21 sierpnia 2022

Wiosna i lato na Kurpiach Zielonych. (Nie)dawne zwyczaje, wierzenia, tradycje

Od ostatniego wpisu prezentującego część dorocznego cyklu trochę już minęło. Zanim nastanie kolejna pora roku, zapraszam na opowieść o wiośnie i lecie na Kurpiach Zielonych. Zajmiemy się okresem od Wielkanocy do 8 września, czyli Narodzenia NMP. To informacje głównie z XX i XIX wieku. Dobrej lektury!





Po Wielkanocy zaczynała się wytężona praca w gospodarstwie. W wielu działaniach zauważalny był element religijny, ale i przedchrześcijański. Jak twierdził bp płocki Tomasz Myśliński w 1853 r., lud zespolił pojęcia religijne z tysiącem baśni, przesądów i zabobonów. Dawały one o sobie znać np. w czasie klęsk: suszy, gradobicia, epidemii, burz, pożarów, które przyjmowane były jako „palec Boży”, „dopust Boży” lub „kara Boża”. Jednocześnie wierzono w boską opiekę, stąd przed burzą obchodzono podwórze ze święconą wodą i kropidłem, święcąc zabudowania i żegnając je krzyżem. Z pierwszym grzmotem domownicy rozpoczynali odmawianie różańca przy zapalonych gromnicach. W oknach stawiano religijne obrazki. Wybierając się do lasu w poszukiwaniu grzybów, mówiono: Wchodzę w las, niosę Najświętszej Marii pas, jak tym pasem się opaszę, wszystkie robactwa od siebie odstraszę. By zapobiec suszy, zbierano np. jajka i zanoszono do proboszcza jako ofiarę, by pomodlił się o deszcz. Kiedy wybuchła II wojna światowa, mieszkańcy zabierali z domów nie tylko artykuły pierwszej potrzeby. Przykładowo Stefania Wróbel z Jednorożca – pomimo protestów rodziny – zapakowała dość dużych rozmiarów obraz Matki Bożej Karmiącej, ponieważ powiedziała, że bez świętego obrazu nie wyjdzie z domu.

Nie ulega wątpliwości, że w XIX, ale też w XX w., szczególnie w parafiach wiejskich (a takie przecież mamy na Kurpiach) ogólny poziom wiedzy religijnej był niski. Podkreślali to duszpasterze. Trudno powiedzieć, na ile upowszechnienie katechizacji w XIX w. wpłynęło na podniesienie poziomu wiedzy religijnej ludności wiejskiej. Na pewno katechizacja w parafii i w pewnym stopniu w szkołach, rozwój misji i rekolekcji parafialnych, tak samo jak upowszechnienie prasy i czytelnictwa ludowego (którego zasięgu nie należy jednak przeceniać) wpłynęły na wzrost świadomości religijnej. Zmiany te zapewne następowały powoli, tym bardziej że w XIX w. kler pod zaborem rosyjskim miał ręce skrępowane, działać mu nie było wolno ani swobodnie nauczać. W praktyce oznaczało to, że w Królestwie Polskim lud chętnie garnie się do kościoła, ale pod względem znajomości prawd wiary niżej stoi od naszego [tj. – galicyjskiego – przyp. M.W.K.] wieśniaka – twierdził jeden z kapłanów z Galicji. Ważne było przywiązanie mieszkańców do parafii, bowiem – jak pisano w 1901 r. – Kurp, zapytany do jakiego Kościoła należy, wymienia zwykle parafję, zkąd pochodzi. Jednocześnie takie odpowiedzi ujawniały niski poziom wiedzy religijnej. W okresie międzywojennym, szczególnie w latach trzydziestych XX w., wobec coraz bardziej wzrastającego uświadomienia religijnego zmniejsza się liczba ludzi zabobonnych, oczyszcza się i uszlachetnia uczucie religijne, owszem, spotyka się już nieraz (…) dusze subtelne, uduchowione, celujące głębokością wiary i przekonania religijnego; ogół wszakże jest jeszcze bardzo daleki od prawdziwego rozumienia religji – pisał ks. Franciszek Flaczyński, proboszcz parafii Baranowo.

W notatce z wizytacji biskupiej z 1868 r. w Jednorożcu zapisano, że Kurpie to lud pobożny i przywiązany do swych duchowych przewodników. Eugeniusz Kłoczowski (1897–1985), ziemianin z Bogdan Wielkich w powiecie przasnyskim, twierdził, że Kurpie byli bardziej pobożni niż ludzie z Mazowsza. Mógł ich obserwować i porównywać z mieszkańcami innych niekurpiowskich parafii, ponieważ był prezesem Akcji Katolickiej w pogranicznym dekanacie przasnyskim. Ksiądz F. Flaczyński swoje rozważania o kurpiowskiej religijności podsumował krótko: obok niskiego na Puszczy poziomu moralności panuje tu wielka wiara. Kurpie wierzą prostą i szczerą wiarą dziecka, że wszystkiem rządzi i kieruje Bóg, więc też we wszystkiem zwracają się z ufnością o pomoc do Boga.

Sprzedaż świętych obrazów na targu w Myszyńcu. Fot. Jacek Olędzki. Źródło: J. Olędzki, Sztuka Kurpiów, Wrocław 1970.

Prześledźmy więc wiosenne i letnie zwyczaje Kurpiów, które łączyły wiarę z praktykami magicznymi.

Orkę zależało zacząć na początku tygodnia (poniedziałek lub środa były najlepsze), nigdy w piątek. Zalecano orkę rano, najlepiej po deszczu. Przed rozpoczęciem prac gospodarz odmawiał modlitwę lub wzdychał do Boga (Boże dopomóż), kreślił znak krzyża przed zaprzęgiem i zaczynał. Dobrze było poświęcić sprzęty, nie tylko nowe, których używano po raz pierwszy, ale wszystkie. Niektórzy czynili to co roku za pomocą wody święconej przyniesionej z parafialnego kościoła w Wielką Sobotę. Pod pierwszą skibę wkładano poświęcone rośliny: gałązkę z palmy wielkanocnej, wianuszek zrobiony na oktawę Bożego Ciała, poza tym skorupki jajek ze święconki lub kawałki drewna z ogniska rozpalanego w Wielką Sobotę przed kościołem.

Kiedy uporano się z pracami w gospodarstwie, wielu Kurpiów i Kurpianek wyruszało na zarobek do majątków ziemiańskich, a później PGR-ów. Pisała o tym Zofia Bogdańska z Kierzka (gmina Kadzidło): Kiedy najpilniejsze prace w polu były zrobione, Stasiek szedł za Przasnysz, by sobie coś zarobić. Wielu ludzi kurpiowskich wiosek tak sobie dorabiało, pracując o bogatych gospodarzy. W każdym domu było po kilkoro osób, a więc dali radę i u siebie obrobić i iść na zarobek. Więcej o wędrówkach na zarobek za Przasnysz pisałam tutaj: KLIK.

Kurpianka na rynku w Przasnyszu czekająca na zatrudnienie. Fot. Jacek Olędzki. Źródło: J. Olędzki, Sztuka Kurpiów, Wrocław 1970.

Gospodarze dogadujący się co do warunków zatrudnienia Kurpiów. Fot. Jacek Olędzki. Źródło: J. Olędzki, Sztuka Kurpiów, Wrocław 1970.

Trójka w Przasnyszu, miejsce jarmarku na Kurpiów, pierwsza połowa lat 70. XX w. Zbiory Mirosława Krejpowicza. Źródło.

Bydła na pastwisko wypędzano po raz pierwszy we wspomnienie św. Wojciecha (23 kwietnia). Przed progiem obory kładzono ostry przedmiot, np. siekierę. Gdy zwierzęta przeszły nad nim, były zabezpieczone na kolejny sezon. Bydło wypędzano za pomocą marcinki, czyli brzozowej gałązki przyniesionej gospodarzowi przez pasterza w dniu św. Marcina (11 listopada), gdy wracano z ostatniego wypasu. Ewentualnie uderzano raz albo trzy razy palmą wielkanocną, żeby bydło nie szło w szkodę. Zwierzęta święcił gospodarz albo ksiądz.

W maju zdobiono krzyże i kapliczki przydrożne kwiatami, wieńcami i wstążkami. Według etnografa Adama Chętnika dotyczyło to szczególnie figur i kapliczek maryjnych oraz przedstawień św. Jana Nepomucena, popularnego na Kurpiach „patrona od wody”. Pod figurami ludność wieczorami śpiewała litanję do M. Boskiej, przy kapliczkach ze św. Janem śpiewano pieśń „Witaj Janie z Bolesława, masz się stawić przed Wacława” i t. d. Przy M. Boskiej śpiewano codzień w ciągu maja, przed świętym Janem co sobota przez miesiące letnie – pisał Chętnik. Nabożeństwo majowe upowszechniło się w połowie XIX w., czerwcowe na początku XX w. Majowe to odmówienie Litanii loretańskiej i śpiew pieśni maryjnych. Czerwcowe polega na odśpiewaniu Litanii do Serca Pana Jezusa, modlitw i pieśni.

Cecylia Staśkiewicz (*1935) z Czarnotrzewia (gmina Baranowo) wspominała: W każdej wsi dekorowano krzyże i śpiewano wspólnie. Przychodzili ludzie starsi, młodsi i dzieci. Modlitwa odbywała się o 18.00. Kto nie mógł przyjść, śpiewali rodzinami w domach. Młodzież chętnie uczestniczyła w majowych nabożeństwach, po których odbywały się spotkania i wspólne powroty do domów. (...) W soboty organizowano zabawy taneczne w domach albo na trawie tzw. Majówki

Zdjęcie z lat 60. XX w. ze zbiorów rodziny Janiszewskich z Jednorożca. Widoczna kapliczka z ok. 1908 r., w 1975 r. zastąpiona współczesną. Stoi przy ul. Długiej.

Zesłanie Ducha Świętego zamykało okres wielkanocny. Domy i zagrody przystrajano zielenią (stąd nazwa Zielone Świątki). Cecylia Staśkiewicz (*1935) z Czarnotrzewia pisała: Na Kurpiach dekorowano wejścia domów i wnętrza mieszkań. Przed wejściem stawiano dwie brzozy, które dawały zapach, a dalej mniejsze drzewka brzozy. Całą ścieżkę od studni do domu wysypywano żółtym piaskiem. W domu robiono majowe porządki, a potem dekoracje gałązkami brzozy. We wszystkich mieszkaniach było zielono. Święto to było pod hasłem pieśni: Chwalcie łąki umajone. Dekorowano obrazy świętych, szczególnie w świętym kącie. Na podłogach układano liście tataraku, a w zagrodzie rozsypywano pocięty tatarak rozsypywano. Zieleniono płoty i zagrody, a na polach, w warzywniakach i ogródkach wtykano w ziemię zielone gałązki. Mówiono też: Na Zielone Światki dobre i otrąbki.

Zielone Świątki wywodzą się z przedchrześcijańskiego święta związanego z kultem płodności. By oczyścić ziemię z demonów i umożliwić wegetację roślin, palono ognie, a domy przyozdabiano zielenią, by zapewnić urodzaj i chronić mieszkania przed urokami. U Słowian opisane święto nazywało się Stado.

Na Zielone Świątki Kurpie często udawali się w pielgrzymkę do jakiegoś sanktuarium. Jak zapisał Dominik Staszewski, Na takie dalsze pielgrzymki zwykle jeden z kurpiów, który już nieraz odbył tę drogę, obiera się za „ojca” całej kompanji. Ojciec taki intonuje pieśni, wskazuje drogę, obiera wypoczynki i noclegi, wreszcie pomaga nieść tłomoczki słabszym i znużonym drogą pątnikom. Według Staszewskiego Kurpie mieli pielgrzymować tak często z powodu dużej ilości wolnego czasu spowodowanej niechęcią do pracy. Staszewski jednak w większości krytykował Kurpiów. Należy też pamiętać, że w warunkach zaborowych pielgrzymowanie było utrudnione. Dopiero po 1905 r. rząd carski cofnął ograniczenia w pielgrzymowaniu na odpusty parafialne. Obostrzenia wiązały się z postrzeganiem odpustów i zgromadzeń religijnych jako okazji skupiających znaczną liczbę ludzi, co sprzyjało ujawnianiu nastrojów patriotycznych.

Kurpie, Nie mając u siebie kościoła wsławionego cudami, szukają go w innych stronach. Stąd popularne były pielgrzymki do Częstochowy, Skępego, Prostyni, Świętej Lipki i Wąsewa. Wedle Stanisława Chełchowskiego (1866–1907), ziemianina z Chojnowa w powiecie przasnyskim, popularne były następujące miejsca pielgrzymkowe (oprócz wymienionych wyżej): Koziebrody (powiat sierpecki), uroczysko św. Rozalia w pobliżu Szelkowa i Krzyżewo (powiat makowski), Gietrzwałd w Prusach Wschodnich. Udawali się tam wierni z dekanatu przasnyskiego, możliwe, że też z jego kurpiowskiej części (gminy Jednorożec, Baranowo, Zaręby). O pielgrzymkach do Świętego Miejsca w okolicu Przasnysza (dawny Bartny Borek) pisałam w osobnym poście: KLIK.

Wymarsz kompanii z bębnami na pielgrzymkę z kościoła w Dąbrówce, przed 1930 r. Źródło zdjęcia: A. Chętnik, Z kurpiowskich borów, Lwów 1930.

Wędrówka na pielgrzymkę była dużym predsięwzięciem i zajmowała czas. Adam Chętnik zanotował: Za kompanją idą tobory wozów z płóciennemi budami. Na wozach są zapasy, chorzy i. t. p. Z pozwrotem zwykle wraca kompania koleją, inni zaś wracają furami w parę tygodni później. Takie wyprawy najczęściej odnosiły się do Jasnej Góry. W czerwcu 1864 r. w "Kurjerze Warszawskim" pisano: Przed kilku dniami wracały kompanje Kurpików z Częstochowy, niosąc święte Obrazy i Krzyże; dziś znowu przechodziła przez nasze miasto [Warszawę – przyp. M.W.K.] kompanja z Ostrołęki, a powracając z Jasnej Góry. Trzy lata później w tej samej gazecie pisano: W zeszłą Sobotę przez Leszno przechodziły znaczne kompanje pielgrzymów do Częstochowy; większa część pobożnych pochodziła z Ostrołęckiego, a mianowicie z tak zwanej Puszczy; Kurpików bowiem po kusej a fałdowanej z tyłu sukmanie łatwo poznać.

Pielgrzymka Kurpianek z KSMŻ w Myszyńcu na Jasną Górę w czerwcu 1937 r. Źródło: NAC, sygn. 1-R-547.

Od Zielonych Świąt do sianokosów w ciągu trzech dni po Wniebowstąpieniu Pańskim (poniedziałek, wtorek i środa) odprawiano Dni Krzyżowe. Ich tradycja sięga V w. Nazwa pochodzi od procesji z chorągwiami, feretronami i krzyżem prowadzonej z kościoła pod przewodnictwem księdza do krzyży i kapliczek wśród pól lub we wsi. Celem było dziękczynienie Bogu za otrzymane dobrodziejstwa i prośby o błogosławieństwo dla urodzajów. Święcono pola, a wierni modlili się litanią do Wszystkich Świętych o uwolnienie od zła, od grzechu, od Bożego gniewu, od sideł szatańskich, od nagłej i niespodziewanej śmierci, od piorunów i gwałtownych burz, od zarazy, głodu i wojny. W poniedziałek polecano odprawiać mszę „w okresie zasiewów”, we wtorek „o uświęcenie pracy ludzkiej” i we środę „za głodujących”. Na Dni Krzyżowe kapliczki i krzyże przydrożne były dekorowane przez mieszkańców. Współcześnie modlitwy te są częścią obrzędu poświęcenia pól, a Dni Krzyżowe nie są obchodzone.

Wedle wspomnień Mariana Deptuły (*1947) z Jednorożca w latach pięćdziesiątych XX w. Dni Krzyżowe łączono z poświęceniem pól, a to wypadało w końcu maja. Opowiem o zwyczaju na przykładzie parafii Jednorożec.

W niedzielę między 13.00 a 15.00 na plac przed kościołem podjeżdżali jeźdźcy na koniach – jedni w siodłach, najczęściej jednak tylko z jakąś derką i strzemionami, których na początku było 10-ciu czy 15-tu, a w latach następnych – coraz mniej, bo tylko od 5 do 6 koni. Pozostali uczestnicy przyjeżdżali zaś na wozach konnych, których było kilkanaście, rzadziej bryczkami. Później bryczka była tylko da księdza, organisty, a czasami – ministrantów. Po wstępnych modlitwach w kościele cały orszak wyruszał przez Stegna w pola, gdzie już wcześniej wyznaczone były miejsca, najczęściej przy kapliczkach (…) lub zwykłych, przydrożnych krzyżach. Tych punktów modlitewnych było zawsze cztery (tyle, ile ewangelii). Wozy z księdzem i pozostałymi uczestnikami jechały zawsze najkrótszą drogą, pomiędzy wyżej wyznaczonymi miejscami. Natomiast kawalkada konna, bardzo widowiskowa, zazwyczaj „nadkładała” drogi, pędzać galopem (…). Pierwszy z jeźdźców jechał z krzyżem (tym procesyjnym), dwaj następni trzymali w rękach proporce (…). Podczas jazdy przez pola wszyscy uczestnicy pod kierunkiem organisty śpiewali litanię do wszystkich świętych. Przy czterech kolejnych stacjach odbywały się modlitwy błagalno-dziękczynne z wybranym fragmentem ewangelii. Ten fragment w zamkniętej całej buteleczce zakopywano pod krzyżem czy kapliczce. (…) ten, co wkładał buteleczkę z ewangelią do wykopanego dołka, schylając się dostawał od jednego z jeźdźców kilka batów po plecach. Miała to być symboliczna kara za ukrzyżowanie Jezusa. W miejscu zakopania butelki z fragmentem Ewangelii układano gromadkę kamieni. Wyznaczały one często granice pól gospodarzy lub gruntów danej wsi. Zwyczaj zakopywania Ewangelii miał bronić pola od gradu i innych klęsk żywiołowych. Po powrocie przed kościół kapłan błogosławił zebranych. Do domu wracano na wozach, a jeźdźcy jak wariaci zaczynali wtedy wyścigi. Konie kwiczały, dzieci krzyczały – uciekając. W innych wsiach msze kapłan odprawiał co roku w domu innego parafianina (nierzadko tam, gdzie były punkty katechetyczne), a następnie udawano się na objazd pól. Najpierw jednak należało kapłana przywieźć do wsi, co czynił wyznaczony gospodarz, zabierając duszpasterza na wozie. Parafianie z danej wioski, również na wozach, jadąc z Jednorożca do swojej wsi, śpiewali pieśni. Nierzadko sołtys wyznaczał młodych chłopaków, którzy mieli jechać na koniach i dzierżyć krzyż oraz proporce. Mieszkańcy przed objazdem pól szykowali przydrożne krzyże i kapliczki, strojąc je kwiatami i wstążkami.

Święcenie pól urządzano dawniej także w Boże Ciało. Adam Chętnik podał nazwę obchody na określenie tego zwyczaju.

Objazd pól w Jednorożcu – modlitwa przy jednym z krzyży, 2018 r. Fot. Gminna Biblioteka Publiczna w Jednorożcu

Boże Ciało (Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa), ważna uroczystość ruchoma i nakazana, wypadało 60 dni po Wielkanocy między 21 maja a 24 czerwca. W 1992 r. proboszcz parafii Jednorożec ks. Stanisław Muzal zapisał w parafialnej kronice: Trasa b. długa – czas procesji ok. 3-ch godzin – a rozpoczynaliśmy o godz. 11:00-ej. Udawano się do czterech ołtarzy ozdabianych przez mieszkańców kwiatami, brzozowymi gałązkami, wstążkami itp. Ołtarze symbolizowały 4 ewangelistów albo Trójcę Świętą i Maryję.  Cała zaś trasa wraz z poboczami – rankiem w dzień Bożego Ciała lub w przeddzień święta – była, jak wspominał Marian Deptuła (*1947) z Jednorożca, pięknie wygrabiona i wyzamiatana. Ponadto, właśnie tylko raz w roku, cała jej szerokość od kościoła poprzez Rogatki aż do ostatniego ołtarza, a czasem i trochę dalej, była wysypana żółtym piaskiem z Zastodola w kwadraty o boku mniej więcej 60 cm. Zwyczaju zaprzestano po wylaniu asfaltu we wsi, czyli w 1959 r.

Z każdego ołtarza wierni zabierali gałązki brzozowe lub lipowe i umieszczali je na domowych ołtarzykach oraz na polach, warzywniakach itp. Miało to zapewnić urodzaj. Gałązki wrzucane do stodół stanowiły ochronę przed szkodnikami.

Najgłośniejsze obchody Bożego Ciała, które rozsławiły Kurpie, odbyły się 27 V 1937 r. w Myszyńcu. Opisałam je na blogu: KLIK.

Procesja w Czarni prawdopodobnie na Boże Ciało, 19151918. Źródło: Das Generalgouvernement Warschau. Eine Bilderreihe aus der Zeit des Weltkrieges, Oldenburg 1918.

Procesja w Myszyńcu 27 V 1937 r. Fot. Henryk Poddębski. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/15/333/3

Czwarty ołtarz na Boże Ciało w Jednorożcu, 2016 r. Fot. Maria Weronika Kmoch

Na oktawę Bożego Ciała, czyli tydzień po uroczystości, wierni przynoszą do kościoła wianki z ziół i kwiatów wykonane z rumianku, macierzanki, lubiuszczku, mięty, rozchodnika, nieśmiertelnika, grzmotu, barwnika, ziela matki Boskiej, Bożego drzewka, liści lipy i kwiatów dla ozdoby. Dawniej plotły je młode dziewczęta. Trzymanie poświęconych wianuszków w domach wedle dawnych wierzeń miało chronić od burz i piorunów. Wianki wieszało się po jednym lub dwa na każde okno. Dawniej, jeśli pleciono trzy wianki, jeden zawieszano w domu, drugi w stodole, trzeci w chlewie. Zjedzenie roślin z wianka miało pomagać na chore gardło. Chorych okadzano dymem z podpalonego fragmentu wianka, by odgonić chorobę.

W Bandysiach zachował się następujący zwyczaj. Po mszy uroczyście wyprowadza się z kościoła feretron danej wsi (bo dawniej każda wieś miała co najmniej jeden własny feretron). Tak rozpoczyna się procesję, trwającą czasem nawet i dwa dni. Procesja obchodzi całą wieś, zatrzymując się przy każdym krzyżu i kapliczce, gdzie modli się za zmarłych lub za tych, którym krzyż został poświęcony. Najdłużej procesja zatrzymuje się przy czterech głównych kapliczkach (krzyżach przydrożnych), pod którymi w czasie poświęcenia pól zakopywane są cztery ewangelie. Tam śpiewa się i modli dłużej. Procesja ta ma pomóc wsi, zapewnić jej dostatek i urodzajne zbiory.

Bandysie, 10 VI 2021 r. Fot. Maria Weronika Kmoch


Bandysie, 10 VI 2021 r. Fot. Maria Weronika Kmoch

Wierzono, że we wspomnienie św. Antoniego, które przypada 13 czerwca, trzeba zmówić siedem pacierzy od zgubionych rzeczy. Adam Chętnik zapisał: Niektórzy święcą zioła i wodę, potrzebne do leczenia chorych.

Noc Kupały, przypadająca w najkrótszą noc w roku, była tak silnie zakorzeniona na ziemiach polskich, że Kościół rzymskokatoolicki włączył 
do kalendarza chrześcijańskiego zwyczaje, które tego dnia kultywowano. Noc Kupały (od kupy, gromady, zgromadzenia ludzi) stała się nocą świętojańską, czyli nocą po dniu św. Jana Chrzciciela (24 czerwca). Od tego dnia liczono lato. W wigilię wspomnienia świętego zbierano zioła (bylica, łopian, ruta), by umieścić je w poszyciu dachu jako ochronę przed chorobami ludzi i zwierząt, urokami itp. Poza tym w wieczór sobótkowy gromadzono się nad wodą lub na wzniesieniach. Rozpalano ogniska, w które wrzucano bylicę, piołun i inne zioła. Przy ognisku bawiono się, śpiewano, tańczono. Młodzi grali w gry, skakali przez ognisko, wróżyli. Dziewczęta wiły wianki i puszczały je na wodę.

Il. Zbigniew Rychlicki. Źródło: J. Gorzechowska, M. Kaczurbina, Jak to dawniej na Kurpiach bywało, Warszawa 1969.

Il. Zbigniew Rychlicki. Źródło: J. Gorzechowska, M. Kaczurbina, Jak to dawniej na Kurpiach bywało, Warszawa 1969.


Il. Zbigniew Rychlicki. Źródło: J. Gorzechowska, M. Kaczurbina, Jak to dawniej na Kurpiach bywało, Warszawa 1969.

Szukano też kwiatu paproci, który miał kwitnąć tylko w wigilię św. Jana. Kto by go znalazł, miał posiąść wiedzę o największych skarbach i miejscu ich ukrycia.

Il. Zbigniew Rychlicki. Źródło: J. Gorzechowska, M. Kaczurbina, Jak to dawniej na Kurpiach bywało, Warszawa 1969.

Od dnia św. Jana Chrzciciela można było się kąpać w rzekach i jeziorach. Święty już poświęcił wodę, była bezpieczna. Było to nawiązanie do dawnego pogańskiego wierzenia, że bóstwo zabezpieczyło wodę przed demonami, np. słowiańskimi utopcami. W chrześcijaństwie skojarzono to z kąpielą Jezusa w Jordanie, symbolicznym chrztem, którego udzielił mu św. Jan Chrzciciel.

Tego dnia odbywało się wieńczenie bydła. Pasterze robili małe wianki z polnych kwiatów i zakładali je krowom na rogi. Miało to chronić zwierzęta przed złymi mocami. Po powrocie ze zwierzętami do gospodarstw pasterz dostawał od gospodarzy drobną zapłatę pieniężną lub prezent za pobłogosławienie bydła. Wianki trafiały do obory w celach ochronnych.

Był też zwyczaj zapalania wiechci słomy na wysokich tykach, z którymi biegano po pastwiskach. W borach zapalano suche i smolne wierzchołki sosen lub świerków. W 1928 r. w "Kurierze Warszawskim" pisano: Jaką moc posiadały spalane zioła, niech nam wyjaśni pieśń, śpiewana niegdyś na Kurpiach:
Niechaj ruta w ogniu trzeszczy, 
czarownica z złości wrzeszczy.
Niech bylicy gałąź pęka,
czarownica próżno stęka.
Myśmy tu przyszli zdaleka
popalili zioła święte:
nie zabiorą nam mleka
czarownice przeklęte.
Spokojnie nam ogień świeci
i ziołeczko każde tleje:
oj, nie pomrą nasze dzieci,
oj, nie będzie swarów doma.

Bardzo ciekawy był zwyczaj ścinania kołtunów na głowie, czyli zlepionych, zmierzwionych włosów. Jeśli zrobiono to w wigilię św. Jana, to kołtun nigdy miał nie odrosnąć. W innym miejscu Kalendarzyka zwyczajów dorocznych, obrzędów i niektórych wierzeń ludu kurpiowskiego Adam Chętnik napisał, że kołtuny ścinano też 29 sierpnia, we wspomnienie ścięcia św. Jana Chrzciciela. Polecam zajrzeć do tych tekstów, by dowiedzieć się więcej o kołtunie: KLIK  i KLIK.

W dniu 26 lipca, czyli we wspomnienie św. Anny, w wielu parafiach do południa poszczono. Był to post od piorunów, który miał chronić wieś przed burzami, a takich latem nie brakowało. I dlatego na dzień 1 sierpnia mówiono palikopy, bo nierzadko w tym czasie bywały burze z piorunami, które mogły zapalić kopy zboża na polach. Ludzie szli na nabożeństwo do kościoła, a potem do południa pościli, by odprawić burze.

Stogi w okolicach Jednorożec. Malował Wojciech Górecki z Gdańska

Latem często organizowano wesela, które składały się z kilku części: wypyty przez raja (swata), zmówin (deklaracji majątkowych), opatrów (sprawdzenia gospodarstw), ustaleń weselnych. Kawaler uroczyście przyjeżdżał po pannę do jej domu rodzinnego. Potem odbywał się jej wykup i pierwsza część zabawy. Po pożegnaniu przez pannę młodą domu rodziców i rodziny wyjeżdżano do kościoła. Po nabożeństwie odbywały się rozpleciny, oczepiny, zbieranie na czepek, gonienie po zastolu, wreszcie uroczyste przenosiny do domu pana młodego. Wesele na Kurpiach Zielonych to obszerny temat, więc nie będe go tu rozwijać. Zapraszam jednak do lektury artykułu, w którym opisałam dawne wesele w Jednorożcu: KLIK.

Wesele kurpiowskie według zespołu z Jednorożca, 1956 r.: strojenie panny młodej. Uwagę zwraca koruna z kwiatów na głowie panny młodej – odpowiednik czółka, noszony dawniej w okolicach Jednorożca i Baranowa. Źródło zdjęcia: B. Tryfan, O trzech zespołach i jednym weselu, „Nowa Wieś”, 10 (1957), 14 (435), s. 5.

Wesele kurpiowskie według zespołu z Jednorożca, 1956 r.: błogosławieństwo od rodziców. Uwagę zwraca koruna z kwiatów na głowie panny młodej – odpowiednik czółka, noszony dawniej w okolicach Jednorożca i Baranowa.  Źródło zdjęcia: B. Tryfan, O trzech zespołach i jednym weselu, „Nowa Wieś”, 10 (1957), 14 (435), s. 5.

Druhny w strojach ludowych oraz drużbowie i nowożeńcy po ceremonii ślubnej w kościele w Kadzidle, 1953–1963. Fot. Zbyszko Siemaszko. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 51-389-1

Powitanie nowożeńców chlebem i solą, Kadzidło, 1953–1963. Fot. Zbyszko Siemaszko. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 51-389-1

Wesele kurpiowskie według zespołu z Jednorożca, 1956 r.: oczepiny. Uwagę zwraca koruna z kwiatów na głowach druhen– odpowiednik czółka, noszony dawniej w okolicach Jednorożca i Baranowa. Źródło zdjęcia: B. Tryfan, O trzech zespołach i jednym weselu, „Nowa Wieś”, 10 (1957), 14 (435), s. 5.

W Przemienienie Pańskie (6 sierpnia) w wielu parafiach na Kurpiach odbywały się odpusty. Jeszcze na początku XX wieku zwyczaj obchodzenia ołtarza z woskowymi wotami występował w Baranowie, Lipnikach i Myszyńcu. Po II wojnie światowej zaobserwowano go w Kadzidle. Dziś przetrwał już tylko w Brodowych Łąkach. Zwyczaj miał zapewnić odpust od grzechów, a z drugiej strony, przez obniesienie wokół ołtarza woskowych figurek zwierząt, powodzenie w gospodarstwie. Zadarzały się figurki przedstawiające ludzkie organy, np. serce, oko, noga. Ich obniesienie wokół ołtarza miało zapewnić zdrowie. Panienki wybierały kółka, które symbolizowały wianek, z intencją, by wytrwać w czystości do ślubu. Przy wybieraniu figurek zostawiano drobną opłatę, dawniej w naturze, później w pieniądzu, którą przeznaczano albo dla parafii, albo dla brastewnego (kościelnego), który zajmował się wotami. Z wotami obchodzono ołtarz także w dniu św. Rocha, modląc się o ochronę zwierząt. Wówczas wybierano figurki koni, świń, krów itp. Więcej o zwyczaju pisałam tutaj: KLIK.

Przy straganie z wotami w Brodowych Łąkach. Źródło: J. Olędzki, Sztuka Kurpiów, Wrocław 1970.

Dziewczęta z wotami symbolizującymi czystość panieńską, Brodowe Łąki. Źródło: J. Olędzki, Sztuka Kurpiów, Wrocław 1970.

Kobieta ze świecą wotywną, do której przyczepione są figury krów, koni i owiec, kościół w Myszyńcu. Źródło: J. Olędzki, Sztuka Kurpiów, Wrocław 1970.

W okresie letnim ważną uroczystością, a w moim rodzinnym Jednorożcu odpustem, jest Wniebowzięcie NMP (15 sierpnia). Uroczystość ta obchodzona jest od ok. V w. Jej zwyczaje i druga nazwa, czyli Matki Boskiej Zielnej, wywodzą się z obrzędów przedchrześcijańskich. W okresie zbioru płodów ziemi święci się związane w bukiet kwiaty, zioła, owoce, zboża, warzywa. W antycznym Rzymie w podobnym terminie świętowano Nemoralia na cześć bogini Diany (Artemidy), patronki przyrody. Podobne święto obchodzili Słowianie, którzy, celebrując okres żniw i zbiorów płodów rolnych, składali za nie podziękowanie Mokoszy, bogini wilgotnej ziemi, która daje życie, Marzannie, bogini śmierci i odrodzenia, oraz Dziewannie, bogini ziół i kwiatów.

Wśród roślin używanych na Kurpiach do bukietów Adam Chętnik wymieniał makówki, len, kwiaty georginii, ale też kwiaty polne i leśne oraz warzywa (marchew, buraki, pietruszka, cebula). Używano ziół takich jak: bylica, piołun, dziurawiec, mięta, macierzanka, krwawnik, wrotycz, a także dzikie owoce jak jarzębina, gałązki leszczyny z orzechami lub dębu z żołędziami. W bukietach pojawiały się owoce i warzywa uprawiane w sadach i ogrodach – jabłka lub ziemniaki wbite na patyk. Dobierano kilka kłosów zbóż, które były zasiane w danym gospodarstwie. Z poświęconych bukietów brano ziarno do pierwszego siewu. Bukiety przechowywano zazwyczaj zatknięte za świętym obrazem. W razie potrzeby wykorzystywano je w praktykach leczniczych, magicznych, ochronnych. Obszernie o uroczystości Matki Boskiej Zielnej na Kurpiach Zielonych (i przy okazji o odpustach) pisałam w osobnym poście: KLIK.

Kurpianki w dniu Matki Bożej Zielnej, Łyse, 15 VIII 1928 r. Fot. Adam Chętnik. Źródło: Źródła do dziejów Kurpiowszczyzny 1789–1956, red. W. Łukaszewski, Truskaw–Żelazna Rządowa 2020, s. 574.


Dawniej w dniu wspomnienia św. Rocha (16 sierpnia) składano Kościołowi dary w naturze: zboża, len, płótno, żywe kwiaty. Święty jako patron od zarazy był czczony w wielu parafiach. Modlono się do niego, by chronił ludzi i zwierzęta przed epidemiami. Miał swoje ołtarze, figury, feretrony, był patronem kościołów i parafii. Ten dzień był więc nierzadko odpustem.

W tym dniu przed kościołem rozpalano ognisko z jałowca i świerczyny. Po przybyciu księdza z kropidłem i wodą święconą ministrant oznajmiał dudnieniem bębna gotowość rozpoczęcia obrzędu. Wówczas na plac przykościelny schodzili się gospodarze ze swoim inwentarzem. Często też wychodzono z kościoła procesyjnie na wygon, gdzie gromadzono bydło i konie sprowadzone z wiosek. Udawała się tam procesja z księdzem, chorągwiami, feretronami i wiernymi śpiewającymi nabożne pieśni. Najczęściej zwierzęta były przyprowadzane przez dzieci mające obowiązek wypasu. Zwierzęta po wyświeceniu wodą święconą wpędzano w smugę dymu z ogniska, czemu towarzyszyło dudnienie bębna. Adam Chętnik pisał, że najpierw pędzono przez ogień owce, potem bydło, na końcu konie. Przepędzanie zwierząt przez ogień to ślad dawnych magicznych praktyk walki z morowym powietrzem i pomorem bydła, jakie szerzyły się na Kurpiach w XVIII–XIX w. Praktyka ta była wyrazem wiary w oczyszczającą moc ognia broniącego przed chorobami, odpędzającego zło.

Przepędzanie bydła przez ogień w Kadzidle, 1959 r. Źródło: K. Saysse-Tobiczyk, Na Mazowszu, Warszawa 1964.


Świeca z figurkami zwierząt, święcona w dniu św. Rocha. Wykonała Stefania Konopka z Tatar w 1988 r. Źródło: M. Lica-Kaczan, G. Piaskowski, Kultura Mazowsza w ludowej wizji świata. Sztuka Dalekiego Wschodu. Płockie skarby buddyjskiej Azji. Muzeum Mazowieckie w Płocku  stałe ekspozycje etnograficzne, Płock 2015, s. 19.

Po zakończeniu obrzędu wracano do kościoła na nabożeństwo. Dawniej zwyczaj święcenia zwierząt dymem miał być kultywowany, ale bez udziału duchownych. Ogień uzyskiwano przez potarcie dwóch kawałków drewna, później krzesiwa. W tym dniu nie wykonywano żadnych prac gospodarskich. Dzień nazywano wyrzeczyskiem z powodu ścisłego postu, jaki obchodzono. Wieczorem urządzano ogniska, w których pieczono ziemniaki.

Kurpianka z lelujami (liliami). Fot. Jacek Olędzki. Źródło: J. Olędzki, Sztuka Kurpiów, Wrocław 1970.

W Jednorożcu i okolicznych wsi przed sianokosami zabierano się za kopanie torfu, które opisałam kilka lat temu.


Żniwa zaczynały się około 20 lipca. Z kolei Marian Deptuła (*1947) z Jednorożca w odniesieniu do okresu po II wojnie światowej pisał, że jeśli prace szły sprawnie, to żniwa kończowo już 22 lipca.

Pracę zaczynano w czystych białych ubraniach z lnu. Do żniw wychodziła cała wieś prowadzona przez księdza, który zaczynał pracę modlitwą i święceniem pól w cztery strony świata. Zaczynano przy krzyżu za wsią albo przy krzyżu najbliżej pól. Pierwsze kłosy zżynano w sobotę lub środę – dni maryjne. Ten zwyczaj związany był z pogańską boginią Mokoszą, później zastąpioną przez Maryję. Wierzono też, że nie należy rozpoczynać żniw w poniedziałek, uznając ten dzień za nieszczęśliwy. Za korzystne dni uważano wtorek i czwartek. Piątek traktowano jako feralny, przypominający mękę i śmierć Chrystusa.

Pierw
szy pokos (zażynkę) wykonywał gospodarz albo najstarszy członek rodziny. Podczas pracy kobiety śpiewały. Celem było zarówno umilenie pracy, jak też przekazanie wartości i wskazówek do lepszej pracy. Była np. taka pieśń: Matka Boska była mała, tyz przy zniwach pomagała, a ty Zosiu i Małgosiu znijze sybciej, nie po trosu. Sąsiedzi pomagali sobie w pracy, ewentualnie, gdy było jej dużo, a gospodarz miał środki, mógł wynająć ludzi.


Sianokosy w gminie Myszyniec, 1968–1982. Fot. Grażyna Rutkowska. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 40-2-216-1

Sianokosy w gminie Myszyniec, 1968–1982. Fot. Grażyna Rutkowska. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 40-2-216-2

Sianokosy w gminie Myszyniec, 1968–1982. Fot. Grażyna Rutkowska. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 40-2-216-3

Żniwa kończono przez zostawienie przepiórki, czyli garści  niezżętego zboża na polu. Dekorowanego ją polnymi kwiatami i wstążkami. W środku kępki, w wypielonym miejscu, układano płaski kamień, na nim zostawiano kromkę chleba i sól. Miało to wyrażać życzenie, by chleb rozmnażał się nawet na kamieniu. Był też zwyczaj oborywania przepiórki. Wybierano osobę, najczęściej dziewczynę, łapano ją za nogi i ciągnięto na plecach po ściernisku wokół przystrojonej przepiórki. Jeśli dziewczęta złapały chłopaka, to mogły zrobić to samo.

Przepiórka w Wachu. Źródło: K. Saysse-Tobiczyk, Na Mazowszu, Warszawa 1964.

Zbierano kiść zboża i jako plon niesiono gospodarzowi, śpiewając: Otwórzcie nam szerokie wolu, Niesiemy wianek ze szczerego złowa. Plon niesiem, plon! Grała muzyka. Orszak żniwny zatrzymywał się przed domem gospodarza i śpiewał. Gospodarz wychodził przed dom i odbierał plon. Potem albo gospodarz i gospodyni byli oblewani wodą, albo oni oblewali przybyłych z plonem. Gospodarz wyprawiał żniwiarzom poczęstunek, organizował muzykantów i muzykę, czyli zabawę, nierzadko do rana. Według Adam Chętnika poczęstunek nazywano dożynkami.

Dożynki na Kurpiach. Źródło: K. Saysse-Tobiczyk, Na Mazowszu, Warszawa 1964.

Plon, który mógł mieć formę wieńca, trzymano w domu do Matki Boskiej Zielnej. Musiał zawierać dwanaście kłosów zboża, aby chleba starczyło na dwanaście miesięcy. Zdarzało się, że w wieńcu umieszczano tyle tyle kłosów, ile morgów ziemi posiadał gospodarz.

Zakończenie żniw to okrężne. Jak pisał Adam Chętnik, bogatsi gospodarze wyprawiają wtedy ucztę z piciem i plackiem oraz tańcówkę z muzyką w stodole na klepisku, lub dziedzińcu przed domem.

Olszewka (gmina Jednorożec), zakończenie żniw w 1933 r. Zdjęcie ze zbiorów Jadwigi Synoradzkiej-Urbanowicz.

Współcześnie na dożynki składają się dawne staropolskie dwa zupełnie osobne obrzędy. Opisał je Zygmunt Gloger: Okrężne, biesiada rolnicza w jesieni po sprzątnięciu wszystkich zbiorów, czyli po „okrążeniu” pól, skąd i nazwa okrężnego powstała. Okrężne tem się różni od dożynków, że dożynki oznaczają dożęcie oziminy i przyniesienie wieńca gospodarzowi z pola do domu. Okrężne zaś jest zabytkiem uczt jesiennych, znanych w przeszłości wielu narodom, wyprawianych po sprzątnięciu z pola wszystkich plonów.

Zwyczaj dożynek gminnych, powiatowych i parafialnych, które organizowały władze samorządowe i partie chłopskie, a także kółka rolnicze, duchowieństwa i szkoły, upowszechnił się w międzywojniu. Dożynki były okazją do manifestacji dumy z przynależności do chłopstwa i bycia rolnikiem. Urządzano wówczas wystawy rolnicze, festyny, a także występy ludowych zespołów artystycznych. Uroczystości odbywały się zawsze w niedzielę. W kościołach święcono obrzędowe pieczywo oraz wieńce, które wykonywali mieszkańcy wytypowanych wcześniej wsi albo wszystkich należących do parafii lub gminy. Z czasem w wieńcach dominować zaczęła symbolika religijna – wieńczono je krzyżami, hostiami, kielichami i koronami. Dożynki urządzano krótko po uroczystości Matki Boskiej Zielnej zgodnie z przysłowiem Na Wniebowzięcie pokończone żęcie.

Ku
rpie i Kurpianki brali udział w uroczystościach dożynkowych organizowanych lokalnie, np. w gminie lub parafii, regionalnie, np. w powiecie albo województwie, a także ogólnopolsko. Oto kilka przykładów.


Źródło: "Światowid", 1935, nr 7. Kopia za "Kurpie – historia i trwanie".

Kurpianki i Kurpie na zlocie Związku Młodej Polski w Warszawie, sierpień 1938 r. Źródło: "Gazeta Polska", 1938, nr 224. Kopia za "Kurpie – historia i trwanie".


Dziękczynienie za skończenie żniw i plony ziemi to bardzo stare święto. Pod nazwą spasów lub spasówek obchodzili je Słowianie. Świętowali w okresie równonocy jesiennej (23 września). Organizowano też spasy związane z innymi zbiorami, np. miodowe i jabłkowe. Podczas tzw. spasówki chlebowej jedzono kołacze i inne wypieki z mąki ze świeżo zebranego ziarna. Za zbiory dziękowano głównie Świętowitowi – bogowi wojny i urodzaju. Kilka dni przed obrzędami przed jego posągami stawiano kielich ze sfermentowanym miodem. Jeśli w ciągu kilku dni napój znikał z kielicha, oznaczało to złą wróżbę. Jeśli było inaczej, rozpoczynano zabawę dożynkową. Zwyczaj obchodziły też plemiona bałtyckie (ziemie Litwy, Łotwy i Estonii) i germańskie. Było to nawiązanie do pierwotnego kultu roślin i drzew.

Na Kurpiach w dniu św. Bartłomieja (24 sierpnia), patrona bartników, jak pisał Adam Chętnik w Kalendarzyku zwyczajów dorocznych, obrzędów i niektórych wierzeń ludu kurpiowskiego, zaczynano miodobranie. Organizowano uroczystość ze śpiewami i tańcami. Jedzono chleb z miodem, pito miód, bawiono się. Wierzono też, że zasiane na św. Bartłomieja żyto miało nigdy nie zostać zniszczone przez grad.

Od 2018 r. Kurpiowskie Bractwo Bartne tego dnia kultywuje zwyczaj oddawania staroście bartnemu daniny miodowej i składania przysięgi bartnej. Uroczystość odbywa się w bazylice w Myszyńcu.

       
Miodobranie jako impreza folklorystyczna jest organizowane w Myszyńcu od 1976 r. w ostatnią niedzielę sierpnia. Pierwsza edycja odbyła się na placu szkoły podstawowej w Myszyńcu. W kolejnym roku imprezę przeniesiono na polanę w Zawodziu (ok. 3 km od miasta), gdzie można było w warunkach plenerowych odtworzyć miodobranie. Wieloletnim starostą bartnym był Stanisław Ceberek z Wykrotu, później Witold Kuczyński z Czarni. Podczas miodobrania organizowany jest kiermasz twórczości ludowej, są dostępne stoiska z miodem i wyrobami z wosku oraz punkty gastronomiczne. Urządzane są konkursy: konkurs gry na ligawce, najlepszy placek, najlepsza nalewka, najlepsze powidła, najlepsze piwo kozicowe, wchodzenie na barć oraz konkurs "Prezentacje artystyczne". Cyklicznie odbywa się konkurs "Rękodzieło wsi kurpiowskiej" im. Anny Kordeckiej, wycinankarki z Myszyńca. Twórcy i twórczynie ludowi z Kurpi zmagają się w następujących dziedzinach: wycinanka, plecionkarstwo, bursztyniarstwo, ciasto obrzędowe, kierce, kwiaty, garncarstwo, tkactwo, haft, koronka. Dawniej elementem imprezy były np. kiermasze książek, wystawy sprzętu Obrony Cywilnej, wystawy płodów rolnych, wieńców dożynkowych, sprzętu rolniczego itp. Od 2011 r. Miodobranie Kurpiowskie trwa dwa dni: pierwszy w Regionalnym Centrum Kultury Kurpiowskiej w Myszyńcu, drugi w plenerze. Od niedawna impreza odbywa się w Kurpiowskiej Krainie w Wykrocie.

Miodobranie Kurpiowskie w Myszyńcu, 1988 r. Fot. Sławomir Olzacki. Źródło.

Miodobranie Kurpiowskie w Myszyńcu, 1988 r. Fot. Sławomir Olzacki. Źródło.

Miodobranie Kurpiowskie w Myszyńcu, 1988 r. Fot. Sławomir Olzacki. Źródło.

Miodobranie Kurpiowskie w Myszyńcu, 1988 r. Fot. Sławomir Olzacki. Źródło.

W dniu Matki Boskiej Siewnej (Narodzenie NMP 8 września) święcono ziarna na siew ozimy. Gospodarze stali w kościele i na otwartych dłoniach trzymali ziarno, które święcił ksiądz. Poświęcone ziarna dodawano do tych, które siano. Czasem poświęcenia dokonywał sam gospodarz, kropiąc ziarna wodą święconą.

Dawniej w wielu parafiach organizowano procesje poza kościołem. Obchodzono pola w obrębie parafii. Ewentualnie wędrowano w obrębie wiosek, a na zakończenie wszystkie procesje, tuż przed kościołem parafialnym, łączyły się w jedną. Niesiono feretrony. Każda wieś miała co najmniej jeden swój feretron, często i chorągiew. Wierzono, że święci namalowani na feretronach i chorągwiach powinni obejrzeć pola, by skutecznie je chronić.

Wierzono też, że w przeddzień lub w święto Matki Boskiej Siewnej należy wysiać kilka garści zboża. To miało przynieść obfite plony. Pierwszy jesienny siew musiał zawierać ziarna wykruszone z wianków i bukietów poświęconych w uroczystość Matki Boskiej Zielnej 15 sierpnia. Miało to zwiększyć plony. Ziarno na siew święcono też w drugi dzień Bożego Narodzenia. Odpowiednią porę i warunki siewu podpowiadały przysłowia: Siej len w Zosiji, to urośnie do syi; Trzeba siać proso, gdy się chodzi boso; Na Boże Ciało siej grykę śmiało. Siew najlepiej zaczynać w pełnię księżyca. Od pełni uzależniano też sadzenie warzyw.

Jak wyglądał siew? Adam Chętnik zapisał: Na zoranej świeżo ziemi gospodarz kładzie krzyż z dwóch pasów żyta, z którego ziarno też zabrał do siewu. Krzyż ten, przysypany nieco ziemią, pozostaje w roli. Niekiedy gospodarz sadzi parę garści żyta w otworki robione na roli palcem w kształcie krzyża.

Po Matki Boskiej Siewnej zaczynała się jesień, ale to już inna opowieść...

Na koniec warto zaznaczyć, że opisane zwyczaje i obrzędy nie są właściwe tylko Kurpiom z Puszczy Zielonej. Funkcjonowały (i nadal funkcjonują) w wielu regionach Polski, nawet szerzej. Wspomnę tylko Onam w stanie Kerala w Indiach, które ma charakter dożynkowy, czy szwedzkie Midsommar w okolicach nocy świętojańskiej.


Bibliografia:
I. Źródła
Archiwalia
Muzeum Historyczne w Przasnyszu, A. Urlich, Wspomnienia stegneńskiej kurpianki poprawione i uzupełnione, Warszawa 2004, sygn. Mźr 282.

Wspomnienia wydane
Bogdańska Z., Kierzek w dolinie Omulwi. Kraj lat dziecinnych, Kadzidło 2022;
Deptuła M., Jednorożec. Powrót do przeszłości, Żywiec 2017;
Kłoczowski E., Wspomnienia mazowieckiego ziemianina z lat 1897–1951, red. A.K.F. Wołosz, Ciechanów 2006;
Łasman S.J., Wojenne losy nastolatki, Kropka–Kalisz 2007;
Staśkiewicz C.Z życia Kurpiów na rodzinnej ziemi kurpiowskiej, [w:] red. I. Choroszewska-ZyśkM. GrzybKurpie we wspomnieniach, Ostrołęka 2018, s. 143144.

Prasa
Nierad. [F. Flaczyński], Z Puszczy Kurpiowskiej, "Głos Mazowiecki", 1 (1933), 45, s. 4;
Nierad. [F. Flaczyński], Z Puszczy Kurpiowskiej, "Głos Mazowiecki", 1 (1933), 50, s. 4;
Z diecezji płockiej, "Przegląd Katolicki", 6 (1868), 8, s. 125–126;
Z Petersburga, "Kurjer Warszawski", 81 (1901), 250, s. 9.

II. Opracowania
Dożynki (dostęp 21 VIII 2022 r.);
Jaszczołt M., Dożynkowe zwyczaje (dostęp 21 VIII 2022 r.);
Kielak B., Doroczne zwyczaje i obrzędy Puszczy Zielonej, [w:] Puszcza Zielona. Przyroda, folklor, historia, Pułtusk–Ostrołeka–Parciaki–Myszyniec–Nowogród 2013, s. 215–223;
Kmoch M.W., Kapliczki, figury i krzyże przydrożne w gminie Jednorożec, Jednorożec 2015;
Miodobranie. Informacje ogólne  (dostęp 21 VIII 2022 r.);
Noc Kupały  (dostęp 21 VIII 2022 r.);
Olszewski D., Kultura i życie religijne społeczeństwa polskiego w XIX wieku, Lublin 2014;
Pradziwe korzenie chrześcijańskich świąt  (dostęp 21 VIII 2022 r.);
Stado (święto)  (dostęp 21 VIII 2022 r.);
Wigilia św. Jana  (dostęp 21 VIII 2022 r.);
Wojciechowska T., Jednorożec. Historia wsi, Jednorożec 2015;
Zielone Świątki  (dostęp 21 VIII 2022 r.).


Pozostałe wpisy z tej serii:
  • Wielki Post i Wielkanoc: KLIK;
  • jesień: KLIK;
  • zima (od Adwentu do zapustów): KLIK.

Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz