20 grudnia 2021

Zima na Kurpiach Zielonych: Adwent, Boże Narodzenie, sylwester, nowy rok, zapusty

Przed świętami Bożego Narodzenia i w styczniu często jestem pytana o zwyczaje kurpiowskie. Do tej pory odpowiadałam, pisząc krótkie teksty do prasy albo udzielając informacji innym piszącym. Zawsze były to jednak dane zdawkowe. Przychodzę dziś z uzupełnieniem i zaproszeniem do lektury opowieści o zwyczajach grudniowo-styczniowych na Kurpiach Zielonych. W końcu mamy wszystko w jednym miejscu! Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś, czego jeszcze nie wiedzieliście o okresie zimowym w naszym regionie. Dobrej lektury!



Okres Adwentu charakteryzował się oczekiwaniem na święta w powadze i skupieniu. Wypełniony był przygotowaniami i porządkowaniem zagród. Nawet już w połowie listopada dzieci zaczynały przygotowywać ozdoby choinkowe.

Już od początku Adwentu młodzi nie mogli wychodzić z domów tak swobodnie, jak wcześniej. Zaczynał się czas zadumy, prac domowy. Zabronione były zabawy. Codziennie rano uczestniczono w roratach, czyli mszach upamiętniających Maryję. Śpiewano Godzinki ku czci NMP i pieśni adwentowe. Śpiewano w drodze na roraty, śpiewano też w domach prywatnych. Poszczono trzy dni w tygodniu. Królowały potrawy mleczne i warzywne. Zajmowano się przędzeniem, darciem piór na poduszki i kołdry. Wieczorami słuchano opowieści (m.in. o historii Jezusa, ale i końcu świata i o tym, gdzie i dlaczego we wsi straszy), które opowiadali starsi. Możliwe, że opierano się na Sybillach. Dzieci siedziały struchlałe i słuchały, czasem płakały i na pewno wszelka ochota na oddalanie się z domu ich opuszczała.

Adwent to gwarowo Ładwënt, ale dawniej nazywany był Jegźënt. Obie formy zapisałam zgodnie ze wzorem zapisu opracowanym przez prof. Jerzego Rubacha.

Dawniej we wspomnienie św. Mikołaja, czyli 6 grudnia, mężczyźni suszyli. Co to znaczy? Podejmowali całodniowy tzw. chłopski post w intencji obrony bydła przed wilkami. Prosili św. Mikołaja o wstawiennictwo. Kiedy wilki zniknęły i przestały zagrażać gospodarstwom, zwyczaj zniknął.

Dla okresu Adwentu charakterystyczna była gra na ligawach (ligawkach). Długie drewniane trąby, używane jako instrumenty pasterskie, służyły do rannego i wieczornego trąbienia. Grający na instrumencie chodzili po wsi i oznajmiali w ten sposób bliski Sąd Ostateczny, ale też informowali o czasie Adwentu, momentu pokuty, zatrzymania się, spokoju. Za dnia głos ligawek można było usłyszeć nawet z 3 km. By zagrać na tym długim intrumencie, należało go oprzeć o plecy kolei, ewentualnie o płot albo, dla lepszej nośności dźwięku, o krawędź studni.

Ligawka sprzed 1939 r. z Kurpiowszczyzny, zbiory Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Źródło.


Ligawka z Kadzidła o długości 105 cm. Zbiory Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce. Źródło.



Ligawka z Dębnik o długości 102 cm. Zbiory Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce. Źródło.

Kurp grający na ligawce opierający instrument o ramię kolegi (członkowie zespołu kurpiowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego w Nowogrodzie) podczas 25-lecia PTK w Belwederze, 1–3 V 1932 r. Zbiory Narodowego Centrum Cyfrowego. Źródło.

W okresie przygotowań do świąt nie zapominano o zmarłych, szczególnych tych, którzy odeszli w minionym roku i nie siądą do stołu wigilijnego. Dlatego w Adwencie, szczególnie w północno-wschodniej części puszczy, organizowano tzw. Boże Obiady albo śtypy (stypy). To forma wspominek za dusze zmarłych osób z rodziny, innych domowników, sąsiadów. Boże Obiady urządzały dzieci zmarłej osoby albo najbliżsi krewni. Adam Chętnik tak opisał ten zwyczaj: Po nabożeństwie żałobnem zaproszeni sąsiedzi, nieraz pół lub cało wieś, szli z kościoła z krzyżem i chorągwiami do wsi, do chałupy, gdzie ma być "Boży Obiad" odprawiany. Odbywały tam się modły i śpiewy za dusze zmarłych, przeplatane poczęstunkiem, jak na weselu. Trwało to cały dzień i całą noc. Dawniej Boże Obiady organizowano w Adwencie oraz w Wielkim Poście.

Od św. Łucji, czyli 13 grudnia, zaczynały się bezpośrednie przygotowania. Wykorzystywano to, że św. Łuca dnia przyrzuca. Pozorne wydłużenie dnia pozwalało na intensywniejsze prace. Sprzątano izby, myto wszystkie sprzęty, bielono ściany, na których klejem z mąki naklejano nowe wycinkanki w formie jednokolorowych gwiazd (kółek) albo leluj. Wykonywano też wielokolorowe ptaki leśne i domowe (kury, pawie, koguty), sceny rodzajowe albo postacie (myśliwy, ułan na koniu, para młodych w bryczce), rzadziej scenki z życia na wsi.

Wycinankarka w Kadzidle, 1976 r. Zbiory Narodowego Archiwum Cyfrowego. Źródło.

W oknach wieszano wycięte z białego papieru firanki, a u sufitu poskręcane wstążki rozchodzące się promieniście ku wszystkim ścianom. Ten tzw. pająk wykonywano z bibuły w kolorach żółtym, fioletowym, zielonym. Na zakończeniach pasków umieszczano kolorowe kwiaty.

Widoczny święty kąt i pająk pod sufitem. Źródło.

Robiono też kierce, czyli ozdobę w kształcie zbliżonym żyrandola, wieszaną pod sufitem jako dekoracja, obracaną przez powietrze. Kierce były albo okrągłe, wykonywane z użyciem grochu, słomy i kolorowej bibuły, albo miały formę tzw. gołębnika. Była to prostokątna romboidalna konstrukcja z z kawałków słomy i kwiatów, ewentualnie jeżyków z kolorowego papieru, do której przymocowywano różne wielkości ostrosłupy zakończone jeżykami, kwiatami itp. Sprzątano święty kąt, czyli domowy oltarzyk z figurą Matki Boskiej, obrazami, świecznikami oraz kwiatami z bibuły, które układano na płasko, na listewkach, w bukiety. Pod sufitem, w pobliżu kuchni, składowano upieczone na zapas chleby. Przy piecu zawieszano wysuszone grzyby. Wędzono mięso, o ile takie było.

Chata kurpiowska w Tatarach, siedzi Marianna Konopka, lata 60–70. XX w. Widoczny kierc. Zbiory Narodowego Archiwum Cyfrowego. Źródło.

Kierec. Źródło.

Jerzyki, które mogą być bombkami albo elementami kierca. Źródło.

Okres Adwentu, charakteryzujący się oczekiwaniem na Święta w powadze i skupieniu, kończył się w wigilię. Ten radosny dzień na Kurpiach oznaczał zakończenie przedświątecznej krzątaniny i przygotowania potraw na Wilię, zwaną też ZiliąGody, czas spotkania dwóch sąsiednich lat, świętowano w okresie Bożego Narodzenia przez 4 dni, od wigilii aż do tzw. Młodzianków włącznie.

W wigilię w ciągu dnia przestrzegano ścisłego postu. Po południu strojono choinkę. Początkowo jej funkcję pełnił ustawiony w kącie snop słomy, później sosna zawieszana u sufitu (podłaźniczka). Kiedy choinka już się pojawiła, to wyprawiano się po nią w wigilię, czyniąc zadość zwyczajowi rytualnej żartobliwej kradzieży, co miało "złodziejowi" przynieść szczęście, a jednocześnie było świadectwem jego sprytu, odwagi, zręczności. Wybierano sosnę, jodłę albo świerk. Las uważano za własność Kurpiów, pamiętając o wielowiekowej służbie bartników i strzelców w królewskich borach, i nawet w okresie zaborowym, kiedy de facto kradzono drzewka z lasu, uważano, że Kurpie idą po swoje. 

Od początku XX w. drzewko dekorowano własnoręcznie wykonanymi ozdobami z bibuły i włóczki oraz świeczkami z wosku, ustawionymi w samodzielnie zrobionych lichtarzykach. Ozdoby wykonywano przez cały Adwent, a należały do nich: kółka i gwiazdki z opłatka, małe (tzw. rajskie) jabłuszka, orzechy, upieczone niewiele wcześniej pierniczki, bombki (tzw. jeżyki), aniołki, gwiazdy, łańcuchy na choinkę ze słomy, bibuły i kolorowego papieru. Później wieszano też anielskie włosy i naturalne, wykonane własnoręcznie świeczki. Kolorowy papier kupowano np. na jarmarkach albo u wędrownych kupców żydowskich. Stanisław Brzozowy (1923–2020) z Jednorożca wspominał, że w okresie międzywojennym choinka była (...) może nie za bardzo w każdym domu. Wszystko przed wojną dużo kosztowało. (…) jak u nas po wojnie leśniczy otrzymał przydział na choinki takie, że aż śmiechu warte, np. na całe nadleśnictwo było 100–120 sztuk, to było i dla jednej wsi za mało. Trzeba było po prostu tę choinkę w nocy ukraść albo nie mieć wcale. Ale jaki to był sens obchodzić święta, a choinkę zdobyć nielegalnie? Kupione ozdoby choinkowe mieli nieliczni, np. rodzina Lesińskich po powrocie do Jednorożca z USA. Choinka stała nawet do 2 lutego, a na pewno do momentu przybycia księdza po kolędzie.

Wigilia w rodzinie Konopków. Źródło: "Tygodnik Ostrołęcki", 1 (1982), 1, s. 1.

Wigilia w rodzinie Konopków. Źródło: "Tygodnik Ostrołęcki", 1 (1982), 1, s. 1.

Dawniej Zilija była przez niektórych obchodzono wieczorem, po ukazaniu się pierwszej gwiazdki, ale i rano. Tak nakazywał zwyczaj puszczański. Jeśli zjedzono rano, w ciągu dnia poszczono.

Kobiety nie mogły same chodzić po wsi, do południa zamykano je w domach, nie wpuszczano do domów obcych kobiet. Pierwszy gość, jaki pojawił się w wigilię w drzwiach kurpiowskiej chaty, miał duży wpływ na życie całej rodziny w nadchodzącym roku. Jeżeli był nim mężczyzna, zwiastowało to szczęśliwy i pomyślny czas, natomiast wizyta kobiety wróżyła kłopoty i niedostatek. Jeśli pierwszą osobą odwiedzającą dom był kobieta, wróżono narodziny samic, a jeśli meżczyzna  samców bydła czy owiec.

W wigilijny poranek kultywowano podcinanie włosów młodych panien (w Boże Narodzenie było to zabronione, podobnie jak samo czesanie własów, tak samo urządzenie zabaw, wesel i chrztów). Przed śniadaniem młode dziewczyny szukały osoby we wsi, która podcięłaby im warkocze, by włosy lepiej rosły. Często wybierano gospodarza, który miał nożyce do strzyżenia owiec (tymi samymi robiono wycinanki, także mężczyźni). W wigilię w domu rodzinnym Czesławy Kaczyńskiej przed domem ustawiła się sznur panien, które chciały, by jej ojciec podciał im włosy. Po wykonaniu zadania wrzucał końcowkę warkocza do pieca i palił. Jeśli zrobiłby inaczej, jeśli wyrzuciłby włosy gdzieś indziej, dziewczynę zaczęłaby boleć głowa. Łapał za warkocz, który został, i mówił: Rośnijta, włosy, do zieni az sia Marysia łozani. Wigilia była bowiem czasem wróżb przedmałżeńskich.

W wigilię unikano szybkich ruchów czy gwałtownego siadania. Należało wcześniej sprawdzić, czy wybrane miejsce nie jest już zajęte. Wierzono, że w chatach mogły przysiąść duszyczki zmarłych domowników lub krewnych, a także dawnych mieszkańców danej chaty. Brały one udział w wieczerzy wigilijnej i zajmowały wolne miejsce. Resztki kolacji zostawiano na stole do rana, by dusze bliskich osób mogły się pożywić.

W wigilię dzieci musiały starać się być wyjątkowo grzeczne, bo jaka wigilia, taki cały nowy rok. Dostanie w skórę nie było dobrym omenem. To samo dotyczyło dorosłych. Pracowita wigilia wróżyła dobry kolejny rok. Starano się niczego nie pożyczać od sąsiadów, szczególnie ziemniaków (dlaczego, tego nie wiem). Z obserwacji nieba, a konkretnie stopnia widoczności Drogi Mlecznej, wnioskowano, czy kolejny rok będzie mleczny, a jeśli tak, to jak bardzo. Uważnie obserwowano pogodę. Jak Wigilia gwiaździsta – to jajczysta, a jak chmurzysta – to pleczysta. Uważano też, że jak W wigilię błoto  zima jak złoto, a także że jeśli Wigilia pogodna, Jutrzenka jasna, to stodoła ciasna. Z aury między dniem Bożego Narodzenia a Trzema Królami wróżono pogodę na 12 miesięcy nowego roku.

Do wieczerzy wigilijnej zasiadała parzysta liczba osób (inaczej ktoś z rodziny mógł umrzeć w najbliższym czasie). Zostawiano puste nakrycia albo z myślą o zmarłych, ale w oczekiwaniu na przyszłe potomstwo lub nowego członka, członkinię rodziny (np. pojawi się synowa).

Przebieg wieczerzy opisał ks. Władysław Skierkowski: najpierw ojciec jako głowa domu, bierze do ręki opłatek ze stołu. za nim matka i dzielą się z dziećmi i innymi członkami rodziny, życząc "... abyśwa wszyscy za rok scanślizie docekali...". Dzieci zwykle całują rodziców w rękę i mówią: "... Bóg wom zapłać...". Jeśli które z dzieci lub rodziców nie żyje, to wspomina się ich ze smutkiem. Jeżeli odrobina opłatka spadnie, podnoszą ją, całują i spożywają ze czcią. Po tej rzewnej i uroczystej chwili następuje spożycie wieczerzy wigilijnej. Matka ustawia długi stołek, nakrywa go czystym obrusem, podłożywszy uprzednio nieco siana pod nim. Potem kładzie opłatek i stawia potrawy. Jeśli jedzono rano, to wówczas dzielono się opłatkiem.

W XIX w. tego dnia na wieczerzę wigilijną (jak również w dni poprzedzające inne święta, bo słowo wigilia oznacza właśnie taki dzień) jedzono potrawy warzywne z solą. Potem jedzenie zaczęto urozmaicać, choć bogactwo stołu było uzależnione zarówno od zamożności danej rodziny, jak też od sytuacji społeczno-gospodarczej państwa. Stanisław Brzozowy z Jednorożca wspominał, że po kryzysie gospodarczym w 1929 r. potraw (...) [na wieczerzy  przyp. M.W.K.] za wiele nie było. (…) Może u bogatszych gospodarzy było lepiej. Ryby mogły być, ale nie kupione, tylko złowione w rzece. Gdy ich ktoś sobie nie złowił, to w sklepie nie kupił, bo nie było za co. Może jeszcze jakieś pierogi z makiem, grzyby (…). Bezwarunkowo w każdej rodzinie musiał być drożdżowy placek. (…) Kasze i warzywa były z własnej uprawy. Wieczerza była znacznie skromniejsza niż obecnie. W międzywojniu podawano m.in. polewkę z leśnych gruszek, kartofle tłuczone z makiem, kaszę jaglaną z makowym mlekiem. Na wigilijnym stole Kurpie stawiali śledzie z chlebem, kapustę kwaszoną z grzybami, kasze (np. jaglana) i kluski z makiem, ziemniaki, często też zupę owocową z kluskami i miodem. Wszystkie potrawy szykowano na oleju. Śledzie rzadko  jadano, trzeba było je kupować u Żydów.

Przykładano uwagę do mocy tkwiących w składnikach, z których przygotowywano potrawy lub dodawano jako dodatki: miód miał przysparzać sił, orzechy mądrości, a mak sprowadzał sen. Należało spróbować każdej z potraw, a było ich 9 albo 12, bo inaczej w przyszłym roku ominie nas jakaś przyjemność.

W niektórych domach przed wieczerzą gotowano na sypko groch lub fasolę. Pod koniec posiłku gospodarz nabierał na łyżkę ziaren i podrzucał do sufitu ze słowami: To na szczęście, żeby się groch [ew. fasola  przyp. M.W.K.] rodziły. Jeśli zawartość łyżki przylgnęła do sufitu, to był dobry znak: będzie się powodziło. Wróżono też z sianka pod obrusem. Jeśli gospodarz wycigął źdźbło z kłosem, kolejny rok miał przynieść obfite plony.

W okresie okupacji niemieckiej, jak wspominał Józef Pietrak z Jednorożca, Święta wyglądały tak, jak każdy zwykły dzień, z tym, że w domu był świeżo upieczony chleb. Pomodlono się, zmówiono wspólnie różaniec i... takie były święta!

Dom Konopków  Tatarach w latach 40. XX w. Zbiory Danuty Prusarczyk. Źródło.

Po wieczerzy wszyscy wstawali, a gospodarz domu zabierał siano spod obrusa wraz z kawałkiem opłatka zawiniętym w chleb i zanosił do budynków gospodarczych. Wierzono, że w noc Bożego Narodzenia bydło rozumie mowę ludzką. Opłatek gospodarz dzielił między owce, krowy i woły. Te zwierzęta były obecne przy narodzinach Jezusa, więc mogły zjeść opłatek. Ich mowę mógł zrozumieć tylko człowiek o dobrym sercu, godny. Ks. Władysław Skierkowski zapisał opowieść, którą mu przekazano: jeden z takich ciekawych wlazł na drągi, gdzie składają siano i został pokarany za swą wielką ciekawość. Gdy usłyszał, jak woly do siebie mówiły — "wstawaj bracie, bo nasego gospodarza bandziem wywozić na cmentarz..." — spadł, potłukł się i wkrótce umarł. Od tej pory boją się ludzie podsłuchiwać rozmowy dobytku.

Zdarzało się też, że po po wieczerzy gospodarz szedł do przydomowego sadu i tam budził drzewa. Mężczyzna uderzał kijem o pnie drzew i tym samym pobudzał je do owocowania w przyszłym roku.

Wspomniałam, że wigilia to czas wróżb o zamążpójściu. Po wieczerzy panny obiegały chałupę trzy razy tylko w samej koszuli na sobie. Przewidywano, że za trzecim razem Kurpiance pokazać się może jej przyszły mąż.

Stanisław Brzozowy z Jednorożca wspominał, że w międzywojniu W przeciętnej rodzinie nie było upominków. Nie było na to pieniędzy. Czasami może starsze dzieci wykonywały ręcznie zabawki dla rodzeństwa, ale dostawały je w innym czasie niż Boże Narodzenie. Zadowolenie z tych zabawek było przeogromne, bo prezenty dla dzieci w tamtych czasach były rzadkością. W sklepie nikt zabawek nie widział ani na ulicy, bo ich po prostu nie było. 

Przed pójściem na pasterkę, która odbywała się o północy, w domach, w towarzystwie rodziny, sąsidadów lub później także koleżeństwa, śpiewano kolędy. Korzystano z kantyczek lub śpiewników. Zwykle zaczynano od pieśni Scanśliwe Betlejem.




Pochodzi z terenu dawnego starostwa ostrołęckiego, zapewne z XIX w., ale jest dzisiaj śpiewana przez zespoły kurpiowskie w całym regionie. Kolęda przedstawia pożytki dla małego Jezuska, gdyby urodził się na terenie Puszczy Zielonej: (…) U nas w ostrołanckiem na Puscy starostsie, nie bułbyś sia rodziuł w takowam ubóstsie, / Mawa izbów ziele i ciepłe pościele, bułbyś lezał jek w puchu! / Choć nam barciów w lasach, drzewa zabroniajo, łuzdy i siekiery wsandzie zabzierajo, ale byśwa byli, choć w nocy zwozili, suche drewka dla Ciebzie! / Niałbyś i buracki i kapuste Panie, tłusto zieprzozinka zawdy na śniadanie, / Mlecko z jagiełkani, chlebek z kartoflani, z niodam wódki flasecka! / A na obziad byźwa skrzecków naskwarzyli, i kasy grycanej tłusto nakrasili, / Zajonc, kuropatwy, choć połów nie łatwy, bułby Panie dla Ciebzie! / Niałbyś i psieluski z partu cianiutkiego, sukmanek do kolan z sukna puscańskiego, / Faworek nie drogi, chodacki na nogi, bylibyśwa zrzondzili! (…). Historię kolędy przedstawił Łukasz Gut na blogu Kurpie – historia i trwanie.

Dzieci śpiewające kolędy. Mal. Maria Orłowska-Gabryś, 1970 r. Pocztówka ze zbiorów Waldemara Krzyżewskiego

Na pasterkę chodzono gromadami pieszo lub jeżdżono wozami konnymi. Drogę oświetlano z obawy przed wilkami. Chłopcy wynosili na pola, daleko od zabudowy i lasu, snopki siana. Ogniska miały nawiązywać do pastuszków, którzy wędrowali do Jezusa i ogrzewali się przy ogniu. Dzięki poświacie z ognisk można było bezpiecznie dojechać do kościoła, a niektórzy mieli bardzo daleko.

Przed Pasterką ważne zadanie mieli ligawnicy. Zbierali się przed kościołem i grali na przemian. Miało to oznaczać koniec Adwentu.

Pasterka mogła trwać nawet 3 godziny. Ten, kto pierwszy wrócił z pasterki do domu, w nadchodzącym roku miał najlepszy urodzaj i najszybciej zebrał żniwa.

W niektórych kościołach przy bocznym ołtarzu ustawiano żłóbek, zwany dawniej jasełkami, do których podchodzą kurpiki, modlą się i dzieciom pokazują, jak zanotował ks. Skierkowski. Figurki wykonywali miejscowi. Przed I wojną światową można było znaleźć parafie, w których w żłóbku umieszczano postacie ubrane w regionalne stroje kurpiowskie. Nawet Maryja została przedstawiona jako Kurpianka. Taka relacja dotyczy Myszyńca w latach 18601885. W latach międzywojennych, jak wspominał Stanisław Brzozowy (1923–2020) z Jednorożca, W kościele stała bardzo uboga szopka, a wokół niej świerki bez żadnych ozdób, ale za to bardzo okazałe.

Kościelne żłóbki umożliwiały czas kultywację znanego w całej Polsce zwyczaju kołysania Jezuska. Wierni podchodzili do żłóbka i, pociągając za wstążkę, kołysali Jezuska. Śpiewano wtedy zapewne Lulajże Jezuniu. Zwyczaj przetrwał na Kurpiach do przełomu XIX i XX w. Wikariusz myszyniecki w latach 18921894, ks. L. Łukaszewicz, pisał: Od niepamiętnych czasów w kościele drewnianym w Myszyńcu na czas od Bożego Narodzenia (...) ustawiano (…) szopkę. Puszczanie wszedłszy do kościoła najpierw podchodzili do szopki i pociągali wstążkę kołysząc Dzieciątko Jezus złożone w kolebce i składali obok na stołeczku ofiary. Były to jajka albo inne produkty.

Żłóbek w kościele pw. Narodzenia NMP w Jednorożcu przed 1962 r. Udostępnił Jan Skała ze Stegny.

Od momentu, gdy podczas pasterki ksiądz z ambony zaśpiewał Wśród nocnej ciszy, można było śpiewać kolędy. W świątyniach wybrzmiewały głównie wesołe, a niekiedy tak skoczne, że jak zapisał Skierkowski, aż duchowieństwo musiało takiego śpiewu zabraniać. W tym celu gromadzono się w chałupach u najlepszych śpiewaków we wsi. Schodzono się gromadnie, używano śpiewników, choć częściej kolęd uczono się na pamięć. Poza tym układano kolędy miejscowe, charakterystyczne tylko dla jednej wsi lub parafii.

Kolędowanie organizowano, dzieląc młodzież i dorosłych na grupy. Nie kolędowały kobiety. Dzieci kolędowały z szopką własnej roboty. Chłopcy zbierali się gromadnie i śpiewali kolędy pod oknami domów. Dzieci za kolędowanie otrzymywały jakieś słodycze i szły dalej.

Obraz Zofii Stryjeńskiej. Źródło: "Ilustracja Szkolna", 1933, styczeń/luty Ser. XXXVII/XXXVIII Nr il. 468/471.

Starsi chłopcy chodzili z gwiazdą i "zwierzęciem" (koza, wilk, niedźwiedź) własnej roboty. Według Skierkowskiego czynili to biedniejsi chłopcy. Jak powstawała gwiazda? Dzielono na 4 części i oklejano różnokolorowym papierem. Gwiazdy miały po 4 albo 6 rogów, rzadziej 8. Z czasem gwiazdy zaczęto obracać za pomocą korby, nie ręcznie. Za kolędowanie z gwiazdą chłopcy dostawali kawałek placka lub po kilka groszy. Śpiewano m.in. Wśród nocnej ciszyZ narodzenia PanaW żłobie leżyW dzień Bożego Narodzenia i inne.

Kolędnicy na Kurpiach. Fot. Adam Chętnika. Źródło: Zbiory Fundacji Adama Chętnika (kopia z fanpage'a fundacji)

Kolędnicy na Kurpiach. Fot. Adam Chętnika. Źródło: Zbiory Fundacji Adama Chętnika (kopia z fanpage'a fundacji)

Kolędnicy w Nowogrodzie w okresie międzywojennym. Źródło.

W międzywojniu, wedle słów Stanislawa Brzozowego z Jednorożca, Kolędnicy odwiedzali raczej bogatszych gospodarzy, tylko u nich mogli liczyć na poczęstunek. Z miasta też przyjeżdżali z ruchomą szopką i chcieli trochę zarobićPo II wojnie światowej, jak wspominał Marian Deptuła (*1947) z Jednorożca, nie było wędrówki po wsi przebierańców – zwykłe (…) śpiewanie kolęd przy skromnym poczęstunku w formie kruchych ciasteczek.

Zdarzało się, że trzej grajkowie (skrzypce, klarnet, basetla) chodzili po domach i grali różne kolędy, ale nie śpiewali. Za to dostawali datki i poczęstunek, zdarzało się, że flaszkę alkoholu. Z uzbieranych pieniędzy grajkowie wyprawiali sobie zabawę. Często grajkowie chodzili po domach w Nowy Rok.

W drugi dzień świąt (26 grudnia), we wspomnienie św. Szczepana, na pamiątkę jego kamieniowana młodzież idąca do kościoła zabierała w kieszenie grochu, fasoli i owsa. Obrzucano się na dobry urodzaj. Często rzucano grochem na głowy z kościelnego chóru. Zdarzało się też, że czyniono tak na koniec pasterki, przy wyjściu z kościoła.

W parafii Brodowe Łąki w drugi dzień świat ksiądz święcił ziarno owsa. Kurpie chowali je na nasienie albo dawali koniom i krowom, by się dobrze chowały.

Dawniej w św. Szczepana zwalniano ze służby czeladź i, jak podaje Chętnik, godzono na nowo, stąd przysłowne: Na święty Szczepan każdy sobie Pan.

Wierzono, że o północy, wraz z początkiem drugiego dnia świąt, woda w studniach przmienia się w wino, ale nie każdy mógł takiego napoju zaczerpnąć. Trzeba było być godnym. Jak zapisał ks. Skierkowski, Podobno jedna dziewczyna nabrała w nocy takiego wina i dała spróbować sąsiadom. Oni spróbowali, że dobre, pobiegli z naczyniami, które mieli. Za chciwość zostali ukarani i przyniesione wino ponownie zamieniło się w wodę. W niektórych kościołach w drugi dzień świąt, ale częściej we wspomnienie św. Jana Ewagelisty (27 grudnia), kapłan na pamiątkę wesela w Kanie Galilejskiej częstował wiernych i wierne winem z kielicha mszalnego. Już w międzywojniu zwyczaj ten nie był kultywowany.

Wieczory od Bożego Narodzenia do sylwestra nazwywano świętymi. Spędzano je na śpiewaniu kolęd, nie podejmowano prac gospodarskich ani domowych. Szczególnie uważano, by nie motać lnu. Szczególnie w wigilię, ale i w święte wieczory, po zachodzie słońca zakazane było przędzenie, szycie i tkanie – jedne z podstawowych zajęć Kurpianek. Ewentualne poplątanie nici wróżyło problemy w życiu. Nieprzestrzeganie zakazu motania lnu w święte wieczory miało prowadzić do tego, że wilki będą się motały po wsi. Zajęcie odkładano aż do Trzech Króli. Nie wolno było rąbać drzewa, bo inaczej w gospodarstwie urodzą się same pokraki

W sylwestra czasem podawano na kolację mączne jedzenie z obfitą okrasą, by tak tłusto było cały rok. Podajmy konkrety. Gotowano kaszę lub kluski okraszone słoniną ze skwarkami. Zamiast klusków podawano prażuchę gotowaną z mąki sypanej do gotujących się ziemniaków. Nakładano to na talerz łyżką maczaną w słoninie, potem całość kraszono. Nazywano to dyżdanymi kluskami.

W Nowy Rok sąsiedzi składali sobie życzenia (Daj, Boże, za rok doczekać i Wszystkiego dobrego). Jak zanotował ks. Skierkowski, Schodzą się też na wypitkę i zakąskę, o co przy święcie łatwiej. W kościołach po chałupach śpiewają kolędę "Nowy Rok bieży w jasełkach leży".

Bysiek na tle wycinanki kurpiowskiej. Mal. T. Jodłowski, lata 50. XX w. Pocztówka ze zbiorów Waldemara Krzyżewskiego

Na Nowy Rok wypiekano nowe latka. To pieczywo obrzędowe miał zapewnić pomyślność w gospodarstwie. Nowe latka to obwarzanki z ciasta z przylepionym krzyżem prostoramiennym na środku; na krążku przylepiano urobione w palcach z ciasta zwierzęta i ptaki. Lepiono krówki, koniki, owieczki, jelenie, kury, kaczki i inne, które nalepiano na okrągły kawałek ciasta, na którym na środku, częściej niż krzyż, była już ulepiona wcześniej postać ludzka, najczęściej kobiety. Nowe latko (nowelatko) dawano dzieciom do zabawy, ale też, jak wspominała Kurpianka z Jazgarki, a zanotował ks. W. Skierkowski, nalepiano na belkę pod sufitem lub zawieszano je na lnianej nitce do pułapu, w rogu, nad stołem. Wisiało cały rok aż do kolejnego Nowego Roku. Z czasem i nie wszędzie pojawiły się ozdoby też zwane nowymi latkami i zawieszane u pułapu, ale wykonane z opłatków ciętych w półkola.

Nowe latko wypieczone przez Czesławę Konopkę w 1972 r. Zbiory Muzeum Etnograficznego w Krakowie. Źródło.

Dawniej na Kurpiach w Objawienie Pańskie, czyli uroczystość Trzech Króli, wierni szli do kościoła z gałązkami jałowca, które potem, po poświęceniu, podpalali w domu, okadzając go w celu zapobiegnięcia chorobom i zarazie. Jałowcem okadzano gardła, jeśli ktoś miał chore. Zdarzało się, że jagody jałowcowe wraz z kredą święcono osobno, a po domach roznosił je zakrystian (kościelny, dziad kościelny). Święcono kredę, którą pisano na drzwiach domu symbole. Kadzidło zapalano podczas kolędy – wizyty duszpasterskiej kapłana w domach parafian. Wraz z kredą święciło się w kościele jagody jałowcowe, a roznosił je parafianom kościelny. Poza tym święcono nasiona kolendry zebrane na łąkach, które później zaszywano dzieciom w ubrania jako formę ochrony.

Na Nowy Rok oraz święto Trzech Króli robiono fafernuchy, ciasteczka z marchwi, mąki żytniej, miodu i pieprzu, w smaku słodko-pieprzne. Nazwa fafernuchy pochodzi od niemieckiego słowa pfepfer, czyli pieprz. Czasem dodawano jajko, dawniej dawniej odwar z pasternaku lub sok buraczany. Jak pisała Anna Urlich z Łukasiaków ze Stegny, Ciasto miało różny smak w zależności od pomysłowości i zamożności gospodyni. Jedne szykowały je z pszennej mąki, słodkie i pulchne, inne przyprawiały korzeniami i te były pikantne, ostre, a najgorsze były z żytniej mąki  twarde, ciemne. Po wyrobieniu ciasto wałkowano w rulonik grubości palca i krajano ukośnie na kawałki długości od  1cm do 2cm. Niektóre gospodynie ozdabiały fafernuchy nacięciami noża, i inne smarowały jajkiem i posypywały cukrem. Następnie pieczono je ok. 2 h. Czasem po wyjęciu z pieca ciastka smarowano miodem.

Przepis na fafernuchy z ulotki Kurpiowskiego Szlaku Kulinarnego.

Obdarowywanie się fafernuchami miało być według ks. Skierkowskiego pamiątką darów, które trzech królowie zanieśli Jezusowi. Każda osoba, która przyszła w gościnę w Objawienie Pańskie, była częstowana fafernuchami.

Fafernuchy wykorzystywano do staropolskiej zabawy w cetno (cet) i licho (lich). W dzień Trzech Króli, jak pisała Anna Urlich, każdy nabierał w kieszenie fafernuchów i wychodził na wieś. Zabawa polegała na tym, że sięgano do kieszeni biorąc garść fafernuchów i napotkanemu koledze pokazywano zamkniętą garść pytając: "cetno czy licho" cetno oznaczało parzystą liczbę fafernuchów, licho nieparzystą. Jeśli zagadnięty utrafił odpowiedzią fafernuchy będące w garści stawały się jego własnością, jeśli nie utrafił  musiał dać pytającemu taką ilość własnych fafernuchów jaka znajdowała się w garści pytającego. W grze brali udział dorośli i dzieci. Około południa dochodziło do takiego wymieszania  fafernuchów, że można było zdegustować wypieki prawie całej wsi.

Fafernuchy, które upiekłam na Trzech Króli w 2018 r.

Robiono też byśki  zwierzęta z ciasta (kozy, krówki, konie i baranki, jelenie, zajączki). Lepiono je z mąki żytniej, pytlowanej, rozrobionej wodą. Pieczono w piecu i rozdawano dzieciom do zabawy. 

Źródło: A. Chętnik, Pożywienie Kurpiów. Jadło i napoje zwykłe, obrzędowe i głodowe, Kraków 1936.

Źródło: A. Chętnik, Pożywienie Kurpiów. Jadło i napoje zwykłe, obrzędowe i głodowe, Kraków 1936.

Mal. Maria Orłowska-Gabryś, lata 50. XX w. Pocztówka ze zbiorów Waldemara Krzyżewskiego

Mal. Maria Orłowska-Gabryś, lata 50. XX w. Pocztówka ze zbiorów Waldemara Krzyżewskiego

Między Wigilią a Trzema Królami młodzież, czasem starsi, chodziła z Królem Herodem. Stroje wykonywano z tektury i błyszczącego papierowego srebra i złota. Oprócz Heroda w chatach pojawiała się jego przyboczna straż, marszałek, anioł, dziad, śmierć z kosą, diabeł.  Chodzono po domach, odgrywając scenę dialogu między Herodem a Dzieciątkiem Jezus. Zawsze kończyło tak, że śmierć ścinała mu kosą głowę, a diabeł zabierał jego duszę do piekła. Na zakończenie śpiewano kolędy i wesołą pieśń świecką. Zwyczaj zanikł po wprowadzeniu w szkołach jasełek.

Herody na Kurpiach. Fot. G. Lorinczy, lata 90. XX w. Pocztówka ze zbiorów Waldemara Krzyżewskiego

Przedstawienia odgrywano też w szkole. W święto Trzech Króli 1908 r. w Jednorożcu z inicjatywy organisty Jana Bojarskiego (1887–?), zaangażowanego wraz z ks. I. Połubińskim w prace Polskiej Macierzy Szkolnej, odegrano jasełka. Powtórzono je w dniach 12, 15 i 19 I 1908 r. Jasełka bardzo dobrze się udały, ściągając po kilka razy mnóstwo widzów i słuchaczów. Zorganizowane zostały wyłącznie przez włościan, zaś aktorami byli zarówno dorośli, jak i dzieci. W czasopiśmie "Mazur" czytamy: Scena była przepełniona widzami. Przybyło sporo osób z miast, z Przasnysza, z Chorzel i z pobliskich wsi. Szkoda, że sala zamała, bo widzów mogło być dwa razy tyle; każdy akt przyjęto oklaskami. Scena była urządzona w szkole gminnej, w której się mieściło z górą 200 osób. Pieniądze zebrane z „Jasełek” po strąceniu kosztów, dano na kościół w sumie 36 rubli. Na zakończenie „Jasełek” w dniu 6 stycznia za staraniem p. Józefa Grzyba gminnego pisarza odbył się bal, na którym grała miejscowa orkiestra. Ksiądz I. Połubiński dziękował potem w "Mazurze" J. Bojarskiemu, J. Grzybowi oraz aktorom za bezinteresowne działanie, a orkiestrze za ofiarę w wysokości 36 rubli na kościół.

Po Nowym Roku zaczynały się zabawy karnawałowe. Urządzano je m.in. w dużych chałupach. Na tzw. muzyki koniecznie zapraszano muzykantów. Był to czas na rozrywkę, ale i kojarzenie par.

Ważną częścią karnawału były maskarady. Często w korowodzie pojawiał się niedźwiedź. Kozy i bociany były kojarzone z wigorem i witalnością. Pojawiały się też postaci dziadów i bab, które symbolizowały zmarłych przodków. Po wsiach wędrowały całe rzesze Cyganek, diabłów, dziadów, Turków, Niemców i policjantów. Znani byli z żartów. Chodzono też z kozą, kurpiowskim odpwiednikiem turonia. Ktoś przebrany w wywrócony kożuch trzymał przed sobą na kiju kozę z paszczęką otwierającą się co chwila, z rogami, becząc głośno. Towarzysze grali na instrumentach, a ta skakała. Przebierano się też za niedźwiedzia i niedźwiadnika lub dawniej wilka na sznurku. Zarówno przebrania, jak też tumult, hałas i krotochwile miały umownie sprowokować płodność ziemi w nowym roku. Zapustnikom darowano drobne pieniądze albo częstowano smakołykami.

Tradycją zapustną stało się obfite jedzenie, zwłaszcza w ostatni czwartek karnawału zwany tłustym. Dawniej zajadano się rejbakiem (plackiem ziemniaczanym) i drożdżowymi, gryczanymi albo zrobionymi z tartych kartofli (to wersja dla biedniejszych) rachuchami zwanymi pępuchami (pampuchami). Placki te smażono na słoninie na patelniach. PlackDrożdżowe pampuchy nazywano drożdżakami. Na obiad w tłusty czwartek musiało być mięso. W zapusty jedzono głównie wieprzowina.

Chętnik pisał, że na Kurpiach spotykano pampuchy robione z mąki i krwi bydlęcej. Świeżą krew (kraś) przynoszono rzeźni, rozrabiano z mąką na rzadkie ciasto i pieczono na tłustości. Dawniej w zapusty gotowano też pezy (długie podłużne kluski z mąki gryczanej z drożdżami, kraszone stopioną słoniną). Ciekawą zapustną potrawą podawano dawniej na Kurpiach były skorupki, czyli skorupy jajeczne nadziewane kaszą gryczaną ze słoniną i gotowane. Były też skorupki z kaszy jaglanej mieszanej z gryczaną.

W karnawale na Kurpiach dorośli mieszkańcy wsi zbierali się w jednej chałupie, żeby śpiewać, żartować i opowiadać różne historie. Takie wieczornice odbywały się przy świetle kaganka z łojem. Na stole pojawiał się niesłodki placek drożdżowy, czyli łagodniak. Najchętniej słuchano opowieści gospodarzy czy parobków, którzy bywali we śwecie. Historie na ogół miały za zadanie przestraszyć dziewuchy, tak, żeby bały się wracać same do chałup i prosiły kawalerów o odprowadzenie. Powodzeniem cieszyły się zwłaszcza opowieści wędrownych dziadów. Tak przybycie dziada do wsi wspominała Maria Mierzejewska, mieszkanka przysiółka pod Kadzidłem: (...) to było święto (...). Był gazetą i telewizorem jednocześnie, bo przynosił nowiny ze świata i zabawiał gadką. Zatrzymywał się u sołtysa albo u innych zamożnych gospodarzy. Za nocleg i miskę kaszy odpłacał opowieściami. Przyjąć go to był chrześcijański obowiązek.

Wieczornice często kończyły się tańcami przy dźwiękach pedałówki i skrzypiec. Zabawy intensyfikowano w ostatni tydzień karnawału. Tańczono do upadłego, jedzono, śpiewano. Koniecznie musiała grać dobra miejscowa kapela.

W ostatni wtorek karnawału urządzano różne psoty i figle, jak np. kładzenie kloców pod drzwi uniemożliwiające wyjście z domu lub wciąganie wozu na stodołę. Psocono szczególnie tam, gdzie były niezamężne dziewczęta. Chłopcy szykowali maź z popiołu i farby albo gnojówki, ewentualnie z popiołu z wodą z domieszką sadzy, i ruszali na wieś mazać okna w domach, w których mieszkały panny na wydaniu. Do izby domu, w którym mieszkała dziewczyna, wrzucano garnki z popiołem. Rozrzucano porąbane drewna, wrzucano je do studni. Czasem bramkę w ogrodzeniu posesji wymontowywano i wyszono gdzieś daleko, hen, od chałupy. Nie raz się zdarzyło, że chłopcy zostali pogonieni kijem za te psoty. Dziewczęta zaś musiały jak najszybciej umyć brudne okna, zanim następnego dnia idący do kościoła zauważą nieporządek. Był to sprawdzian pracowitości panny i jej zamiłowania do czystości.

Dziewczęta nie pozostawały dłużne. Starały się ukraść jakiemuś chłopcu a to but, a to czapkę. Ten, by odzyskać własność, musiał się wykupić orzechami, cukierkami itp. Wieczorem panny na wydaniu uderzały kijem o płot lub o poręcze mostu. Kierunek, z którego odpowiadało echo, miał zwiastować, skąd przyjdzie przyszły mąż.

O północy z zapustnego wtorku na Środę Popielcową kończył się czas zabawy, a zaczynał się Wielki Post. Zbliżała się wiosna.


***

Ten wpis publikuję przed Bożym Narodzeniem 2021, więc zakończę życzeniami.

Na scęście, na zdrozie, na to Boże Narodzenie,
Cobyście byli zdrowi wszyscy i weseli jako w niebie anieli, Cobyście nieli pełno gości, jako na gałązce ości,
Cobyście nieli pełne łobory, pełne pudła,
Coby wom gospodyni przy piecu nie schudła,
Coby sie Wom darzyło, scęściło, dyślem do stodoły łobruciło, Tak Wom Boze daj!



Bibliografia:
I. Źródła
Archiwalia
Muzeum Historyczne w Przasnyszu, A. Urlich, Wspomnienia stegneńskiej kurpianki poprawione i uzupełnione, Warszawa 2004, sygn. Mźr 282;
Jednorożeckie Archiwum Społeczne, Wspomnienia Marianny Piotrak z Mordwów (spisała J. Popiołek), [mps] 2011–2013, s. 9;
Tamże, Wspomnienia Stanisława Lesińskiego z USA (spisała K. Lesińska), [mps] 2010–2016, s. 4.

Relacje ustne
Relacja Aliny Maluchnik, Heleny Opalach i Bogdana Piotraka z Jednorożca (2020);

Wspomnienia wydane
Deptuła M., Jednorożec. Powrót do przeszłości, Żywiec 2017;
Grec J., Święta Bożego Narodzenia we wspomnieniach Stanisława Brzozowego, [w:] Zapiski Ziemi Jednorożeckiej, red. M. Dworniczak i in., Jednorożec 2011, s. 136–137.

Prasa
Czytelnik „Mazura”, Z Jednorożca, pow. Przasnyskiego, „Mazur”, 3 (1908), 12, s. 4;
Jasełka w Jednorożcu, „Goniec Wieczorny”, 1908, 47, s. 5;
Odpowiedzi redakcji, „Mazur”, 3 (1908), 12, s. 4;
W Jednorożcu, „Głos Płocki”, 1 (1908), 2, s. 3;
Z pow. przasnyskiego, „Mazur”, 3 (1908), 4, s. 4.

II. Opracowania
Boże Narodzenie na Kurpiach (dostęp 18 XII 2021 r.);
Chętnik A., Kalendarzyk zwyczajów dorocznych, obrzędów i niektórych wierzeń ludu kurpiowskiego, Nowogród 1934;
Tenże, Pożywienie Kurpiów. Jadło i napoje zwykłe, obrzędowe i głodowe, Kraków 1936;
Kielak B., Doroczne zwyczaje i obrzędy Puszczy Zielonej, [w:] Puszcza Zielona. Przyroda, folklor, historia, Pułtusk–Ostrołeka–Parciaki–Myszyniec–Nowogród 2013, s. 215–223;
Mamińska E., Wigilia na Kurpiach (dostęp 18 XII 2021 r.);
Obyczaje zapustne na Kurpiach (dostęp 20 XII 2021 r.);
Wigilia i święta na Kurpiach (dostęp 18 XII 2021 r.).


Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz