17 maja 2013

HISTORIA HERBÓW




Jako że nie mam dość, kolejny post o herbach! :) :) :)

Zapraszam! :)



POCZĄTKI HERBÓW RYCERSKICH W POLSCE

Gdy na zachodzie Europy w połowie XII w. kształtowała się heraldyka, a powstające we Francji trzynastowieczne kroniki wymieniały już po kilkadziesiąt herbów używanych przez szlachetnie urodzonych, w Polsce nie istniały jeszcze stylizowane znaki rycerskie. I owszem, poszczególni rycerze używali na pieczęciach, a być może i na tarczach czy chorągwiach, pewnych symboli. Nie możemy ich jednak, w myśl przytoczonej wcześniej definicji, nazwać herbami. Były to najczęściej różne układy kresek, pozbawione tarczy heraldycznej, a ryte bezpośrednio w polu pieczęci. Stąd pieczęcie właśnie są podstawowym źródłem dla historyków, zajmujących się początkami polskiej heraldyki. Najstarsza z nich, należąca do komesa Imbrama ze Strzegomia, syna Gniewomira, pochodzi zapewne jeszcze z końca XII stulecia. Znamy ją jednak z odcisku z 1239 r., kiedy to służyła synowi Imbrama Pawłowi. Według opisu Franciszka Piekosińskiego przedstawia ona: „niby dwie podkowy lub ucha kotłowe, jedno nad drugiem barkami na dół zwrócone, krzyżem pośrodku połączone”1. Późniejsza pieczęć Mikołaja Polaninowicza, pochodząca z dokumentu z 1220 r., w polu zawierała monogram IHC2.



Pieczęć Imbrama ze Strzegomia

Z tego samego roku pochodzą odciski pieczęci dwóch innych możnowładców: Marka, wojewody krakowskiego, przodka późniejszego rodu pieczętującego się herbem Gryf, przedstawiająca majuskulne uncjalne M z zaćwieczonym u góry krzyżykiem oraz komesa Budziwoja, wyobrażająca odwróconą literę N3. Podobne przykłady można mnożyć, tak bowiem wyglądały najstarsze znaki używane przez polskie rycerstwo.
Ich geneza jest dyskusyjna. Swego czasu karierę robiły teorie głoszące ich bezpośrednie pochodzenie od run (pogląd taki promował też często przywoływany tu Franciszek Piekosiński4), sarmackich tamg czy prasłowiańskich stanic5. Niekiedy też dopatrywano się w tych znakach, później przejętych przez herby, reliktów kultury dawnych Słowian6 czy śladów dawnej organizacji plemiennej7. Wreszcie w części z nich widziano stylizowane monogramy. Dziś jednak heraldycy nie wypowiadają się tak kategorycznie, pozostawiając kwestię ich pochodzenia otwartą.


Pieczęć Marka, wojewody krakowskiego, i podobne znaki na pieczęciach Marka II, także wojewody krakowskiego, Michała, kasztelana krakowskiego oraz Klemensa, kolejnego wojewody krakowskiego

Znakom tym daleko jeszcze było do funkcjonowania na zasadach podobnych do herbów: tylko nieliczne z nich były dziedziczne, choć zdarzały się przypadki przekazywania tłoku pieczętnego z ojca na syna. Miały one charakter przede wszystkim osobisty i nie wiemy, czy odgrywały jakąś rolę poza uwierzytelnianiem dokumentów. W literaturze przedmiotu zwane są one „znakami przedheraldycznymi”.
Polscy heraldycy długo nie mogli dojść do porozumienia w sprawie ich funkcjonowania. Franciszek Piekosiński utrzymywał, iż były to już herby, funkcjonujące jednak nieco inaczej niż w czternastym wieku. Inaczej Antoni Małecki, protagonista Piekosińskiego – w znakach tych widział jedynie symbole rozpoznawczo-własnościowe. I właśnie jego pogląd przyjął się w literaturze, z niewielkimi poprawkami wniesionymi przez Władysława Semkowicza, który stwierdził, iż prócz owych znaków kreskowych, osobisto-własnościowych, istniały także znaki wojskowe, pojawiające się na chorągwiach możnowładców, a zaczerpnięte często z bestiariuszy zachodnioeuropejskiej heraldyki, jak smoki, gryfy czy lwy8. Z tego twierdzenia wynikają dwa wnioski: po pierwsze elementy zachodnioeuropejskiej heraldyki musiały być już wówczas znane, po drugie zaś jej recepcja nastąpiła w momencie, gdy niektóre osoby czy rodziny dysponowały własnym znakiem przedherbowym. Rodzi się w związku z tym pytanie: dlaczego polskie rycerstwo tak długo „zwlekało” z przyjęciem znaków heraldycznych?
Wróćmy na chwilę do rozważań o początkach herbów europejskich. Jak pamiętamy, prócz tego, iż umożliwiały one szybką identyfikację rycerza na polu bitwy, stanowiły także symbol przynależności do rycerstwa, warstwy kształtującej się w opozycji do innych grup społecznych. Otóż w Polsce, w zależności od dzielnicy procesy, w wyniku których wytworzyła się ta warstwa społeczna, trwały od połowy XIII w. na Śląsku do połowy XIV w. na Mazowszu. W całym tym okresie rycerstwo nie było jeszcze stanem zamkniętym, a w źródłach od czasu do czasu pojawiają się tzw. milites creati, tj. osoby nie urodzone, a „uczynione” rycerzami. Wielu spośród tych ostatnich nie utrzymało zresztą swego wysokiego statusu i uległo pauperyzacji, podobnie jak inne, posiadające starszą metrykę, grupy wojów – np. panosze. Właśnie chęć ograniczenia dostępu do stanu rycerskiego dla ludzi niższego urodzenia powodowała, jak już wcześniej powiedziano, poszukiwania desygnatu przynależności stanowej. Gotowe wzorce takich znaków – herbów – przynieśli ze sobą przybysze z Zachodu, którzy pojawili się w Polsce na wezwanie władców zmierzających do reformy swych ziem. Najpierw pojawili się oni na Śląsku. Tam też widać najwcześniejszą recepcję  heraldyki zachodnioeuropejskiej.


Pieczęć śląskiego rycerza Zbrosława z lat 30. XIII wieku jest jednym z najstarszych, na ziemiach polskich, przykładów nawiązań do heraldyki zachodnioeuropejskiej

Jednak przyjęcie herbów nie odbyło się wprost, nie było jedynie przeniesieniem na rodzimy grunt zachodnich obyczajów. Fuzja heraldyki zachodnioeuropejskiej i miejscowej tradycji spowodowała, iż w Polsce herby funkcjonowały na innych zasadach niż w pozostałych państwach europejskich. Ogromną rolę w kształtowaniu się tej specyfiki odegrały silne wówczas więzi genealogiczne, rodowe. Opierały się one na świadomości pokrewieństwa, wspólnym prawie do ziemi, kulcie przodków, a także wzajemnych powinnościach członków rodu, jak wróżda (czyli obowiązek pomszczenia zabitego krewniaka) czy opieka nad nieletnimi. Właśnie na okres od połowy XIII w. przypada kształtowanie się polskich rodów rycerskich. Jak już wspomniano, proces ten w przypadku rodzin mniejszych sięgał głęboko w XIV w.9 Ówczesne rody były to organizmy krewniacze zwarte, o znacznej solidarności widocznej na niwie politycznej. Grupowały krewnych pochodzących często od jednego protoplasty, choć nie można wykluczyć, że czasem, szczególnie w przypadku rodów możnowładczych, trafiały w ich szeregi osoby uboższe, na zasadzie klienteli, a także blisko związani z daną rodziną powinowaci. Odwrotnie w przypadku rodów średnich i małych, które mogły się łączyć dla osiągnięcia pewnego celu politycznego. Wyróżnikiem tych właśnie wspólnot stały się przejęte pod wpływem kultury zachodniej herby10. Jedną ze specyficznych cech polskiej heraldyki rycerskiej jest fakt, że tak jak na Zachodzie herb należał do osób i rodzin, tak w Polsce to osoba czy rodzina należała  “do herbu”, tj. wspólnoty rodowej posługującej się takim samym znakiem. Powodowało to praktyczne konsekwencje dla naszej heraldyki. Przede wszystkim ograniczenie – w porównaniu z Europą Zachodnią – liczby herbów. W średniowiecznej Polsce naliczono około 270 herbów11, podczas gdy w średniowiecznej Francji były ich tysiące. I kolejna rzecz: widoczna początkowo tendencja do unifikacji znaku wewnątrz rodu, powodująca eliminację idywidualnych odmian.
Stąd też proces heraldyzacji polskiego rycerstwa musiał przebiegać nieco inaczej niż na Zachodzie. Zdaniem J. Łojki fazą przejściową od godeł osobistych,  służących tylko jednej osobie, do heraldycznych, używanych przez rodzinę bądź cały ród, było pojawienie się w jednej z gałęzi rodu znaków, wykazujących podobieństwo z późniejszym herbem12.
Spróbujmy prześledzić ten proces na podstawie kilku przykładów.
W 1259 r. Sławnik, protoplasta rodu Pałuków, użył pieczęci wyobrażającej w polu zwróconą w lewo siekierkę bojową, z obuchem wyciętym w dwa języczki Był to jeszcze niewątpliwie jego znak osobisty. Najstarsza zachowana pieczęć, przedstawiająca już herb całego rodu Pałuków, a należąca do Zbyluta kasztelana nakielskiego, jest o niemal sto lat późniejsza (pochodzi z 1343 r.), a wyobraża również zwróconą w lewo siekierkę, z krzyżykiem na obuchu. Po 1343 r. nie spotykamy na pieczęciach współrodowców Zbyluta innych znaków. Proces jego kształtowania się trwał niemal sto lat. Jednak to nie koniec ewolucji. Ponieważ w zjednoczonym królestwie ostatnich Piastów Pałukowie zaczęli tracić na znaczeniu, w odróżnieniu od używającego podobnego godła małopolskiego rodu Toporów, już w końcu XIV w. herb Pałuka zaczął upodabniać się do znaku używanego przez małopolskich możnowładców. Świadectwem tego procesu jest pieczęć należącego do rodu Pałuków Sędziwoja z Szubina z 1376 r. W konsekwencji herb Pałuka zanikł. Jak widać, wpływ na kształt herbów miały także czynniki koniunkturalne.


Ewolucja znaku Pałuków: [od lewej] pieczęć Sławnika (XIII w.), Zbyluta kasztelana nakielskiego (1343 r.), Sędziwoja z Szubina (1376 r.), nieznanego przedstawiciela rodu Toporów (XIV w.)

Znacznie bardziej skomplikowany był proces kształtowania się herbu Pomian. Pierwsze znane wizerunki znaków, używanych przez przedstawicieli tego kujawskiego rodu pochodzą z początków XIV w. W 1306 r. do dokumentu wystawionego dla cystersów z Byszewa przywiesili swe pieczęcie dwaj Pomianowie: bracia Chebda kasztelan kruszwicki oraz Imisław, kasztelan michałowski, obaj ze Służewa. Na jednej z nich – zapewne Chebdy – widnieje najstarszy wizerunek niemal klasycznego herbu Pomian, tj. żubrza głowa z mieczem. Na drugiej natomiast znak kreskowy przypominający odwróconą literę N, której wierzchołki i podstawę zdobią krzyżyki. Co więcej, niemal z tego samego czasu (1308 r.) pochodzi pieczęć innego Pomiana, z tej samej, służewskiej gałęzi rodu, mianowicie Bronisza, wojewody brzeskiego. Jego sigillum zawiera trzy tarcze. Pierwsza z nich przedstawia znak kreskowy analogiczny jak na pieczęci Imisława, druga dwa półksiężyce, trzecia natomiast hełm z pióropuszem. Zdaniem J. Bieniaka, ów powtarzający się znak kreskowy to najstarsze, przedheraldyczne znamię Pomianów ze Służewa. Dwa pozostałe – żubrza głowa i dwa półksiężyce stanowią przykład poszukiwań heraldycznych w obrębie rodziny. Zwycięsko wyszedł z nich herb zawierający żubrzą głowę, co poświadczają pieczęcie Chebdy młodszego ze Służewa, syna wspomnianego już wojewody brzeskiego Bronisza z lat trzydziestych i czterdziestych XIV w.13


Pieczęć Imisława, kasztelana michałowskiego, brata Chebdy, przedstawiciela rodu Pomianów

Zwycięstwo godła przedstawiającego żubrzą głowę z mieczem w obrębie jednej rodziny nie oznaczało jednak przyjęcia tego znaku przez cały ród. Jeszcze w 1376 r. niewątpliwi współrodowcy Służewskich: Jasiek z Komierowa i Mikołaj z Lipia, rodzeni bracia, wraz z bratem stryjecznym Bogusławem z Obodowa, opieczętowali inny dokument dla klasztoru byszewskiego. Na pieczęciach Mikołaja i Bogusława, a więc braci stryjecznych, znajdowała się, znana nam już, żubrza głowa. Natomiast Jasiek Komierowski użył jako swego znaku gwiazdy. Różnica znaku zachodziła więc między rodzonymi braćmi!
Jak domyśla się J. Bieniak,  gwiazda stanowiła przejściowe godło rodzinne Komierowskich, konkurencyjne wobec żubrzej głowy Służewskich, zresztą wyraźnie przegrywające. Być może pieczęć Jaśka została odziedziczona przezeń po ojcu. Przyjęcie godła Służewskich przez komierowską linię rodu zbiegło się z okresem największych wpływów politycznych Chebdy młodszego ze Służewa. Zapewne to pod jego wpływem doszło do przyjęcia przez współrodowców wspólnego znaku.


Herb Pomian [drugi z prawej], na fryzie heraldycznym z klasztoru lądzkiego. 2. poł. XIV w.

Jeszcze inaczej wygląda historia godła małopolskiego rodu Lisów. Utrzymał on godło kreskowe – podwójny krzyż ze strzałą, pojawiający się na Śląsku już w trzecim dziesięcioleciu XIII wieku. Pierwotnie był on używany przez możnych panów z Wierzbna na Śląsku, na których pieczęciach utrzymał się on do początków XIV w. Jednak od połowy trzynastego stulecia możni śląscy zaczęli pieczętować się także innym znakiem: sześcioma liliami przedzielonymi poziomym pasem, które to godło z czasem stało się dominujące. Znak kreskowy przetrwał jednak w Małopolsce, gdzie poświadczony jest od drugiego dziesięciolecia XIV w. Być może odmiana godła miała podkreślić odrębność terytorialną śląskich możnowładców. Nie koniec to jednak zawirowań wokół godła małopolskich Lisów. Otóż wiemy, że w 1306 r. przedstawiciel tego możnego rodu Pakosław z Mstyczowa dysponował pieczęcią wyobrażającą gryfa. Jednak na nagrobku tego rycerza, zachowanym w klasztorze w Jędrzejowie, znajduje się tarcza z „klasycznym” herbem Lis. Zapewne użycie na pieczęci gryfa było próbą „europeizacji” godła, która nie zyskała, jak w poprzednich przypadkach, akceptacji współrodowców.


Herb Lis na pieczęciach panów z Wierzbna oraz małopolskiego rycerza Piotra z Gniewęcina

Zjawisko niezdecydowania heraldycznego, którego przykłady wyżej, przejawiające się w dylemacie: przy której wersji godła pozostać, dotyczyło nie tylko rycerstwa. Bardzo często spotykamy się z nim nawet wśród książąt piastowskich, poszukujących osobistego znaku. Przemysł I, książę Wielkopolski, w czasie swego panowania posiadał kilka tłoków pieczętnych, na których ukazywano go z różnymi godłami na tarczach. Pierwotnie używał, tak jak ojciec – Władysław Odonic, orła, później lilii heraldycznych, pasów, wreszcie lwa. Podobnie jego syn, książę, a później król Przemysł II, dość długo wahał się pomiędzy orłem a lwem, używanym także przez jego stryja Bolesława Pobożnego.


Pieczęcie księcia Przemysła I

Zdaniem heraldyków przechodzenie od znaków osobistych do herbów dokonywało się dwiema drogami: bądź to poprzez przekształcenie dawnego przedherbowego znaku i nadanie mu postaci w pełni przedmiotowej, bądź też przez odrzucenie dawnego godła i przyjęcie nowego znaku. Przykładem pierwszego rozwiązania może być herb Pobóg, który pierwotnie pojawia się  – w połowie XIII wieku – na pieczęciach Mściwoja i jego syna Mikołaja jako znak kreskowy: krzyż położony na półpierścieniu, by w drugiej połowie XIV wieku przybrać formę krzyża na podkowie. Z drugim rodzajem przemian mamy do czynienia choćby w przypadku Pomianów. Próbą pójścia „drugą drogą” było też nieudane przedsięwzięcie Pakosława z Mstyczowa. Lisowie pozostali zresztą przy starym godle, wybierając tym samym trzecie rozwiązanie.
Nauka wyróżniła dwa rodzaje polskich herbów rycerskich: zachodnioeuropejskie i rodzime. Ten drugi rodzaj to właśnie herby, w których, podobnie jak w przypadku Lisa, nie doszło do większych zmian w porównaniu z godłem kreskowym. „W końcu XIII w. kreskowe godła jednych rodów i zachodnie innych pełniły już zapewne analogiczną rolę” uważa J. Bieniak14. Dopiero następne dziesięciolecia przyniosły wzrost liczby drugiego rodzaju herbów, zresztą kosztem pierwszych.
Wybór godła nie kończył zresztą procesu tworzenia się herbu. Równolegle kształtowały się jego barwy, przez pewien czas służące zapewne jako wyróżnik terytorialnego pochodzenia rodziny. Bardzo skomplikowanym procesem było także kształtowanie się nazwy herbu, często różnej w różnych dzielnicach. Te długotrwałe przemiany spowodowały, mimo że polskie herby spotykamy w herbarzach zagranicznych, a przy dworze Władysława Jagiełły działali heroldowie, to najstarszy polski herbarz powstał dopiero w połowie XV stulecia, pod piórem znakomitego historyka Jana Długosza. Jego Klejnoty na długo zaważyły na kształcie polskiej heraldyki.


Czternastowieczna ilustracja do Legendy św. Jadwigi, ukazująca bitwę pod Legnicą oddaje realia swych czasów: większość śląskich rycerzy posiada na tarczach herby



1 F. Piekosiński, Pieczęcie polskie wieków średnich,  Kraków 1896, s. 36.
2 Ibidem, s. 58.
3 Ibidem, s. 57.
4 Ibidem; idem, Heraldyka polska wieków średnich, Kraków 1896; 1901.
5 P. Dudziński, Alfabet heraldyczny,  Warszawa 1997, s. 208–220.
6 M. Cetwiński, M. Derwich, Herby, legendy, dawne mity, Wrocław 1987;  M. Cetwiński, Hieroglify kultury słowiańskiej. Heraldyka w poglądach Zoriana Dołęgi Chodakowskiego, Genealogia 2, Wrocław 1992.
7 P. Dudziński, op.cit.,  s. 220.
8 J. Bieniak, Heraldyka polska przed Długoszem, [w:] Sztuka i ideologia XV w., pod red. P. Skubiszewskiego, Warszawa 1978, s. 187.
9  J. Bieniak, Rody rycerskie jako czynnik struktury rycerskiej w Polsce, [w:] Polska w okresie rozdrobnienia feudalnego, pod red. H. Łowmiańskiego, Wrocław 1973, s. 171 i n.
10 Szeroko  ibidem, passim; idem, Jeszcze w sprawie genezy rodów rycerskich w Polsce, [w:] Społeczeństwo Polski średniowiecznej, t. V, Warszawa 1992, passim.
11 J. Szymański, Herbarz średniowiecznego rycerstwa polskiego, Warszawa 1993, s. 5.
12 J. Łojko, Średniowieczne herby polskie, Poznań 1985, s. 56.
13 J. Bieniak, Heraldyka polska..., s. 189.
14 J. Bieniak, Heraldyka polska..., s. 192.


HERBY RYCERSTWA I SZLACHTY

Polska za panowania Jagiellonów stanowiła niekwestionowaną potęgę europejską: nawet Jan Długosz  niezbyt skromnie uważał, że Królestwo Polskie jest drugą po cesarstwie rzymsko-niemieckim monarchią jego czasów. Nic więc dziwnego, że wielu heroldów europejskich XV stulecia starało się zdobyć informacje na temat herbów używanych przez rycerzy tej sławnej krainy. Temu właśnie zawdzięczamy, że herby polskie trafiły do zachodnioeuropejskich ról herbowych, z których najsławniejsze  to herbarze Gelrego, Złotego Runa (Toison d Or), Bellenville czy znajdujący się obecnie w Szwecji  Codex Bergshammar. I tak jak pierwszy z nich, tzw.Wapenboek herolda Geldrii Gelrego, z końca XIV stulecia, zawiera jedynie 18 herbów polskich, to powstały w latach trzydziestych burgundzki herbarz Złotego Runa ukazuje już 65 herbów pochodzących z monarchii jagiellońskiej. Wyraźnie widać, że wzrost znaczenia politycznego Polski: pokonanie Krzyżaków i unia z Litwą, zaowocował również zwiększonym zainteresowaniem jej heraldyką.


Herby polskie w herbarzach zachodnioeuropejskich


   Tymczasem w Polsce, gdzie końca dobiegały procesy związane z heraldyzacją, pierwszy herbarz znamy dopiero z drugiej połowy XV w. Były to oczywiście słynne Długoszowe Insignia seu Clenodia. Ale czy na pewno?
Wspomniano już, że z czasów Jagiełły znamy polskich heroldów, zwanych Polanlant. Podjęte wówczas próby wprowadzenia do Polski tej instytucji nie powiodły się, być może jednak jest to ślad działań mających na celu kodyfikację polskiego zasobu herbowego. Jak pamiętamy, do obowiązków herolda należało bowiem spisywanie herbów panów i rycerstwa i to nie tylko z terenu danej monarchii. Adam Heymowski, jeden z najwybitniejszych polskich heraldyków, zaproponował hipotezę, że jeszcze przed Długoszem funkcjonowały w Polsce „przypadkowe i nieoficjalne” role herbowe, które znane były również na Zachodzie.
Powstały w latach 1462–1480 herbarz Jana Długosza wywarł ogromny wpływ na kształt polskiej heraldyki. Powielany do dziś, mimo iż nie znamy oryginału – zachowało się aż siedem jego odpisów – stanowił punkt odniesienia i autorytet w sprawach heraldycznych. Jest to jednocześnie dzieło specyficzne: inaczej niż herbarze zachodnioeuropejskie nie operuje on obrazem, prezentując jedynie opisy herbów. W Klejnotach zostało opisanych 71 herbów rycerskich (przy czym w kopiach późniejszych liczba ta się zwiększa), 17 herbów ziemskich, 4 herby kapitulne i herb państwowy. Co ważne, herbarz nie ogranicza się do ich opisu, zawierając także dane genealogiczne, oraz, często złośliwą, charakterystykę rodu, rzucającą światło na charakter czy usposobienie rodowców. Dzięki temu herbarz Długosza to nie tylko rola herbowa, ale też najdawniejsze zestawienie genealogii polskich rodów rycerskich, a jednocześnie pierwowzór późniejszych polskich herbarzy, których cechą specyficzną były właśnie, pomijane na Zachodzie, informacje genealogiczne, niekiedy bardzo rozbudowane.


Zespół herbów z gotyckiego kościoła w Żarnowie

Zetknięcie z heraldyką zachodnioeuropejską podkreśliło specyfikę polskich stosunków. Co prawda spośród około 120 herbów, które przetrwały od średniowiecza po dziś dzień, jedynie ok. 30% posiada godła wywodzące się od własnościowych znaków kreskowych, gdy pozostałe 2/3 ma godła znane w całej Europie, to zaskakująca jest niewielka liczba samych herbów. Wynika to, jak już powiedziano, z tego, że jednego herbu używał najczęściej jeden ród heraldyczny, tworzony przez wiele rodzin o różnych nazwiskach. Na przykład herbu Jastrzębiec używało prawie 700 rodzin, Nałęcza około 350, Awdańca, Jelit czy Lisa po ok. 2501. Ta niewielka liczba znaków umożliwiła inną charakterystyczną cechę polskiej heraldyki średniowiecznej – otóż każdy herb posiadał własną, specyficzną nazwę, podczas gdy na Zachodzie do jego określenia używano nazwiska właściciela. Nazwy te często wywodziły się od zawołania – proklamy. Było to znamię głosowe herbu, w wielu przypadkach znacznie wyprzedzające swój graficzny odpowiednik. Służyło do nawoływania się rycerzy jednego znaku na polu bitwy, ale też znamy jego bardziej prozaiczne zastosowania: choćby zwoływanie pewnej społeczności w razie grożącego jej niebezpieczeństwa. Zawołania były krótkie, często związane z imieniem (np. Amadej), przezwiskiem czy miejscem pochodzenia właściciela herbu (Doliwa). Były to wreszcie okrzyki bojowe (np. Biją w łeb; Po trzy na gałąź), niekiedy żartobliwe (np. Na piwo) czy symboliczne (np. Krzywda, Ostoja).
Inną cechą naszej heraldyki było funkcjonowanie tzw. odmian herbowych. Pamiętamy, że w okresie kształtowania się polskich herbów ograniczano różnorodność znaków używanych przez członków rodu na rzecz jednego dla całej wspólnoty. Z czasem sytuacja uległa zmianie. Poszczególne linie rodu, dochodząc do urzędów czy majątku, pragnęły podkreślenia swej odrębności. Odmiany wynikały także z innych względów: często stosowano je w przypadku nobilitacji, a mogły być też wynikiem zwykłej niewiedzy bądź niedbalstwa, których efekty z jakichś względów uległy utrwaleniu. Na Zachodzie w takiej sytuacji sięgano po prostu po inny herb. W Polsce istniejące już znaki odmieniano poprzez np. zmianę barw, dodanie do godła krzyża czy gwiazd, łączenie dwóch czy trzech godeł, wreszcie odmianę klejnotu.
Specyfika polskiej średniowiecznej heraldyki rycerskiej polegała też na stosunkowo niewielkiej roli, jaką odgrywały w niej barwy. Stąd właśnie tak znikoma liczba używanych przez nią figur zaszczytnych, będących w istocie barwnymi zgeometryzowanymi plamami. Tak skonstruowane znaki pozbawione barw traciły na swej indywidualności. Nasi przodkowie woleli w tym wypadku stosować jako godła konkretne przedmioty. Dlatego też niektóre herby uznawane za barwne odmiany (różniące się jedynie barwą pola czy godła) mogą być świadectwem jednej z faz kształtowania się herbu.
Wreszcie bardzo rzadko mamy do czynienia z podziałami tarczy heraldycznej. Większość znanych już w średniowieczu herbów wielopolowych ma zachodnioeuropejską genezę2. Polski obyczaj heraldyczny różny był od zachodniego również z tego względu, że po wygaśnięciu rodu herb nie przechodził na dziedziców razem z dobrami.


Herby (od lewej): Poraj,  Nałęcz i Orzeł Biały na późnośredniowiecznej chrzcielnicy

Wraz z rozwojem społeczeństwa stanowego, na progu epoki nowożytnej herby zmieniały swą społeczną funkcję: w coraz większym stopniu jako oznaki przynależności do stanu szlacheckiego, stając się oznaką przywilejów przysługujących jego właścicielowi. Późnośredniowieczny herb to już nie tylko wojskowy znak rozpoznawczy, lecz może bardziej znak własnościowy umieszczany na przeróżnych przedmiotach, mający świadczyć o prestiżu ich właściciela. Herby umieszczano na fundowanych relikwiarzach i naczyniach liturgicznych, a także na tablicach erekcyjnych kościołów3.


Tablica erekcyjna kościoła w Drzewicy. Towarzyszą jej herby Ciołek i Gryf

   Wiek XVI przyniósł zasadnicze zmiany w polskiej heraldyce rycerskiej. Z jednej strony zakończył się proces heraldyzacji znaków rycerskich, z drugiej natomiast położono podwaliny pod jej nowe kształty – zatarty został specyficzny charakter średniowiecznej heraldyki polskiej, która od tego czasu poddała się prawidłom ogólnoeuropejskim4. Przemiany te dotknęły zarówno istniejące, jak dopiero co tworzone herby. Ich przejawem jest choćby zanik zawołań w przypadku „starych” herbów.
   Najwięcej jednak niespotykanych dotąd elementów przyniosły, tworzone na potrzeby nobilitacji, nowe herby.  Jak wyliczył J. Szymański, zasób herbów polskich do końca XV w. wynosił 269, z tego ponad 100 w końcu tego stulecia już nie funkcjonowało. Z XVI w. znamy aż 523 herby. W ciągu tego stulecia pojawiło się więc ponad 300 nowych znaków heraldycznych5.  Nowe herby funkcjonowały jednak już na nowych regułach: używane były nie przez rody, ale przez pojedyncze rodziny. Dlatego też rzadko uzyskiwały własną charakterystyczną nazwę, częściej przyjmując nazwisko właściciela. Nowinki objęły również zasady ich konstruowania. Było to konsekwencją wprowadzenia drogą nobilitacji lub indygenatu herbów obcych, budowanych według zasad nie znanych dawnej polskiej heraldyce, które były niekiedy projektowane na dworze cesarskim czy we Włoszech. Na większą skalę zaczęto wówczas wykorzystywać podziały pola tarczy, tak dla rozmieszczenia przedmiotów heraldycznych, jak i dla konstrukcji figur zaszczytnych, niegdyś rzadkich, w epoce nowożytnej dość często pojawiających się w naszej heraldyce. Wprowadzano nowe motywy heraldyczne. Średniowieczny bestiariusz został wzbogacony o leśną „drobnicę”. Na herbach spotykamy jeża, wiewiórkę czy daniela. Oprócz nich pojawiają się nie znane wcześniej figury chimeryczne – Herkules, Dafne, muzy, smok czy feniks. Nowością jest też wprowadzanie do tworzonych herbów godła państwowego: w całości bądź uszczerbionego.


Z postępującą „europeizacją” polskiej heraldyki zwiększała się liczba elementów herbu

Recepcja zasad heraldyki zachodnioeuropejskiej nie była jednak zupełna. Wpływ na kształt polskiej heraldyki nowożytnej miała doktryna o równości szlachty. Dlatego np. rzadkie są u nas właściwie oznaki rangowe, często spotykane w Europie Zachodniej.

Emblemat na herb Abdank

Zmianie uległ też charakter symboliki heraldycznej. Odchodząc od wzorców symboliki średniowiecznej interpretacja herbów kierowała się ku alegorii. Stąd pojawiająca się w tej epoce moda na napisy „pod” i „na” herby, wzbogacające ich symbolikę, a wreszcie stemmata, czyli  wiersze na godła herbowe6. Herb nabierał nowych znaczeń, samemu stając się wartością, symbolem honoru, określonej społecznie grupy  z nim się identyfikującej. Dzięki temu heraldyka oddziaływała na inne dziedziny sztuki. Wiele jej zawdzięcza np. barokowa emblematyka – sytuująca się pomiędzy sztukami plastycznymi a poezją. Ale tak, jak pierwotnie heraldyka kształtowała emblematykę, tak później wpływy emblematyki objęły również heraldykę: „w duchu emblematyki do herbów dodawano dewizy, a także formułowano nowe herby, zgodnie ze stylem epoki wzbogacając je labrami, klejnotami, koronami. Dostosowywano do nich także stroje, haftując na nich godła. Estetyka emblematyki weszła wraz z nią do heraldyki” – pisał Władysław Tatarkiewicz7. Dzięki temu herb staje się środkiem narracji, a „nowe herby nie tylko oznaczają  przywilej do korzystania z określonych praw, ale coraz częściej służą do opowiadania historii człowieka lub jego przodków”8. Błędne są jednak obiegowe opinie, głoszące na przykład, iż czerwone pole tarczy ma oznaczać uzyskanie herbu na polu walki, a niebieskie błękitną krew, że krzyż oznacza walkę o wiarę chrześcijańską lub neofickie pochodzenie, a półksiężyc świadczyć ma o walkach z Turkami i Tatarami. Symbolika heraldyczna była bowiem bardziej skomplikowana. Bliżej problemem tym zajmiemy się nieco później.


Polskie herby złożone to najczęściej „przełożona” na język heraldyki genealogia jego właściela

            Rozbiory przyniosły w zakresie heraldyki znaczne wpływy systemów heraldycznych państw zaborczych. Najbardziej widoczna jest recepcja znaków rangowych, mających służyć podkreśleniu prestiżu właściciela herbu. Zdaniem J. Szymańskiego wpływ na kształt ówczesnych herbów miała też „uczoność” epoki. Są to jednak zagadnienia w dalszym ciągu dość słabo rozpoznane9.


Wpływ na stylizację herbu miała także moda: herb Rola w „wersji” rokokowej


   Pewne ożywienie w nieco zastały świat europejskiej heraldyki wniósł okres napoleoński. Warto nieco bliżej pochylić się nad tym epizodem, ponieważ  z jednej strony należy on do najciekawszych w dziejach heraldyki XIXw., z drugiej zaś  pozostawił, nieliczne co prawda, ślady na polskim gruncie. Instytucja szlachty, przywrócona we Francji w czasach napoleońskich, miała mieć inny charakter niż dawna, „przedrewolucyjna”. Zamiarem Napoleona było bowiem wyróżnienie osób, które w szczególny sposób przysporzyły chwały Cesarstwu, a także tym, którzy wysłużyli je sobie pełnieniem określonej funkcji na posadzie państwowej. Co więcej, tak pojęta szlachta  miała być pozbawiona dawnych przywilejów oraz równa przed prawem z innymi stanami społecznymi. Na takich zasadach Napoleon umożliwił także potwierdzanie szlachectwa i uzyskiwanie tytułów Cesarstwa wraz z nowym herbem dawnej szlachcie, która powróciła z emigracji i opowiedziała się po jego stronie. 
   Ogółem w czasach Cesarstwa nadano różnym osobom około 2200 tytułów. Były one zhierarchizowane, a ich porządek, poczynając od najniższego, przedstawiał się następująco: chevalier de l empire (kawaler), baron de l empire (baron), comte de l empire (hrabia), duc de l empire (książę tytularny), prince de l empire (książę krwi). Jest to ważne, bo na hierarchii tytułów opierał się napoleoński system heraldyczny.


Polskie herby w stylizacji napoleońskie:  z lewej herb baronów Klickich, z prawej hrabiów Krasińskich

System ten w swym zamyśle miał być odzwierciedleniem hierarchicznego rozkładu władzy w Imperium Cesarskim. Miejsce zajmowane w owym systemie przez właściciela herbu określać miały nie tylko kształty tarczy czy emblematy opisujące rodzaje tytułów i sprawowane funkcje,  lecz również liczba piór czy zwojów utworzonych przez labry, w zależności od rangi danej rodziny szlacheckiej. Zarzucono natomiast używanie niektórych tradycyjnych elementów herbu, jak trzymacze czy wstęgi z mottem lub zawołaniem, hełmy, korony czy klejnoty. Miejsce właściciela herbu w hierarchii szlachty oznaczano dzięki charakterystycznemu systemowi czapek, zwanych też biretami (franc. toque). Birety te, w zależności od liczby piór oraz rodzaju podpinki, odpowiadały danym godnościom szlacheckim, tym samym przejmując funkcję koron rangowych. Heraldyka napoleońska wprowadziła również system znaków wskazujących na funkcje sprawowane przez obdarzoną danym herbem osobę. Właściciela ziemskiego oznaczano  kłosem pszenicy; wojskowego –mieczem w słup; oficera medycznego mieczem na opak w lewo skos;  biskupa barona  złotym krzyżem greckim; burmistrza lub prefekta srebrnym murem blankowanym, nad którym umieszczano także srebrną siedmiolistną gałązkę dębową; mera – srebrnym murem blankowanym; członka College Electoral – złotą gałązką dębową w skos itd. Symbole te umieszczano w narożnikach  (franc.  franc-quartier), w herbach baronowskich z lewej strony tarczy w polu czerwonym, w herbach hrabiowskich ze strony prawej w polu błękitnym. Herby  książąt suwerennych, książąt krwi oraz książąt tytularnych wyróżniał oprócz biretów i labrów system głowic i płaszczy książęcych. Płaszczami, niebieskimi z białym podbiciem, mogli przyozdabiać swe herby także napoleońscy senatorzy. Niezależnie od tego istniał również system oznak, które – umieszczane pod tarczą – wskazywały na piastowaną przez daną osobę godność: dwie skrzyżowane ze sobą laski marszałkowskie oznaczające urząd marszałka, dwa skrzyżowane ze sobą klucze – urząd wielkiego szambelana etc. Heraldyka napoleońska dopuszczała wreszcie możliwość ozdabiania przedstawień herbowych medalami i odznaczeniami, umieszczanymi na łańcuchach lub wstęgach pod tarczą herbową10.
   Na zakończenie wypada dodać, że 6 Polaków otrzymało od Napoleona tytuł kawalera, 17 tytuł barona, dwóch tytuł hrabiego, wraz z odpowiadającymi im herbami.
   W ten sposób dotknęliśmy zagadnień związanych z prawem heraldycznym. Stanowią one mniej efektowną, ale niezwykle istotną część heraldyki, często rzutującą także na graficzną stronę znaków herbowych.
Recepcja herbów nastąpiła w Polsce w momencie, kiedy dokonywało się zamykanie stanu rycerskiego, związane z formułowaniem odrębnego prawa rycerskiego, opartego na przywilejach stanowych. Już statuty Kazimierza Wielkiego głosiły: noblitas stirpes ex progeniotoribus  eorum originem semper ducunt, czyli że szlachectwo nabywa się przez urodzenie. Statuty dawały prawo do szlachectwa również tym, którzy „siedzą na ziemi”. Według konstytucji z 1505 r. za szlachcica uchodził ten, kto – tak jak jego rodzice – prowadził życie w ziemskich posiadłościach, zachowując przyjęty prawem obyczaj. Sformułowanie to obracało się głównie przeciw mieszczaństwu lub tym, którzy jak chłop pozostawali w stosunku pańszczyźnianym do pana. Jednak  równocześnie powodowała ona, że dzieci pochodzące ze związku szlachcica z mieszczką czy chłopką nie traciły szlachectwa. Zasada ta nie obowiązywała w przypadku związku szlachcianki z plebejem. Ich potomstwo należało do stanu ojca.
Właśnie dla okresu zamykania się stanu szlacheckiego charakterystyczne są procesy o  tzw. naganę (oczyszczenie) szlachectwa, legitymizujące jednocześnie prawo do herbu. Opis herbu odgrywał w nim zresztą istotna rolę. Oczyszczenie opierało się na zeznaniu świadków – krewnych lub powinowatych ze strony ojca, matki i babki ojczystej. W Wielkopolsce należało przedstawić sądowi po dwóch świadków z każdej strony. Zeznawali oni, że naganiony jest ich bratem i wywodzi się „z ich krwi”. Czasem opisywano też herb. Z końca XIV w. zachowały się polskojęzyczne roty przysiąg oczyszczających szlachectwo: Ita nos Deus adiuvat et sancta crux Jaco Jan iest nasz Brath j nasz clenotnik (Tak nam dopomóż Bóg i święty Krzyż, jako Jan jest naszym bratem i współklejnotnikiem) zeznali w 1390 r. przed księgami ziemskimi poznańskimi Mikołaj podsędek poznański i Mateusz Młyński11. O 10 lat późniejsza zapiska brzmi: tako ijm bog pomozi yswanti +  ysz Syman et Jacussius Niklowa et Janussi prawa Bradza szo yego scita y gich zawolana (Tako im pomóż Bóg i święty Krzyż, iż Szyman i Jakusz Niklona i Janusza prawe bracia są ich szczytu [czyli tarczy, herbu – przyp. MH] i ichzawołania12). Zapiska dotyczy herbu Zwągrody. Prócz klejnotników naganionych przed sądem stanęło de Opale duo testes et duo testes de Poray (dwóch świadków z herbu Opala i dwóch z herbu Poraj), którzy potwierdzili pokrewieństwo Szymona i Jakusza z Niklonem i Janoszem. Zapiska ta jest ciekawa, ponieważ zawiera ponadto opis herbu naganionych: super galeam fuit  proclamatio Swangrodij et super clipeo sex lopanow et super galeam Wijzlecz szcocotowim ogonem (Nad hełmem było zawołanie Zwągrody,a  na tarczy sześć łopianów i nad hełmem wyżlic [tj. wyżeł – przyp. MH] z kogucim ogonem)13. Dalej zapiska informuje, że naganieni bracia pochodzili z Miśni. Zapewne właśnie nieznajomość w lokalnym środowisku osób i herbu spowodowała proces.

  
Herb Zwągrody na pochodzącej z 1382 r.  pieczęci Szymona Grunowskiego

   Zdarzało się jednak, że nagany były inspirowane przez samych zainteresowanych, którzy wraz z oczyszczeniem otrzymywali dokument prawnie potwierdzający ich szlachectwo.
   Mimo takich ograniczeń istniały możliwości przeniknięcia do stanu rycerskiego, a przy tym zyskania herbu. Chyba najstarszą z nich była adopcja do herbu. Potwierdzają ją źródła już w początkach XV w. Najbardziej znanym przykładem zbiorowej adopcji jest akt unii horodelskiej z 1413 r., kiedy to 47 rodów polskich przyjęło do swych herbów 47 litewskich rodów bojarskich. Od XVI w. adopcja do herbu czasem łączona była z nobilitacją. Król (sejm) nadawał wówczas delikwentowi prawa stanowe, a adoptujący go ród zezwalał na używanie swego herbu.
   Znacznie częściej spotykamy się z instytucją samej nobilitacji. Nobilitacja to akt prawny wydany przez monarchę, nadający osobie niższego stanu uprawnienia szlacheckie. Jednak już sejm warszawski z 1578 r. postanawiał: aby plebei nie byli kreowani na szlachectwo jedno na Sejmie, za wiadomością Panow Rad albo w woyszcze, dla znacznego w męstwie swego poczynania i dzielności14. Odtąd kontrolę nad nobilitacjami przejął właśnie sejm, choć  sam dokument nobilitacyjny wystawiany był na imię króla i umacniany rzadko używaną pieczęcią majestatyczną. Dokument ten zawierał też wyobrażenie herbu, którego w przyszłości używać miał nobilitowany. Warto tu odnotować swoiste kuriozum: w 1512 r. czterech braci Balickich otrzymało w wyniku nobilitacji cztery różne herby15. Znacznie częstsze były  przypadki, kiedy to małżonkowie otrzymywali dwa różne herby na skutek np. adopcji do różnych rodów heraldycznych.
Obostrzenia w zakresie nobilitacji okazały się wkrótce niewystarczające. Dlatego też od 1669 r. obowiązywać zaczął skartabellat (od praecisio scartabellatus, czyli nobilitacja ograniczona), to jest niepełne szlachectwo. Szlachectwo pełne – czego przejawem było prawo do sprawowania urzędów – nobilitowana rodzina uzyskiwała dopiero w trzecim pokoleniu. Dalsze ograniczenie wprowadzono w 1775 r. Wówczas sejm uchwalił, iż warunkiem ważności nobilitacji będzie zakup dóbr ziemskich o wartości co najmniej 50 000 złotych.
   Dla zachowania ważności w Polsce potwierdzenia wymagało również szlachectwo zagraniczne. Podobnie jak w przypadku nobilitacji, prawo do nadawania indygenatu – tak bowiem nazywała się wspomniana praktyka – posiadał od końca XVI w. sejm. Jednak i ona obwarowana była licznymi trudnościami. Jak skarżył się w 1785 r. książę de Ligne , starający się o indygenat: „Łatwiej w Niemczech o udzielność, niż w Polsce o szlachectwo”16.
   Sprawy heraldyczne w Polsce przedrozbiorowej komplikowane były dodatkowo przez różne niekonsekwencje prawne: mimo formalnej równości stanu szlacheckiego jego możniejsi czy ambitniejsi przedstawiciele starali się zyskiwać tytuły z rąk obcych władców. Spotykało się to oczywiście z dezaprobatą  ze strony mniej zamożnych przedstawicieli tego stanu: np. uzyskanie tytułu książęcego przez Ossolińskich rozwścieczyło szlachtę. Nie powstrzymało to jednak „tytułomanii”. Tytuły uzyskiwano nawet za cenę fałszerstwa. Bo chociaż uzyskiwane od obcych władców herby nie były akceptowane przez prawo polskie, to niewątpliwie podnosiły prestiż społeczny ich posiadacza. A ponieważ nieprawdziwe są opowieści o łatwości ich zakupu na obcych dworach, chęć uzyskania tytułu prowadziła często do uzurpacji. Atanazy Miączyński herbu Suchekomnaty tak miał się zasłużyć walkach pod Wiedniem w 1683 r., iż cesarz Leopold obdarował go tytułem hrabiowskim. Jednak kiedy powracał z tejże wyprawy, spotkał go przykry przypadek: wozy z łupami, i cesarskim przywilejem, zatonęły w czasie przeprawy przez wezbrany Dunajec. „Sfrasowany starosta wniósł tedy do ksiąg grodzkich sandomierskich ostrzeżenie, oblatowane także w grodzie włodzimierskim”17. „W archiwach wiedeńskich nie zachował się żadenślad takiego dyplomu, a przecie tych archiwów nie przewożono nigdy przez trudny do przeprawy Dunajec”  – komentuje tę informację znany heraldyk Szymon Konarski18.
   Na drugim biegunie znajdowały się masy drobnej szlachty, wśród której częste były przypadki mylenia herbu czy  też przypisywania sobie herbu bogatszej rodziny noszącej takie samo nazwisko. Część gołoty szlacheckiej nie potrafiła zapewne nawet opisać swego herbu. Już szesnastowieczny heraldyk, Bartosz Paprocki, podaje, że pewien szlachcic zapytany o swój herb powiedział, że nie pamięta jego miana, ale w razie niebezpieczeństwa mieszkańcy jego wsi zbierają się na okrzyk „Połukozy”19.
Taki stan rzeczy zmieniły dopiero rządy zaborcze.
   Zagadnienia prawa do herbu uporządkowano najwcześniej, bo już w 1775 r., w zaborze austriackim. Szlachtę podzielono tam na dwie grupy – panów i rycerzy. Do pierwszej z nich zaliczono osoby, którym przysługiwały tytuły książęce lub hrabiowskie (nadano je wówczas byłym senatorom polskim i wyższym urzędnikom ziemskim). Pozostałą część szlachty, należącą do grupy rycerzy, podzielono na dwie kategorie: szlachtę kwalifikowaną  – „odwieczną” (niem. Uradel)  i szlachtę „z przywileju” (niem. Briefadel). Obie grupy – tak panowie, jak i rycerze – miały dokonać potwierdzenia swych praw do herbu. Jako kryterium weryfikacji przyjęto pełnienie w przeszłości osobiście lub przez przodków funkcji senatorskich, piastowanie urzędów ziemskich lub posłowanie na sejmy. W praktyce równało się to konieczności posiadania dóbr ziemskich, co z kolei pozwalało na eliminację z tego grona gołoty szlacheckiej. Potwierdzenie szlachectwa zatwierdzał gubernator lwowski, przy którego urzędzie od 1782 r. działała tzw. metryka szlachecka, prowadząca spisy tak panów, jak i rycerzy. Jednocześnie wprowadzono możliwość nabywania szlachectwa, przy czym decyzja w tym względzie należała do cesarza. W 1782 r. wprowadzono obowiązek, by „każdy, chcący się wylegitymować ze szlachectwa [...] przedłożył rządowi krajowemu przysługujący mu herb szlachecki wymalowany farbami wraz z opisem herbu i dowodami, że ma prawo używać tego herbu”20. Jeżeliby natomiast zabrakło dokumentów, za dowód mogły służyć informacje z dawnych polskich herbarzy – Niesieckiego, Paprockiego czy Okolskiego.
   Opartą na podobnych zasadach akcję legitymacyjną w zaborze pruskim przeprowadzono w 1777 r. Podstawowe kryterium legitymacji (sprawowanie urzędów) uzupełniono jednak o wymóg posiadania dóbr ziemskich. Również inaczej niż w Austrii, pruskie prawo umożliwiało przyjęcie tytułu lub herbu drogą adopcji.
W prowincjach, które w wyniku rozbiorów znalazły się w granicach Rosji, nakazano szlachcie legitymację przed sądami ziemskimi, w których miano składać szczegółową dokumentację genealogiczną oraz opisy herbów. Sądy orzekały o szlachectwie wydając tzw. dekrety wywodowe. Od roku 1785 przy guberniach prowadzono specjalne księgi genealogiczne, w których notowano szlachtę wylegitymowaną. Spisy te podzielono  na sześć kategorii: 1) szlachta, która nie mogła potwierdzić swego pochodzenia od dłużej niż stu lat (czyli sprzed 1685 r.);  2) osoby obdarzone szlachectwem ze względu na stopień wojskowy; 3) osoby obdarzone szlachectwem ze względu na rangę urzędniczą; 4) szlachta cudzoziemska osiadła w Rosji; 5) szlachta utytułowana; 6) szlachta, która udowodniła swe pochodzenie dokumentami sprzed pond stu lat (sprzed 1685 r.)21.
Prawodawstwo Księstwa Warszawskiego, mimo iż było wzorowane na Kodeksie Napoleona, a przez  to teoretycznie likwidowało nierówności stanowe, to w praktyce uznało herby i tytuły przedrozbiorowe oraz otrzymane z rąk zaborców. Niemniej jednak  nie otoczono ich opieką prawną.


W XIX w.. herby umieszczano nie tylko  na budynkach...


...ale i w bardziej zaskakujących miejscach

Podobnie potraktowała te zagadnienia konstytucja Królestwa Polskiego. Wprowadziła ona jednak wojewódzkie księgi szlachty, a carowi, jako królowi polskiemu, nadała prawo nobilitowania. Pozostałe zagadnienia heraldyczne, w tym legitymowanie szlachty, oddano w ręce Deputacji Heraldycznej Senatu. W latach trzydziestych, już po upadku powstania listopadowego, władze zaborcze podjęły próbę ujednolicenia polskiego i rosyjskiego prawa heraldycznego, która nie zakończyła się jednak powodzeniem. Ogłoszone wreszcie w 1836 r. nowe prawo heraldyczne Królestwa powoływało do życia centralny organ mający rozstrzygać kwestie heraldyczne: Heroldię Królestwa Polskiego. Jednocześnie tym samym aktem unieważniono dotychczasowe herby i tytuły szlacheckie, nakazując ich kolejną legitymację, w wyniku której wiele rodzin „utytułowanych” straciło swe tytuły. Heroldia działała do 1861 r. i dopiero wówczas zaprzestano weryfikacji szlachectwa. Wreszcie proces likwidacji autonomii Królestwa, który nastąpił po upadku powstania styczniowego, doprowadził również do podporządkowania spraw szlachty polskiej heroldii petersburskiej i rosyjskiemu prawu heraldycznemu.
Stan szlachecki w Polsce zniosła dopiero Konstytucja marcowa z 1921 r. Jej 96 artykuł głosił, że państwo polskie nie uznaje herbów, tytułów i dziedzicznych przywilejów. Mimo zmiany tego stanu prawnego przez Konstytucję kwietniową 1935 r. (art. 81 § 2) herb szlachecki pozbawiony został realnych walorów prawnych. Nie stracił natomiast znaczenia społecznego, co powoduje, że po dziś dzień rozmaici hochsztaplerzy roszczą sobie prawa do noblilitacji i nadawania tytułów.
Dzieje polskiej heraldyki szlacheckiej najlepiej podsumował chyba J. Szymański w odpowiednim rozdziale swego kompendium nauk pomocniczych historii: „Początkowo herb jest tylko bojowym znakiem rozpoznawczym. Potem dopiero nabiera cech znaku najpierw przynależności lennej, a w końcu klasowej. Zawsze zatem wspólnym mianownikiem jest chęć odróżnienia osoby używającej znaku spośród innych. Jednakże dopóki herb spełnia funkcje znaku odróżniającego ludzi między sobą, dopóty herb żyje i rozwija się. W momencie gdy herb staje się wyróżnikiem klasowym, przestaje być czymś żywym, ulega skostnieniu, nabiera cech alegorycznych. Stąd też dla historyka będzie stanowił obiekt badawczy herb rycerski, ale nie herb szlachecki, chociaż i ten nie może zniknąć z kręgu jego zainteresowań” 22. Badacz ten podkreśla jednak, że „nadal żywotny jest np. herb miejski (dziś herb gminy), ale chyba dlatego, iż jest i dzisiaj znakiem rozpoznawczym”23.



1 A. Znamierowski, Insygnia, symbole i herby polskie, Warszawa 2003, s. 59–60.
2 J. Szymański, Herbarz średniowiecznego rycerstwa polskiego, Warszawa 1993, s. 21.
3 A. Znamierowski, op. cit., s. 61.
4 J. Szymański, Herbarz rycerstwa polskiego z XVI w., Warszawa 2001, s. V.
5 Ibidem.
6 J. Pelc, Słowo i obraz na pograniczu literatury i sztuk plastycznych, Kraków 2002, s. 15 nn.
7 W. Tatarkiewicz, Historia estetyki, t. III, s. 264
8 J. Szymański, Herbarz rycerstwa..., s. XIV.
9 Idem, Nauki pomocnicze historii, Warszawa 2001, s. 647.
10 Szerzej zob. http://www.szlachta. org.pl/heraldyka.htm
11 Wielkopolskie roty sądowe, t. I, Roty poznańskie, opr. H. Kowalewicz , W. Kuraszkiewicz, Poznań 1959, s. 55.
12 Wielkopolskie roty sądowe..., s. 159.
13 J. Szymański, Herbarz średniowiecznego rycerstwa..., s. 304–305 rekonstruuje herb, ale z czterema łopianami.
14 Cyt za: A. Kulikowski, Heraldyka szlachecka, Warszawa 1990, s. 26.
15 A. Kulikowski, op. cit., s. 25.
16 Cyt. za: ibidem, s. 27.
17 T. Żychliński, Złota księga szlachty polskiej, t. XIII, Poznań 1891, s. 210 nn.
18 S. Konarski, O heraldyce i „heraldycznym” snobizmie, Warszawa 1992, s. 40.
19 Za: P. Dudziński, Alfabet heraldyczny, Warszawa 1997, s.  32.
20 Cyt. za: A. Kulikowski, op. cit., s. 29.
21 A. Kulikowski, op. cit., s. 30.
22 J. Szymański, Nauki..., s. 672.
23 Ibidem.


HERBY W MIASTACH

 Żywa wciąż heraldyka miejska nie budzi już takiego zainteresowania jak heraldyka szlachecka, choć jest równie interesująca. „Herb, poważany wiekami swego istnienia, opowiada o dziejach miasta wszystkim, którzy potrafią go zrozumieć”  zauważył w jednej ze swych prac Marian Gumowski . Spróbujmy podjąć wędrówkę śladami tych opowieści.
Geneza herbów miejskich jest w istocie zbliżona do genezy herbów rycerskich: wynika z jednej strony z wojskowych powinności wspólnoty miejskiej, z drugiej zaś z potrzeby posiadania własnego znaku rozpoznawczego. Mieszkańcy miast byli bowiem również zobowiązani do służby zbrojnej na rzecz właściciela miasta – jego pana lennego. Stąd też wojska wysyłane przez miasto musiały zbierać się pod wspólnym znakiem. Pierwotnie była to chorągiew właściciela, później zaś osobny znak, właściwy tylko oddziałowi miejskiemu. Chorągwie te, podobnie jak analogiczne znaki rycerskie, były kolorowymi płatami materii, łatwo rozpoznawalnymi, w razie potrzeby, w chaosie walki.


Pieczęcie miast francuskich i angielskich z XII i XIII  w.: Cambrai (XII w.), Dunwich (XIII w.), Meulan (XII w.), Paryż (XIII w.)

 Hamburg, na przykład, używał czerwonej chorągwi, której pierwowzorem był czerwony gonfanon podarowany mu niegdyś przez cesarza. Był on znakiem miasta zarówno jako chorągiew na lądzie, jak i bandera na morzu. Co ciekawe, dał on początek całej serii czerwonych lub biało-czerwonych, jak w przypadku Lubeki, chorągwi używanych przez miasta hanzeatyckie. Przyjmowały one bowiem te same barwy, dla odróżnienia kładąc na nich jedynie krzyże lub proste godła1.
Potrzeba własnego znaku rozpoznawczego wiązała się z kolei z posiadanym od wczesnego średniowiecza prawem miast do wystawiania dokumentów. Każdy średniowieczny dyplom, by mógł służyć jako środek dowodowy przed sądem, musiał być opatrzony pieczęcią wystawcy2. Stąd niemal równocześnie z rycerskimi już w XII w. pojawiają się pieczęcie miejskie.
Właśnie godła z pieczęci miejskich dały początek herbom miast. Ich powstanie wynikało z recepcji prawa miejskiego, formułującego zasady funkcjonowania samorządu, a szczególnie ze ściśle określonych procedur i sposobów podejmowania przezeń decyzji o charakterze prawnym. Proces kształtowania się miejskich herbów był jednak długotrwały: w jednej miejscowości mogły funkcjonować rozmaite rodzaje pieczęci, różniące się ikonografią. Pieczęcie ogólnomiejskie, pieczęcie sekretne i sygnetowe ośrodka miały najczęściej jedno godło, ale już inne znaki znajdowały się często na pieczęciach ławniczych i wójtowskich. Najczęściej herbem stawało się godło pieczęci ogólnomiejskiej, ale – jak choćby w przypadku Gdańska –  nie było to regułą.


Pieczęcie Gdańska: wielkie (XIII w., XV w., XVI w.) i herbowa (XV w.)

Od XIII w. godła miejskie były umieszczane na tarczy heraldycznej i, zyskując własne barwy, zaczęły funkcjonować jako znak wspólnoty miejskiej także poza sferą sfragistyki. Jednak większość średniowiecznych herbów miejskich to właśnie proste przeniesienie godła z pieczęci na tarczę heraldyczną. Ten związek herbu z pieczęcią mógł jednak wyglądać inaczej. Zdarzało się bowiem już w średniowieczu, a stało niemal regułą dla czasów nowożytnych, że miasto najpierw uzyskiwało herb, później zaś trafiał on na miejską pieczęć. Po raz pierwszy herb nadał miastu cesarz Zygmunt w 1417 r. Taki znak, uzyskany w wyniku nadania, był przez miejskie społeczności ceniony wyżej od przyjętego samodzielnie, dlatego też mieszczanie starali się o dokumenty potwierdzające nadanie herbu. Spowodowało to również konieczność urzędowej kontroli herbów miejskich, którą powierzono monarszym heroldom.
   Fakt, iż herby pochodzące z nadania były przez mieszczan wyżej cenione, powodował również, że często miasta posiadające herb o innej genezie starały się o nadanie herbu przez właściciela, co pociągało za sobą zmianę godła.




Herb miasta Pragi (czeskiej) z XV- i XVII-wiecznych dokumentów potwierdzających prawo do niego Starego  Miasta Pragi oraz wizerunek pieczęci Małego Miasta Pragi, z dokumentu nadającego ośrodkowi prawo do jej używania (XVI w.)

   W Polsce herby miejskie pojawiły się ze znacznym opóźnieniem w stosunku do zachodu Europy, bo dopiero w końcu XIV w. Co prawda znamy wcześniejsze pieczęcie używane przez miasta, jednak ich wizerunki trudno jeszcze uznać za herby. Inaczej niż choćby w Czechach czy na Węgrzech, herby nadane miastu przez monarchę należą w Polsce do rzadkości i częściej pojawiają się dopiero w epoce nowożytnej. Wczesnym przykładem królewskiej ingerencji w herb miejski może być udostojnienie koroną herbu Gdańska, dokonane przez Kazimierza Jagiellończyka w 1457 r.
 W powstawaniu godła miejskiego uczestniczyły dwie bądź trzy strony: nadający prawa miejskie monarcha, właściciel gruntu i być może przedstawiciel samorządu. Obok preferencji głównych kontrahentów, na wybór godła dla miasta miał wpływ panujący zwyczaj, moda, a wreszcie wola właściciela. To on miał decydujący głos w sprawie herbów leżących w jego dobrach niewielkich miasteczek. Szlachta dysponowała swobodą oznaczania różnych przedmiotów, będących jej własnością, swymi herbami i być może właśnie z tego wynikała też możliwość narzucenia władzom miejskim swego godła3. Oczywiście przy zmianie właściciela następowała z reguły zmiana miejskiego herbu. Podkreślić jednak trzeba, że widać tu pewną inercję – pieczęcie z dawnym herbem funkcjonowały niekiedy nawet kilka lat po tym wydarzeniu, co może świadczyć o dążności władz miejskich do utrwalenia miejskiej symboliki. Mimo to trudno mówić o stabilności godeł mniejszych miast przez cały okres nowożytny.
Staropolskie herby miejskie często nie spełniały wymogów wynikających tak z praktyki heraldyki zachodnioeuropejskiej, jak i współczesnej nam definicji herbu. Brakowało im trwałości, a często także barw oraz stylizacji heraldycznej (tzn. umieszczania godła na heraldycznej tarczy). Niewykluczone, że za unikanie heraldyzacji godła pieczętnego odpowiedzialny jest czynnik kulturowy, tak zwany horror vacui – strach przed pustką, charakterystyczny dla sztuki średniowiecznej i barokowej. Rozłożenie godła na całej powierzchni tłoka pozwalało lepiej ją zagospodarować, unikając przy tym pozostawiania pustej przestrzeni, która niechybnie powstałaby w przypadku umieszczenia na pieczęci heraldycznej wersji godła. Jak słusznie zauważył M. Adamczewski, heraldyka miejska była bardzo długo sumą wiedzy i doświadczeń rytownika pieczęci, w mniejszym natomiast stopniu samorządu miejskiego4. Proces prowadzący do heraldyzacji godeł miejskich zakończył się dopiero w okresie rozbiorów.


Brak form heraldycznych cechował już wizerunki herbów umieszczane w przywilejach lokacyjnych miast

   W okresie staropolskim państwo właściwie nie ingerowało w sprawy heraldyki miejskiej. Dopiero Księstwo Warszawskie w 1811 r. zabroniło miastom używać dotychczasowych herbów, każąc wprowadzić na pieczęcie herb państwowy. Podobne zarządzenie weszło w życie w Królestwie Polskim w 1822 r. Inaczej było w zaborach pruskim i austriackim, gdzie samorządom pozostawiono właściwie swobodę w tym zakresie5.
   Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. praktyka ustawodawcza w zakresie heraldyki była niejednolita i często sprzeczna. W 1919 r. zabroniono miastom używania herbu państwowego, co niejako automatycznie przywracało funkcjonowanie herbów miejskich. Jednak już rozporządzenie prezydenta Rzeczypospolitej z 13 grudnia 1927 r. o godłach i barwach państwowych postanawiało inaczej. W artykule 4 znalazły się wytyczne dla władz samorządowych: „Dla wszystkich władz i urzędów samorządowych ustanawia się oznaki, złożone z herbu państwowego, z herbu województwa, do którego należą i z napisu, odpowiadającego ich nazwie...” W artykule 19 zaznaczono, iż: „...Pieczęcią urzędową władz i urzędów samorządowych jest pieczęć owalna. W górnej części pieczęci znajduje się orzeł państwowy, poniżej którego umieszczony jest napis, odpowiadający nazwie danej władzy (urzędu, zakładu, instytucji)”. Tym samym za jedyne dopuszczalne używane w symbolice samorządowej godło uznano wyłącznie białego orła państwowego. Możliwe były wyjątki, ale tylko za zezwoleniem odpowiednich władz. Regulująca to nowelizacja została wydana dopiero 24 listopada 1930 r. Wnioski o używanie herbu historycznego należało składać do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Przekazywano je następnie do zaopiniowania do Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Po przejściu przez kolejne urzędy centralne, w tym Wydział Archiwów Państwowych, władze miast uzyskiwały stosowne zezwolenie. W ten sposób ustalono herby zaledwie 106 miast. Pozostałe używały dawnych herbów, często ustalonych jeszcze przez zaborców, lub nie używały ich w ogóle, na pieczęciach kładąc godło państwowe. Druga wojna światowa przyniosła podejmowane przez okupantów próby kształtowania heraldyki miejskiej w duchu ideologii faszystowskiej. Dotyczyło to zarówno stylizacji, jak i symboliki herbów. Proces ten na terytorium Rzeszy rozpoczął się już wcześniej: np. leżący wówczas w granicach Niemiec Koszalin dokonał w 1938 r. zmiany dawnego herbu, wyobrażającego głowę św. Jana na tacy, na mający nawiązywać do symboliki runicznej znak kreskowy6.


Herb Koszalina: wg O. Huppa (poł. XIX w.) i nadany miastu w 1938 r.

W okresie powojennym heraldyka samorządowa, tak jak i wiele innych kwestii, została podporządkowana oficjalnej propagandzie. Decyzją władz z 1946 r. herby miejskie usunięto z pieczęci. W ich miejscu pojawił się biały orzeł. Wizerunek godła państwowego widniał także na pieczęciach powiatowych. Wiązało się to z utworzeniem, w miejsce samorządów, organów jednolitej władzy państwowej. Dopiero na przełomie lat 50. i 60. powrócono do tradycji używania herbów miejskich. Nawet wówczas jednak były one często zmieniane wg zasad oficjalnie wyznawanej ideologii, np. poprzez polonizację tradycyjnych herbów miast Ziem Odzyskanych. Podstawą używania symboli samorządowych po zmianach 1989 r. była ustawa o samorządzie terytorialnym z 8 marca 1990 r. Jednostką uprawnioną do używania herbu stała się gmina, przy czym obok gmin miejskich, czyli w większości przypadków po prostu miast, uprawnienia do używania herbów zyskały także gminy wiejskie. Kompetencje do stanowienia herbu gminnego złożono na ręce rad miejskich bądź gminnych. Po kolejnej reformie administracyjnej z 1999 r. i nowym podziale terytorialnym uprawnionymi do używania herbów terytoriami są: województwo, powiat i gmina. Ta ostatnia, podobnie jak w 1990 r., uznana została za najniższy stopień podziału administracyjnego i samorządu terytorialnego. W ustawie z 5 czerwca 1998 r. o samorządzie powiatowym w artykule 12 ust. 10 znalazł się zapis dotyczący symboli powiatu: „Do wyłącznej właściwości rady powiatu należy: [...] podejmowanie uchwał w sprawach herbu powiatu i flagi powiatu”. Zapis ten został rozszerzony w znowelizowanej (ustawą z 29 grudnia 1998 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z wdrożeniem reformy ustrojowej państwa) ustawie z 21 grudnia 1978 r. o odznakach i mundurach. W artykule 3 zaznaczono, że: „1. Jednostki samorządu terytorialnego mogą ustanawiać, w drodze uchwały organu stanowiącego danej jednostki, własne herby, flagi, emblematy oraz insygnia i inne symbole. 2. Wzory symboli, o których mowa w ust.1, ustanawiane są w zgodzie z zasadami heraldyki, weksylologii i miejscową tradycją historyczną ”.



Herb Cieszyna na miejskim budynku i fontannie


Nośność symboliki herbu miejskiego powodowała, że niemal „od zawsze” była ona wykorzystywana w różnych dziedzinach życia miejskiego. Herby można było spotkać na miejskich budynkach, dekoracjach malarskich, chorągwiach, meblach, insygniach władz miejskich itp. Zakres wykorzystywania godła ograniczony był wyłącznie stopniem zamożności miejscowości7.  Poszerzył się on znacznie w XIX i XX w. Wówczas to herbami zaczęto ozdabiać różne elementy miejskiej infrastruktury: latarnie uliczne czy pokrywy studzienek ściekowych. Specyficznym znakiem naszych czasów stały się umieszczane przy drogach na granicach gmin bądź miast tzw. witacze – tablice z herbem miasta i witającym gości napisem. Herb miejski spotkać dziś można również na wizytówkach urzędniczych, ozdobnych teczkach czy papierze firmowym magistratu. Zdobi czasem również upominki wręczane przez miasto gościom. W przestrzeni miejskiej herb – jako znak własnościowy – pojawia się na samochodach i odznakach straży miejskiej i przedmiotach będących miejską własnością. Za zgodą władz może być wykorzystywany w materiałach reklamowych – miejskich folderach i pocztówkach, a także w winietkach gazet. Pełni więc dziś funkcję zbliżoną do znaku firmowego, mającego wyróżniać produkt spośród innych i utrwalać pamięć o nim. Stąd też widoczna tendencja do tworzenia uproszczonych, a zarazem bardziej odpowiadających współczesnemu marketingowi znaków miejskich – miejskiego logo.





Ciołek – godło herbu miasta Trzcianki –  pojawia się nie tylko w winietkach lokalnej prasy (wyżej), ale stał się również bohaterem serii komiksów

Zawiera ono zwykle nazwę miasta i jakiś znak graficzny, niekiedy element charakterystyczny dla miejscowości.
Dawniej jednak w stosunkach polskich podstawową funkcją herbu miejskiego była jego funkcja kancelaryjna, tzn. wynikająca z umieszczenia tegoż godła na miejskiej pieczęci. Takie podejście do znaku wspólnoty miejskiej powodowało nawet, wspomniane już, zahamowanie jego heraldyzacji. Znajdowało także odbicie w odpowiednich akapitach przywilejów lokacyjnych, określających „pieczęć czyli herb” miasta.  Była to de facto funkcja informacyjna, pozwalająca na identyfikację oraz wskazująca na charakter właściciela. Stąd na pieczęciach często spotykamy wizerunki murów miejskich, bram czy innych fortyfikacji, wskazujących właśnie na rodzaj osiedla. Szczegółowej identyfikacji można było dokonać dzięki szerokiemu wachlarzowi wyobrażeń, występujących samodzielnie, bądź też w zespołach:  „wielowątkowe godło miejskie łączyło kilka motywów, przez co powstawała wielopłaszczyznowa opowieść o mieście, jego samorządzie, uwarunkowaniach prawnych funkcjonowania, warunkach naturalnych jego lokalizacji oraz opiece świętych patronów”8. W ten sposób w jednym wyobrażeniu odbicie znajdowały różnorakie funkcje znaku miejskiego: zarówno informacyjna, pozwalająca na identyfikację ośrodka i jego właściciela, jak i prawno-ustrojowa, upamiętniająca, propagandowa czy religijna.


Przykład „sfragistycznej” stylizacji herbu miejskiego w dokumencie lokacyjnym. Wokół godła biegnie legenda: SIGILLVM CIVITATIS VLADISLAVIE REG.POL – zapewne identyczna z napisem na miejskiej pieczęci

Nośnikiem tych wszystkich informacji było miejskie godło. W heraldyce miejskiej wydzielić można aż dziesięć ich grup9. Najbardziej charakterystyczne dla interesującego nas działu heraldyki są budowle, przy czym nie zawsze musiały to być mury miejskie czy bramy. Hiszpańska La Coruna ma w swym herbie latarnię morską, w heraldyce polskiej zaś dość często spotykamy na przykład zamki czy kościoły. Dalej wyodrębnia się godła związane z właścicielem miasta – królem, księciem, możnowładcą czy instytucją kościelną. Elementy te eksponowane są szczególnie wówczas, gdy mieszkańcy miejscowości zawdzięczali mu założenie, nadanie praw miejskich czy też wyzwolenie z jakiejś opresji. Stąd właśnie w herbach miejskich postacie tronujących władców czy też ukoronowane głowy. Charakterystyczne jest liczne występowanie w tej grupie polskich herbów rodowych, na przykład Leliwy Tarnowskich w herbach Tarnowa i Tarnobrzegu, herbu Jelita Zamoyskich w herbach Zamościa czy Kraśnika, Rawy Ostrowskich w herbie Tomaszowa Mazowieckiego itd. Kolejna grupa to godła związane ze świętymi patronami miasta. Prezentacja postaci świętego w herbie dokonuje się albo poprzez ukazanie jego postaci, albo też właściwego dlań atrybutu. Chyba najbardziej znany z tej grupy jest herb Wenecji, ukazujący uskrzydlonego lwa – symbol św. Marka. Także w heraldyce polskiej częste są nawiązania do patronów miasta. I tak na przykład w herbie Paczkowa spotykamy orła św. Jana Ewangelisty. Aż 11 miast pieczętuje się głową św. Jana Chrzciciela. Spośród innych „zheraldyzowanych” patronów miast nie można zapominać o licznych przedstawieniach maryjnych – używanych choćby przez Bardo czy Wolsztyn. Godła mówiące stanowią następną grupę heraldycznych wyobrażeń. Mamy z nimi do czynienia wtedy, gdy ilustrują nazwę miasta, np. łódź w herbie Łodzi, trzy kozie głowy (Koziegłowy) czy korona w godle Koronowa. Kolejna grupa godeł nawiązuje do wydarzeń rzeczywistych czy też legendarnych, związanych z dziejami miasta. Najlepiej zilustruje to przykład francuskiego miasta Sainte-Mere-Eglise, w którego herbie umieszczono dwa spadochrony z podwieszonymi złotymi gwiazdami. W ten sposób herb upamiętnia amerykańskich skoczków spadochronowych biorących udział w inwazji na Francję w 1944 r. Osobno traktuje się godła wskazujące na zajęcie mieszkańców miast. Przykładem może tu służyć godło Katowic – młot kuźniczy. Następna grupa to godła nawiązujące do świata przyrody, a więc pojawiające się w herbach miejskich rośliny (kwiaty – lilie czy róże, drzewa) oraz zwierzęta, np. charakterystyczny kozioł z herbu Lublina. Do niej też zaliczają się godła symbolizujące ciała niebieskie – księżyce czy gwiazdy. Postacie alegoryczne tworzą kolejną grupę godeł. Za przykład niech posłużą tu trzy pszczoły znajdujące się w herbie Blackburn, symbolizujące pracowitość. Są wreszcie herby, których znaczenia ani pochodzenia badacze nie są w stanie wyjaśnić. One to tworzą kolejną grupę w naszej klasyfikacji. Ostatnia grupa godeł zawiera wszelkie figury, będące udostojnieniem godeł. Należy do nich złota korona, którą – jak już wspomniano, król Kazimierz Jagiellończyk uzupełnił godło herbu Gdańska10.


Dziś w działaniach marketingowych herb jest coraz częściej zastępowany przez logo miast, które także zaczynają obrastać we własną symbolikę

Oczywiście rzadko kiedy godła te pojawiały się w herbach samoistnie. Najczęściej tworzyły różnorakie kombinacje, mające, jak wyżej już powiedziano, jak najpełniej informować o posiadaczu herbu.
            Herby miejskie nie są jedynymi znakami heraldycznymi, związanymi z miejską przestrzenią. Spotkać w niej można również herby szlacheckie czy kościelne, ale także herby należące do mieszczan. Herby mieszczańskie na zachodzie Europy pojawiły się już w XIII w. Ich powstanie wiązało się z panującym wówczas przekonaniem, że pieczęcie bez wizerunku są niewiarygodne. Stąd mieszczanie, wzorując się na rycerstwie, zaczęli kłaść na swe pieczęcie osobiste znaki, które z czasem ulegały heraldyzacji. Niektóre herby mieszczańskie to jednak nic innego, jak znaki drobnych rodzin rycerskich, które osiadając w mieście uległy deklasacji, nadal jednak posługując się swoim herbem. W wiekach XIV i XV, kiedy to wzrosło znaczenie stanu mieszczańskiego, rozwinęła się jego samoświadomość, a zasiadanie we władzach miejskich stanowiło powód do dumy, nie mniejszy niż posiadanie dóbr ziemskich, heraldyzacja osobistych znaków używanych przez mieszczan uległa przyspieszeniu. Odtąd często można było znaleźć herby mieszczańskie na frontonach kamienic, szyldach szynków czy epitafiach. Właśnie w okresie rozkwitu miast  – w XV w. – znaki te, mające pierwotnie charakter symboli osobistych, stały się dziedziczne, tak że używały ich całe mieszczańskie „dynastie”. Co ciekawe, moda na herby wśród mieszczaństwa powróciła pod koniec XIX w. Wiązało się to z ponownym wzrostem znaczenia tej grupy społecznej.
            Herby mieszczańskie formą nie różniły się od herbów szlacheckich. Jedynie godła nawiązywały często do wykonywanego przez posiadacza herbu zawodu, ukazując elementy warsztatu czy narzędzia rzemieślnicze.
            W Polsce herbów, zwanych też herbikami, używał przede wszystkim miejski patrycjat. Wzorem miast niemieckich w Gdańsku i Toruniu stosowano do nich takie samo prawo, jak do herbu rycerskiego. Znane są nawet nagany herbów mieszczan. Problematyka funkcjonowania herbu mieszczańskiego w Polsce nie jest jeszcze należycie rozpoznana, stąd zdaniem niektórych badaczy zheraldyzowane, ale niedziedziczne godła osobiste używane przez mieszczan zaliczyć należy do gmerków.


Herbik i gmerki mieszczan z szesnastowiecznego inwentarza kościoła farnego w Toruniu...



...i gmerki w architekturze Krakowa

Gmerki były charakterystyczną odmianą znaków używanych przez mieszczan. Używały ich mieszczańskie rodziny, częściej jednak pojedyncze osoby. Wyodrębniają się one w osobną grupę ze względu na formę: stylizowanych monogramów, różnych kombinacji prostych kresek czy prostych przedmiotów. Niekiedy, pod wpływem heraldyki rycerskiej, trafiały na tarczę heraldyczną, upodobniając się do herbików. Właśnie uproszczona forma godła odróżnia je od herbów mieszczańskich, które operowały bardziej rozbudowanymi wizerunkami. Gmerki pojawiły się stosunkowo późno, bowiem w XIV w. na zachodzie Europy, w Polsce zaś dopiero w XV i XVI w. Ich genezę można łączyć z używanymi przez rzemieślników „znakami firmowymi”, którymi oznaczane były ich wyroby, a z czasem także należące do nich przedmioty użytkowe. W zasadzie spełniał więc gmerk wyłącznie funkcję znaku rozpoznawczo-własnościowego.
            Pojawiające się w krajobrazie miejskim herby, herbiki czy gmerki, przeniesione w niezmienionej postaci z odległej często przeszłości w nasze czasy, stanowią nie tylko wizytówkę miasta, ale też symbol, łączący ową przeszłość z jego współczesnym życiem. Podobnie jak herby terytorialne, są szczególnym wyrazem grupowej więzi społeczności, w tym wypadku – miejskiej.

1 A. Znamierowski, Insygnia, symbole i herby polskie. Kompendium,  Warszawa 2003, s. 74.

2 M. Gumowski, M. Haisig, S. Mikucki, Sfragistyka, Warszawa 1960, s. 68.
3 M. Adamczewski, Heraldyka miast wielkopolskich do końca XVIII w., Warszawa 2000, s. 285–286.
4 Ibidem, s. 303.
5 A. Plewako, J. Wanag, Herbarz miast polskich, Warszawa 1994, s. XIII.
6 M. Czerner, Herby miast województwa koszalińskiego, Koszalin 1989, s. 26 nn.
7 Zob. Insygnia miast polskich. Katalog wystawy, Poznań 1992.
8 M. Adamczewski, op. cit., s. 303.
9 J. Louda, Europaische Städtewappen, Balzers 1969, s.  37.
10 Szeroko o symbolice herbów miejskich pisze W. Strzyżewski, Treści symboliczne herbów miejskich na Śląsku, Ziemi Lubuskiej i Pomorzu Zachodnim do końca XVIII w., Zielona Góra 1999.

See ya! :)




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza