21 czerwca 2014

BOLLYWOOD DAYS czyli Dni lndyjskie na UW: 16-17 maja 2014

Zrzeszenie Studentów Polskich Uniwersytetu Warszawskiego w dniach 16-17 maja 2014 r. przeprowadziło projekt „Bollywood Days czyli Dni Indyjskie na UW”. W ciągu dwóch dni na Uniwersytecie Warszawskim odbyły się prezentacje, występy taneczne i pokazy filmów, związanych z kulturą indyjską. Minął już ponad miesiąc od tego wydarzenia. Jako że byłam główną koordynatorką akcji, zapraszam Was na bardzo obszerną i dokładną relację z przygotowań i przebiegu imprezy indyjskiej na UW. 


Skąd pomysł?
Pomysł na imprezę w indyjskim stylu miał związek z moimi osobistymi zainteresowaniami. Od około 6-7 lat interesuję się kinem indyjskim, głównie Bollywood. Od zawsze lubiłam orientalne melodie i rytmy. Moja przygoda z Indiami zaczęła się dość wcześnie, bo już w wieku około 11 lat. Pewnego wieczoru zmywałam w kuchni naczynia. Mama wraz z bratem oglądali jakiś film w TV, a tata wyszedł na podwórze wydoić kozę. Ja miałam za zadanie posprzątać po kolacji. Szczerze nie cierpiałam wtedy zmywania naczyń. Jeszcze bardziej wkurzało mnie, że miałam mokre ręce i nie mogłam wyłączyć radia, które zostawił tata. Była to Jedynka, której także nie lubiłam – zbyt „stare” piosenki puszczono w tym programie, wtedy wolałam Radio Zet. A wtedy stało się coś dziwnego. Usłyszałam w tej nielubianej przez mnie Jedynce przepiękną piosenkę w jakimś obcym języku. Przez kilka lat chodziła za mną i gdzieś w głowie miałam ją przez cały czas. Ale że było to dawno temu, a ja nie miałam wtedy dostępu do Internetu, dodatkowo – nie zdążyłam zapisać chociażby tytułu piosenki, nie mogłam jej odnaleźć. Pamiętałam jedynie, że była to piosenka z jakiegoś filmu, a melodia brzmiała tajemniczo, trochę orientalnie.

Jakieś 6-7 lat temu, już nie pamiętam dokładnie, kiedy, zobaczyłam na Polsacie zwiastun filmu, który miał być puszczony w TV w Nowy Rok. Od razu wiedziałam, że to było to! Piosenka z radia! Większość bollymaniaków w tym momencie skojarzyłaby film, z którego mogła pochodzić owa tajemnicza, piękna piosenka. Oczywiście! Czasem słońce czasem deszcz! A owa piosenką, której przez tyle lat szukałam, było Suraj Hua Maddham! Film obejrzeliśmy wspólnie, całą rodziną i od tej pory Bollywood mnie zafascynował całkowicie! Piękne stroje, żywiołowa muzyka, zapierające dech w piersiach krajobrazy i układy taneczne, przy których nie da się siedzieć nieruchomo... 

Nie wiedziałam jednak, jak zdobyć dostęp do indyjskich filmów. Jednak właśnie w tym czasie w Polsce pojawił się absolutny boom na produkcje z Bollywood. Większość magazynów dla kobiet, np. "Pani Domu", "Przyjaciółka", "Oliwia" itp. zaczęły dołączać do kolejnych numerów filmy Bollywood na DVD. Jako że ani ja, ani moja mam nie czytałyśmy takich gazet, nie wiedziałam o tym. Przypadkowo znalazłam kilka filmów z gazet u swojej sąsiadki, której również spodobały się indyjskie produkcje. To właśnie od niej pożyczyłam swoje pierwsze bollywoodzkie produkcje i obejrzałam z zapartym tchem: Bunty i Babli (pierwszy film z Abhishekiem), Dhoom, Aśoka czy Serce ze złota (pierwszy film z Aishwarya Rai). Iza kupiła wydania DVD w sklepie z tanią prasą w Przasnyszu. Początkowo pożyczałam od niej różne filmy Bollywood, później zaczęłam je kupować. Kosztowały maksymalnie 10 zł, a w taniej prasie nawet 5! Tak nabyłam swój pierwszy bollywoodzki film na DVD, Jestem przy Tobie. Potem było mnóstwo innych, razem blisko 100 DVD. Z czasem przestałam kupować filmy płyty, a oglądałam filmy online lub na komputerze. Jednak miłość do Bollywood pozostała. Do dzisiaj! I chociaż mam dużo mniej czasu niż kiedyś, aby obejrzeć jakąś produkcję rodem z Indii, to raz na jakiś czas udaje mi się znaleźć chwilę i odpłynąć w świat Bollywood.

I właśnie tak wyglądały moje początki z Bollywood. Na III roku studiów, od października, zaczęłam się zastanawiać nad zaanagażowaniem się w działalność w jakiejś organizacji studenckiej. Mój znajomy ze studiów zainteresował mnie Zrzeszeniem Studentów Polskich. Po długich wahaniach i zastanawianiu się, czy rzeczywiście chcę się angażować w dodatkowe zajęcia, podjęłam decyzję. Po kilku spotkaniach jako sympatyk ZSP UW zostałam oficjalnie przyjęta do organizacji 20 lutego 2014 roku. Jeszcze zanim się zdecydowałam, moje serce zdobyła informacja, jaką otrzymałam od Artura – przewodniczącego RU ZSP UW. Każdy może zrealizować własny projekt, własny pomysł, zorganizować jakąś akcję, spotkanie, co tylko chce. To właśnie ideą ZSP jest Zrealizowanie Swoich Pomysłów :) Artur podsunął mi pomysł na organizację Dni Indyjskich. I tak powstał pomysł na imprezę, którą zrealizowaliśmy w maju 2014 roku.

Przygotowania
Długo zastanawialiśmy się nad terminem realizacji projektu. Ostatecznie wybraliśmy weekend 16-17 maja (piątek-sobota). Jako organizacja studencka mieliśmy możliwość wynajęcie każdej sali na Uniwersytecie Warszawskim. Sama nazwa, hasło przewodnie imprezy też przez jakiś czas była umowna. Na spotkaniach mówiliśmy o niej „projekt Marysi”, „projekt Bollywood” albo „Bolywood”. Po rozmowach i dłuższych przemyśleniach wybrałam nazwę „BOLLYWOOD DAYS czyli Dni Indyjskie na UW”. Hasło główne „Bollywood Days”, aby kojarzono imprezę z konkretną dziedziną, w tym przypadku kinem Bollywood, „days” - jako że impreza miała być dwudniowa, a druga część nazwy była wyjaśnieniem dla osób, które nigdy nie spotkały się ze słowem „Bollywood”, czego będzie dotyczyła impreza.


Już w momencie przygotowania planów imprezy indyjskiej na UW zastanawiałam się nad gośćmi, którymi mogłabym zaprosić. Jako pierwsza przyszła mi na myśl Grupa Taneczna Paheli – cztery dziewczęta, które od jakiegoś czasu obserwowałam na Facebooku. Paheli (z języka hindi: sekret) to grupa czterech przyjaciółek: Ani, Kasi, Marty i Konstacji, zafascynowanych tańcem oraz kulturą indyjską. Każda z nich rozpoczęła przygodę z tańcem Bollywood kilka lat temu, ucząc się u różnych instruktorów. Po roku wspólnej praktyki tanecznej i wspólnych występach zdecydowały się stworzyć grupę taneczną. Pracują i występują razem od października 2011 r. Dziewczęta zgodziły się wystąpić podczas imprezy 17 maja, w sobotę, w trzyosobowym składzie: Ania, Kasia i Marta. Konstancja, z którą ustalałam szczegóły, przebywała wtedy we Francji. Kontaktowałam się mailowo, przez Facebooka, a w ostatecznej fazie realizacji projektu telefonicznie z Martą.

Kolejnym gościem, o zaproszeniu którego pomyśłałam i uznałam, że gdyby się to udało, byłoby to spełnienie marzeń, była Magdalena Niernsee [czyt. nir-ze]. To wyjątkowa osoba, która jest chyba najlepszym specjalistą od kathak – tradycyjnego tańca z północy Indii - w Polsce. Pomyślałam: „mam załatwiony taniec Bollywood, przydałoby się coś klasycznego”. Zależało mi na tym, aby pani Magdalena wystąpiła na naszej imprezie, ponieważ jej znajomość kathak nie jest tylko teoretyczna i nie ogranicza się jedynie do nauki w Polsce. Pani Magdalena wielokrotnie wyjeżdżała na kilkumiesięczne pobyty w Kerali i New Delhi, gdzie studiowała klasyczny taniec świątynny Bharatanatyam, dworski – Kathak oraz sztukę walki Kalaripayattu. Przez cztery lata mieszkała stale w New Delhi, rozwijając swoją wiedzę taneczną, poznając kulturę i codzienne życie Indii. Obecnie, dzieli się swoimi indyjskimi doświadczeniami z polskimi odbiorcami podczas warsztatów, pokazów i prelekcji oraz prowadzi lekcje stałe i warsztaty z tańca Kathak oraz Kathak fusion czy współpracuje w projektach artystycznych. Po wymianie korespondencji mailowej udało się ustalić, że pani Magdalena wystąpi 17 maja.

Kolejnym pomysłem było zaproszenie lektora języka hindi z UW. W tym celu skontaktowałam się mailowo ze Szkołą Języków Wschodnich UW. Polecono mi napisać do pani Justyny Wiśniewskiej-Singh, co też uczyniłam i po krótkiej wymianie maili ustaliłyśmy prezentację na temat języka hindi na pierwszy dzień imprezy, 16 maja. Pani Justyna zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie wiadomością, że w grupie hindi, którą prowadzi, są dwie studentki, Ada i Angelika, które chętnie by nam pomogły i także przygotowały prezentacje. Dodatkowo, otrzymałam informację, że w tej grupie zajęciowej jest także pani Bożena Wyszyńska, autorka książki Bollywood w marketingu międzynarodowym. Fenomen Shah Rukh Khana, która również chce pomóc przy organizacji eventu. To były wspaniałe wieści! Kontakt mailowy z panią Bożeną był niezwykle sympatyczny, a moje pozytywne wrażenie na jej temat potwierdziło się podczas naszego pierwszego spotkania na UW. Podobnie miło rozmawiało mi się z panią Justyną, Adą i Angeliką.

Nie wyobrażałam sobie imprezy indyjskiej w Warszawie bez sklepu indyjskiego Radhashop. Zaproponowałam, aby wystawili swoje stanowisko podczas imprezy oraz aby objęli patronatem Dni Indyjskie. Moja propozycja spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem. Udało mi się także uzgodnić, że na czas imprezy będziemy mogli wypożyczyć wybrane indyjskie dekoracje, aby ozdobić salę, w której odbędzie się impreza. Ustaliliśmy, że pożyczymy: flagę Indii, parę radźastańskich lalek, dwa lampiony, makatkę ze słoniem, plakaty z bollywoodzkimi gwiazdami oraz Shah Rukh Khana ;) Naprawdę :) Z Radhashopem kontaktowałam się mailowo oraz spotykałam się kilka razy osobiście, zarówno z właścicielką, jak i pracownikami. 

Jako że imprezę organizowała organizacja studencka, pomyślałam, że dobrze byłoby zaangażować we współpracę koła naukowe z Uniwersytetu Warszawskiego, zajmujące się Indiami. Napisałam do dwóch takich organizacji: Koła Naukowego „Rasa Mandala” zWydziału Orientalistycznego UW oraz Koła Naukowego „Teraz Indie”z Instytutu Stosunków Miedzynarodowych UW. Otrzymałam odpowiedź od tego pierwszego i to z nimi nawiązałam współpracę. Postanowiliśmy, że drugiego dnia imprezy, 17 maja, członkowie koła przedstawią prezentację na dowolny, uzgodniony wcześniej temat. Uznałam, że współpraca z kołem naukowym, które zajmuje się niejako profesjonalnie Indiami, to dobre rozwiązanie. Po dłuższych rozważaniach ustaliliśmy, że prezentację przygotuje Tytus, a będzie ona luźną pogadanką okraszoną materiałami ikonograficznymi pod hasłem „Specyfika Indii Południowych w wymiarze historycznym i kulturowym”.

Gdzieś z tyłu głowy miałam myśli o jakimś urozmaiceniu imprezy. I wtedy właśnie napisała do mnie na Facebooku Agata Wójt, czyli Mehendi Masala. Agata jest absolwentką dziennikarstwa oraz indologii na UW. Sama o sobie mówi „fruwająca dusza malująca hennę gdzie popadnie”. I hennowania właśnie dotyczyła jej propozycja. W duchu zgodziłam się bez wahania, później przedyskutowałam sprawę kolejnego gościa na imprezie podczas spotkania ZSP UW ze znajomymi i już mogłyśmy ustalać szczegóły z Agatą. Kontaktowałyśmy się przez Facebook.

Ostatnim partnerem była restauracja Bollywood Lounge. Na kilkanaście dni przed planowaną imprezą udało mi się wywalczyć rabat dla uczestników imprezy na zamówienie w restauracji w dniach 16-17 maja. 15 %! :) Mam nadzieję, że osoby, które wzięły ulotki z rabatem, skorzystały z promocji.

Ostatnia prosta
  1. Założyłam fanapage'a na Facebooku: KLIK. Postanowiłam, że najlepiej zacząć z promocją wydarzenia wcześniej, aby jak najwięcej osób dowiedziało się o naszej inicjatywie.
  2. Utworzyłam wydarzenie na Faceboooku: KLIK. Zaprosiłam wszystkich znajomych, pisałam we wszystkich grupach, do których należę, o wydarzeniu i zapraszałam na fanpage'a i na wydarzenie.
  3. Postanowiłam zorganizować dwa konkursy. Jako że nie nie mieliśmy wtedy jako organizacja studencka baaardzo organiczone fundusze, postanowiłam poprosić o wsparcie osoby z nami współpracujące. Pani Bożena przekazała na nagrody dwie książki Bollywood w marketingu międzynarodowym. Fenomen Shah Rukh Khana oraz jedną jako prezent dla ZSP UW. Udało mi się też uzyskać pomoc od pani Anetty Ostojskiej. Pod jej redakcją wydano książkę Namaste! Po prostu Indie!, którą zgodziła się przekazać jako nagrodę w konkursie. Pozostałe nagrody ufundowało ZSP UW oraz sklep Radhashop. A konkursy? Pierwszy, o którym pomyślałam już w fazie planowania wydarzenia, był konkurs na najlepsze przebranie. Wyobrażałam go sobie jako głosowanie publiczności na przebrania uczestników imprezy, którzy postanowią wziąć udział w konkursie. Przewidziałam go na drugi dzień imprezy i miałam wielką nadzieję, że się powiedzie. Drugi konkurs odbywał się na fanpage'u akcji na Facebooku. Ogłosiłam konkurs pod hasłem „Moja indyjska inspiracja” - można było nadsyłać swoje interpretacje hasła, głosowanie polegało na zebraniu największej ilości lajków i komentarzy.
  4. Przetransportowaliśmy z Radhashopu na Pradze do naszej siedziby przy Nowym Świecie 69 wypożyczone dekoracje oraz przygotowane nagrody.
  5. Wydrukowałam plakaty w formacie A3 i A4, które samodzielnie zaprojektowałam.


  6. Porozwieszaliśmy plakaty na UW, w Radhashopie, na innych warszawskich uczelniach oraz w miejscach, gdzie miały się odbywać spotkania w ramach projektu: w Auditorium Maximum UW, w Instytucie Socjologii przy Karowej oraz w budynku Starego BUW na Kampusie Centralnym UW.
  7. Napisałam do twórców stron internetowych i fanpage'y na Facebooku, zajmujących się promocją wydarzeń w stolicy z prośbą o udostępnienie informacji o naszej akcji. Na temat BOLLYWOOD DAYS można było przeczytać na stronie wawalove.pl: KLIK oraz na Facebooku na stronach: Warszawa – eventy, wydarzenia oraz Wydarzy się w Warszawie. Później znalazłam też info o naszej akcji na dwóch innych stronach: KLIK oraz KLIK.




  8. Zaproponowano mi rozmowę na żywo w audycji w Akademickim Radiu Kampus 1 maja. Jako że planowałam majówkę poza Warszawą, umówiłam się na nagranie audycji, która później miała być odsłuchana w programie. Oto nagranie:

  1. W tygodniu poprzedzającym imprezę skontaktowała się ze mną reporterka Radia Eska, pracująca też dla Radia Wawa. Dzięki temu przez kilka dni przed imprezą w obu tych radiostacjach można było usłyszeć takie nagranie:
video

  1. W tygodniu poprzedzającym wydarzenie odwiedziliśmy sale, w których mieliśmy się spotkać na imprezie i przemyśleliśmy ustawienie stolików, krzeseł, kwestie techniczne itp.

Pierwszy dzień imprezy
16 maja spotkaliśmy się w Instytucie Socjologii przy ul. Karowej w Warszawie. Przygotowania trwały kilka godzin przed początkiem imprezy. Z naszej siedziby przynieśliśmy dekoracje, laptop oraz rzutnik. Po drodze do siedziby otrzymałam telefon od pani Magdaleny Niernsee z informacją, że sala, którą wynajęliśmy, jest zajęta i odbywają się tam zajęcia! Na szczęście udało mi się telefonicznie ustalić z wykładowcą, aby przeszedł do sąsiedniej sali i pozwolił nam przygotować wszystkie dekoracje na imprezę i rozłożyć ze sprzętem. Po dotarciu na miejsce zajęliśmy się "transformacją" sali :) W międzyczasie pani Magdalena przygotowywała się do występu, ja również przebrałam się w sari. Koordynatorka musi wyglądać profesjonalnie! :) 

Przed 16:30 zaczęli schodzić się goście. Przybyła Agata Wójt z mehendi - przygotowaliśmy dla niej stolik przed wejściem do sali. Każdy chętny mógł skorzystać z malowania henną w promocyjnej cenie 20 zł. Pani Bożena Wyszyńska witała przybyłych tilaką. Udało mi się także namówić brata mojej znajomej Oli z bloga NatBlue, fotografa Arka, aby wykonał dla nas relację z I dnia imprezy. To właśnie jego zdjęcia będziecie mogli podziwiać poniżej. 

Zaczęliśmy z opóźnieniem, ponieważ czekaliśmy, aż przyjdzie więcej osób, część kończyła zajęcia o 16:30 i potrzebowała trochę czasu, aby dotrzeć na Karową 18 na 4 piętro bez windy! Niestety, z powodu jakiejś ważnej konferencji na Kampusie Głównym wszystkie inne sale w Starym BUW były zajęte o tej porze. Z dodarciem na miejsce chyba nie było problemu, drogowskazami były piękne zdjęcia z Indii wykonane przez znajomą pani Bożeny Wyszyńskiej oraz niezawodny Szaruk :)

Taki piękny plakat witał przybyłych.


Wydarzenie otworzyłam ja jako koordynatorka projektu wraz z przewodniczącym Rady Uczelnianej ZSP UW, Arturem Jemielitą. Byłam bardzo podekscytowana ale i zestresowana, to było pierwsze tego typu wydarzenie i to jeszcze takie, za które czułam się bardzo odpowiedzialna, dlatego przeżywałam każdą chwilę bardzo mocno, ale i brałam do siebie wszelkie wątpliwości, niedociągnięcia itp.



Początkowo pustych krzeseł było sporo, z czasem musieliśmy je dostawiać z sąsiedniej sali.



Pierwszym gościem, którego zaprosiliśmy na scenę, była pani Magdalena Niernsee. Przed imprezą zmieniłyśmy koncepcję prezentacji, początkowo miała być to opowieść o życiu w Indiach okraszona zdjęciami oraz prezentacja tradycyjnego północnoindyjskiego tańca kathak. Ostatecznie pani Magdalena zaprezentowała, co wydało nam się ciekawsze, nagrania i zdjęcia z pobytu w Indiach, gdzie uczyła się tańca kathak. Opowiedziała kilka ciekawostek dotyczących hinduskich zwyczajów i specyfiki tańca indyjskiego. Zaprosiła także na zajęcia kathak, jakie prowadzi w Warszawie: KLIK



Więcej info na temat tańca kathak: KLIK.








Później uczyliśmy się wyklaskiwania rytmu. To wcale nie było takie łatwe, na jakie wyglądało na filmikach! :) 







To, co nastąpiło później, zapamiętam do końca życia. Pokaz kathak był przewspaniały! Żywiołowy, niezwykle emocjonujący, dopełniony wspaniałymi gestami i mimiką. Widać było, że pani Magdalena czerpie z tańca radość, jaka myślę, że udzieliła się także publiczności. Byłam zachwycona! Występ Magdaleny Niernsee spotkał się z wielkim aplauzem zgromadzonej publiczności. 














Poniżej króciutki filmik nagrany przez Olę z bloga NatBlue:

video

Więcej filmów z tańcem w wykonaniu pani Magdaleny Niernsee: KLIK.


Później swoją prezentację na temat języka hindi, jego specyfiki i bogactwa językowego subkontynentu indyjskiego przedstawiła Justyna Wiśniewska-Singh, lektorka języka hindi ze Szkoły Języków Wschodnich Uniwersytetu Warszawskiego. Najbardziej cieszył mnie fakt, że pani Justyna dała się namówić na to, aby przyszła przebrana w indyjski strój, przed czym długo się wzbraniała, mówiąc, że wszystkie ładne ubrania zostawiła w Indiach. Ale się udało! Miała na sobie granatowy kameez oraz żółty salwar i dupattę. Najciekawszą i najbardziej pozytywną informacją z prezentacji była wiadomość, że ze względu na przynależność języka hindi do grupy języków indoeuropejskich, jak jest też z językiem polskim, Polakowi jest się łatwo nauczyć hindi. Alfabet zapisywany pismem dewanaragi można opanować bardzo szybko! Może by zacząć się uczyć hindi na serio, a nie tylko z filmów, jak robiłam do tej pory? :D






Jestem i ja, zapowiadająca kolejne prezentacje :) Sari wiązała mi pani Magdalena Niernsee, jestem zaszczycona! Pięknie wyglądało!


Kolejne prezentacje przygotowane były właśnie przez wspomniane wcześniej studentki Uniwersytetu Warszawskiego, które same zgłosiły się do pomocy :) Dołączyła do nich jeszcze jedna chętna, co za szczęście! Pierwsza prezentacja dotyczyła kina indyjskiego. Ada Iniarska oraz Katarzyna Maria Wiśniewska zaprezentowały krótką historię kina indyjskiego, poczynając do pierwszego niemego filmu indyjskiego, Raja Harishchandra z 1913 r., aż do współczesnych produkcji. Zwróciły też uwagę na czynniki, jakie zadecydowały o popularności kina indyjskiego na świecie.




A tu widać reakcję części publiczności (w tym moją) na pytanie, kto oglądał K3G :D


Poniżej widać też panią Małgosię, która nagrywała cały cykl prezentacji podczas I dnia imprezy. 


Z kolei Angelika Lanckamer opowiedziała o różnorodnych rolach, jaką pełni w indyjskim filmie piosenka: od retrospekcji, przez ukazanie emocji, przedstawienie długiego procesu w krótkim czasie do elementu fabuły czy nawiązania do już powstałych produkcji. Prezentacja była bardzo pozytywna i profesjonalnie wykonana, pełen szacun!




Cykl prezentacji zakończyła przesympatyczna pani Bożena Wyszyńska, autorka książki Bollywood w marketingu międzynarodowym. Fenomen Shah Rukh Khana. Zachęciła do zapoznania się z książką, której tematyka po części wypłynęła z jej osobistych fascynacji kinem Bollywood i osobą najpopularniejszego obecnie indyjskiego aktora na świecie, a po części z jej zainteresowań zawodowych. Ubrana była oczywiście w stój indyjski, jakże by inaczej! Chętni mogli kupić książkę oraz zdobyć dedykację autorki :)




Kiedy pozostali członkowie ZSP zbierali dekoracje i uprzątali salę, ja pobiegłam do sali B Auditorium Maximum Uniwersytetu Warszawskiego, aby wyświetlić film, który miał zakończyć pierwszy dzień imprezy. Po drodze jednak cyknęliśmy parę fotek, w końcu koordynatorka też musi mieć jakąś pamiątkę :P



Dla zainteresowanych, makijaż robiłam według tego filmu: KLIK.

Z Magdaleną Niernsee i Olą. To jej brat wykonał zdjęcia z pierwszego dnia imprezy.
Wiele osób już czekało na miejscu. Pierwszym pomysłem była projekcja filmu, który na Facebooku zebrałby największą ilość głosów - komentarzy, lajków itp. Ze względu na opóźnienie czasowe musiałam wziąć sprawy w swoje ręce. Byłam na to przygotowana, miałam ze sobą dwa filmy - początkowy wybór, czyli Jab Tak Hain Jaan oraz Chennai Express. Oba nowe, oba z SRK, bo przewijał nam się i jako dekoracja, i jako temat w prezentacjach, i jako bohater książki pani Bożeny. Na miejscu wybraliśmy Chennai Express, po części z powodu ograniczenia czasowego (no wiecie, 2,5 h trzeba było liczyć), po części z powodu reakcji publiczności, która wolała nowszą produkcję z SRK. Obejrzeliśmy więc Chennai Express (2013) z Shah Rukh Khanem oraz Deepiką Padukone w rolach głównych, prawdziwe „masala movie”: komedia, akcja i romans w jednym. Film wyświetlony w  został bardzo pozytywnie odebrany przez publiczność. Były chwile ciszy, były głośne śmiechy z perypetii bohaterów... Myślę, że był to dobry wybór. Najbardziej cieszy fakt, że przyszły osoby, które nigdy nie widziały żadnego filmu Bollywood i były zadowolone po seansie! :)

Jeśli ktoś jeszcze nie widział tego filmu, to polecam, a poniżej zwiastun:


Jeśli podobały się Wam zdjęcia z I dnia imprezy, wykonane przez Arka, to zapraszam na jego stronę na Facebooku: KLIK.

Do domu wróciłam baaaardzo późno, straszliwie zmęczona, bo założyłam buty na obcasie, czego mi ze względów zdrowotnych robić nie wolno :P więc do mojego żoliborskiego mieszkanka prawie się doczołgałam :D A musiałam jeszcze się przygotować na następny dzień. Wymyśliłam sobie, że II dnia imprezy będę ubrana zupełnie w innym stylu. Miało być bardziej radźastańsko, mniej oficjalnie, nie w sari. Dopiero jakiś tydzień po imprezie zorientowałam się, że moje stylizacje pasowały do filmów, które wyświetliliśmy. I dnia miałam na sobie sari, a bohaterka filmu, Meena, też chodziła w sari :) 

A tutaj relacja z I dnia imprezy oczami Oli z bloga NatBlue: KLIK.

Drugi dzień imprezy
Zaczął się wcześniej, bo początek planowaliśmy już na 11:00 - ze względu na Noc Muzeów, która miała się odbywać także w Starym BUWie, w którym mieliśmy wynajętą salę na II dzień imprezy. Dekoracje z naszej siedziby przenieśli Artur i Luiza a ja przygotowałam salę technicznie. W międzyczasie przyjeżdżali nasi partnerzy oraz uczestnicy - zaczynaliśmy w skromnym gronie, z czasem zrobiło się nas naprawdę sporo, było międzynarodowo i międzykulturowo :)

Przez cały dzień towarzyszyło nam stoisko indyjskiego sklepu Radhashop, partnera akcji, gdzie można było nabyć biżuterię, przyprawy prosto z Indii, ozdoby czy plakaty gwiazd indyjskiego kina. Nad stoiskiem czuwał pan Wojtek Koć i Magdalena Chołda. Oboje byli ubrani w indyjskie stroje - wyglądało to pięknie, tak profesjonalnie! :)

A tak wyglądało stoisko Radhashop przed salą, w której odbywało się spotkanie.












Mówiłam, że był Szaruk! :D


Pierwszym punktem programu była prezentacja koła naukowego "Rasa Mandala" o Indiach Południowych i ich specyfice historycznej i kulturowej. Niestety, musieliśmy ją odwołać i zmienić kolejność pokazów. Jestem z siebie dumna, że udało mi się zapanować nad kryzysem ;) 

Ostatnie ustalenia, a ja jestem Hinduską ubraną w czerwoną lehengę, z czerwoną dupattą i "choli". No i z parandą we włosach!  


Oficjalne rozpoczęcie imprezy (ponownie ja i Artur).



Po zmianie planów to pani Małgosia rozpoczęła II dzień imprezy. Opowiedziała  o sari - około sześciometrowym ozdobnym materiale, który specjalnie upięty i udrapowany jest najpopularniejszym strojem kobiecym w Indiach. Zaprezentowała też na trzech ochotniczkach z publiczności trzy różne sposoby wiązania sari.











Nawet ja miałam swój udział w prezentacji, pokazałam, jak można nosić dupattę, jak ją upinać i przewiązywać. Właśnie za uniwersalność i funkcjonalność lubię dupatty tak bardzo :) 





Pani Małgosia w pięknym sari *_* Dziękuję Radhashop za miłą współpracę! <3


Po pokazie sari przyszedł czas na występ dziewcząt z Grupy Tanecznej Paheli. Podzieliłyśmy występ na dwie części: pierwsza półkasyczna a druga bardziej nowoczesna. W pierwszej części, półkasycznej, wystąpiły wszystkie dziewczęta: Ania, Kasia i Marta. Wyglądały oszałamiająco! Dziewczęta dały wspaniały pokaz tańca do piosenek z takich filmów, jak Czasem słońce czasem deszcz czy Agneepath



















A poniżej filmik z I części występu dziewcząt:


Dziewczęta potrzebowały dłuższej chwili przerwy, aby odpocząć i się przebrać. Nie dziwię się, po tak żywiołowym tańcu każdy by się zmęczył ;) Musiałam na szybko wymyślić jakiś przerywnik, aby zająć publiczność czymś ciekawym. Z pomocą przyszła mi Agata z Mehendi Masala, która zgodziła się poopowiadać co nieco o naturalnej hennie i indyjskiej tradycji i symbolice zdobienia nią ciała. Później dowiedziałam się, że była to jej pierwsza pogadanka o mehendi, co sprawia, że czuję się dumna, że to stało się akurat na naszej imprezie :) W czasie spotkania można było – dosłownie – na własnej skórze przekonać się o jej talencie, ale też powąchać hennę, którą miała ze sobą. Każdy chętny miał możliwość zrobienia sobie naturalnego tatuażu z henny w dowolnym fantazyjnym wzorze. A chętnych było wiele, z czego na pewno cieszyła się Agata, ale i ja!






Jeśli nie widzieliście nigdy, jak wygląda mehendi, to za chwilę się zdziwicie, jakie cudeńka można wymalować na skórze. A jeśli robi to Agata, to wychodzi perfekcyjnie, naprawdę! Ja bardzo chciałam zrobić sobie mehendi, ale gdy dowiedziałam się, że przez tydzień może nie zejść, a tydzień później moja siostra miała I Komunię Świętą, powiedziałam sobie: next time ;)











Po krótkiej pogadance na temat mehendi wykonaniu Agaty na scenie ponownie pojawiła się Grupa Taneczna Paheli. W drugim wejściu Marta i Ania wykonały układ nowoczesny, tańcząc np. do piosenek "Sheila Ki Javaani” z filmu Tees Maar Khan czy "Chammak Challo” z filmu Ra.One













Występ Paheli spotkał się niezwykle pozytywnym odbiorem! Było cudownie! Najwspanialsze było chyba obserwowanie, że taniec sprawia dziewczynom taką radość  - a to udzielało się publiczności :)

I już miałam wyświetlać film, gdy przypomniałam sobie o konkursach! No właśnie! Konkursy! Pierwszy z nich organizowany był na fanpage’u projektu na Facebooku pod hasłem „Moja indyjska inspiracja”. Laureaci otrzymali nagrody ufundowane przez sklep Radhashop oraz ZSP UW.

I miejsce: Adrianna Gilewska - to jest fenomen, pracę przesłała dzień przed zakończeniem głosowania, a i tak wygrała! :) Zasłużenie, moja ukochana Kajol na jej rysunku jest piękna :)



Drugie miejsce zajęła Beata Kleszczyńska, której zdjęcie zupełnie mnie zachwyciło! Było też najczęściej komentowanym zdjęciem na naszej stronie już po zakończeniu konkursu. Beacie należą się szczególne brawa, ponieważ przyjechała na naszą impreze aż z Katowic! Przy okazji polecam Wam fanpage Beaty na Facebooku, była w Indiach! KLIK

Zdobywczyni III miejsca, Aleksandra Yadav, niestety nie mogła być obecna na spotkaniu z powodu choroby, ale odebrała nagrodę na swoją indyjską inspirację w późniejszym terminie. 

Chwilę później przeprowadziliśmy konkurs na najlepszą indyjską stylizację. Zaprosiłam na środek osoby, które zechciałby wziąć udział w głosowaniu. Niezmiernie ucieszył mnie fakt, że wśród uczestników była drugoklasistka Oliwia, co pokazało, jak szerokie oddziaływanie ma Bollywod, bez względu na wiek! :) Wśród nagród znalazły się także pamiątki od patronów naszego wydarzenia: Bollywood w marketingu międzynarodowym. Fenomen Shah Rukh Khana Bożeny Wyszyńskiej oraz piękny album Namaste! Po prostu Indie! pod redakcją Anetty Ostrojskiej.


III miejsce zdobyły ex aequo Adrianna Gilewska oraz Marta Wrońska.


II miejsce  - Magdalena Czuba.


I miejsce - bezkonkurencyjna Oliwia Biernat!


Z "naszym" Szarukiem każdy chciał zrobić sobie zdjęcie, poniżej kilka z nich :)




Imprezę zakończył pokaz filmu Goliyon Ki Raasleela Ram-Leela (2013) w reżyserii Sanjaya Leeli Bhansaliego. Jest to indyjska adaptacja sztuki W. Szekspira „Romeo i Julia”, historia miłości Rama i Leeli, których rodziny są ze sobą skłócone od 500 lat. Mieliśmy co prawda trochę problemów, ponieważ komputer będący w sali przetrwał projekcję filmu w połowie (!), ale dzięki pomocy pana technika udało się zapanować nad sytuacją :) Plan był taki: drugiego dnia wyświetlimy film, który zwycięży w głosowaniu podczas I dnia. Z powodu dużego zamieszania zrezygnowaliśmy z tego rozwiązania i wybraliśmy film stosunkowo nowy, wybitnego reżysera i z ciekawą historią, aby pokazać różnorodność Bollywood.

Poniżej trailer filmu, polecam każdemu! Jest bardzo specyficzny, ale ciekawy.




Podsumowanie 
Jestem niezmiernie dumna z tego, że projekt „Bollywood Days czyli Dni Indyjskie na UW” spotkał się z tak dużym zainteresowaniem. W naszym wydarzeniu wzięły udział osoby w różnym wieku, od dziesięciolatki po siedemdziesięciolatka (serio!), co pokazuje, że kultura indyjska może być ciekawa dla każdego. Nasza impreza przyciągnęła też osoby, które wcześniej nie miały żadnej styczności z kinem indyjskim. Mam nadzieję, że udało nam się pokazać bogactwo i różnorodność Indii oraz zarazić naszych gości sympatią do kina Bollywood. Serdecznie dziękuję w imieniu własnym i organizatora - ZSP UW - wszystkim, którzy pomogli nam przy organizacji tego wydarzenia, naszym gościom i patronom oraz uczestnikom. 



Przewidujemy wiele ciekawych projektów na nowy rok akademicki, także indyjskich. Pani Bożena Wyszyńska zaproponowała wydanie wspólnymi siłami małej publikacji, coś w formie broszury, jednocześnie relacjonującej imprezę i promującej ją na przyszłość. Tak, będą kolejne edycje BOLLYWOOD DAYS! Mam wiele pomysłów, co najmniej na trzy kolejne lata :) Zastanawiamy się nad stałą współpracą z kołem naukowym "Rasa Mandala". Fanpage na Facebooku cały czas działa, zapraszamy do śledzenie nowości: KLIK



Ale żeby nie było tak patetycznie i idealnie, powiem Wam, co nie wyszło. Bo zawsze jest coś do poprawy, zawsze może być lepiej:

  • Po pierwsze, potrzeba nam więcej rąk do pracy. Nie jest to nie wiadomo jak ciężka praca, a może dać Ci doświadczenie, które później wykorzystasz przy poszukiwaniu pracy. Pisałam Wam już o tym w poście o organizacjach studenckich i kolach naukowych: KLIK, więc nie będę się powtarzać i pisać po raz kolejny o profitach z przynależności do organizacji studenckiej. Więc jeśli jesteś z Warszawy lub mieszkasz w stolicy, studiujesz na UW albo i nie, przyjdź do nas i zobacz, jak możesz Zrealizować Swoje Pomysły, tak jak ja zrealizowałam swój. Szalony, kolorowy, wydawałoby się, że niemożliwy, a jednak! Tu znajdziesz więcej informacji: KLIK.
  • Moim największym planem i marzeniem związanym z BOLLYWOOD DAYS było uzyskanie patronatu Ambasady Indii w Warszawie. W tym celu wysłałam mail z zaproszeniem i prośbą o patronat do Ambasady, a także oficjalne pismo od ZSP UW z zaproszeniem na BOLLYWOOD DAYS. Ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Zasmuciłam się z tego powodu, ponieważ byłam przekonana, że Ambasada wesprze naszą inicjatywę, podobnie jak inne indyjskie projekty w Polsce, jakich ostatnio było mnóstwo. W naszym przypadku tak nie było i najsmutniejsze jest to, że nie wiem, czemu tak się stało. Za rok ruszymy z naszą akcją wcześniej i na pewno uda nam się namówić Panią Ambasador do współpracy! Słowo!
  • Powinniśmy wcześniej rozwiesić plakaty, aby jak najwięcej osób dowiedziało się o akcji. Za rok wydrukujemy tez ulotki, które będziemy rozdawać w pobliżu Kampusu Centralnego UW. W tym roku miałam taki plan, ale nie zdążyłam go zrealizować.
  • Potrzebujemy większych sal na więcej osób i, co byłoby idealnie, jednej sali na dwa dni imprezy, tej samej, aby nie było przenosin sprzętu i dekoracji, dezorientacji uczestników itp.
  • Nie udało nam się załatwić fotografa na II dzień imprezy - za rok to się zmieni! Niemniej dziękuję wszystkim, którzy robili zdjęcia: Agacie Wójt, Arturowi Jemielicie, Adriannie Gilewskiej, Wojciechowi Koć, bez Was nie byłoby tych pięknych pamiątek!

Jest jeszcze sporo do poprawy, ale zapału nam nie brakuje! Dziękuję, że dotrwaliście do końca tej długiej i, mam nadzieję, wyczerpującej relacji. Zachęcam do komentowania posta i dzielenia się ze mną swoimi przemyśleniami na temat imprezy, zarówno w przypadku, gdy byliście na naszym spotkaniu, jak i w sytuacji, gdy znacie ją jedynie z relacji. Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania. Co byście zmienili, co zrobilibyście inaczej, co powinniśmy poprawić za rok? A może macie specjalne życzenia na temat prezentacji, gości czy wyświetlanych filmów? Piszcie! :)


Wszystkie zdjęcia z imprezy: KLIK.

I do następnego!

4 komentarze:

  1. mam nadzieję, że w przyszłym roku wypadnie lepiej, bo w tym roku było tak sobie - szczególnie drugiego dnia imprezy. dlaczego nie poprosiłaś o pomoc indologów? mamy coś takiego jak katedra azji południowej na wydziale orientalistyki i tam są ludzie, którzy mówiąc kolokwialnie 'się znajo' - i studenty, i wykładowcy też - ci drudzy to może niespecjalnie na boliłudach, ale na indiach i owszem. nie tylko rasa mandala ma jakieś pojęcie na temat indii [swoją drogą ciekawa jestem, dlaczego się wycofali].

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za tę opinię!

      Rasa Mandala się wycofała, ponieważ osoba, która miała dokonać prezentacji, zapomniała o niej i pomyliła dni :/
      W tym roku badaliśmy grunt, sprawdzaliśmy, jakie w ogóle byłoby zainteresowanie i mma nadzieję, że dzięki wnioskom, jakie wyciągnęliśmy i kontaktom, jakie nawiązaliśmy, edycja 2015 będzie duuużo lepsza :)

      Jeśli masz jakieś pomysły, sugestie, odnośnie następnej edycji BOLLYWOOD DAYS, zapraszam na spotkanie ZSP UW w nowym roku akademickim, więcej szczegółów: https://www.facebook.com/zspuw?fref=ts

      PS. Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, miałam problemy z komentarzami na blogu.

      Usuń
  2. Wow, ale treściwy wpis :) To teraz po kolei, abym powiedział, wszystko to, co przyszło mi do głowy czytając Twój wpis :)
    1. Uwielbiam Ciebie na zdjęciach, nie wiem czy już Ci to kiedyś pisałem, ale niesamowicie przypominasz mi moją bardzo dobrą znajomą ze studiów licencjackich, świetny mieliśmy kontakt. Ty masz w oczach, to co miała ona.

    2. Lubie oglądać filmy Bollywoodzkie, ale muszę mieć na nie ochotę :)

    3. Podziwiam! Niesamowicie wszystko zorganizowane. Twój zapał, i determinacja jest naprawdę godna podziwu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamil, nawet nie wiesz, jaką radość sprawił mi Twój komentarz (nawet większą niż zaliczenie dwóch semestrów łaciny w jeden dzień :D). Dziękuję za wszystkie przemiłe słowa i obiecuję, że za rok będzie jeszcze ciekawiej! :) I oczywiście zapraszam na II edycję BOLLYWOOD DAYS :)

      Usuń