29 lutego 2020

Dawnych przasnyskich jarmarków czar... Wspomnienia z okresu międzywojennego

Zapraszam na wędrówkę uliczkami Przasnysza w jarmarczny dzień. Przedstawione wspomnienia zostały nadesłane do Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Przasnyskiej w końcu lat siedemdziesiątych XX w., a opisują targi i jarmarki w Przasnyszu w okresie międzywojennym. Ilustracje do wpisu to pokolorowane za pomocą nowej funkcji w MyHeritage archiwalne zdjęcia przasnyskiego rynku.







Targ odbywał się w Przasnyszu co tydzień we wtorki i piątki, zaś jarmarki w środy po piętnastym dniu miesiąca. Jeszcze w połowie XIX w. wyznaczono jarmarki w środy w następujących terminach: po 2 lutego (Matki Bożej Gromnicznej/Ofiarowanie Pańskie), po Niedzieli Kwietnej, po Wniebowstąpieniu Pańskim, po 25 lipca (św. Jakuba), 8 września (Narodzenie NMP) i po 25 listopada (św. Katarzyny).


-----------------

(...) miasto zmieniało się już od brzasku. Rynek i ulice zapachen furmankami. Pachniało owocami, końmi, nawozem i potem. Pobrzmiewało rżeniem, kwikiem, gęganiem. Tłumy ludzi. Kobiety wiejskie z kobiałkami i paniusie miejskie w kapeluszach. Chłopi i Żydzi w czarnych chałatach i jarmułkach. Czerwone, spocone twarze, podekscytowane dobijaniem targu. Przy większych zakupach tradycyjny litkup w knajpie.


Barwa i ruch jak w rodzajowych obrazach Gierymskiego.

Duże jarmarki powiatowe odbywały się sześć razy w roku. Zjeżdżali się na nie chłopi z całego powiatu i okolic. Kurpianki przywoziły lniane samodziały, tkane w kraciaste wzory.

Mówiły dialektem kurpiowskim, tak charakterystycznym przy wymowie miękkich głosek wargowych jak psiwo, śklunka, mniasto itp.

Znam piosenkę kurpiowską:
Gdybyś mni Jasiu kołecke kupsił
Jo bym ci psędła, ty byś me lubził. 


I kolędę:
Gdybyś sie Jezu u nos narodziuł
Nigdy byś sie tela głosu nie namorzuł
Na kożde śmniedanie mnioł byś przysmazane
Z masłem bułecke, psiwa śklunecke,
Na obziad byś mnioł kase jaglane
Tłustem rosołkiem smacnem polane
Soperek z gęsino, brukiew z kopozino,
Z imbzirem flaki, same przysmaki.

Jak one przeciągały śpiewnie ostatnie słowa w każdym wierszu! Chłonęliśmy ten folklor razem z kurzem ulicznym. Nadal jarmarki urzekają mnie barwnością, rozgwarem, specyficzną atmosferą podniecenia, na przecież nasze niosły swą sławę od początków XV wieku i im zawdzięczało miasto swój początkowy rozkwit.
(...)

Takie gminy jak Baranowo, Jednorożec, Zaręby - to Kurpie i od nich przejęliśmy coś o wiele cenniejszego niż folklor.

Przejęliśmy dużo z cech charakteru tego ludu, wychowanego w puszczy, nawykłego do niewygód, zaprawionego w łowach, pracowitego, a jednocześnie cichego i skromnego. Jest takie porzekadło "twardy jak Kurp, co nawet gwóźdź strawi".

Jesteśmy spadkobiercami cech charakteru aliansu Kurpiów z drobną szlachtą zagonową i Mazurami z Warmi, z którymi nasi dzielni pradziadowie i urocze prababki spotykali się na słynnych jarmarkach.
(...)
Przasnysz, rynek w latach dwudziestych XX w. Zbiory Muzeum Historycznego w Przasnyszu. Źródło: Misjonarze i Barbarzyńcy. Opowieści o codziennym życiu przasnyskiego ogólniaka w latach 1923–2005, zebr. i oprac. M. Bondarczuk, Przasnysz 2006.
--------------------

Na takie jarmarki zjeżdżały się setki wozów gospodarczych na sprzedaż swoich produktów spożywczych, oraz bydła, koni, trzody chlewnej, zboża i różnych swoich wytworów, a inni - żeby zakupić od sprzedających, albo dokonać zakupów w sklepach różnych branż. Inni przyjeżdżali dla ciekawości, ażeby spotkać się ze znajomymi, pogawędzić, dowiedzieć się cen zboża, koni, bydła, trzody chlewnej, oraz zajść do restauracji ze znajomymi na popitkę, dowiedzieć się jaki był popyt na różne produkty handlowo-spożywcze, oraz był jeszcze jeden typ jarmarczny - to różni fakterzy, pośrednicy, doradcy z wyliczeniem, że może wpadnie jaki grosz do kieszeni.

Każdy taki jarmark nie obędzie się bez przyjezdnych typów: oszustów, kieszonkowców, złodziei, którzy mają jako zawodowy proceder, ten wykonując nic nie robiąc tylko z tego żyją, jako urodzeni w niedzielę lub mając dwie lewe ręce.

Również jarmark nie może się obejść bez udziału cyganów, wróżbitów itp. typów.

Jarmark odbywał się w różnych dzielnicach miasta: sprzedaż i kupno koni i bydła odbywała się na specjalnej targowicy między szosą Mławską a Ciechanowską, natomiast handel trzodą chlewną na placu przy ulicy Leszno, potocznie zwaną "trójką". Reszta handlu odbywała się na Rynku przasnyskim i przyległych uliczkach do Rynku.

Oddzielne miejsce bliżej chodnika, a nawet na samym chodniku sprzedawano produkty mleczarskie i jajka. Z boku szedł handel drobiem, gdzie odzywały się wrzaskliwe kaczki, kury, gęsi czyli każde na swój specyficzny ton.

Handel zbożem miał miejsce na ulicach przyległych do Rynku, gdyż tam stały wozy, które swobodnie dowozić mogły do składnic zbożowych lub do młynów.

Kurpie dostarczali również swoje wyroby rolno-gospodarskie jak: grabie drewniane, trzonki - kosiska do kos, oryginalne baty plecione z korzeni drzew sosonowych, drewniane brony, a zęby ich łącozne korzeniami, które dzisiaj można oglądać tylko w skansenach - muzeach w Kadzidle, Myszyńcu lub Nowogrodzie.

Swoje miejsce miały kurpianki ze swoimi samodziałami w postaci lnianego płótna bielonego na słońcu cieńszego lub grubszego. Duży popyt miały oryginalne barwne lniane chodniki, róźnych serwet; lnianych, ozdobionych kolorowymi wstawkami nicianymi oraz wełnianych kolorowych samodziałów na suknie, lub jako narzuty łóżka lub kanapy, na których przeważały kolory zielony i czerwony.

Oddzielne miejsce miały wyroby garncarskie: różne donice, garnki, dzbanki, dwojaczki, a nawet widziałem trojaczki bardzo efektownie połączone, donice kwiatowe itp. Na jednej z uliczek przyległych do Rynku ustawiono wyroby bednarskie jak: dębowe beczki do kiszenia kapusty, szafłiki, wiadra drewniane do studzien żurawiowych specjalnie i odpowiednio okutych dzieże do ciasta chlebowego, kiżanki do robienia masła, niecki do ciasta, sita różnej wielkości i z różnymi wymiarami oczek.

W pobliżu znajdowały się wyroby kołodziejskie: gotowe wozy gospodarskie, gotowe koła różnej wielkości bez okucia, dyszle do wozów lub bryczek, orczyki różnych wymiarów, oraz tak zwane wagi do wozów itp.

Wyroby rymarskie były rozwieszane na drągach opartych na dwóch koziołkach, a było tam można kupić całe uprzęże, oddzielne chomąta, lejce tzw. szleje, kantary skórzane i parciane.

Na takich samych drągach rozwieszona była tandetna odzież męska, jak gotowe ubrania, palta, pojedyncze spodnie, oraz na oddzielnych drągach wisiały na ramiączkach gotowe sukienki róznokolorowe, bluzki, palta itp.
Przasnysz, 1926 r. Źródło: Przasnysz - dawniej i dziś (zbiory Marka Gadomskiego).
Swoje miejsce mieli szewcy - również na drągach gotowe buty skórzane z cholewami, kamasze, pantofle męskie i damskie, jako mniej spotykane w innych dzielnicach kraju tak zwane "korki" na drewnianych podeszwach o różnych wielkościach. 

Stolarze swoje wyroby zwykle ustawiali na jednej z bocznych ulic od Rynku, a były tam szafy, łóżka, krzesła, kredensy kuchenne, taborety, kołyski dziecinne itp. 

Na Rynku ustawiono różne tasy nakryte płachtami lub brezentem, w których sprzedawano słodycze, słodkie ciasta o różnym smaku, obwarzanki, pierniki, cukierki i Na innym tasie można było kupić dewocjonalia, zabawki dziecinne, trąbki, organki, bębenki, broszki, korale itp. to też w pobliżu tego tasu słyszało się granie organek, różne gwizdki, trąbienie, bębnienie, a wyżywała się w tym dzieciarnia.

Nawet powroźnicy mieli swoje miejsce na jednej z bocznych ulic. Wyrobami tymi trudnili się Żydzi.

Na chodnikach rynkowych oparte o ściany domów były obrazy w złotych ramach jako oleodruki przedstawiające rykowiska jeleni, amorów w akcji, widoki gór, różne bohomazy - kicze.

Na ustawionych stolikach sprawdzawano książki o słabej wartości literackiej. Sprzedający wygłaszał uświadamiającą mowę o kulturze literackiej, iż z książki dowiesz się kto był słynny detektyw Szerlog Holmes lub Rineldo Rynaldini. Wielkim popytem cieszyły się senniki egipskie lub inne książki brukowo-erotyczne, które najchętniej kupowały nasze nastolatki i to je cieszyło.

Jeden z handlarzy przywiózł w większej walizce dość dużą ilość kolorowych fig damskich. Miejsce handlu wybrał sobie przy chodniku najwięcej uczęszczanym. Wszedł na stołek, ażeby był dobrze widzianym z włożoną różową figą na głowie i podniosłym głosem zaofiarował swój towar - "damskie wygody na wesela chrzciny, imieniny, okazja jedyna do wyboru... do koloru... po złotówce... po złotówce... walta się ludzie..." Slogan ten powtarzał co jakiś czas. Towar ten miał powodzenie nie tylko u płci pięknej, ale nawet mężczyźni stateczni podchodzili więcej dyskretnie i kupowali po parę sztuk, nie mówiąc o kawalerach. (...)

Na innym stoliku sprzedawano maście na odciski i inne dolegliwości, ekspeler przemycany z Prus Wschodnich. Gdy do stolika zbliżał się policjant, niedozwolone leki na sprzedaż znikały ze stolika do walizki. Handlem tym również trudnił się pracownik drogowy Dębek. Obok tego stolika stał człowiek z butelkami w ręku oświadczając pijawki... pijawki... pijawki... na spuszczanie krwi.

Przy następnym stoliku sprzedawano klej do sklejania potłuczonych talerzy, misek, dzbanków fajansowych i porcelanowych. Na prawdziwość działania kleju do porcelanowego sklejonego talerza uwieszono ciężarek dwukilogramowy. Klej w tubkach miał powodzenie. 

Jarmark byłby nieważny gdyby nie było gry w trzy karty. Czerwona wygrywa, czarna przegrywa. Dziwne, że ludek nasz pozwołil oszukiwać się kanciarzom oszustom. Procederem tym trudnił się znany mi sąsiad I.L.

Dla rozweselenia spacerujących po chodnikach Rynku przygrywała katarynka z papugą na łańcuszku, która za odpowiednią opłatą wyciągała przepowiednię. Klientami papugi były przeważnie panie i podlotki płci pięknej. Melodię jedną i tą samą katarynki słyszało się w ciągu całego dnia, aż do znudzenia. Inną grą była gra - do spodu okrągłego stolika zainstalowano ruchomy wąski pręcik ze strzałką. Na stoliku ustawiono figurki gipsowe, cenniejsze na środku, a na brzegach stolika tańsze. Za odpowiednią opłatą po zakręceniu pręcika i okręceniu się parę razy, jeśłi strzałka zatrzyma się przy figurce, kręcący otrzymuje ją bezpłatnie. Wiadomo, wszystko to kant - oszustwo naszego naiwnego ludka. (...)
Przasnysz, ok. 1925 r. Źródło: Przasnysz - dawniej i dziś (zbiory Marka Gadomskiego).
Na końskim targowisku podsłuchana rozmowa: "Siła chcecie za tę chabetę?" - włąsciciel konia odpowiada - mam do sprzedania konia, a nie chabetę. Obraza właściciela konia. Wdaje się do rozmowy pośrednik... następuje targ... wzajemne bicie w dłonie, targ trwa dluższy czas z mocniejszym biciem w dłonie, jedna strona odstępuje od ceny, a druga dodaje, aż w końcu dochodzi do zgody... targ ubity... następuje jeszcze próbny bieg konia. Trzeba było widzieć, ile było wzajemnego bicia w dłonie jednej i drugiej strony. Pośrednik domaga się litkupu, który następuje w restauracji p. Nowickiego, która znajduje się w Rynku w domu Józefa Góralskiego. (...)

Po zakup trzody chlewnej przyjeżdżało z Warszawy samochodami ciężarowymi dużo handlarzy, którzy decydowali o cenie żywca. Miejscowym rzeźnikom nie byli na rękę konkurenci warszawscy, gdyż oni to podnosili cenę żywca. 

(...) Każdy jarmark przysparzał znaczny obrót handlowy sklepikarzom przasnyskim. (...)

Podczas jarmarków duże powodzenie miały dwie restauracje w Rynku p. Nowickiego i p. Jesionka oraz Łady róg ulicy 3-go Maja i Królewieckiej, gdzie gromadziło się lepsze towarzystwo, a wódzia miała jeszcze większe powodzenie. Dla uprzyjemnienia gościom pobytu w restauracjach na czas jarmarków restauratorzy wynajmowali muzykantów. 

Niejednokrotnie obserwowałem jarmarki w Przasnyszu i nie spotkałem wypadku bójki... awantury... lub jakiegoś zajścia, gdzie musiałaby interweniować policja.

Swoje powodzenie miały trzeciorzędne herbaciarnie lub piwiarnie, gdzie gromadzili się Kurpiki lub mniej założni gospodarze, a posilali się swoimi produktami, a jedynie popijali herbatą, piwem lub przyniesioną ćwiarteczką.

(...) Charakterystyczne (...) jest to, że podczas jarmarków przasnyskich nie było wypadku, ażeby jakiegoś produktu zabrakło w restauracji, piwiani lub herbaciarni. Piekarze i rzeźnicy przygotowali taką ilość swoich wyrobów, ażeby na największą ilość uczestników jarmarcznych wystarczyło. 

Na jarmarki w Przasnyszu przyjeżdżali Kurpie z odległości_ 40-50 kilometrów ze swoimi wyrobami lub po kupno potrzebnego materiału i towaru. 

Jarmarki odwiedzane były przez przasnyskie ziemiaństwo, celem zorientowania się w cenach zwierząt domowych zboża itp. oraz przeprowadzenia pertraktacji lub umowy na większe dostawy. 

Byli również swego rodzaju uczestnicy jarmarczni, którzy przyjechali tylko dla ciekawości zobaczyć się ze znajomymi, dowiedzieć się cen różnych artykułów rolno-spożywczych, zboża, jaki popyt był na konie, bydło, trzodę chlewną, na wypicie ze znajomymi tradycyjnej pół litrówki jarmarcznej, pozbierać różne nowości, plotki, kto będzie się żenił, ile posagu otrzymuje panna, o zapisach rejentalnych dla synów lub córek, jakie i kto otrzyma dożywocie itp.

Tymi sprawami interesuje się chłopo-szlachta wiejska.
Przasnysz, 1940 r. Źródło.
Jarmarki służyły również do odwiedzin, zmówień, kojarzenia się młodych par młodzieży wiejskiej. W godzinach popołudniowych chodniki Rynku i przyległych ulic byly promenadą młodzieży, z obserwacji widziało się u tych młodych ludzi zadowolenie i radość życia. Więcej rozmarzone pary chcąc odbyć intymne rozmowy zaszywały amię w kącikach parku przasnyskiego, zwanego popularnie "Rzędówką ", gdzie im nikt nie przeszkadzał. 

Tam były, być może, różne wyznania, a nawet "kocham cię", czy to był zwykły slogan czy też uniesienie miłosne, to oni tylko wiedzieli. 

Zbliża się wieczór, większość gospodarzy zbiera się do powrotu domowego. Wszystkie drogi z Przasnysza zapełniają się furmankami z towarzystwem o różowych humorach, bo wypita gorzałka dodaje animuszu. Następują wyścigi, wymijania się furmanek, kto pierwszy? kto ma lepszą wprawę w łejcach? kto ma szybsze konie? Czasami przewrócony wóz znajduje się w rowie. (...) Przoduje w tych wyścigach młodzież. Ambicja szlachecka... stoi zawsze na pierwszym miejscu. 

Ze zmrokiem Rynek i przyległe uliczki pustoszeją. Handlarze ładują na wozy niesprzedany towar i odjeżdżają do domów z myślą szykowania sie do wyjazdu na jarmark w innej miejscowości.

Jarmark przasnyski w większości dla sprzedających jak i kupujących był zawsze dla obu stron korzystny i pewną atrakcją.

Następnego dnia Rynek jak i przyległe ulice przedstawiają żałosny widok, wszędzie mnóstwo papierów, śmieci, nawozu końskiego, słomy itp. nieczystości. 

Następnego dnia po jarmarku przedsiębiorca oczyszczania miasta zabiera się do robienia porządku. Posiada on odpowiednią umowę z Zarządem Miejskim za oczyszczanie i zabranie nawozu końskiego. Zarząd Miejski oblicza zyski i korzyśco za prawo wjazdu do miasta, za płace handlowe oraz wystawione świadectwa pochodzenia zwierząt. 

Przasnysz, 1939–1945. Źródło: Przasnysz - dawniej i dziś (zbiory Marka Gadomskiego).

Bibliografia:
Źródła:
I. Prasa:
"Dziennik Urzędowy Guberni Płockiej", 1851, 2, s. 2;
Stan naszego dobytku kulturalno-społcznego. W Przasnyskiem, "Goniec Mazowiecki", 1 (1923), 2, s. 3-4.

II. Wspomnienia:
H. Ostaszewska, Pamiętnik Przasnyski, [w:] Pamiętnik Przasnyski, t. 1, Przasnysz 1977–1978, s. 130–131, 140.
J. Śmieciński, Moje wspomnienia o Przasnyszu i powiecie przasnyskim w latach 1920–1945, [w:] Pamiętnik Przasnyski, t. 2, Przasnysz 1977–1978, s. 19–29.



Do następnego!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza