów, które jak ulał pasują do fabularnego schematu: "nieszczęśliwa miłość kontra rodzinne obowiązki" – np. Żona Dla Zuchwałych/Dilwale Dulhania Le Jayenge. Nie zmienia to jednak faktu, że w Mumbaju powstają także krańcowo od siebie różne thrillery, komedie romantyczne, dramaty gangsterskie, horrory, opowieści biograficzne, fantastyka... nawet kino superbohaterskie! Dla każdego coś miłego, tylko brać, wybierać. Na identycznej zasadzie w Hollywood produkuje się rocznie setki zróżnicowanych gatunkowo tytułów, a nikt jakoś nie mówi, że wszystkie wyglądają tak samo.


Przy tak potężnej liczbie filmów nie sposób ogarnąć w całości dorobku tej egzotycznej kinematografii. Człowiek siłą rzeczy skazany jest na wybiórcze podejście, a jego opinia bardzo często uzależniona jest od tego, co akurat uda mu się obejrzeć. Jeden stwierdzi, że prawdziwy Bollywood to wyłącznie klasyka z Amitabhem Bachchanem, z Sholay na czele. Drugi zaś da się pokroić za romantyczne historie z Shah Rukh Khanem, najlepiej w reżyserii Karana Johara. Trzeci nie wyobraża sobie życia bez gangsterskich fresków Rama Gopala Varmy, czwarty najwyżej ceni sobie kino społecznego niepokoju Maniego Ratnama. Piąty zaś machnie ręką na pozostałych i ruszy oglądać nowoczesne, zrobione w zachodnim stylu produkcje w rodzaju Kaal/Czas zguby czy Dhoom.

Co roku ukazują się setki nowych tytułów, a kinematografia z Mumbaju bez przerwy zmienia się, ewoluuje, poszerza swoje granice. Pod względem realizacyjnym bollyfilmy śmiało już mogą iść w zawody ze swoimi amerykańskimi odpowiednikami. Także jeśli idzie o treść, reżyserzy z Indii coraz częściej eksperymentują z nowymi pomysłami (np. Krrish - bollywoodzki superbohater). Największą rolę odgrywają jednak zmiany obyczajowe. W Salaam Namaste/Trudna droga do miłości (2005) bohaterowie żyją bez ślubu i całkiem poważnie rozważają pomysł usunięcia niechcianej ciąży, w Kabhi Alvida Naa Kehna/Nigdy Nie Mów Żegnaj (2006) główne postacie dopuszczają się małżeńskiej zdrady... Raj i Simran z konserwatywnej Żony Dla Zuchwałych (1995) dostaliby zawału na samą myśl, że tak można! Od kilku lat zauważa się tendencje do podejmowania, bardzo nieśmiało, trudniejszych tematów, jak feminizm i prawo kobiet do nauki (Veer-Zaara), homoseksualizm (oczywiście w konwencji prześmiewczej - Dostana/To właśnie przyjaźń), elementy polityczne walk pomiędzy Pakistanem a Indiami (Main Hoon Na/Jestem Przy Tobie).


Oś dramatyczna klasycznego filmu opiera się zawsze na miłości, zdawałoby się, niemożliwej do spełnienia. Na drodze młodych (zwykle przedstawianych w pierwszej półgodzinie filmu) do wielkiej miłości staje rodzina, reprezentowana najczęściej przez ojca, który dla swojej córki czy syna ma już opracowany plan na życie, łącznie z wybraniem przyszłego małżonka (przyszli małżonkowie to często synowie/córki najlepszych przyjaciół ojca, z którymi łączą go również interesy, a w planach jest budowanie wspólnej potęgi finansowej). Powyższy schemat odnosi się bezpośrednio do jednego z najbardziej ulubionych hinduskich mitów, w którym bóg Kriszna zakochuje się w pasterce Radhi. 

Główni bohaterowie są często, ale nie zawsze, ukazywani według schematu: ona jest szalona i niepokorna, na początku filmu śpiewa i tańczy entuzjastycznie w strugach deszczu, by wraz z pojawianiem się uczucia stać się wyciszoną i melancholijną kobietą, która nie ma odwagi sprzeciwić się woli ojca; on jest piękny, bogaty, męski, a przy tym z dużym poczuciem humoru – na początku stara się tym ją zdobyć, później udowadniając, że gotów jest także oddać życie za jej zdrowie/cześć/honor jej rodziny (niepotrzebne skreślić). Często postaci płaczą, nawet mężczyźni, większe emocje akcentując lamentem. 

Najważniejszą kwestią w filmie jest jednak eksplozja emocji. W kinematografii żadnego innego kraju nie spotykamy tylu pięknych uczuć w przeliczeniu na metr bieżący taśmy filmowej. Począwszy od miłości (rodziców do dziecka, dziecka do rodziców, dziecka do wybranki serca, dziecka do rodzeństwa, również adoptowanego, dziecka do opiekunek i przyjaciółek), wielu wzruszeń, poprzez przyjaźń i nienawiść. Zasada jest prosta: jeżeli film pozostawia widza obojętnym, jeżeli nie wywołuje w nim żadnych uczuć, jeżeli nie potrafi zaciekawić go losami głównych postaci, to jest to po prostu zły film. Indyjska publiczność idzie do kina właśnie po to, by się powzruszać, pośmiać, ronić łzy nad losem nieszczęśliwych kochanków, a ich prześladowcom życzyć tragicznego końca. Tu nie ma mowy o biernym oglądaniu, z jakim zwykle mamy do czynienia w Europie i Ameryce. Widownia żywo dopinguje bohaterów, recytuje fragmenty ich dialogów, razem z nimi śpiewa piosenki. I naprawdę nie ma to znaczenia, czy dany film ktoś ogląda po raz pierwszy, czy dziesiąty.

Miarą popularności konkretnego tytułu z Bollywood jest to, jak często ludzie chcą do niego wracać. Obrazy z Indii nie są bowiem produktami jednorazowego użytku. Zapewniają widzom takie bogactwo doznań, że po zakończeniu seansu każdy ma natychmiast ochotę na powtórkę. I co ciekawe, przy kolejnych podejściach emocje nie słabną, a publiczność reaguje z takim samym entuzjazmem. Jeden z najsłynniejszych bollyfilmów w historii, wspominany Sholay, doczekał się fanów, którzy widzieli go kilkadziesiąt razy. Z kolei Żonę Dla Zuchwałych wyświetlano w indyjskich kinach przez 800 tygodni z rzędu (i wciąż gości ona na ekranach). Która hollywoodzka produkcja może poszczycić się takim wynikiem?



W filmach bollywoodzkich nikt nie wstydzi się pokazywać uczuć, wyrażając je zawsze poprzez taniec (choreografia dopracowana jest w każdym szczególe, a widzów zachwycają szczególnie grupowe układy taneczne łączące elementy tradycyjnego indyjskiego tańca i nowoczesnych elementów europejskich) i bajeczny śpiew. Poniżej teledysk do piosenki "Dola Re Dola" z filmu Devdas, w którym występują dwie, według mnie, najlepsze tancerki w Bollywood: Aishwarya Rai Bachchan oraz Madhuri Dixit.


Piosenki z filmu nadawane są na okrągło już miesiące przed premierą. Jest ich od 6 do 8, czasem więcej i to one w dużej mierze decydują o sukcesie bądź porażce dzieła. Każda trwa średnio 7-8 minut. Nawet w thrillerach scenarzyści znajdą miejsce dla romantycznych uniesień w rytm hinduskiej muzyki. Kawałki z soundtracków grane są w radiu, w telewizji, w klubach, w dyskotekach... Nierzadko piosenki żyją własnym życiem, w oderwaniu od filmów. Na przykład dramat Dil Se.../Z całego serca nie odniósł komercyjnego sukcesu, ale song "Chaiyya Chaiyya" znalazł się wśród bollywoodzkich klasyków.

Przez ostatnie 60 lat filmy z Bollywood stanowiły niewyczerpane źródło indyjskich muzycznych przebojów. W istocie w Indiach przemysł muzyczny i filmowy są jednością. Trzeba jednak wiedzieć, że gwiazdy tych filmów tańczą, ale nie śpiewają. Głosu w piosenkach użyczają im słynni piosenkarze z playbacku, niewidoczni na ekranie, ale słynni z płyt ze ścieżką dźwiękową z filmu. Często wydają oni swoje własne składanki z piosenkami, śpiewanymi przez siebie w różnych filmach. Czasem są to nawet międzynarodowe gwiazdy, jak np. Akon, podkładający głos w "Chammak Challo" z filmu Ra.One.



Zainteresowanych zapraszam na stronę RKMania, skąd można ściągnąć za darmo wszystkie piosenki z filmów Bollywood, także ze słowami (szukanie według roku lub tytułu filmu).



Jednak nie przesadzajmy, nie we wszystkich filmach z Bollywood pojawiają się piosenki. Fakt, muzyczne wstawki obecne są w indyjskich produkcjach od samych początków kina dźwiękowego, czyli od 1931 roku (pierwszy obraz z dialogami i muzyką to Alam Ara, reż. Ardeshir Irani). Nawet wcześniej, w czasach kina niemego zdarzało się, że projekcjom towarzyszyły piosenki śpiewane na żywo. Każdy szanujący się reżyser z Mumbaju, Channai czy Kalkuty uważa za oczywiste, że w filmie muszą znajdować się melodyjne przerywniki, bo tego właśnie domaga się publiczność. Rezygnacja z przebojowych songów uchodzi zaś za eksperyment artystyczny i przyjmowana bywa z mieszanymi uczuciami. Pierwsza bollyprodukcja bez piosenek powstała w 1937 roku. Był to dramat społeczny "Naujawan" (reż. Aspi), który zrobił klapę. Niepowodzenie nie powstrzymało jednak następców. Także i dzisiaj w Bollywood pojawiają się tytuły pozbawione taneczno-śpiewnych ozdobników: Sarkar, Zinda, Ek Hasina Thi/Kochaj albo giń czy Maine Gandhi Ko Nahin Mara.



Piosenki w filmach istnieją po to, aby je śpiewać podczas seansów. Wpadające w ucho melodie i łatwe do zapamiętania słowa sprawiają, że widzowie wspomagają ekranowych bohaterów. Ważne jest to, że podczas wspólnego śpiewu człowiek czuje się częścią grupy; seans staje się przeżyciem jednoczącym. A to akurat bardzo ważny czynnik w przypadku społeczeństwa tak niesamowicie rozwarstwionego, jak Indusi. 


Czasem na gościnnych występach w piosenkach pojawiają się gwiazdy. Muzyczne przerywniki służą często za pretekst do tak zwanych "special appearances". Polega to na tym, że w trakcie piosenki nagle na ekran wkracza jakaś znana osobistość, której nie ma w oryginalnej obsadzie. Ot tak, na kilka chwil, by trochę potańczyć i zaraz zniknąć. Widzieliśmy to np. w Kal ho naa ho/Gdyby Jutra Nie Było, w przeboju "Maahi Ve". Ni stąd, ni zowąd wśród tłumu tańczących kamera wyłowiła najpierw Rani Mukherjee, a potem Kajol.



Z kolei w filmie Karana Johara, Kabhi Alvida Naa Kehna/Nigdy Nie Mów Żegnaj, w songu "Rock'N'Roll Soniye" swoje pół minuty ma Kajol.



W Historii miłosnej/Kya love story hai pojawia się, w piosence "It's rocking", Kareena Kapoor.



Kolejnym powodem występowania piosenek w hinduskim kinie są ich dodatkowe znaczenia. Bollywoodzcy reżyserzy lubią odwoływać się do przeszłości. Nawiązując do dawnych filmów, czerpią cytaty nie tylko z dialogów i konkretnych scen, ale także z muzycznych wstawek. W jednej ze scen z Kal ho naa ho/Gdyby Jutra Nie Było bohaterowie przerabiają restaurację z ogólnoamerykańskiej na indyjską. Krzątaninie tej towarzyszy song "Chale Chalo" z opowieści Ashutosha Gowarikera Lagaan: Dawno temu w Indiach. Trzeba znać kontekst, żeby wiedzieć, iż w pierwowzorze była to patriotyczna pieśń bojowa, jaką zagrzewali się zawodnicy drużyny krykieta, ruszając do walki z Anglikami.




Dzięki piosenkom można lepiej poznać bohaterów. Muzyczne wstawki odzwierciedlać mają stan ducha filmowych postaci, przedstawiać ich marzenia i fantazje, a także akcentować nastrój opowieści. Ilustrowane songi zrywają z zasadami realizmu: postacie nagle przenoszą się do odległych zakątków świata (słynna scena z piramidami w piosence "Suraj Hua Maddham" w Czasem Słońce Czasem Deszcz/Kabhi Khush Kabhie Gham); chłopak, który nie umiał tańczyć, nagle okazuje się mistrzem parkietu ("It's Magic" w Koi Mil Gaya/Znalazłam Cię), a dziewczyna, na którą nikt wcześniej nie zwracał uwagi, raptem wyrasta na królową piękności ("Tumse Milke Dil Ka Hai Jo Haal" w Main hoon na/Jestem Przy Tobie).





Bajkowy charakter tych sekwencji po części wynika z faktu, iż w pierwszych latach swego istnienia kino rozwijało się w Indiach pod kontrolą Brytyjczyków. Chcąc oszukać kolonialną cenzurę, filmowcy wplatali do swoich opowieści oniryczne sceny, przedstawiające niepodległą ojczyznę, mlekiem i miodem płynącą. Widownia potrafiła rozszyfrować sygnały, których Anglicy najwyraźniej nie byli w stanie dostrzec. Z biegiem czasu tematyka piosenek przesunęła się na sprawy ogólnoludzkie; z przewagą dziedziny męsko-damskiej. Za to skłonność do przedstawiania swego kraju w sposób mocno wyidealizowany pozostała filmowcom do dziś.



Wydawałoby się, że przy takim natężeniu emocji w filmie roić się będzie od scen miłosnych, gorących pocałunków i odsłaniania tajemnic alkowy. Nic bardziej mylnego, nie wolno pokazywać ani pocałunków, ani "czegoś poważniejszego" (przed wejściem do kin produkcja musi zdobyć certyfikat od głównego cenzora - Film Censor Board). Bohaterowie wyznają sobie miłość zawsze poprzez śpiew i bardzo zmysłowy taniec. Sceny miłosne są subtelne. Bohaterowie posługują się gestem i mową ciała. Orientalne piękności zachowują się skromnie i nie obnażają wszystkich wdzięków. Ich uroda pozostaje tajemnicza i fascynująca. 


Jakkolwiek kilka lat temu zniesiono w Indiach zakaz całowania się przed kamerą, to przedstawianie nagości i erotyzmu wciąż pozostaje tabu. Dlatego mężczyźni tak często noszą przylegające do ciała skórzane spodnie i prześwitujące koszule, a aktorki biegną w strumieniach deszczu, bądź obmywane są morskimi falami na brzegu piaszczystej plaży w tak popularnych scenach tzw. „wet-sari”.


Choć ostatnio w Indiach powstaje coraz więcej filmów, w których zakochane pary całują się czy kochają na ekranie. Do najbardziej całuśnych aktorów należy Emraan Hashmi (Aashiq Banaya Aapne/Stworzeni do miłości, Gangster). Niewiele ustępuje mu Saif Ali Khan (Salaam Namaste/Trudna droga do miłości, Ek Hasina Thi/Kochaj albo giń). Niestety, nie wszyscy są w stanie nadążyć za zmianami w Bollywood. Scena namiętnego pocałunku Hrithika Roshana i Aishwaryi Rai Bachchan w superprzeboju Dhoom 2 wzburzyła co bardziej konserwatywnych odbiorców. Indyjski prawnik, Shalendra Dvivendi, skierował do sądu pozew o naruszenie dobrych obyczajów. Amitabh Bachchan, otaczany największym kultem bollywoodzki gwiazdor, zwrócił się do producenta, aby w wersji Dhoom 2 na DVD usunięto kontrowersyjną scenę. Chodziło o to, że nie jest dobrze, jak przyszła synowa Amitabha całuje się na ekranie z innym mężczyzną w filmie, w którym gra również jej ówczesny narzeczony, dziś mąż.


W przeciętnej produkcji z Bollywood nie ma nagości, perwersji, czy seksu. Z racji wielowiekowej tradycji i obyczajowości Indii, Bollywood skazane jest na subtelność. Te blisko trzygodzinne opowieści najczęściej ukazują rodzinne perypetie - miłość, która łamie rodzinną tradycję, narusza przykazania i powinności, prowadzi do tragicznych konfliktów i wyborów. Klasyczny film indyjski to pochwała wydawałoby się zapomnianych wartości: przywiązaniu do tradycji, rodziny, ojczyzny heroicznych postaw. W filmach wciąż podkreśla się kult szacunku do starszych i wiara w to, ze decyzje rodziców są jedynymi słusznymi. 



W filmach można jednak często zauważyć zachłyśnięcie kulturą zachodu, szczególnie życiem w Londynie, przy jednoczesnym udowadnianiu, że nigdzie nie mieszka się lepiej niż w Indiach - bohaterowie najczęściej studiują w Londynie lub też uciekają do Anglii przed gniewem rodziców, tęskniąc za krajem swoich przodków i w kulminacyjnym momencie wracając do niego. Rodzice głównej pary ubierają się najczęściej w tradycyjne sari, młodzież jednak odchodzi od tej reguły, zakładając dżinsy i sportowe bluzy. Jednak w garderobie bohaterów pojawiają się stroje przynajmniej nawiązujące do tradycyjnych, a saree (sari) jest stałym elementem odzieży damskiej, często wykorzystywanym w piosenkach.



Kino dla Hindusów jest rodzajem religii, a sami aktorzy są czczeni na wzór bogów, obecni w życiu codziennym w niezliczonych reklamach, mają także niemały wpływ na wyniki politycznych wyborów.


Preity Zinta
Shah Rukh Khan i Kareena Kapoor.
Amitabh Bachchan


Hrithik Roshan

Aktor i wspaniały tancerz Hrithik Roshan ma sześć palców u jednej z dłoni. W Indiach to oznaka boskości. Ma więc specjalne przywileje u swoich fanów, ale także w każdym zakątku kraju, w którym się pojawi.





Kajol zyskała wielki szacunek dzięki swojemu oddaniu rodzinie (odmówiła kręcenia zdjęć do filmu Fanaa w Kaszmirze, ponieważ nie chciała narażać na niebezpieczeństwo córki, którą zawsze zabiera ze sobą na plan; film kręcono więc w polskich Tatrach. Rodzina Bachchanów (Amitabh i Jaya Bachchan oraz ich syn Abhishek z żoną Aishwaryą Rai) jest przez wielu Hindusów idealizowana do granic możliwości i uważana za wzór cnót. 



Bachchanowie na premierze Jab Tak Hai Jaan.

Nikogo nie obchodzi szara rzeczywistość. Hindusi jakby zapomnieli, że Jaya Bachchan zakończyła polityczną działalność i została wyrzucona z partii za defraudacje, zaś jej mąż i syn mieli poważne problemy z uwagi na szereg niedozwolonych form wypoczynku, które preferują, m.in. nielegalne polowania. Często widzowie idą do kina dla aktora, a nie dla scenariusza. Spierają się bez końca o to, kto jest najlepszy, kto był lepiej ubrany, kto lepiej tańczy. Bollywoodzkie rozdanie nagród filmowych jest jednym z najważniejszych wydarzeń kulturowych w Indiach. Mogłoby się wydawać, że uwielbienie Hindusów w stosunku do idoli z Bollywood zaślepia ich. Pomimo sporego marginesu tolerancji, jaki mają dla wybryków ich gwiazd, na większe przewinienia reagują stanowczo. Jeden z najpopularniejszych aktorów – Salman Khan – został skazany na pięć lat pozbawienia wolności w więzieniu o zaostrzonym rygorze, za kłusownictwo i zastrzelenie zwierzęcia pod ochroną. 

Wielbiciele zdają sobie sprawę, że ich idole żyją w lepszym, niedostępnym zwykłemu śmiertelnikowi świecie - jedyna okazja, by zetknąć się z nimi choć przelotnie, nadarza się właśnie w kinie. Konwencja gry aktorskiej w Indiach dopuszcza coś, co na Zachodzie jest nie do pomyślenia: zwrot bezpośrednio do obiektywu kamery, w stronę publiczności. Filmoznawca będzie się krzywił, widząc tak jawne pogwałcenie zasad sztuki aktorskiej. Widz zaś oszaleje ze szczęścia, nawiązując kontakt wzrokowy ze swoim bożyszczem ("Mamusiu, spojrzał na mnie! Spojrzał na mnie!").



Jednym z ulubionych trików indyjskich reżyserów jest przedłużanie oczekiwania na triumfalne wejście gwiazdora. Znamy to chociażby z filmu Kal ho naa ho/Gdyby Jutra Nie Było, w którym odtwórca głównej roli pojawia się dopiero w 20. minucie. Na widowni publiczność niecierpliwi się coraz bardziej, emocje rosną, a napięcie można niemal fizycznie wyczuć w powietrzu. Tyle czasu, a jego nadal nie ma, gdzie on może być, kiedy wreszcie przyjdzie, oho, zaraz, zaraz, już go pokazują, ale nie, jeszcze nie w tej chwili, filmują go od tyłu, kurczę, nie wytrzymam, teraz z boku, już, już, za chwilę, kobiety piszczą, mężczyźni ocierają pot z czoła, teraz stoi przodem, ale z daleka i nic nie widać, teraz coś mu twarz zasłania, zaraz pęknę chyba, atmosfera jak na stadionie przed decydującym golem: zawodnik na polu karnym, sędzia pokazuje "grać dalej", nie ma spalonego, nagle uwaga, idol odwraca się, odwraca, pusta bramka, JEEEEEEEST!!! - nareszcie popatrzył w kamerę.



Jeśli chodzi o aktorów, to absolutnym symbolem seksu i gwiazdą Bollywood jest aktor Shah Rukh Khan – muzułmanin żonaty z hinduską, który ma 47 lat (uroczystości z obchodów 40 urodzin były transmitowane przez indyjską telewizję) i zagrał w ponad 70 filmach. Jego gra nacechowana jest dużą dozą autoironii i humoru, za co kochają go również polscy fani, witając brawami jego pojawienie się na ekranie kina. Znamy go z Kabhi Khushi Kabhie Gham/Czasem Słońce Czasem Deszcz, Main hoon na/Jestem Przy Tobie, Kal ho naa ho/Gdyby Jutra Nie Było, Veer-Zaara, Aśoki Wielkiego oraz z Żony Dla Zuchwałych/Dilwale Dulhania Le Jayenge. W Indiach SRK uważany jest za następcę Bachchana na stanowisku Największej Gwiazdy Filmowej. Przejął po nim prowadzenie programu Kaun Banega Crorepati, czyli indyjskiego odpowiednika "Milionerów".





Poza SRK, popularni są: 70-letni Amitabh Bachchan, król hinduskiego kina, nazywany Big B z uwagi na swój wysoki wzrost (191 cm) i mocną pozycję w świecie Bollywood niezmiennie od debiutu w 1969 r. w latach 70. stworzył wizerunek "młodego gniewnego" - z pozoru szorstkiego, ale w głębi duszy wrażliwego buntownika. Obecnie zaś wciela się w statecznych ojców rodzin, niezłomnych policjantów, albo dla przeciwwagi bezwzględnych szefów mafii. U nas znamy go z ról w Czasem słońce, czasem deszcz, Bunty i Babli oraz Veer-Zaara, co stanowi znikomą część jego dorobku. W 1999 roku podczas ogłoszonego przez BBC Online plebiscytu na największego gwiazdora tysiąclecia, zdobył pierwsze miejsce, bijąc na głowę takie sławy, jak Marlon Brando. Został odznaczony też francuskim Orderem Legii Honorowej.




Abhishek Bachchan to jeden z moich ulubieńców. Syn wielkiego Amitabha nie powiela stereotypu: "Dziecko filmowego gwiazdora jedzie do sławy na plecach tatusia". Nie stara się kopiować ojca (chyba że celowo parodiuje jego role), ale tworzy własny styl. Potrafi zagrać zarówno brutalnego łajdaka (Yuva/Młodość), jak i uroczego oszusta (Bluffmaster!/Mistrz blefu). Świetnie sprawdza się zarówno w kryminałach (Dhoom), jak i w komediach (Dostana/To właśnie przyjaźń, Salaam Namaste/Trudna droga do miłości). Kilkakrotnie już obydwaj panowie Bachchanowie spotkali się przed kamerą i za każdym razem Abhishek wychodził z tej konfrontacji obronną ręką.




Kolejnym, wspomnianym już aktorem, jest Hrithik Roshan. U nas znamy go głównie z roli Rohana w Czasem słońce, czasem deszcz/Kabhi Khushi Kabhie Gham, tymczasem w Indiach jest to gwiazdor pełną gębą - sam Shah Rukh Khan jakoby uważa go za swego najgroźniejszego konkurenta. Popularność Hrithikowi przyniosły role w filmach ojca, Rakesha Roshana: zadebiutował w Kaho Naa... Pyaar Hai, później zagrał w produkcji science fiction Koi Mil Gaya/Znalazłem Cię, a w sequelu, Krrish, wcielił się w komiksowego superbohatera. Hrithik jest też niesamowicie wygimnastykowany; jego popisy taneczne to prawdziwa uczta dla oczu.





Uwielbiam Aamira Khana. Jest to aktor na tyle wszechstronny, że potrafi wcielić się zarówno w czułego kochanka, jak i jego całkowite przeciwieństwo, i to w obrębie jednego filmu. Trafiają mu się role albo bohaterów narodowych (Rebeliant), bojowników o niepodległość (Lagaan: Dawno temu w Indiach) albo Indusów, którzy nagle odkrywają w sobie wzniosłe patriotyczne uczucia (Rang De Basanti/Kolor szafranu). Aamir gra też postacie skomplikowane, ale którym nie obca jest miłość (Ghajini).





Saif Ali Khan to o nie tylko romantyk (Hum Tum, Gdyby jutra nie było/Kal ho naa ho), ale i aktor zaskakujący (Race, Omkara). Langda (czyli odpowiednik Jagona) to zimny, bezwzględny sukinsyn, w dodatku szpetny i kulejący. Bydlę straszne - ale Khan gra tak, że można go łyżkami jeść. Prywatnie to mąż Kareeny Kapoor.




Powyższą listę można by ciągnąć jeszcze długo, jako że w Bollywood nie brakuje zdolnych i przystojnych aktorów. Także stara gwardia raz po raz udowadnia, że nie straciła ani wigoru, ani świetnej formy (Anupam Kher, Boman Irani, Naseeruddin Shah, Johnny Lever).



Wśród aktorek należy wyróżnić Aishwaryę Rai Bachchan– była Miss Świata z roku 1994 jest jedną z niewielu indyjskich aktorek, którym udało się zdobyć prawdziwie światową sławę. Jej twarz spogląda na nas nie tylko z ekranu, ale i z licznych reklam (L’Oreal). W Polsce znamy Ash z cudownego tanecznego występu w piosence "Kajra Re" w filmie Bunty i Babli, a niektórzy znają ją z ról pozabollywoodzkich: w Dumie i uprzedzeniu oraz Magii zmysłówPrywatnie, od 2007 r., jest żoną Abhisheka Bachchana.






Moja ukochana Kajol (wł. Kajol Mukherjee Devgn) jest uznawana za najzdolniejszą aktorkę indyjską, wystąpiła m. in. w Czasem Słońce Czasem Deszcz/Kabhi Khushi Kabhie Gham, Żona Dla Zuchwałych/Dilwale Dulhania Le Jayenge, Coś się dzieje/Kuch kuch hota hai, gdzie stworzyła cudowną parę z Shah Rukh Khanem, a w życiu - z Ajayem Devgnem. Jej znak firmowy to ekspresyjny sposób gry, genialna mimika i niesamowity, żywiołowy taniec, a rozpoznać ją można po delikatnie zrośniętych brwiach. W 2001 roku Kajol wycofała się z aktorstwa, by poświęcić się rodzinie i wychowaniu córeczki. Po pięciu latach powróciła filmem Fanaa, by na chwilę zniknąć i powrócić w obrazach: Ty i ja/U Me Aur Hum, My name is Khan oraz We are family, remake'u holywoodzkiej Mamuśki.






Rani Mukherjee, kuzynka Kajol, ze względu na swoją chrypkę, na początku kariery była dubbingowana, swoim głosem przemówiła w Coś się dzieje/Kuch kuch hota hai. U nas znamy Rani m.in. z: Czasem słońce, czasem deszcz, Bunty i Babli, Nigdy nie mów żegnaj, Rebeliant i Veer-Zaara. Maleńka (niespełna 160 cm wzrostu) artystka zwykle gra w sposób stonowany, nieco wyciszony, choć kiedy trzeba, potrafi pokazać pazurki. Do jej wyjątkowych osiągnięć należy rola niewidomej i głuchoniemej dziewczyny w Black.





Uwielbiam Kareenę Kapoor! Z wiekiem Kareena pięknieje. Zagrała udane role: epizodyczną w Donie i pierwszoplanową w Omkarze. Z nowszych filmów warto zobaczyć Kurbaan, w którym wystąpiła z mężem. Polecam też Aśokę, w którym wystąpiła razem z SRK w 2001. Wtedy też poznaliśmy ją jako Pooję/Poo w Czasem Słońce Czasem Deszcz





Urocza Preity Zinta to aktorka, która nie zmieniając się fizycznie, potrafi zagrać zarówno brzydulę, jak i piękność. W swoich rolach filmowych z reguły nie powala urodą na pierwszy rzut oka, ale potem nagle brzydkie kaczątko przeobraża się w łabędzia. Poczynając od swojego debiutu w Dil Se.. /Z całego serca Preity grywa sympatyczne pannice o dość niezależnym usposobieniu. W Polsce kojarzymy ją z głównych ról w Gdyby jutra nie było, Veer-Zaara, Salaam Namaste/Trudna droga do miłości.




Madhuri Dixit, za którą na początku nie przepadłam, to najlepsza, obok Aishwaryi Rai Bachchan, tancerka w Bollywood. Jej taniec nawiązuje bardziej do tradycyjnego stylu, niż do typowej dla współczesnego Bollywood dyskotekowej choreografii (polecam Aaja nachle/Zatańcz ze mną - uwielbiam ten film!). Niezwykle skomplikowany układ ruchów, mnóstwo drobnych, subtelnych gestów, z których każdy niesie ze sobą jakieś znaczenie - aktorka nie tyle się porusza, co opowiada historię swej postaci językiem ciała. Aby w pełni docenić kunszt Madhuri Dixit, trzeba zobaczyć jej oszałamiający występ w Devdasie Sanjaya Leeli Bhansalego. Rola kurtyzany Chandramukhi to chyba największe osiągnięcie w jej karierze - i bezdyskusyjnie jasny punkt tego kontrowersyjnego filmu.





Priyanka Chopra to aktorka, której z początku nie lubiłam. Jak wiele bollywoodzkich gwiazd, przeszła drogę od modelingu przez zdobycie tytułu Miss Word w 2000 po aktorstwo. Jest coraz lepsza: potrafi zagrać osobę o wielu twarzach (Zaufanie/Yaakeen), jak i stworzyć przejmujący wizerunek współczesnej modelki (Fashion). Wygląda świetnie zarówno w tradycyjnej, jak i współczesnej konwencji (Teri Meri Kahaani). Ostatnio nagrała wraz z Will.i.am’em piosenkę In my city, a potem Exotic z Pitbullem.







Nie da się wymienić absolutnie wszystkich aktorek, choć niektóre z całą pewnością by na to zasługiwały (Deepika Padukone, Sushmita SenJuhi Chawla, Manisha Koirala), jak i tej nieco starszej (Hema Malini, Rekha, Sridevi, Jaya Bachchan, Kiron Kher). Są też aktorki, które miały kiedyś swoje pięć minut, a potem rozpłynęły się w niebycie (Sonali Bendre, Twinkle Khanna).



Nowicjusz najczęściej nie jest w stanie połapać się w nadmiarze obco brzmiących nazwisk i tytułów - od tak prostych do zapamiętania, jak Don czy Yuva, po jakieś łamańce językowe typu Phir Bhi Dil Hai Hindustani czy Hum Dil De Chuke Sanam. Nad tym naprawdę da się zapanować, potrzeba tylko odrobiny czasu. Ja nauczyłam się wielu słów z hindi, oglądając filmy, najczęściej z napisami. Dogadałabym się :)



Przez długi czas filmy z Bollywood rzadko trafiały do szerokiej dystrybucji, bądź były zapraszane na wiodące festiwale filmowe. Ostatnimi czasy sytuacja się zmienia, a kino z Bollywood stoi u progu wielkiego przełomu zarówno w Europie jak i Ameryce. Choć Monsunowe wesele Miry Nair, zdobywca Złotego Lwa w Wenecji w 2001 roku, było jeszcze koprodukcją niemiecko-brytyjsko-indyjską, to już czysto bollywoodzki Devdas z powodzeniem został pokazany w Cannes w 2002 roku. Także Lagaan: Dawno temu w Indiach nominowany był w 2002 roku do Oskara dla filmu nieanglojęzycznego. 


Bollywoodzką przygodę najlepiej rozpocząć od filmów oficjalnie wydanych w naszym kraju. Nie jest ich znowu aż tak dużo, człowiek zaś ma okazję zyskać wstępne rozeznanie na temat specyfiki indyjskich produkcji. Dla większości polskich fanów, podobnie jak i dla niżej podpisanego, pierwszym zwiastunem bollyświata było Czasem słońce, czasem deszcz Karana Johara. Nawet ci, którzy nie mieli najbledszego pojęcia na temat kina z Mumbaju, dali się złapać tej historii. Pierwszym i jak na razie jedynym dystrybutorem, który odważył się zaryzykować i wykupić prawa do filmów z Bollywood, był Roman Gutek z firmy Gutek Film, który wprowadził do kin w styczniu 2005 roku film K3G (Hindusi skracają tytuły filmów oraz nazwiska aktorów do inicjałów). Gutek sprowadzał do Polski kolejne produkcje, zarówno te najnowsze jak i klasyczne pozycje obowiązkowe dla każdego fana. 

Polski repertuar, mimo niewątpliwej atrakcyjności, nie pozwala zorientować się w gatunkowym zróżnicowaniu tytułów z Bollywood. Wśród polskich dystrybutorów Blink konsekwentnie uderza w obrazy z Shah Rukh Khanem, IDG wydał Aśokę Wielkiego i jakieś trzeciorzędne produkcje z Dinem Moreą. Ze sztampy wyłamał się jedynie Vision ze znakomitym Rebeliantem. Na DVD wyszły Lagaan i Misja w Kaszmirze, ale słuch o nich dawno już zaginął i nigdzie nie można ich dostać.

Aby przekonać się, jak ciekawy i różnorodny potrafi być świat Bollywood, trzeba sięgnąć po tytuły spoza rodzimej oferty. W dobie internetowych aukcji i księgarni wysyłkowych nie powinno to stanowić wielkiego problemu. Pojawia się jednak pytanie: jakie filmy wybrać, by się nie rozczarować? I właśnie w tym momencie zaczyna się prawdziwa zabawa.

Filmy z Bollywood okazują się dziś godnymi spadkobiercami tradycji musicalu i pomimo całej swojej sztuczności oferują nam jakość coraz rzadszą do odnalezienia nawet w produkcjach amerykańskich: autentyczność. Być może śmiejemy się z czegoś innego niż Hindusi, ale płaczemy tak jak oni. Bo naprawdę wierzymy w ból i smutek bohaterów. Pod koniec tego maratonu uczuć możemy być wyczerpani, ale nie nieszczęśliwi. Opuszczamy sale kinową uskrzydleni, nucąc jedną z szybko wpadających w ucho filmowym piosenek.

Wbrew pozorom nie trzeba mieć wielkiego rozeznania w historii i kulturze Indii, by móc się świetnie bawić na bollywoodzkich filmach. Owszem, dobrze jest orientować się w rozmaitych niuansach obyczajowych, ale tak naprawdę reżyserzy z Mumbaju opowiadają o sprawach tak uniwersalnych, że zrozumiałe są one pod każdą szerokością geograficzną. Bollywood z jednej strony wydaje się egzotyczny i niedostępny, z drugiej - okazuje się nadspodziewanie swojski. Miłość, przyjaźń, rodzina, przywiązanie do ojczyzny... te wartości łączą ludzi niezależnie od wyznania i koloru skóry.

Wraz z kolejnymi filmami pojawiającymi się w polskich kinach powstają strony internetowe skupiające osoby zafascynowane Bollywoodem. Największą stroną jest www.bollywood.pl, na której można znaleźć zarówno informacje o najnowszych produkcjach, plotki o aktorach, zapowiedzi nadchodzących imprez, fotosy z filmów, a przede wszystkim forum osób, które kochają Bollywood.

O popularności kina indyjskiego niech świadczy fakt, że dziewczyny z Polski uczą się tańca hinduskiego, a sklepy indyjskie przeżywają oblężenie (polecam RadhaSHOP). Polki, podobnie jak ich „koleżanki” z Indii, chcą być tak piękne, jak Rani, Kajol czy Preity. Tyle, że białym słowiańskim twarzom nie pasują ubrania, które powstały dla śniadych Hindusek. Poza tym drobnym defektem, rodzime „bollymaniaczki” nie różnią się zbyt mocno od miłośniczek tego kina z innych regionów świata. 

Kontakt z tą kinematografią naprawdę zmienia spojrzenie na świat. Człowiek nagle zaczyna cieszyć się drobiazgami, dostrzegać smaki i kolory, których wcześniej nie zauważał. Mało tego: filmowe piosenki towarzyszą mu na każdym kroku, a w codziennych dialogach pojawiają się frazy z języka hindi. Niektórzy nawet posuwają się do tego, że uczą się tanecznych układów z bolly-teledysków albo zaczynają kucharzyć według indyjskich przepisów. Tak było ze mną :D

Bollywood to coś więcej, niż kino. To po prostu sposób na życie. Dlatego wyglądam jak wyglądam i śpiewam cały czas to, co śpiewam :D

Bollywood to dla mnie źródło niekończących się inspiracji, nie tylko modowych. Uwielbiam te czułe spojrzenia i delikatne uśmiechy w piosenkach, melodyjne brzmienie słów w hindi i przecudowne kolory. Cały czas nucę piosenki w hindi, a przed oczyma mam teledyski, uczę się kroków do piosenek, tańczę sobie na korytarzu na UW. Dzięki Bollywood ośmieliłam się, nie wstydzę się być taka, jaka jestem.

I oczywiście te nieśmiertelne cytaty i myśli z filmów, wyrażające prawdy życiowe! Cudo! :) Poniżej kilka moich ulubionych.

Prośba o wybaczenie nie jest ujmą na honorze. A ten, który wybacza, jest wielkoduszny.

Nigdy nie mów „żegnaj”. „Żegnaj” zabija całą nadzieję na ponowne spotkanie.

Żyj, ciesz się, uśmiechaj, Kto wie? Jutra może nie być!!

Istnieją nie tylko więzy przyjaźni...
Są to więzy, których nie rozumiemy....
Z resztą nie musimy rozumieć.
Więzy, których nie można nazwać...
Są po to żeby ich doświadczać.
Więzy pozbawione wszelkich granic...barier.
Więzy łączące serca...
Więzy namiętności...
Więzy miłości...

Prawdziwe wybory w życiu są pomiędzy.. mniejszym złem a większym dobrem.

Ci, co próbują nigdy, nie przegrywają.




Tekst jest kompilacją info ze stron: 1234.


Na koniec zapraszam do obejrzenia filmu, objaśniającego fenomen Bollywood. Pamiętajcie tylko, że ten dokument ma już kilka lat (obstawiam, że to 2003 r.), a w Bollywood od tego czasu sporo się zmieniło. I narrator źle wymawia niektóre nazwiska i słowa :D


Do następnego!


2 komentarze:

  1. Uwielbiam filmy Bollywood! Moją przygodę zaczęłam od Czasem słońce czasem deszcz i teraz mam ponad 200 filmów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie podobnie, choć dawno nie liczyłam :P

      Usuń