14 kwietnia 2019

"Kurpianki! Widzicie z tego przykładu z Rosji, jak bardzo wasz strój wyodrębnić was może". O bieżeństwie i stroju regionalnym

Odkąd dowiedziałam się o książce A. Prymaki-Oniszk Bieżeńcy 1915. Zapomniani uchodźcy i ją przeczytałam, szukam w źródłach śladów bieżeńców z Mazowsza Północnego, z Kurpiowszczyzny i szczególnie moich rodzinnych stron. Czy się udaje znaleźć coś konkretnego? Informacje są bardzo rozproszone oraz nieliczne. Ale czasem zdarzają się wyjątki i niespodziewane znaleziska. O takim bieżeńskim znalezisku dzisiaj - i to w połączeniu z innym interesującym mnie tematem, czyli zagadnieniem stroju regionalnego. Zapraszam do lektury!



Władysław Glinka, ziemianin z Suska Starego w gm. Rzekuń, nieodległej Kurpiowszczyźnie, działacz społeczny i polityczny, zanotował w swoim pamiętniku: Kurpie od roku [1914 –przyp. M.W.K.] mieli styczność z bojami, wiele wsi bywało „pod Niemcem” po kilka razy od początku wojny, i byliby siedzib swoich, nawet spalonych, nie opuszczali, lecz rosyjskie wojska wypędzały ich, Kozacy bili nielitościwie nahajkami, tak że bardzo mało komu udało się na ziemi swej pozostać. Stefan Wilga (1911-1994) z Jednorożca w pow. przasnyskim wspominał: Nadszedł dzień pierwszy sierpień [1915 r. – przyp. M.W.K.]. Z samego rana ludziom oznajmiono, żeby do trzeciego sierpnia opuścili wszyscy Krasnosielc i żeby wszyscy uciekali do Rosji. Dużo ludzi chętnie przyjęli decyzję ucieczky do Rosji. (…) Niemało tego dnia wyjechało polskych ludzy

Kurpianki pod kościołem w Jednorożcu, lato 1914 r. Fot. Aleksander Maciesza. Zbiory Towarzystwa Naukowego Płockiego.
W 2017 r. po spotkaniu w Kadzidle A. Prymaka-Oniszk napisała na swojej stronie: "Jak 1915 rok mógł wyglądać w Kadzidle można się też domyślać się z krótkich wzmianek na oficjalnych stronach miejscowości, jak ta: W 1915 r. dwie wieże [tutejszego kościoła] (od frontu) zostały zniszczone, a dzwony zrabowaneCzęść mieszkańców z pewnością ruszyło w bieżeństwo (z guberni łomżyńskiej, do której Kadzidło należało, w Rosji zarejestrowano blisko [tak naprawdę ponad - przyp. M.W.K.] 80 tys. uchodźców), jednak pamięć, tak jak w niemal całej Polsce, nie przetrwała. O bieżeństwie nie ma wzmianek w regionalnej historii".

Otóż są, ale nierzadko głęboko ukryte, czasem wypowiedziane wprost, nie nazwane bieżeństwem. Takie przykłady podawałam tutaj: KLIK. Ostatnio dzięki prasie udostępnionej mi przez kolegę Doriana Olszewskiego znalazłam bieżeńskie źródło  list Kurpianki z okolic Myszyńca, w którym wspomina pobyt w Rosji. Zapraszam do lektury!


SPOTKANIE Z KURPIANKĄ W ROSJI (Ze wspomnień roku 1915)
Wojna zapędziła mnie daleko, daleko, bo aż na północ, blizko Azji, do miasta Kostromy.
Tęskniłam strasznie do kraju, do swojej biednej, ukochanej męczeńskiej Polski, do drogiej Puszczy Kurpiowskiej, gdzie spędziłam tyle szczęśliwych lat.
Pewnego wieczora wracałam z ubożuchnego Kostromskiego kościołka po nabożeństwie różańcowem. Brnęłam po śniegu (na północy w październiku są takie mrozy i śniegi jak u nas w najcięższą zimę) i myślałam sobie, że tam u nas na Puszczy pewnie "babie lato" unosi się nad rżyskami i słoneczko jeszcze nieźle dogrzewa.
Nagle patrzę i nie wierzę oczom. Przede mną, otulona czerwonym fartuchem nasuniętym na głowę, idzie Kurpianka.
Szłam przez chwilę za nią, przyglądając się jej bacznie i myśląc, skądby się tu wzięła tak daleko. Podmuch zimnego wiatru zsunął jej fartuch z głowy i ukazała się chusteczka, zawiązana po kurpiowsku i dwa warkocze spuszczone. Wtedy, sama nie wiedząc kiedy, znalazłam się przy niej i wywiązała się miedzy nami przeplatana płaczem rozmowa. Gdzie to się ludzie nie spotykali przez wojnę!
Opowiedziała mi całą swoją nędzę, całą poniewierkę wygnańczą. Co oni przeszli to trudno opowiedzieć!
Dwoje dzieci pochowała w drodze, a do Kostromy dowiozła dwoje: dziewczynkę 12 letnią i chłopczyka w 10 roku.
Poszłam z nią i gdy zobaczyłam to mieszkanie strasznie zimne, wilgotne, tę nędzę całą, te zupełnie obdarte dzieci - serce mi się ścisnęło i zapłakałam nad ich niedolą. 


Warunki w Kostromie w końcu sierpnia 1915 r. Źródło: "Dziennik Narodowy", 1 (1915), 131, s. 2.
Nie mogłyśmy się rozstać z sobą i narozmawiać. Nie znałam jej przed wojną i nigdy nie widziałam, ale przez ten strój kurpiowski, który tak bardzo lubię, taką mi się blizką wydała, taką kochaną!
Zaopiekowałam się całą rodziną. Zdobyłam dla nich ciepłe rzeczy, inne mieszkanie, zarobek. Odetchnęłam dopiero wtedy kiedy zobaczyłam, że się trochę "odgryźli", że dzieci lepiej zaczynają wyglądać, a Franciszkowa nawet śmieje się czasami.
Najulubieńsza chwilą dla nas byto: dla dzieci słuchanie historji polskiej, którą im co wieczór czytałam, a dla mnie przymierzanie "czółka", gorseciku, zawieszanie na szyi bursztynów - wogóle przymierzanie całego stroju kurpiowskiego takiego swojskiego, ślicznego, który Franciszkowa wydostawała ze skrzyni.
Ile łez moich polało się na barwną szeroką sukienkę w pasy czerwone, żółte i zielone!...
I dziwnie dobrze było mi na sercu, jak patrzyłam na ten strój.
...Widziałam przed sobą ciche wioski kurpiowskie z krzyżykami na domkach, jakby te krzyżyki powiedzieć chciały o twardej doli, jaka się mieści pod słomianą strzechą.
...Widziałam bory naokoło i łąki, te puszczańskie łąki pełne kwiecia.
Wszystko, wszystko widziałam. Całą swoją Puszczę biedną i smutną, a tak kochaną.
Wspomnienia te wywołał ubiór kurpiowski...
I wdzięczna byłam, ogromnie wdzięczna tej Kurpiance z pod Myszyńca.
Bo przecież i przedtem, przed spotkaniem się z nią, widziałam w Kostromie sporo kobiet - Polek ze wsi. Rozmawiałam z niemi, starałam się dopomódz, ale serce nie brało tam wielkiego udziału tylko obowiązek.
Zdawało mi się, że we mnie z tej tęsknoty, z tego wygnania już wszystko zamarło, że zobojętniałam na wszystko i gorszą się zrobiłam niż w kraju.
Aż oto zobaczyłam Kurpiankę w jej prostym stroju i drgnęło mi serce, i zapłakałam, i lżej odetchnęłam.
Dlatego też wdzięczną jej byłam i dopomogłam we wszystkiem.
Po powrocie do kraju ze zdziwieniem i smutkiem przekonałam się, że kurpianki nietylko zarzucają swój ubiór, ale nawet jakby się go wstydziły, jakby wstydziły się, że są kurpiankami.
Nie rozumieją widocznie tego o ile ich strój jest piękniejszy od obrzydliwych tanich perkalików, bawełnicy, które noszą wszystkie przeważnie dziewczyny po wsiach.
Nie chcą zrozumieć tego, że tak "po miejsku" ubrane wyglądają jak wszystkie, a w swoim malowniczym stroju wyodrębniają się, rzucają się w oczy, podobają wszystkim, kto zna się na ładnych ubiorach.
W wielkich miastach na przechodzące po ulicy dziewczyny ze wsi w zwyczajnych sukienkach i chusteczkach nikt nawet uwagi nie zwróci. A jak trafi się mądra kurpianka, ubrana po swojemu każdy się obejrzy i mówi: "Jaki śliczny ubiór, jaki malowany, jak ładnie w nim tej dziewczynie!" 

(...) Dla mnie największą przyjemnością jest ubrać się po kurpiowsku i dumną jestem i zadowoloną jak ktoś mnie nazwie Kurpianką. Gdybym mieszkała stale na wsi stanowczo inaczej nie ubierałabym się jak moje swojaczki z pod Myszyńca, gdzie się urodziłam.
W mieście taki śliczny strój nie jest dostosowany do brzydkich murów, ulic, do ciasnoty miejskiej. Ale na wsi, na tle zieleni łąk, w lesie, nad wodą, na dużych przestrzeniach, - wszędzie ubiór kurpiowski prześlicznie wygląda i która dziewczyna zarzuca go, która się go wstydzi, - ta nic nie rozumie.


Czy taką Kurpiankę spotkała w Kostromie Marylka? Źródło: "Płomyk", 20 (1936), 19, s. 499.

Kurpianki! Widzicie z tego przykładu z Rosji, jak bardzo wasz strój wyodrębnić was może. Przecież ja koło takiej kobiety, ubranej jak wszystkie byłabym przeszła nie wiedząc nawet, że to polka. A kurpianka odrazu mi się rzuciła w oczy i swoim ubiorem sprawiła to, że i dopomogłam jej w czem tylko można było i odrazu stała mi się bardzo blizką, jakby swoją.
Nie zarzucajcie swego pięknego stroju! Nie zarzucajcie bursztynów, za którymi uganiają się po miastach i bardzo drogo płacą, chcąc je zdobyć, a wy często wolicie brzydkie, szklane, nic nie warte paciorki.
Szkoda wielka taką śliczną, malowniczą całość jaką jest strój kurpiowski ze wstążkami i bursztynami zamienić na brzydkie, zwyczajne ubranie. 


Maryla H.
Nowogród we wrześniu 1922 r.



By wyobrazić sobie lepiej sytuację, podajmy kilka liczb. W 1916 r. w guberni kostromskiej pod opieką CKO w Piotrogrodzie znajdowało się 3112 Polaków. Zakładając, że Marylka wróciła po wojnie na ojcowiznę, była jedną 546 osób, które z Nowogrodu trafiły do Rosji. 
Z gm. Myszyniec w Rosji znalazły się tylko 174 osoby. I tak oto jedna z 546 osób trafiła na jedną ze 174 i to wszystko w masie 3112 osób w całej guberni kostromskiej (ciekawe, ilu Polaków było w samej Kostromie?), co wcale nie było takie łatwe.

Maryla z Nowogrodu trafiła na jedną z krajanek, a jej wspomnienia stały się pretekstem do apelu o szacunek dla stroju kurpiowskiego. W sytuacji bieżeństwa, ale nie tylko, nie dziwią wnioski i apel wyrażone na końcu listu. 

Strój regionalny to element tożsamości lokalnej, to oznaka przynależności do konkretnej grupy. Etnograf Kazimierz Moszyński, który - nota bene, w 1911 r. odwiedził zachodnią Kurpiowszczyznę, m.in. Jednorożec, pisałam o tym tutaj: KLIK - zanotował w swoim monumentalnym dziele Kultura ludowa Słowian (t. 1): Wszystka kultura jest w gruncie rzeczy duchową, wszystka jest społeczną; kultury niespołecznej i nieduchownej nie ma i być nie może. Etnografka A.W. Brzezińska zauważyła, że "Skoro dzięki strojom ich użytkownicy manifestowali swoją przynależność lokalną i regionalną, występując w strojach paradnych stawali się reprezentantami swoich społeczności". Marylka wprost pisała: I wogóle strój ludowy, swojski ma wielkie znaczenie. Wyodrębnia nas od narodów obcych, jest swój, sobie robiony, robiony, mocny, - nie tak jak materjały tanie, kupowane u żydów - tandeciarzy.

Spotkana przez Marylkę Kurpianka mogła opowiedzieć - dosłownie i w przenośni - tak wiele o ojcowiźnie, a posiadany przez nią strój wywoływał tak wiele skojarzeń i emocji. Widząc krajankę, Marylka poczuła, że nie jest na obczyźnie, że na wygnaniu znalazła namiastkę domu, co sprawiło, że nie czuła się tak obco w Rosji. Poczuła, że ma obok kogoś podobnego jej, wyznającego te same zasady, wartości, posiadającego podobne doświadczenia z ojcowizny, ale i wędrówki do Rosji, członkinię tej samej wspólnoty. Strój był opowieścią o człowieku, o użytkowniku, ale też o wykonawcy, dlatego wzbudzał tak wiele emocji u Marylki.


Oczywiście zaznaczyć należy, że Kurpianki trafiły na dość bliskie obszary Imperium Rosyjskiego, i geograficznie, i kulturowo. Dlatego Marylka nie musiała się czuć aż tak obco w Kostromie, jak wtedy, gdyby trafiła np. koło Taszkientu. A. Prymaka-Oniszk przywołała w swojej książce historię chłopów z Hostynnego (woj. lubelskie, pow. hrubieszowski), którzy zostali skierowali prawdopodobnie do miejscowości, która dziś nazywa się Sarykemer (Uzbekistan!). "To ostatnia stacja; tu kończą się tory. Ludzie wyskakują z pociągu, natychmiast jednak wracają. Na peronie widzą postaci w kolorowych ubraniach. Ostre rysy, skośne oczy, długie nosy, poczerniałe twarze. Tak może wyglądać tylko diabeł! (...) Ktoś odważny pyta po rosyjsku: Czy są tu tacy ludzie jak my?. W odpowiedzi słyszą: Nie, nie ma. Niektórzy zaczynają płakać".

Przez noszenie stroju ludowego wyrażało się swoją tożsamość. Strój rozróżniał "swego" od "obcego", był oznaką określonej wspólnoty terytorialnej. Z czasem w wielu regionach zatracono ten element tożsamości lub co najmniej zmniejszyło się jego znaczenie. Przykładem zmian w stroju regionalnym - w wyglądzie, w natężeniu jego użycia na przestrzeni lat - jest moja miejscowość rodzinna. O tych zmianach w kurpiowskim stroju z Jednorożca będę jeszcze pisać na blogu. 


Dzisiaj stosunek różnych grup społecznych do stroju regionalnego jest pewnym sprawdzianem nastawienia do dziedzictwa kulturowego, jak mówiła etnografka Alicja Woźniak z Łodzi. Oczywiście strój zmieniał się wraz z rzeczywistością społeczno-kulturową, wiele znaczeń i funkcji społecznej w tradycyjnej społeczności zanikły, ale pojawiły się nowe. Niemniej nadal ważna jest wspólnotowość, jaką symbolizuje strój ludowy, odwołanie do konkretnej historii i kultury. Po strój sięga się podczas np. świąt obrzędowych czy religijnych, by zaakcentować tożsamość.

Strój ludowy zawsze był - i nierzadko nadal jest - jednym z wyznaczników regionalnych, oznaką tożsamości. Taka sytuacja stroju kurpiowskiego, który - jak generalnie kultura ludowa - od kilku, kilkunastu lat przeżywa renesans. Czy to jednak oznacza, że apel Marylki spod Nowogrodu jest nieaktualny? Zostawiam to Wam pod rozwagę.


Ja w stroju kurpiowskim jako członkini zespołu "Jutrzenka" na Dniach Przasnysza ok. 2005 r.


Bibliografia:
Źródła:

Glinka W., Pamiętnik z wielkiej wojny, t. 1: Narew-Berezyna, Warszawa 1927;

H. Maryla, Spotkanie z Kurpianką w Rosji (Ze wspomnień roku 1915), "Gość Puszczański", 4 (1922), 8, s. 6-8;
Uchodźstwo Polskie w Rosji w latach I wojny światowej w świetle dokumentów, wstęp, wybór i oprac. M. Korzeniowski, K. Latawiec, D. Tarasiuk, Lublin 2018;

Wilga S., Smutna Dola Wiosky Jednorożec, oprac. M.W. Kmoch, "Krasnosielcki Zeszyt Historyczny", 7 (2016), 27, s. 3-44.

Opracowania:
Brzezińska A.W., Strój ludowy - od biografii przedmiotu do tożsamości przedmiotu, [w:] Stroje ludowe jako fenomen kultury, red. taż, M. Tymochowicz, Wrocław 2013, s. 15-24;
O bieżeństwie w Kadzidle;
Prymaka-Oniszk A., Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy, Warszawa 2017;

Woźniak A., Strój regionalny czy strój w regionu?.


Do następnego!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz