7 listopada 2013

MAŁA OJCZYZNA: legendy i podania Ziemi Jednorożeckiej

Każda miejscowość jakoś musiała powstać. A z powstaniem jakiegoś miasta, wsi, nierzadko wiąże się legenda. Poniżej przedstawiam Wam trzy wersje legendy o powstaniu miejscowości Jednorożec. Poza tym polecam też wpis z bardziej naukowym wyjaśnieniem pochodzenia nazwy wsi: KLIK.

Poniżej legenda o powstaniu Jednorożca w wersji, jaką można przeczytać na tablicy w izbie regionalnej w Szkole Podstawowej im. Adama Chętnika w Jednorożcu.

„W czasach, kiedy w Płocku władał Książę Mazowiecki z rodu Piastów – Janusz III w Puszczy Kurpiowskiej pojawiło się nieznane dotąd zwierzę. Ujrzał je kiedyś stary bartnik, gdy podbierał pszczołom miód. Niedługo potem smolarze i bartnicy zaczęli opowiadać o dziwnym stworzeniu, które pojawiło się w Puszczy. Opowieści dotarły również na dwór książęcy w Płocku. Książę Janusz zarządził przygotowania do polowania. Drużyna łowiecka wyruszyła do Puszczy. Po paru dniach zatrzymano się na popas i postój w Klasztorze. Kiedy drużyna księcia udała się na spoczynek, Książę zabrał kuszę i wyszedł na skraj lasu. Miał szczęście. W poświacie księżyca, na małej polance ujrzał żerujące spokojnie jednorogie zwierzę. Książę zaszedł je od przodu, napiął kuszę i strzelił zwierzęciu w oko. Strzał był celny. Żeby upamiętnić to wydarzenie Książę polecił na wspomnianej polanie wybudować chatę myśliwską i nazwać ją Jednorożcem. Później w tym miejscu powstała leśna osada, która z czasem rozrosła się do rozmiarów dużej wsi. Wieś ta istnieje do dziś”.
Fot. Katarzyna Goś-Wilga.

A oto rozbudowana wersja legendy z książki Legendy i podania Kurpiów, red. Iwona Choroszewska-Zyśk, Maria Samsel, Mirosław Grzyb, Ostrołęka 2008.





Źródło: Legendy i podania Kurpiów, red. Iwona Choroszewska-Zyśk, Maria Samsel, Mirosław Grzyb, Ostrołęka 2008.


I ponownie ta sama legenda, ale spisana przez panią Annę Urlich z Warszawy, która urodziła się i mieszkała do 14 roku życia w miejscowości Stegna w gminie Jednorożec.

”Puszcza Kurpiowska słynęła niegdyś z obfitości wszelkiej zwierzyny. Nic też dziwnego, że znana była szeroko jako wspaniały teren łowiecki. Można tu było zapolować na grubą zwierzyną, a więc na dziki, żubry, łosie, niedźwiedzia, jelenie, jak też na miękkie futrzane kuny, bądź na różnorakie ptactwo. Często polowali tu książęta mazowieccy, a dla koronowanych głów Jagiellonów Puszcza Kurpiowska była ulubionym terenem polowań. Nie pogardził też nią król Stefan Batory – sławny z umiłowania myśliwskiej rozrywki, bo tak różnorodnej zwierzyny próżno było szukać w innej puszczy leśnej.

Dawno, dawno temu, kiedy księstwo płockie było we władaniu księcia mazowieckiego z rodu Piastów – Janusza III, w Puszczy Kurpiowskiej pojawiło się nieznane dotąd nikomu, dziwne zwierzę. Pewnego razu stary bartnik podbierał miód pszczołom na drzewie. W pewnym momencie drzewo zatrzęsło się potężnie, choć w borze panowała cisza. Spojrzał bartnik w dół i mało nie spadł z przerażenia. O pień drzewa czochrało się jakieś dziwaczne, potężne stworzenie. Było wzrostu dużego jelenia lub konia. Ogromne cielsko wspierało się na mocnych nogach. Skóra na nim była gładka, błyszcząca, jakby pokryta stalowym pancerzem. Najdziwniejsza jednak była głowa. Mocny łeb wyrastał z pomiędzy łopatek, a pośrodku niego, między oczami wystawał prosty róg, który sterczał jak miecz, przygotowany do ataku. Nieswojo zrobiło się na duszy bartnikowi. Nikomu też nie wspomniał o zwierzęciu. Później, kiedy smolarze zaczęli opowiadać o potworze, jaki pojawił się w Puszczy, a który zamiast nosa ma róg i błyszczącą sierść jak stalowy pancerz – bartnik przekonał się, że zwierzę, któremu przyjrzał się dokładnie – istnieje naprawdę. Zwierzę nie atakowało nikogo, żywiło się roślinami.

Opowieść o tym zwierzu zakreślała coraz szersze kręgi, co raz więcej ludzi je spotykało, co raz dziwniejsze opowiadano o nim historie. Wreszcie dotarły one na dwór książęcy w Płocku. Książę Janusz III natychmiast zarządził przygotowania do polowania na niezwykłe stworzenie. Parę dni posuwała się drużyna łowiecka wąskimi przesmykami, bacznie się rozglądając. Dziwnego zwierza nie było ani śladu. Książę Janusz zarządził popas u mnichów w klasztorze, który znajdował się na skraju Puszczy /dzisiejsza wieś Pogorzel/. Po obfitym posiłku cała drużyna legła na zasłużony wypoczynek. Książę mimo zmęczenia nie mógł zasnąć. Nie dawała mu spokoju myśl o dziwnym zwierzęciu. Narzucił na plecy szubę, wziął do ręki kuszę i wyszedł na skraj Tymczasem służba zaniepokojona długą nieobecnością księcia, wyszła z psami na jego poszukiwanie. Odnaleziono puszczy. Zapatrzył się w las. Marzyło mu się, że zabił to jednorogie zwierzę, że jest pierwszym myśliwym, który może pochwalić się tak niezwykłym trofeum. Widział siebie opowiadającego wszem o swoim sukcesie i czuł jak mu inni zazdroszczą. Tak marząc zapuszczał się coraz głębiej w leśne ostępy. Na niebie ukazał się na chwilę zza chmur blady księżyc. W jego nikłej poświacie zauważył książę małą polankę, a na niej żerujące spokojnie potężne zwierzę. Nie zastanawiając się co to może być, zaczął posuwać się w jego stronę. Księżyc znowu skrył się za chmury. Książę posuwał się powolutku bardzo cicho w kierunku polanki. Kiedy znowu pojawił się księżyc – książę stanął jak wryty. Oto przed nim w odległości strzały pasło się dziwne jednorogie zwierzę, za którym tropił tyle dni. Tysiące myśli zawirowało w głowie księcia: „wrócić do klasztoru po myśliwych? Wtedy chluba ubicia zwierzyny spadnie na wielu, a mogą się też znaleźć i tacy, co posądzą, że strach go obleciał. Nie, nie wezwie pomocy, sam się rozprawi z tym dziwolągiem”. Zwierzę, nie przeczuwając niebezpieczeństwa, pasło się spokojnie dalej. Książę posunął się jeszcze parę kroków do przodu. Zwierzę uniosło łeb i jakby wymierzyło wprost w księcia swój róg – sztylet. Poczym odwróciło się i zagłębiło w las. Książę począł przedzierać się za nim. Zwierzę zatrzymało się na następnej polance. U księcia zapadła decyzja: „Wymierzę do niego teraz”. Ale gdzie tu celować, aby strzał był skuteczny, skoro ciało zwierza pokrywał jakby pancerz. Jedyne pewne miejsce, to oko. Zaszedł więc zwierzynę od przodu, naciągnął cięciwę i wymierzył w oko zwierzęcia. Zaświstała strzała. Strzał był celny. Zwierzę wydało straszny ryk aż dreszcz przeszedł myśliwego, wzniosło przednie nogi do góry, chwilę jakby medytowało, kiwając się i runęło na ziemię. go na polance, oglądającego nieżywego jednorożca. Duma rozpierała pierś księcia. Rozpalono ognisko, oglądano i podziwiano trofeum. Książę pragnąc upamiętnić to wydarzenie, polecił aby w tym miejscu wybudowano chatę myśliwską i nazwano ją Jednorożcem. Od tej pory nie zatrzymywano się w klasztorku mnichów, lecz w puszczy, w Jednorożcu. Trzeba było karczować las, budować więcej chat dla ludzi i pomieszczeń dla koni. I tak z roku na rok powiększała się osada Jednorożec, aż rozrosła się do ogromnej wsi, istniejącej po dziś dzień i stale rozrastającej się. Szczęśliwą rękę dla późniejszej wsi miał ten książę Janusz III.”


Dziękuję Luizie za inspirację do napisania tego postu ;)

Zapraszam na kolejne posty, już niebawem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz