28 września 2019

Wyjątkowe kobiety z regionu, które podziwiam (XIX-XX w.)

Zainspirowana jednym z tematów na Olimpiadę Historyczną dla uczniów szkół ponadpodstawowych, postanowiłam opisać niezwykłe kobiety, które zasłużyły się, moim zdaniem, dla mojego regionu albo wyjątkowo zapisały się w jego historii. Inne są dla mnie ważne z powodów osobistych. To bardzo subiektywny przegląd i oczywiście nie wyczerpuje tematu. Pokazuje kobiety z różnych warstw społecznych, te, z którymi miałam okazję się bliżej zetknąć. Zapraszam do lektury!




1. Maria Ludwika Joanna Józefa z Krasińskich Czartoryska

Przyszła na świat w 1883 r. jako owoc mariażu dwóch wielkich rodów. Była córką Ludwika Józefa Krasińskiego oraz jego drugiej żony Magdaleny Zawisza-Kierżgajło. Ojciec zaniedbane dotychczas gniazdo rodowego w Krasnem przekształcił w nowoczesny i wyróżniający się w skali kraju majątek ziemski. Poza tym działał społecznie - znane jest jego zainteresowanie Kurpiami, którzy w 1881 r. doświadczyli klęski głodu. „Z inicjatywy Krasińskiego zawiązał się komitet mający na celu pomóc głodującym Kurpiom, a sam hrabia na wstępie ofiarował 500 rubli. Kwota to była niemała, zważywszy, że w podobnym okresie w takim np. regionie świętokrzyskim można było kupić gospodarstwo 11 hektarowe za... 1000 rubli” - pisał Ł. Gut. By pomóc Kurpiom, Krasiński założył w Kadzidle fabrykę guzików. Nie obca mu była nauka i dbałość o edukację. M.in. był encyklopedystą, autorem artykułów do pięciotomowej Encyklopedii rolnictwa i wiadomości związek z niem mających, gdzie wymieniony jest jako współautor. Wyrastając w takiej atmosferze, Maria Ludwika chłonęła wartości, jakimi żył ojciec. 

Ludwik Krasiński. Źródło: P.P. Cypla, Ostatni hrabia na Krasnem Ludwik Józef Adam KORWIN-KRASIŃSKI herbu Ślepowron, Warszawa 2015.
Krasiński zmarł nagle w nocy 21 IV 1895 r. w swym domu w Warszawie, dzień przed zaplanowanym wyjazdem do ukochanego Krasnego. Pochowany został w podziemiach kościoła w Krasnem. Był ostatnim męskim potomkiem „starej linii rodu Krasińskich”. Z chwilą jego śmierci zakończyła się „złota era” dla rozwoju Krasnego i zaczął następować stopniowy upadek tej pięknej posiadłości. Jedyną dziedziczką była jego dwunastoletnia córka. W skład majątku, jaki otrzymała Maria Ludwika, wchodziły: dobra w Krasnem i okolicach (3200 ha ziemi rolnej, cukrownia, młyn oraz place i zakłady w Ciechanowie, a także stadnina koni wyścigowych w Krasnem); wiele kamienic w dawnej jurydyce Krasińskich Warszawie; Dolina Ojcowska; Rohatyń i okolice; majątki na Lubelszczyźnie; 1050 ha lasu w Magnuszewie. Co więcej, nastolatka odziedziczyła też majątek po matce na terenie dzisiejszej Białorusi.

Zofia Krasińska z Radziejowic i Ludwika Krasińska z Krasnego. Źródło: B. Woźniak, Ślub jak z bajki. Maria Ludwika Krasińska i Adam Ludwik Czartoryski, „Gazeta Opinogórska”, 2017, 2 (84), s. 13.

Tak wielki majątek potrzebował zarządcy, a nazwisko zobowiązywało do małżeństwa z odpowiednią partią. W wieku 18 lat w dniu 31 VIII 1901 r. Maria Ludwika Krasińska wyszła za mąż za Adama Ludwika Czartoryskiego. Podobno oświadczył się dziewczynie przy kapliczce-grocie w parku w Krasnem, którą księżna zbudowała na wzór groty z Lourdes, wykorzystując kamienie z okolicznych pól.

Adam Ludwik i Maria Ludwik z Krasińskich Czartoryscy z dziećmi: Augustynem, Małgorzatą, Elżbietą i Jolantą. Źródło.

Posag, jaki Maria Ludwika wniosła Adamowi Czartoryskiemu, obejmował Krasne z przyległościami (podaję współczesne nazwy): Augustów, Helenowo, Żbiki, Milewo-Szwejki, Szczuki, Węgrzynowo, Chodupie, Zalesie, Wężewo, Kozin, Milewo-Tabuły, Nowa Wieś, Kurowo, Filipy, Gorąca, Mosaki, Godacze, Szlasy, Żbiki-Gawronki, Płoniawy-Bramura, Żbiki-Kierzki, Suche, Łazy, Grądy, Sławki, Żbiki-Starki, Bobowo, Milewo-Byki, Mosaki-Łączki, Szlasy Bure, Śmiecino, Nużewo, Krasiniec z cukrownią; Orzyc, Magnuszew Mały, Magnuszewo-Laski, Jaciążek, Milewo-Wierzchonie, Przystań i Nowa Wieś, Krasnosielc z folwarkiem Karolewo i Magnuszew Duży.

Mariaż ten i dochody z majątku Krasińskich wsparły utrzymanie ważnego, ale już finansowo słabego majątku Czartoryskich. Warto też zaznaczyć, że Maria Ludwika dysponowała znacznymi zbiorami pamiątek historycznych i dzieł sztuki, będących spadkiem po Krasińskich, Zawiszach i Radziwiłłach (po drugim mężu matki), które złożyła w depozyt w Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie.

Po ślubie Czartoryskich ich „zainteresowania skupiały się bardziej na polu kulturalnym, humanitarnym oraz charytatywnym, aniżeli na sprawach rozwoju gospodarczego majątku. Małżeństwo prowadziło mecenat naukowy i artystyczny, ufundowało wiele szkół, przytułków i ochronek. Po śmierci swojego brata Witolda w 1911 r. książę Adam Czartoryski odziedziczył ordynację gołuchowską, od tego też czasu księstwo Czartoryscy bardzo rzadko bywali w Krasnem. Dobrami w tym czasie zarządzał administrator wraz z liczną służbą” – czytamy w Internecie.


Pałac w Krasnem. Źródło.

Pałac w Krasnem w 1870 r. Źródło.

Pałac w Krasnem w tym czasie został zmodernizowany, podobnie jak park krajobrazowy, którego początki sięgają XVI w. W latach 1902–1907 z inicjatywy księżnej przebudowano park. Księżną zainspirował mąż, wielki miłośnik przyrody. Projekt przygotował architekt Walerian Kronenberg. Dzięki ogrodnikowi Franciszkowi Szaniorowi, któremu powierzono rozplanowanie i nadzór techniczny nad rozbudową park, powstało założenie o powierzchni 22 ha. Szanior był dyrektorem ogrodów miejskich w Warszawie. To on przekształcił Ogród Krasińskich w Warszawie oraz Parki: Ujazdowski i Skaryszewski. Reprezentował styl krajobrazowy, będący nawiązaniem do romantycznych i sentymentalnych parków angielskich. Dzięki wykopaniu ziemi na stawy podniesiono niektóre tereny, tworząc pagórki wzniesienia. Inwestycja kosztowała 75 tys. rubli, co było wówczas ogromną sumą. Całość otoczono dwumetrowym murem. W parku brak rzeźb, założeń architektonicznych czy ozdób, pierwsze skrzypce gra umiejętnie dobra roślinność i warunki krajobrazowe. W parku pojawiły się gatunki drzew sprowadzone z Kanady, znad Morza Śródziemnego i Mandżurii. Dzięki temu park w Krasnem stał się ogrodem botanicznym. Niestety wiele roślin wymarzło w zimie 1929 r., a następnie zostało zniszczonych w czasie II wojny światowej.

Elewacja ogrodowa pałacu w Krasnem w 1870 r. Źródło: M. Petsch, Dzieje budowlane rezydencji w Krasnem, "Mazowsze", 6 (1998), 11, s. 145-158.

Budynek gospodarczy w majątku w Krasnem w 1870 r. Źródło: M. Petsch, Dzieje budowlane rezydencji w Krasnem, "Mazowsze", 6 (1998), 11, s. 145-158.

Pałac w Krasnem po rozbudowie. Źródło.

Wieża przybramna oraz fragment domu dla służby w Krasnem. Źródło: "Wędrowiec", 33 (1895), 18, s. 351.

„Jedną z największych atrakcji parku w Krasnem była aleja grabowa. Drzewa sadzono w równych odległościach co 1 metr. Przez wiele lat były specjalnie przycinane tworząc gęsty, zielony latem mur, od ciemnych liści aleja zwana była "czarną drogą”. Ostatnim ogrodnikiem w majątku był Jan Pajewski, który jeszcze do początku lat 60. zajmował się pielęgnowaniem alei grabowej. Po jego śmierci drzewa wyrosły i zdziczały. Pan Pajewski zajmował się także pałacowymi szklarniami. Wiosną można było u niego kupić piękne fiołki alpejskie. Pomocnikiem pałacowego ogrodnika był Marceli Nowotko. Aleja grabowa w Krasnem jest najdłuższą aleją w Polsce i prawdopodobnie w Europie. Ma 1,5 kilometra długości” – czytamy na stronie Polska Niezwykła.

Źródło: M. Petsch, Dzieje budowlane rezydencji w Krasnem, "Mazowsze", 6 (1998), 11, s. 145-158.

Często można przeczytać, że Czartoryscy nie interesowali się za bardzo Krasnem i okolicami, szczególnie sprawami gospodarczymi majątku. W 1930 r. mieli władać terenem o powierzchni 4733 ha. Gdy jednak prześledzi się materiały źródłowe, okazuje się, że księżna Maria Ludwika Czartoryska była wielokrotnie obecna w życiu mieszkańców dzisiejszych powiatów: przasnyskiego, makowskiego i ciechanowskiego. Zainteresowania hrabiostwa skupiały się bowiem bardziej na działalności kulturalnej, charytatywnej, społecznej. Kiedy przyjeżdżała do Krasnego i chciała obejrzeć swój majątek, mój pradziadek Józef Krawczyk (1891-1953) z Lipy woził ją bryczką księżną po okolicy. Miał piękne konie i dobrą rękę do tych zwierząt. 

Księżna była bardzo zaradną i samodzielną kobietą. W latach trzydziestych, kiedy jej mąż zaczął chorować, przejęła pieczę nad majątkiem. Już wcześniej, kiedy w czasie I wojny światowej Adam Ludwik Czartoryski służył w armii austro-węgierskiej, żona opiekowała się zbiorami muzeum Czartoryskich w Krakowie. Po matce Maria Ludwika odziedziczyła cechę oszczędności (choć uważano ją za skąpą). Nigdy nie odmówiła pomocy materialnej.

Maria Ludwika z Krasińskich Czartoryska. Źródło: B. Woźniak, Ślub jak z bajki. Maria Ludwika Krasińska i Adam Ludwik Czartoryski, „Gazeta Opinogórska”, 2017, 2 (84), s. 13.

W czasie I wojny światowej wspierała finansowo Powiatową Radę Opiekuńczą w Przasnyszu. Np. w lutym 1916 r. przekazała 500 rubli, które przeznaczono na uruchomienie w Przasnyszu bezpłatnej gar-kuchni dla potrzebujących. Dziedziczka z Krasnego nieodpłatnie przekazała drewno budulcowe z przeznaczeniem na stolarkę okienną, podłogową i więźbę dachową budynku gimnazjum i szkoły powszechnej w Przasnyszu (obecne liceum ogólnokształcące). Drewno pochodziło z lasów należących do Krasińskich. Szkołę uroczyście oddano do użytku 10 V 1924 r. w obecności prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego. Pisałam o tym na blogu: KLIK

Budowa szkoły powszechnej i gimnazjum w Przasnyszu. Zbiory Marka Gadomskiego.

Skoro o drewnie z lasów Krasińskich mowa, to warto wspomnieć o tartaku w Klinie. Wedle H. Kaszczyj powstał w 1932 r., ale jest notowany w Księdze Adresowej Polski już 4 lata wcześniej. Został pobudowany przez księżną Czartoryską na terenie lasów należących do rodu, zgrupowanych w Nadleśnictwie Sławki. Na powierzchni ok. 4,5 ha postawiono drewnianą halę produkcyjną. Tartak zatrudniał ok. setkę robotników z okolicznych wsi, pracujących sezonowo od listopada do kwietnia lub maja w zależności od zapotrzebowania na tarcicę. Przecierano tu drewno stanowiące własność księżnej w ilości 7–8 tys. metrów sześciennych w sezonie. Wyprodukowaną tarcicę sztaplowano i po przesuszeniu sprzedawano okolicznej ludności i prywatnym właścicielom składów drzewnych.


Źródło: Księga Adresowa Polski (wraz z w.m. Gdańskiem) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa, Warszawa 1928, s. 2003.

Wróćmy do tematyki edukacji. W Milewie-Szwejkach w latach dwudziestych XX w. założono szkołę, zlokalizowaną w wybudowanym do tego celu budynku drewnianym na terenie podarowanym przez Czartoryską. Szybki wzrost populacji w okolicy oraz dbałość księżnej o stan oświaty w regionie przyczyniły się do ufundowania nowej szkoły. Budynek stawiano przez 2 lata i ukończono w 1937 r. W sześcioklasowej publicznej szkole podstawowej II stopnia naukę rozpoczęło 214 uczniów. W latach trzydziestych XX w. księżna przekazała uczennicom szkoły powszechnej w Krasińcu nowe mundurki. Często przyjeżdżała do okolicznych wsi, odwiedzając swoich licznych chrześniaków - zawsze miała prezenty dla dzieci. Brała udział w szkolnych uroczystościach i oddaniu od użytku budynków szkolnych. Np. w 1934 r. w Węgrzynowie poświęcono schronisko dla dzieci. Obecni byli oboje księstwo. Wiemy też, że w Wężewie istniał sierociniec prowadzony pod opieką księżnej. Uczniowie z sierocińca w 1939 r. uczyli się w siedmioklasowej Publicznej Szkole Powszechnej w Bogatem.

Szkoła w Milewie-Szwejkach. Źródło.

1937 r., uczennice z Krasińcu w nowych strojach zakupionych na Komunię przez Marię Ludwikę z Krasińskich Czartoryską. Zbiory Józefa Sekuny. Źródło: Przasnyskie w fotografii, red. G. Wróblewska, [Przasnysz 2008].

W latach 1910–1915 dom mieszkalny dla pracowników stadniny w Krasnem, obsługujących konie, zbudowany w 1895 r., zaadoptowano na ochronkę dla osieroconych dzieci. Była to inicjatywa księżnej. Sprowadziła tu siostry szarytki, które miały opiekować się potrzebującymi. Starszym wychowankom pomagała w zdobyciu doświadczenia zawodowego, niektóre zatrudniała w folwarku. W ochronce powstała szkoła. Organizowano tu kursy dla analfabetów, założono czytelnię oraz wypożyczalnią książek i czasopism.

Ochronka w Krasnem. Źródło.

Ochronka w Krasnem w latach 30. XX w. Zbiory Michała Chrzanowskiego.

Ochronka w Krasnem w latach 30. XX w. Zbiory Michała Chrzanowskiego.

W 1922 r. z polecenia księżnej w Krasnem powołano OSP Krasne. „Jednostka działała na terenie majątku Czartoryskich, a tylko w wyjątkowych wypadkach wyjeżdżano na teren sąsiednich majątków. Początkowo OSP w Krasnem dysponowała drewnianą remizą, zaś wyposażenie stanowiły dwa wozy konne i sześć koni. Do wozu zaprzęgano cztery konie, zaś dwa pozostałe dowoziły beczki z wodą. Ci, którzy służyli w straży byli niezmiernie szanowani w środowisku wiejskim. Strażacy z Krasnego byli niezwykle nowocześni. To właśnie w remizie w Krasnem w 1930 r. pojawił się pierwszy – czyli przez jakiś czas jedyny we wsi – odbiornik radiowy!!!”. Z inicjatywy księżnej przed II wojną światową w Krasnem pojawiła się elektryczność i wodociągi.

Maria Ludwika z Krasińskich Czartoryska. Źródło: B. Woźniak, Ślub jak z bajki. Maria Ludwika Krasińska i Adam Ludwik Czartoryski, „Gazeta Opinogórska”, 2017, 2 (84), s. 12.

Wspomina się ją jako skromną i pobożną. W okresie międzywojennym nawiedzała niedalekie Rostkowo, miejsce narodzin św. Stanisława Kostki. W czasie II wojny światowej jej osobista interwencja u Generalnego Gubernatora Hansa Franka pozwoliła na uniknięcie rozbiórki nieznacznie dotkniętego działaniami wojennymi zabytkowego kościoła w Krasnem. 

Kościół w Krasnem przed 1870 r. Źródło.

„– Gdy była I Komunia w parafii, po uroczystości księżna zapraszała dzieci na poczęstunek: placek z mlekiem. Co roku tak robiła. (...) A gdy widziała, że jakieś dziecko jest zdolne, łożyła na jego naukę. Bardzo troszczyła się o kościół, dbała, aby zawsze był piękny i czysty – wspominają panie Halina i Krystyna, które w parafii Krasne spędziły swe dzieciństwo”. W pałacu Krasińskich w Krasnem odbywały się spotkania Akcji Katolickiej, rekolekcje zamknięte dla członków organizacji, a także kursy wychowania fizycznego i obozy tematyczne dla członków Akcji Katolickiej. W 1933 r. Maria Ludwika Czartoryska ufundowała z mężem figurę Chrystusa Króla w Krasnem nieopodal kościoła.

Fot. MWKmoch, 31 V 2018 r.

W pierwszych latach okupacji niemieckiej majątkiem Krasińskich zarządzał i rezydował tu gauleiter Prus Wschodnich Erich Koch, który nakazał rozebrać pałac Krasińskich, a na jego fundamentach pobudował swoją betonową willę. Do końca wojny uważał się za właściciela Krasnego. Pod koniec wojny wycofujące się oddziały niemieckie zniszczyły budynek, wysadzając go w powietrze.

Maria Ludwika Czartoryska wojnę spędziła w Warszawie, starając się zadbać o rodzinny majątek. Dotknięta śmiercią syna Ludwika, który zginął w wieku 17 lat podczas walki w szeregach Armii Krajowej, wyjechała w 1947 r. do Francji. Zmarła w 1958 r. w Cannes.

Maria Ludwika Krasińska. Źródło.

Dlaczego ją podziwiam?
Starała się wykorzystać swoją pozycję i majątek do czynienia dobra. Nie myślała tylko o sobie, dbała o dobre kontakty z przedstawicielami różnych grup społecznych. Realizowała to, czego nauczył ją swoją postawą ojciec. Działała wieloaspektowo.


---------------------------


2. Lucyna Kozłowska

Absolwentka przasnyskiego gimnazjum z 1935 r., nauczycielka tajnego nauczania na czasie okupacji niemieckiej w Jednorożcu. Tak krótko można ją scharakteryzować. Ale można powiedzieć o niej nieco więcej dzięki wspomnieniom uczennicy  - Anny Urlich z Łukasiaków (1931-2015) ze Stegny.

Po wybuchu wojny w Jednorożcu pozostała tylko jedna nauczycielka, Apolonia Leśniewska, ale nie prowadziła nauczania. Do 1941 r. miejscowe dzieci nie miały możliwości kształcenia się, chyba że uczyli je rodzice.
W tym czasie do Jednorożca trafiła wraz ze swoimi znajomymi Lucyna Kozłowska. Przed wojną, w 1935 r., ukończyła przasnyskie gimnazjum (dziś LO im. KEN w Przasnyszu). Następnie studiowała prawo na Uniwersytecie Warszawskim, co przerwał wybuch wojny. Po 1939 r. zajmowała się nauczaniem córek pani Wyszkowskiej, która uciekła z Chorzel do Stegny w gm. Jednorożec i zamieszkała w domu byłego burmistrza Chorzel, Stefana Kozłowskiego, który również znalazł tu schronienie. Sąsiadką ich była rodzina Łukasiaków, których córka Anna skończyła przed wojną dwie klasy szkoły powszechnej. Lucyna Kozłowska zaczęła uczyć ją w mieszkaniu, jakie wynajmowała u państwa Bednarczyków w Jednorożcu.



Kozłowska prowadziła zajęcia ze wszystkich przedmiotów. Lekcje trwały po 3-4 godziny dziennie. Organizowano przerwy w nauce, ferie, wakacje. Kozłowska samodzielnie zdobywała podręczniki, zaopatrywała podopieczną w zeszyty (w przypadku ich braku w papier do pisania), atrament i ołówek. Zlecała lektury do czytania, omawiała je, wypożyczała książki z własnej biblioteczki. Nie przyjmowała zapłaty za nauczanie, choć często dostawała od dzieci kubeczki malin albo poziomek.


Podczas lekcji rodzice pełnili „wartę”, bowiem w Jednorożcu w środku wsi (dom Rykowskich) był liczący sporą ilość żołnierzy posterunek żandarmerii, wielu też było denuncjatorów, liczących na łatwy zarobek albo inne profity. Lekcje j. niemieckiego, jakie prowadziła Kozłowska, miały być przykrywką dla prawdziwej działalności. Zeszyty zapisane gotyckim pismem leżały zawsze na wierzchu, by w każdej chwili pomóc w mistyfikacji. Pewnego razu, ostrzeżone o zbliżaniu się żandarmów, Anna z nauczycielką ukryły polskie książki i zeszyty pod głęboką szafą, zajmując się nauką j. niemieckiego, którym Kozłowska biegle władała. W obecności żandarmów Anna recytowała niemieckie wiersze i pisała gotykiem. Chwila grozy nastała, gdy Niemcy zauważyli kolorowe obrazki z dziełami polskich malarzy, ale spokojnie zapytali, czy mogę je wziąć i wyszli z izby. Więcej nie niepokoili nauczycielki.

W czasie okupacji Lucyna Kozłowska została zatrudniona w urzędzie gminy. Jako urzędniczka wielokrotnie podrabiała dokumenty, np. zaświadczenia pracy dla Polaków, fałszując podpis niemieckiego komisarza gminnego Dzigiela. Wraz z Mieczysławem Majewskim i Henrykiem Rogalą organizowali karty przemiałowe, przepustki, becugszajny (asygnaty, bony). 

W czasie pracy w gminie Lucyna Kozłowska nie przerwała prowadzenia tajnego nauczania. Możliwe jest też, że Tajna Organizacja Nauczycielska nie wiedziała o jej działalności dydaktycznej. W późniejszym czasie nie korzystała z żadnych przywilejów z tytułu tajnego nauczania. Kozłowska nie figuruje w spisach nauczycieli tajnego nauczania w gm. Jednorożec, nie jest upamiętniona w literaturze lokalnej. Jedynie jej wychowanka napisała o niej wspomnienie, opublikowane w 1988 r.

Anna Urlich z d. Łukasiak ukończyła dzięki tajnemu nauczaniu, prowadzonemu przez Lucynę Kozłowską, sześć klas szkoły powszechnej, uzyskując pełne podstawowe wykształcenie. O jakości nauczania świadczy fakt, że w sierpniu 1945 r. Łukasiakówna zdała pozytywnie egzamin do gimnazjum w Przasnyszu, otrzymując od egzaminatorów wiele pochwał.

Po zakończeniu II wojny światowej Lucyna Kozłowska zamieszkała w Przasnyszu. Nadal opiekowała się Anną, sprawdzając jej prace z j. polskiego w pierwszym roku nauki w gimnazjum. Następnie przeprowadziła się do Warszawy. Zaprzyjaźniła się z dawną uczennicą i przez wiele lat utrzymywała z nią serdeczne kontakty. Anna Urlich twierdziła, że to dzięki Kozłowskiej postanowiła zostać nauczycielką.

Fotografia Lucyny Kozłowskiej ze zbiorów Muzeum Historycznego w Przasnyszu.

Dlaczego ją podziwiam?
Nie wiem, czy miałabym odwagę uczyć w okresie okupacji. Czy miałabym siłę, by wytrzymać presję, kiedy podczas udawanej lekcji niemieckiego do pokoju wchodzą niemieccy żandarmi z kontrolą? Podziwiam jej działanie na rzecz polskości w języku i kulturze, za chęć pomocy i rzeczywistą pomoc mieszkańcom podczas pracy w urzędzie. Ryzykowała życiem, mimo to nie zrezygnowała. Potrafiła zainspirować młodego człowieka.

---------------------------

3. Genowefa Pokrzywnicka

Urodziła się 25 XII 1897 r. w Szczukach Starych w gm. Krasne. W 1903 r. jej matka Franciszka z Cichowskich, po śmierci męża Adama Pokrzywnickiego, ponownie wstąpiła związek małżeński. Miała już trzy córki: Zofię (ur. 1896 r.), wspomnianą Genowefę i Janinę. Syn Aleksander przyszedł na świat w listopadzie 1894 r., 10 miesięcy po ślubie rodziców, ale nie wiadomo nic o jego dalszych losach. Drugiem wybrankiem Franciszki Pokrzywnickiej został Szczepan Pogorzelski – wdowiec z Lipy, mający dwóch synów: Wincentego i Bolesława. Z małżeństwa Franciszki i Adama narodzili się: Stefania (ur. 1904 r.), Marianna (ur. 1906 r.) i Bronisława (ur. 1911 r.). Hipolit (1909–1912) i Czesława (1910–1912) zmarli w dziecięctwie. Akta metrykalne notują też drugą Czesławę, urodzoną w 1913 r., ale nic o niej nie wiadomo.

W roku 1915, kiedy zbliżał się front, rodzina postanowiła uciekać wgłąb Rosji. Dołączyli do tysięcy bieżeńców. Wedle spisu uchodźców Franciszka Pogorzelska wyjechała z jednym dzieckiem w wieku do 5 lat (Bronia), dwojgiem w wieku 5–14 lat (Marianna i Stefania) oraz jednym starszym – Janiną Pokrzywnicką. Wraz z nimi wyjechał mąż Szczepan Pogorzelski, a także Zofia i Genowefa Pokrzywnickie. Razem było ich 8 osób.

Rodzinę skierowano ok. 320 km na południowy-zachód od Moskwy, na obrzeża guberni kałuskiej, do majątku Raków w Ulemli w pow. żyzdrańskim. Rodzice i młodsze rodzeństwo pracowali w majątku, a najstarsze dziewczęta znalazły pracę w bogatych moskiewskich rodzinach. W 1917 r. była świadkiem tego, jak bolszewicy pędzili główną ulicą Moskwy członków rodziny carskiej. Wspominając po latach w rozmowie z krewnymi te wydarzenia, dokładnie opisywała, jak wyglądali Romanowowie i w co byli ubrani.

Mapa guberni kałuskiej, do której trafiła G. Pokrzywnicka z rodziną w czasie I wojny światowej. Kropką zaznaczono Uleml’, podano polskie nazwy największych miast w pobliżu (Żizdra oraz Kozielsk) oraz stolicy guberni (Kaługa). Wyk. M.W. Kmoch na podstawie mapy z 1900 r. (dostęp 28 IV 2019 r.).

W roku 1918 rodzina powróciła do Lipy. Zofia, Genowefa i Janina wyjechały do Warszawy i tam podjęły pracę.  Niestety nie zachowały się jej zdjęcia z młodości. Miała być piękną kobietą, ubierała się elegancko, wydawała się szczęśliwa. Jeśli chodzi o jej rodzinę, to, jak pisała H. Kaszczyj, Zofia wyszła za mąż za Władysława Plaskota, człowieka światowego, mieszkającego jakiś czas w Ameryce Południowej, bardzo oczytanego. Kupili kawałek gruntu w Lipie i pobudowali (...) domek [posesja nr  - przyp. M.W.K.]. Natomiast mężem Janiny został Grzegorz Mirkowski, kolejarz.

Dom Plastkotów w Lipie wyróżniał się architekturą. Postawiony został nie przy samej drodze, ale w znacznej odległości od szosy. Miał bardzo ładny ganek od ulicy oraz drugi od strony podwórka. Posesja ogrodzona była drewnianym płotkiem ze sztachet ułożonych w ukośną kratkę. Może wygląd domu i podwórza spowodowany był zaczerpnięciem wzorców z budownictwa rosyjskiego, obserwowanego podczas bieżeństwa? Niejednokrotnie tak bywało.

Siedlisko w miejscu domu Zofii i Władysława Pleskot w Lipie (posesja nr 124). Po lewej widok z Google Street View (2012 r.), po prawej mapa z Geoportalu z zaznaczoną posesją Pleskotów, u których mieszkała G. Pokrzywnicka.

Genowefa nie wyszła za mąż. Do 1939 r. pracowała na roli przy rodzinie. Ukończyła dwie klasy szkoły powszechnej w Warszawie. Wraz z wybuchem II wojny światowej wróciła do Lipy i zamieszkała u siostry Zofii. Podjęła się prowadzenia tajnej nauki religii w szkole w Lipie. Należała do Tajnej Organizacji Nauczycielskiej.

Niemcy zatrzymali ją i wywieźli do Oświęcimia – KL Auschwitz-Birkenau. Wiemy, że przebywała tam w tym samym czasie co św. o. Maksymilian Maria Kolbe. Była świadkiem jego zgłoszenia do komory gazowej zamiast wytypowanego Franciszka Gajowniczka. Sama też uniknęła śmierci. Wywołana na jednym z apeli do grupy przeznaczonej do zagazowania, wstąpiła do szeregu, kiedy zrobiło się zamieszanie po tym, jak jedna z więźniarek zasłabła. Posiadała fotografię w obozowym pasiaku, ale nie zachowała się.

Genowefa Pokrzywnicka w 1952 r. Zbiory Henryki Kaszczyj.

W 1942 r. przewieziono ją do kobiecego obozu w Ravensbrück we wschodniej części III Rzeszy. Trafiały tam działaczki społeczne, inteligentki, konspiratorki i uczennice tajnych kompletów. Więźniarki z Polski stanowiły największą grupę osób przetrzymywanych w obozie – łącznie ok. 40 tys. W obozie przeprowadzano na kobietach nieludzkie pseudomedyczne eksperymenty. Niemcy nazywali więźniarki „królikami doświadczalnymi”. Pokrzywnicka zapamiętała, że kawałki drewna wstawiano więźniarkom zamiast kości. Doświadczenia obozowe sprawiły, że do końca życia bała się mężczyzn - i to panicznie - a każda rozmowa na ich temat doprowadzała ją do spazmu.

W Ravensbrück przebywała do końca wojny. W kwietniu 1945 r. z inicjatywy Międzynarodowego Czerwonego Krzyża została ewakuowana wraz z więźniarkami wszystkich narodowości. W wyniku szwedzko-duńskiej misji ratunkowej do dnia 26 IV 1945 r. udało się wywieźć „białymi autobusami” z KL Ravensbrück 2904 kobiety, w tym 946 Polek. Pokrzywnicka trafiła do Szwecji na dożywianie. 

W 1946 r. wróciła do Lipy i zaczęła szukać pracy. Od maja do września 1952 r. pomieszkiwała w Przasnyszu przy ul. Mostowej 8, gdzie utrzymywała się z pracy dorywczej jako krawcowa. Na przełomie 1952 i 1953 r. na krótko wyjeżdżała do Warszawy, potem na 1,5 miesiąca w maju/czerwcu 1953 r. do Łodzi, próbując znaleźć jakieś zatrudnienie. Pomimo prób, nie była w stanie się zaklimatyzować, odnaleźć w powojennym świecie, co na pewno było spowodowane przeżyciami w obu obozach. Doświadczenia te okaleczyły ją nie tylko fizycznie, ale nawet bardziej psychicznie. Zamieszkała w Domu Opieki Zdrowotnej w Obrytem (pow. pułtuski), w którym przebywała do 1967 r.

Genowefa Pokrzywnicka w 1972 r. Zbiory Henryki Kaszczyj.

Potem wróciła do Lipy do siostry Zofii. We wspomnianym domu zajmowała niewielkie zimne pomieszczenie, w którym stało łóżko, stół, mała szafka oraz kuchnia węglowa. Otrzymywała niskie odszkodowanie od państwa, które zapewniało jej liche środki na życie. Z tego powodu, ale może też mając na względzie wcześniejsze niepewne czasy wojenne, oszczędzała na wszystkim, przez co uchodziła za dziwaczkę. W oknach miała papierowe wycinanki, kalendarza używała na co najmniej dwa lata, przez co zdarzało się jej mylić dni, nie rozstawała się ze szkolnym tekturowym tornistrem. Karmiła biegające po domu myszy w obawie, by jej niczego nie pocięły. Lepiej odnajdywała się w towarzystwie dzieci i młodzieży. Może to przypominało jej przedwojenne doświadczenia jako nauczycielki w Lipie. Dorośli jej nie rozumieli.

Z czasem stosunki między siostrami pogorszyły się, co sprawiło, że Genowefa Pokrzywnicka w pewnym momencie zdecydowała się na wyjazd z Lipy. Nie chciała jednak wyjeżdżać do Obrytego. Ostatnim jej miejscem zamieszkania był Dom Pomocy Społecznej w Izdebnie Kościelnym k. Grodziska Mazowieckiego. Zmarła tam 21 VIII 1983 r.

Pensjonariuszki Domu Pomocy Społecznej w Izdebnie Kościelnym, 9 III 1979 r. Pierwsza po lewej Genowefa Pokrzywnicka. Zbiory Henryki Kaszczyj.


Dlaczego ją podziwiam?

Przeszła piekło. Podróż do Rosji, niepewność jutra, konieczność ucieczki po rewolucji, trudy powrotu do Polski, Oświęcim i Ravensbrück, a potem choroba fizyczna i słabość psychiczna, niezrozumienie przez ludzi, także rodzinę... Pomimo tego próbowała się odnaleźć, normalnie pracować. Próbowała nie tracić kontaktu z innymi, nie izolować się, choć miała ku temu powody. Mierzyła się z przeszkodami nie do pokonania, ale próbowała...


---------------------------


4. Członkinie Kół Gospodyń Wiejskich z Jednorożca i Żelaznej Rządowej

Kobiety działające w kołach gospodyń wiejskich to opowieść, którą można snuć godzinami. Do tej pory opisałam działalność tej organizacji w mojej rodzinnej miejscowości (KLIK), a także obchodzące w 2019 r. 50-lecie KGW z Żelaznej Rządowej.

Koło Gospodyń Wiejskich z Jednorożca w 1965 r. Zbiory Barbary Gwiazdy z Jednorożca.
KGW "Żelaźnianki to Kurpianki" z Żelaznej Rządowej na III Festynie Jednorożeckim. Źródło.



Dlaczego je podziwiam? 

Nie dość, że zajmowały się domem, rodziną i pracą na roli, a czasem pracowały zawodowo, to jeszcze znajdowały czas na działalność społeczną. Pielęgnowały tradycje lokalne i tożsamość kurpiowską. Doskonaliły różne umiejętności, by otwarte na nowości, a nierzadko to one wprowadzały te nowości na wsiach. Konsekwentnie działały pomimo braku środków finansowych. Potrafiły zarazić aktywnością młodsze kobiety, dzięki czemu organizacje te istnieją do dziś i nadal prężnie działają.


---------------------------

5. Bronisława Kmoch z Kowalczyków

Moja babcia była córką Józefa Kowalczyka z Wykrotu i Antoniny z Waszkiewiczów z Wachu (teren Puszczy Zielonej). Babcia urodziła się 8 VI 1922 r. jeszcze na kurpiowskiej ojcowiźnie, w Wykrocie. Między 1927 a 1934 r. wraz z rodziną wyemigrowała do Drążdżewa Nowego w gm. Jednorożec. Wówczas miejsce, w którym zamieszkali, mogło należeć oficjalnie do wsi Stegna Drążdżewskie (w międzyczasie nastąpiła zmiana granic i nazw). 
Moja babcia Bronisława Kmoch z Kowalczyków (1922-1987). Zbiory własne.
Babcia miała starszą o 2 lata siostrę Stefanię, która wyszła za mąż za Bolesława Rykowskiego. Miała też młodsze rodzeństwo: brata Franciszka, urodzonego w 1925 r., Zofię (ur. 1927 r., ale jako małe dziecko zmarła), Stanisława, ur. w 1932 r. oraz Henrykę, ur. w 1934 r. Stanisław pojął za żonę Emilię Aptacy z Niesułowa pod Krasnosielcem, a Henia wyszła za mąż za Stanisława Buczka. Po jego śmierci w 1994 r. ponownie wstąpiła w związek małżeński z Jerzym Gałązką.

Siostra babci, Stanisława Rykowska z Kowalczyków (1920-2009). Zbiory własne.

Brat babci, Stanisław Kowalczyk (1932-1988). Zdjęcie z nagrobka na cmentarzu w Krasnosielcu.

Siostra babci, Henryka z Kowalczyków I. Buczek II. Gałązka (1934-2014). Zbiory własne.


Wracając do międzywojnia, należy powiedzieć, że Kowalczykowie zamieszkali w Drążdżewie Nowym na posesji, którą obecnie zajmuje moja siostra cioteczna. Zachowała się jeszcze grupa drzew, w cieniu których miała stać ich drewniana chata. Rodzina Kowalczyków z Wykrotu trafiła tu, ponieważ na ojcowiźnie brakowało odpowiedniej ilości ziemi, by żyć godnie. Gdy dowiedzieli się, że zarządca majątku w Drążdżewie po I wojnie światowej sprzedaje ziemię chłopom, nie patrząc na nic, ruszyli w drogę. W podobnej sytuacji było wielu Kurpiów, którzy nie mogli wyżyć z posiadanego kawałka lichej ziemi. Stąd wśród osadników zamieszkujących tzw. nową część wsi Drążdżewo Nowe - Nabywce - znajdziemy m.in. ludzi z Dynaku, Majku czy Ramion (ówcześnie) w gm. Baranowo, ale też z dalszych stron Kurpi Zielonych czy wreszcie - jak Kmochy, przodkowie przyszłego męża babci Bronisławy - z Kurpi Białych. Jak się okazało, ziemia nie była tu lepsza, ale jakoś dało radę wyżyć. Na gospodarce w Wykrocie został brat pradziadka. Józef Kowalczyk mógł wyemigrować, bo był rzemieślnikiem, m.in. bednarzem, więc łatwiej mu było się przenieść.


Na żółto zaznaczyłam działkę Kowalczyków, a na czerwono Kmochów w Drążdżewie Nowym, na fioletowo pole Kmochów w miejscu, gdzie kiedyś był dom Kowalczyków. Mapa z Geoportalu.

Na pomarańczowo ziemia kupiona przez Kmochów, która do dziś pozostaje w posiadaniu rodziny, na czerwono łąka moich przodków, tak samo do dzisiaj należąca do rodziny, na żółto droga od skrzyżowania w Drążdżewie Nowym na Polskę Kępę.

Jeszcze przed II wojną światową najstarsza córka Stefania wyszła za mąż. Pradziadek Józef zapożyczył się na jej wesele, ale... w 1938 r. przeziębił się po długotrwałych robotach nad Orzycem.  Był to tzw. szarwark przy regulacji Orzyca - każdy musiał wyrobić określoną ilość dniówek. W listopadzie wpadł do wody, zaziębił się po tym, zanim dotarł do domu (ok. 2 km) i zmarł. Prababcia została sama z czwórką dzieci. Narzędzia stolarskie i bednarskie pradziadka rozeszły się po ludziach - nie oddali pożyczonych, więc jego syn Stasiek nie mógł z nich korzystać. To nie przeszkodziło mu zostać w przyszłości stolarzem, cieślą, stelmachem. U tego ostatniego terminował. Zajmował się też mechaniką.

Zanim to nastąpiło, to nadeszła II wojna światowa. Ok.  14-letniego Franka (niestety nie wiadomo, kiedy dokładnie się urodził) zabrano na roboty przymusowe, z których nigdy nie powrócił...

Mój pradziadek Józef Kowalczyk (1893-1938), ojciec babci Broni. Zbiory własne.

Antonina z Waszkiewiczów Kowalczyk (1893-1960), matka babci Broni. Zbiory własne.

Brat babci, Franciszek Kowalczyk (ur. ok. 1925 r., zm. ?). Zbiory własne.
W tej sytuacji babcia Bronia, najstarsza z pozostałego w domu rodzeństwa, robiła co mogła, by pomóc matce. By uchronić córkę od wywózki do robót przymusowych, prababcia Antosia wystarała się o zatrudnienie córki Broni przy kopaniu torfów w dolinie Orzyca. W pobliżu wsi Drążdżewo Nowe, w dolinie Orzyca, znajdowały się wielkie pokłady torfu, które Niemcy wydobywali, a raczej wykorzystywali do tego miejscowych. Dzięki tej pracy babcia mogła codziennie wracać do domu i pomagać na bieżąco matce. Pracowała tam ok. 2 lat. 

Następnie pracowała u miejscowych volksdojczów, u rodziny Zawrotnych (ona była Niemką, on Polakiem) na terenie Drążdżewa Nowego (obecnie to las między szosą Krasnosielc-Jednorożec a wsią). Na noc Bronia wracała do domu - miała 0,5 km. Pod koniec wojny Zawrotny objął gospodarstwo po polskim gospodarzu w Bagienicach, którego usunięto. Babcia odtąd chodziła do pracy codziennie pieszo ok. 11 km. W 1945 r., kiedy nadciągał front, Zawrotni uciekli do Niemiec, a babcia przezornie została w domu. Po wojnie córka Zawrotnych, która była nieco młodsza od babci, odwiedziła Bronię, przywożąc nawet prezenty. Tata zapamiętał ciepłe kapcie, które były za duże, ale bardzo mi się podobały.

Zapewne w czasie wojny, a może i przed nią, babcia Bronisława poznała mojego dziadka Adama Wacława Kmocha, syna Jana i Zofii z Dębków. Mieszkał niedaleko. Może Bronia przechodziła obok jego domu, kiedy codziennie wędrowała do pracy. 


Mój dziadek Adam Wacław Kmoch (1924-2004). Zbiory własne.


Ślub wzięli już po wojnie, ok. 1948 r. Był to ślub podwójny, bowiem tego samego dnia za mąż wyszła siostra dziadka, Helena Ewa z Franciszkiem Wieraszko. Ślubu udzielił ks. Stefan Morko w Drążdżewie. W czasie wojny dom Kmochów się spalił. Wyremontowali chlew z bala i w nim zamieszkali.

Czasowo Adam i Bronisława zamieszkali w Targowie w gm. Dźwierzuty w pow. szczycieńskim, ponieważ dom rodzinny Kmochów spalił się w czasie wojny. Na tzw. Ziemie Odzyskane wyemigrowała cała rodzina: pradziadkowie z dziećmi, także tymi, które już się usamodzielniły. Dziadkowie zamieszkali w innym domu niż pozostali Kmochowie. Wrócili do Drążdżewa Nowego wcześniej, bo na ojcowiźnie nie było komu gospodarzyć. W międzyczasie bowiem rodzina naradziła się i ustalono, że na ojcowiźnie pozostanie Wacek, jak nazywano mojego dziadka (ze względu na jego drugie imię). Pozostali woleli iść w świat. 

Stary spalony dom w Drążdżewie Nowym rozebrano. Dziadek zakupił drewniany dom od Biezuna (to może być gwarowa forma nazwiska), który mieszkał niedaleko we wsi, rozebrał budynek, przestawił go na miejsce docelowe, złożył i zamieszkał w nim z rodziną. W 1949 r. Adamowi i Bronisławie urodził się pierwszy syn - Henryk. W 1955 r. na świat przyszedł Tadeusz, a rok później Jadwiga. W 1958 r. urodził się Józef, ale zmarł tuż po narodzinach. Ostatnim dzieckiem był Wiesław, mój tata, urodzony w 1961 r.  Między moim tatą a ojcem chrzestnym jest 12 lat różnicy.

W 1960 r. zmarła matka babci Broni, prababcia Antonina Kowalczyk z Waszkiewiczów, która była znaną w okolicy i cenioną akuszerką. Podobno miała dobrą rękę do noworodków, chowały się szczęśliwie. Na starość przeprowadziła się do syna Stanisława w Niesułowie, a potem do córki Heni, która miała młodsze dzieci i potrzebowała pomocy.

Ok. 1959 r. pradziadkowie Jan i Zofia Kmochowie z najmłodszą córką Zofią wrócili do Drążdżewa Nowego i zamieszkali w domu mojego dziadka. 


Stoją od lewej: Zofia Kmoch po mężu Regulska, Adam Kmoch - mój dziadek, Bronisława Kmoch z d. Kowalczyk - moja babcia, siedzą pradziadek Jan Kmoch oraz prababcia Zofia Kmoch z d. Dębek, przy pradziadkach stoją dzieci Adama i Bronisławy: od lewej Tadeusz, Wiesław i Jadwiga po mężu Tymińska. Zdjęcie wykonane ok. roku 1966 przed domem Kmochów w Drążdżewie Nowym. Zbiory własne.


Babcia nigdy nie chodziła do szkoły. Czytać i pisać nauczyła się sama, korzystając z książeczki do nabożeństwa. Nauczyła się też liczyć. Czytała "Zorzę. Rodzinny Tygodnik Katolików" i "Rycerza Niepokalanej". Przepisywała pieśni z książeczki do nabożeństwa, by inne kobiety mogły korzystać z notatek. Należała do Żywego Różańca, a zelatorką koła była Aniela Obrębska. Na majowe mieszkańcy z tej części wsi (część Nabywców, Wygonu i Posilenia) gromadzili się przy krzyżu obok skrzyżowania dróg. W okresie Wielkiego Postu w domu Kmochów zbierały się kobiety, by śpiewać pieśni np. wielkopostne. Była to też okazja do spotkań. Często kobiety przychodziły porozmawiać z babcią, wyżalić się, a ta zawsze starała się pomóc. 

W domu modlono się codziennie, nie zawsze wspólnie, ale w niedziele bezdyskusyjnie razem. Odmawiano Różaniec, Litanię Loretańską, Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Rodzina razem udawała się na niedzielną mszę św. Babcia odmawiała też Tajemnicę Szczęścia.


II Komunia Św. mojego taty Wiesława Kmocha, 1971 r. Stoją od lewej w ostatnim rzędzie: Kazimierz Wieraszko (syn Heleny Ewy Wieraszko z d. Kmoch), Bronisława Kmoch z d. Kowalczyk, Adam Kmoch, Marianna Śmigielska z d. Kmoch, Benedykt Kmoch, Jan Kmoch, Krystyna Mandry z d. Wieraszko, Zofia Kmoch z d. Dębek. Z przodu dzieci: Renata Śmigielska, Wiesław Kmoch i Piotr Śmigielski. Zbiory własne. 
Babcia Bronia samodzielnie wykonywała prace tkackie, miała też maszynę do szycia, co było rzadkością we wsi. Wykonywała dla swojej i dalszej rodziny drobne naprawy; szyła poszewki, pościel. Potrafiła obrabiać wełnę i len, który dziadkowie uprawiali. Hodowali też owce, kilka krów, konia. Dzieci pomagały w gospodarstwie. Pole znajdowało się w miejscu, gdzie kiedyś mieszkali Kowalczykowie (rodzice babci Broni), a łąka znajdowała się przy drodze w stronę Orzyca.

Kmochowie kopali torf na łące rodziny Ejdysów, którzy mieszkali "za szosą". Torf wykorzystywano do ogrzewania domu. Jedna osoba kopała torf, druga odbierała i układała. Pomagały im dzieci. Połowę dziadek oddawał właścicielowi gruntu, resztę zabierał dla siebie. O technice wydobycia torfu w tym czasie pisałam na Facebooku: KLIK.
Bronisława Kmoch znała się na ziołach. Potrafiła robić nalewki z różnych ziół i owoców, wiedziała, co się nadaje na różne dolegliwości. Często robiła krople z propolisu, który pobierała od miejscowych pszczelarzy (Wacław Dąbrowski lub Walenty Kercher), nacierki (przykładowo: butelkę po czymś słodkim - np. miodzie - wkładasz do mrowiska, zabierasz z mrówkami, zalewasz spirytusem, możesz odcedzić, wyrzucić mrówki i wykorzystujesz do nacierania miejsc, gdzie są bóle reumatyczne), syropy (sosnowy, cebulowy, buraczany...). Stosowała miętę, której duże ilości suszyła. Zręcznie przystawiała bańki.

Tata wspomina, że babcia była spoiwem, które łączyło rodzinę. Na wakacje zjeżdżała się rodzina dziadka Adama, jego bracia i siostry, którzy lgnęli do tego miejsca, do ojcowizny. Babcia, serdeczna i ciepła, przyciągała do siebie wszystkie szwagierki i szwagrów. Dziadków często proszono na chrzestnych. We wsi podawali do chrztu Aleksandra Rogowskiego i Jadwigę Bastek, w rodzinie Tadeusza Rykowskiego i innych. Zdarzyło się też, że babcia chrzciła z wody (tzn. samodzielnie, bez obecności kapłana, w sytuacji wyjątkowej) - tak było w przypadku jej syna wcześniaka, Józefa, który żył jeszcze kilka godzin po narodzinach.


II poł. lat 60 XX w. Od lewej: Szarlotta Kmoch, jej mąż Edward Kmoch, Jan Kmoch, Antoni Kmoch z synem Romanem, Zofia Kmoch z d. Dębek, Krystyna Mandry z d. Wieraszko, Stefania Kmoch (żona Antoniego) z córką Jadwigą, Helena Wieraszko z d. Kmoch, Bronisława Kmoch z d. Kowalczyk, Tadeusz Kmoch. Z tyłu stoi Franciszek Wieraszko, mąż Heleny, w drzwiach ?. Zbiory własne.
Ok. 1970 r. Od lewej: Marianna Śmigielska z d. Kmoch, Bronisława Kmoch z d. Kowalczyk, Adam Kmoch, Benedykt Kmoch z synem Adamem na rękach, Szarlotta Kmoch, Edward Kmoch, Zofia Kmoch z d. Dębek, Jan Kmoch, z przodu mój tata Wiesław Kmoch i Piotr Śmigielski. Zbiory własne.

Jak potoczyły się losy dzieci babci Broni i dziadka Adama? Henryk najpierw poszedł do Seminarium Duchownego w Płocku, ale po roku zaczął pracować w Warszawie, a potem koło Zielonej Góry. Osiedlił się w Gorzowie Wielkopolskim, a ożenił się z Marianną Janiną Piotrak z Jednorożca. Tata po ślubie z moją mamą Teresą z d. Krawczyk (ur. 1960 r.) i krótkim okresie zamieszkania w jej rodzinnej wsi Lipa przeprowadził się do Jednorożca, najpierw na stancję, a potem do samodzielnie wybudowanego domu przy ul. Strażackiej. Ciocia Jadwiga pozostała na ojcowiźnie, w siedlisku Kmochów, jako żona Leszka Tymińskiego, a stryj Tadeusz zamieszkał niedaleko, także w Drążdżewie Nowym, wraz z żoną Barbarą z Dąbrowskich. Moje rodzeństwo cioteczne i stryjeczne mieszka na Mazowszu, w Lubuskiem i w Wielkiej Brytanii.

Moja mama opowiadała, że babcia dała się jej poznać jako wspaniała kobieta - ciepła, serdecznie. Jednocześnie była - jak na Kurpiankę przystało - bardzo uparta. Inne określenia, jakimi opisywali ją moi rodzice, to wytrwała, cierpliwa, uczciwa, bezpośrednia, zaradna.


Święte Miejsce, 30 III 1986 r. Moja mama Tereesa Kmoch z Krawczyków wraz z teściową Bronisławą Kmoch z Kowalczyków.

Gdy tata był w wojsku, babcia zauważyła bolące guzy na rękach. Potem pojawiły się guzy po pachami. Od lutego 1987 r. była poddawana chemioterapii, ale przerwano ją z powodu nietolerancji tej formy leczenia przez organizm. Przyjmowała inne leki. Ostatnie pół roku życia najbardziej ją doświadczyło. W ostatnich dwóch miesiącach życia nie mogła jeść ani pić, gdyż po spożyciu morfiny organizm nie przyjmował pożywienia. Babcia Bronisława zmarła 17 XI 1987 r., czyli ponad 1,5 roku po ślubie moich rodziców. Chorowała na raka piersi, który rozpowszechnił się po tułowiu i zjadł ją od środka... Nie poddawała się, nawet w najgorszej sytuacji, gdy była bliska śmierci, na jej twarzy gościł uśmiech, co zapamiętała moja mama.

Dlaczego ją podziwiam?
Codzienną pracą i modlitwą starała się pracować dla swojej rodziny i na chwałę Boga. Wychowała gromadkę dzieci. Przetrwała trudności wojny i powojnia, związane z przeprowadzkami i budową nowego mieszkania. Była samodzielna, zaradna, uparta, ale nie stała nad dziećmi i nie "kwoczyła". Jest mi niezwykle bliska, choć jednocześnie jest jedyną z babć i dziadków, której nie poznałam, bo zmarła ok. 4,5 roku przed moimi narodzinami. Bardzo chciałabym ją kiedyś poznać i wierzę, że się to stanie...


---------------------------

Bibliografia:
I. Źródła:
A. Archiwalia

Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Centralny Komitet Obywatelski Królestwa Polskiego w Piotrogrodzie, Przasnyski powiat. Płocka gubernia. Spisy wysiedlonych [1915–1916], sygn. 385, k. 2.

B. Prasa:
Bronsword K., Z Komitetu niesienia pomocy w Królestwie Polskiem. Z podróży w Suwalskie, Płockie, Łomżyńskie, „Postęp”, 27 (1916), 34, s. 2;
Krasne
Hasło Katolickie, 4 (1934), 45, s. 557;
„Myśl i Czyn”, 1 (1936), 2, s. 60;
Węgrzynowo, „Hasło Katolickie”, 4 (1934), 2, s. 21–22;
Zloty, kursy i wystawy, „Kierow
nik Stowarzyszeń Młodzieży”, 11 (1932), 10, s. 312;
Z Krasnego, „Mazur”, 1 (1906), 28, s. 324;
Z Przasnysza i okolicy, „Kurier Płocki”, 1 (1915)
, 173, s. 3.

C. Wspomnienia:
Prezydencka limuzyna - rozmowa z Czesławem Białoszewskim, [w:] Misjonarze i barbarzyńcy. Opowieści o codziennym życiu przasnyskiego ogólniaka w latach 1923–2000, zebrał i oprac. M. Bondarczuk, Przasnysz 2006, s. 8–9.

D. Relacje

Henryka Kaszczyj (2019 r.);

Teresa Kmoch (2019 r.);
Wiesław Kmoch (2019 r.);
Zofia Regulska (2018 r.).

II. Opracowania:
Bartołd R., Egzotyczna oaza, „Pięć Rzek”, 1 (1957), 3, s. 5–6;
Cypla P.P., Ostatni hrabia na Krasnem Ludwik Józef Adam KORWIN-KRASIŃSKI herbu Ślepowron, Warszawa 2015;
Drwęcki A., Ruch oporu w gminie Jednorożec, Jednorożec 2011;
Kaszczyj H., Historia tartaku w Klinie, „W
ieści znad Orzyca”, 2014, 5 (85), s. 15;
Taż, Ocalić do zapomnienia. Uleml, Oświęcim, Ravensbrück, „Rocznik Przasnyski”, 6 (2019), s. 207–212;
Pszczółkowski A.A., Szlachta przasnyska w połowie XIX wieku. Szkice, Warszawa 2000;
Urlich A., Lucyna Kozłowska. Nieznana nauczycielka tajnego nauczania, [w:] Przasnyska oświata i kultura w okresach pokoju, Warszawa-Przasnysz 1988, s. 38-41;
Waleszczak R., Przasnysz i powiat przasnyski w latach 1866–1939. Zarys dziejów, Przasnysz 1999;
Wołosz A.K.F., Willa Ericha Kocha w Krasnem
Mazowsze, 6 (1998), 11, s. 159–164;
Wojciechowska T., Jednorożec. Historia wsi, Jednorożec 2015.
Woźniak B., Ślub jak z bajki. Maria Ludwika Krasińska i Adam Ludwik Czartoryski, „Gazeta Opinogórska”, 2017, 2 (84), s. 12–13.

III. Strony internetowe (dostęp 1 V 2019 r.):

Adam Ludwik Czartoryski;
Budowa nowej szkoły;
Ewakuacja KL Ravensbrück – „białe autobusy”;
Historia Krasnego;
Kościół Krasne;
Krasne. Historia Krasnego;
Krasne. Park dworski;
Księżna Maria Ludwika Czartoryska - kobieta o złotym sercu;

Ludwik Józef Krasiński;
Maria Ludwika Krasińska;
Piętka W., Krasne znaczy piękne;
Ravensbrück – hitlerowskie piekło kobiet;
Szkoła Podstawowa (Milewo-Szwejki);
Warto pamiętać. Ochronka w Krasnem.



Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz