2 listopada 2018

"Wróżda" i tajemnicza kapliczka w lesie

Ciekawa kapliczka stoi w pobliżu Ulatowa-Dąbrówki w gm. Jednorożec, przy starej drodze do dawnej leśniczówki. Wystawiona została przez rodziców Stanisława Szulca. Wiąże się z nią historia, która odbija w sobie specyfikę pierwszych lat po II wojnie światowej.







Wspomniany Stanisław Szulc urodził się 1 I 1930 r. w Przasnyszu w rodzinie robotniczej jako syn Władysława. Był pracownikiem Zarządu Gminnego oraz przewodniczącym koła Związku Walki Młodych w Krzynowłodze Wielkiej. Agitował w referendum ludowym w 1946 r. oraz w wyborach do sejmu z 19 I 1947 r. Mieszkał w Grabowie (Grabowie-Rżańcach) w gminie Duczymin, gdzie pełnił funkcję poborcy podatkowego. 

Narodowe Zjednoczenie Wojskowe wydało na niego wyrok śmierci „za współpracę z komuną”. Szulc został zamordowany 19 V 1948 r. w Lisiogórze (gmina Przasnysz). Takie informacje można znaleźć w opracowaniu K. Wilińskiego Zginęli w obronie Polski Ludowej, wydanym w Ciechanowie w 1986 r.

Z kolei w relacji prasowej z epoki („Dziennik Polski”, 4 (1948), 142 (1181), s. 3) czytamy w komunikacie Polskiej Agencji Prasowej: We wsi Sinogłowa [Krzynowłoga – przyp. M.W.K.] Wielka, pow. Przasnysz, zostali dnia 19 bm. bestialsko zamordowani w czasie podróży służbowej sekretarz komitetu gminnego PPR [Polskiej Partii Robotniczej – przyp. M.W.K.] ob. Jerzy Woźniak oraz praktykant zarządu gminnego Stanisław Szulc. 24-letni Jerzy Woźniak, absolwent wojewódzkiej szkoły partyjnej PPR był aktywnym członkiem ZWM. 19-letni Stanisław Szulc do żadnej organizacji nie należał. Bandyci zrabowali swym ofiarom większą liczbę pieniędzy. Czyżby elementy biografii zabitego z Szulcem Woźniaka przełożono na życiorys Szulca? Oczywiście musimy brać pod uwagę propagandowy wydźwięk relacji, niemniej sprawa jest zastanawiająca. 

Wspomniani bandyci to patrol Eugeniusza Lipińskiego ps. „Mrówka”. Liczył w tym czasie ok. sześciu żołnierzy. Lipiński podporządkowany był wówczas Komendzie „XVI” Okręgu NZW (krypt. „Orzeł”). Otrzymał przydział do oddziału partyzanckiego Pogotowia Akcji Specjalnej Komendy Obwodu NZW „Mściciel”. Obejmował on zasięgiem tereny powiatów: makowskiego i w części przasnyskiego. Był dowódcą jednej z trzech drużyn. 

Sierż. Eugeniusz Lipiński ps. "Mrówka".  Fot. Archiwum IPN. Zbiory Wojciech Łukaszewskiego.

Eugeniusz Lipiński (po prawej) urodził się 3 II 1919 r., pochodził z miejscowości Budne w gminie Baranowo. Działalność konspiracyjną rozpoczął w styczniu 1940 r., należał do Związku Walki Zbrojnej, później Armii Krajowej. W styczniu 1944 r. został schwytany przez Niemców. Po ponad 1,5 roku przymusowego pobytu w obozie pracy w III Rzeszy, uciekł stamtąd i ponownie włączył się w działania partyzantki AK. Po wojnie brał aktywny udział w antykomunistycznym ruchu oporu. Ujęty przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego zdołał uciec i 22 VI 1946 r. wstąpił do oddziału Narodowego Zjednoczenia Wojskowego ppor. Mariana Kraśniewskiego ps. „Burza”. W 1947 r., podczas amnestii żołnierzy podziemia, nie ujawnił się. Pełnił wtedy funkcję dowódcy patrolu Komendy Powiatowej NZW krypt. „Mściciel”, obejmującej zasięgiem tereny powiatów: makowskiego i w części przasnyskiego. Cieszący się nieposzlakowaną opinią Lipiński został dowódcą Komendy Powiatowej NZW krypt. „Wiosna”, obejmującej zasięgiem północną część powiatu przasnyskiego. Jako dowódca komendy brał czynny udział w walkach z funkcjonariuszami Urzędu Bezpieczeństwa oraz w sabotażu wymierzonym przeciw komunistycznemu systemowi. Lipiński, ps. „Mrówka”, miał własnego informatora w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Przasnyszu – był nim funkcjonariusz urzędu, Marian Ślubowski. Czynnej pomocy organizacyjnej udzielało patrolowi „Mrówki” wiele osób, m.in. Jan Budny z Budnego w gm. Baranowo. Werbunek konfidentów współpracujących z Powiatowym Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego w Przasnyszu pozwalał namierzać miejsca, w których stacjonowały oddziały partyzanckie. 15 X 1949 r. w Olszewce, podczas próby przejścia z jednego lasu (od strony Parciak) do lasu w kierunku Pościenia, oddział Eugeniusza Lipińskiego „Mrówki” został zaatakowany przez grupę funkcjonariuszy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wraz z którą byli również: Naczelnik Wydziału I Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z Warszawy, szef PUBP w Przasnyszu por. Eugeniusz Głowacki oraz starszy referent III referatu. W wyniku walki zabito całą grupę na czele z dowódcą Eugeniuszem Lipińskim ps. „Mrówka”. Fot. Archiwum IPN. Zbiory Wojciecha Łukaszewskiego.

W 1949 r. rodzice Stanisława Szulca zdecydowali się upamiętnić śmierć syna. I tu zaczynają się schodki. W cytowanym opracowaniu czytamy, że Szulc zginął w Lisiogórze. Natomiast oglądając wspomnianą kapliczkę, odnajdziemy inne informacje.

Czteroboczna kapliczka zbudowana jest z białej cegły, jest trójkondygnacyjna i zakończona metalowym krzyżem. Na frontowej stronie w przeszklonej wnęce w najwyższej kondygnacji stoi figura Matki Bożej Niepokalanej. Obok zagnieździły się osy lub szerszenie. We wnęce w środkowej kondygnacji, obecnie bez przeszklonych drzwiczek, stoi krucyfiks, lichtarzyk oraz znicz. Najniższą kondygnację zajmuje tablica z wyrytą modlitwą: „Od niespodzianej / śmierci / zachowaj nas Panie / 1949”. W środkowych kondygnacjach na ścianach bocznych, na zaślepionych wnękach, wyryto napis „Tu / zabity został / ś.+p. / Stanisław Szulc / dn. 19 V 1948 r. / Na pamiątkę synowi / Rodzice”. 











Która informacja jest prawdziwa? Raczej wierzę napisowi na kapliczce i podejrzewam, że Stanisław Szulc został zabity w pobliżu miejsca zamieszkania i pracy, a nie kilkanaście kilometrów dalej. Tę wersję nie potwierdza jednak cytowana relacja prasowa. Korespondent twierdził, że zabójstwa dokonano w Krzynowłodze Wielkiej. Jednak kapliczka stoi 10 km od tej wsi, choć warto dodać, że Ulatowo-Dąbrówka od lat należy do parafii Krzynowłoga Wielka.

„Mrówka” zginął w roku wystawienia kapliczki – 15 X 1949 r. w Olszewce (gm. Jednorożec), podczas próby przejścia z jednego lasu (od strony Parciak) do lasu w kierunku Pościenia. Jego oddział został zaatakowany przez grupę funkcjonariuszy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wraz z którą przybyli: Naczelnik Wydziału I Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z Warszawy, szef Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Przasnyszu por. Eugeniusz Głowacki oraz starszy referent III referatu Zdzisław Brzeziński.

Patrol Eugeniusza Lipińskiego ps. „Mrówka” zamordowany 15 X 1949 r. pod Olszewką przez KBW. Od lewej: Stanisław Radomski ps. „Kula”, Stanisław Garliński ps. „Cichy”, Eugeniusz Lipiński ps. „Mrówka”, Alfred Gadomski ps. „Kajetan”, Eugeniusz Kuligowski ps. „Ryś”. Zamordowanych wystawiono na widok publiczny. Fot. Archiwum IPN. Zbiory Wojciecha Łukaszewskiego.

Kapliczka jest piękna pomimo swego opłakanego stanu. Gdy do niej dotarłam kilka lat temu, gdy pracowałam nad książką Kapliczki, figury i krzyże przydrożne w gminie Jednorożec, doświadczyłam całej gamy emocji. Wówczas jeszcze nie znałam historii upamiętnionego kapliczką człowieka, ale i tak czułam, że to miejsce niezwykłe, niepokojące, intrygujące… Leśne otoczenie, zapomniana dróżka do nieistniejącej leśniczówki, gorące lato – to wszystko tylko potęgowało wrażenia. Takie odczucia mam zawsze, gdy czytam lub słucham o pierwszych powojennych latach.

Gdy poznałam losy Szulca i powód jego śmierci, przypomniała mi się od razu powieść Wróżda Marcina Tomczaka, wydana w 2015 r. Recenzowałam ją na blogu: KLIK, ale warto przypomnieć kilka moich przemyśleń sprzed lat.

Tytułowa wróżda to zwyczaj wywierania krwawej zemsty na sprawcy zabójstwa krewnego (lub na kimś z jego rodu). I właśnie takie wydarzenie jest osią akcji dzieła Tomczaka. W przedstawionym w niej opisie powojennych wydarzeń nie mogło zabraknąć Żołnierzy Wyklętych. Jednak nie jest to powieść ich gloryfikująca, nie ma też za zadanie ich oczernić. Jak sam Autor przyznał na jednym ze spotkań promujących powieść, zależało mu na „pokazaniu tych pogmatwanych czasów z perspektywy zwykłego człowieka, tego brakuje mi w opisie historycznym pierwszych lat powojennych”. I rzeczywiście taka jest powieść Wróżda. To opowieść o czasach, gdzie nic nie jest czarno-białe, gdzie mnóstwo jest szarości, zła czyhającego za rogiem, gdzie czuć wręcz powojenny niepokój.

Powieść Tomczaka kreśli wiele ważnych problemów wewnątrzludzkich, jest ciekawym studium emocjonalności człowieka i mechanizmów międzyludzkich. To książka zmuszająca do zastanowienia się nad dotychczasową oceną ludzi żyjących i działających w okresie powojennym, nad historią naszego otoczenia, rodziny.


Tak też powinna być prowadzona opowieść o omawianej kapliczce. Dla jednych Stanisław Szulc współpracował z komunistami, agitował na rzecz sowieckich „braci”, zapominając o tym, że należy walczyć o prawdziwie wolną Polskę, za którą poległ rok później dowódca oddziału, który zlikwidował chłopaka. Dla innych Szulc był po prostu dziewiętnastoletnim młodzieńcem, kolegą z pracy i nade wszystko dzieckiem, którego śmierć rodzice opłakiwali długo. Wystawiając kapliczkę, pragnęli zapewnić duszy syna spokój i może uchronić innych przed nagłym nieszczęściem. Nie mogli być niewierzący, skoro zdecydowali się na gest o znaczeniu religijnym. Syn, jako młodzieniec, mógł być łatwiej podatny na agitację komunistyczną, niż rodzice, ale to nie usprawiedliwia wydźwięku przytoczonej historii. Pokazuje jednak wieloaspektowość powojennych dziejów i skłania do przemyśleń. 

Czy zabójstwo Szulca związane było z jakąś wróżdą? Tego chyba już nie odkryjemy… 

Jeżeli jednak, drogi Czytelniku, jesteś w stanie pomóc w rekonstrukcji tej historii, posiadasz jakieś informacje na temat Stanisława Szulca, proszę o kontakt: tel. 793 065 172, mariakmoch@wp.pl, www.kurpiankawwielkimswiecie.pl. 

Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz