30 kwietnia 2016

MAŁA OJCZYZNA: Piękno gminy Jednorożec zaklęte w wierszach i obrazach

Tuż przed majówką zapraszam Was na podróż po gminie Jednorożec, ale nietypową. Będzie to podróż artystyczna, bowiem dzięki wierszom i pejzażom pokażę Wam to, co kocham najbardziej w mojej małej ojczyźnie.




Wpis ilustrują obrazy Wojciecha Góreckiego z Gdańska, który w latach ok. 2000-2003 stworzył cykl pejzaży z okolic Jednorożca. Inne prace malarza możecie znaleźć na jego stronie na fb: KLIK.

Jako pierwsze prezentuję wiersze Witolda Rosołowskiego ze strony: KLIK. Ułożone są w kolejności alfabetycznej wedle tytułów (nazw miejscowości lub nazw miejscowych).


1. Budy Rządowe - z rządem gdzie rząd
Budy Rządowe, choć tu z bud nikt rzędem,
ni z rządu w Budach kto taki się zjawił,
bo nuż w tych stronach byłoby obłędem
stać gdzie miast siedzieć na stołku, z Warszawy
łatwiej i lepiej na grzędzie, bo tutaj
rząd, co niektórzy mają, ech, do kuta,

Budy Rządowe – a u nas, choć z nazwy
wieś z puszczy w pola schodzi z chmur i słońca,
a nocą w niebo lśnią ostatkiem prawdy
dobroci wszelkie i taka w krąg rządza
by żądłem pszczoły kogo z Bud Rządowych
ukąsić, takoż, jak mu co tam z głowy,

Budą Rządową przesłania widoki
ni z tej czy z tamtej strony do rozumu
i sprawy wszelkie nie cierpiące zwłoki
warte nad grobem wierzbnego poszumu,
stąd z bud co strzechą chyli wszystkim głowę,
toż z rządem gdzie rząd tam Budy Rządowe. 



2. Gutocha - graniczy wietrznie stawu lustrem
próbował wietrzyk zamoczyć co w stawie,
wszak na Gutosze nieziemski narybek,
lecz co tam w fali przygarbił – odstawał
wciąż małoważnym ślizgiem jakby w szybę
tarł, że aż ciarki i truchlenie brzegu,
z reguły zwykle wadzi mały szczegół,

aż taką krocią jest ciało, a niech to,
jął mydlić przestrzeń chmurą, co tu oby
szła, w bańce może by się wiatru przeszło
na drugą stronę i rybę by dobyć
i trzeć, aż ciarki i truchlenie brzegu,
toż i z reguły wadzi mały szczegół,

aż w krzcie wciąż pęka, bąbel z byle piany,
a wietrzyk z lustra po kolejną bzdurę
sięga, zza ramy kijem powiew ganić,
acz, może wietrze co i powędkujesz
i takoż ciarki i truchlenie brzegu,
bo trze w regule jeden mały szczegół,

ni chłop czy baba i ja sam do paki
zrozumieć dmucha nie potrafi w niczym,
czasem zrodzone z powietrza dziwaki
jak woda w stawie ściekiem Płodownicy
najdą przez ciarki i truchleniem brzegu
w zwierciadle stawu z reguły to szczegół.


3. Jednorożec - ustrzelonym Orzyca odstępem
gdzie Orzyc falą pod ściółkę nie sięga
i bokiem runo omija i nadto
bartnie Drzewice w zielonych sukienkach
wycięto w części pod tak zwany klasztor,
nie w głowie leśnym mieć za cud dom boży,
choć spięty z bloków miodnych jednorożyc,

stąd komukolwiek, na dorzeczną pianę,
składać ofiary pod krwawionym krzyżem,
z paciorków merdać bozi nieruszanej,
smarować miodem, może bóg co zliże,
gdy za klasztorem pokręcony Orzyc
błyska w puszczańskich resztkach jednorożyc,

i każdy widzi, gałęzie pancerzem
zdają się miotać bielą, srebrem, złotem,
a brzeg z pazura rwany w lotne pierze
lepi od słońca i chmur i pokotem
w plastrach zieleni wiatrem słodycz łoży,
kolebiąc rosłe dziwy jednorożyc,

bez lasu – nijak, choć wmawiają wieczność
i w każdym czynie boga jedynego
widzą i duszę każą smagać grzeszną,
lecz co też w lesie może być i złego,
gdy miód i zwierz jest, leśnych nie zamorzy
świątynia zbita z części jednorożyc,

na mgły i deszcze, póki w puszczę wchodzą,
każdy ma skrawek, miejsca dość dla wszystkich,
lecz gwałtem rąbać nie wiadomo po co?
na wiarę przodków i tę, którą chrystki
stawiają votem w drzewiczym klasztorze,
toż sami stoją jak ten jednorożec,

i oby któryś z wyświęconych służył
jak my po puszczy, on to jednowierca,
kantem do nieba i rogiem do ludzi,
klasztornym trybem bijącego serca,
bieli przy każdej robocie i porze
w puszczy zielonej boskie jednoroże. 


4. Kobylaki - do prawd dalekie
z dala od drogi i rzeki, gdzie w lesie
żyło sześcioro dzikich Kobylaków
i jak to zwykle echo w dal poniesie
wieść o wyczynach, jakimi to w piachu
i ściółce mogli dokazywać zwierza,
acz warto bitej w drzewcu treści wierzać?

ani Czarzasty czy Konopek, Wólka
nie mogli przecież przechodzić przez sęki
ani Petrusem, co z ptakami ciumkał
miałby Szczepanka unieść, tenże z ręki,
zbić w ściółce kółko z samych igieł, przecież
to nie przystoi, bynajmniej poecie,

spisywać z echa, co jęzorem długim
mógł powykręcać nazwy jak i czyny
i w Kobylaki zwierza mość dla zguby
zwieść co bystrzejszych, w końcu trudno winić
szumem i tarciem i pękaniem w słojach,
nie lepiej jechać i do prawd przekonać? 


5. Małowidz - szubienieniem zerka i mało widzi
toż mało widział w gęstwinie, kto z góry
na sosnę trafił i jej czubek skosił,
może promienie słoneczne ukłuły,
wszak żółty odwłok podobny do osy,
a gwozd jak grucha, tak jedną iglicę
ktoś musiał w końcu wziąć za szubienicę,

i wielu potem dyndało, lecz kto tam
pojmie ich imion, skoro żadne strata,
nie chciało w kłębku życia się motać,
nie miało po co ścieżyną powracać
przez gwozd i nockę, co rwała księżycem,
nadało komu wejść na szubienicę

i ty pamiętaj kiedy wiersz się skończy
i nie poczujesz do życia współżycia,
nie smakuj śmierci czy takoż obrońcy
nie knuj w zaświatach, bo nic do ukrycia
na szubienicy, nie „trza” wiele widzieć,
gdy kiedy znajdziesz się pod Małowidzem. 


6. Lipa - wichru ce-ha wspierana fujarą
dęte połacie moreny lipowskiej
miał Boh za kraniec świata gdzie bajdurzył
brat jego Wicher, mniej znaczący troszkę
od brata Boha, choć wydmuch na twarzy
krąglejszy nieco, ni śmiać się czy chlipać,
kiedy to piszczał w okolicznych lipach,

podobnież był to sposób, co owadom
nie dawał szkodzić ni drzewom czy ziemi,
kiedy więc Wicher swoje lica nadął
to dżdżownica w grudy pulchnej czerni
wiedziała czemu kraniec świata dusi
ten wiew, z którego schły lipy i uszy,

aż raz na piachu ni drzewa czy Wichru
i kraniec świata naszedł nowym smarem
i choćbyś chciał co, nie opowie nikt tu
jak to wiatr jaki nabijał w fujarkę,
toż i z kościółka przyuczony klecha
nie wie skąd Wicher pisze się przez c-e h-a,

a przecież Boha sprawą było w stracie
piach do kurhanu wznieść, choć piach poniekąd
sypki, acz zielskiem przykryję go, bracie
i takąż cechą będzie góry wieko,
by duch twój spokój miał i koniec na tym,
na las tu krańcem wpadający w światy.


7. Olszewka - po drugiej stronie zamysłu
na olsze, panie, ni stołka czy ramy,
toż jedno wodą podejdzie, a drugie
pęknie na lustrze, takoż się wydamy
w nim lekko ścięci, rysem zwarci, tudzież,
kto mebel taki, co się gnie i płacze,
chciałby mieć w chacie …

a tu, w Olszewce, Orzyc falą wzdraga
i z bagien w łąki, z łąk chce nuże w olchy,
lecz las dębowy i sosen przewaga,
acz, wodzie, panie, ziemia dechy skąpi,
bo liście w ściółkę i chrustem gałęzie,
toż, wodo mień się,

a w swej przestrzeni bądź taflą dla chmury,
choć z garbem chodzisz i utykasz z brzegu,
a niech się w tobie i wypatrzy który
złocisty promień, co z olch w świata ściegu
kreśli, raz strony pomyli i wpadnie
i siedzi na dnie,

acz, w tym zdarzeniu, mógłby jak w zwierciadle
pobyć chwil kilka i gdy kiedy zechce
otworzyć innym strug w światy zapadłe
co na Orzycu, gdzież, panie, w Olszewce
głębią olchową jeno tylko toną
nieznaną stroną. 


8. Połoń - błyska prawdą o sobie
gdzieś hen w Połoni wśród halizn bezdrzewnych
gdzie Orzyc w grudę a gruda bagnista,
sto razy pierwej się dobrze upewnij
nim stopę stawisz w ten grunt i obyś tam
nie został czasem lub na czas mniej znany
doszedł w czekaniu do żywota granic

bo hen w Połoni rzadko jak te drzewa
kto idzie, stoi lub przemyka między
jednako słońce i księżyc ogrzewa
wędrowca, który zaszedł tutaj więc by
nie został z ciebie lub po tobie co tam
szczęk oczodołów, gdyś wszedł się nie motaj,

a Połoń pięknem i przestrzeni wdziękiem
osadzi wzrok twój jak tę perłę z morza
bo płonne wokół ziemie i wiatr stękiem
nie dorównają, na wiatr weź się pożal
i wskaż z miejsc lepsze nadburzoną dłonią
bo takaż prawda jaką błyska Połoń. 


9. Przejmy - przenowieniem tegoż co zobaczyć można
raz Boh dla Bohny chciał być tak uprzejmy,
że nim świt szarość rzucił Boh wziął pędzel
i jął las barwą smarować bez przerwy,
że tchu zabrakło i opadły ręce,
a Bohna ze snu ani mru, toż jeszcze
może i żonkę czymże tam dopieszczę,

stąd kiedy ranek rosą kurze ścierał,
Boh wziął za kudły wiatr i plótł korony,
acz Bohna wstanie i nie pozna teraz,
gdzie się łożyła z Bohem w czas ściemniony,
lecz na nic było czyścić w gniazdach jaja
czy paść na ściółkę, Bohna nie wstawała,

i tak to kiedy słonko górowanie
miało zaczynać, coś tam jakby drgnęło,
trzeba dla Boha mieć wielkie uznanie,
że do budzenia Bohny nie popchnęło
ni mru, toż Bohna wstała aby wielbić
Boha uprzejmość bez przerwy i przejmy. 


10. Stegna - wszystkim lepi
bór chwiejną chatą, stąd Drzewic podpory
i powój z kory na krzewy i w ściółkę,
skąd w próchnie robal i zwierzęce nory,
a nuż kto górę weźmie na rozbiórkę,
słońce co spiecze, błyskawica czepi,
mróz ściśnie, tudzież, gdzie na dole lepij,

bór szumną chatą, stąd pulchne korony
cieniem po krzakach i mszaków dywanie,
skąd w próchno naści oddaje, kto chromy,
a nuż i w górę więcej się nie wstanie,
bo słońce spiecze, błyskawica czepi,
mróz ściśnie, tudzież gnić po cichu lepij,

bór strojną chatą, stąd czasem przedsionka
braknie by witać, a kto gnie czy sięgnie,
raz hop i już ci od burzy i słonka
i mrozu mógłby stać bezpiecznie w Stegnie,
gdzie ani piecze, ani piorun czepi
i chłód co lżejszy, tudzież wszystkim lepij.


11. Ulatowo Słabogóra - nieskończonym piachu wyniesieniem
zacz, gdzie tam w polu, dyć, piaszczystym nieco,
Boh Wichra zwołał, by mu wydmę stroił,
nuż, inne bohy na miejsce przylecą,
acz, górę wszystkim równo się wykroi,
by każdeć chruścił jako mu przystało,
acz, wszystkim sprawi uciechę niemałą,

nuż, wicher zdmuchał, co miał, a Boh zerka,
niewiele tego, dyć, mi się zdawało,
że góra będzie, takoż z wszystkich wielka,
a tu wystaje jaki piachu pałąk,
zacz, Wicher rzecze, piach to nie są cegły,
nuż gdyby z piachu żywcem to by legły,

Boh Wichra uznał i kazał ostawić,
acz, żeby bajda była wam i ulał,
czas na pagórku zasiać nieco trawy
i choć nazwany jako Słabogóra,
dyć, żeby kto z was z piachu stawiał chaty,
jak Boh bohenkom, nuż i koniec na tym. 


12. Żelazna - skrzepem krwi rudzielca przezwana
rudy darniowe od rudzielca, który
w żelazo ziela zmieniać umiał, nadto
padł raz na jedne, acz strug krwi spod skóry
ściekł w piach i żwiry i do rzeki - na dno
i po dymarkach próbowano krwi skrzep
odzyskać, póki co tam, mówiąc ściślej,

tak śmierć rudzielca była szczęściem grudzie,
wszak bieda wszystkim gdy roboty nie ma,
a tu co krasne do dymarki, tudzież
można by zacząć całkiem nowy temat,
lecz póki co tam, jeszcze bardziej ściśle
zajrzyjmy w rudych wód mieniący krwi skrzep

bo wody jednej rudzielec nie zaznał,
a mógłby z wierszem tym i się utopić,
a wieś nie była by zwaną „Żelazna”,
gdyby ją w wodzie nie ochrzcili chłopi,
i nikt na piachy nie gadałby „krwi skrzep”
takoż o grudzie sobiepańsko myślę. 


A poniżej twórczość Waldemara Kontewicza, który w latach 70. XX w. był nauczycielem w Jednorożcu i Żelaznej Rządowej. Zobaczcie, jak przepięknie napisał o gminie Jednorożec:


Jednorożec
Tak nam Panie Boże pomagaj, który też nas w dzień sądny i wszystek świat sądzić będziesz.          
                                           Śluby Puszczonów w Kadzidlańskim Kościele

Na Świętą Xsięgę Puszczy ślubowali
od opilstwa w domu i karczmie się wystrzegać
Kurpie z Jednorożca w 1857
gdy im jeziuta błogosławił kropielnicą
i bursztynowym dymem z kadzielnicy

Tuż po wielkanocnych zapustach
kiedy słońce oślepiało cały świat
wisieli pod niebem na drewnianych ławeczkach
przytroczonych sznurkiem do tęgich chojarów
i miejsce na plastry letniego miodu chędożyli
usuwając sosnowe sojcynki i suche liście z barci

Bez znaku krzyża nie chcieli przechodzić
przez próg swoich nasmołowanych chat
a na rogatkach nie było nawet zwykłej kapliczki
Dzień w dzień chodzili boso na skargę
do ruskiego naczelnika w Przasnyszu
zagrozili nawet admonicją u samego
cara Aleksandra III

Krzyż rozpostarł swoje ramiona w 1892 roku
tuż przed wielkimi bitwami pruskich i rosyjskich
grenadierów zabijanych tysiącami w manewrach
Pierwszej Wielkiej Wojny
Dziś omszałe stele z nazwiskami bez wojskowych szarż
zdobią małe cmentarze na kurpiowskich wsiach

Języka rosyjskiego nie chcieli znać
dzieci do szkół prześladowców nie posyłali
W głębokiej puszczy przetrwał tylko język polskiego króla
który edyktami zapewniał im wolność
Kiedy przepędzono zaborców a bity dukt połączył
Jednorożec z Przasnyszem
nową szkołę poczęli fasować

Dzieciaki zbierały gilzy karabinowe
na placu budowy piętrowego gmaszyska
i sprzedawały je bartnikom przed niedzielną mszą
by kupić książki oraz wielki globus z Ameryką
do której Puszcza emigrowała
jeszcze przed Powstaniem Styczniowym

Sto kilkadziesiąt lat to długa abstynencja
wiedział o tym mieszkaniec wsi herbu Bończy
z mitycznym jednorożcem pośrodku

Gdy w 1975 roku wyszedł z karczmy 
i stanął przed krzyżem od rosyjskiego cara 
dwie taksówki podjechały z Przasnysza
i zabrały Tola z jego harmonią na pedały
do Kadzidła na uroczystości odnowienia ślubów



Puszcza Zielona
Z Przasnysza przez Lipę
asfaltowym naleśnikiem
wygrzewającym się
na gorącym piachu wjedziesz
do Kurpiowskiego Herbarium
trzęsącego się jak osika
na torfowiskach Narwi i Orzyca

Zrazu wpadniesz w zachwyt
później w piasku głębiny
i sosnowe morze zieleni
więc nie zapomnij kurpi
(butów z wołowej skóry
związanych lnianym rzemieniem
by się nie pogubiły
i łatwo niosły na plecach
w drodze do kościoła w Kadzidle)

Stąpaj cicho szczególnie nocą
jeśli nie boisz się duchów
Kurpiowskich Strzelców
stawiających zasadzkę
w Brodowych Łąkach
na króla Szwecji Karola XII

Przyłóż ucho – o tu! tak, tu!
gdzie sękata barć miodowa
wysadza bursztynowe cekiny
na plafonach kościelnych sufitów
po których pszczoły – boskie stworzenia –
fruwają jak anioły
a złośliwe osy brzęczą w uroczyskach
niczym diabelskie nasienie
To serce Puszczy – Myszyniec
pompuje życie w święty bór

Zmęczony? –
zatrzymaj się w Ostrołęce
na drewnianym moście
wpatrz dobrze w Narew
i wstrzymaj oddech –
usłyszysz chasydzką historię
w oceanie boleści – Szalom

Kurpiowska wycinanka
na krasnosielskich błoniach
kresem podróży niech będzie:

Z dętą orkiestrą strażaków
    
Festynową Kaną
wodę w wino zmieniającą

Z trzeszczącą bryczką
zaprzęgniętą w wałachy
     odwożącą gości
     po asfaltowym naleśniku
     przez Lipę i Przasnysz
   
 do Kanady


Flaga gminy Jednorożec obok polskiej flagi, powiewające przed kościołem parafialnym w Jednorożcu. Fot. MWK, 9 VII 2015.

Żelazna w 1975 roku
W tunelu żywicznych sosen w ziarnach piachu zgrzytających
w piastach drabiniastych wozów i zepsutych zębach furmanów
umierała kurpiowska baśń na jeden pożar dwa krzyże i kilka wsi:
Wysmołowane  kleistym dziegciem chałupy Żelaznej Prywatnej
strzelały syczały jęczały gromem ognia piekielnego     
Na wierzchu każdej strzechy siedzieli Puszczoni i lali wodę wiadrami
bez żadnej nadziei na inny kolor żaru niż malinowa czerwień
lemieszy porzuconych w zasieku po sierpniowych podorywkach
Ogniowcy z sąsiednich Parciak w złocistych hełmach
z bosakami dzierżonymi wysoko grożącymi żywym i umarłym
pędzili czerwoną motopompą i przystawali co kilka kobylich oddechów
by zerwać asfaltowe ciasto z kół strażackiej amfibii
Zrozpaczony Chrystus w drewnianym kościele w Jednorożcu
spadł z krzywego krzyża i przestraszył zaborcze orły
na słupie prusko ruskiej granicy w Chorzelach
Arię pękających bierwion stalowych bron
wrzącej wody w studniach i lamentu kobiet
słychać było w Brodowych Łąkach gdzie przed 300 laty
strzelcy kurpiowscy z Żelaznej Myszyńca Kadzidła
zasadzili się na szwedzkiego okupanta Karolusa XII
próbując zmienić historię Polski i całego świata
Wczesnym wrześniem w szkole z gipsowym popiersiem
czerwonego bohatera przywleczonego z Moskwy 
zamiast królewskich poddanych: Prusików Berków Samseli 
zasiadła w ławkach pustka nasycona spalenizną
Kurpie zajęci byli odbudową spalonych dymów
Kurpianki wycinały czerwone jak ogień koguty
Dzieci zwoziły z pól zboże buraki i kartofle
Przy smołówce do Parciak pochylał się coraz mocniej
drewniany krzyż oszpecony bliznami cholery
która dwa wieki temu przeszła żałobnym konduktem
młodych starych dzieci i niemowląt 



Jakie są Wasze przemyślenia po lekturze tych wierszy? Który obraz podoba Wam się najbardziej? A może sami piszecie wiersze o naszej malej ojczyźnie? Odezwijcie się, planuję bowiem kolejną część tego postu :)


Do następnego! :)





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza