O Henrykowie początkowo napisałam w tekście o Szopach Francuskich, ale okazało się, że niepoprawnie zinterpretowałam informacje w literaturze przedmiotu i na mapach. Dlatego w 2025 i 2026 r. na blogu przeprowadziłam zmiany. W pierwotnym artykule pozostały informacje na temat przedwojennej kolonii lotników i terenu od ul. Zawrat do Cieszyńskiej: KLIK. Wydzieliłam artykuł o Wierzbnie, Arkadii i Królikarni, jako motyw przewodni wybierając wodę i skarpę warszawską oraz prowadząc narrację od średniowiecza do współczesności: KLIK. Drugim nowym tekstem jest poniższy wpis, w którym skupiam się na Henrykowie, osiedlu w obrębie dzielnicy Mokotów, terenie dawnego folwarku Bonnetów. Jego historia zaczyna się na początku XIX w. To okolica będąca częścią osiedla Wierzbno na Mokotowie. Zaznaczę, że jako osobny tekst wydzieliłam historię pałacu Henryków/pałacu na Henrykowie/pałacu Fenshave'ów przy ul. Puławskiej 107A: KLIK.
Przedwojennymi domami w tym rejonie Mokotowa zainteresowałam się w 2020 r., kiedy w aplikacji ToTuBy dodałam punkty z ich lokalizacją, opisy na podstawie źródeł i opracowań oraz własne i archiwalne zdjęcia budynków. Aplikacja nie jest już aktywna, ale moją pracę (wówczas zalążek w stosunku do tego, co mam dziś) zachowałam i znacznie rozszerzyłam, a następnie opublikowałam jako serię wpisów na blogu. Zapraszam więc do lektury tekstu na temat międzywojennego willowego osiedla Henryków, które ograniczam ulicami Puławską, Al. Niepodległości, Goszczyńskiego i Naruszewicza (z drobnymi odchyleniami). Dobrego odbioru!
Artykuł podzieliłam na części o następujących nagłówkach (możesz wyszukać interesujący Cię rozdział):
1. Wstęp
2. Bonnetowie
3. Fenshave'owie
4. Henryków na przełomie XIX i XX w.
5. Nowa inwestycja w międzywojniu
6. Spacer po Henrykowie
6.1. Ulica Malczewskiego
6.2. Ulica Lenartowicza
6.3. Ulica Goszczyńskiego
6.4. Ulica Pilicka
6.5. Ulica Krasickiego
6.6. Ulica Tyniecka
6.7. Ulica Wejnerta
6.8. Ulica Puławska
6.9. Pozostałe grunty Henrykowa
7. Henryków w czasie II wojny światowej
8. Henryków podczas powstania warszawskiego
9. Od 1945 r.
10. Henryków współcześnie
1. Wstęp
W 1818 r. namiestnik Królestwa Polskiego Józef Zajączek, we współpracy ze Skarbem Ekonomii Warszawskiej, skomasował wszystkie grunta włościańskie i inne skarbowe na terenie Mokotowa (wsi istniejącej już w średniowieczu, o której pisałam tutaj: KLIK), a następnie podzielił je na osady różnej wielkości. W wydanym w 1969 r. przez redakcję tygodnika „Stolica” przewodniku po Mokotowie pisano, że skomasowany, a potem podzielony na kolonie obszar liczył 2300 morgów (dawne wójtostwo mokotowskie, folwark mokotowski, osady włościańskie, grunta szpitala sióstr macinkanek, posiadłości arystokracji i innych osób). Wielu nabywców było osadnikami z Francji. Zastrzeżono, że działki ziemi na nowo zorganizowanym obszarze dostaną osadnicy, którzy zbudują murowane domy. Jak pisał Witold Małcużyński, Na nowo urządzonych kolonjach proponowano osadzić emigrantów francuzkich. Badacz podał nazwiska osadników wraz z określeniem osady, którą zajęli: Nr. 1 Józef Lelievre, Nr. 2. Aleksander Guerin, Nr. 3. Rene Phillis, Nr. 4. Jan Bailli, Nr. 5 Karol Malevigne, Nr. 6. Alfons Atrut, Nr. 7. Piotr Courtin (...), Nr. 10. Luperini, Nr. 11. Henryk Maes, (...) Nr. 13, 14 i 15. Henryk Bonnet, Nr. K i przyłączono do Wierzbna: dwie osady dostał pułkownik Alfons i oberżę oddano Stanisławowi Potockiemu.
Poszłam śladem nazwisk przywołanych przez Małcużyńskiego. Większość osadników opisałam w tekście o zagranicznych tropach w historii Mokotowa: KLIK. Tu skupię się na wspominanym Henryku Bonnecie i jego spadkobiercach, bowiem to od jego imienia pochodzi nazwa Henryków, a Henrykowem właśnie w tym tekście się zajmujemy.
Maria Kosicka tak pisała o osadnikach francuskich we wsi Szopy: „Przybywali z obcego kraju w czasach różnych zawirowań dziejowych. Zawierali małżeństwa z osobami innej narodowości, a często i innej religii. Najczęściej asymilowali się z miejscową społecznością, choć bywało, że ich potomkowie długo zachowywali świadomość swojego pochodzenia. Przez lata przyzwyczailiśmy się do tego, że nasi rodacy wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu lepszych warunków życia, a okazuje się, że przed ponad dwustu laty dla (...) Francuzów podwarszawskie wioski stanowiły ziemię obiecaną”. W. Małcużyński podał, odnosząc się do francuskich osadników w Mokotowie, że większa część tych panów niepotrafiła jakoś na gospodarce usiedzieć. Wytłumaczenie jest bardzo proste: nie byli przyzwyczajeni do gospodarowania, o czym świadczą ich profesje. Temat rozwinęłam w linkowanym wyżej artykule o zagranicznych tropach w historii Mokotowa.
![]() |
| Źródło: Plan okolic Warszawy = Plan des environs de Varsovie, 1829 r. (dostęp 10 VII 2023 r.). |
2. Bonnetowie
W kilku aktach metrykalnych dotyczących osadników z Francji i Szwajcarii znalazłam wzmianki o rodzinie Bonnetów, co świadczy o tym, że utrzymywali kontakty z innymi osadnikami. Demetriusz (czasem występujący jako Dymitr Henryk, 1808–1870) Bonnet w lipcu 1834 r. był świadkiem na chrzcie syna Józefa Tengly'ego/Tengliego (ok. 1790–1850), syna Józefa i Anny, urodzonego we wsi Pejla Ros. Rzeczypospolitej Szwajcarskiej, pakciarza [dzierżawcy – przyp. M.W.K.] we Wsi Mokotowie zamieszkałego, i Agnieszki z Nowosielskich urodzonej ok. 1891 r. Chrzczonym dzieckiem był Józef, który przyszedł na świat w grudniu 1833 r. Drugim świadkiem chrztu był Jerzy Fanshave (w akcie zapisany jako Fenchcz), szwagier Demetriusza Bonneta, jednocześnie chrzestny. Chrzestną została siostra Demetriusza, Karolina Bonnet (później po mężu Pankratiew). W 1823 r. na ślubie Piotra Garniera i Anny Barbier z Szop świadkowali: Henryk Bonnet z Mokotowa, Rajmund Mitton z Wierzbna (więcej tutaj: KLIK), Ludwik Serot z Nowej Wsi pod Warszawą i brat panny młodej Jan Baptysta Barbier. W 1835 r. na chrzcie Marianny, córki Joachima i Elżbiety z Lenchardów małżonków Scherly, świadkiem i jednocześnie chrzestnym był dwudziestoośmioletni Demetriusz Bonnet, wójt gminy, administrator połowy ekonomii rządowej Mokotów. Chrzestną została Maria Bonnet (1805–1871), jego siostra.
Demetriusz (Dymitr) Henryk, Karolina Bonnet (Pankratiew) i Maria Bonnetowie to dzieci Henryka Franciszka Józefa Bonneta (1769–1848), od którego zaczęła się historia Henrykowa. Skupmy się na nim. W 1818 r., podczas wspomnianego na początku artykułu podziału gruntów, Henryk Bonnet kupił osady nr 10–12 i dołączył je do posiadanych wcześniej osad nr 13–15. W XIX w. osady nr 10–15 określano jako Wierzba lit. A. Bonnet był też właścicielem majętności, którą Stanisław Potocki nabył jako jedną włókę z wójtostwa warszawskiego (włączono ją do posiadłości dziedzicznej powstałej z włóki wikariuszowskiej), a która później należała do Anny Marii Ewy Apolonii z Tyszkiewiczów primo voto Potockiej secundo voto Dunin-Wąsowicz (1779–1867). Od Bonneta posiadłość kupił Franciszek Szuster (w XIX w. był to Mokotów lit. B lub Wierzba lit. B). Jak podał Wacław Małcużyński, grunt po płk. Alfonsie Atrucie, o którym nie byłam w stanie znaleźć informacji, wraz z osadami nr 1–3 stał się podstawą majątku Wierzba lit. C.
Na poniższym planie datowanym na 1821 r. widać osady nr 1–16, w tym: zabudowane osady 10–12, które kupił Henryk Bonnet, oraz osadę 14 z dworem (w miejscu późniejszego pałacu Bonnetów, o którym jest osobny artykuł: KLIK) i sąsiadujące osady 13 i 15 należące do Bonneta, jeszcze nie zabudowane.
![]() |
| Plan zabudowań kolonii Mokotów, 1821 r. Źródło: Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie, Zbiór Kartograficzny, sygn. 281-19 (dostęp 7 VII 2026 r.). |
Co wiemy o Henryku Bonnecie? Autor opracowania o historii rodziny Fanshave'ów i jej członek, Herbert Charles Fanshave, podał to nazwisko w brzmieniu Henryk Bonnet de Bélon. Mężczyzna pochodził z francuskiego miasta Valencenne (forma występująca w aktach metrykalnych, zapewne chodzi o Valenciennes). Był synem Antoniego Franciszka i Róży z domu Claro małżonków Bonnetów. Poślubił Henriettę (Henrykę) Mees (1778–1858), córkę Henryka Maesa (ok. 1758–1818), który w 1818 r. dostał w Mokotowie osadę nr 11, a według aktu zgonu był Artystą Dramatycznym rodem z Bruxelli, oraz Marianny Witztumów. W sezonie 1819–1820 w Teatrze Francuskim występowały osoby o nazwiskach noszonych przez osadników z Mokotowa, w tym Henrietta Bonnet. Czytamy: „panie Evra Phillis (pierwsze role, kokietki), Bonnet (pierwsze role matek), (...) Mées (stare kobiety, komiczne role), (...) Louise Bonnet (drugie role młodych i niewiniątek) (...) oraz panowie: Bailly (pierwsze role) (...). Poza tem do zespołu wchodziły dzieci pani Bonnet (...)”.
Dwie pierwsze córki Bonnetów urodziły się w Hamburgu: Ludwika Pierette w 1802 r., a Maria w 1805 r. W 1871 r. ta druga zmarła jako panna. Pozostałe dzieci Bonnetów urodziły się w Petersburgu, a związki małżeńskie zawarły w 1839 r. w Warszawie. Dymitr Henryk (1808–1870) jako dymisjonowany oficer lejbgwardii artylerii wojsk Imperium Rosyjskiego ożenił się z Elizą Heyton urodzoną we wsi Philipst w Szkocji ok. 1811 r., córką Jana i Joanny z Elliotów Heytonów. Karolina (Szarlota, 1817–1843) wyszła za mąż za rosyjskiego szlachcica Sergieja (Sergiego) Pankratiewa (Pankratijewa), profesora warszawskiego gimnazjum, potem dyrektora Kancelarii Okręgu Naukowego Warszawskiego. W 1842 r. w Warszawie urodziła się córka Pankratiewów. Ochrzczono ją w katedrze grecko-rosyjskiej, a chrzestnymi byli babcia Henrietta Bonnet i mąż ciotki, Jerzy Fanshave (w akcie nazwisko zapisano jako Fensz).
Bonnet przybył do Warszawy między 1817 r. (w tym roku był jeszcze w Petersburgu, tam urodziło mu się dziecko) a 1823 r. (w tym roku już ukazywały się ogłoszenia prasowe nazywające go właścicielem dóbr w Mokotowie). Kiedy mieszkał w Warszawie, był urzędnikiem prokuratorii warszawskiej. Zapewne chodzi o Prokuratorię Generalną Królestwa Polskiego utworzoną przez cara w 1816 r. jako „urząd zajmujący się dochodzeniem roszczeń i obroną prawną interesów majątkowych Korony, Skarbu Królestwa i instytucji, będących pod opieką lub dozorem rządu”.
Bonnet na zakupionym za Mokotowem gruncie (osady nr 10–12) założył folwark. Znajdował się po wschodniej stronie późniejszej ul. Puławskiej. Na tereny osady nr 14 wystawił dwór.
![]() |
| Plan zabudowań kolonii Mokotów (kolonie 10–16), 1821 r. Źródło: Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie, Zbiór Kartograficzny, sygn. 281-19 (dostęp 7 VII 2026 r.). |
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() |
| O udziale Henryka Bonneta w wystawie zwierząt gospodarskich w 1843 r. Źródło: „Korrespondent Handlowy, Przemysłowy i Rolniczy”, 1843, 10, s. 2. |
![]() | |
|
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 1846, 337+dod., s. 6. |
W 1847 r. Henryk i Henrietta Bonnetowie obchodzili 50-lecie małżeństwa. Tak w prasie opisywano tę uroczystość: Około godziny 5ej, dany był obiad w pięknej posiadłości w Mokotowie, gdzie przy ożywiającej radości i wesołych toastach, dopełniano najszczerszych powinszowań i życzeń dla Jubilatów. Wieśniacy i Słudzy składając koronę uplecioną z kłosów zboża i kwiatów, w śpiewach wynurzali swoią radość i życzenia, i do poźnej nocy na obszernym dziedzińcu przy odgłosie muzyki, ochoczo i wesoło bawili się. Gdy zmierzchło się, huk przerwał na chwilę zabawę, a w tej chwili okazały się race, faierwerki i ognie bengalskie; była to niespodzianka przez jednego z przyiaciół dla Jubilatów wyrządzona.
![]() | |
|
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 1848, 321, s. 1. |
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
W akcie metrykalnym z 1835 r. Demetriusz Bonnet (1808–1870) jest notowany jako wójt gminy, administrator połowy ekonomii rządowej Mokotów. W 1849 r. uzyskał (występując pod imieniem Dymitr) od Rady Administracyjnej Królestwa Polskiego decyzję, że od 10 maja Dobra Ziemskie Widok Mokotowski (...) z powodu (...) działów majątkowych przybierają odtąd dwie oddzielne nazwy to jest, Henryków, i Widok Mokotowski. Przy ul. Puławskiej 107E zachowała się figura Matki Bożej z Dzieciątkiem na cokole i w oszklonej gablocie. Została wystawiona 11 V 1849 r. Zapewne ma związek z opisanym wyżej wytyczeniem granic Henrykowa.
![]() |
| Kapliczka w maju 2025 r. Źródło (dostęp 16 VI 2025 r.). |
Gdy w 1850 r. ogłaszano regulację spadku po Karolinie z Bonnetów Pankratiew, pisano o niej jako o wierzycielce (...) na dobrach Ziemskich Widok Mokotowski teraz Henryków zwanych, pod Warszawą położonych (...) lit. b.
Do posiadłości Widok Mokotowski położonej (wedle relacji z 1836 r.) 2 wiorsty od Warszawy, za Koloniami Mokotowskiemi, należały dwie cegielnie.
Na miejscu cegielni w dobrach Henryków współcześnie jest staw przy ul. Dolnej. W ramach budżetu obywatelskiego w 2022 r. staw został zrewitalizowany. Zwany jest Stawem pod Skarpą albo Stawem pod Warszawianką, gdyż w pobliżu znajduje się teren klubu sportowego.
![]() |
| Staw w 2021 r. Fot. Emptywords, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons (dostęp 21 VII 2025 r.). |
![]() |
| Staw zimą 2023 r. Źródło (dostęp 21 VII 2025 r.). |
Cegielnia Bonnetów w dobrach Henryków znajdowała się za kościołem Narodzenia NMP (po II wojnie światowej powstał tu kościół pw. św. Michała) oraz budynkiem Instytutu Moralnej Poprawy Zaniedbanych Dzieci, o którym pisałam tutaj: KLIK.
![]() |
| Cegielnia w dobrach Henryków na planie z 1936 r. Źródło (dostęp 16 VII 2025 r.). |
![]() |
| To samo miejsce na planie z 1897–1901 r. Źródło (dostęp 16 VII 2025 r.). |
![]() |
| To samo miejsce na zdjęciu lotniczym z 1935 r. Źródło (dostęp 16 VII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: „Słowo”, 19 (1900), 100, s. 2. |
Porównanie map pozwala wysnuć wniosek, że XIX-wieczna cegielnia Bonnetów była w tym samym miejscu, co w XVIII w. cegielnia należąca do zakonu bazylianów. Ta druga widoczna jest na planie gruntów w Mokotowie z 1779 r.
![]() |
| Plan ogrodów, budowli, cegielni, pól i łąk w Mokotowie, J. O. Xiężnej J-mci z Czartoryskich Lubomirskiej, 1779 r. Źródło: Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie, Zbiór Kartograficzny, sygn. 502-3. |
![]() |
| Plan ogrodów, budowli, cegielni, pól i łąk w Mokotowie, J. O. Xiężnej J-mci z Czartoryskich Lubomirskiej, 1779 r. Źródło: Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie, Zbiór Kartograficzny, sygn. 502-3. |
W latach 30. XIX w. w Widoku Mokotowskim oferowano mieszkania letniskowe. Podobnie było kilkadziesiąt lat później w odniesieniu do Henrykowa.
W którymś momencie Widok Mokotowski musiał zostać sprzedany. Nabyła go żydowska rodzina Rotszteinów. W 1840 r. zmarła właścicielka Widoku Mokotowskiego Judka czyli Ines z Icyków Mokotów Rotsztein.
W 1863 r. dobra wystawiono na sprzedaż. Dysponujemy opisem Widoku Mokotowskiego w dobrach Henrykowie Ogu Warszawskim. Była to osada Nr. 13 oznaczona, wraz z ogrodem na gruncie czynszowym położona, do SSrów Idessy z Mokotów Rotszein i Eliasza Rotszein należąca, składająca się: a) Z domu frontem do szosy stojącego, masiv murowanego, z cegły palonej na wapno, gontami pokrytego, o parterze długości łokci 32 1/2, szerokości łokci 21 21 1/2, wysokości łokci 5 1/2, obejmującego. b) Stajni, wozowni i komórki z bali pobudowanych, w węgieł postawionych, w tyle podwórza równolegle do domu frontowego stojących, dotykających jednym bokiem budowli ad c. c) Stajni starych kwalifikujących się do rozebrania z drzewa w słupy murowane, z cegły palonej, pokrytych gontami, z prawej strony podwórza stojących, dotykających jednym bokiem budowli ad b. d) Gnojówki przy stajni w podwórzu będącej, z bali w słupy drewniane postawionej. e) Studni w słupy cembrowanej, do wyciągania wody kubłem, głębokiej do powierzchni wody łokci bież: 17 1/2, w podwórzu będącej. f) Altany w ogrodzie pobudowanej, z desek postawionej, deskami pokrytej. g) Sztachetek z desek rzniętych, w słupki drewniane, stolarską robotą postawionych, w około zabudowań i ogrodu z 3a furtkami i bramą wjazdową od ogrodu d:u podwórza, długości łokci bież: 46 1/2, wysokości łokci 3 obejmujących. h) Muru z cegły palonej na wapno postawionego, między domem frontowym ad a i stajniami ad c mającego długości łokci bież. 41 cali 9, wysokości łokci 4, grubości cali 12. i) Kloak w ogrodzie za stajnią i komórkami ad b postawionych, z desek pobudowanych, gontami pokrytych o 4ch sedesach. k) Drzew owocowych w ogrodzie. 1) Gruntu wraz z krzewami niskopiennemi, kwiatowemi i owocowemi, sążni trzy łokciowych 1749 3/4, obejmującego. Z osady tej opłaca się corocznie czynszu rs. 13 kop. 50 do dominium dóbr Mokotowa.
W 1867 r. Henryków wrócił do braci bliźniaków Henryka Jerzego (1840–1900) i Jana Dymitra Bonnetów, synów Dymitra Henryka Bonneta. W międzyczasie dobrami zarządzał Jerzy Fenshave, ich szwagier, o którym za chwilę. Od 1860 r. rodzina Bonnetów pieczętowała się herbem Pawiniec. Nadano go Dymitrowi Henrykowi Bonnetowi, który był wówczas młodszym pomocnikiem naczelnika wydziału w zarządzie głównym spisu i zaciągu wojskowego w Królestwie Polskim. Henryk Jerzy Bonnet po ukończeniu gimnazjum studiował w Petersburgu prawo (dyplom w 1862 r.). Jesienią tego roku zaczął pracę jako aplikant przy trybunale cywilnym w Warszawie. W 1865 r. nominowano go na pisarza sądu policji poprawczej, a kilka miesięcy później został awansowany na asesora tegoż sądu. W 1867 r. został asesorem Prokuratorii Królestwa Polskiego. W 1879 r. dostał nominację na radcę prokuratorii. Od 1883 r. był sędzią warszawskiego sądu okręgowego. W dniu 2 VII 1900 r. w jego pogrzebie Bonneta uczestniczyły tłumy. Pochowano go na cmentarzu ewangelicko-reformowanym w Warszawie. Natomiast Jan Dymitr Bonnet to zapewne człowiek żyjący w latach 1841–1884, którego nekrolog zamieszczam niżej. Nie potwierdziłam jednak, że jego matką była kobieta z rodziny Fanshave'ów.
W dotychczasowej opowieści pominęłam jedną z córek Henryka Bonneta. W 1824 r. Ludwika Pierette Bonnet (1802–1876) wyszła za mąż za pułkownika wojska carskiego, adiutanta cara, George'a (Jerzego, Grigorija Andriejewicza) Fanshave'a (Fanshawe'a, Fenshave'a, 1789–1867). Był on angielskim baronem. W tym opracowaniu będę używać jego imienia w wersji polskiej i nazwiska w wersji Fanshave. Urodził się w Petersburgu jako syn Henryka Andrzeja (Henry'ego Andrew) Fanshave'a (1756–1828), generała wojsk carskich i senatora Imperium Rosyjskiego, oraz Zofii Franciszki (Susanny Frances) z Jenhinsonów (1760–1806). Zatrzymajmy się przy tej rodzinie.
3. Fanshave'owie
Henryk Andrzej Fanshave służył pod dowództwem księcia Wirtembergii, później obracał się w bliskim otoczeniu carycy Katarzyny Wielkiej. Był m.in. gubernatorem Krymu. Oprócz najmłodszego Jerzego miał starszych synów, którzy zostali żołnierzami: Henryka (1778–1856), Karola Roberta (Charlesa Roberta, 1780–1859), Wilhelma Szymona (Williama Simona, 1784–1829), Fryderyka Jerzego (Frederick George, Fiodor Grigorij Andriejewicz, 1788–1831). Ten ostatni był szambelanem dworu carskiego i pracownikiem wydziału korespondencji zagranicznej w kancelarii wielkiego księcia Konstantego. Został powieszony 15 VIII 1831 r. na latarni podczas krwawych wystąpień ulicznych w Warszawie. W 1939 r. pisał o tym Zygmunt Mann: człowiek dobroduszny i spokojny, po wybuchu powstania [listopadowego – przyp. M.W.K.] pozostał w Warszawie. Niesłusznie podejrzewany o zdradę dostał się do więzienia. Podczas zaburzeń sierpniowych, jakkolwiek uniewinniony przez sąd, w czasie napadu na zamek, gdzie było urządzone prowizoryczne więzienia, wraz z wielu innymi przeważnie niewinnymi przez rozwścieczony tłum okrutnie zamordowany został na oczach własnej rodziny. Jego syn Constantin Henry (Konstantin Fiodorowicz, 1822–1886), urodzony w Warszawie, po zakończeniu szkoły w Korpusie Paziów w 1840 r. został podchorążym w lejb-gwardyjskim pułku konnych grenadierów. W czasie wojny krymskiej, w 1855 r., pełnił funkcję komendanta rezerwowych szwadronów przy pułku grenadierów. W czasie patriotycznej manifestacji ulicznej, zorganizowanej w Warszawie przez studentów Szkoły Sztuk Pięknych i Akademii Medyko-Chirurgicznej 27 II 1861 r. z hasłami przeprowadzenia reform społecznych oraz zagwarantowania praw obywatelskich, Konstanty Fanshave dowodził trzecią rotą wysłaną przez namiestnika Królestwa Polskiego Michaiła Gorczakowa do stłumienia demonstracji. Niedługo później Fanshave został mianowany gubernatorem cywilnym w Suwałkach. W 1862 r., gdy wojska carskie opuściły Suwałki, został mianowany na generała-majora. W latach 1864–1865 pełnił urząd radomskiego gubernatora cywilnego. W 1865 r. powrócił do służby wojskowej – został zastępcą dowódcy 3. Dywizji Kawalerii. Po śmierci pierwszej żony Natalii Arbuzowej jako pięćdziesięciosiedmiolatek, w 1879 r., poślubił dziewiętnastoletnią Angielkę Elizabeth Almę Wilton. Mieli syna Lwa Konstantinowicza Fanshave'a (1880–1958), jednego z pierwszych w Cesarstwie Rosyjskim marynarzy łodzi podwodnych. Dowodził pierwszym na świecie podwodnym stawiaczem min o nazwie „Krab”. Konstantin Fanshave zmarł w szpitalu wojskowym w Warszawie i został pochowany na cmentarzu ewangelickim w Warszawie.
![]() |
| Podpis George'a Fashave'a. Źródło (dostęp 11 VII 2023 r.). |
Wróćmy jednak do związanego z Mokotowem Jerzego Fanshave'a. H.C. Fanshave podał, że Jerzy Fanshave pozostawał w otoczeniu wielkiego księcia Konstantego od zakończenia wojen napoleońskich do śmierci Romanowa w 1831 r. W 1816 r. został podpułkownikiem, w 1826 r. majorem generałem. W 1825 r. został odznaczony Orderem św. Stanisława II stopnia, zaś 4 lata później tym samym orderem I stopnia. Po wybuchu powstania listopadowego towarzyszył księciu w podróży do Witebska, a następnie do Wrocławia, gdzie ten zmarł, i eksportował jego ciało do Sankt Petersburga. W uznaniu zasług został przydzielony do osobistego sztabu cara Mikołaja I. Może o niego chodziło Maurycemu Mochnackiemu, który napisał w odniesieniu do nocy, w której wybuchło powstanie listopadowe, czyli 29 IX 1830 r.: Gdy Konstantemu o tej porze (wieczorem 29) gen. Fanshawe, wysłany na zwiady doniósł, że lud warszawski rozebrał oręż z arsenału, wiadomość ta zrobiła na jego umyśle nadzwyczajne wrażenie. Miało się to dziać w karczmie Wierzbno, która stała po ul. Nowoaleksandrowskiej (Puławskiej). Opisałam ją w tekście o Wierzbnie: KLIK. Naprzeciwko był majątek Jerzego Fanshave'a, kupiony od teścia Henryka Bonneta w 1830 r., więc to możliwe, że właśnie tego Fanshave'a miał na myśli Mochnacki i że w dniach 1–2 XII 1830 r. książkę Konstanty schronił się w miejscu, za które ręczył jego współpracownik, i tam też przyjął polską delegację, z którą podpisał porozumienie o nieatakowaniu miasta i wycofaniu się z niego, co uczynił. Jerzego Fanshave'a dotyczy też fragment z artykułu Zygmunta Manna, który w 1939 r. pisał, że Fanshave, pułkownik, później generał wojsk rosyjskich, pamiętnej nocy 29 listopada 1830 roku dał się słyszeć z ostrą krytyką Konstantego, którego niezdecydowane stanowisko wobec rozpoczynającej się rewolucji po prostu tchórzostwem nazwał. Mann przekonywał, że na podstawie szczegółowych opisów pamiętnikarskich ludzi wybitnych i nie tylko współczesnych ale i biorących udział w wypadkach ustalono, że wielki książę zatrzymał się nie w karczmie, a w małym dwuizbowym domku ogrodnika w pobliżu pałacu Fenshavów – zapewne w Henrykowie.
![]() | |
|
W literaturze podaje się, że około 1850 r. w miejscu dzisiejszego adresu ul. Puławska 107A powstał klasycystyczny pałacyk. Możliwe, że Jerzy Fanshave przebudował dawną willę Bonnetów, w pobliżu której 20 lat wcześniej schronił się wielki książę Konstanty. Projektantem pałacu mógł być Henryk Marconi (1792—1863). Budynek zachował się do dziś, nazywany jest pałacem Fanshave'ów albo pałacem na Henrykowie. Historię tego miejsca opisałam w osobnym artykule: KLIK.
![]() |
| Źródło: W. Zienkiewicz, Warszawa w przeszłości i zabytkach, Warszawa [1939] (dostęp 21 VII 2025 r.). |
Do Jerzego Fanshave'a należał też pałac przy ul. Puławskiej 113 zwany pałacem Mittona (bo wcześniej był własnością R. Mittona), już nieistniejący. Jego historię opisałam w tekście o Wierzbnie: KLIK.
![]() |
| Źródło: W. Zienkiewicz, Warszawa w przeszłości i zabytkach, Warszawa [1939] (dostęp 21 VII 2025 r.). |
W latach 1843–1848 Jerzy Fanshave był członkiem ogólnego zebrania Warszawskich Departamentów Senatu Rządzącego, w 1843 r. członkiem Rady Państwa Królestwa Polskiego i Komitetu do spraw Opracowania Zbioru Praw dla Królestwa Polskiego, w latach 1850–1865 senatorem Warszawskich Departamentów Rządzącego Senatu, w latach 1856–1867 Komisji Prawodawczej, w 1862 r. stałym członkiem Rady Administracyjnej Królestwa Polskiego, w latach 1863–1866 stałym członkiem Rady Stanu. Przewodniczył komitetowi powołanemu w Warszawie na początku lat 30. XIX w. ws. poprawy położenia chłopów w dobrach skarbowych. Otrzymał wiele rosyjskich odznaczeń wojskowych. Obracał się w najwyższych kręgach towarzyskich, a jego rodzina należała do elity polityczno-społecznej Warszawy i Królestwa Polskiego.
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 1857, 265, s. 1422. |
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 44 [45] (1865), 153, s. 798. |
Jerzy Fanshave był anglikaninem związanym z parafią ewangelicko-reformowaną przy ul. Leszno w Warszawie. Z Ludwiką z Bonnetów miał sześcioro dzieci.
![]() |
| Herb Jerzego Fanshave'a. Źródło: H.C. Fanshave, The history of the Fanshave family, Newcastle-upon-Tyne 1927. |
![]() |
| Jerzy Fanshave i jego rodzina. Źródło: H.C. Fanshave, The history of the Fanshave family, Newcastle-upon-Tyne 1927. |
![]() |
| Źródło: „Gazeta Codzienna”, 1854, 37, s. 2. |
![]() |
| Wymienione tu senatorowa Fanshave to Ludwika z Bonnetów, zaś panna Fanshave to Emilia Henrietta. Źródło: „Kurjer Codzienny”, 5 (1869), 148+dod., s. 3. |
Ciekawe jest, że dwie córki Fanshave'ów wyszły za swoich... braci stryjecznych, jednocześnie dwóch braci, co zauważył historyk Adam Dobroński: „Zwraca uwagę zwyczaj zawierania w rodzinie Fanshawe'ów małżeństw między osobami blisko spokrewnionymi”. Emilia Henrietta (1827–1901), urodzona w Warszawie i ochrzczona jako anglikanka, w 1854 r. wyszła za mąż za Edwarda Fanshave'a (1826–1865), anglikanina urodzonego w Bielsku w guberni grodzieńskiej, syna generała dywizji armii rosyjskiej Wilhelma i Pauliny z Mejsnerów Fanshave'ów. Starsza od niej od 2 lata Altea Jadwiga (Althea Hedwige, 1825–1916) w 1848 r. poślubiła Karola Aleksandra (Charlesa Alexandra, 1824–1870) Fanshave'a, dziedzica dóbr Siemiatycze w guberni grodzieńskiej. W akcie ślubu Emilii Henrietty i Edwarda to jego nazwano tym mianem, ale dziedzicem był jego starszy brat Karol.
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 1848, 281, s. 1353. |
![]() | |
|
Jak wspomniałam, w 1830 r. Fanshave odkupił od teścia majątek nazywany Henrykowem. Były to osady kolonialne nr 10–15. Fanshave stał się więc właścicielem dóbr Wierzba lit. A i Henryków, co potwierdza poniższe ogłoszenie wystosowane po jego śmierci w 1867 r.
![]() | |
|
Jedyny syn Jerzego Fanshave'a, który przeżył dzieciństwo, Jerzy Ludwik Józef (George Louis Joseph, 1830–1904), pasjonował się wyścigami konnymi. Hodowlę koni prowadził głównie w Wielgolesie, majątku w powiecie mińskim, który jego ojciec kupił w 1837 r. Prowadząc majątki Wierzbno i Wielgolas, J. Fanshave zasłużył, zdaniem A. Dobrońskiego, „na miano wzorowego gospodarza regionu warszawskiego”. Już w 1875 r. Fanshave zawiązał z Augustem Potockim (1847–1905) z Jabłonny i Janem Ursynem Niemcewiczem (1869–1933) ze Skoków Warszawską Spółkę Hodowlaną w celu zakupu dwu- i trzyletnich koni, eksploatowania ich na wyścigach oraz sprzedaży na materiał zarodowy hodowcom. Stajnię spółkową prowadzono w Skokach. Spółka została rozwiązana po 2–3 latach.
![]() |
| Rysunek satyryczny autorstwa Stanisława Lentza z 1894 r. przedstawiający Jerzego Fanshave'a juniora. Źródło: W. Pruski, Dzieje wyścigów i hodowli koni pełnej krwi w Polsce. Królestwo Polskie 1815–1918, Warszawa 1970, s. 143. |
W latach 1859–1864 Fanshave był członkiem Komitetu Towarzystwa Dyrekcji Wyścigów Konnych. Miał zasługi w zakresie podnoszenia hodowli koni pełnej krwi w Królestwie Polskim. Brał udział w wyścigach konnych (zaczął w 1856 r.), organizował je. Odbywały się na Mokotowskim Polu Wojennym, które od 1820 r. rozciągało się po północnej stronie ul. Rakowieckiej. Ćwiczyły tu oddziały kawalerii rosyjskiej zluzowane przez artylerię. Tu odbywały się wyścigi konne, a potem pierwsze popisy awiatorów.
![]() |
| January Suchodolski, Wyścigi na Polu Mokotowskim, 1849, zbiory Muzeum Warszawy, źródło kopii (dostęp 28 VII 2025 r.). |
Opisując gonitwę na Polu Mokotowskim w Warszawie w 1857 r., Witold Pruski zanotował: „wyścigi odbyły się w dniach 14. 15 i 16 czerwca. (...) Zgłoszonych zostało 28 koni, w tym 12 pełnej krwi. Po raz pierwszy przybyła do Warszawy stajnia obcokrajowa, znęcona wysoką nagrodą Union Stakes. Pomimo deszczu znaczna ilość powozów, dorożek i omnibusów podążyła za rogatki mokotowskie, a uwagę powszechną zwracała bryczka węgierska znanego sportsmana Jerzego Fanshave, zaprzężona w cztery bure z konopiastymi grzywami konie”. Był to pierwszy na Polu Mokotowskim wyścig Steeple Chase. Fanshave ścigał się na koniu Basta pochodzenia krajowego.
![]() |
| Wyścig w Łowiczu w czerwcu 1857 r. Źródło: „Kurjer Warszawski”, 1857, 153, s. 827. |
Fanshave pomagał Ludwikowi Józefowi Krasińskiemu (1833–1895) z Krasnego (wraz z hrabią Władysławem Zamoyskim, 1853–1924) w organizacji wymyślonego przez Krasińskiego wyścigu konnego podczas wystawy rolniczej w Łowiczu w 1857 r. Sam ścigał się w tym wyścigu. Wystawę i wyścig powtórzono 2 lata później. Fanshave brał udział w wyścigach panów do 1860 r.
![]() | |
|
![]() |
| Źródło: „Gazeta Warszawska”, 1859, 161, s. 1. |
W wyścigi konne zaangażowała się też Emilia Henrietta Fanshave, siostra Jerzego. Był jedną z fundujących nagrodę w gonitwie Dam „Ladies Stakes”. W 1857 r. była to gonitwa płaska na długości 1,5 wiorsty, na koniach nietrenowanych, bez określenia wagi. Zwycięzca otrzymywał srebrną szpicrutę z napisem. Pozostałymi fundatorkami były: Augustowa Potocka, Maurycowa Potocka, Aleksandrowa Branicka, Jadwiga Stecka, Wiktorynowa Zbyszewska, Henrietta Rosen, Maria Przeździecka, Paulina Górska, Natalia Lasocka (...) i E. Uruska. J. Fanshave ścigał się jako jeden z trzech uczestników, dosiadając konia Young Eclipsie NN.
![]() | |
|
Po wznowieniu wyścigów na Polu Mokotowskim w 1865 r. „Jerzy Fanshawe przez dłuższy przeciąg czasu nie zajmuje wybitniejszego stanowiska, tylko jako zamiłowany członek pełni honorowe urzędy sędziego i startera. Do dyrekcyi wyścigowej wchodzi w siódmym dziesiątku zeszłego stulecia (...). Od 1880 r., pozostając w komitecie, (...) obejmuje honorowy urząd kasyera Towarzystwa i pełni go do 1889 r. Ustąpił z tego stanowiska na własne żądanie, zmęczony pracą, a Towarzystwo, chcąc mu się wywdzięczyć, ofiarowało mu pamiątkowy puhar i obrało honorowym członkiem” – pisał w 1904 r. S. Wotowski.
![]() | |
|
Warto wspomnieć, że Fanshave był głównym skarbnikiem ordynacji Zamoyskich. Przyjaźnił się z Tomaszem Franciszkiem Zamoyskim (1832–1889) i jego synem Maurycym Klemensem Zamoyskim (1871–1939). Przyjaźń ta przejawiała się tym, że dziatwa hrabiowska za młodu ochrzciła Fanshave'a przezwiskiem dziadzi. Fanshave obracał się wśród arystokracji. Pełnił funkcję opiekuna ochrony nr 10 pw. św. Zofii działającej przy ul. Wolskiej 5 w Warszawie. Był członkiem zwyczajnym Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Wspierał finansowo bibliotekę publiczną w Warszawie. W 1876 r. wsparł odbudowę kościoła Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Mokotowie. Podobnie uczyniły jego matka i siostra.
W 1885 r. ustanowiono kilka gonitw, m.in. „na cześć zasłużonych na polu podniesienia hodowli obywateli”, w tym J. Fanshave'a. Weszła ona do zestawu ważniejszych gonitw i stała się półklasycznym wyścigiem. Nagroda im. J. Fanshave'a była przeznaczona dla trzylatków ze wszystkich krajów. Potem przekształciła się w próbę porównawczą dla koni dwuletnich i starszych. Wyjątkowo w 1890 r. gonitwę udostępniono także dla koni urodzonych za granicą.
W 1877 r. owdowiała Emilia Henrietta z Fanshave'ów, córka Jerzego, poślubiła w Warszawie barona Nicolasa Rummella. Zmarł zaledwie miesiąc po ślubie. Ona zaś dożyła 1901 r. i została pochowana wraz z pierwszym mężem w Dreźnie, gdzie oboje zmarli.
W końcu XIX w. do Henrykowa przeniosła się Althea Fanshave (1825–1916), wdowa po Karolu Fanshave'ie (1824–1870), dziedzicu Siemiatycz, siostra Jerzego Fanshave'a juniora. Zabrała ze sobą prawdopodobnie córkę Karolinę Emilię (1850–?). Dotyczą jej poniższe relacje prasowe.
![]() |
| Źródło: „Obwieszczenia Publiczne. Dodatek do Dziennika Urzędowego Ministerstwa Sprawiedliwości”, 4 (1920), 89, s. 7, 9. |
W 1904 r. po krótkiej chorobie w Pałacu Błękitnym w Warszawie, należącym do Zamoyskich, zmarł Jerzy Fanshave junior. Pozostały jego siostry: baronówna Fanshave i baronowa Korffowa, właścicielka Wierzbna pod Warszawą, czyli Zofia Karolina Róża (Sophy Caroline Rosa, 1839–1919), od 1871 r. zamężna z baronem Janem Korffem (Jean de Korff, ?–1883). Jerzego Fanshave'a juniora, jak dowiadujemy się z poniższej relacji prasowej, pochowano na cmentarzu ewangelicko-augsburskim w Warszawie w grobowcu rodzinnym, ale grób chyba się nie zachował, bo nie znalazłam go w bazie nagrobków tej nekropolii.
4. Henryków na przełomie XIX i XX w.
W 1906 r. w przewodniku po Warszawie podano, że spora posiadłość Henryków (własność p. O. Fanshave) leżała za kościołem w Mokotowie. Dwa lata wcześniej w „Kurjerze Warszawskim” można było przeczytać: Obecnie najbliższą gospodarką rolną około Warszawy jest folwark Henryków przy szosie mokotowskiej, w odległości kilku wiorst od rogatek Pozatem wszystkie już większe posiadłości poszły na parcele. W innym numerze „Kurjera Warszawskiego” pisano, że Mokotów ciągnął się od rogatek (Plac Unii Lubelskiej) do granic folwarku Henryków na Wierzbnie, który stanowił jedną z dwóch części Wierzbna. Henryków był nadal w posiadaniu p. Fanshave. To pasuje do informacji z przewodnika po Warszawie i okolicach (wyd. 2 z 1914 r.), w którym czytamy: Wierzbno. Dzieli się na Henryków i właściwe Wierzbno. Mimo rozwoju okolicy w I poł. XIX w. spowodowanej m.in. uzdrowiskowym charakterem (o zakładzie dr. L. Sauvana w Wierzbnie pisałam tutaj: KLIK) hamulcem dla zabudowy była podjęta w 1873 r. decyzja o przekształceniu Warszawy w
rosyjską Twierdzę Warszawa. Prace rozpoczęto dekadę później, a miasto otoczono dwoma pierścieniami fortów. Zabudowa Mokotowa mogła się rozwijać po 1909 r., kiedy zdecydowano o kasacji twierdzy, rozbrojeniu oraz wysadzeniu fortów.
Na przełomie XIX i XX w. rozpoczęła się parcelacji terenów Górnego
Mokotowa, a później i terenów położonych na południe. W 1911 r. majątek Henryków sprzedano z przeznaczeniem do parcelacji. Tak go opisywano: Henryków położony jest częściowo na płaszczyźnie, częściowo zaś na malownicze wzgórzu w bezpośrednim sąsiedztwie z zakładem poprawnym dla chłopców. W 1913 r. informowano, że na rzecz folwarku Henryków ciąży czynsz rb. 45 rocznie ze strony Instytutu Mokotowskiego. Magistrat gminy Mokotów postanowił porozumieć się z właścicielami Henrykowa o zniesienie tego serwitutu. W 1916 r. w prasie informowano m.in. o postepowaniu spadkowym po śmierci Karola Charzyńskiego, wierzyciela sum zabezpieczonych na nieruchomości Mokotów nr 1, 2, 3/173 i 14,000 rb. na osadzie Henryków, pow. warszawskiego.
![]() |
| Teren od kościoła mokotowskiego do Wierzbna włącznie, w środku przy ul. Puławskiej pałac Fanshave'ów stojący nierównolegle do szosy, 1879 r. Źródło (dostęp 28 VII 2025 r.). |
![]() |
| Na dole po lewej zarys pałacu Henryków, obok zabudowania folwarku Henryków. |
![]() | |
|
![]() |
Przed I wojną światową gmina Mokotów, do której należał Henryków, nabrała charakteru miejskiego, jak pisał w 1980 r. S. Majewski, „będąc ściśle związana z życiem Warszawy”. Założono Komitet Obywatelski „do ulepszenia Mokotowa”, który występował np. z prośbami o wprowadzenie elektrycznego oświetlenia ulic. Prośbę zrealizowano, gdy w styczniu 1909 r. otwarto Elektrownię Mokotowskiej przy ul. Sandomierskiej 16 należącą do „Spółki Komandytowej”. Elektrownia miała oświetlić przedmieścia oraz wytwarzać prąd na potrzeby przemysłu mokotowskiego. „Lamp systemu Tantala ustawiono aż 150 a każda o sile 50 świec. Latarnie te umieszczono dwoma rzędami wzdłuż szosy mokotowskiej, poczynając od rogatek aż do granic folwarku Henryków, pod wsią Wierzbno. Prócz tego ustawiono po jednym rzędzie lamp na ulicach mokotowskich: Rakowieckiej, Sandomierskiej, Olszowskiej, Wiśniowej i Grodzkiej...” – pisała Karolina Beylin. Elektrownia działała do 1923 r., potem obsługę tego terenu przejęła Elektrownia Powiśle.
![]() |
| Henryków jako część dawnej gminy Mokotów podlegający XVI komisariatowi policji, lipiec 1916 r. Źródło (dostęp 28 VII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: „Robotnik”, 29 (1923), 32, s. 2. |
W 1911 r. architekt Alfons Emil Gravier (1871–1953) pisał o rozwoju miasta: Za przykładem miast zachodnich,
przykładem godnym naśladowania,
stworzy się naokoło Warszawy cała seria
podmiejskich kolonii. (…) o ile ta
tendencja będzie ujęta i przeprowadzona
systematyczną i zorganizowaną
działalnością społeczeństwa, wytworzy
się (…) cały pierścień tych miast –
ogrodów. Pas ten będzie i powinien być
przerwany przez strefę non aedificandi,
a to ze względów higieny. Według tego planu Henryków miał należeć do dzielnicy życia biernego.
![]() | |
|
O włączeniu Mokotowa do Warszawy pisano m.in. w 1912 r. w „Wiadomościach Budowlanych”: Przedmieście Mokotów wraz z Sielcami prędzej
czy później będzie wcielone do Warszawy.
Ponieważ są zamierzone parcelacje obszarów gruntów położonych między szosami:
Belwederską i Aleksandrowską, zarząd magistratu warszawskiego, nie może być obojętny na projekty tworzenia nowych ulic,
mających łączyć terytorja sieleckie z mokotowskiemu. (...) prezydent miasta, p. Müller [Aleksander Miller (1862–1923; urzędował w latach 1909–1915 – przyp. M.W.K.), polecił wydziałowi pomiarów kanalizacji warszawskiej wykonanie jeszcze w r. b.
studjów przygotowawczych do opracowania
planu regulacyjnego Mokotowa, tymczasowo w granicach między szosami: Belwederską i Aleksandrowską, na długości od rogatki mokotowskiej do Królikarni. Po opracowaniu studjów przygotowawczych, będzie
ogłoszony konkurs na wykonanie planu regulacyjnego Mokota, z warunkiem najkorzystniejszego wyzyskania przy urządzaniu
nowych arterji komunikacyjnych skarp
wzgórza mokotowskiego. Dzięki zniesieniu w 1911 r. ograniczeń pasma
fortecznego, wzrostowi budżetu Warszawy i modernizacji gospodarki miejskiej, a szczególnie dzięki zmianom politycznym (wycofanie się Rosjan z Królestwa Polskiego w 1915 r.), w 1916 r. gminę Mokotów, w tym Henryków, włączono do Warszawy. Współpraca władz miasta z ekspertami przełożyła się na plan „Wielkiej Warszawy”. W 1916 r. architekt Tadeusz Tołwiński (1887–1951) wraz z zespołem stworzył plan regulacyjny dla miasta w nowych granicach. Varsavianista Jerzy S. Majewski pisał: „Autorzy nie tworzyli prowizorki, lecz dokument z wizją, poparty analizą sumiennie przeprowadzonych badań i znajomością poszczególnych dzielnic. Był to szkic potraktowany w sposób kompleksowy, uwzględniający specyfikę miasta. Przewidywał jego rozwój w kierunku południowym”. Zaplanowano m.in. arterię komunikacyjną jako linię okólną z Pragi (przez projektowany IV most) i z Parku Narodowego przez Sielce – Henryków – dzisiejsze pole Mokotowskie – wieś Ochota – Tylna Młynarska – Skalszczyzna – Marymont i przez nowy most do portu wielkiego przeładunkowego.
W 1921 r. Józef Schmidt zaproponował zastąpienie linii średnicowej kolejowej przez linię okalającą Warszawę od południa, która miała biec przez Ochotę, Rakowiec, Henryków do Kamionka. Planu nie zrealizowano.
![]() |
| Źródło (dostęp 28 VII 2025 r.). |
5. Nowa inwestycja w międzywojniu
Zanim przejdziemy do opisu osiedla Henryków, warto na chwilę zatrzymać się i spróbować określić jego granice. Zmieniały się z czasem. Widać to na mapach i planach Warszawy, które prezentuję niżej i w dalszej części wpisu. Nazwa zwyczajowa w miarę upływu czasu oznaczała coraz większy obszar, pojawiała się między współczesnymi ul. Malczewskiego a Sobieskiego. Poniżej skupię się na planach sprzed budowy osiedla. Największy zakres widzimy na planie z 1924 r. (osiedle wzdłuż późniejszej ul. Malczewskiego i tereny za pałacem Fanshave'ów do ul. Piaseczyńskiej). Na większości planów Henryków to obszar za ul. Puławską, naprzeciwko pałacu.
![]() |
| Źródło: Plan Stołeczn. m. Warszawy, [1918 r.] (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: Plan informacyjny Wielkiej Warszawy, [ok. 1919 r.] (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: Plan m. st. Warszawy z wykazem nowych nazw ulic, 1919 r. (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: Plan Wielkiej Warszawy, [1920 r.] (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: Plan m.st. Warszawy, 1924 r. (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: Przewodnik po Warszawie, [1925 r.] (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
W 1928 r. Biuro ds. Regulacji i Zabudowania Miasta pod kierownictwem S. Różańskiego opracowało Plan Ogólny Wielkiej Warszawy na Powszechną Wystawę Krajową w Poznaniu w 1929 r. Inż. Maria Buckiewiczówna, członkini zespołu, pisała w „Architekturze i Budownictwie”: Dzielnice mieszkaniowe zostały odsunięte od centrum miasta i wyodrębnione. (...) stanowią one jakby szereg półwyspów dookoła centrum handlowego miasta. (...) Każda dzielnica mieszkaniowa, związana komunikacyjnie ze śródmieściem, otoczona jest dużemi przestrzeniami higjenicznemi, zielenią i rezerwatami, W ten sposób powstały mieszkalne dzielnice Warszawy, m.in. Henryków. Według schematu dzielnic mieszkaniowych i zieleni Warszawy Henryków miał być częścią dzielnicy mieszkaniowej obok klina zieleni na terenie skarpy.
Elementem zmian było w 1924 r. doprowadzenie do Królikarni tramwaju, o czym pisałam w tekście o transportowej historii okolicy: KLIK. Jeździł przez Mokotów i Henryków. Niemniej problemy komunikacyjne nie zniknęły. We wrześniu 1928 r. mieszkańcy kolonii Henryków przy ul. Malczewskiego, o której za chwilę, zwrócili się do Dyrekcji Tramwajów Warszawskich, by przesunęła przystanek tramwajowy o kilkanaście metrów do rogu ul. Puławskiej i Malczewskiego. Ludzie się niecierpliwili, bo pomimo rozbudowy osiedla Henryków do stycznia 1929 r. nie było reakcji dyrekcji, chociaż 6 X 1927 r. informowano, że prośba mieszkańców kolonji Henryków zostanie uwzględniona. O sprawie przypomniano więc na łamach prasy.
![]() |
| Źródło: „Gazeta Poranna 2 Grosze”, 6 (1917), 19, s. 1. |
W 1919 r. w spisie ulic Mokotowa podano m.in. Henryków (folwark). Jego istnienie potwierdzają ogłoszenia publikowane w prasie. Niemniej w latach 20. XX w. Henryków rozparcelowano w ramach intensywnego rozwoju Mokotowa. W wydanym w 1969 r. przez redakcję tygodnika „Stolica” przewodniku po Mokotowie rozpoczęcie parcelacji gruntów mokotowskich, „przede wszystkim Henrykowa”, datowano na ok. 1926 r.
W grudniu 1925 r. ziemię na Henrykowie kupiła Spółdzielnia Mieszkaniowo-Budowlana „Domy Spółdzielcze”. Powstała w 1923 r. z inicjatywy działaczy Polskiej Partii Socjalistycznej (Kazimierza Pużaka, Tomasza Arciszewskiego – późniejszego premiera rządu emigracyjnego, i Jana Kwapińskiego – wicepremiera tego rządu). Spółdzielnię działającą na podstawie statutu zakładali i potem do niej należeli socjalistyczni działacze i działaczki, m.in. Stanisław Dubois, Julian Kulski, Helena Płotnicka, Stefan Starzyński, Henryk Świątkowski, Jadwiga Zanowa. W przewodniku Poznaj Warszawę. Mokotów z 1969 r. napisano o dzielnicy: „była zamieszkana przeważnie przez inteligencję: mieszkali tu pisarze, poeci, aktorzy, malarze, dziennikarze”. Ten opis pasuje do międzywojennego (i późniejszego) Henrykowa. Domy wbudowane tu przez Spółdzielnię Mieszkaniowo-Budowlaną „Domy Spółdzielcze” oraz prywatnie należały do osób pracujących na uczelniach wyższych, pisarzy i pisarek, publicystów, pedagogów, malarzy, radiowców, redaktorów czasopism, aktorek i aktorów, scenarzystów i scenarzystek, filmowców i właścicieli wytwórni filmowych, konserwatorów zabytków, inżynierów, lekarzy, prawników i adwokatów, architektów, właścicieli firm budowlanych, właścicieli fabryk i hurtowni, przemysłowców, urzędników różnego stopnia (od miejskiego do państwowego), posłów i senatorów... Niektóre z nazwisk, które związane są z Henrykowem, są bardzo znane nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Także baza Ofiary cywilne Muzeum Powstania Warszawskiego pozwala się zorientować, że mieszkali tu urzędnicy i urzędniczki, weterynarz, buchalterka, modystka, nauczyciele i nauczycielki, inżynier elektryk, sędzia, adwokat, urzędnicy, emerytowani i czynni wykładowcy akademiccy. Niemniej wśród ofiar powstania zamieszkałych na osiedlu znajdziemy też robotników, ślusarzy, piekarza, szewca, pracownika młyna, pomoc domową, właściciela miejscowego sklepu itp.
Budując osiedle, przez środek dawnej posiadłości Henryków przeprowadzono drogę, którą stała się późniejszą ul. Malczewskiego. Była to dawna droga rolna, którą widać na planie z przełomu XIX i XX w.
W czasie budowy osiedla ulicę wybrukowano, czego ślady widać było nawet w 2024 r. Zaprojektowano ją jako szeroką jezdnię z podwójnym szpalerem drzew, trawnikami i przedogródkami. Do 1929 r. zbudowano wszystkie spółdzielcze domy. W „Przeglądzie Wieczornym” z 1927 r. czytamy: Przy ul. Sielankowej [od 1929 r. ul. Tyniecka – przyp. M.W.K.] i Naruszewicza rozpoczęto budowę will. W sąsiednim Henrykowie buduje się 23 will, które już na wiosnę będą gotowe. Jest to najwyżej położona i najzdrowsza dzielnica Warszawy. Niemile uderzają wzrok trzy obskurne domki parterowe przed rokiem postawione. Oczywiście pozwoliły na to poprzednie władze magistrackie. W połowie 1928 r. w prasie pisano: gdzie kończy się ul. Puławskiego [powinno być: Puławska – przyp. M.W.K.], ściślej kilka staj na zachód od niej, wśród szmaragdowych łąk, skąpane w morzu światła i ujęte w ramę bajecznej dali horyzontu – wesołe i – rzekłbyś – beztroskie, strzeliły ku niebu, również będące na wykończeniu, domy mieszkalne. Jest ich trzydzieści kilka. Projektował je arch. Wł. Jastrzębski. To Henryków, który wespół z kolonją Szustra stanowi o wielkim wysiłku zbiorowym pracującej inteligencji warszawskiej. Spółdzielnia (...) oddaje swym członkom jesienią bieżącego roku około stu wykończonych na Mokotowie domów, w których półtora tysiąca osób znajdzie upragnione locum. Ale tylko wtedy... Gdy Magistrat dostarczy światła, skanalizuje ten odcinek Mokotowa, doprowadzi wodę i uporządkuje dojazdowe ulice. Inaczej wysiłek pracującej inteligencji może zamiast szczęścia w upragnionem domowem zaciszu, przy nieść potworne tortury. Oblicza budowniczych kolonii jaśnieją jednak niezachwianą wiarą: – Wszystko będzie na czas, przy rzekł to sam prezydent miasta Słomiński – oświadczył naszemu wysłannikowi krótko i węzłowato naczelny inżynier spółdzielni, p. Haller.
![]() | |
|
![]() |
| Bruk widoczny podczas remontu ul. Malczewskiego, 2024 r. Źródło (dostęp 21 VII 2025 r.). |
![]() |
| Bruk widoczny podczas remontu ul. Malczewskiego, 2024 r. Źródło (dostęp 21 VII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: „ABC”, 3 (1928), 224, s. 6. |
Proces budowy był utrudniony ze względu na kryzys gospodarczy: firma P. T. B., budująca te kolonje [na Henrykowie i Szustra – przyp. M.W.K.] w tym czasie odczuwała trudności finansowe, co powodowało zmniejszenie tempa robót, a z tego powodu wynikła niemożliwość wykończenia budowy w przewidywanym terminie, t. j. w październiku lub najdalej w listopadzie 1928 r. (...) Taki stan rzeczy zmusił Zarząd do stworzenia specjalnej komisji z udziałem przedstawiciela firmy, dla stwierdzenia stanu robót we wszystkich domach obydwóch kolonji. Komisja powyższa rozpoczęła działalność w styczniu 1929 r. (...) P. T. B. zawiesiło wypłaty zobowiązań i zaczęło układy z wierzycielami. (...) Faktycznie do wykończenia domów i usunięcia stwierdzonych usterek mogliśmy przystąpić dopiero w maju 1929 r. Prowadzić roboty zmuszeni byliśmy za gotówkę. (...) Udziałowcy swe zobowiązania płatnicze w stosunku do Spółdzielni wykonywali, lecz stopniowo ratami. W sprawozdaniu z 28 IV 1930 r. pisano: Obecnie wszystkie domy na obydwóch kolonjach, w tem i Dom Ludowy są wykończone. Wszystkie domy są oddane pp. Udziałowcom do użytku, za wyjątkiem domu Pana Kudelskiego. Pp. Udziałowcy są uwłaszczeni i posiadają własne hipoteki. Uwłaszczenie p. T. Kudelskiego i Domu Ludowego zależy od samych pp. Udziałowców.
![]() |
| Źródło: „Polska Zbrojna”, 8 (1928), 84, s. 7. |
Od początku ważnym zagadnieniem była gospodarka wodna na terenie Henrykowa. W 1930 r. spółdzielnia raportowała: Tereny kolonji na Henrykowie posiadają wysoką wodę zaskórną. Przy budowie domów podłogi piwnic zostały w granicach rozporządzalnych środków podniesione. Okazało się jednak, że podniesienie to niedostatecznie chroniło piwnice od przenikania wody zaskórnej i piwnice w niektórych domach na wiosnę i na jesieni były stosunkowo znacznie zalewane, bowiem woda pokrywała podłogę na głębokości około 20 cm. Dla zapobieżenia zalewu piwnic, członkowie Spółdzielni, wysiłkiem zbiorowym, na koszt własny przeprowadzili odwodnienie terenu. Odwodnienie uskuteczniono przez zdrenowanie terenu kolonji o powierzchni 20.447 m2, na tej przestrzeni zostało ułożone 632 m. b. drenów magistralnych i 664 m. b. drenów okalających domki, oraz wybudowano artezyjską studnię chłonną. Woda zaskórna drenami
odprowadzona została do artezyjskiej studni chłonnej. Ogólna głębokość studni sięga 30 m. Studnię tę pozwoliła postawić na swej działce bezinteresownie p. Śledzińska. Roboty drenowania wykonane były przy wydatnej pomocy komisji, wybranej z pośród swego grona przez członków grupy Henryków, w składzie pp. inżynierów: A. Lutze-Birka, L. Czapskiego oraz mecenasa Zieleńskiego.
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() |
| Źródło: B.S. Rychłowski, Materjały do hydrologji Rzeczypospolitej Polskiej, z. 3: Warszawa-Żyrardów, Warszawa 1930, s. 962. |
Mimo tego w styczniu 1931 r. w „Expressie Porannym” pisano: Henryków jest wielce nieszczęsny. Za dużo posiada wody. Domy tam się znajdujące, stałe są zalewane przez podskórną wodę. Nic więc dziwnego, że zawiązała się dobrowolnie spółka wód na dla odwodnienia terenów na Henrykowie, leżących w obrębie 16 komisariatu. Starosta grodzki południowo-warszawski mianował komisarza, by wszedł do spółki, która miała zająć się odwodnieniem terenu.
Po 1934 r., po kryzysie gospodarczym, nastąpił boom budowlany. W marcu 1933 r. sejm uchwalił ustawę o ulgach dla nowo wznoszonych budowli potocznie zwaną „Lex Wedel”. Chodziło o ulgi podatkowe dla inwestorów
wznoszących domy mieszkalne, jeśli zostaną ukończone do 1940 r. – koszty budowy kamienic można było odpisać od sumy ogólnej podatku dochodowego. Poza tym, jak zaznaczył J.S. Majewski, „na okres lat 15 od ukończenia budowy objęto dochody z wynajmu mieszkań w kamienicach”. Jako główne arterie komunikacyjne Mokotowa (linia północ–południe) wyznaczono ul. Puławską i aleję Niepodległości biegnącą przez tereny Pola Mokotowskiego (wchłonęła starsze: ul. Topolową na Koszykach i na Mokotowie ul. Włodarzewską, do 1922 r. zwaną Spokojną, a wytyczoną jeszcze w latach 1897–1898). Aleję Niepodległości, według informacji w przewodniku Poznaj Warszawę. Mokotów z 1969 r., którą realizowano od 1933 r., obsadzono szpalerami drzew. U jej zbiegu z ul. Madalińskiego planowano wytyczyć Plac Narodowy (nie powstał). Ożywił się ruch budowlany przy ul. Puławskiej, gdzie w II poł. lat 30. XX w. powstawały funkcjonalistyczne kamienice o handlowych parterach. Rozbudowały się też już istniejące osiedla. W 1936 r. pisano w „Kurjerze Porannym”, że Henryków, Szopy Niemieckie i Szopy Polskie leżą poza kręgiem planów inwestycyjnych miasta jako upośledzone południe Mokotowa. Zarzut dotyczył braku jezdni i chodników. Jednak już w 1937 r. Henryków stawiano za przykład właściwie prowadzonej zabudowy – na terenach już uzbrojonych, skanalizowanych, posiadających kable elektryczne i przewody gazowe, telefony itp. (...) przy ul. Malczewskiego prowadzone są roboty kanalizacyjne w szczerym polu.
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 115 (1935), 306 (wyd. wieczorne), s. 4. |
W latach 30. XX w. (i wcześniej, od 1928 r.) w prasie pojawiało się mnóstwo ogłoszeń o sprzedaży placów na terenie Henrykowa albo ofert wynajmu mieszkań w tej części Mokotowa. Zachwalano willową okolicę i bliskość tramwaju. Oferowane działki na sprzedaż bywały uzbrojone i z dostępem do prądu, miały ogródki, garaże, tarasy, łazienki. Nie brakowało też ogłoszeń ludzi, którzy chcieli kupić ziemię w Henrykowie albo wynająć tu pokój. Poniżej przykładowe anonse prasowe.
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 115 (1935), 260+dod., s. 53. |
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 116 (1936), 121+dod., s. 54. |
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 114 (1934), 318+dod., s. 48. |
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 110 (1930), 141+dod., s. 5. |
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 114 (1934), 234+dod., s. 38. |
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 118 (1938), 235+dod., s. 52. |
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 110 (1930), 325 (wyd. wieczorne), s. 23. |
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 108 (1928), 136, s. 30. |
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 114 (1934), 91 (wyd. wieczorne), s. 17. |
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 113 (1933), 313+dod., s. 38. |
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 115 (1935), 163+dod., s. 44. |
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 112 (1932), 28 (wyd. wieczorne), s. 23. |
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 114 (1934), 109+dod., s. 27. |
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 114 (1934), 236 (wyd. wieczorne), s. 18. |
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 117 (1937), 207 (wyd. wieczorne), s. 14. |
![]() |
| Otwarcie linii tramwajowej do Szop Polskich, 1936 r. Od lewej widoczne budynki o adresach (za: Moko): Naruszewicza 6, Malczewskiego 18, Malczewskiego 16 (za nim szpital elżbietanek), Tyniecka 26, Puławska 134, Malczewskiego 5, Malczewskiego 3, Puławska 118. Źródło: NAC (dostęp 1 VII 2026 r.). |
Gdzie zbudowano osiedle Henryków? Najpierw przyjrzyjmy się występowaniu tej nazwy na planach miasta. Poniżej plany z lat 30. XX i II wojny światowej. Pozostałe przedstawię w dalszej części artykułu. Największy zakres Henrykowa widzimy na planie 1932 r. (osiedle wzdłuż ul. Malczewskiego i tereny za pałacem Fanshave'ów do ul. Piaseczyńskiej). Henryków w granicach osiedla z międzywojnia pojawia się na kilku planach (1935 r.[?], 1936/1937 r., ok. 1939 r., 1941 r., ok. 1943 r.). Zdarzało się też, że nazwą tą oznaczano tylko tereny między ul. Dolną a Piaseczyńską (1931 r.) lub ul. Piaseczyńską a Sobieskiego (1934 r., 1943 r.). Do granic Henrykowa, szczególnie poza osiedlem z międzywojnia, jeszcze wrócę.
![]() |
| Źródło: Plan Warszawy z podziałem na okręgi sądów pracy, 1931 r. (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() | |
|
![]() |
| Tajny plan Warszawy Sztabu Generalnego Armii Czerwonej, 1932 r. Źródło (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: Plan m.st. Warszawy, 1934 r. (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: Plan m.st. Warszawy, wyd. barwne, 1935 r. (?) (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Warszawa ok. 1939 r. Źródło (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: Plan der Stadt Warschau, 1941 r. (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: Plan m.st. Warszawy, [ok. 1943 r.] (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: Stadtplan Warchau, 1943 r. (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
Domy kolonii Henryków zbudowano między ul. Malczewskiego, Krasickiego, Lenartowicza i Pilicką. Kolonia liczyła 34 domy. Według planów Warszawy z 1933 i 1936/1937 r. ul. Malczewskiego była krótsza niż współcześnie. Niejako jej przedłużeniem była niepołączona z nią ul. Staszowska. Po przekroczeniu ul. Włodarzewskiej (ob. Al. Niepodległości) ul. Malczewskiego dochodziła do ul. Rzewuskiego, a wcześniej na krótkim odcinku przechodziła w okrągły plac, do którego po północy dochodziła ul. Kitowicza, a od południa ul. Filona.
![]() |
| Źródło: Plan Wielkiej Warszawy z wymienieniem wszystkich ulic miasta [1933 r.] (dostęp 21 VII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: Plan Wielkiej Warszawy z wymienieniem wszystkich ulic miasta, 1936/1937 r. (dostęp 21 VII 2025 r.). |
Możliwe, że takie były ambicje, bo jeszcze w 1935 r., co widać na zdjęciu lotniczym, zabudowa ul. Malczewskiego sięgała tylko do poprzecznej do niej ul. Pilickiej z pojedynczymi domami między Pilicką a Wejnerta, do której dosięgnęła do 1945 r. Stały już domy przy krótkiej ul. Promienistych, dochodzącej od północy do wspomnianego placu. To m.in. istniejący do dziś dom przy ul. Malczewskiego 42, dawniej na rogu Malczewskiego i Promienistych. Z kolei na planie Warszawy z ok. 1939 r. ul. Malczewskiego kończyła się na Al. Niepodległości. Nie było okrągłego placu.
![]() |
| Źródło: Plan m.st. Warszawy [ok. 1939 r.] (dostęp 21 VII 2025 r.). |
Do 1939 r. prawie wszystkie działki przy ul. Malczewskiego zostały zabudowane. Stawiano tu głównie wille. Ok. 1930 r. Aleksander Janowski pisał o ówczesnej architekturze: domy prywatne zerwały z dawnym typem drapaczów nieba gęsto zbitych przy sobie i raczej wybrały typ willowy, obramiony zielenią, tonący w kwiatach. Do tego dążą wszystkie kolonje nowe, jak (...) Henryków i inne. Domki takie, przeważnie na jedną rodzinę, oplecione winem, otoczone ogródkiem, tworzą osiedla bardzo sympatyczne, pogodne i wesołe, a dzieciarnia ich może wybiegać się dowoli i oddychać świeżem powietrzem.
![]() |
| Źródło: „Express Poranny”, 9 (1930), 162, s. 5. |
W 1934 r. niebo nad Mokotowem stało się areną tragedii lotniczej, w której zginęli por. Ziółkowski i kapral Chaber z 1 Pułku Lotniczego. Otóż 23 kwietnia samolot pilotowany przez Ziółkowskiego po zderzeniu z samolotem Chabera oraz stracie skrzydła wpadł w korkociąg i runął przed domem przy ul. Odyńca 51. Samolot Chabera opadł pod balkonem domu przy ul. Odyńca 53. Świadkowie opowiadali prasie, że jeden z samolotów spadł na kolonji Henryków, a odłamane skrzydło wylądowało na polu ogrodnika Hajdziona przy ul. Rakowieckiej – tak pisano w warszawskim dzienniku „ABC”, wileńskim „Naszym Przyjacielu” i „Dzienniku Wileńskim”. Z kolei w krakowskim „Czasie” podano, że jeden z samolotów runął w pobliżu ul. Olszynowskiej na kolonji „Henryków”, drugi za fortem mokotowskim. W wydawanym w Łodzi „Głosie Porannym” napisano, że jeden z samolotów spadł w okolicach ul. Ursynowskiej, wskazując poprawnie nazwę ulicy. Były to obrzeża dawnych dóbr Henryków, teren okolic ogródka jordanowskiego przy ul. Ursynowskiej, jak dowiadujemy się z czasopisma „Dzień Dobry”.
Z 1938 r. pochodzi relacja prasowa, wedle której tereny Szop Niemieckich, Królikarni i Wierzbna były zwane Henrykowem Dolnym. Osiedle Henryków, współcześnie na terenie Białołęki, włączono do stolicy dopiero w 1951 r., więc nie chodzi o to, że Henryków Dolny miał być określeniem różnicującym teren od Henrykowa (Górnego, bo na północy). Przed II wojną światową Henryków (północny) leżał w gminie Jabłonna. Jak podejrzewam, chodzi o to, że na terenie Henrykowa Dolnego, czyli od ul. Dolnej do wysokości Fortu Legionów Dąbrowskiego, na południe od którego miała linia kolei obwodowej Warszawy, planowano powstanie miasta-ogrodu. Jako że ten obszar pokrywa się z tym, co w literaturze jest nazywane Szopami Francuskimi, opisałam go w innym tekście: KLIK. W tym ujęciu, jak się wydaje, Henrykowem Górnym nazywano osiedle przy ul. Madalińskiego, w miejscu dawnych gruntów Bonnetów.
6. Spacer po Henrykowie
6.1. Ulica Malczewskiego
Zapraszam na spacer po międzywojennym (i późniejszym) Henrykowie. Zaczniemy od ul. Malczewskiego, która swoją nazwę otrzymała 9 XII 1926 r., podobnie jak sąsiednie ulice Lenartowicza i Goszczyńskiego. I co ciekawe nie chodzi o malarza Jacka Malczewskiego, a o Antoniego Malczewskiego, prekursora polskiego romantyzmu, poetę (1793–1826). Najpierw zapraszam do domów przy ul. Malczewskiego wystawionych przez Spółdzielnię Mieszkaniowo-Budowlaną „Domy Spółdzielcze”, której mieszkanki i mieszkańcy należeli do spółdzielni, co potwierdza sprawozdanie z jej działalności z kwietnia 1930 r. [dalej: SSDS]. Potem odwiedzimy pozostałe budynki.
![]() |
| Przez środek zdjęcia (ukos z poziomu) ul. Malczewskiego, 1939 r. Źródło (dostęp 2 VII 2026 r.). |
Zaczynamy od numeru 19 (nr hip. 8505) [o czym czytamy na blogu Odkrywca Warszawy, dalej: OW]. Właścicielką budynku była Halina Krahelska (1886–1945) – jedna z założycielek Spółdzielni Mieszkaniowo-Budowlanej „Domy Spółdzielcze”, socjolożka, działaczka społeczna i pisarka [SSDS; Księga adresowo-gospodarcza miasta stołecznego Warszawy z 1939 r., dalej: KA]. W swojej willi prowadziła niejako salon kulturalny. Gościli tu, według portalu Ulice Twojego Miasta [dalej: UTM], m.in. prezydent Warszawy Stefan Starzyński i pisarz Stanisław Ignacy Witkiewicz. Autorka bloga OW podaje, że dom powstał w 1935 r. Do willi Krahelska sprowadziła się z mężem Antonim (1892–1948), urzędnikiem ministerialnym, i dziećmi: bliźniętami Haliną i Marianem (ur. 1920) oraz Lechem (ur. 1923). Oczywiście gdy mowa o Krahelskich, pojawia się skojarzenie z Krystyną Krahelską, uczestniczką powstania warszawskiego, która została unieśmiertelniona, dając twarz warszawskiej Syrence. Halina Krahelska seniorka pochodziła z tzw. drugiej linii Krahelskich, która oddzieliła się od głównej kilka pokoleń wcześniej, więc pokrewieństwo z kuzynką męża, Krystyną Krahelską, oraz Wandą Krahelską, działaczką PPS, współtwórczynią Rady Pomocy Żydom „Żegota”, nota bene, rówieśniczką, było dalekie. Olga Gitkiewicz, biografka Haliny Krahelskiej i autorka książki Krahelska. Krahelskie, mówiła, że w międzywojniu to właśnie ona rozsławiła swoje nazwisko. Sytuację komplikuje fakt, że i Halina Krahelska juniorka (1920–1992), podobnie jak Krystyna (1914–1944), brała udział w powstaniu warszawskim. Należała do Armii Krajowej (1. Dywizjon 7. Pułku Ułanów Lubelskich „Jeleń”, pluton 1108 w Śródmieściu Północnym, Kwatera Główna Sztabu Okręgu Warszawskiego AK, kompania sztabowa), była łączniczką w stopniu strzelczyni. Olga Gitkiewicz tak mówiła o mieszkance willi przy ul. Malczewskiego 19: Z dziećmi rozmawiała jak z dorosłymi, traktowała je po partnersku. Na dużo im pozwalała, zresztą mąż także. Dzieci mogły późno wracać, uczestniczyć w spotkaniach i rozmowach dorosłych, czytały literaturę proletariacką. Kiedy chciały chodzić do kościoła, mogły, chociaż sami Krahelscy byli ateistami.
![]() |
| Portret Haliny Krahelskiej pędzla Stanisława Witkiewicza, 1936 r. Źródło (dostęp 31 VII 2025 r.). |
Krahelscy nie byli jedynymi mieszkańcami domu przy ul. Malczewskiego 19. Świadczą o tym wzmianki prasowe.
Pod nr 21 (nr hip. 8504) [KA], który powstał w końcu lat 20. XX w., w 1930 r. jako właścicieli notowano małżeństwo (ślub w 1930 r.) Stanisława Ostrowskiego i Klarę Trenkler-Ostrowską [SSDS], a także Halinę Krahelską [UTW]. W 1939 r. właścicielką posesji (nr hip. 8504) była Klara Ostrowska, zaś Stanisław Ostrowski wskazywany był jako właścicielem posesji przy ul. Malczewskiego 27 (nr hip. 7797) [KA]. W 1950 r. Klara Ostrowska nadal mieszkała w budynku, o czym informuje Spis telefonów warszawskiego okręgu poczty i telekomunikacji na rok 1950 [dalej: ST]. Przed wojną pracowała jako lektorka j. niemieckiego na Uniwersytecie Warszawskim. Na uczelni zatrudniono ją od semestru letniego 1921 r. W 1927 r. jako pierwsza germanistka zrobiła doktorat (praca pt. Studien über den Gebrauch des Partizips in Goethes Dichtersprache). Zdobycie stopnia naukowego sprawiło, że jej etat zwiększono. Przed II wojną światową była jedną z dwóch osób pracujących na seminarium germanistycznym UW, drugą był prof. Zygmunt Łempicki (jej promotor) zatrudniony od 1918 r.
W latach 20. XX w. właścicielką posesji przy ul. Malczewskiego 23 (dom miał powstać ok. 1930 r. [OW], nr hip. 8503 [KA]) była należąca do Spółdzielni Mieszkaniowo-Budowlanej „Domy Spółdzielcze” Zofia Franciszka Bądzyńska [SSDS]. Z relacji powstańczej sanitariuszki Alicji Karlikowskiej z Kucharskich „Zawiejka” (1930–2021), dowódczyni kompanii łączności pułku „Baszta” Danuty Wiśniowieckiej z Frydrychów „Hanka” (1922–2022), oraz jej męża ppor. Jerzego Stefana Stawińskiego „Lucjan”, „Łącki” (1921–2010) wiadomo, że willa należała do przedstawiciela trzeciego pokolenia właścicieli warszawskiej fabryki czekolady, Stanisława Ludwika Edmunda Fuchsa (1879–1944), honorowego konsula księstwa Monako. Zmarł w czasie powstania warszawskiego w szpitalu elżbietanek przy ul. Goszczyńskiego na 3 dni przed kapitulacją Mokotowa. Według Jerzego Stefana Stawińskiego Pan Fuks był chorym człowiekiem, który skończył w szpitalu Elżbietanek, ponieważ dostał zawału. Przed II wojną światową biuro fabryki, która powstała w 1829 r., mieściło się przy ul. Miodowej 18, a zakład przy ul. Topiel 12. W 1947 r. firma została znacjonalizowana jako „Zakłady Fuchs–Syrena”. W 1960 r. połączono ją z Zakładami Przemysłu Czekoladowego im. 22 Lipca (dawne E. Wedla).
![]() |
| Stanisław Fuchs ok. 1929 r. Źródło: Księga pamiątkowa Domu Handlowo-Przemysłowego Franciszka Fuchs i Synowie Spółka Akcyjna w Warszawie wydana w 100-letnią rocznicę założenia, Warszawa 1929. |
![]() |
| Źródło: Księga pamiątkowa Domu Handlowo-Przemysłowego Franciszka Fuchs i Synowie Spółka Akcyjna w Warszawie wydana w 100-letnią rocznicę założenia, Warszawa 1929. |
W 1930 r. w prasie informowano o pogrzebie lekarza Bronisława Rumbowicza, który mieszkał w domu przy ul. Malczewskiego 23.
Przy ul. Malczewskiego mamy trzy zabytkowe domy. Dom nr 25 (nr hip. 8502 [Spis nieruchomości w Warszawie z podaniem nazwisk właścicieli 1930 r., dalej SN; KA]) należał do Władysława Eugeniusza Sołtana (1870–1943) [SSDS]. Zaprojektował go jego syn architekt Jerzy Sołtan (1913–2005) wraz z żoną architektką Hanną z Borucińskich (1911–1987). Powstał pod koniec lat 20. XX w. [UTM]. W stosunkowo niewielkiej odległości od tego domu J. Sołtan po II wojnie światowej zaprojektował, wraz z zespołem, „Warszawiankę”, o której pisałam tutaj: KLIK. Natomiast W. Sołtan był prawnikiem, działaczem społecznym (prezes Polskiej Macierzy Szkolnej) i ministrem spraw wewnętrznych (1923–1924). Niewiele wcześniej przed tym, jak zamieszkał na Henrykowie, był wojewodą warszawskim (1919–1923, 1924–1927).
![]() |
| Władysław Sołtan w 1923–1924 r. (jako minister spraw wewnętrznych). Źródło: NAC, sygn. 1-A-2403 (dostęp 17 VII 2025 r.). |
Dom nr 17, na rogu ul. Malczewskiego i Krasickiego, zaprojektował [OW] Aleksander Kodelski, choć w karcie zabytku [dalej: NID] nie wskazano projektanta. Jerzy S. Majewski pisał o Kodelskim jako twórcy omawianej willi w stylu funkcjonalizmu. Powstała ok. 1935 r. dla przemysłowca [OW] związanego z branżą budowlaną i wydobywczą Mieczysława Zagajskiego, filantropa, kolekcjonera dzieł sztuki i mecenasa pochodzenia żydowskiego (po 1945 r. Michael Zagayski, 1885–1967). W Warszawie w końcu lat 20. XX w. założył Towarzystwo Handlowo-Przemysłowe M. Zagajski S.A, w 1929 r. rozszerzone o spółkę akcyjną „Drago” (handel mieszankami paliwowymi i eksploatacja stacji benzynowych). W końcu lat 30. XX w. firmy zaangażowały się w budowę kamienic w Warszawie. Gdy wybuchła II wojna światowa, był w Genewie, skąd wyemigrował do USA. Obiekty z jego kolekcji znajdują się w zbiorach instytucji i osób prywatnych na całym świecie.
![]() |
| Narożnik ul. Malczewskiego i Krasickiego, ok. 1939 r. U zbiegu ulic willa Zagayskiego w prostokątnym ogrodzie z basenem. Źródło: Atlas Historyczny Warszawy. Wybrane źródła kartograficzne, Warszawa 1999, s. 192. |
Willa w stylu modernistycznym sprawiała wrażenie, jak czytamy na blogu J.S. Majewskiego, „modernistycznego statku płynącego (...) po ogrodzie, równie starannie zaprojektowanym jak sam budynek. Wnętrza domu wypełniały dzieła sztuki wysokiej klasy. Były to kolekcje obrazów, rzeźb i judaików. Wszystkie gromadzone ze znawstwem i eksponowane w domu z wyczuciem elegancji”. W ogrodzie urządzono ozdobny basen (ale nie przeznaczonych do kąpieli), zaprojektowano zieleń. Willa była jednym z przejawów majątku Zagajskiego. Poza tym jeździł do pracy eleganckim samochodem. Jadwiga Maurer wspominała, że Zagajski miał przed wojną nawet prywatny samolot.
![]() | |
|
![]() |
| Źródło: „Arkady”, 3 (1937), 10, s. 526. |
![]() |
| Wnętrze willi, 1935 r. Źródło (dostęp 31 VII 2025 r.). |
![]() |
| Wnętrze willi, 1935 r. Źródło (dostęp 31 VII 2025 r.). |
![]() |
| Wnętrze willi, 1935 r. Źródło (dostęp 31 VII 2025 r.). |
![]() |
| Wnętrze willi, 1935 r. Źródło (dostęp 31 VII 2025 r.). |
![]() |
| Wnętrze willi, 1935 r. Źródło (dostęp 31 VII 2025 r.). |
Aleksander Kodelski miał zaprojektować [OW] dom przy ul. Malczewskiego 28. Jako architekt jest też wskazywany Aleksander Kapuściński, który w 1929 r. był współautorem nagrodzonego projektu Dworca Głównego w Warszawie, a 2 lata wcześniej współzakładał Żeńską Szkołę Architektury. Dom zaprojektował dla Kazimierza i Ireny Jabłowskich. Projekt budynku w stylu funkcjonalizmu zatwierdzono w czerwcu 1937 r., zapewne w czasie budowy wprowadzono zmiany elewacji frontowej i układu wnętrz [NID]. Miał tu mieszkać malarz grafik Mieczysław Kotarbiński [OW] (1890–1943) rozstrzelany na Pawiaku. W 1939 r. jako właściciela posesji (nr hip. 11564) wskazywano Kazimierza Jabłowskiego [KA].
![]() |
| Mieczysław Kotarbiński (1890–1943) na otwarciu wystawy uczniów Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie, 1931 r. Źródło: NAC (dostęp 1 VII 2026 r.). |
Z kolei ochocianin Jan Łaguna (ur. 1931 r.), w czasie wojny uczeń gimnazjum Giżyckiego znajdującego się między pałacem Henryków a pałacem Królikarnia więcej tutaj: KLIK, wspominał: żeśmy się wyprowadzili na wiosnę 1940 roku (...). (...) się wynieśliśmy na Mokotów, na ulicę Malczewskiego 28. Tam żeśmy przez pewien czas mieszkali. To była willa pana Józefa Małgorzewskiego, spikera radiowego. W tej willi mieszkali również Niemcy. (...) Pamiętam taką sytuację, że wyszedł ordynans oficera, wyniósł jakieś pomarańcze i częstował nas tymi pomarańczami, ale myśmy nie wzięli. To dla nich było zdziwienie. Budynek przy ul. Malczewskiego 28 nazywano willą Brodziszów, ponieważ w czasie powstania warszawskiego, a może i wcześniej, mieszkał tu Adam Brodzisz (1906–1986), amant polskiego przedwojennego kina, z żoną aktorką Marią Bogdą (właśc. Janina Kopaczek-Brodzisz, 1905 lub 1906 lub 1908–1981). Podczas powstania warszawskiego Brodzisz był dowódcą kompanii saperów pułku AK „Baszta”, używał pseudonimu „Bonza”.
![]() |
| Adam Brodzisz w filmie Niebezpieczny raj (1931 r.). Fot. NN, domena publiczna, via Wikimedia Commons (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Maria Bogda w 1933 r. Fot. NN, domena publiczna, via Wikimedia Commons (dostęp 1 VII 2026 r.). |
Ostatnim domem Spółdzielni Mieszkaniowo-Budowlanej „Domy Spółdzielcze” przy ul. Malczewskiego była willa nr 20 w duchu niemieckiego impresjonizmu z elementami kubicznymi. Zaprojektował ją architekt Jan Koszczyc-Witkiewicz (1881–1958). Wystawiono ją w latach 30. XX w. dla Stefanii Zofii z Heinrichów Martens i Gustawa Jana Martensa, dyrektora Towarzystwa Zakładów Przemysłowo-Budowlanych Fr. Martens i A. Daab, wykonawcy m.in. budowy Szkoły Głównej Handlowej. Dom wyróżnia się cegłą klinkierową na narożach i wokół otworów okiennych oraz opracowaniem cokołu – to świadectwo zastosowania detalu modnego w latach 20. XX w. w europejskim modernizmie, mającego swoje źródło w neomanieryzmie lat 70. XIX w. [NID]. W 1939 r. podano, że dom przy ul. Malczewskiego 18/20 (nr hip. 10489) należał do Stefanii Heinrich [KA]. Dom przy ul. Malczewskiego 20 nazywano willą Heinrichów.
![]() |
| Widok na ul. Malczewskiego na wschód, z wysokości budynku nr 20, 2023 r. Fot. Emptywords, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Teraz przejdziemy się śladem pozostałych domów przy ul. Malczewskiego zgodnie z numeracją. Zaczynamy od narożnika ul. Puławskiej. Kamienica przy Malczewskiego 2 zapisała się w historii w 1936 r., kiedy to w czasie deszczu runął jej narożnik [UTM].
Katastrofa, która wydarzyła się w czwartek 8 X 1936 r., była szeroko opisywana przez prasę warszawską. Z artykułu w „Kurjerze Warszawskim” dowiadujemy się więcej zarówno o początkach domu, jak i mieszkańcach: Przed trzema laty [czyli w 1933 r. – przyp. M.W.K.] rzeźnik Michał Poncyliusz nabył na ul. Malczewskiego 2, przy zbiegu ul. Puławskiej, nowo-wybudowany 2-piętrowy dom mieszkalny. Reporter „Warszawskiego Dziennika Narodowego” zaznaczył, że budowę trzypiętrowego domu przy ul. Malczewskiego 2, należącego do Michała Poncyljusza, właściciela składu wędlin w tymże domu., zaczęto w 1934 r. Dom wykończono w 1935 r., wówczas też oddano go do użytku. Z kolei z gazety „Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony” dowiadujemy się: Dom był budowany dość tandetnie przez majstra budowniczego Józefa Czaję, który wystawiwszy go przed czterema laty, sprzedał go wkrótce. Osoba pisząca artykuł dla dziennika „Dzień Dobry” stwierdziła, że dom jest typowym przykładem budowy obliczonej na spekulację. Budynek postawiony jest tandetnie gospodarczym sposobem, aby następnie odsprzedać go z zyskiem i za uzyskane w ten sposób pieniądze przystąpić do nowej budowy. Czaja natychmiast po wykończeniu domu sprzedał go właścicielowi wędliniarni p. Poncyliuszowi. Według „Kurjera Warszawskiego” w 1936 r. na przyległym placu pod nr. 4 przystąpił do budowy domu inż. Bolesław Rykowski (Promenada 7). Podczas kopania fundamentów pod nowy dom, robotnicy inż. Rykowskiego podkopali się pod fundamenty domu Poncyliusza, zaniedbawszy wszelkich środków ostrożności. Z gazety „Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony” dowiadujemy się, że choć pozwolenie na budowę dwupiętrowej kamienicy wydano dzień przed katastrofą (albo, wedle „Kurjera Warszawskiego”, miała wówczas na miejsce budowy przyjechać komisja budowlana, by orzec o ewentualnej zgodzie na inwestycję), samowolny budowniczy już wcześniej wykonał już część fundamentów i podciągnął nieco mury. W „Warszawskim Dzienniku Narodowym” zaznaczono, że o samowolce budowlanej dowiedziała się policja 16-go komis., wskutek czego przed kilku dniami roboty wstrzymano.
![]() | |
|
![]() |
| Katastrofa budowlana kamienicy przy ul. Malczewskiego 2, róg ul. Puławskiej (w oddali z lewej willa Malinowskich przy ul. Puławskiej 101). Źródło: NAC, sygn. 1-U-6815 (dostęp 2 VIII 2025 r.). |
![]() | |
|
![]() | |
|
W „Kurjerze Warszawskim” czytamy dalej: Skutki tego niedbalstwa wypadły fatalnie: Wczoraj o godz. 13 m. 30 zarysowała się ściana posesji Poncyliusza przy ul. Malczewskiego nr. 2. Rysę spostrzegł syn właściciela domu [Stanisław Poncyliusz – przyp. M.W.K.] i powiadomił policję. Jednocześnie dozorca tegoż domu [Stanisław Tesler – przyp. M.W.K.], widząc grożące niebezpieczeństwo, zaalarmował lokatorów i skłonił do natychmiastowej ucieczki z zagrożonych mieszkań. Zaledwo lokatorzy w panicznym popłochu opuścili dom, rychło rozległ się ogłuszający huk i runęła cała boczna ściana od parteru aż do pułapu. W „Expressie Porannym” opisano to tak: W niebo wzbił się olbrzymi tuman rdzawo-szarego pyłu. Rozległ się krzyk garstki lokatorów, którzy, wybiegłszy z mieszkań, zebrali się na ulicy, przechodniów oraz pasażerów i personelu, położonej naprzeciwko stacji kolejki grójeckiej. Gdy opadły chmury pyłu odsłoniło się wysokie mniej więcej na piętro rumowisko, a widok wyszarganych murów sprawił wrażenie, jakby jakiś olbrzymi młot uderzył w dach, ścinając aż do parteru część budowli. Gdy ochłonięto z silnego bardzo wrażenia, zaczęto dopytywać się i szukać lokatorów. Na szczęście, pod gruzami nikogo nie było. W „Kurjerze Warszawskim” podano: Zniszczeniu uległy mieszkania I i II piętra, mianowicie mieszkanie lekarza-dentysty mjr. Władysława Sznycera i doktora Józefa Baryszewskiego. Z „Warszawskiego Dziennika Narodowego” dowiadujemy się, że na III-cim piętrze był strych, gdzie wisiała świeżo uprana bielizna.
![]() | |
|
![]() | |
|
W dzienniku „Dzień Dobry” czytamy: Na miejsce katastrofy przybył 3-ci oddział straży. Akcja kierował komendant Gieysztor. Strażacy usunęli urządzenie sąsiednich pokojów [meble – przyp. M.W.K.], gdyż zachodziła obawa dalszego osunięcia się murów. Po sprawdzeniu że nikt nie znajduje się pod gruzami, przystąpiono do zabezpieczenia murów kamienicy i do usunięcia zwisającego dachu grożącego zawaleniem. W „Warszawskim Dzienniku Narodowym” czytamy dodatkowo: O katastrofie zawiadomiono również elektrownię warszawską, gazownię i zarząd telefonów P. A. S. T. Monterzy z gazowni zamknęli dopływ gazu. Pracownicy P. A. S. T., wraz ze strażakami, zdjęli urządzenie górnej sieci telefonicznej, mieszczące się na dachu domu Poncyljusza. Około godz. 16-ej strażacy zerwali zagrożoną część dachu, która wisiała w powietrzu. Po tej czynności straż powróciła do koszar. Zagrożone miejsce zabezpieczono przez posterunki policyjne. Dziennikarz „Kurjera Warszawskiego” podaje dalej: Straty będą duże. Całkowitemu zniszczeniu uległ między innymi gabinet dentystyczny mjr. Sznycera z diatermą i Roentgenem, wartości 15 tysięcy złotych. W gruzach znalazło się również urządzenie pokoju sypialnego dra Baryszewskiego. W gazecie „Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony” czytamy, że Baryszewski pracujący w miejskim ośrodku zdrowia (wedle dziennika „Dzień Dobry” był lekarzem Ubezpieczalni Społecznej) zajmował mieszkanie na II piętrze. Zniszczony pokój po śmierci żony lekarza nie był zamieszkały i przechowywano w nim zbyteczne rzeczy, zapasową pościel wartości kilku tysięcy złotych. Nad resztą pokojów dr. Baryszewskiego nie ma części dachu. Lekarz przedwczoraj zapłacił komorne za bieżący miesiąc, by szukać już nazajutrz noclegu. Korespondent „Kurjera Warszawskiego” napisał: Ustalono, że inż. Rykowski budował dom bez zezwolenia Inspekcji budowlanej, nie mając zatwierdzonego planu budowy. Dziennikarz gazety „Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony” podał: Na miejsce zjechały władze śledcze z prok. Firstenbergiem, inspektorem komendy policji Dudą oraz i przedstawicielami władz administracyjnych i urzędu inspekcyjno-budowlanego na czele. „Kurjer Warszawski” tak zakończył relację z katastrofy: Władze prowadzą śledztwo, w celu ustalenia, kto ponosi odpowiedzialność za karygodne niedbalstwo, które na szczęście, nie pochłonęło ofiar w ludziach dzięki temu tylko, że policja przed kilku dniami już wstrzymała robotę, domagając się pozwolenia urzędu Inspekcji budowlanej. Katastrofę przyśpieszyły deszcze, które podmyły fundamenty domu Poncyliusza. Wątek doprecyzowano w „Expressie Porannym”: W jednym z dołów fundamentowych, przylegających do zawalonej części kamienicy, zgromadziła się woda deszczowa, której zebrało się sporo podczas ostatnich słot, osłabiając szczytową ścianę. „Kurjer Warszawski” podał: Z polecenia władz sądowo-śledczych aresztowano 4 osoby: inż. Bolesława Rykowskiego (Promenada 7) majstra murarskiego Wacława Tchorskiego (Szeroka 13) [prowadził sąsiednią budowę – przyp. M.W.K.] oraz 2 inne osoby wmieszane do sprawy. W „Expressie Porannym” zaznaczono też, że policja poszukiwała jednego z robotników, który po katastrofie uciekł i się ukrywał. Reporter „Warszawskiego Dziennika Narodowego” k. zwrócił również uwagę, że na parkanie, gdzie przystąpiono do budowy domu brak jest tablicy z wykazem nazwisk budowniczych i mistrzów budowlanych – jak to się wszędzie praktykuje. Relację zakończył następująco: Miejsce katastrofy było otoczone przez tłumy, przez dłuższy czas. (...) Lokatorzy domu, w obawie dalszej katastrofy, spędzili noc w mieszkaniu krewnych, lub w hotelach. W 1939 r. jako właściciela posesji przy ul. Malczewskiego 2 (nr hip. 8010) wskazywano Michała Poncyliusza [KA].
W połowie lat 30. XX w. przy ul. Malczewskiego 3 powstał budynek mieszkalny [OW]. W 1939 r. właścicielami działki (nr hip. 7893) byli Jan i Zofia Świątkowscy [KA]. W 1939 r. przeprowadził się tu – z kamienicy przy ul. Puławskiej 134 – pochodzący z Opola scenarzysta i reżyser filmowy, fascynat esperanto, Jan Fethke (1903–1980) [UTM], występujący też pod nazwiskiem Jean Forge. Zamieszkał w Warszawie po 1933 r., po dojściu Adolfa Hitlera do władzy, zachowując niemieckie obywatelstwo niemieckie. Po wojnie został w Polsce (choć był czasowo internowany przez Niemców) i pracował w filmie. Jednak jego postawa z czasów okupacji jest oceniana niejednoznacznie.
![]() |
| Jan Fethke ok. 1931 r. Źródło: „Literatura Mundo”, 1931, s. 10. |
W 1939 r. jako właściciela domu przy ul. Malczewskiego 5 (nr hip. 11549) wskazywano Andrzeja Wesołowskiego [KA]. W 1950 r. mieszkał tu Bohdan Asiński [ST]. Budynek przy ul. Malczewskiego 6 powstał ok. 1932 albo w 1938 r. [OW]. W 1939 r. należał do Gerwazego Koczorowskiego (nr hip. 1084). W 1950 r. mieszkał tu Jerzy Braun [ST].
Izydor Fogelman był właścicielem posesji przy ul. Malczewskiego 8 (nr hip. 10111), Antoni Piwocki nr 14 (nr hip. 7838), Natalia Wiślicka nr. 15 (nr hip. 9677), Helena Benett nr. 16 (nr hip. 7922) [KA].
![]() | |
|
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 114 (1934), 236 (wyd. wieczorne), s. 18. |
![]() | |
|
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 116 (1936), 135+dod., s. 47. |
![]() | |
|
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 118 (1938), 29+dod., s. 61. |
![]() | |
|
![]() | |
|
W willi pod nr 18 przed 1939 r. mieszkał historyk architektury, i konserwator zabytków Jan Zachwatowicz (1900–1983) [UTM].
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 115 (1935), 246+dod., s. 55. |
Dom przy ul. Malczewskiego 24 (nr hip. 11110) należący w 1939 r. do Gustawa Rosnera [KA] powstał ok. 1935 r. [OW], podobnie jak nr 32 [OW]. Ok. 1930 r. zbudowano dom przy ul. Malczewskiego 26 [OW]. W 1939 r. właścicielką posesji (nr hip. 11945) była Janina Bartosik [KA]. W 1950 r. pod nr. 27 notowano Zenona Małeckiego z dopiskiem przedsięb. robót budowl. i remontowych [ST]. Do Ernesta i Wandy z domu Trautwein małżonków Fulde należała posesja nr 32 (nr hip. 11932) [KA], gdzie mieszkali z jedyną córką Ireną (1926–2020), późniejszą łączniczką Pułku AK „Baszta” (kompania O-3). Kobieta po latach wspominała: ojciec mój miał [w Śródmieściu – przyp. M.W.K.] hurtownię farmaceutyczną, mama nie pracowała. Ok. 1934 r. powstał dom przy ul. Malczewskiego 35 [OW] (nr hip. 7647). W 1939 r. należał do Wincentego Tabarskiego [KA].
![]() |
| Budynek przy ul. Malczewskiego 24 ok. 1937 r. Fot. Czesław Olszewski. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Budynek przy ul. Malczewskiego 24 w grudniu 2023 r. Fot. Łukasz Wolski. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
Znalazłam wiele ogłoszeń dotyczących głównie wynajmu mieszkań przy ul. Malczewskiego lub sprzedaży działek. Niektóre anonse podają konkretne adresy, inne wspominają ulicę.
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
6.2. Ulica Lenartowicza
Teofila Lenartowicza (1822–1893), etnografa i poetę romantycznego, wybrano jako patrona ulicy na Henrykowie tego samego dnia co A. Malczewskiego. Przejdźmy się więc ul. Lenartowicza, zaczynając od domów należących do członków i członkiń spółdzielni. Potem przejdę do pozostałych domów, a na końcu pokażę ogłoszenia z międzywojnia dotyczące tej ulicy.
Przy ul. Lenartowicza 9 w 1930 r. dom miał członek Spółdzielni Mieszkaniowo-Budowlanej „Domy Spółdzielcze” Leonard Kobzakowski [SSDS]. Dom miał powstać, wedle danych Urzędu Miasta Warszawa, w latach 1936–1938. Wedle ksiąg meldunkowych w latach 1931–1950 była to własność Adama Guzikowskiego [OW]. W 1939 r. jako właścicielkę domu (nr hip. 8532) notowano Annę Guzikowską [KA]. Przed wybuchem powstania warszawskiego mieszkał tu Jerzy Patkowski (1919–1945) [OW].
Sąsiadem Kobzakowskiego był w 1930 r. Antoni Ojrzyński zamieszkały przy ul. Lenartowicza 11 [SSDS] notowany jako właściciel domu (nr hip. 8531) także w 1939 r. [KA]. Z tym adresem był związany Tadeusz Glotz, dyrektor Okręgowej Dyrekcji Robót Publicznych [OW]. Ok. 1930 r. [OW] miał powstać dom przy ul. Lenartowicza 13 należący do Janiny i Stefanii Bahr [SSDS]. W 1939 r. jako właścicielkę (nr hip. 8530) notowano tylko Stefanię Bahr [KA]. Dom przy ul. Lenartowicza 13 wyjątkowo często gościł na łamach międzywojennej prasy w dziale ogłoszeń. W 1950 r. mieszkała tu prof. Elżbieta Pietrow [ST].
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
Przy ul. Lenartowicza 15, w domu zbudowanym ok. 1930 r. [OW], mieszkał Antoni Lewicki [SSDS]. W 1939 r. właścicielem (nr hip. 8529) był Stanisław Margulies [KA], żydowski lekarz pochodzący z Galicji (pierwotnie Wiktor/Wigdor Nusym Margulies, 1945 r. Stanisław Sierpiński). Nostryfikował się w 1934 r. po studiach medycznych we Francji. W 1936 r. zaczął pracę w zakładzie psychiatrycznym „Zofiówka” w Otwocku. Wyjechał z Warszawy na początku września 1939 r., udał się do rodzinnego Nastaszowa i pracował we Lwowie. W 1941 r. trafił do getta warszawskiego, gdzie należał do Polskiej Partii Robotniczej i działał w Towarzystwie Ochrony Zdrowia Ludności Żydowskiej w Polsce. Sprawował opiekę nad punktami noclegowymi dla przesiedlonych do getta, pracował też w szpitalu na Czystem na oddziale urologicznym. Udało mu się uciec z getta i do czasu wejścia wojsk radzieckich na Pragę we wrześniu 1944 r. działał w strukturach konspiracyjnych Gwardii Ludowej, potem w Armii Ludowej w Warszawie i w oddziałach partyzanckich w terenie m.in. w okolicach Łowicza i Puław. W czasie powstania warszawskiego był kierownikiem sanitarnym w dzielnicy Praga w ramach Armii Ludowej. We wrześniu 1944 r. został Kierownikiem Wydziału Zdrowia przy Zarządzie Miejskim Warszawy, a potem kierownikiem personalnym Warszawskiego Komitetu PPR. Był wice-, a później dyrektorem Szpitala Dzieciątka Jezus. Wyjechał do Izraela w 1968 r. W 1950 r. przy Lenartowicza 15 mieszkał Leon Bukojemski [ST].
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
Właścicielem domu przy Lenartowicza 17, powstałego ok. 1930 r. [OW] (nr hip. 8528 [SN]), był Stefan Bóbr [SSDS], notowany jako właściciel budynku także w 1939 r. [KA]. W ogłoszeniu o sprzedaży mieszkania w tym budynku podano, że powstał w 1928 r. [OW]. Po sąsiedzku, przy ul. Lenartowicza 18 (nr hip. 8515), mieszkała Lidia Zielińska [SN] lub Zieleńska [SSDS]. W 1939 r. jako właściciela notowano Dymitra Zielińskiego [KA]. Dom miał powstać ok. 1930 r. [OW].
![]() | |
|
![]() | |
|
Dom przy ul. Lenartowicza 19 (nr hip. 8527 [SN]) w 1930 r. należał do profesora antropologii Kazimierza Stołyhwo (1880–1966) [SSDS], od 1915 r. żonatego z antropolożką Eugenią z Piotrowskich (1894–1965). Dom miał powstać ok. 1930 r. [OW]. W 1939 r. właścicielem był Stanisław Całko [KA].
![]() |
| Źródło: Poradnik dobrych praktyk architektonicznych. Mokotów, red. K. Domagalska, Z. Domagalski, Warszawa 2021, s. 71. |
![]() |
| Kazimierz Stołyhwo w 1934 r. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Eugenia Stołyhwo. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Natomiast właścicielem domu przy ul. Lenartowicza 20 (nr hip. 8516) w 1930 r. był Władysław Majka [SSDS], notowany w tej funkcji także w 1939 r. [KA]. Możliwe, że chodzi o Władysława Majkę (1886–1944), syna Wojciecha i Karoliny, który używał pseudonimu „Alfred”, pracował w Delegaturze Rządu na Kraj (Biuro Komisarza Cywilnego) i w czasie powstania warszawskiego poległ przy ul. Puławskiej 128. Dom powstał ok. 1935 r. Możliwe, że budynek w tym miejscu pojawił się dopiero w 1970 r., albo, co bardziej prawdopodobne, wtedy przeprowadzono remont, może przebudowano mieszkania [OW]. Do Spółdzielni Mieszkaniowo-Budowlanej „Domy Spółdzielcze” należały również domy o numerach 14 i 22 [OW]. W 1930 r. właścicielem domu przy ul. Lenartowicza 14 (nr hip. 8513) był Jan Rojek [SN].
Przyjrzyjmy się pozostałym domom przy ul. Lenartowicza. Pod nr. 1 mamy dom z ok. 1935 r. [OW]. W 1939 r. właścicielką była Zofia Gallas (nr hip. 8030) [KA]. W powstaniu warszawskim poległa Halina Nowińska (ok. 1919–1944) zamieszkała przy ul. Lenartowicza 1/3 [OW].
W 1939 r. dom przy ul. Lenartowicza 4 należał do Ireny i Zygmunta Zarzeckich (nr hip. 11869) [KA]. W 1950 r. przy ul. Lenartowicza 6 mieszkał Jan Gralewicz [ST]. Warto też zwrócić uwagę na dom nr 25, który powstał ok. 1936 r. według projektu Aleksandra i Anny Kodelskich. Według ksiąg hipotecznych w latach 1936–1951 właścicielką była Stefania Depczykowa (nr hip. 7661). W 1936 r. w „Przeglądzie Budowlanym” informowano, że w nowy budynek przy ul. Włodarzewskiej 24 (dziś Al. Niepodległości) zainwestowała H. Depczykowa zamieszkała przy ul. Lenartowicza 25 [OW]. W 1939 r. właścicielem domu przy ul. Lenartowicza 25 był Bogusław Bagniewski (nr hip. 7661) [KA].
I wreszcie dom nr 34, który powstał ok. 1938 r. [OW]. W 1939 r. należał (nr hip. 7676) do Elżbiety i Grzegorza Oganczowów [KA]. Lista cywilnych ofiar powstania warszawskiego podaje Józefa Nowaka (ok. 1915–1944), mieszkańca domu przy ul. Lenartowicza 34/5 [OW].
6.3. Ulica Goszczyńskiego
W 1926 r. nadano patrona ul. Goszczyńskiego. Chodzi o Seweryna Goszczyńskiego (1801–1876), działacza społecznego, pisarza i poety romantycznego. Ulica mieściła się obrzeżach dawnych dóbr Henryków, ale omówię ją w tym artykule.
Pod nr. 1 (nr hip. 8019 [KA]) mieścił się Szpital Sióstr Elżbietanek św. Antoniego. Jego historia zaczęła się poza Mokotowem. Otóż hrabianka Julia Witołd-Alexandrowicz (1847–1932), pod wpływem osobistych przeżyć i chęci niesienia pomocy potrzebującym, mając doświadczenie pielęgniarskie zdobyte na studiach w Warszawie i Berlinie, w 1902 r. zainicjowała powstanie Towarzystwa Opieki nad Chorymi Pozaszpitalnymi pw. św. Antoniego w Warszawie. Sześć lat później kupiono budynek przy ul. Topiel 14 i urządzono Ambulatorium dla Niezamożnych Chorych pw. św. Antoniego. W 1922 r. hrabianka sprowadziła z Poznania zakonnice elżbietanki. Prowadziły Zakład Dobroczynny św. Elżbiety pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Natomiast szpital przy ul. Goszczyńskiego został zbudowany w latach 1929–1931 z inicjatywy głównie matki przełożonej s. Ludwiki Opertowskiej. Było to spowodowane rosnącą liczbą chorych powierzonych opiece zakonnic. Kamień węgielny poświęcił 15 VIII 1929 r. nuncjusz apostolski Arcybiskup Franciszek Marmaggi, a budynek poświęcił kard. Aleksander Kakowski 15 II 1931 r.
![]() |
| Poświęcenie szpitala, 15 II 1931 r.: udekorowany budynek. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Poświęcenie szpitala 15 II 1931 r.: msza w kaplicy szpitalnej sprawowana przez kard. Aleksandra Kakowskiego. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Szpital mieścił max. 200 łóżek i był najnowocześniejszą placówką tego typu w Warszawie. W czteropiętrowym gmachu działał oddział wewnętrzny, chirurgia, laryngologia, ginekologia i okulistyka. Nie przyjmowano tu chorych zakaźnie. Pracowało tu 16 sióstr pod przewodnictwem s. Marii Ludwiki Opertowskiej. Można powiedzieć, że była to placówka egalitarna: leczono tu ludzi ze wszystkich klas społecznych, np. słynną aktorkę Hankę Ordonównę w 1931 r., kiedy złamała obojczyk. Z kolei już po wojnie, 22 X 1948 r., w szpitalu zmarł prymas Polski kard. August Hlond. W budynku szpitala mieszkały siostry zakonne. Nadal działała lecznica przy ul. Topiel. Dodatkowo od 1936 r. siostry prowadziły budowę domu w Zalesiu Górnym. Miał służyć jako sanatorium dla chorych i dom wypoczynkowy dla zakonnic, ale wybuch II wojny światowej przerwał prace budowlane. Szpital elżbietanek był ważnym punktem obrony Mokotowa w czasie powstania warszawskiego, o czym niżej.
![]() |
| Hanka Ordonówna w czasie pobytu w szpitalu elżbietanek, 15 X 1931 r. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Gwiazdka dla dzieci w szpitalu elżbietanek, 1931 r. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Dom przy ul. Goszczyńskiego 4 powstał w latach 1935–1936 [OW], podobnie jak nr 4A, gdzie w 1951 r. ulokowano Przedsiębiorstwo Budowlane Kazimierza Zimmermana [OW]. Notowano je również w 1950 r. [ST]. Dom pod nr. 6 datowany jest na lata 1936–1938 [OW], podobnie jak nr 13 [OW] i nr 22 [OW]. W 1950 r. przy ul. Goszczyńskiego 6 mieszkali Bolesław Kasprzak, Aleksander Zakrzewski oraz inż. arch. rzeczoznawca dla budownictwa Zygmunt Mięsowicz [ST]. W latach 1931–1932 powstał dom na posesji nr 9 [OW]. W tym samym czasie zbudowano dom pod nr. 11. Na liście cywilnych ofiar powstania warszawskiego czytamy, że w domu mieszkał Witold Czaplicki (1904–1944), wspólnik/właściciel Chemicznej Fabryki Artykułów Piśmiennych „Flamingo” w Poznaniu. Zmarł w szpitalu elżbietanek 25 września. Pod tym adresem (nr hip. 1259) w 1939 r. jako właścicielkę podano Marię Kowalską [KA].
W 1950 r. przy ul. Goszczyńskiego 13 jako właściciela telefonu notowano Franka M. Murphy'ego [ST]. Dom na posesji nr 15 zbudowano ok. 1936 r. W latach 1939–1950 dom (nr hip. 11807) należał do małżeństwa Goszczyńskich [OW]. Jerzy Kasprzycki wspominał po latach: Osobą powszechnie znaną i szanowaną była właścicielka kamienicy na rogu uli Naruszewicza i Pilickiej, pani Władysława Goszczyńska. Wzdłuż nowo powstających ulic Wierzbna jeździły często ciężkie platformy z plakietką „Przedsiębiorstwo Budowlane Stanisława Goszczyńskiego”. Najbardziej utkwił nam w pamięci dyrektor Stefan Goszczyński z zakładów „Telefunkena”, który zamieszkał w jednej z najładniejszych willi przy ulicy... Seweryna Goszczyńskiego!. W 1950 r. przy ul. Goszczyńskiego 15 notowano Stefana Goszczyńskiego, ale też Mariana Henryka Patzera [ST], zapewne związanego z Henrykiem Karolem Patzerem. W 1939 r. jako właścicielkę posesji (nr hip. 11931) podano Halinę Krupińską [KA]. Dom nr 17 powstał ok. 1936 r. [OW]. Natomiast pod nr 19a mieszkał architekt Stanisław Bieńkuński (1914–1989), współautor zespół gmachów Komisji Planowania przy Radzie Ministrów (1946–1948), gmachu Ministerstwa Budownictwa (1947–1952), Górnictwa (1948–1950) i Finansów (1949–1954), budynku Grand Hotelu (1953–1955), osiedla „Złota” (1958–1963), gmachu Przedsiębiorstwa Handlu Zagranicznego „Bumar” (1958–1963) i ponad 25 jednorodzinnych domów w Warszawie i okolicy [UTM].
![]() |
| Stanisław Bieńkuński. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Sąsiadem spod nr. 20 był, wedle informacji z 1939 r., Karol Michalik, właściciel posesji o nr. hip. 11981 [KA]. Dom jednorodzinny spod nr. 21 notowany jest w księgach meldunkowych w latach 1945–1951. W 1939 r. jako właścicieli posesji nr 22 (nr hip. 11785) byli Stanisław i Maria Malikowie [KA]. Z kolei budynek spod nr. 26 powstał ok. 1930 r. Przed wojną istniała tu Klinika Położniczo-Ginekologiczna prowadzona przez elżbietanki [OW].
6.4. Ulica Pilicka
Przejdźmy na ul. Pilicką, która została wytyczona w latach 20. XX w. na miejscu podmiejskich ogrodów pierwotnie pod nazwą Romantyczna [UTM]. Ówczesne miano pasowało do klucza nazywania ulic w tej okolicy, bo pozostałe miały (i do dziś mają) jako patronów poetów romantycznych: Lenartowicza i Malczewskiego. Pasowało też do ul. Sielankowej (pierwotna nazwa ul. Tynieckiej).![]() |
| Podwójna willa Zbigniewa Gardeckiego przy ul. Pilickiej 18. Fot. Beata Łebkowska, 2013 r. Źródło (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Zygmunt Gardecki ok. 1936 r., domena publiczna, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Przy ul. Pilickiej 22 (nr hip. 8517) mieszkała Kazimiera Ratowska [SSDS, KA], choć inne źródła podają, że był to dom Filińskich [UTM, OW]. Powstał ok. 1935 r. [OW]. Pod nr. 24 stoi willa Edwarda Freyera [SSDS] (nr hip. 8518) [KA] z ok. 1935 r.
Właścicielem willi nr 26, która powstała ok. 1935 r. [OW], był Ludwik Czapski [SSDS] (nr hip. 8519) [KA]. Zapewne chodzi o inżyniera (ok. 1876–1931) pochowanego na Powązkach. Jego sąsiadkami spod nr. 28 (nr hip. 8520) były w 1930 r. Irena Nowicka i Maria Swoboda (w 1939 r. jako właścicielkę notowano tylko drugą), zaś pod nr. 30 Helena Lipszycówna [SSDS], w 1939 r. występująca jako Helena Marcinko (nr hip. 8521) [KA]. Ten ostatni dom jednorodzinny powstał ok. 1935 r. [OW]. Następnie mamy nr 34 (nr hip. 8523) [SN]. Dom należał do Apoloniusza Molendzińskiego [SSDS, KA]. Był tam zameldowany w roku 1929 oraz w latach 1931–1950. Dom powstał ok. 1930 r. [OW].
W domu przy Pilickiej 36 (nr hip. 8524) [SN] mieszkał i jego właścicielem był Aleksander Wilhelm Lutze-Birk (1878–1974) [SSDS, KA], działacz niepodległościowy, członek Organizacji Bojowej PPS (uczestnik akcji pod Bezdanami), inżynier.
![]() |
| Aleksander Lutze-Birk w 1913 r. Fot. NN, domena publiczna, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Teraz przyjrzyjmy się pozostałym domom przy ul. Pilickiej wedle numeracji. W 1939 r. budynek nr 4 należał do Romana Rozenkiewicza (nr hip. 11169), nr 6 (nr hip. 10483) do Stanisława Krzyczkowskiego, zaś nr 7 do Ryszarda Bartela (nr hip. 10488) [KA]. Willa nr 8 należała do Gabrieli Górskiej [UTM], wskazywanej jako właścicielka tej posesji (nr hip. 10620) także w 1939 r. [KA]. W 1950 r. mieszkał tu Ryszard Reiff, redaktor naczelny dziennika „Słowo Powszechne” [ST].
Dom pod nr. 11 to powstała ok. 1938 r. [OW] willa Eustachego Rudzińskiego [UTM], wskazywanego jako właściciel posesji (nr hip. 10791) w 1939 r. [KA]. Pracował w Miejskim Zakładzie Aprowizacyjnym. W czasie okupacji niemieckiej, ponieważ zakład był uznawany przez hitlerowców, Rudziński ukrywał tam Żydów. Jego syn Wiesław został rozstrzelany za działalność konspiracyjną [UTM]. Przy Pilickiej 11 mieszkał cywil poległy w powstaniu Antoni Gajewski (1935–1944) [OW].
Willa przy ul. Pilickiej 13 miała powstać ok. 1938 r. dla znanego w mieście adwokata Celsa Fabianiego (zm. 1936 r.) [OW]. W 1939 r. jako właściciela tej posesji (nr hip. 10626) notowano Władysława Fabianiego [KA]. W 1950 r. mieszkali tu Roman Witkowski i Stanisław Zawierucha [ST].
![]() |
| Cels Fabiani ok. 1915 r. Fot. NN, domena publiczna, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Dom nr 14 w 1939 r. należał do Karola Kowalskiego (nr hip. 278) [KA], hurtownika wyrobów żelaznych, mająca nr 14 [UTM]. Miał powstać ok. 1938 r., tak samo jak dom pod nr 15, który został rozbudowany po 2014 r. [OW], w 1930 r. należał zaś do E. Paklewskiej (nr hip. 7665) [SN], a w 1939 r. do Heleny Szczepańskiej. Dom przy ul. Pilickiej 16 w 1939 r. należał do Aleksandra Steina (nr hip. 8525) [KA].
Natomiast willa nr 17 (nr hip. 7664) to dom operatora filmowego Adama (1889–1941) i jego żony dentystki Heleny z d. Hepke małżonków Drzewieckich/Drzewickich (1894–1980) powstały w 1938 r. [OW, KA]. Byli tu zameldowani w latach 1938–1951 [OW]. Barbara Gardecka, mieszkanka willi przy ul. Pilickiej 8, wspominała: Tu mieszkał producent filmowy Drzewiecki. Był bogaty. Miał samochód z kierowcą. (...) Pamiętam, jak trumna z jego zwłokami wystawiona była przed wejściem. Zmarł na gruźlicę. W 1921 r. Drzewiecki wraz ze Stefanem Dękierowskim (sąsiadem z ul. Pilickiej 27, o którym niżej) i Franciszkiem Zyndramem-Muchą założyli ośrodek produkcyjny „Falanga”. Łukasz Biskupski określił „Falangę” mianem „najważniejszego polskiego atelier filmowego w latach 30 XX w., w którym nakręcono ponad połowę zrealizowanych w Polsce filmów”.
Drzewicki to bardzo ciekawa postać. Pochodził z rodziny ziemiańskiej, ale majątek utraciła po zmianie granic Polski na mocy traktatu ryskiego w 1921 r. Wcześniej, jako dwudziestopięciolatek walczył w I Brygadzie Legionów Polskich. Jak pisała Anna Mieszczanek, „Za kampanię karpacką na granicy Węgier, w której został ranny i trzy dni przeleżał w śniegu i mrozie, dostał potem Virtuti Militari. (...) Drzewiccy, podobnie jak setki ziemian z Kresów, znaleźli się niemal bez niczego w Warszawie. Adam Drzewicki założył wtedy mały zakład fotograficzny i ożenił się ze świeżo upieczoną stomatolog – Heleną Hepke z majątku w Waliszewicach pod Kaliszem. Było to zapewne w 1918 roku, bo w 1919 urodził się ich syn, Józef, którego do chrztu trzymał inny Józef – Piłsudski. Ojciec Heleny, Franciszek Hepke, sprzedał część Waliszewic i wspomógł młodych, którzy wyposażyli z tych pieniędzy gabinet lekarski i studio fotograficzne. (...) Franciszek Hepke kupił też za pieniądze uzyskane z majątku kino „Stylowe” w centrum Kalisza. (...) Warszawski zakład fotograficzny prosperował coraz lepiej, Adam postanowił więc uruchomić także laboratorium filmowe, gdzie wykonywał dla kin kopie zagranicznych filmów. (...) w 1921 roku został jednym z operatorów niemego (...) filmu „Tajemnice Nalewek” (...). Drugim operatorem tego filmu był Stefan Dękierowski. Zawodu uczył się w słynnym „Sfinksie” Aleksandra Hertza, który od 1913 roku miał już własne atelier filmowe. Stefan od 1916 był tam laborantem. Reżyserował „Tajemnice Nalewek” Franciszek Zyndram-Mucha. I ta właśnie trójka (...) uruchomiła (...) najpierw ośrodek produkcji filmowej, a potem, kiedy mieli już hale produkcyjne – Atelier i Laboratorium „Falanga”. Dla Adama, lwowskiego maturzysty z klasycznym wykształceniem „falanga” oznaczała szyk ciężko zbrojnej greckiej piechoty. Skuteczny. Tacy chcieli być – zdobywać środowisko, produkować dużo i dobrze. I to się udało”.
W czasie okupacji niemieckiej Helena Drzewiecka zameldowana była pod dawnym adresem, przy ul. Natolińskiej 5. Musiała mieć w życiorysie jakiś wątek walki o niepodległość kraju, skoro w 1937 r. otrzymała Medal Niepodległości. Po II wojnie światowej wyjechała do Łodzi, korzystając z pomocy reżysera Aleksandra Forda. Jej syn Józef Stefan Drzewicki (zm. 1973 r.) wyemigrował do Anglii, gdzie w 1945 r. urodziła się jego córka Regina Stefanie. Matką była Sybil Conroy [OW]. Anna Mieszczanek napisała, że Józef Drzewicki był „kierownikiem produkcji filmów. Organizował pracę przy Chłopach, Wakacjach z duchami czy Jak rozpętałem II wojnę światową”.
![]() |
| Od lewej: Maria Hepke, Helena Drzewicka z domu Hepke, Wanda Laudowicz z domu Hepke, Adam Drzewicki (mąż Heleny). Archiwum rodzinne Andrzeja Laudowicza. Źródło (dostęp 10 VII 2026 r.). |
W domu Drzewieckich przy ul. Pilickiej 17 krótko przed powstaniem warszawskim zamieszkał m.in. Jan Konrad Olszewski (ur. 1934 r.) z matką (ojciec zaangażował się w AK). W jego relacji nazwisko właścicieli występuje jako Drzewiccy lub Grzybiccy (może to kwestia błędnej transkrypcji wywiadu). Po latach Olszewski opowiadał: powiedziano mi: „Pojedziemy na Mokotów, do pani Heleny Drzywickiej. Ona tam ma ogród, jest dom, był basenik z czerwonymi rybkami” i nas ojciec wysyłał. (...) Pojechaliśmy tramwajem. Wtedy na Pilickiej to był kraniec miasta. To był limit, dalej za willą państwa Drzywickich zaczynały się pola, były stygi [powinno być: stogi – przyp. M.W.K.] zboża przez sierpień i wrzesień. Potem te stygi [j.w. – przyp. M.W.K.] odgrywały rolę, kiedy był atak na Mokotów ze strony Niemców i... (...) w tej willi, która była budowana w trzydziestym ósmym roku, właścicielami byli państwo Grzybiccy. Właściciele (...) studia filmowego „Falanga”. Pan Drzywicki, jego nie znałem, on już zmarł przed wojną, natomiast ona była jako lekarz, ona była z zawodu stomatologiem, dentystką była; i była w okolicach Poznańska, Wilcza. (...) Natomiast willą zajmowała się jej siostra, pani Hepke. Pani Drzywicka była z domu Hepke (...). (...) to nie był jej własny dom, a jej siostry i ona miała to pod opieką, więc była szalenie troskliwa o wszystkie drobiazgi, detale. I chyba nawet była jedna kurka, która była hodowana i która znosiła jajka, ale nie można było tej kurki zabić, mimo że był głód. No i pani Maria Hepke... Potem z nią wyszliśmy razem z Powstania, ale to już było później. (...) Ta willa była bardzo luksusowa, było mieszkanie kierowcy, które było na takim przyziemiu z oknami. Było pierwsze piętro, drugie piętro, był piękny zachowany do dzisiaj pokój, który szedł w stronę tych pól Warszawy, bo ekspozycja była tego pokoju (nad którym był zresztą taras) chyba południowa albo prawie południowa, południowo-zachodnia, coś takiego, tak że ładnie oświetlane. To był nowy dom na ówczesne warunki – trzydziesty ósmy rok budowy to było coś nowoczesnego. I była jedna piwnica, żelbetonowa i pod krużgankiem od strony chyba Lenartowicza było wyjście reprezentacyjne, nazwijmy to, było na jedną ulicę, natomiast wyjście kuchenne było na drugą ulicę, bo to była willa na narożniku. (...) I pod tym krużgankiem, na który się wchodziło z dwóch stron, był mur pusty, że w razie wojny i zasypania kogoś tam, można było łatwo wybić. Były dwie ścianki, przestrzeń pusta między tym, nie było żelbetonu, był otwór zrobiony, zamurowany tylko cienką ścianką. I dlatego ojciec nas tam, że tak powiem, wyekspediował, bo zakładało się wtedy, że Powstanie potrwa tydzień, dziesięć dni, może dwa tygodnie i Rosjanie wejdą. Nikt nie przewidywał takiego przebiegu spraw, jaki był realnie. (..) W tej samej willi z nami był pan Tadeusz Łuczaj, którego mama znała sprzed wojny. On był śpiewakiem w chórze „Cztery Asy”. W domu przy ul. Pilickiej 17 w czasie powstania warszawskiego mieszkała też Krystyna Dękierowska (1921–1970), córka Stefana Dękierowskiego, współwłaściciela „Falangi” i ojca chrzestnego jej brata Andrzeja (1928–2015), w powstaniu warszawskim strzelca pułku „Baszta” noszącego pseudonim „Gryf”. Powstaniec wspominał po latach Drzewickiego: On przy filmach robił, dekoracje malował, takie rzeczy. I był w dwudziestu procentach współwłaścicielem „Falangi”. (...) to tak było wszystko rodzinnie.
Idźmy dalej. W 1930 r. dom przy ul. Pilickiej 20 (nr hip. 8527) należał do Kazimierza Stołyhwo [SN], który mieszkał przy ul. Lenartowicza 19.
Sąsiadami spod nr. 27 byli Stefan (1893–1975) i Jadwiga z Krajewskich (1901–1990) Dękierowscy. Ich syn Andrzej Dękierowski „Gryf” (1928–2015), w powstaniu warszawskim strzelec pułku „Baszta”, wspominał po latach: mój ojciec był bardzo zamożnym człowiekiem. Był właścicielem Wytwórni Filmowej „Falanga”. W Polsce, przed wojną, poza „Falangą”, to może była jedna tylko. Ale największą była „Falanga”. W związku z tym był zamożnym człowiekiem. W latach Dękierowski 1923–1939 był współwłaścicielem, dyrektorem i głównym dekoratorem Atelier i Laboratorium „Falanga”. Zakładał też i należał do Polskiego Związku Producentów Filmowych.
![]() |
| Źródło (dostęp 10 VII 2026 r.). |
W 2006 r. Andrzej Dękierowski opowiadał: Mieszkaliśmy w willi pobudowanej przez mojego ojca (...). Chodziłem do szkoły zboru ewangelicko-augsburskiego imienia Mikołaja Reja. I do wybuchu wojny zdołałem skończyć szkołę podstawową. Warunki materialne miałem bardzo dobre. Uczyłem się języków obcych, do tego stopnia, że jak poszedłem do pierwszej klasy to pisałem i miałem opanowaną gramatykę francuskiego. A polskiego, to tak jak dziecko, które idzie do szkoły, do pierwszej klasy. (...) Miałem siostrę, która była ode mnie o sześć lat starsza [i przed wojną mieszkała z rodziną, Krystyna po mężu Markiewicz, 1921–1970 – przyp. M.W.K.]. (...) A w czasie wojny mieszkała też na ulicy Pilickiej. Przed wojną willa, która miała czterysta metrów była oczywiście jednorodzinną willą, a [siostra] mieszkała na tej samej ulicy. Mieszkałem na Pilickiej 27, a ona mieszkała (...) w willi drugiego współwłaściciela „Falangi”, (...) Adama Drzewickiego, który był artystą. Było to przy ul. Pilickiej 17.
Po sąsiedzku jest dom nr 32, który w 1930 r. należał do Antoniego Sujkowskiego (nr hip. 8522) [SN, KA]. Ten członek Spółdzielni Mieszkaniowo-Budowlanej „Domy Spółdzielcze”, geograf i polityk, w 1926 r. krótko Minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, wykładowca Szkoły Głównej Handlowej i Wyższej Szkoły Handlowej, w 1930 r. mieszkał przy ul. Koszykowej 70 m. 6 [SN].
![]() |
| Antoni Sujkowski przed 1928 r. Fot. NN, domena publiczna, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Dom wielorodzinny przy ul. Pilickiej 23 powstał ok. 1935 r. [OW]. W 1939 r. należał do inż. Stanisława Zuchmantowicza (nr hip. 7654) [KA]. W 1909 r. ukończył studia w Instytucie Technicznym w Ilmenau. Miał biuro przy ul. Nowy Świat 42. Wiemy, że w czasie II wojny światowej zadenuncjował policji dwóch chłopców: czternastoletniego Mietka Ejchela i rok młodszego Henia Bursztyna. Uważał, że zakłócali mu spokój, jeżdżąc na hulajnodze.
Dom nr 25 to dom wielorodzinny zbudowany w latach 1936–1938 [OW]. W 1939 r. należał do inż. Zdzisława Gubrynowicza i dr. Ludwika Gubrynowicza (nr hip. 7652) [KA]. Zdzisław Gubrynowicz (ur. ok. 1876 r.) zginął w czasie powstania warszawskiego, zaś Ludwik przeżył – mieszkał i praktykował przy ul. Pilickiej 25 [ST]. W tym samym budynku przyjmował adwokat Józef Mierzyński [ST]. Następnie mamy budynek nr 27 powstały ok. 1935 r., gdzie mieszkał wspomniany Stefan Dękierowski [OW] Był właścicielem budynku (nr hip. 7650) w 1939 r. [KA]. W 1950 r. w budynku przy ul. Pilickiej 27a notowano telefon u Jardine J.B.S. [ST]. Mowa o mieszkającym tam ówczesnym dyrektorze British Council.
Willa Sujkowskich pod nr. 36 zbudowana została ok. 1930 r. [OW]. Zapewne chodzi o rodzinę Antoniego Sujkowskiego, właściciela posesji przy ul. Pilickiej 32 [SN]. Ok. 1935 r. powstał dom nr 33 [OW].
Dom przy ul. Pilickiej 46 był własnością Haliny z Chojeckich Wydżgi. Budowę zaczęto krótko przed wybuchem II wojny światowej. W 1939 r. Wydżga zamieszkała tu, w mieszkaniu nr 1, z synem Stanisławem (1926–2009), który w powstaniu warszawskim był starszym strzelcem w Pułku AK „Baszta” i działał pod pseudonimem „Jastrząb”. Przeprowadzili się tu z mieszkania przy ul. Wilczej 11. Stanisław Wydżga opowiadał po latach: Ojciec [Stanisław – przyp. M.W.K.] był prawnikiem, ale był sparaliżowany i umarł rok przed wojną. Żyliśmy z kapitałów (...). Mama do ślubu pracowała w Ministerstwie Skarbu, a potem już nie pracowała. I tam mieliśmy udziały w fabryce (...). Tuż przed powstaniem warszawskim na ul. Pilicką 46 m. 2 przeprowadził się Jan Zaborowski „Grzymała” (1919–2010) z żoną poślubioną w 1942 r. i córką. Zamieszkali u jego teściów, Jana i Jadwigi z domu Wydżga małżonków Zaborowskich. „Grzymała” wspominał: Tam pracowałem na ulicy Pilickiej na Mokotowie. Ponieważ w sąsiednim domu była jedna z placówek 7. Pułku Ułanów, miałem umowę, że ja na punkt oczekiwania [dołączę], bo myśmy byli zmobilizowani dwa, trzy tygodnie przed godziną „W”. Z tym, że mój pluton 1109, ja byłem w plutonie 1109. Dywizjon „Jeleń” liczył pięć czy sześć plutonów. Myśmy byli oddziałem do osobistej dyspozycji generała „Bora”. I jeden z naszych plutonów był jego osobista obstawą, pluton porucznika „Stolarza” 1112. Bliscy przetrwali powstanie warszawskie w domu przy ul. Pilickiej. Zaborowski opowiadał po latach: Akurat ten dom był nieotynkowany, podobno dlatego go nie zbombardowano. To był nieduży dom, wyglądał jak niedokończony. (...) Początkowo [mieszkali] na pierwszym piętrze, zresztą matka moja nie mogła do piwnicy, bo była obłożnie chora. Parę tygodni później, po Powstaniu zmarła. Już wtedy była bardzo chora. I początkowo na pierwszym piętrze, potem na parterze, a potem do piwnicy. „Grzymała” był wówczas na Sadybie.
![]() |
| Mężczyzna na skrzyżowaniu ulic Pilickiej i Lenartowicza, 1940 r. Źródło (dostęp 2 VII 2026 r.). |
6.5. Ulica Krasickiego
Ulica Krasickiego zyskała patrona 27 IX 1926 r. Upamiętniono Ignacego Krasickiego (1735–1801), poetę, publicystę, dramaturga okresu oświecenia. Ulica kończyła się na ul. Woronicza – „dalej ciągnęły się druty telegraficzne Moskwa Berlin i w obawie o silne prądy indukcyjne nie budowano dalej przy ulicy i ta część [ul. Krasickiego – przyp. M.W.K.] zanikła” [UTM].
Dysponujemy spisem właścicieli domów przy tej ulicy wybudowanych przez Spółdzielnię Mieszkaniowo-Budowlaną „Domy Spółdzielcze”. W 1930 r. przy Krasickiego 17 (nr hip. 7798) [SN] mieszkał Florian Talma [SSDS], potwierdzony jako właściciel posesji (nr hip. 7798) w 1939 r. [KA]. Na liście cywilnych ofiar powstania warszawskiego jest człowiek o takich personaliach, który poległ we wrześniu lub październiku 1944 r. i został pochowany przy ul. Krasickiego 17. Jednak według ksiąg meldunkowych Florian Talma był właścicielem tego domu w latach 1928 i 1931–1950. Budynek powstał ok. 1935 r. [OW].
Sąsiadami spod nr. 19 (nr hip. 8533) [SN] byli Bolesław i Janina Olszewscy [SSDS]. W 1939 r. jako właściciela notowano Bronisława Olszewskiego [KA]. Dom powstał ok. 1935 r. [OW].
Przy Krasickiego 23 (nr hip. 8513) [SN], w domu, który powstał ok. 1930 r. [OW], w 1930 r. mieszkał Jan Rojek [SSDS], a do wybuchu powstania warszawskiego także Tadeusz Chybowski „Ziemek”, dowódca drużyny, starszy saper. W latach 1933–1950 jako właściciel domu (nr hip. 8513) figurował Piątkiewicz [OW], a w 1939 r. Stefania Piątkiewicz [KA].
Sąsiadem z Krasickiego 25 był Ludwik Śledziński [SSDS] (nr hip. 8512) [SN]. W 1939 r. jako właściciela notowano Tadeusza Zygmunta Epszteina [KA]. Dom nr 27 w 1930 r. należał do Romualda Balawerdera [SSDS]. Ten filozof, literat, pedagog żyjący w latach 1893–1975, kiedy mieszkał przy Krasickiego, organizował polską kolonizację Angoli i podróżował po Europie. Pracował też w Zarządzie Głównym Związku Nauczycielstwa Polskiego. W 1939 r. jako właścicieli (nr hip. 8511) notowano Marię Izabellę Mann i Jerzego Kalicińskiego [KA].
![]() |
| Romuald Balawader w 1914 r. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Pod nr. 29 notujemy Stanisława Sankowskiego [SSDS]. Dom powstał ok. 1930 r. (nr hip. 8510). W latach 1936, 1946–1950 właścicielką była Janina Kwiatkowska [OW] notowana też w 1939 r. [KA].
Członkinią Spółdzielni Mieszkaniowo-Budowlanej „Domy Spółdzielcze” była zamieszkała przy ul. Krasickiego 31 Leontyna Zakrzewska [SSDS], notowana jako właścicielka domu powstałego ok. 1930 r. w latach 1928, 1934–1950 [OW] (nr hip. 8509) [SN]. Przed powstaniem warszawskim mieszkali tu bracia Adam (1932–?) i Janusz (1924–1977) Damscy, synowie Szymona i Emilii z Marków Damskich, żołnierze I Obwodu „Radwan” (Śródmieście) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej (V zgrupowanie „Siekiera”, 3. kompania), w powstaniu walczący w Podobwodzie „Sławbor” (Śródmieście-Południe) na odcinku wschodnim „Bogumił”, w kompanii sztabowej. Obaj dostali się do niewoli niemieckiej.
Przy ul. Krasickiego 33 mieszkał Czesław Leśniewski [SSDS]. W 1939 r. jako właścicielkę (nr hip. 8508) podano Alicję Leśniewską [KA]. Dom powstał ok. 1930 r. [OW].
Przy ul. Krasickiego 37 mieszkał Władysław Kruszecki [SSDS], który jako właściciel domu zbudowanego ok. 1930 r. (nr hip. 8506) był notowany w 1929 r., w latach 1931–1947 [OW].
Teraz przejdźmy do domów, które nie powstały dla członkiń i członków Spółdzielni Mieszkaniowo-Budowlanej „Domy Spółdzielcze”. Willa przy ul. Krasickiego 6a w 1939 r. należała do Eugenii Zielińskiej (nr hip. 11293), nr 7 do Bolesława Froma (nr hip. 12026), nr 8 do Antoniego Wereszczyńskiego (nr hip. 9967), a nr 10 do małżonków Juliana i Janiny Fischerów (nr hip. 7399) [KA]. W 1950 r. przy ul. Krasickiego 10 mieszkał Wacław Budziszewski [ST].
W 1939 r. dom pod nr. 12 należał do Feliksa Słupskiego (nr hip. 9017), zaś nr 14 do Chany Rywki Rozengart (nr hip. 9469) [KA]. Dom nr 15 zbudowano ok. 1938 r.[OW], w 1939 r. należał do Zenajdy Hahn (nr hip. 7390)[KA]. Ok. 1936 r. zbudowano dom nr 16 (nr hip. 11185), którego właścicielem w latach 1935–1951 był Franciszek Pułaski [OW].
Dom pod adresem Krasickiego 16a (nr hip. 11139) powstał ok. 1936 r. W latach 1935–1951 właścicielem był mgr Jan Brzekowski. W księgach meldunkowych jego nazwisko skreślono i wpisano, że właścicielami byli Konstanty i Maria Jeleńscy [OW]. W spisie z 1939 r. jako właścicielka figuruje Maria Teresa Jeleńska (nr hip. 11134) [KA]. Przed wybuchem powstania warszawskiego mieszkał tu Stefan Dippel (1901–1985) „Tadeusz I”, starszy strzelec. W 1950 r. mieszkał tu Witold Dąbrowski [ST].
Następnie mamy dom wolnostojący przy Krasickiego 18, który powstał w latach 1936–1938 [OW]. W 1939 r. dom nr 20/22 (nr hip. 10962) należał do Jana Włodzimierza Lgockiego [KA] (1889–1954), przedsiębiorcy, dyrektora naczelnego ZUS w latach 1935–1938.
![]() |
| Jan Włodzimierz Lgocki. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Pod nr. 27, w domu, który powstał ok. 1930 r., mieszkał krytyk, historyk literatury i publicysta Tadeusz Drewnowski (1926–2018) [OW].
![]() |
| Tadeusz Drewnowski. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Domy nr 35 i 36 powstały ok. 1930 r. [OW]. W 1939 r. Aniela Stypińska była właścicielką domu nr 35 (nr hip. 8507), a Zofia Herman domu nr 36 (nr hip. 9569) [KA]. W 1950 r. w domu nr 36 mieszkał lekarz weterynarii Józef Herman [ST]. Dom przy ul. Krasickiego 43 powstał w latach 1936–1938 [OW].
Przejdźmy na Krasickiego 38. Inżynier Wacław Polkowski (1872–1952) miał zacząć budowę domu w 1935 r. [OW]. Działkę (nr hip. 12080) [KA], jak podał jego prawnuk Maciej Adam Markowski, kupiło jego pięcioro dzieci, które miał z Marią z domu de Lamer. Projekt domu wykonali Polkowski i inż. arch. Z. Lisowska. Pozwolenie na budowę wydano 31 XII 1937 r., a inwestycję skończono w listopadzie 1938 r. Dwie z czerech córek oraz syn zamieszkały tu z ojcem, pozostałe córki mieszkały z mężami.
![]() |
| Wacław Polkowski ok. 1920 r. Fot. NN, CC0, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Dom pomyślano tak, by sam się finansował, ponieważ w suterynie od strony ul. Odyńca, gdzie były dwa garaże (z koniem i dorożką), przygotowano trzy małe mieszkania, które mogli wynająć drobni rzemieślnicy. Po 1945 r. przerobiono je na garaże. W. Polkowski był wskazywany jako właściciel tej posesji (nr hip. 12080) w latach 1938–1951. Dom, którego elewacja była częściowo pokryta okładziną klinkierową, podczas powstania 1944 r. został poważnie uszkodzony, choć we wrześniu 1939 r. nie ucierpiał. Dom był wyposażony w schron. W czasie okupacji stropy piwnicy podparto stemplami, natomiast okna piwniczne zasypano ziemią. W mieszkaniu Adama (1898–1976) i Wandy z Polkowskich (1898–1958) Markowskich odbywały się rady pedagogiczne tajnych kompletów liceum Staszica, którymi zarządzał Markowski. Latem 1944 r. Markowscy opuścili dom przy Krasickiego 38, wyjeżdżając od Zalesia Dolnego, prawdopodobnie z powodu donosu do gestapo na A. Markowskiego. Tam zastał ich wybuch powstania warszawskiego. Wśród cywilnych ofiar powstania warszawskiego można znaleźć: Teodozję Łopuszyńską (1861–1944) zamieszkałą przy ul. Krasickiego 38/2 (teściowa Czesława Polkowskiego, syna Wacława, który zginął w obozie koncentracyjnym) i wspomnianego W. Polkowskiego, którego pochowano na Powązkach.
![]() |
| Źródło: „Biuletyn Przetargowy. Dodatek do Przeglądu Budowlanego”, 6 (1938), 47, s. 8. |
![]() |
| Dom przy ul. Krasickiego 38 w 1939 r na zdjęciu wykonanym przez niemieckiego żołnierza. Źródło (dostęp 26 VII 2025 r.). |
W 1939 r. jako właścicieli domu przy ul. Krasickiego 43 wskazywano Piotra, Wacława, Bronisława oraz Marię Teodorę Markiewiczów (nr hip. 11991) [KA]. W 1950 r. mieszkali tu mgr Halina Maryewska-Sarnowska, inż. August Wojciechowski oraz adwokat mgr Emmanuel Sarne-Sarnowski [ST]. Dom przy ul. Krasickiego 51 (nr hip. 11833) powstał w tym czasie co sąsiad spod nr. 43. W latach 1937–1951 należał do Franciszka i Zofii Welderów [OW]. W 1950 r. przy ul. Krasickiego 51 mieszkał Piotr Kosiba [ST].
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 117 (1937), 324 (wyd. wieczorne), s. 20. |
Przy ul. Krasickiego 53 od ok. 1930 r. stał dom Ernö Turnai [OW], choć w 1930 r. i 1939 r. notowano tu Tadeusza Neumana (nr hip. 7956) [SN, KA]. Dom został zburzony podczas powstania warszawskiego [OW].
Dom nr 55 (nr hip. 7955) w 1930 r. należał do Żyda Józefa/Josefa Berlinerblau [SN] (1859–1935). To bardzo ciekawa postać: chemik, przemysłowiec, działacz społeczny, syn uczestnika powstania listopadowego i właściciela drobnej fabryki metalu. Studiował w Dreźnie, staż odbył we Wrocławiu, a w Bernie uzyskał doktorat. Na tamtejszej uczelni prowadził badania nad syntezą związków organicznych. Następnie w latach 1884–1901 pracował jako kierownik techniczny w fabryce „Radocha” pod Sosnowcem wytwarzającej produkty na bazie parafiny. W 1900 r. poprowadził wyprawę naukową na Kaukaz w poszukiwaniu złóż tego
surowca. W rezultacie napisał książkę Erdwachs, Ozokerit und Cerezin [Wosk gliniany, ozokeryt i cerezyna], która przez wiele lat stanowiła podstawę wiedzy o tych surowcach.
Dzięki uznaniu rodziny żony Heleny z Oppenheimów (1870–1939), do których należały Częstochowskie Zakłady Włókiennicze „Stradom”, w 1901 r. został prezesem zarządu zakładu. Do 1914 r. modernizował i rozbudowywał fabrykę, wykorzystując własne patenty. Należał do Koła Chemików przy Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie, działał w Towarzystwie Techników. Wieczorami i w niedziele prowadził badania w laboratorium Szkoły Wawelberga i Rotwanda w Warszawie. Początek I wojny światowej spędził w Szwajcarii. W 1916 r. wrócił do Warszawy. W „Stradomiu” uruchomił produkcję szpagatu i tkanin z przędzy papierowej, zabezpieczając fabrykę przed przejęciem maszyn przez
władze niemieckie. Po zakończeniu Wielkiej Wojny wyjechał do Anglii. Zaciągnięta tam pożyczka umożliwiła zakładowi pełne uruchomienie produkcji. Zelektryfikował i rozbudował fabrykę. Zaangażował się również w promocję uprawy lnu w Polsce. Uczestniczył w opracowywaniu taryf celnych i kolejowych. Do końca życia zarządzał fabrykami „Stradom” i „Radocha”.
Należał (wraz z żoną, absolwentką Warszawskiej Szkoły Rysunku) do Towarzystwa „Pomoc Sierotom”. Był członkiem zarządu Związku Przemysłu Włókienniczego w Łodzi oraz członkiem zarządu Centralnego Związku Przemysłu Polskiego.
Został pochowany na cmentarzu żydowskim przy ul. Okopowej w Warszawie. Odznaczono go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
![]() |
| Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Posesję przy ul. Krasickiego 55 przejął syn poprzedniego właściciela, Adolf Berlinerblum (1900–1977), inżynier chemik i dyrektor techniczny fabryki „Stradom”, notowany jako właściciel w 1939 r. [KA]. W 1940 r. zamieszkał w USA i skrócił nazwisko do „Berli”.
Józefa i Helena Berlinerblauowie mieli też inne dzieci. Aniela Zofia (1896–1988) to absolwentka prawa na UW (1920 r.), od 1931 r. adwokatka, zamieszkała w Krakowie z mężem Emilem Steinsbergiem (1879–1943), prawnikiem. Należała do Polskiej Partii Socjalistycznej. Była adwokatką m.in. Kazimierza Moczarskiego, Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego. W 1976 r. współtworzyła Komitet Obrony Robotników. Pracowała też jako tłumaczka. Spoczywa na cmentarzu ewangelicko-reformowanym w Warszawie. Otrzymała Złoty Krzyż Zasługi i Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Jej siostra Dorota (1898–1943), malarka po Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, Krakowie i Paryżu, wyszła za mąż za Mieczysława Seydenmanna (1897–?), inżyniera dróg i mostów. Została zamordowana przez Niemców w Nowym Sączu. Najmłodszy Tadeusz (1907–1941), architekt po Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, pracował u Szymona Syrkusa w Warszawie. Zginął we Lwowie zabity przez Ukraińców.
![]() |
| Aniela Steinsbergowa na muralu „Kobiety Wolności” w Gdańsku, 2021 r. Fot. Wojciech Pędzich, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Dorota Seydenmann z domu Berlinerblau (1898–1943). Fot. NN, domena publiczna, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Oto ogłoszenia dotyczące posesji przy ul. Krasickiego o numerach, których wyżej nie wymieniłam.
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 118 (1938), 340+dod., s. 52. |
![]() |
| Źródło: „Kurjer Warszawski”, 118 (1938), 340+dod., s. 52. |
Zofia Odechowska z Malinowskich „Lenka” (1921–2007), w powstaniu warszawskim członkini grupy minerskiej w pułku saperów podległym „Baszcie”, wspominała, że do Warszawy przyjechała z rodzicami ok. 1928 r. Ojciec Jan Marian Malinowski (1876–1948) był posłem na Sejm II RP (1919–1935), a potem senatorem (1935–1938). Matka Leontyna pochodziła z Zakrzewskich, w Lublinie założyła Robotniczy Instytut Oświaty i Kultury im. Stefana Żeromskiego. W 2006 r. „Lenka” opowiadała: Powstały wówczas w Warszawie spółdzielnie mieszkaniowe i rodzice złożyli akces do uczestnictwa i płacenia spółdzielni mieszkaniowej (...) [na] Krasickiego. (...) Mieszkaliśmy na Henrykowie pod Warszawą, (...) obejmował domki na Krasickiego, Lenartowicza, Malczewskiego. Stamtąd dojeżdżanie do Warszawy, z Lublina dojeżdżanie do Warszawy było dla ojca dosyć trudne, dlatego zlikwidowali mieszkanie w Lublinie i zajęli, opłacili, zaczęli budować się przy ul. Krasickiego w Warszawie.
![]() |
| Jan Marian Malinowski. Źródło: NAC (dostęp 9 VII 2026 r.). |
Wiosną 1939 r. autor o pseudonimie m.s. pisał w prasie: w pobliżu ulicy Krasickiego na grząskim polu, którego cena ciągle idzie w górę, straszna rudera. Poprostu wierzyć się nic chce, że jeszcze mogą w niej mieszkać ludzie. Odpadający kawałami tynk, wybite okna, wypadające z zawiasów drzwi, dach z bezlistnymi gałęziami wyrosłego na nim krzaku. Obok zwalone cegły, podwórko i przypominające śmietnik i pies przywiązany do krzywego plota. (...) Przed chatą apatyczne, obdarte dzieci rozsiadły się na belkach drzewa, złożonych tu Bóg wie po co. Obojętne na wszystko, tępo patrzą w coraz mocniej przygrzewające słońce. Nie przyzwyczajone do takiej jasności mrużą leniwie oczy. Patrząc na nie myślę o tym gdzie będą za kilka, kilkanaście lat, gdy zburzone zostaną już na Mokotowie przynajmniej najstraszniejsze, najbardziej walące się rudery. (...) Czy w nowej, tak świetnie rozwijającej się dzielnicy znajdzie się dość miejsca dla tych, którzy ją budowali i którzy pierwsi w niej zamieszkali.
![]() |
| Opisana wyżej rudera w pobliżu ul. Krasickiego. Źródło: „ABC. Pismo codzienne”, 14 (1939), 90, s. 5. |
6.6. Ulica Tyniecka
Ul. Tyniecka, pierwotnie Sielankowa, zyskała nazwę w 1929 r. Mamy tu kilka ciekawych budynków, choć nie zostały wystawione przez Spółdzielnię Mieszkaniowo-Budowlaną „Domy Spółdzielcze”. Były to prywatne inwestycje z lat 30. XX w.
Willa pod nr. 9 powstała ok. 1936 r. Kilka lat temu, gdy sprzedawano w niej mieszkanie, sprzedawca podał jako czas powstania rok 1933 [OW]. W 1950 r. mieszkał tu Jakub Lwowski [ST].
![]() |
| Modernistyczna kamienica ul. Tynieckiej 9. Fot. Beata Łebkowska, 2017 r. Źródło (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Modernistyczna kamienica ul. Tynieckiej 9. Fot. Beata Łebkowska, 2017 r. Źródło (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Modernistyczna kamienica ul. Tynieckiej 9. Fot. Beata Łebkowska, 2017 r. Źródło (dostęp 10 VII 2026 r.). |
W 1939 r. dom nr 12 (nr hip. 11955) należał do Adama Kitzmana [KA]. Był adwokatem. W 1930 r. właścicielem domu nr 16 (nr hip. 7404) był Zdzisław Kamiński [SN]. W 1950 r. mieszkała tu mgr Danuta Celińska [ST]. Pod nr. 18 jest budynek postawiony w latach 1936–1938 (choć sprzedający tu mieszkanie podał rok 1948) [OW].
Dom nr 24A (nr hip. 12744) w 1939 r. należał do Henryka Olszewskiego [KA]. Pod nr 25 funkcjonowało powstałe w 1999 r., w miejsce SP 36, Gimnazjum nr 1 im. Roberta Schumana, które patrona otrzymało w 2002 r. [UTM]. W 1939 r. dom pod adresem Tyniecka 25 należał do Jadwigi Zaborowskiej (nr hip. 9936) [KA]. Budynek przy ul. Tynieckiej 26 powstał ok. 1930 r. [OW]. W 1939 r. należał do Zofii Dąbrowskiej (nr hip. 7967) [KA]. Kamienica ma drugą część pod nr. 28, która w czasie II wojny światowej została prawie całkowicie zniszczona i odbudowana po 1950 r. [OW].
![]() |
| Ul. Tyniecka 26, 1935–1939 r. Źródło: Muzeum Przypkowskich w Jędrzejowie (dostęp 6 VII 2026 r.). |
Dom przy ul. Tynieckiej 31 powstał ok. 1932 r. Jest wielorodzinny [OW]. W 1950 r. przyjmował tu magister prawa Bogusław Chwist. W budynku mieszkali też Aleksandra Danielewicz i adwokat Mieczysław Góralewicz [ST]. Na ok. 1935 r. datowane są domy przy Tynieckiej 33 i 35. Pierwszy jest wielorodzinny [OW], w 1939 r. właścicielką była Maria Romana Mieszczańska (nr hip. 12081) [KA]. W 1939 r. dom przy ul. Tynieckiej 34 należał do Izydora Fogelmana, który miał też dom przy ul. Malczewskiego 8. Dom nr 26 (nr hip. 10110) należał do Maurycego Roszkowskiego [KA].
Przejdźmy na Tyniecką 38. W 1939 r. właścicielem posesji (nr hip. 8008) były Polskie Zakłady „Siemens” Sp. Akc., zaś posesji nr 40 Zarząd Miejski w m. st. Warszawie (nr hip. 3-4) [KA]. Mieściła się tu podstacja zasilająca tramwaje w Warszawie, jedna z 3 uruchomionych w mieście w końcu lat 30. XX w. – były to podstacje trakcyjne z transformatorami i prostownikami pozwalającymi zamienić prąd przemienny ~15kV na prąd stały =660V. Podstacja na Mokotowie została uruchomiona 11 VI 1938 r., była wyposażona w dwa prostowniki rtęciowe wyprodukowane przez firmę Brown Boveri o łącznej mocy 2000 kW. Jak czytamy na blogu Kolej na rower, „Zespół budynków został zaprojektowany i wybudowany nie tylko jako podstacja trakcyjna, ale również baza pogotowia sieciowego wraz z mieszkaniami dla pracowników. Znajdowały się tam mieszkania, a z tyłu pomieszczenia socjalne, warsztatowe, magazynowe, podstacja oraz garaż dla samochodu wieżowego do napraw sieci trakcyjnej. Po Powstaniu Warszawskim Niemcy wywieźli wyposażenie podstacji do Krakowskich Zakładów Sodowych Solvay w Borku Fałęckim (w czasie wojny Ostdeutsche Chemische Werke GmbH – gdzie pracował Karol Wojtyła wówczas kleryk, przyszły papież Jan Paweł II). Wyposażenie wróciło do podstacji Wierzbno, która uruchomiono po odbudowie 12 czerwca 1946 roku”.
Natomiast kamienica nr 46A powstała w latach 20. XX w. dla murarza Dudy [UTM], choć w 1930 r. to dom nr 48 (nr hip. 7637) należał do Józefa Dudy [SN]. W 1939 r. właścicielem domu nr 48 był Bolesław Salak [KA]. W 1939 r. właścicielem domu nr 50 był Bronisław Rose (nr hip. 7801) [KA]. W 1930 r. dom nr 52 (nr hip. 7632) należał do małżonków Skalmierskich [SN], zaś 9 lat później jako właściciela notowano tylko Jana Skalmierskiego [KA].
6.7. Ulica Wejnerta
Wreszcie przed nami ul. Aleksandra Wejnerta, której patrona wybrano 10 V 1927 r. Był varsavianistą i historykiem, żył w latach 1809–1879. Wcześniej ulica nosiła miano Lirycznej. Spis właścicieli domów w Warszawie z 1939 r. [KA] podaje ul. Wejherta – można się domyślać, że to literówka i chodzi o Wejnerta, bo ulica podlegała pod XVI komisariat policji, a numery hipoteczne podane w spisie pokrywają się z numeracją działek w tej okolicy. Przy tej ulicy w latach 20. XX w. nie wystawiono domów Spółdzielni Mieszkaniowo-Budowlanej „Domy Spółdzielcze”, ale wiemy co nieco o zabudowie i ludziach tu mieszkających w latach 30. XX w.
Jerzy Kasprzycki zanotował, że posiadłość przy ul. Wejnerta, dokąd przyjeżdżał po dniu pracy z męczącej Woli, miał właściciel przedsiębiorstwa instalacyjno-technicznego przy ul. Krochmalnej, Żyd Oskar (Ozjasz) Vogel, specjalista od przeróbek w dużych zakładach przemysłowych. Ten inżynier, jak wspominał Kasprzycki, na Mokotowie miał opinię „dziecka szczęścia”. (...) Niektórzy twierdzą nawet, że jeździł dwoma samochodami kabrioletem i furgonem, co w tamtych czasach uważano za niewyobrażalny luksus. Zmiana wyznania w sierpniu 1939 r. nie uchroniła go przed represjami ze strony hitlerowców, znalazł się na liście przesiedleńców do getta warszawskiego.
Pod nr 12 mamy dom powstały w latach 1935–1938 [OW]. W 1939 r. właścicielką domu nr 14, który jako wielorodzinny budynek powstał w latach 1935–1938 [OW], była Celina Janczewska [KA].
Budynek przy ul. Wejnerta 19 (nr hip. 7674) w 1939 r. należał do Stefana Orłowskiego [KA]. Dom nr 26 (nr hip. 7651) należał do Marii Józefiny Husarzewskiej [KA]. Budynek przy ul. Wejnerta 36 powstał w latach 1936–1938 [OW]. W 1939 r. właścicielem działki (nr hip. 12485) był Jerzy Choromański [KA]. W 1950 r. mieszkał tu technik mechanik Artur Karaszkiewicz [ST]. W 1939 r. dom nr 38 (nr hip. 12432) należał do Antoniego Siwka [KA].
![]() |
| Biały budynek to dom przy ul. Wejnerta 19, widoczne też budynki przy Al. Niepodległości, Malczewskiego i Lenartowicza. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
Znalazłam kilka wzmianek prasowych na temat budynków przy ul. Wejnerta.
![]() |
| Budynek przy ul. Wejnerta, którego wystawienie zatwierdzono w lipcu 1936 r. Źródło: „Przegląd Budowlany”, 1936, 9, s. 384. |
6.8. Ulica Puławska
Dawne dobra Henryków od wschodu zamyka ul. Puławska. W 1930 r. do Henrykowa przypisano działki pod numerami: 90 (właścicielką była Kooperatywa Mieszkaniowa „Schron”), 95a (kościół), 95b i 97 (właścicielem był magistrat miasta Warszawy), 99 (Łubieński), 101 i 107. Właścicielem dwóch ostatnich działek był Jan Nepomucen Kamil Bisping (1880–1940), IV ordynat massalański (Massalany to wieś ok. 40 km na południe od Grodna), żonaty najpierw z Ewą z Rudominów-Dusiatskich (1876–1904),
a potem z Marią Józefą Zamoyską (1887–1961), wdową po Karolu Radziwille, prawnuczką Franciszka I (1777–1830), króla Obojga Sycylii. W 1914 r., przy okazji opisu tzw. sprawy Bispinga, która przed I wojną światową była najgłośniejszą sprawą sądową w Imperium Rosyjskim, a później w Polsce międzywojennej, wspomniano o Henrykowie. Jan Bisping miał udział w majątku „Henryków” pod Warszawą. Został oskarżony o zabójstwo księcia Władysława Druckiego-Lubeckiego i skazany przez sąd I instancji na 4 lata więzienia za morderstwo w afekcie i sfałszowanie weksli Druckiego-Lubeckiego. Sprawę wznowiono w niepodległej Polsce i w 1928 r. Sąd Apelacyjny rozpatrzył sprawę ponownie, a następnie uniewinnił Bispinga. Baron był aktywnym działaczem społecznym, choć po sprawie sądowej wycofał się z życia publicznego. Zajmował się dobroczynnością. W swoich dobrach na Białorusi stosował nowoczesne metody gospodarowania. Został najprawdopodobniej zamordowany przez NKWD.
![]() |
| Jan Bisping ok. 1915 r. Fot. NN, domena publiczna, Wikimedia Commons (dostęp 9 VII 2026 r.). |
Do kolonii Henryków należał dom przy ul. Puławskiej 86/88 (właścicielem był Piotr Barański) [SN]. W 1939 r. w obrębie Henrykowa nie notowano domu nr 90 [KA], choć miał powstać w latach 1936–1938 [OW]. W 1939 r. dom nr 86/88 należał do Władysława Wrzoska, zanotowany był w księgach hipotecznych jako kol. Henryków. Posesja przy ul. Puławskiej 95a należała do Zarządu Miejskiego m.st. Warszawy (była to plebania parafii pw. św. Michała). Numery 95b i 97 były w dyspozycji Zarządu Miejskiego, nr 99 (nr hip. 11396) należał do Jana Koseckiego, 101 (nr hip. 9470) do Henryka Kupidurskiego, a 107 do Stanisława Górskiego. Obok jego nazwiska jako określenie hipoteki podano St. Ws. Henr., tak samo jak przy posesji przy ul. Puławskiej 103, gdzie właścicielem był Leonard Tallen Wilczewski [KA]. Był, jak wspominał jego protegowany adwokat Otton Gordziałkowski, „adwokatem arystokracji i największych przedsiębiorstw”. W Wikipedii czytamy o nim: „członek Sekretariatu pasywistycznego (prorosyjskiego) Międzypartyjnego Koła Politycznego (...) z ramienia Stronnictwa Polityki Realnej (...), którego był od października 1917 wiceprezesem, w 1918 członek Rady Stanu z nominacji Rady Regencyjnej”. Był inicjatorem działającej w latach 1918–1919 Straży Narodowej – warszawskiej prawicowej organizacji paramilitarnej powstałej na potrzeby obrony porządku społecznego i „walki z bolszewizmem”. W 1950 r. jako właściciela telefonu zarejestrowanego na adres Puławska 107 podano Józefa Rzepkowskiego [ST].
![]() |
| Leonard Tallen-Wilczewski przed 1933 r. Źródło: NN, domena publiczna, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Dom przy ul. Puławskiej 110 należał do Michała Poncyliusza, który posiadał też wspomnianą wyżej posesję przy ul. Malczewskiego 2 [KA].
![]() |
| Dom przy ul. Puławskiej 110, 1937 r. Źródło (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
Budynki przy ul. Puławskiej 92, 94, 98 i 102 powstały w latach 1936–1938. Przed wojną w budynku nr 94 mieszkał matematyk Karol Borsuk (1905–1982). W księgach meldunkowych jako właścicielka posesji nr 98 (nr hip. 7937) w latach 1939–1951 notowana jest Apolonia Machnacka, zaś posesji nr 102 (nr hip. 12609) Bajrych Rosenberg. Na liście cywilnych ofiar powstania warszawskiego znajduje się Władysława Zielińska (1886–1994) z ul. Puławskiej 102, która zginęła przy ul. Puławskiej [OW].
![]() |
| Budynek przy ul. Puławskiej 92 i 94, ok. 1937 r. Źródło (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Budynek przy ul. Puławskiej 94, październik 1936 r. Źródło (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Budynek przy ul. Puławskiej 98 w czasie budowy, październik 1936 r. Źródło (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Budynek przy ul. Puławskiej 98, ok. 1937 r. Źródło (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Dom przy ul. Puławskiej 102 w czasie budowy, 1937 r. Źródło (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Ul. Puławska w październiku 1939 r., po lewej stronie pierwszy budynek nr 102. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Ul. Puławska w październiku 1939 r., widoczne budynki nr 102, 100, 98, 94. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
Kamienica przy ul. Puławskiej 114 powstała ok. 1932 r. [OW]. To duży budynek, było w nim wiele mieszkań, więc nic dziwnego, że adres często pojawiał się w przedwojennych ogłoszeniach prasowych. Oferowano tu mieszkania, działał również sklep.
![]() |
| Budowa przy ul. Puławskiej 134 w 1934–1935 r. Z tyłu widoczne od lewej: Malczewskiego 20, Tyniecka 26, szpital elżbietanek, Puławska 128A i 118 A, zaś za nimi Malczewskiego 5 i 3 oraz Puławska 114. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Puławska 114, październik 1936 r. Źródło (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Puławska 114, 1937 r. Źródło (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
Budynek nr 116 postawiono w latach 1936–1938 (nr hip. 7832) [OW]. W tym domu mieszkali Wanda i Kazimierz Pierzyńscy, którzy zginęli jako cywile w czasie powstania warszawskiego [OW]. Budynek przy ul. Puławskiej 126 został rozebrany, aby zbudować kamienicę. Powstała ok. 1938 r. [OW]. W 1950 r. przy ul. Puławskiej 126 notowano jako właścicieli telefonów Piotra Kulczyckiego i Stanisława Kostarskiego [ST].
![]() |
| Posesja nr 128 przy ul. Puławskiej, 1937 r. Źródło (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Posesja nr 126 i pusta posesja nr 124, w tle szpital elżbietanek przy ul. Goszczyńskiego, 1937 r. Źródło (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Stan po upadku powstania warszawskiego w 1944 r.: pierwszy z lewej budynek przy ul. Puławskiej 126, z prawej budynek przy ul. Puławskiej 116. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
Budynki przy ul. Puławskiej 130 (nr hip. 7897), 132 i 132A powstały w latach 1936–1938 [OW], choć według anonimowego komentarza na blogu OW nr 132 powstał w 1939 r., a właścicielką była Maria Helena Gordon [OW]. W innym komentarzu czytamy, że w czasie II wojny światowej mieszkała tu Halina Janina Wołłowicz-Hołownia „Rena”, ciotka późniejszego prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Tuż przed uderzeniem w budynek pocisku artyleryjskiego opuściła mieszkanie wraz z odwiedzającym ją wówczas Rajmundem Kaczyńskim „Irek”, ojcem późniejszego prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Dzięki temu oboje przeżyli [OW]. Z kolei przy ul. Puławskiej 130 mieszkał m.in. Andrzej Pohorecki z ojcem (wykształcenie techniczne, przed wojną pracownik biura projektowego w Katowicach (?), w czasie okupacji zatrudniony w restauracji przy ul. Świętokrzyskiej) i matką (księgowa, w czasie okupacji zatrudniona w polskim ZUS w budynku na rogu ul. Książęcej i Ludnej). Przeprowadzili się na Puławską z ul. Wilanowskiej. W 1950 r. przy ul. Puławskiej 130 mieszkali: dr med. Henryk Golanowski, chirurg i ginekolog, oraz Teresa Giżycka, zaś pod nr. 132 notowano Tadeusza Iwanieckiego [ST].
![]() |
| Posesja przy ul. Puławskiej 132a, 1937 r. Źródło (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Od lewej: Puławska 132a i Puławska 132, październik 1939 r. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Od lewej: ul. Puławska 132a, Puławska 132, Puławska 130, październik 1939 r. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
6.9. Pozostałe grunty Henrykowa
W 1930 r. podano, że grunt przy ul. Piaseczyńskiej 32 należał do Kolonii Henryków lit. B. W tym samym roku jako d. ziem. Henryków wskazywano działkę przy ul. Piaseczyńskiej 43/45 (właścicielem był Jan Bisping) [SN]. W spisie z 1939 r. posesja przy ul. Piaseczyńskiej 41/45 miała adnotację patrz Puławska 101/103/107, co oznacza, że jej właścicielami były osoby, do których należały działki przy ul. Puławskiej 101 (Henryk Kupidurski), 103 (Leonard Tallen Wilczewski) i 107 (Stanisław Górski) [KA].
![]() |
| Źródło: „Obwieszczenia Publiczne. Dodatek do Dziennika Urzędowego Ministerstwa Sprawiedliwości”, 14 (1930), 13, s. 20. |
W 1930 r. do os.[ady] Henryków przypisano dom przy ul. Olszewskiej 9 (właścicielami byli Sulińscy) [SN]. W 1939 r. właścicielami posesji przy ul. Olszewskiej 9 nadal byli Sulińscy, ale tym razem podano imiona – J.[an?] i Bron.[isław], a działkę w hipotece określono jako Henryków [KA]. Nie jest jasne, czy to również były dawne dobra Bonnetów. Leżą dość daleko na północ od reszty ziem, co do których mamy pewność, że należały do Henrykowa... Do Henrykowa w 1939 r. przypisano posesję przy ul. Dolnej 13 należącą do Leona Czyża [KA]. Wcześniej natomiast, w 1930 r., ul. Dolną 13 (L. Czyż) przyporządkowano w księgach hipotecznych do os. Mokotów A [SN].
Mamy też inne zagwostki. Na planie miasta z 1936 r. Dobra ziemskie Henryków obejmują też część kwartału (lewą połowę) między współczesnymi ulicami Mahatmy Gandhiego (od północy), Malczewskiego (od południa), Joliot-Curie (od zachodu) i Niepodległości (od wschodu). Wówczas była to teren ograniczony ulicami Rzewuskiego (od zachodu), Malczewskiego (południe), przedłużeniem Goszczyńskiego (północ) i nienazwaną ulicą, za którą dalej na wschód była ul. Promienistych (przetrwała dziś nieco dalej na wschód jako Aleja Promienistych). W 1935 r. nie było tu żadnych zabudowań. W ciągu dekady pojawiły się pojedyncze domy przy Alei Niepodległości. Zyskała ona nazwę w 1935 r. Wchłonęła istniejące wcześniej ul. Włodarzewską i Topolową. Od zachodu zamykała tereny dawnego Henrykowa.
Na planie z 1936 r. oznaczenie Dobra ziem. Henryków pojawia się też na gruntach przyfortecznych, między ul. Czeczota, Al. Niepodległości i Goszczyńskiego. W 1935 r. istniały tylko zabudowania przy ul. Czeczota ułożone w charakterystyczny kształt wynikający z pofortecznego charakteru gruntów. W ciągu dekady pojawiły się zabudowania obok, przy Al. Niepodległości i na rogu z Goszczyńskiego.
W wydanym w 1969 r. przez redakcję tygodnika „Stolica” przewodniku po Mokotowie granice Henrykowa określono jako obszar od ul. Ursynowskiej na północy do ul. Naruszewicza na południu. W tym artykule nie przypisałam do osiedla Henryków ul. Ursynowskiej. Dlaczego? Brakuje mi potwierdzenia w źródłach, że grunty przy tej ulicy należały dawniej do Bonnetów. Niemniej w 1939 r. do Henrykowa przypisano działkę przy ul. Ursynowskiej 2/4/6, której właścicielem był Władysław Wrzosek (należał do niego budynek przy ul. Puławskiej 86/88) [KA]. Była to jednak jedyna działka przy ul. Ursynowskiej, która miała należeć do osiedla Henryków. Ciekawe, że wspomniana posesja przy ul. znajdowała się niemal naprzeciwko kościoła św. Michała i naprzeciw dawnej cegielni Bonnetów.
W niektórych ogłoszeniach z międzywojnia, zamieszczanych w prasie, posesję przy ul. Naruszewicza 19 przyporządkowano do Henrykowa, choć ta ulica (nazwa nadana 27 IX 1926 r.) powstała w latach 20. XX w. na terenach dawnych dóbr Pod Wierzbami/Wierzba/Wierzbie. O Wierzbnie pisałam w artykule na blogu: KLIK.
Znalazłam dwie notki prasowe, których nie umiem przyporządkować do konkretnych gruntów, a dotyczą Henrykowa na początku XX w. i w międzywojniu. W dniu 5 IV 1905 r. sprzedano Osadę Henryków we wsi Mokotów (...) stanowiącą własność Franciszka i Wiktorji małżonków Karczmarskich, oszacowaną na sumę 12,000 rb., obciążoną rb. 82,406 długów hipotecznych i wystawioną na licytację w poszukiwaniu sumy 10,000 rb. z kosztami i procentami. Nabywcą był Karol Supiak, który zapłacił 13901 rubli. Druga relacja pochodzi z 1938 r. i jest to ogłoszenie o postępowaniu spadkowym po Annie Skwarze, właścicielki kolonii Henryków lit. B.
7. Henryków w czasie II wojny światowej
Jan Edmund Tenerowicz „Bronisław” (1926–2018), w powstaniu warszawskim strzelec batalionu „Golski” w Śródmieściu Południowym, mieszkaniec Mokotowa, wspominał 1 IX 1939 r.: Pierwszy dzień zapamiętałem. Wszyscy byliśmy oczywiście zaskoczeni. Nadleciały samoloty do bombardowania Warszawy, zobaczyłem właśnie wtedy pierwszy raz niemiecki samolot. Przed południem była pogoda niezupełnie przyzwoita, były niskie chmury deszczowe, nawet deszcz popadywał i zza tych chmur nad mostami nad Wisłą wychynął jeden z bombowców, które miały zbombardować mosty, przeprawy na tamtą stronę Wisły. Tak to się zaczęło. Wtedy zorientowaliśmy się, że to nie są ćwiczenia, tylko to jest już wojna. Jeszcze taka ciekawostka, która mi się utrwaliła w pamięci z kilku dni przed wybuchem wojny. (...) [Widziałem też] potem jak część tych byłych żołnierzy wracała przez Puławską do centrum Warszawy, do domów, bo mieli pozwolenie opuścić ten przejściowy obóz w Górze Kalwarii. Na Puławskiej pomiędzy Naruszewicza a Malczewskiego stała żandarmeria niemiecka wojskowa i po prostu ich od nowa do niewoli brała. Więc z kilkoma kolegami ostrzegaliśmy tych naszych wojaków, żeby szli pod skarpą, a nie Puławską, żeby skręcali przez Park w Królikarni do gimnazjum Giżyckiego na Puławskiej i szli dołem. Staraliśmy się ostrzec naszych żołnierzy wracających do Warszawy.
Jerzy Wyszyński „Janusz” (1925–2016), w powstaniu warszawskim strzelec pułku AK „Baszta”, od 1938 r. mieszkał z ojcem Antonim, ubezpieczeniowcem, matką Anną i starszą siostrą Wandą (ur. 1920 r.) w wynajmowanym mieszkaniu przy ul. Tynieckiej 54. W 2012 r. wspominał: Pierwszego września [1939 r. – przyp. M.W.K.] specjalnie nie było nic widać, były alarmy lotnicze, ale nie było takich [momentów], żeby bomby gdzieś koło nas spadły. Jeszcze przyjechał nasz kuzyn, który był w wojsku i z granicy, z Prus Wschodnich jechał gdzieś dalej. Przyniósł list z frontu do kogoś [z innej dzielnicy], ale on nie miał czasu, bo dalej jedzie. (...) Jeszcze pamiętam, że pojechałem na rowerze, to był chyba 3 czy 4 września i zobaczyłem po drodze marny domek na przedmieściu już zburzony. Tam jednak spadła bomba. (...) W parku Dreszera na ulicy Odyńca zjawiło się wojsko. To było 6 czy 7 września. To było zaraz po tej nocy, kiedy pułkownik (...) wzywał mężczyzn do opuszczenia Warszawy. Nasz ojciec wyszedł z Warszawy. Została tylko mama i nas dwoje w domu. Zjawiło się wojsko i powiedzieli, że tutaj będzie linia obronna. „My państwa nie wypraszamy, ale jeżeli państwo macie [możliwość] gdzieś bardziej w centrum miasta zamieszkać na ten czas, to byśmy radzili przejść, bo tu będą walki”. Mama zdecydowała [pójść] do naszej babci na ulicę Chłodną. Podobnie zapamiętała te chwile jego siostra Wanda Wyszyńska, w powstaniu warszawskim sanitariuszka o pseudonimie „Monika”: Myśmy mieszkali na Mokotowie koło parku Dreszera. Ogródki, domki, jeszcze było względnie spokojnie, ale za parę dni wyszliśmy (nie wychodziłam, nie wyjeżdżałam z domu, siedziałam, w domu byłam) i jak zobaczyłam rozkopane ulice i tramwaje jako barykady, to w ogóle coś strasznego. Człowiek nie wiedział, czy płakać, czy się jakoś zmobilizować, czy coś… Pierwsze dni były [takie], że coś jeszcze można było w sklepie kupić, jeszcze jeść, ale już wszyscy byli bardzo podcięci. To był straszny cios. Tata był bardzo opanowany, ale też żeśmy widzieli, że bardzo jest tym wszystkim załamany. Jak pułkownik Umiastowski wydał rozkaz, żeby mężczyźni zdolni do noszenia broni wyszli, to tata wyszedł i myśmy zostali z mamą na Tynieckiej w willi. Nie pamiętam, chyba jeszcze tego samego dnia przyszedł oficer polski i mówi: „Proszę pani, ja pani nie wyrzucam, ale jak ja bym był na pani miejscu, to ja bym zabrał dzieci i stąd poszedł. Ale ja pani nie wyrzucam. Jak pani sobie zadecyduje, to proszę tak robić”. Mama mówi: „Pakujemy się i jedziemy do babci na Chłodną”. Jeszcze służąca była. (...) Mówił: „My tu będziemy zakładali jakieś linie, to, tamto, owo. A Niemcy, jak będą atakować, to chyba od południa. Jak ja bym był na pani miejscu – dokładnie tak powiedział – to bym dzieci zabrał i poszedł”. Mama nam się też kazała spakować, wzięliśmy jak Kopciuszek trochę jedzenia i idziemy. Służąca powiedziała, że ona zostaje. Nikt jej nie kazał, ale okazało się, że jeden z żołnierzy jej się bardzo podobał, wobec tego została w naszym domu. Poszliśmy aleją Niepodległości, która była rozkopana tu i tam, dobrnęliśmy do babci na Chłodną, mieszkała przy Wroniej. Tam żeśmy przeżyli cały wrzesień.
![]() |
| Ul. Tyniecka we wrześniu 1939 r. Pierwszy z prawej budynek przy ul. Tynieckiej 48 (współcześnie nadbudowany, zachowało się oryginalne ogrodzenie), potem numery 50 i 52 (nie istnieją), następnie nr 54 za wylotem ul. Szarotki, za nim współczesny adres ul. Odyńca 7, a dalej budynki przy ul. Ursynowskiej. Pierwszy z lewej – Tyniecka 31, za nim ul. Szarotki, potem po lewej zaokrąglony budynek przy ul. Tynieckiej 33, następnie 35 oraz 37 przy skrzyżowaniu z ul. Odyńca. Ul. Goszczyńskiego jest ok. 20 m za plecami żołnierza, a ul. Szarotki ok. 45 m przed nim. Informacje za komentarzem Filipa Szczepańskiego. Źródło zdjęcia (dostęp 6 VII 2026 r.). |
![]() |
| Ul. Tyniecka we wrześniu 1939 r. Źródło (dostęp 6 VII 2026 r.). |
![]() |
| Ul. Tyniecka we wrześniu 1939 r. Źródło (dostęp 6 VII 2026 r.). |
Wyszyńscy po kapitulacji Warszawy wrócili na ul. Tyniecką. „Janusz” wspominał: ja poszedłem najpierw na zwiady. Okazało się, że dom stoi, ale jest uszkodzony częściowo. (...) Jak przyszedłem, to drzwi były wyjęte z zawiasów. (...) Niemcy doszli do tego domu w czasie walk wrześniowych (...). (...) leżał hełm niemiecki przestrzelony i w salonie u nas kupa niemieckich łusek amunicyjnych. Tak że doszli i jeszcze stamtąd strzelali. (...) Jeszcze poszedłem następnego dnia, bo nie było żywności. Okazało się, że służąca odkryła, że można przejść, bo był pierścień niemieckich żołnierzy naokoło, ale można wyjść i jakoś dostać się na pole pobliskie, najbliższe po marchew, kapustę, kartofle. Zrobiłem taką wyprawę z nią, pierwszym razem tak samo z nią. Wychodzimy i mówię: „Proszę, pilnuj tylko dobrze, bo tutaj się jakieś typy kręcą podejrzane”. Szedł jakiś mężczyzna zarośnięty, w czapie okropnej, cyklistówce chuligańskiej, powiedziałbym – nie poznałem, że to ojciec wracał. (...) To już był przełom września i października (...). (...) Poszliśmy na Chłodną, a potem wszyscy wróciliśmy na Tyniecką. Te wydarzenia zapamiętała też Wanda Wyszyńska. Wspominała: ogłosili, że Warszawa się poddała i tak dalej (...). Jurek naturalnie poszedł do domu. [Powiedział], że pójdzie do domu zobaczyć, czy nasz dom ocalał, czy jest tam coś. (...) „Mama, ty go nie puszczaj, bo przecież jego złapią Niemcy albo kopać rowy, albo zasypywać, albo coś”. Gdzie tam, nie dał sobie przetłumaczyć. Poszedł. Mówię: „Ty pamiętaj, przyjdź przed godziną policyjną. Pilnuj się, tak żebyś przyszedł”. Godzina policyjna, jego nie ma. Co myśmy z mamą przeżyły i z babcią… Ale niedługo się zjawił i jeszcze bohater wielki, bo przyniósł pomidory czy coś, bo tam były przecież wszędzie naokoło działki. Jak poszedł, zobaczył, że willa częściowo zniszczona, ale w większości ocalała, to przyniósł trochę tego jedzenia. Już radość była, że jesteśmy, że będzie do czego wracać, bo na razie to nie wolno było wychodzić, naturalnie. (...) Następnego dnia mówi, że on idzie tam z powrotem, że nasza Stasia ocalała, jest w domu, drzwi pilnuje, zabarykadowała. Poszedł i znów godzina policyjna minęła, a jego nie ma. My z mamą znowu zrozpaczone, a tu dzwonek. Wchodzi Jurek, a za nim tata, który poszedł z mężczyznami, doszedł gdzieś do Równego (...) i przyszedł. (...) Nie wiem, ile schudł, ile zmizerniał, ale to nerwy, mówił, że coś okropnego. (...) Tata wrócił, to myśmy za dzień czy za dwa pozbierali, wrócili z powrotem na Tyniecką. Część willi była zniszczona, ostrzeliwana chyba jakoś (...). Tata powiedział, że trzeba się rozejrzeć za mieszkaniem, kto to będzie remontował i za co. Willa była nie nasza, myśmy wynajmowali mieszkanie w willi. Do tej właścicielki [powiedział], że będziemy się rozglądać. Ona mówi: „Ja rozumiem, bo ja też będę…”. Tata znalazł mieszkanie na Puławskiej 107 w bloku nie tak daleko, więc żeśmy się jakoś przeprowadzili (...). Z kolei Jerzy Wyszyński mówił: chyba gospodyni domu chciała, żeby na nasz koszt remont domu przeprowadzać, ojciec się nie chciał zgodzić, przenieśliśmy się na Puławską 107D. To był dom jeszcze niezamieszkały, akurat skończona [była] jego budowa. Zupełnie nowe mieszkanie, świeże odziedziczyliśmy. Mieszkali tam przez całą wojnę.
![]() |
| Wanda Wyszyńska. Źródło (dostęp 10 VII 2026 r.). |
Ludzie uciekający jesienią 1939 r. z Henrykowa nie zawsze wracali do swoich domów i mieszkań. Wiele domów pozostało pustych, wiele też, jako nowe przedwojenne inwestycje, nie było wykończonych, co przydawało się w czasie powstania warszawskiego w 1944 r. Powstańcza łączniczka Barbara Braun z Radelickich „Basia Biała” (1928–2020), która stacjonowała w punkcie łączności przy ul. Pilickiej 46, opowiadała po latach: w piwnicach siedzieliśmy przeważnie a nie mieliśmy w ogóle kontaktu z cywilną ludnością. Tam nie było tej ludności cywilnej w tych domach. Ja nie wiem co z nimi było, czy oni wyjechali, bo to był okres letni, może i wyjechali. Dlatego, że myśmy tylko byli w piwnicach, nie przypominam sobie żebyśmy byli w tych mieszkaniach (...). I nie przypominam sobie w ogóle ludności cywilnej.
![]() |
| Ul. Tyniecka, 26 IX 1939 r. Źródło (dostęp 6 VII 2026 r.). |
Cezary Wojtczak (ur. 1933 r.) w momencie wybuchu II wojny światowej mieszkał w mieszkaniu przy ul. Puławskiej 100 na I piętrze, w nieistniejącym dziś budynku. Wspominał rok 1939: Wtedy były dwa budynki na tym obszarze. Była Puławska 100 i Puławska 100A. (...) Jak wojna wybuchła, to ojciec poszedł do wojska, miał trzydzieści dziewięć lat. A ja, starsza siostra i mama mieszkaliśmy w tym budynku na pierwszym piętrze. Na początku września, nie pamiętam dokładnie, ósmego, dziewiątego, jakoś tak, w czasie śniadania słyszeliśmy głosy z podwórka, że pali się, sąsiedzi wołają: „Pali się!”. Myśmy wybiegli głównie zobaczyć, co się pali. Okazało się, że to nasz budynek się palił i nie było już możliwości powrotu do tego budynku. Po prostu tak jak staliśmy, poszliśmy na nocowanie do cioci na ulicę Chocimską i tam mieszkaliśmy do powrotu taty. Tata wrócił w połowie października [z niewoli, z obozu – przyp. M.W.K.] i wynajął mieszkanie na Puławskiej 117. Myśmy się przekwaterowali do tego nowego mieszkania. Puławska 117 mieszkałem w czasie całej okupacji i w czasie Powstania. To teren tzw. Szop Francuskich, który opisałam na blogu: KLIK.
Wojtczak opowiadał też o codziennym życiu: Było tak: biednie było, bo z jednej pensji, to… Kartki były i dzieci były dożywiane. Chodziłem też na obiady do państwa Kowalskich, to była Puławska 108 czy coś. Ale nie lubiłem chodzić do tych państwa Kowalskich, chociaż ci państwo byli bardzo sympatyczni i zamożni. Zgłaszali chęć udzielania pomocy. (...) lepiej sytuowane i dzieciaki tam chodziły. (...) miałem wyznaczone, że między pierwszą a drugą mam przyjść na obiad. Przychodziłem tam na obiad, ci państwo byli zamożni, a to było mieszkanie przedwojenne, więc było główne wejście i wejście kuchenne. Mnie wpuszczano wejściem kuchennym do kuchni. Przy stole w kuchni jadłem ten obiad, zupę czy co tam było (...).
Zamieszkała przy ul. Malczewskiego 32 absolwentka prywatnej szkoły Heleny Chełmońskiej w Śródmieściu (matura w 1939 r.). Irena Kietlińska z domu Fulde „Irena”, powstańcza łączniczka, po VII klasie prywatnej szkoły Cecylii Plater-Zyberk, ponieważ Polakom nie przysługiwała szkoła średnia, uczyła się w szkole Popielewskiej-Roszkowskiej przy placu Unii Lubelskiej w Warszawie. Tam były kursy administracyjno-handlowe, które były traktowane jako szkoła zawodowa. Oczywiście niezależnie od tych kursów, które zresztą były traktowane poważnie, (...) były komplety szkoły ogólnokształcącej i tam skończyłam na kompletach pierwszą klasę licealną, do Powstania. Dobrze zapamiętała wybuch wojny – miała wówczas niecałe 13 lat. W 2016 r. opowiadała: Myśmy z rodzicami przenieśli się do Warszawy, do Śródmieścia, bo tam była ojca hurtownia, ojciec chciał tego przypilnować, no i tam żeśmy przez czas oblężenia trzydziestego dziewiątego roku byli. Potem wróciliśmy do nas na Mokotów. Zastaliśmy dom zniszczony, znaczy nie zniszczony, ale wewnątrz straszna degradacja mebli, obrazów, książek. Stacjonowali tam żołnierze niemieccy. No i wróciliśmy do tego domu, tam żeśmy przeżyli okupację. (...) No, wszyscy żeśmy się bali, bo wiedzieliśmy, że grożą wywózki na roboty do Niemiec. Tramwaje były strasznie zatłoczone, trudno było się dostać. No a poza tym, no cóż, normalne życie, można powiedzieć. W miarę normalne, o ile można to nazwać normalnością. (...) Spotkania towarzyskie w bardzo wąskim gronie, dlatego że tych koleżanek, z którymi chodziłam na komplety, to było kolejno u różnych dziewcząt, to było nas z sześć, siedem, no to z nimi głównie się utrzymywało kontakt. Byli również znajomi chłopcy, były spotkania, oczywiście. Złożyła przyrzeczenie służby w Szarych Szeregach wraz z koleżanką ze szkoły, Ewą Porwit z Krzemieniewskich, zamieszkałą przy ul. Krasickiego. Niemal do kapitulacji Mokotowa w powstaniu warszawskim, konkretnie do ok. 23 IX 1944 r., Irena Fulde mieszkała w rodzinnym domu. Ukrywała się tam również wspomniana Krzemieniewska z rodzicami, bo tu było bezpiecznej niż na ul. Krasickiego. Kietlińska po latach opowiadała: Nasz dom (...) ocalał, tak, tylko właśnie później był spalony. W momencie jak już żeśmy wyszli z niego, to nie wiem, czy był podpalony (...). Co ciekawe, przez jakiś czas podczas powstania warszawskiego w rodzinnym domu Fuldów kwaterował oddział (pułk „Baszta”, batalion „Olza”, kompania O-3, II pluton) Kazimierza Kietlińskiego „Odrowąża” (1923–2018), późniejszego męża Ireny Fuldy.
W 2006 r. Stanisław Wydżga, mieszkaniec ul. Pilickiej 46, wspominał początek II wojny światowej: 29 września poszliśmy piechotą na Mokotów. To było na Pilickiej, to wtedy gruzy leżały jeszcze, zwłoki i był posterunek niemiecki na Tynieckiej przy parku Dreszera. Ale ktoś nam powiedział, a ja nie znałem niemieckiego zupełnie, że trzeba powiedzieć >Ich gehe nach Hause<, co znaczy „Idę do domu” i oni przepuszczali wszystkich. Dom był pusty, oczywiście już nasi kochani rodacy zaczęli rabować co się dało. Od razu mamę i mnie wzięli za następnych złodziei. Mama szczęśliwie, może nawet myśląc o tym, miała w torebce fotografię jednej z tych szaf tutaj, jako dowód, że jest właścicielką. I to jakoś przemówiło. A tamci ładowali już do toreb to co było, ubrania były zrabowane, masę rzeczy. Częściowo przeprowadzka zaczęła się we wrześniu w 1939 roku, a potem dalej były barykady na Puławskiej i już wozy meblowe nie przeszły. Tam cześć rzeczy była i tutaj. (...) dużo ocalało. Ukradzione były drobne rzeczy, bo to było dwa dni po kapitulacji. (...) Mama tam urzędowała w piwnicy. (...) dach był betonowy. Oczywiście od bomb by się zawalił, ale w każdym razie od ostrzału trochę [osłaniał].
![]() |
| Budynek na rogu ul. Puławskiej i Malczewskiego (adres: ul. Puławska 110), wrzesień 1939 r. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Budynek na rogu ul. Puławskiej i Malczewskiego (adres: ul. Puławska 110), październik 1939 r. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Budynek na rogu ul. Puławskiej i Malczewskiego (adres: ul. Puławska 110), październik 1939 r. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Budynek na rogu ul. Puławskiej i Malczewskiego (adres: ul. Puławska 110) w 1939–1940 r. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Z lewej budynek przy ul. Malczewskiego, z prawej przy ul. Puławskiej 110, 1940 r. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
Niezwykle ważnym miejscem na okupacyjnej i powstańczej mapie Henrykowa był pałac przy ul. Puławskiej 107. Mieszkała tam hrabina Zofia Barbara Potocka (1883–1974), która udostępniła budynek siostrom urszulankom po tym, jak ich dom zakonny (kuria prowincjonalna) przy ul. Łowickiej 31 została zbombardowana w październiku 1939 r. Potocka wraz z zakonnicami organizowała życie kulturalne o zabarwieniu patriotyczno-religijnym, np. spotkania rekolekcyjne i wychowawcze. Budynek odwiedzali ukrywający się pod pseudonimami członkowie i członkinie Armii Krajowej. W pałacu prowadzono tajne nauczanie, w które zaangażowało się kilka zakonnic. Niektóre urszulanki należały do AK. Wszystkie konspiracyjne działania prowadzono pod osłoną działającej w pałacu na Henrykowie kuchni Rady Głównej Opiekuńczej – uruchomiono ją 25 XI 1939 r. jako Kuchnię Ludową nr 1. Prowadziły ją urszulanki. Siostry uruchomiły również ochronkę dla dzieci z okolicy. Karmiły dzieci, kąpały, czyściły im ubrania, uczyły właściwego zachowania, starsze dziewczynki zaś cerowania i szycia. Prowadziły też katechizację. Więcej o wojennej historii pałacu Henryków w osobnym artykule: KLIK.
![]() |
| Fot. E. Rąpca. Źródło (dostęp 12 VII 2023 r.). |
W przytułku w Królikarni (o którym pisałam tutaj: KLIK) urszulanki ukryły teściową prof. Szymona Aszkenazego, rzekomo chorą na raka, Żydówkę Janinę Aszkenazy, córkę Felicji i Szymona. Siostry pomogły też młodej Żydówce o przybranym nazwisku Marta Krzywicka oraz lekarce Żydówce ze Stanisławowa. Sprawę wspierali hrabina Zofia Barbara Potocka i kapelan zakładu ks. Edward Wojtczak.
Placówkę szpitalną przy ul. Goszczyńskiego 1 zniszczył niemiecki ostrzał 29 IX 1939 r. Szpital został odbudowany w kwietniu 1940 r. Działał jako placówka cywilna pod zarządem niemieckim. Było tu wówczas ok. 100 łóżek. Siostry elżbietanki przemycały polskich pacjentów.
Przy ul. Wejnerta w czasie okupacji niemieckiej mieściło się ambulatorium Szefostwa Wojsk Sanitarnych, którego kierownikiem był prof. Edward Loth (1884–1944), zaangażowany w tajne nauczanie, działacz Szpitala Wojskowego na Ujazdowie [OW].
![]() |
| Edward Loth w międzywojniu. Źródło: NAC (dostęp 9 VII 2026 r.). |
Na terenie Henrykowa mieszkali członkowie ruchu oporu. Piotr Słonimski „Prot”, „Andrzej” (1922–2009), absolwent Liceum im. Stefana Batorego (matura 1940 r. na tajnych kompletach), członek 23. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej (stopień Harcerza Orlego), student tajnego Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Warszawskiego (oficjalnie zatwierdzona przez Niemców Szkoła Docenta Zaorskiego), członek Związku Walki Zbrojnej, w powstaniu warszawskim plutonowy podchorąży w „Baszcie”, do 1944 r. mieszkał w domu przy ul. Tynieckiej 92. Opowiadał o tym, jak w styczniu 1944 r. w domu zjawiło się gestapo, które otrzymało na niego dwa donosy: myśmy mieszkali w takiej willi jednopiętrowej na pierwszym. Moja mama, ojciec i ja, nie miałem rodzeństwa. (...) mój ojciec był pochodzenia żydowskiego, (...) uważał się za Polaka pochodzenia żydowskiego. Był bardzo z tego dumny. Ojciec był lekarzem, docentem Uniwersytetu Warszawskiego. Otworzył gabinet, przyjmował. (...) według prawa niemieckiego był Żydem. Ja też byłem Żydem według prawa niemieckiego. Przyszło gestapo. Mój ojciec mówi świetnie po niemiecku. Moja matka jeszcze lepiej mówiła po niemiecku. Moja matka była nauczycielką polonistyki i germanistyki i w ogóle robiła doktorat w Wiedniu z literatury niemieckiej. (...) Nie rozwalili ojca natychmiast, bo nie był obrzezany wobec tego nie mieli dowodów, że był Żydem. Oczywiście z domu się urwałem, zmieniłem mieszkanie, byłem na innych papierach. Ojciec był wykładowcą na Tajnym Uniwersytecie Warszawskim. (...) Udało się ojca zwolnić tuż przed wybuchem Powstania, udało się ojca wykupić. A ja przez ten czas byłem oczywiście u różnych innych ludzi. Zmieniłem pseudonim, stąd jest „Andrzej”, a nie „Prot”.
W budynku przy ul. Wejnerta 14 w nocy z 28 na 29 IX 1942 r. został aresztowany Sylwester Bartosik (1893–1942), lotnik, działacz ruchu robotniczego [UTM].
![]() |
| Sylwester Bartosik. Fot. NN, domena publiczna, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Andrzej Dękierowski „Gryf”, mieszkaniec willi przy ul. Pilickiej 27, wspominał, jak bardzo zmieniło się jego życie w czasie okupacji: Zmieniło się, po pierwsze, radykalnie pod względem materialnym. Pieniędzy nie było, aczkolwiek funkcjonował czarny rynek, ale było bardzo trudno. Nawet jak się miało pieniądze, to bardzo trudno było kupić rzecz. Ludność wiejska przyjeżdżała do Warszawy i sprzedawała to, co tam przywiozła ze wsi. Ale to też było bardzo trudne, bo w pociągach niemiecka żandarmeria szczególnie grasowała. Nie tyle nawet w celach, żeby kogoś zabić, ale po prostu tej ludności, która przyjeżdżała do Warszawy, żeby to sprzedać, zabierała te wiktuały. Oni mieli podobno w tym czasie już dość ciężką sytuację u siebie w kraju. To znaczy brali chętnie nawet takie rzeczy, których u nas nie owało. Jajka, masło, i tak dalej. Oni to wszystko zabierali. Tak że to z jednej strony utrudniało, a z drugiej strony podbijało cenę. (...) Niemcy zajęli [wytwórnię filmową ojca – przyp. M.W.K.] i po pewnym czasie (...) zjawili się urzędnicy Ministerstwa Kultury i Propagandy niemieckiej i powiedzieli, że oni ją konfiskują. Pokazali ojcu zarządzenie, (...) że to ulega likwidacji, to znaczy Niemcy to przejmują. Ojciec mój bardzo dobrze mówił po niemiecku, zwrócił im uwagę, że tam są napisane rzeczy, które by się mogły odnieść do zakładu fotograficznego, a nie do wytwórni. To oni powiedzieli: „Chwileczkę”. Wyszli i piórem dopisali co trzeba. „Jest pan zadowolony?”. Powiedział, że bardzo jest „zadowolony”. I zabrali. Jeszcze w czasie Powstania, wiem, że była część sprzętu, dlatego że nawet na terenie „Falangi”, na dole, na Powiślu, na Leszczyńskiej przy Dobrej, to w czasie okupacji ci, którzy robili zdjęcia na polecenie władz Armii Krajowej, tam wywoływali. Nie było już dużo sprzętu, ale... A potem, już w czasie popowstaniowym, kiedy wszystkich wyrzucili z Warszawy, prawie wszystkich w każdym razie, to wywieźli to do Niemiec. (...) rodzice powiedzieli, że jest niebezpiecznie żebym jeździł z Górnego, dość dalekiego na ówczesne czasy, Mokotowa aż do tej szkoły Reja. Wobec tego zapisali mnie do szkoły, która była w takim parku przy Puławskiej. Właścicielem tej szkoły był znany działacz społeczny w dziedzinie młodzieży (...) [Giżycki – przyp. M.W.K.] i do tej szkoły od siebie szedłem na piechotę może dziesięć minut. Co oczywiście było bezpieczniejsze, aczkolwiek mogli i na Puławskiej urządzić obławę, co zresztą czasami robili. I tam do Powstania chodziłem. Więcej o szkole Giżyckiego pisałam w tekście o Wierzbnie: KLIK.
![]() |
| Ul. Krasickiego we wrześniu 1939 r. Źródło (dostęp 2 VII 2026 r.). |
![]() |
| Ul. Krasickiego, widok w kierunku skrzyżowania z ul. Lenartowicza w październiku 1939 r. Źródło (dostęp 2 VII 2026 r.). |
![]() |
| Widoczne budynki przy ul. Naruszewicza 9 i ul. Krasickiego 10, październik 1939 r. Źródło (dostęp 2 VII 2026 r.). |
![]() |
| Zniszczone działo przy ul. Krasickiego 20/22, 1939 r. Źródło (dostęp 2 VII 2026 r.). |
![]() |
| Zniszczenia przy ul. Krasickiego 20/22, wrzesień 1939 r. Źródło (dostęp 2 VII 2026 r.). |
![]() |
| Niemieccy żołnierze przed domem przy ul. Krasickiego 20/22, październik 1939 r. Źródło (dostęp 2 VII 2026 r.). |
Przed wybuchem powstania, konkretnie 28 VII 1944 r., Niemcy ewakuowali szpital elżbietanek przy ul. Goszczyńskiego. Tymczasem od dłuższego czasu polska strona szykowała broń, napełniała magazyny. Niemniej nie zawsze zapasy dotrwały do powstania. Zbigniew Kazimierz Kamiński „Tor”, „Kasia” (1926–2018), który był zaangażowany w tajną produkcję nabojów 7,62, dziewięć milimetrów i granatów obronnych, wspominał: Ta produkcja wymagała oczywiście fabryki. Tutaj przyszedł mi z pomocą mój przyjaciel, Bogdan Zahn, a ściślej biorąc jego starsza siostra, Lusia Zahnówna, która była kierownikiem administracyjnym fabryki pod nazwą Sim, stanowiącej własność jej ojca. Fabryka Sim mieściła się na ulicy Piusa 30, w drugiej bramie. Była to spora fabryka, hala fabryczna, wyposażona w znakomite obrabiarki, ponieważ jej ojciec, pan Zahn, był z pochodzenia Niemcem. Nawet nie był folksdojczem, ale był Reichsdeutschem. Oficjalnie była to fabryka pomp i hydroforów i rzeczywiście w dzień produkowała ona pompy i hydrofory, natomiast w nocy produkowała amunicję i granaty. Niestety, nasze wysiłki nie dały konkretnego efektu uzbrojenia na czas Powstania, ponieważ magazyny, w których przechowywano zarówno granaty, jak i amunicję, zostały odszukane, odnalezione przez Niemców i wszystko wysadzono w powietrze. Był to magazyn na ulicy Lenartowicza 14. Zastano tam jedną „peżetkę” – „peżetka” to była Pomoc Żołnierzom – która w czasie nieobecności komendanta magazynu (komendantem magazynu był pseudonim „Piotruś”, Dyzio Mazur) została zastana w tym magazynie i Niemcy obwinęli ją granatami i wysadzili w powietrze. Na podwórku magazynu. A wszystko, co tam było, zabrali ze sobą. Wysiłek zbrojeniowy właściwie nie dotrwał do czasu Powstania. Nie pomógł Powstaniu.
Mieczysław Rajmund Chorąży „Grom” (1925–1921) wspominał, że wiosną 1944 r. zorganizował magazyn broni dla powstańców, jak wspominał, w domu przy ul. Pilickiej 46, w lokalu mego kolegi z mojej drużyny, żołnierza Stanisława Wydżgi, po wojnie matematyka; jego rodzina była herbu Jastrząb i on miał pseudonim „Jastrząb”. (...) była matka, pani Wydżga. Myśmy (...) nazywali ją „Mama Jastrząb”. Pojechaliśmy tam kiedyś ze „Starterem” na negocjacje, czy u nich by nie można było zrobić magazynu. To była [osobno stojąca nieukończona] willa (...) z ciekawym tarasem – omurowany cały, z małym wejściem. „Mama Jastrząb” się zgodziła. (...) Pamiętam, jak żeśmy zwieźli rikszami w różnych odstępach czasu, jeszcze jeden, jeszcze jeden. (...) myślę, że tam było z dziesięć karabinów, pistolet maszynowy pepesza, pistoletów trochę, kilka na pewno było, i taka amunicja w puszkach po marmoladzie. „Mama Jastrząb” jak to zobaczyła, (...) w salonie z portretami przodków, [powiedziała]: „Ja myślałam, że to szablę albo pikę jakąś tutaj chcecie przechować, a tu cały arsenał”. Ale oczywiście, [za jej zgodą] złożyliśmy to w mieszkaniu. I potem bardzo ciekawa to była akcja, bo przez wiele dni myśmy konserwowali tą broń pod tarasem, [wynosząc] w nocy przez okno. A robiłem to z dowódcą moim, podchorążym „Starterem”, i przy pomocy kolegi (...) Staszka Wydżgi. Procedura była taka, że myśmy robili to już bez wiedzy „Mamy Jastrząb”. Ona myślała, że tam się już więcej nic [nie ukrywa], oprócz tych kilku paczek, a jeszcze tam [nowe] dochodziły. (...) Myśmy w nocy wychodzili do parku Dreszera, siedzieli w krzakach przed godziną policyjną, siedzieliśmy [do] późna, aż się ściemni, i potem w nocy żeśmy wchodzili pod ten taras przez tą dziurę, zasłanialiśmy kocem dziurę w tarasie i te karabiny i broń wazelinowaliśmy i konserwowaliśmy. I na końcu, po takich kilkudniowych zabiegach, trzeba było [broń] zakopać. Została zamówiona skrzynia, długości takiej, żeby mieścił się karabin, z blachy ocynkowanej. Potężne to było, bo to była prostokątna wielka rzecz. Tą skrzynię w nocy zanieśliśmy z Ursynowskiej 16a do parku Dreszera, [a potem] na ulicę Pilicką 46. Wnieśliśmy pod ten taras, zakopali, zaspawali tą skrzynię. Potem mniejsze puszki z amunicją też zakopaliśmy [i] zasypaliśmy piaskiem. W mieszkaniu Wydżgów odbywały się konspiracyjne szkolenia: wykłady z taktyki, z przedmiotów wojskowych i wykłady o broni. Stanisław Wydżga złożył przysięgę w marcu 1944 r. Opowiadałpóźniej: Mama wiedziała, ja jej powiedziałem. Tak samo jak były zebrania konspiracyjne, to część była u mnie w domu, przy tym stole tutaj był pokazywany karabin, czy pistolet, jak się go rozkłada, jak się składa. Mama siedziała w innym pokoju i wiedziała oczywiście o wszystkim. Bała się jak każda matka, to jest jasne. (...) Musiałem się przyznać jak były wyjazdy nocne.
| Obwód V AK i Rejonu „Baszty” na planie Warszawy-Południa. Źródło: Powstanie na Mokotowie. Relacje dowódców. Warszawskie Termopile 1944, red. J. Kłoczowski, Warszawa 2009, s. 185. |
8. Henryków podczas powstania warszawskiego
Stanisław Wydżga „Jastrząb” zapamiętał atmosferę przed wybuchem powstania: Wiadomo było, że front się zbliżał i ostatnio to już była koncentracja w lokalach. Od poniedziałku, na tydzień przed Powstaniem, czy nawet jeszcze trochę wcześniej, byliśmy wszyscy skoncentrowani w lokalach. To znaczy ja byłem u siebie cały czas, ale tam przychodzili różni koledzy i się zmieniali. Każdego dnia zawsze czterech czy pięciu urzędowało u mnie. To mieszkanie było na parterze. Czasem, żeby nie robić sensacji u mojej mamy, to wchodzili czy wychodzili przez okno. Potem już był alarm, 27 lipca, kiedy cała drużyna zebrała się u mnie, około dwudziestu osób. Wtedy był nalot radziecki na Warszawę, tak że tam siedzieliśmy cały czas. U mnie był magazyn broni. (...) Był taras, pod którym nie było wybetonowane, był piasek. W mieszkaniu Wydżgów przy ul. Pilickiej 46 zgromadzono się na alarm 29 lipca, co wspominał Mieczysław Chorąży. Opowiadał po latach: ten alarm został odwołany, ale drużyny były już na lokalach wyjściowych. (...) I ten drugi alarm (...) 1 sierpnia, ja znalazłem się razem z całą drużyną (...) w godzinach już przedpołudniowych w lokalu na ulicy Pilickiej 46. Zarządziłem odkopanie broni... Wszyscy chłopcy weszli do salonu (w tej willi był duży salon), to [mieliśmy na razie] broń krótką, tą, którą przywiozłem z Żurawiej, bo przedtem jeszcze przetransportowaliśmy to, co było na Żurawiej, też na Pilicką... (...) Podobnie te chwile zapamiętał Stanisław Wydżga: Najpierw było czterech kolegów, poza mną. (...) O drugiej dziesięć, to dokładnie zapamiętałem, bo słuchałem komunikatu z radia niemieckiego – jakiś prymitywny odbiornik zrobiłem, ale łatwiej było odbierać Warszawę – przyszedł kolega: „Panowie, alarm!”. Alarm, to już wyciągamy broń, wtedy rozkopuje się [piach pod tarasem], tam taka skrzynia była długości karabinu jeden metr dwadzieścia pięć centymetrów. Tam było kilkanaście karabinów, pistolety, amunicja, granaty. To wszystko było wydobyte na wierzch i czyszczenie broni, bo to trzeba było trochę oczyścić, ona była trochę wazeliną usmarowana. Mieczysław Chorąży opowiadał, co działo się później: Z drugim jeszcze żołnierzem poszliśmy na górę, bo tam [mieszkali] sąsiedzi, [wyjęliśmy pistolety] (…). To było bardzo wzruszająca chwila, bo ja pamiętam, że powiedziałem: „Dom jest zajęty przez wojsko polskie, proszę nie opuszczać domu”. Zabraliśmy telefon, zostawiłem jednego żołnierza z pistoletem na klatce schodowej na górze. Tam ktoś chciał wyjść, pamiętam, że awantura mała była, ale zawrócił pod groźbą broni, a drugiego [żołnierza zostawiłem] przy furtce. I tak w tym salonie, w miarę, jak donosiliśmy [broń z pod] tego tarasu... To było też niesamowite. Trzeba było [robić to] jednak w dzień; jakieś długie pakunki stale ktoś tam nosił spod tego tarasu do domu. Zarządziłem czyszczenie [broni]; mieliśmy przygotowaną tam naftę, to wszystko było w tak zwanym towocie, czyli takiej wazelinie, no i okazało się, że mamy wielkie uzbrojenie jak na tą grupę. (...) Nas był osiemnastu, może siedemnastu, ale stawili się chyba wszyscy, nikt nie miał jakichś [problemów]. (...) może jedna osoba tam nie dotarła. Potem było rozdanie broni, mnie dowódca plutonu obiecał, że dostanę jako przydział pepeszę, pistolet maszynowy. Tam było, ja myślę, około dziesięciu karabinów (nawet w niektórych notatkach widzę, że tam figuruje dwanaście karabinów), było kilka pistoletów, sporo amunicji, chyba po siedemdziesiąt sztuk karabinowej na osobę, [amunicji] pistoletowej, no i mnóstwo granatów. Myśmy tych granatów zaczepnych to mieli chyba z siedemdziesiąt. Każdy dostał po trzy czy cztery. Żadna inna grupa z naszego plutonu nie zgłosiła się po tą broń, więc myśmy byli doskonale uzbrojeni. Rozdałem opaski i czekamy na dalsze rozkazy w tym salonie. Nastrój był niesamowity, taka euforia, że to już się zaczęło, nikt tam nie myślał, że to się źle skończy czy... Było bardzo wspaniale. Gdzieś tam zaczęły się już strzały o piątej. Łącznik przebiegł, że mamy udać się szybkim marszem na ulicę Malczewskiego, przy Tynieckiej... ulica Malczewskiego jest równoległa do Woronicza, a przy Woronicza niedaleko ulicy Puławskiej była szkoła. Ta szkoła była obsadzona przez Niemców, jakaś załoga Wehrmachtu. Stanisław Wydżga zapamiętał: O siedemnastej wyszliśmy na ulicę. (...) moja mama stała przy drzwiach wejściowych i patrzyła z przerażeniem jak wychodzimy, ale tak już było. Szliśmy potem ulicą Pilicką. Pierwszym obiektem ataku była szkoła na Woronicza, obecne liceum Królowej Jadwigi. Tam był dosyć ostry ostrzał niemiecki. Właściwie może i dobrze, że dowódca plutonu, to był „Starter” Karol Niewiarowski, nakazał wycofanie się. Następnego dnia następne oddziały zdobyły tę szkołę.
![]() |
| Stanisław Wydżga. Źródło (dostęp 10 VII 2026 r.). |
Mieczysław Chorąży „Grom” uzupełnił opowieść o wydarzeniach w szkole przy ul. Woronicza: Dobiegamy tam, a tam już [walczyły inne drużyny z naszego plutonu]. (...) ta szkoła miała kryptonim „Koło”. Ale nasz pluton [według planu] miał atakować [inną] szkołę przy ulicy Kazimierzowskiej (...), gdzie była bardzo silna załoga niemiecka. I w ostatnich godzinach dowódca batalionu chyba zmienił [plan] i posłał [nasz] pluton „Startera”, do szkoły na Woronicza. Wybiegamy [z willi „Jastrzębia”] (...), otwieramy furtkę, wybiegamy na ulicę, ulice puste... (...) No może jakieś dziesięć po piątej. Już szły serie strzałów z jednej szkoły, z drugiej szkoły, z tej szkoły na Woronicza, gdzieś tam w koronach drzew tylko liście szeleściły. Zgodnie ze sztuką wojenną połowa chłopców biegła jedną stroną ulicy, połowa drugą, ja z tą pepeszą na przedzie. Napotkaliśmy (ludzi nie było, pochowali się już) dorożkarza, który konia zacinał batem, i nie bardzo mogę powtórzyć, co on krzyknął: „Bijcie, chłopcy, tych s... synów!”. Dobiegliśmy, widzimy naszego dowódcę, za taką [willą], rąbie jakiś karabin maszynowy, już słyszymy, że tam jeden, drugi kolega z innych drużyn jest zabity. Podbiegamy za tą willę, „Starter” do mnie: „»Grom«, unieszkodliwić karabin maszynowy!”. Ze szkoły strzelał wzdłuż ulicy, [ulicy] Tynieckiej (...). Był taki charakterystyczny płotek w ogródku przy willi, za którą myśmy stali, kratownica z drzewa, porośnięta winem. Ten karabin [maszynowy] strzelał raz wzdłuż ulicy [Tynieckiej], tak że nie można było [jej] przeskoczyć, żeby z drugiej strony zaatakować, raz w ten płotek. Ja tak myślę, pepeszy mnie szkoda... Odległość tam była może z pięćdziesiąt metrów, rozkaz przekazuję z kolei Jankowi Lubiczowi, który dostał ten zdobyczny karabin, nowiutki, piękny. „»Nycz«, sprzątnąć ten karabin maszynowy”. No więc Nycz za tym płotem klęka, gdzieś tam wygląda przez te kratki między liśćmi, składa się z tego karabinu... Mnie się wydaje, że to minuty czy godziny może gdzieś lecą, jak to możliwe, żeby on tak długo... Wyrwałem mu karabin, (bo mi się szkoda amunicji [pepeszy] na taką odległość, jak wbiegniemy do gmachu [to co innego]); wyrwałem mu karabin, oberwałem parę liści i widzę przez kratkę ten karabin maszynowy, prosto na mnie [wycelowany], gdzieś tak ta lufa tylko, i widzę tylko kopułę hełmu tego strzelca. Nie sposób, nie sposób trafić. [Nagle] on podnosi się i krzyczy coś, odwraca się i krzyczy coś tam do wnętrza. [Niemiec] strzelał z sali gimnastycznej, karabin maszynowy [stał] na parapecie. Ja go trafiłem, oddałem strzał i w tym momencie jeszcze zauważyłem taki dymek [z lufy] jego [karabinu], który sterczał tak [prosto] na mnie, mnie się [tak] wydawało. Coś mnie stuknęło... Już nie wiem, co się dalej stało, zostałem trafiony. W pierwszej godzinie, w [prawą] pachę. (...) w międzyczasie już mnie ciągną [do] piwnicy, [gdzie] był punkt opatrunkowy. Porozcinali mi marynarkę. Wszystko czerwone … krew buszowała tam, ja patrzę, a tu nie mam bicepsa, dziura, wyrwane wszystko. Jakieś tampony... Ale w tym momencie jeszcze nic nie bolało, tylko ten strach, że nie mogę już na studia pójść, bo ja byłem już po maturze wtenczas, i strach, czy tej ręki nie utracę. Zrobiono mi ten opatrunek i zaczęło boleć. Wściekle! Boże drogi, a tam żadnych środków. (...) W tej piwnicy rannych nas było może siedmiu. Słyszymy, że ktoś tam zabity, i tak ta strzelanina trwała do wieczora. Wieczorem Niemcy zaczęli się z tej szkoły wycofywać i w tym momencie nas odwołali, to znaczy [nasz] pluton, na Służewiec. Był [problem], co robić z rannymi. Rannych [pluton] zabrał. Ja szedłem, częściowo niesiony na rękach, na jakimś prowizorycznym krześle, na Służewiec. Służewiec, [czyli teren Wyścigów Konnych], był w naszych rękach, odbity przez batalion (nie pamiętam, [Batalion] „K” chyba atakował), ale potem został odbity przez Niemców. Tak dla Mieczysława Rajmunda Chorążego „Grom” zaczęło się powstanie warszawskie. Tak wyglądały pierwsze chwile walk na Henrykowie i obrzeżach osiedla.
![]() |
| Źródło: L.M. Bartelski, Mokotów. Warszawskie Termopile 1944. Przewodnik historyczny po miejscach walki i pamięci czasu okupacji i Powstania Warszawskiego, oprac. J. Powałkiewicz, Warszawa 2004. |
W pierwszym dniu powstania budynek szpitala elżbietanek został zajęty przez oddziały Pułku Armii Krajowej „Baszta” jako Centralny Szpital Powstańczy. Służba zdrowia „Baszty” i sanitariatu pułkowego zajęła się rannymi, chorymi i potrzebującymi – do sióstr dołączyły sanitariuszki AK. Felicja Nahorska z Brudnickich „Lucy” (1928–2021) tak wspominała pracę w szpitalu na początku powstania: W szpitalu, ponieważ byłam słabo wyszkolona, byłam młoda, miałam szesnaście lat… Była doktor [Wanda, 1908–1944 – przyp. M.WK.] Łążyńska i była siostra Tertulia. Jakoś widocznie przypadłam im do gustu, wiem że chodziłam z nimi zmieniać opatrunki, żadnych wielkich czynności nie wykonywałam. Coś przyniosłam, coś wyniosłam i po prostu raczej oceniam to w obecnej sytuacji, że byłam salową, tak to bym określiła. W wolnych chwilach doktor Łążyńska i siostra Tertulia (...) zabierały mnie ze sobą żeby jakieś opatrunki zmienić, coś potrzymać, jakieś takie prace wykonywałam. Pamiętam, że strasznie mnie siostra Tertulia obrugała, bo raniutko o czwartej dałam jakiemuś choremu jabłko i ten chory (...) dostał torsji, więc ona krzyczała na mnie, że ma być najpierw coś ciepłego im dane. Dałam im jabłko, (...) nie miałam nic innego, tak to wyglądało.
W budynku szpitala elżbietanek umieszczono szefostwo sanitarne obwodu. Szefem obwodu był ppłk Edward Loth „Gozdawa”, który podlegał pod komendę V Obwodu AK z siedzibą początkowo przy ul. Puławskiej 124. Od 16 IX 1944 r. zastąpił go płk dr med. Teofil Kucharski. Komendantem V Obwodu był płk. bryg. panc. Józef Wacław Rokicki „Karol”, zastępcą i szefem sztabu ppłk. dypl. rez. Paweł Strzemię-Zagórowski „Góra”, drugim zastępcą ppłk. Stefan Rozmarynowski „Puchacz”, szefem II Oddziału por. art. sł. st. Ryszard Osęk-Nowicki „Miron”, szefem oddziału operacyjnego ppłk. Stanisław Dobrski Żuk”, zastępcą kpt. dr med. Alfred Paczkowski „Wania”, kwatermistrzem ppłk. rez. Leon Feleński „Gryf”, za łączność odpowiadał mjr sł. st. Henryk Kulesza „Stefan”, za komendę placu mjr piech. Zenon Bajer „Zenon I”, za BIP ppor. rez. Aleksander Płaczkowski „Paweł” (w dniach 7–22 IX 1944 r. funkcję pełnił por. rez. kaw. Jan Dobraczyński „Eugeniusz”). Kapelanem był kamilian Mieczysław Mielecki „Mietek”, a dowódczynią WSK ppor. Magdalena Grzybowska „Growska”.
![]() |
| Ranni powstańcy w szpitalu elżbietanek: w środku plut. Władysław Ziółkowski „Wicek” z pułku AK „Baszta”, batalion „Bałtyk”, kompania B-1, sierpień 1944 r. Fot. Sabina Żdżarska „Anna”. Zbiory Muzeum Powstania Warszawskiego, sygn. MPW-IK/1706 (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Ranni powstańcy w szpitalu elżbietanek, sierpień 1944 r. Fot. Sabina Żdżarska „Anna”. Zbiory Muzeum Powstania Warszawskiego, sygn. MPW-IK/1705 (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Ranni powstańcy w szpitalu elżbietanek, sierpień 1944 r. Fot. Sabina Żdżarska „Anna”. Zbiory Muzeum Powstania Warszawskiego, sygn. MPW-IK/1708 (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Ranni powstańcy w szpitalu elżbietanek, sierpień 1944 r. Fot. Sabina Żdżarska „Anna”. Zbiory Muzeum Powstania Warszawskiego, sygn. MPW-IK/1707 (dostęp 5 VI 2026 r.). |
W pierwszym dniu powstania na parterze willi przy ul. Pilickiej 36, o czym wiemy z relacji L. Bartelskiego, zainstalowano centralę telefoniczną, a na piętrze radiostację. Siedemnastolatek Jerzy Załęski „Kostek”, pracujący w fabryce Philipsa, wyniósł z niej schemat nadajnika i odbiornika (wpadł przez nieostrożność w marcu 1944 r., został rozstrzelany w KL Stutthof w lipcu 1944 r., ale nie wydał nikogo) – dzięki temu w okresie okupacji zaczęto produkować radiostacje polowe. Jednak już drugiego dnia Powstania, dowódca „Baszty”, pułkownik „Daniel”, zdecydował, że trzeba się wycofać, ponieważ nie zdobyliśmy żadnego z obiektów wskazanych do zdobycia. Nieszczęście! Miałem swoje miejsce postoju na Pilickiej, w willi. Tam kazano mi ukryć cały sprzęt łączności. Ku rozpaczy właścicieli zaczęliśmy kopać wielki dół w ogródku, żeby władować tam aparaty, kable, łącznice i radiostacje. Mieliśmy radiostacje UKF na ultrakrótkie fale – wspomniał w 2005 r. Jerzy Stefan Stawiński „Lucjan”, „Łącki” (1921–2010).
W punkcie łączności przy ul. Pilickiej 46 stacjonował od początku powstania oddział, którego członkinią była łączniczka Barbary Braun z Radelickich „Basia Biała”. Była też telefonistką powstańczej centrali telefonicznej „Hanka” przy ul. Malczewskiego. W 2005 r. opowiadała: Pilicka była taką ulicą domków jednorodzinnych, willi i myśmy w jednym z tych domów w piwnicy, mieliśmy swoje schronienie. Tam była łączność i myśmy mieli telefony i łączność z innymi oddziałami. Stamtąd chodziliśmy… Moja rola to była zawsze, że nosiłam bęben z kablem i jak szliśmy to ja ten kabel rozwijałam a chłopcy tam szli i swoje tam prace wykonywali. Przeważnie to było w nocy, a w dzień siedzieliśmy tam na Pilickiej. (...) Dwa miesiące [tam byłam], od 1 do 26 [sierpnia]. 26 [sierpnia] już był rozkaz, że mamy przejść do Śródmieścia. (...) Ja nie miałam broni, nie. (...) Głodni nie byliśmy nigdy, dlatego, że to były domy w ogrodach, to był okres moreli. Myśmy straszne ilości tych moreli zjadali, prawie, żyliśmy morelami. Nawet nie pamiętam, co myśmy jedli, jak myśmy jedli, bo tam specjalnie dostawy nie było, nie można było nic dostać, tam nie było sklepów, tam nie było skąd wziąć tego jedzenia… Więc tylko tyle, co w tych domach może było. Nawet nie pamiętam żeby tam ktoś mieszkał w tych domach. (...) Atmosfera była nadzwyczajna tak jak między młodymi, nie baliśmy się, chłopcy chodzili na wypady, ja również z nimi chodziłam. Jak trzeba było nawiązać łączność z Sadybą, to przechodziliśmy… przy Racławickiej był rów przejściowy przez Puławską. Myśmy tamtędy przechodzili i polami na Sadybę szliśmy. Tam chłopcy zakładali właśnie łączność, telefony a ja czekałam jak oni to skończą, bo moja rola to była właśnie z tym bębnem, żeby ich odciążyć. (...) Niektórzy koledzy byli ranni, to chodziliśmy do elżbietanek do nich, odwiedzaliśmy ich. Nasza praca polegała właściwie na nocy głównie. Telefony były w piwnicy, każdy miał swój dyżur, żeby przyjmować i łączyć ewentualnie z innymi oddziałami. (...) Ja miałam piękny szary kombinezon. Wszyscy mieliśmy właśnie te kombinezony, takie szare koloru lotniczego. (...) Całe takie. (...) każdy dostał z nas i mieliśmy opaski. (...) Czas wolny – spałam. Naprawdę spałam. Te wypady to ja bardzo przeżywałam, dlatego że to były pod obstrzałem. (...) Właściwie piętnaście lat miałam. (...) wracaliśmy też w nocy pod obstrzałem… często się zdarzało, że któryś z kolegów czy z koleżanek był ranny, to trzeba z powrotem tam do naszego oddziału przenieść, później zaprowadzić do szpitala. To były takie sprawy codziennego życia.
Stawiński, twórca scenariusza do filmu Kanał Andrzeja Wajdy, po latach opowiadał, że łączność przeniesiono później z ul. Pilickiej 36 do luksusowej (...) willi (...) znajdującej się przy Malczewskiego [23 – przyp. M.W.K.], w pobliżu skrzyżowania z Krasickiego. Do tej pory stoi ta willa, cofnięta, w ogrodzie; tam założyliśmy ośrodek łączności i moje dowództwo. Bardzo blisko, po drugiej stronie ulicy Malczewskiego, na rogu Krasickiego, miał kwaterę dowódca „Baszty” – pułkownik „Daniel”. Dowódczyni kompanii łączności pułku „Baszta” Danuta Wiśniowiecka z Frydrychów „Hanka” wspominała: Nasza kompania stacjonowała w pięknej willi państwa Fuchsów (...). Zostawili nam całą willę, bo pan Fuchs, bardzo stary, był chory i rodzina poszła z nim do szpitala, do Nazaretanek na Mokotowie. Łącznica zaś była w piwnicy. Mąż „Hanki”, Jerzy Stefan Stawiński, po latach mówił: Jak ktoś zajmuje willę człowiekowi przyzwyczajonemu do luksusu (a Fuks to był właściciel wielkiej fabryki czekolady, która konkurowała cały czas z Wedlem), to tamten nie może być zachwycony. Zwłaszcza, że znaleźliśmy skład luksusowych napojów alkoholowych pod koksem w piwnicy. Tam mieliśmy też swoją centralę łączności i ktoś tam wykopał… Wlazł na stertę węgla, nagle to się obsunęło i ukazały się skrzynki ze wspaniałymi napojami, bardzo drogimi. Ale nie pamiętam, żebyśmy mieli [z Fuksem] jakieś konflikty. Na przykład, jeszcze w sierpniu wziąłem samochód Fiat 508, który tam stał, i nim jeździliśmy przez pewien czas, dopóki to było możliwe. Właściciel się na to zgodził bez żadnego kłopotu. Później przyszedł poprosić: „Może pan odda mi samochód, bo pan już nie jeździ”. Nie było już gdzie jeździć, to mu oddałem. Prawdopodobnie samochód też diabli wzięli.
Danuta Wiśniowiecka „Hanka” opowiadała, jakie zadania stały przed kompanią łączności: Prowadziliśmy linie telefoniczne, rozstawialiśmy nasze UKF-y, czyli małe radiostacje, które miały zasięg tylko trzech kilometrów. Trzeba było to wszystko ustawić w odpowiednich miejscach. (...) Na trzeci dzień natomiast wszystko się pierwszorzędnie zorganizowało. Już bataliony były na swoich miejscach, już kompanie były na swoich miejscach i zaczęliśmy działalność wojskową. (...) Jako kompania łączności, dziewczęta nie zajmowały się radiostacją. To było troszeczkę trudniejsze, nadawanie Morsa’em i tak dalej. Miałyśmy łącznicę telefoniczną w domu prywatnym i łączyłyśmy dowództwo z batalionami. (...) Musiałyśmy mieć dyżury, z tym tylko, że jeżeli nasz dowódca kompanii wiedział, że będzie natarcie, to wtedy starał się posadzić na telefonach taką łączniczkę, która potrafiła szybko łączyć. To chodziło o szybkość. Ja byłam dowódcą dziesięciu dziewczyn. (...) Ja kwaterowałam w willi Fuchsów, a dziewczęta w pobliżu. Między willami poprzebijano przejścia w piwnicach. Chłopcy byli w jednych, dziewczęta w drugich. Jak był ostrzał, to mieliśmy komunikację między piwnicami, można było przejść. (...) w willi państwa Fuchsów była kucharka i pokojówka i one bardzo chętnie gotowały nam obiady z zapasów właścicieli willi. To później się już zupełnie urwało.
| Źródło: L.M. Bartelski, Mokotów. Warszawskie Termopile 1944. Przewodnik historyczny po miejscach walki i pamięci czasu okupacji i Powstania Warszawskiego, oprac. J. Powałkiewicz, Warszawa 2004. |
Także Alicja Karlikowska z Kucharskich „Zawiejka” opowiadała o doświadczeniu pracy w łączności do obsługi Komendy Głównej AK, w willi przy ul. Pilickiej 36: Tam w piwnicy zastałam umieszczoną radiostację i tam była cała obsługa radiostacji, ale nie wiem, czy co nadawała, czy przyjmowała? Tam było nasze miejsce postoju. Natomiast łącznica telefoniczna była umieszczona, tak po skosie, przez ogródki się szło, w willi na ulicy Malczewskiego [23 – przyp. M.W.K.]. (...) tam w piwnicy była łącznica ustawiona i tam my pełniłyśmy dyżury. (...) Stamtąd nasze patrole rozprowadzały linię telefoniczną do wszystkich dostępnych miejsc, ażeby była łączność z całym Mokotowem. (...) tam się pracowało; tam się przychodziło na dyżury, to były dyżury takie dwudziestoczterogodzinne. To nie znaczy, żeśmy były dwadzieścia cztery godziny, ale i w nocy, i dzień trzeba było dyżurować. Tam żeśmy obsługiwały; takie było pudło wielkie, klapeczki spadały, trzeba było przełączać, lepiej, gorzej. Czułyśmy się odpowiedzialne za to i to była nasza służba. Na ogół na patrole telefoniczne chodzili chłopcy, ale nam też zdarzało się iść na taki patrol telefoniczny. Była to paskudna robota, bo trzymało się w ręku drut, przewód i szło się przez doły i wertepy do miejsca, gdzie linia była przerwana. Nosiło się ze sobą taki bardzo długi gwóźdź, do którego przywiązywało się drut i wbijało się go do ziemi, uziemiało się. Ja się na tym nie znałam, ale coś się robiło. Trzeba było związać linię, połączyć. To była bardzo niebezpieczna droga, bardzo wielu kolegów zginęło. (...) Cały czas był ostrzał, bo właściwie linia prowadziła do miejsc wysuniętych, tam gdzie były oddziały bojowe. Nasza kompania została podzielona na plutony, a że sierpień na Mokotowie był względnie spokojny, zaserwowano nam takie życie koszarowe. Wspominam ulicę Pilicką (dlatego nie chcę na nią chodzić nigdy), jak taki sierżant „Stasio” prowadził musztrę. Pilicka nie była wtedy wyasfaltowana, była wybrukowana kocimi łbami i trzeba było chodzić tam i wybijać kroki. Straszne, ale trzeba było, taka była służba. Takie były zadania jak „lotnik, kryj się” – trzeba było pod płoty chodzić, przewracać się. Musztra to była. (...) Ale jak był czas nalotów, to nas w ogródkach willowych ustawiali i trzeba było tupać, chodzić w miejscu, maszerować i bardzo trzeba było uważać, żeby na lewą nogę zaczynać zwrotkę piosenki. Podobno tak w wojsku jest. (...) Do naszych obowiązków w kompanii łączności należał odbiór zrzutów radzieckich. Taka była barykada, w poprzek ulicy Krasickiego, przy Malczewskiego, i tam żeśmy spędzali noce uzbrojeni w latarki, bo mieliśmy sygnalizować tym nisko latającym samolotom, tak nisko, że Niemcy ich nie zestrzelili, które klekotały jak bociany – nazywało się je „kukuruźniki”. Słychać było klekot, one krążyły, a my z tymi latarkami żeśmy czekali. Nigdy nie miałam okazji przejęcia zrzutów. Marzło się strasznie na tych zrzutach, bo zimne są noce sierpniowe, i nie było efektu. Ciemno było, noc. Wspomnę jeszcze o zrzutach, które były w końcu września, bo to był ten wielki zrzut aliancki. (...) Zasygnalizowano, że coś się na niebie dzieje, więc kto żyw i kto mógł opuścić swoje miejsce, pobiegł na skarpę, za Puławską, i patrzył w niebo na południe, bo od tamtej strony jakieś punkciki się ukazywały, nie wiadomo było co to. Punkciki, które się zbliżały. Potem usłyszeliśmy warkot samolotów, ale tak jak tutaj „kukuruźnik” latał jeden i myśmy go widzieli, tak wtedy całe niebo było zasłane tymi samolotami zbliżającymi się. Był piękny dzień, siedzieliśmy na skarpie i myśleliśmy, że już alianci przylatują, że będzie jakiś zrzut, że już jest koniec wojny. Potem na horyzoncie wykwitły czasze różnokolorowych spadochronów. Spadochrony pięknie wyglądały. Samoloty leciały, potem nie wiem, co się z nimi stało, ale te kolorowe spadochrony nasuwały się coraz niżej i niżej, one właściwie nam cały horyzont zasłaniały. Tego było bardzo dużo, a może w moich wyobrażeniach dziecięcych to było bardzo dużo. Nie wiedzieliśmy, czy to cud jakiś, nie wiedzieliśmy, co to się dzieje, wszyscy byli ogłupieli zupełnie, byli pod wrażeniem, podekscytowani. Po tych spadochronach pojawiły się jakieś pojemniki. Nie wiedzieliśmy, czy w tych pojemnikach siedzą ludzie, czy to zrzuty jakieś będą wspaniałe? To wszystko się przesuwało od południa, wzdłuż Wisły, akurat wzdłuż tej skarpy był piękny widok. Coraz niżej i niżej. Niemcy oczywiście je ostrzeliwali, niszczyli. Na Mokotowie żaden nie spadł. Nie słyszałam o tym. Podobno na Starówce i Śródmieściu spadły. Wiele zrzutów przejęli Niemcy, ale pozostało jakieś takie wielkie wrażenie w pamięci.
![]() |
| Alicja Kucharska. Źródło (dostęp 9 VII 2026 r.). |
Adam Bieńkowski „Żołędź” (1929–2012), strzelec pułku AK „Baszta”, członek Oddziału Zwiadowczego „Żbik”, która wiosną 1944 r. przekształciła się w II Samodzielną Harcerską Baterię Przeciwlotniczą, mieszkaniec Wierzbna, tak wspominał początek powstania: Nie dostałem rozkazu mobilizacyjnego. (...) Ubrałem się w jakieś najbardziej polowe, jakie udało mi się znaleźć sorty, do czapki przypiąłem orzełka i zacząłem iść na Lekarską. Na szczęście na Mokotowie w tym czasie (...) sytuacja była zupełnie niewyjaśniona, bo z równym powodzeniem mogli mnie zatrzymać Polacy, jak i Niemcy. Nie zatrzymał mnie nikt, aż doszedłem do narożnika Odyńca i Alei Niepodległości, na zachód od Alei Niepodległości (...). (...) Budynek, w którym się znalazłem, konkretnie był to II Pluton Kompanii „B3”, gdzie przebywał ten II Pluton. Budynek był niewykończony jeszcze wtedy, w trakcie budowy, więc wszyscy zmoknięci, zmarznięci, zziębnięci czekaliśmy, co dalej. (...) z tego budynku na skrzyżowaniu Alei Niepodległości i Odyńca żeśmy wyszli, dotarliśmy do ulicy Malczewskiego. (...) na Mokotowie (...) sytuacja była taka, że nikt nie wiedział, co robić. (...) łączność była bardzo utrudniona, nie było żadnej radiowej, to mowy nie ma, ale telefonicznej również. Łączność była poprzez łączników, gońców. (...) Znaleźliśmy się na ulicy Malczewskiego, przemokliśmy jeszcze bardziej. W międzyczasie, zatrzymaliśmy się w willi państwa Brodziszów. (...) Państwo Brodziszowie podjęli nas herbatką gorącą, która nam bardzo dobrze zrobiła (...). (...) zaczęliśmy się przemieszczać. (...) Myśmy dostali rozkaz przemieszczenia się od ulicy Malczewskiego wzdłuż ulicy Puławskiej, w kierunku szkoły na ulicy Woronicza, którą mieliśmy zdobywać. Przemieszczaliśmy się wzdłuż ulicy Puławskiej, nie od strony ulicy, tylko od strony podwórek. Zostałem wtedy uzbrojony w pierwszą broń, a tą bronią były nożyce do cięcia drutów (...). (...) ogień granatów ucichł, myśmy przeskoczyli przez ulicę, przez jakiś budynek na ulicy Tynieckiej, dotarliśmy w bezpośrednie sąsiedztwo szkoły na Woronicza, a właściwie to ona bardziej na Tynieckiej była niż na Woronicza. (...) Szkoły nie musieliśmy zdobywać, bo Niemcy, którzy wcześniej tam byli, opuścili ją, zwiali. Jakieś łuski na chodniku przed szkołą były, jakieś po pociskach karabinowych, jakieś pociski karabinowe i to wszystko właściwie. Zaczęliśmy kontynuować marsz wzdłuż Puławskiej, przeszliśmy na drugą stronę Puławskiej, do Królikarni, przez Królikarnię, wzdłuż skarpy. Nigdzie Niemców, nigdzie żeśmy kontaktu z nieprzyjacielem nie nawiązali. Gdzieś daleko, za tereny obecnej skoczni narciarskiej, dotarliśmy i nic. Właściwie już się zaczęły wioski, (...) pola, więc nie było sensu dalej się posuwać, bo nie byliśmy przygotowani na to. Zresztą mało nas było (...). Zaczęliśmy się cofać i dotarliśmy w tym cofaniu się, na linię (...) Woronicza, ona gdzieś niedaleko od Puławskiej się kończyła. Tam była już zabudowa willowa i Warszawa się kończyła, zaczynały się pola uprawne. Zatrzymaliśmy się właśnie w tych budyneczkach zbliżonych do… które stały przy obecnej ulicy Woronicza. (...) Na Mokotowie właściwie akcji ofensywnych było niewiele. (...) Właściwie walka na Mokotowie ograniczała się do takich złośliwości, Niemcy trochę do nas postrzelali, my trochę do Niemców, ale obydwie strony jakiejś aktywności nie wykazywały. Myśmy sobie siedzieli w jednej z willi przy Woronicza, potem nas ostrzelali granatnikami, to żeśmy się wycofali na ulicę Tyniecką, gdzie było trochę bezpieczniej. Potem jak nas granatnikami ostrzelali, to ustaliliśmy skąd strzelają, żeśmy jakiś patrol wysłali, zresztą brałem udział i im trochę postrzelałem po oknach tego budynku skąd oni [strzelali]. Budynek nazywał się dworek na ulicy Zagościniec, nie wiem czy w tej chwili ta ulica [jest], pewnie nie ma już tej ulicy, ani tego dworku. Była jakaś barykada na rogu Krasickiego i Woronicza. Barykada nędzna dosyć, bo wywrócona furmanka jakaś konna i kilka desek, ale mieliśmy posterunki, czujki tak zwane. Kiedyś na tej czujce byłem, to Puławską się zapędził jakiś niemiecki samochód, nie do końca oni byli zorientowani też dokąd im wolno, dokąd mogą, dokąd jest dla nich bezpiecznie, no to sobie strzeliłem z dwa razy z karabinu do tego samochodu. Jeszcze go na Puławskiej 162 ostrzelali i nie wiem czy udało się tym Niemcom zwiać.
![]() |
| Adam Bieńkowski. Źródło (dostęp 9 VII 2026 r.). |
Z kolei łączniczka Alicja Karlikowska z Kucharskich „Zawiejka” (1930–2021), zamieszkała na rogu ul. Rakowieckiej i Al. Niepodległości, od 1942 r. członkini tajnego harcerstwa, w pierwszym dniu powstania, jeszcze przed godziną „W”, otrzymała meldunek do przekazania na ul. Dolną i Szustra (współcześnie Dąbrowskiego). Po wykonaniu rozkazu (należała do kompanii łączności K4 w batalionie „Karpaty” pułku „Baszta”), jak wspominała po latach, zetknęłam się z patrolem telefonicznym z Pułku „Baszta”, który w znacznej mierze był organizowany na bazie chłopaków z Żoliborza. Oni gubili się w tej innej dzielnicy, a ja czułam się tam jak u siebie w domu, przecież to była moja dzielnica. Przyłączyłam się do nich i ciągnąc tę linię telefoniczną, przeszliśmy w deszczu, w ostrzale. Przez całą noc jakoś żeśmy się przemieszczali. Doszliśmy na ulicę Krasickiego nad ranem, za Malczewskiego. Tam natknęliśmy się na grupę łącznościową z łącznicami, z telefonami, z radiostacją, ze sprzętem polowym. Był tam dowódca, podporucznik „Lucjan”, „Łącki”, wraz z oficerami wywodzącymi się z kompanii K-4 Pułku „Baszta”. (...) tego drugiego dnia i pierwszego poranka to był wielki chaos i nie bardzo to było zorganizowane, ale ppor. „Łącki” zebrał tę grupę, która ciągle się powiększała; jedni byli z bronią, drudzy przychodzili. Tam na ulicy Krasickiego przyjął od nas przysięgę żołnierską. W tym padającym deszczu jakoś nas zorganizował, zjednoczył, poczuliśmy się wspólnie, razem, bliscy. Nadał nam rozkaz wymarszu z Warszawy. (...) Przeszliśmy przez Woronicza, przez sławną szkołę (...). Byliśmy żegnani przez ludność, oklaskiwani, dawali nam żywność. Tak doszliśmy do Dworca Południowego i tam zarządzono odpoczynek. (...) Myśmy się wszyscy rozlokowali, chcieliśmy odpocząć, (...) i warty nagle zawołały: „Niemcy, czołgi niemieckie”. (...) Tam teren nie był zabudowany i (...) na wprost Dworca Południowego były wielkie rozkopane glinianki. To była jedyna, najprostsza droga, żeby się przebić w głąb Mokotowa, do zabudowanej części Mokotowa. No i oczywiście ruszyliśmy w nogi, uciekaliśmy po prostu przez te glinianki, ze strachu przed czołgami, któreśmy widzieli.
![]() |
| Kartka z dziennika harcerskiego Adama Bieńkowskiego. Źródło (dostęp 9 VII 2026 r.). |
W pierwszych dniach sierpnia 1944 r. przy ul. Goszczyńskiego 34 Niemcy rozstrzelali 12 wziętych do niewoli powstańców. Miejscem pamięci opiekowała się Szkoła Podstawowa nr 33 przy ul. Wiktorskiej 32. Także szpital elżbietanek był systematycznie ostrzeliwany przez niemiecką artylerię od 13 VIII 1944 r. (szczególnie 15 VIII 1944 r. wraz z kwartałem ulic ograniczonych ul. Woronicza, Odyńca, Krasickiego i Malczewskiego), dlatego rannych przetransportowano na niższe kondygnacje budynku oraz powołano filę szpitala przy ul. Malczewskiego. Mimo oznakowania symbolami Czerwonego Krzyża budynek (i wynoszący z niego rannych personel) został poważnie ostrzelany i zbombardowany z powietrza w dniach 27–29 VIII 1944 r. Uratowanych rannych umieszczono w budynku franciszkanek przy ul. Misyjnej 7. Przy szpitalu znajduje się kamień z napisem 27, 28 i 29 VIII 1944 r. hitlerowcy bestialsko zniszczyli ogniem artylerii i bombami lotniczymi szpital, w którym zginęło około 200 rannych powstańców i chorych osób cywilnych. Na głazie znajduje się symbol Polski Walczącej. Powstańcza sanitariuszka „Baszty” Zofia Kozłowska z Gaczołów „Grażyna” (1925–2021) w 2004 r. stwierdziła: Myślę, że bombardowanie szpitala elżbietanek, to była zbrodnia wojenna. Skoro na dachu szpitala była położona płachta ze znakiem Czerwonego Krzyża, to Niemcy wiedzieli, co i kogo ostrzeliwują. Potem trzeba było dosłownie szuflami zbierać ludzkie szczątki, to co można o tym powiedzieć? To była zbrodnia.
![]() |
| Upamiętnienie ofiar bombardowania szpitala, 2010 r. Fot. Mzungu, CC BY 3.0, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Bombardowanie szpitala elżbietanek opisała sanitariuszka Felicja Nahorska: Bombardowanie rozpoczęło się wtedy, jak padł ten pocisk, od którego zginęła doktor Łążyńska, prawdopodobnie padł przypadkowo. Wtedy ordynator szpitala kazał wywiesić znak Czerwonego Krzyża na dachu i od tej pory zaczęło się systematycznie samolot za samolotem, pociski, zaczęli tłuc w ten szpital już regularnie. Niemniej jednak trochę chorych zostało w tym szpitalu w piwnicach, z tymi siostrami zostali, nie wszyscy zostali wyniesieni. Oni się potem uspokoili, już potem nie tłukli tak. (...) jak byłam na Wejnerta to myśmy mieli czujki, takie rowy pokopane, że nocą się pilnowało tego terenu, ale oni byli dalej i mieli dobry widok, dobry wgląd w ulicę Goszczyńskiego. (...) Wtedy zginęło dużo, to znaczy ta sala była kompletnie zmieciona. Było może osiem, dziesięć łóżek, dokładnie nie wiem i właśnie ta doktor, a była to tak oddana lekarka, tak sympatyczna. (...) mogła mieć ponad czterdzieści lat, czyli doświadczony lekarz. Po tym bombardowaniu nastąpiła częściowa ewakuacja szpitala (...) właściwie prawie całkowicie, zostało trochę osób na dole w piwnicach. Ale myśmy ewakuowali właśnie na Misyjną, do prywatnych domów, trochę na Ursynowskiej też ktoś (...). (...) jak szpital został rozbity już, to ewakuowaliśmy rannych. Bardzo płytki był rów łącznikowy przekopany przez ulicę Tyniecką, od szpitala do ulicy Tynieckiej, bo był ostrzał z Pola Mokotowskiego. Przez Odyńca, Park Dreszera na Misyjną wynosiliśmy rannych. Ponieważ tam były siostry zakonne, siostry Franciszkanki misjonarki Maryi i one już się zajmowały chorymi. Nahorskiej wtórowała sanitariuszka Wanda Grzeszkowiak-Tycner „Radziejowska”, „Pepanc” (1926–2019), opowiadając o ewakuacji ze szpitala elżbietanek po bombardowaniu: Myśmy wynosiły rannych do punktów, które były organizowane gdzieś w piwnicach, w jakichś domach, które były jeszcze względnie bezpieczne. Znaczy domy jeszcze stały w ogóle. Punkt dla naszych rannych [zorganizowałyśmy] w piwnicach przy ulicy Malczewskiego 6. To były piwnice po węglu, nie było żadnego dostępu światła. Miał węglowy jakoś [usunęłyśmy. Ranni leżeli] na materacach, na jakimś polowym łóżku leżał [tylko] jeden. To było to ostatnie schronienie dla nich. (...) [W punkcie – piwnicy] na Malczewskiego byłam [jeszcze] przez tydzień po zbombardowaniu szpitala. To też były straszne dni. W podobnym tonie o bombardowaniu budynku wypowiadał się strzelec z kompanii OS V Tadeusz Szurmak „Surma” (1922–2020), którego żona Klara była wówczas sanitariuszką w szpitalu elżbietanek: Od rana punktualnie rozpoczął się atak z działek, z artylerii ulokowanej w fortach przy Racławickiej (...) i sztukasów z powietrza. Samoloty niziutko, bezkarnie latały dookoła szpitala. Po ostrzale z artylerii wszystkich, którzy byli w szpitalu, rannych żołnierzy, personel i tak dalej ostrzeliwali. Wszystkich, którzy uciekali z palącego się i zapadającego w gruzy szpitala Elżbietanek. Był to mord popełniany przez lotników niemieckich na wszystkich dokoła. Z pomocą przybiegli do szpitala ludzie i akowcy z okolic, żołnierze, którzy albo odpoczywali po walce na swoich punktach, albo i ludność przede wszystkim. Wszyscy byli ostrzeliwani przez Niemców – wiadomo, co się tam działo. Jak się zaczął ostrzał z artylerii, natychmiast siostry i lekarze zarządzili ewakuację rannych z pokoi, z pierwszego piętra i z parteru do piwnic. To były jedyne miejsca względnie bezpieczne – piwnice. Zaczął się wielki rozgardiasz, jaki zwykle ma miejsce w takich [sytuacjach]. Przez wywalone okna, wypadające drzwi, odpadające tynki i dziury robione przez pociski artylerii wszyscy ranni, jak mogli, którzy poruszali się na nogach, względnie ruszali się, prowadzeni przez siostry, uciekali czym prędzej do piwnic. Taki był rozkaz, taki był porządek. (...) Zniesiono nas do piwnic, do dużego pomieszczenia, tam gdzie już zorganizowano materace na podłogach. Na łóżkach nie było miejsca, zresztą na materacach więcej się nas tam mieściło. Położono nas pod ścianą, pod maleńkim okienkiem. Przykryto nas kocami, pełno dymu, pełno kurzu, bieganina – można sobie wyobrazić, co się działo. W pewnym momencie nad naszymi głowami (...) nastąpił olbrzymi wybuch, powstała wielka dziura. (...) wpadł pocisk do naszego pomieszczenia. W pomieszczeniu znajdowało się (...) szesnastu rannych. Dym, smród spalonej siarki, kurz, tynk. Wszystko po prostu stworzyło taką sytuację, że myśmy się dusili, niczego nie widzieliśmy. W pewnym momencie już się troszkę przewiało, zauważyliśmy właśnie tę olbrzymią dziurę, wpadły do pomieszczenia siostry i inni żywi jeszcze ludzie i stwierdzili masakrę w pomieszczeniu. Wynoszono przy nas ciała w prześcieradłach pomieszane z gruzami, posiekane, porozrywane od tego pocisku. (...) Okoliczni mieszkańcy (...) przybiegli nam z pomocą.
![]() |
| Sanitariuszka Felicja Nahorska z Brudnickich. Źródło (dostęp 10 VII 2026 r.). |
Powstało kilka polowych filii szpitala: przy ul. Pilickiej, Lenartowicza, Malczewskiego i Puławskiej. Łącznie dysponowano ok. 200 łóżkami. Sanitariuszka Hanna Kumuniecka-Chełmińska „Hanka”, „Maryla” (1927–2020) zapamiętała, że Część Szpitala Elżbietanek po zawaleniu się dwudziestego dziewiątego, została przeniesiona na Misyjną, a część na Malczewskiego. Sanitariuszka Zofia Kozłowska z Gaczołów „Grażyna” opowiadała po latach: W sąsiedztwie szpitala elżbietanek, przy ulicy Malczewskiego, były wille, w których urządzono filie, bo już miejsca brakowało w szpitalu. Pracowałam w takiej filii, w willi przy ulicy Malczewskiego 18. Była to piętrowa willa, a na górze miała mansardę. Szpital polowy powstał też przy ul. Malczewskiego 28 i przy ul. Lenartowicza 18.
W tym drugim punkcie pracowała Zofia Kosch ze Zdziarskich „Zosia”, „Doktór Zofia”. Zgłosiła się z dwiema koleżankami. Opowiadała obszernie o swoich doświadczeniach w szpitalu przy ul. Lenartowicza 18: Powiedziałam, że miałam prowadzić szpitalik, bo wykształcenie miałam już niezłe. U docenta Zaorskiego przygotowywaliśmy się do różnych ran, chirurgicznych rzeczy, do zszywania, udzielania pomocy i tak dalej… W związku z tym żeśmy zrobili szpitalik na dwadzieścia osób. (...) Nie brałam żadnego świadectwa, zaświadczenia – nic – ponieważ byłam wcześniej w „Ruczaju”. Natomiast bardzo często do nas przychodzili, ponieważ to był okres czasu, kiedy nie było u nas jeszcze ciężko chorych. Myśmy kładli lekkie rany, co to dwa, trzy dni odpoczynku i: „Idź do oddziału”. (...) Ja to prowadziłam jako lekarz. Natomiast jedna sala była zrobiona na salę opatrunkową. (...) Było to, cośmy mieli przy sobie. Każdy sanitariusz miał i środki dezynfekcyjne, i jakieś sterylizatory. Nie było jednorazowych strzykawek, zapewniam. Było położonych trochę leków, a poza tym trzeba było mieć własną inwencję. (...) Szpitalik został zajęty przez Niemców 25 września, czyli dwa dni przed poddaniem się Mokotowa (bo poddał się 27 września) (...) Lekarz pułkowy powiedział, że się wycofują za park Orlicz-Dreszera, ale nas nie biorą, mamy zostać na miejscu. W nocy palił się szpital niby-cywilnych ludzi i trzeba było wynosić rannych. Wynosiłam ich do różnych piwnic, żeby ich gdzieś rozmieścić, i położyłam się na chwileczkę. (...) Jeżeli było gdzieś gwałtownie potrzeba, jeżeli było zbyt mało ludzi, żeby odkopać kogoś, kto był zagruzowany, to biegło się z pomocą. (...) Przez pewien okres czasu na tę dzielnicę był ogromny ostrzał. Wtedy kazano nam przenieść rannych na ulicę Puławską… 124 lub 125, nie pamiętam. Przenieśliśmy ich tam. Lekarze, którzy mieli akurat czas, też pomagali. (...) Naszych wszystkich rannych umieściliśmy w piwnicy. Był doktór „Jar”. (...) Ten doktór akurat zjawił się na miejscu, zawsze miał ze sobą narzędzia. Za chwilę dom obok nas został prawie w całości zburzony. Niemcy zaczęli ostrzeliwać domy od Puławskiej. Doktor „Jar” zebrał swoje narzędzia, ja tylko narzuciłam gazę na ranę, bo w takich wypadkach jest ogromnie dużo pyłu, wszystko się brudzi. Ponieważ w danym momencie to [funkcjonowało] jako punkt sanitarny, któryś z chłopców zawołał, że proszą sanitariuszkę, żeby przyszła do domu [obok]. Trzeba było zejść po ruinach, po dziurze, nawet w pewnym momencie trzeba było zejść jeszcze niżej, do piwnicy. Był tam zasypany człowiek, ale ci saperzy (...) powiedzieli: „Ten już nie żyje, nie masz co się martwić”. Przeszliśmy do piwnicy, która została zachowana, nie została zawalona. Schody przywaliły jednego z chłopaków (...) Saperzy nie mogli sobie dać rady z podniesieniem schodów, bo bali się, że schody się [na niego zawalą]. Leżał dokładnie pod schodami, przycisnęło go w okolicy nóg. Głowę i wszystko miał [trochę] dalej. Bali się zaczynać, nie mając odpowiednich narzędzi i lin do podtrzymania, żeby to na niego nie spadło. W tym momencie następny samolot, następne rozbicie i okazało się, że nasze wyjście jest zniszczone, ta jedna dziura, którą się dostaliśmy. Przede wszystkim poszli tam robić [przejście], a ja dałam temu chłopcu zastrzyk z morfiny, żeby tak bardzo nie cierpiał i siedziałam przy nim. Zrobili ten otwór i powiedzieli: „Idziemy po więcej osób. Czy możesz zostać z rannym?”. Taka sytuacja – zostanę sama, a oni nie przyjdą? Dziura znowu się zasypie, będę – jak to się mówi – siedzieć cały czas. Te pół godziny, które przesiedziałam, było niesłychanie [długie]. Wiedziałam, że to jest mój obowiązek, ale przyjmowałam to bardzo tragicznie. Okazało się, że budynek, w którym miałam oddział, został w trzech czwartych zniszczony. Ale sale, w których leżeli nasi ranni, były w porządku. Wyszłam i zobaczyłam, że podmuch zgniótł łóżka w jednym miejscu, ale rannym nic się nie stało. Z powrotem poszli do szpitalika na ulicę Lenartowicza. Tego rannego udało się wyciągnąć. Był bardzo ciężko ranny i umieszczono go w szpitalu elżbietanek na ulicy Goszczyńskiego. Kiedy nasz pułkownik powiedział, żeby zostawić rannych, to zdecydowałam i powiedziałam: „Niech wszyscy, których można poprowadzić… Niech każda sanitariuszka bierze jednego pod ramię i do elżbietanek”. Bałam się, że coś się stanie. Poza tym rannych z piwnicy wyniosłam na pierwsze piętro, bo Niemcy od razu do piwnic rzucali różne rzeczy. (...) Z żywnością nie było problemu. Z jednej strony była PSK – Państwowa (albo Powstańcza) Służba Kobiet. Zgłosiło się tam do pomocy bardzo dużo ludności cywilnej. Oni oraz młode dzieci – dwanaście, czternaście lat – roznosili wyżywienie do różnych punktów. Poza tym moje inne ciotki mieszkały obok, więc od nich też były zapasy. Jak było potrzeba, można było wziąć. Oczywiście nie było pomidorów czy innych [rarytasów], ale zawsze te podstawy [były]. Jeżeli chodzi o wyżywienie, to dużo gorzej było w Śródmieściu. U nas zawsze dostali przynajmniej jakiś jeden obiad i jakiś chleb. Po wodę chodziło się do studni, nosiło się wieczorami. Szpital przy ul. Lenartowicza 18 działał do zajęcia Śródmieścia przez Niemców.
Gdy szpital przy ul. Misyjnej 7 został zniszczony, wspomniana wcześniej sanitariuszka Nahorska zgłosiła się na ulicę [Tyniecką], tam była Służba Kobiet (...). Przyszedł równocześnie doktor… on miał pseudonim „Kowalski”, a nazywał się Laukieniecki. Zabrał mnie do drużyny, do O-3 na ulicę Wejnerta i byłam już sanitariuszką przy tej drużynie. Też nic wielkiego nie zrobiłam, na żadną akcję nie poszłam. Owszem chodziłam na czujki, gotowałam im jedzenie, jakieś opatrunki zmieniałam. Czasem doktor „Kowalski” zabierał mnie na Pilicką, gdzie był punkt sanitarny i gdzie leżało kilku chorych. Też opatrunki zmieniałam, kafelki umyłam, bo były brudne, taka była moja rola. (...) Niewiele robiłam, w żadnej akcji bojowej nie brałam udziału. Głównie się skupiałam na tym, żeby rannemu opatrunki pozakładać, coś ugotować. Chodziliśmy (...) do moich rodziców do domu, przynosiliśmy jakąś mąkę, kluski kartoflane żeśmy gotowali, żeby było co jeść. Ponieważ byłam jedyną dziewczyną, to gotowałam jedzenie, zresztą nocowałam tam, do domu to wpadałam na chwilę z kimś, po jakiś prowiant. Nic wielkiego nie robiłam. Na Pilicką też chodziłam, na Pilickiej pomagałam, ale to pomagałam też ciągle w różnych pracach. (...) [Na ul. Wejnerta – przyp. M.W.K.] zostałam ranna (...) w nogę, palec mam uszkodzony. Zostałam ranna raniutko, wtedy też zostało rannych kilka osób, nawet został zabity jeden z kolegów, „Piorun” miał pseudonim. (...) ponieważ tych rannych opatrywałam, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jestem ranna. Noga tylko mi strasznie chodziła, (...) ta noga mi drżała, ale nie wiedziałam, że jestem ranna. (...) Wynieśli mnie wtedy na Pilicką, a nocą jedna z sanitariuszek właśnie z ulicy Pilickiej, (...) bo moi rodzice niedaleko na Olkuskiej mieszkali i wyszłam z Powstania jako cywil. We wspomnianym punkcie opatrunkowym w budynku przy ul. Pilickiej 25 pracowała m.in. pielęgniarka Anna Iżycka-Kowalska (1905–?).
![]() |
| Hanna Kumuniecka. Źródło (dostęp 9 VII 2026 r.). |
Zorganizowano szpital dla ludności cywilnej przy ul. Puławskiej 140. Założyła go na początku września 1944 r. i prowadziła Marina Zapalska „Siostra Maria” (1921–?), która po latach opowiadała: trafiłam na taką kwaterę prywatną do willi [przy ulicy] Krasickiego 20 i do filii szpitala Elżbietanek, która się mieściła na Malczewskiego, tam w willi olbrzymiej zrobili filię. (...) Tam potem zbombardowali ten dom [przy Krasickiego 20 – przyp. M.W.K.] i ci właściciele mieszkania zginęli – w piwnicy siedzieli i zginęli, bo do samego końca trzasnęło. (...) A nie, ten pan ocalał (...) przyszedł na górę, a zawaliło się tak, że w piwnicy oni wszyscy poszli, a myśmy zostali. (...) to było pierwsze piętro, to było widać ziemię. W takich warunkach zwiększała się liczba rannych cywili. Zapalska zauważyła, że nie było gdzie [ich trzymać], (...) więc powiedzieli mi: „Słuchaj, może byś ty tak szpital zrobiła?”. (...) Znaleźliśmy właśnie tę fabrykę Wita, tam była duża sala… (...) to jest róg Woronicza. A z tyłu była wtedy szkoła podstawowa i tam się mieścił oddział akowski. Ta fabryka Wita miała też taką dużą salę w podwórzu i w tej sali zorganizowałam szpital, gdzie przenieśli tych chronicznie chorych. W Królikarni siostry się zajmowały [rannymi] i tam im to wszystko zburzyli, i siostra przyszła do mnie, (...) więc tam myśmy zrobili tę salę. (...) te panie – siostry miały same kobiety – (...) dostawały od nas jeść (...). I co Niemcy weszli potem i tam poszli, to one się skarżyły, że my bardzo mało się nimi zajmujemy. (...) środki opatrunkowe to wzięłam (...) z Krasickiego. Poza tym gdzieś tam jeszcze w jakichś aptekach czy w czymś tam się [znalazło], no minimalnie tego było, leków też było minimalnie. (...) [Był] pan doktor Radwan, którego ja znałam jeszcze ze szkoły pielęgniarskiej, bo on u nas pracował, i pan doktor Chmielewski, a trzeciego nazwiska nie pamiętam. (...) funkcjonowaliśmy do 25 września, kiedy się zaczął ostry atak na Mokotów, ze wszystkich stron zaczęli nacierać. (...) myśmy z tą siostrą Julią zostały dwie, chorzy chodzący odeszli, [zostali] tylko leżący. (...) Na tej dużej sali to zostało pewno koło trzydziestu osób, a tam jeszcze były te panie [od sióstr zakonnych]. (...) One bardzo marnie chodziły, bo to były takie starsze [kobiety], już tam były na „dożywociu”. I one tylko właśnie co Niemcy [przyszli], bo ciągle Niemcy wpadali, to one się, prawda, skarżyły, że jakie to one są biedne, nieszczęśliwe i tak dalej. A my we dwie, proszę pani, na tyle osób ugotować, baseny podać, lekarstwa i opatrunki (...)? (...) No i ciągle wpadali Niemcy, właśnie do piwnicy, tam chcieli wyciągać te zapasy. (...) sanitariuszy nie było żadnych, była siostra Julia, byłam ja, była ta Kinia, była pielęgniarka dyplomowana, która ofiarowała, że ona będzie tylko w nocy przychodziła, taka siostra Maria, taka starszawa już trochę, [to znaczy] wtedy mi się tak wydawało, bo ona podobno była w średnim [wieku] albo nawet poniżej średniego. I ona przychodziła tylko na noc, i myśmy już miały noce spokojne, bo przychodziła ona wieczorem, [zostawała] do rana, no i po tym się zaczynał normalny dzień szpitalny.
![]() |
| Zofia Gaczołówna. Źródło (dostęp 9 VII 2026 r.). |
Zmarłych i poległych w walce chowano na polowych cmentarzach. Łącznik pułku AK Baszta Maciej Daszewski „Maciek” (1932–2019), opowiadał: [W czasie służby] siedziałem na jakimś krawężniku, na ławeczce na ulicy Tynieckiej, vis-à-vis skweru, który jest przed szpitalem Elżbietanek. To był pierwszy cmentarz [powstańczy]. Obserwowałem. Biegło czterech sanitariuszy z noszami, wchodzili [do szpitala], potem wynosili [zwłoki]. Doły, doły, doły, ksiądz, doły, doły, doły, [groby] – to było straszne. W pierwszym okresie, w pierwszych dwóch, trzech dniach, to były [pogrzeby] z nabożeństwem, a potem to już była maszynka – [co chwila i bez ceremonii]. (...) Ta krew, te wszystkie… Bo nikt nie przygotowywał, domywał, ubierał zwłoki. Tak jak było, tak [chowano]. Łączniczka Alicja Kucharska „Zawiejka” wspominała: Pamiętam, że na dachu szpitala elżbietanek, po jakichś tam dyskusjach, nie pomnę tego, wymalowano znak Czerwonego Krzyża. Następnego dnia szpital został zbombardowany przez Niemców. Ranni zostali porozmieszczani w różnych prywatnych kwaterach, a tam, w podziemiach szpitala, znalazła schronienie cywilna ludność, która uciekła ze spalonych, zniszczonych domów. Strasznie dużo ludzi było i ci ludzie przeżywali tam gehennę jakąś. (...) Chowaliśmy naszych zmarłych kolegów w parku Dreszera. Zaczynaliśmy od Krasickiego i tak w stronę Puławskiej, pamiętam, że pod koniec Powstania nie było ani drzew w parku Dreszera, ani miejsca, żeby gdzieś jeszcze rannych chować. Bardzo dużo tam pocisków później spadło i tak z jakimś sentymentem dla tych drucików wiązaliśmy kwiaty drutem telefonicznym, sądząc, że to może jakoś nam pozwoli znaleźć tych naszych bliskich, których tam żeśmy zostawili. (...) Ciągle strach, lęk, na przykład przeżywaliśmy naloty niemieckie, bombardowania. (...) bomby spadały aż do piwnicy, mniej więcej na wysokości drugiego piętra one wpadały do domu i potem eksplodowały. Takim straszliwym miejscem, które widziałam, były domy na ulicy Tynieckiej. Wyniesiono stamtąd spalone kadłuby ludzkie. Straszny to jest widok i pozostawia bardzo duże wrażenie. Andrzej Dękierowski „Gryf” również zapamiętał spotkanie ze śmiercią: Najgorsze wrażenie zrobił na mnie zupełnie niebojowy moment. Jak szedłem do domu, od strony Śródmieścia, Puławską. Doszedłem do Malczewskiego i widzę, że na rogu Malczewskiego, na skwerku stoi otwarta trumna. Ponieważ tam dużo osób znałem zajrzałem, kto to tam już się znalazł. Widzę, że leży trup, musiał już tam leżeć parę dni, bo miał strasznie rozdętą twarz, otwarte usta i z tych ust wylatują takie duże sine muchy. I muszę powiedzieć, że ten widok zrobił na mnie wrażenie, które tyle lat pozostało we mnie, jako dosłownie takie, podświadome hasło Powstania. Ten straszny wygląd rozdętej, już żółtej twarzy, zmienionej na skutek śmierci. I to wylatywanie tych much z otwartych ust.
![]() |
| Cmentarz powstańczy przy szpitalu elżbietanek, na rogu ul. Goszczyńskiego i Tynieckiej. Grupa powstańców idzie na grób dowódcy, 13 VIII 1944 r. Fot. Roman Banach „Świerk”. Zbiory Muzeum Powstania Warszawskiego (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Śmierć przelatała się z radością wolnych od walk chwil. W 2009 r. „Zawiejka” opowiadała: Ja się kręciłam w obrębie ulicy Malczewskiego, Pilickiej, Krasickiego. To były moje rejony i pewnego razu wybrałam się z koleżanką na kwaterę do kolegów, żeby sobie pograć na pianinie, bo oni właśnie mieli pianino. Zabawa była piękna. (...) Oczywiście graliśmy „Zielony kapelusik z czerwonym piórkiem”, „Tulipany” – „On tylko tuli, tuli, tulipany miał. Razem z sercem je dał”. To były piosenki „Krzysztofa” Markowskiego, w czasie okupacji bardzo popularne. „Chryzantemy złociste” to się śpiewało, no i „Bluzeczkę zamszową” to już na wszystkie strony i na wszystkie głosy. Dla tamtych czasów to były szlagiery, które się bębniło, jak tylko było można. Wtedy kiedy tam żeśmy się tak zabawiali, wesoło śpiewając, do mieszkania wszedł oficer, pancerniak, bo w czarnym berecie, tośmy wiedzieli, że był oficer z grupy „Granat”. Przedstawił nam się, że on jest porucznik „Krzysztof”, że zwabiła go tu muzyka fortepianowa, i że on bardzo chciałby móc pograć na tym pianinie, bo on ma słowa piosenki, do której musi napisać melodię jakąś, którą już ma w głowie, którą nosi w sercu. Siadł i, pamiętam, zaczął wielkimi akordami grać. To były pierwsze takty „Marsza Mokotowa”, który już w czasie Powstania rozsławił na Mokotowie. Potem tym uczestnikom narodzin tego „Marsza Mokotowa” przedstawił się, że on właśnie jest porucznik „Krzysztof” Markowski. Tak że mieliśmy przyjemność być przy powstawaniu najpiękniejszej piosenki – „Marszu Mokotowa”. Jan Krzysztof Markowski, kompozytor i pianista, powstaniec, napisał też piosenkę Sanitariuszka Małgorzatka. Powstała na pamiątkę jego doświadczeń i spotkania z pielęgniarką Janinie Załęskiej. Markowski przebywał w szpitalu polowym przy ul. Malczewskiego 28, w willi Brodziszów, po wybuchu pocisku niemieckiego (wspominał, że w eksplozji zginęli gospodarze budynku). „Małgorzatka” się nim opiekowała, a on zadedykował jej później piosenkę.
![]() |
| Willa Brodziszów na Mokotowie, wrzesień 1944 r.: trzeci od lewej ppor. Wacław Żdżarski „Kozłowski” z harmonią, po prawej por. Jan Markowski „Krzysztof” z sanitariuszką Janiną Załęską „Małgorzatką”. Fot. Sabina Żdżarska „Anna”. Zbiory Muzeum Powstania Warszawskiego, sygn. MPW-IK/1714 (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Willa Brodziszów na Mokotowie, wrzesień 1944 r.: trzeci od lewej ppor. Wacław Żdżarski „Kozłowski” z harmonią, po prawej por. Jan Markowski „Krzysztof” z sanitariuszką Janiną Załęską „Małgorzatką”. Fot. Sabina Żdżarska „Anna”. Zbiory Muzeum Powstania Warszawskiego, sygn. MPW-IK/1715 (dostęp 5 VI 2026 r.). |
W piosence pojawiają się wątki, które bezpośrednio nawiązują do opisywanego terenu i elementów powstańczej rzeczywistości, o których napisałam w tym tekście. Cytuję fragmenty piosenki: Sanitariuszka „Małgorzatka”
To najpiękniejsza jaką znam
Na pierwszej linii do ostatka
Promienny uśmiech niesie nam.
A gdy nadarzy ci się gratka,
Że cię postrzelą w prawy but,
To cię opatrzy „Małgorzatka”
Słodsza niż przydziałowy miód.
Ta „Małgorzatka” to unikat;
Gdym na Pilicką dzisiaj wpadł
Czytała głośno komunikat,
A w dali głucho walił piat.
Zdarzały się też powstańcze śluby. Sanitariuszka Grupy Artyleryjskiej „Granat” Władysława Jędrzejewska z Makowskich „Dziunia” (1925–2023) wspominała: Przy ulicy Belwederskiej w kierunku Podchorążych były zakłady, Bruhn-Werke nazywały się. I myśmy właśnie zajęli ten budynek biurowca Bruhn-Werke, a nasze oddziały zabudowania fabryczne. (...) [Tam] myłam z koleżanką (...) [łączniczka Maria Szyrska „Maria” – przyp. M.W.K.], która w czasie Powstania 15 sierpnia brała ślub z kapralem podchorążym „Dulu” [Andrzejem Czarneckim z grupy „Granat”, 1922–1987 – przyp. M.W.K.]. Ślub brała w pożyczonym kostiumie od aktorki Marii Bogdy, która mieszkała w willi Brodziszów przy ul. Malczewskiego 28. Sanitariuszka „Baszty” Barbara Tokarska z Tyszkiewiczów „Jola” (ur. 1924 r.) była świadkinią powstańczego ślubu. W 2005 r. opowiadała: Było to szalenie miłe. W kaplicy u sióstr Elżbietanek w szpitalu, dwoje młodych ludzi... On oczywiście w uniformie, typowym szarym kombinezonie, ona w białej sukni i ślub. Było to bardzo piękne, nie byli to bliscy znajomi, ale ponieważ byłam wtedy, to było między 20 a 30 sierpnia [1944 r. – przyp. M.WK.], w szpitalu, więc zostałam zaproszona. Jan Konrad Olszewski (ur. 1934 r.) zapamiętał, że ślubów udzielano w willi Drzewickich przy ul. Pilickiej 17. Wspominał: W tym największym pokoju, który był pod tarasem pierwszego piętra – bo to był podwyższony parter, było przyziemie, podwyższony parter i piętro – w tym pokoju zawsze były w niedziele msze, tam były też udzielane śluby. Ksiądz udzielał ślubów (...). Strzelec Jan Woliński „Kazik Kosowski” (1926–2012) wspominał: Była czynna kaplica u elżbietanek i były msze, a szczególnie w niedziele były msze.
![]() |
| Powstańcza para młoda przed szpitalem elżbietanek, sierpień 1944 r. Fot. Wacław Żdżarski, domena publiczna, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
W czasie powstania warszawskiego w budynku przy ul. Malczewskiego 17 mieściła się komenda pułku AK „Baszta” dowodzonego przez ppłk. piechoty Stanisława Daniela Kamińskiego ps. „Daniel” (1896–1969), który mieszkał po sąsiedzku, w willi nr 15. Kamiński był też komendantem VI Rejonu AK. Jego zastępcą i szefem sztabu był mjr piech. Kazimierz Szternal (cichociemny), adiutantem dowódcy Baszty był por. piech. Jerzy Skrzymowski „Kostek”, oficerem informacyjnym Łączności i Bezpieczeństwa (siedziba przy ul. Krasickiego) był por. art. sł. st. Ryszard Osęk-Nowicki „Miron”, oficerem dysp. ppor. rez. br. panc. Zbigniew Mrazek „Aminius” (cichociemny). Za przysposobienie obronne odpowiadał st. sierż. Tadeusz Nieciejewski „Kubuś” (10 sierpnia przeszedł do Oddziału Motorowego, 2 VIII 1944 r. funkcję przejął pchor. Lesław Bartelski „Saski”). Kierowniczką kancelarii była por. Stanisława Müllerowa „Olga” (zginęła 2 VIII 1944 r. we wsi Zagościniec), a dowódczynią WSK por. Halina Chojko „Agnieszka”, która przejęła funkcję „Olgi”. Kwatermistrzem był mjr piech. Władysław Banaszkiewicz „Sław” (zmarł 25 IX 1944 r.), a naczelnym lekarzem por. sł. san. Tadeusz Jankowski „Wiesław”. Komendantem szpitala elżbietanek był mjr sł. san. Kajetan Pietaszkiewicz „Kościesza”, zaś obowiązki przełożonej 40 sióstr elżbietanek pełniła s. Filomela (Franciszka Manuszczak). Za BIP od 4 VIII 1944 r. odpowiadał ks. prof. ppłk Jan Stępień „Szymon”, dziekan dekanatu Warszawa-Południe. Kapelanem pułku był ks. Jan Zieja „Rybak”, w 1939 r. kapelan 30 Poleskiej Dywizji Piechoty, związany w konspiracji z Szarymi Szeregami. Szefową łączniczek była Helena Gargul (Proppe) „Honorka”. Przy ul. Malczewskiego, jak wspominała sanitariuszka „Baszty” Teresa Maria Jezierska „Pilawa”, „Zeman” (1927–2020), mieściła się siedziba służby „Ład i Bezpieczeństwo”, to znaczy każda wspólnota ludzka musi mieć szefa i jakieś służby, które zapewniają porządek. Z kolei Zofia Dillenius „Jodła” (1928–2020) zamieszkała w dworku przy ul. Ksawerów wspomniała pobyt w siedzibie komendy AK przy ul. Malczewskiego 17: Jak jeszcze była woda, a była długo, to z jedną z koleżanek grzałyśmy wodę pod numerem 15 i chodziłyśmy się kąpać (kąpać w czasie Powstania!) pod numer 17. Takiej pięknej łazienki nie widziałam do dziś, bo ten Żyd [Mieczysław Zagajewski, przedwojenny właściciel – przyp. M.W.K.] był niesamowicie bogaty i jego łazienka była olbrzymia i wykładana trzema rodzajami marmuru. W każdym razie był to dla nas ewenement. (...) Też pod numerem 17 (boczne wejście było niżej) znajdowała się bardzo obszerna kuchnia i tam ciocia Józia, ciocia mojej przyjaciółki, gotowała obiady. Przyrządzała je z różnych dziwnych rzeczy, na przykład robiła kluski z dyni. W końcu sierpnia 1944 r. siedzibę dowództwa komenda pułku AK „Baszta” przeniesiono z ul. Malczewskiego 15 na ul. Bałuckiego 22.
Na ścianie willi przy ul. Malczewskiego 15 znajduje się tablica pamiątkowa (poniżej). O błędnym umiejscowieniu upamiętnienia mówił Jan Gorczak „Włóczęga” (ur. 1929 r.), łącznik Pułku AK „Baszta”: przez cały czas Powstania miałem kwaterę przy ulicy Malczewskiego 17, a pod numerem piętnaście mieszkał dowódca pułku – pułkownik „Daniel”. (...) od czasu do czasu tam chodziłem, i pod numerem siedemnaście wisi wmurowana tablica, że tu mieszkał pułkownik „Daniel” w czasie Powstania. To nieprawda, bo mieszkał pod piętnastym. Nawet nasz oddział wystawiał wartę w tej willi koło pułkownika. Tablicę z czarnego granitu poświęcono i uroczyście odsłonięto 27 IX 1996 r. w obecności Romany Kamińskiej-Zielińskiej, córki „Daniela”.
![]() |
| Tablica w 2020 r. Fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 PL, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
W pierwszych dniach powstania w willi na rogu ul. Malczewskiego i ul. Krasińskiego mieściła się siedziba oddziału żandarmerii powstańczej. W budynku, jak wspominał Zbigniew Radłowski „Ohm” (1924–?) z Kompanii O-2 Pułku „Baszta”, mieszkała Hilia, Reichdeutsch i oczywiście różnie było. (...) Naszym zadaniem była ochrona sztabu, który był zaraz przy szpitalu elżbietanek, oraz wyłapywanie folksdojczów, gołębiarzy. (...) do funkcji żandarmerii należało również pilnowanie jeńców wojennych, a mieliśmy jeńców wojennych. W gmachu dowództwa były duże piwnice (to było koło szpitala Elżbietanek). Tam te piwnice były zabezpieczone kłódkami i [w nich] tych jeńców niemieckich się trzymało. (...) Było ich około piętnastu w tym okresie, kiedy byłem za klawisza, bo były różne funkcje. Jednego dnia były takie zadania, [drugiego] inne. Były też takie dni, kiedy mieliśmy polecenie pilnować Niemców. (...) Byli strasznie wystraszeni, a ja jak mówiłem przedtem, miałem kwaterę w willi po Reichdeutschu. Miał bardzo ładnie urządzone mieszkanie, między innymi bibliotekę. Przeglądałem tak sobie jego książki i patrzę – Im Westen nichts Neues („Na Zachodzie bez zmian”) Remarque’a. Tak sobie pomyślałem – wezmę to i zaniosę tym Niemcom, to taka pacyfistyczna książka, nich sobie poczytają. Wziąłem tą książkę i im zaniosłem.
![]() |
| Powstańcy w zdobycznym samochodzie przez szpitalem elżbietanek, sierpień 1944 r. Fot. Sabina Żdżarska „Anna”. Zbiory Muzeum Powstania Warszawskiego, sygn. MPW-IK/1712 (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Przy ul. Tynieckiej mieścił się sztab Wojskowej Służby Kobiet działającej w ramach Armii Krajowej. Aniela Iwaszkiewicz z Czerskich „Nela” (1922–?) od ok. 7–10 VIII 1944 r. służyła w biurze WSK. Opowiadała: Udałam się na ulicę Tyniecką; powiedziano mi, żebym się zgłosiła do państwa Łebkowskich. Ci z kolei powiedzieli mi, że w piwnicy nie ma miejsc, że mnie nie przyjmą do piwnicy. Powiedzieli: „Jest puste mieszkanie na parterze – jak pani się nie boi, to tam mieszka ksiądz [nazwisko niezrozumiałe]; niech pani tam mieszka na parterze.” Ja mówię, że bardzo chętnie, bo w piwnicy nigdy nie siedziałam. Zatrzymałam się więc u państwa Łebkowskich. Na drugi dzień poszłam i dowiedziałam się, gdzie jest komenda WSK. Komenda była na Tynieckiej. Komendantką WSK na Mokotów była wtedy moja nauczycielka od gimnastyki, pani Antonina Kon. (...) Pracowałyśmy razem; poprosiła mnie, żebym jej założyła ewidencję. Byłam świadkiem, jak zaprzysięgała kobiety. Sztab był wtedy jeszcze na Goszczyńskiego w szpitalu, ale ze sztabem nie miałam kontaktu, bo przychodziła łączniczka (...). Na noc chodziłam spać do państwa Łebkowskich na parter. Ten ksiądz Kainba był sympatyczny (...). Pracował wśród ludzi i gdzieś tam się kontaktował. Nie miałam z nim specjalnie kontaktu, ale podrzucał mi jedzenie, czasem mi coś przynosił. Jednego dnia komendantka powiedziała mi, że musi iść do Grójca. Powiedziała do mnie: „Wobec tego ty będziesz zaprzysięgała.” Był w WSK taki pokój z łazienką za parawanem; schowała się tam i sprawdzała, jak przyjmuję te zaprzysiężenia, czy dobrze to robię; podpowiadała mi, co i jak. Podszkoliła mnie trochę i wyszła. (...) Została zamordowana; zginęła po drodze. (...) Nie chodziłam do sztabu na Szustra, bo chodziła łączniczka i ona przynosiła mi rozkazy i dyspozycje – ile dziewcząt gdzie dać. Prowadziłam ewidencję, zaprzysięgałam i pracowałam, nie kontaktując się ze sztabem. (...) W tym czasie już tylko ja byłam na Tynieckiej, mieszkałam zaraz obok u Łebkowskiej, na Tynieckiej dwadzieścia któryś numer, a dwa domy dalej była komenda, w której pracowałam; miałam bliziutko i chodziłam właściwie tylko na tym odcinku, a między mną a sztabem kontaktowała się łączniczka.
Na ścianie budynku przy ul. Tynieckiej 26 umieszczono tablicę z czarnego granitu (odsłoniętą w 2000 r.) z napisem: W TYM DOMU / W DNIACH / POWSTANIA WARSZAWSKIEGO 1944 R. / DZIAŁAŁA / POCZTA POLOWA ARMII KRAJOWEJ / OBSŁUGIWANA PRZEZ „ZAWISZAKÓW” / HARCERZY SZARYCH SZEREGÓW.
![]() |
| Źródło (dostęp 10 VII 2026 r.). |
Skoro o Szarych Szeregach mowa, warto skupić się na udziale miejscowej młodzieży w powstaniu warszawskim, a wcześniej w ruchu oporu. Leszek Kosiński „Orzeł” (1929–2024), który mieszkał przy ul. Obserwatorów 16, jako uczeń szkoły W. Giżyckiego zaangażował się w harcerstwo konspiracyjne. W 2005 r. opowiadał: pewnego dnia idąc do szkoły zobaczyłem – siedział na ławce czy na jakimś takim trzepaku do trzepania dywanów, młody chłopak, trochę starszy od nas, mógł mieć osiemnaście, dziewiętnaście, dwadzieścia lat, i on nas zaczepił. To był właśnie emisariusz „Zawiszy”, którego zadaniem było organizowanie harcerstwa podziemnego w naszej szkole. Jego pseudonim był „Maciej – Krwawa Ręka” (...). Najpierw były luźne rozmowy, potem były już bardziej konkretne kontakty i zorganizował najpierw zastęp. (...) Ponieważ byłem może najbardziej dynamiczny, mnie zrobił zastępowym. Był ten zastępowy, jakichś kilku innych i to było wprowadzenie w to życie harcerskie okupacyjne. (...) potem ten zastęp rozrósł się w drużynę, zostałem drużynowym, (...) i to była ta 36 Warszawska Drużyna „Zawiszy.” „Maciej” początkowo był drużynowym, potem był opiekunem, a ja byłem drużynowym, potem w ogóle zniknął z horyzontu (...).
Kosiński wprowadził do harcerstwa kolegów z liceum Giżyckiego, m.in. Cezarego Różyckiego „Raróg” (1929–2024), który od czerwca lub lipca 1940 r. mieszkał z matką Jadwigą przy ul. Goszczyńskiego. Opowiadał: to właściwie była willa, trzy mieszkania, w jednym byli właściciele i dwa lokatorskie mieszkania. Różycki wspominał konspiracyjne harcerstwo: myśmy prowadzili szkolenia typu harcerskiego w lasach, wyjazd do Otrębusów, wyjazd do Józefowa na ćwiczenia. Tam, na jesieni 1943 roku, odbył się bieg młodzików. (...) Myśmy się uczyli po domach, po prywatnych mieszkaniach, poza szkołą, oficjalnie chodząc do szkoły ogrodniczej, odbywając praktyki ogrodnicze dla dokumentów. Wraz z Kosińskim i Różyckim w harcerstwie byli też inni uczniowie Giżyckiego: Tadeusz Łęcki, (...) Zbyszek Wilma (...), Bronek Opacki, Michał Kulikowski, Ryszard Gordon, Andrzej Rostkowski, Wacek Szymański, było jeszcze kilku kolegów.
Przed wybuchem powstania harcerze mieli opracowany system alarmowy, ale rozkazy nie przyszły, co sparaliżowało ich działanie. W dniu 2 lub 3 sierpnia chłopcy z kolonii lotników zauważyli powstańczy patrol w ruinach Królikarni. Kosiński opowiadał po latach: Oczywiście czym prędzej tam pobiegliśmy i – chyba 4 sierpnia – już nawiązaliśmy z nimi dobry kontakt (...). (...) obywatel Zadziora – był dowódcą chyba tej jednostki – namówił nas, żebyśmy poszli do Komendy Placu. Następnego dnia chyba, to jest 5 sierpnia, (...) poszliśmy na górę, na skarpę. (...) we trójkę poszliśmy jeszcze z moim kuzynem Bronkiem Opackim i przyjacielem sąsiadem Michałem Kulikowskim. Bronek miał pseudonim „Prus”, Michał pseudonim „Żyrafa”. Komenda mieściła się przy ul. Malczewskiego. Był tam major Szpak, który (...) bardzo się ucieszył: „Harcerze, znakomicie! Potrzebni jesteście, potrzebujemy łączników, znacie okolice?” Nikt nie znał lepiej okolicy niż my i od razu nas zaangażowano, zostaliśmy żołnierzami „Baszty”, bo „Baszta” była dominującą jednostką na Mokotowie w Komendzie Placu. Potem nam przydzielono rowery i przez jakiś czas byłem w tej Komendzie Placu. Do naszych obowiązków należało po pierwsze, rozwożenie biuletynów, bo już zaczęto drukować „Biuletyn Informacyjny”, publikowany przez Biuro Informacji, (...) rozprowadzanie hasła, dlatego, że co wieczór zmieniane było hasło i wszystkie jednostki, wszystkie, w miarę możności, jednostki otrzymywały hasło i odzew. Wartownik, który stał nocą i słyszał kogoś zbliżającego się, krzyczał – „Stój! Hasło!”. Ten musiał podać hasło, pytał o odzew, wartownik podawał odzew i wtedy mówił – droga wolna, czy coś takiego. Jeżeli tego hasła nie znał, to wtedy wartownik krzyczał – „Stój bo strzelam!” i ewentualnie strzelał. I teraz chodziło o to, żeby to hasło co wieczór przekazać do wszystkich, więc to należało do naszych zadań. Wsiadaliśmy na rower o jakieś 4 czy 5, jechaliśmy i komendantom oddziałów przekazywaliśmy to hasło. Trzecie to było od czasu do czasu (...) sprawdzanie przez Komendę Placu, jak daleko sięgają nasze placówki tak naprawdę (...). (...) zadanie było takie, że mamy jechać czy iść tak daleko aż Niemcy zaczną do nas strzelać. I jak będą strzały to znaczy, że doszliśmy już do granicy. To była dosyć ryzykowna zabawa. Pamiętam, że robiliśmy to parokrotnie. Tę relację potwierdził również wspomniany Bronisław Opacki „Prus” (1919–2025), który w 2005 r. opowiadał: Naszą rolą było iść dopóty dopóki do nas ktoś nie zacznie strzelać. Przy takich zadaniach jeden z moich przyjaciół został ranny, ale miał szczęście, jak mu powiedział lekarz. On przechodził bokiem przez szparę w murze, strzelec wyborowy w niego strzelił i kula mu przeszła przez jedyne miejsce w klatce piersiowej – lekarz mu mówił, że to jest pięć centymetrów kwadratowych – gdzie nie było nic, tylko płuca, ani serce ani żadnego innego organu. Kula weszła, wyszła czysto. Położyli go do szpitala Elżbietanek, to było blisko naszych kwater, my tam zaglądaliśmy, oglądaliśmy go. Jak zszedł z nami na dół, żeby nas odprowadzić, bo trochę chodził, „krowa”, czyli Nebelwerfer trafił w jego pokój na piętrze i wszystko zniszczył, zabił jego kolegów, on został sam.
![]() |
| Bronisław Opacki. Źródło (dostęp 9 VII 2026 r.). |
Leszek Kosiński „Orzeł” wspominał: byliśmy zaangażowani do organizowania pomocy ludziom z frontowych rejonów, które zostały zaatakowane. To znaczy, były rejony, gdzie jeszcze naszych nie było, czy nasi się wycofali i Niemcy wpadli (...). (...) zostałem mianowany drużynowym rozkazem jakiegoś Witolda chyba 12 sierpnia, z poleceniem zorganizowania drużyny, która będzie się zajmowała pocztą polową. Część tej drużyny to byli moi starzy harcerze, a część to byli nowi przybysze, którzy przychodzili – chłopcy z okolicy, którzy albo mieli jakieś pojęcie o konspiracyjnym harcerstwie, bo byli w innych drużynach, albo w ogóle nie mieli żadnego. I z tego stworzyliśmy znowu drużynę, której zadaniem tutaj było obsługiwanie Harcerskiej Poczty Polowej. (...) ja podzieliłem Mokotów na rejony, przydzieliłem do każdego rejonu po kilku listonoszy i oni otrzymywali codziennie rano pakiet listów do rozprowadzenia (...). (...) aby przejść z punktu A do punktu B, czasami to był po prostu spacerek, czasami to było przejście przez ulicę, wzdłuż której był obstrzał, wobec tego trzeba było znaleźć miejsce, które było bezpieczne. Takimi miejscami były barykady. (...) To rozprowadzanie listów to była cała gra, przeciwko i przeciwieństwom losu i przeciwieństwom wojny. My te listy, które były na terenie Mokotowa rozprowadzane, gromadziliśmy, sami je rozsortowywaliśmy i wysyłaliśmy – co, gdzie. A co do Śródmieścia, to się pakowało w paczki i się przekazywało, o ile pamiętam, do Komendy Placu, oni to dalej wysyłali, albo [przekazywało się] do starszych harcerzy. My ciągle byliśmy traktowani jako „Zawisza”, potem powstała grupa BS, czyli Bojowe Szkoły. Oni właściwie bardzo wcześnie zostali już wciągnięci do oddziałów bojowych, a potem my też tam do nich dołączyliśmy. (...) ta poczta mieści się najpierw na Tynieckiej 26, potem na Odyńca 11, a w końcu na Bałuckiego 12 na rogu Wiktorskiej, tam jest już do końca, czyli do 22 września, kiedy oficjalnie odbywa się ostatnia zbiórka i nasza drużyna zostaje rozwiązana.
Pocztę roznosił m.in. cywil dziesięcioletni Waldemar Kieryłowicz „Śmieszek” od 1938 r. zamieszkały przy ul. Odyńca 13 m. 6. Wspominał różne zadania, które miał jako harcerz poczty polowej. Opowiadał: Zarekomendował mnie (...) kolega Werner, pseudonim „Stefan”, który był już w poczcie polowej. Poszliśmy razem z Wojtkiem Skupiewskim, Wojtka Skupiewskiego przyjęli, a mnie powiedzieli: „Jesteś za mały, idź do mamusi”. W związku z powyższym włóczyłem się jak bezpański pies po tym Mokotowie i przyłączałem się do różnych oddziałów gospodarczych. (...) Potem (...) to pozwolili napełniać butelki benzyną, a to dali do rozniesienia pocztę – jak już nie było komu, to mnie dali tą pocztę. [Roznosiłem ją] Przeważnie na ulicę Woronicza albo w rejon Czeczota, gdzieś w pobliżu, daleko nie. (...) przeważnie myśmy nosili jedzenie, z piekarni na Olkuskiej chleb na ulicę Tyniecką, do szpitala, na ulicę Malczewskiego, w koszach te bochenki. Zatrudniali takich dzieciaków do noszenia. Śmieszne, bo człowiek jak niósł ten chleb, taki jeszcze świeży, pachnący, to starał się iść z tyłu tego koszyka i kombinował, żeby jak przechodził przez park Dreszera koło krzaków, żeby wziąć jeden bochenek, rzucić w te krzaki, a potem po niego przyjść i się dobrze najeść. Człowiek chodził dosyć głodny. Raz (...) siedziałem chyba na Malczewskiego, bo tam przeważnie korespondencja ze Śródmieścia przychodziła, i czekałem (...). Weszła jakaś łączniczka i prosiła, czy ktoś by jej nie mógł pomóc zanieść amunicję na Dolną. Wskazywali na mnie, że nie mam nic do roboty. (...) magazyn z amunicją był u wylotu ulicy Szarotki, na ulicy Krasickiego (w tej chwili jest tam chyba centrala telefoniczna), ten dom potem był zburzony. Zapakowała amunicję do swojego plecaka, mnie do torby po masce gazowej, zawsze ją nosiłem, bo na jedzenie, albo na coś. Dała chyba dwa magazynki od pistoletu i może kilka paczek papierowych z łódkami niemieckimi, z nabojami niemieckimi i żeśmy poszli na Dolną.
Pocztę roznosił m.in. cywil dziesięcioletni Waldemar Kieryłowicz „Śmieszek” od 1938 r. zamieszkały przy ul. Odyńca 13 m. 6. Wspominał różne zadania, które miał jako harcerz poczty polowej. Opowiadał: Zarekomendował mnie (...) kolega Werner, pseudonim „Stefan”, który był już w poczcie polowej. Poszliśmy razem z Wojtkiem Skupiewskim, Wojtka Skupiewskiego przyjęli, a mnie powiedzieli: „Jesteś za mały, idź do mamusi”. W związku z powyższym włóczyłem się jak bezpański pies po tym Mokotowie i przyłączałem się do różnych oddziałów gospodarczych. (...) Potem (...) to pozwolili napełniać butelki benzyną, a to dali do rozniesienia pocztę – jak już nie było komu, to mnie dali tą pocztę. [Roznosiłem ją] Przeważnie na ulicę Woronicza albo w rejon Czeczota, gdzieś w pobliżu, daleko nie. (...) przeważnie myśmy nosili jedzenie, z piekarni na Olkuskiej chleb na ulicę Tyniecką, do szpitala, na ulicę Malczewskiego, w koszach te bochenki. Zatrudniali takich dzieciaków do noszenia. Śmieszne, bo człowiek jak niósł ten chleb, taki jeszcze świeży, pachnący, to starał się iść z tyłu tego koszyka i kombinował, żeby jak przechodził przez park Dreszera koło krzaków, żeby wziąć jeden bochenek, rzucić w te krzaki, a potem po niego przyjść i się dobrze najeść. Człowiek chodził dosyć głodny. Raz (...) siedziałem chyba na Malczewskiego, bo tam przeważnie korespondencja ze Śródmieścia przychodziła, i czekałem (...). Weszła jakaś łączniczka i prosiła, czy ktoś by jej nie mógł pomóc zanieść amunicję na Dolną. Wskazywali na mnie, że nie mam nic do roboty. (...) magazyn z amunicją był u wylotu ulicy Szarotki, na ulicy Krasickiego (w tej chwili jest tam chyba centrala telefoniczna), ten dom potem był zburzony. Zapakowała amunicję do swojego plecaka, mnie do torby po masce gazowej, zawsze ją nosiłem, bo na jedzenie, albo na coś. Dała chyba dwa magazynki od pistoletu i może kilka paczek papierowych z łódkami niemieckimi, z nabojami niemieckimi i żeśmy poszli na Dolną.
Z kolei wspomniany Różycki, w czasie powstania czternastolatek, przez 2–3 tygodnie był gońcem komendy placu mieszczącej się przy ul. Malczewskiego, a potem zgłosił się do poczty polowej zorganizowanej przez „Szare Szeregi”. Zdecydował się na to, ponieważ to była organizacja harcerska. Wspominał: Uważałem, że jeżeli harcerze organizują pocztę, to jako harcerz powinienem tam być. Opowiadał też: Myśmy mieli dyżury (...). (...) mieszkaliśmy na Tynieckiej, w garażu nocował zespół gońców. Tam się siedziało w budynku, w komendzie placu. W momencie, kiedy przychodził bodajże oficer, mówił: „Goniec!” – to ktoś się zgłaszał, dostawał polecenie gdzieś pójść, coś przekazać, czy kogoś przeprowadzić i to się wykonywało. [Wyżywienie] Dostawaliśmy jako oddział w ramach pełnionej służby. (...) Mokotów był w dosyć szczęśliwej sytuacji, mianowicie miał duże zaplecze ogrodnicze. W związku z tym warzyw czy owoców nie brakowało (...). Wiem, że były kuchnie polowe, że komenda placu pobierała stamtąd posiłki, chleb. (...) musiałem ewentualnie mieć zgodę dowódcy, że się oddalam, on musiał o tym wiedzieć. Jeżeli to było w godzinach wieczornych czy nocnych to [konieczna była] znajomość hasła, żeby przejść przez posterunki. (...) Hasło było wydawane wieczorem. (...) funkcjonowało przez dwadzieścia cztery godziny (...). (...) Żeby na przykład wyjść poza łańcuch wartowników czy linię graniczną, poza placówki akowskie, to trzeba było podać hasło. Ostatnia placówka na południu była na rogu Woronicza i Puławskiej, na południe, bliżej obecnej stacji metra Wilanowska, były ogrody. Myśmy tam chodzili po jarzyny. Żeby przedostać się do ogrodu, to trzeba było podać hasło. (...) w komendzie placu na Malczewskiego w piwnicach byli przetrzymywani jeńcy niemieccy. Między innymi do naszych obowiązków należało podawanie im czy zanoszenie do piwnic, w których oni siedzieli, żywności. (...) Poczta była bezpłatna. (...) Myśmy mieli stanicę na Odyńca, między Tyniecką a Krasickiego, dwupokojowe mieszkanie, w tym jeden pokój był legowiskiem, na którym spaliśmy pokotem. (...) Poczta była roznoszona w dzień. Rano dostawaliśmy listy z wybranych ulic, za każdym razem chyba inne. Tam były dyżury, była próba zorganizowania życia, zawsze był sortownik, dyżurny czy ktoś tego rodzaju.
Łącznik pułku AK Baszta Maciej Daszewski „Maciek”, mieszkaniec kolonii lotników (ul. Obserwatorów, Ikara i sąsiednie), w 2011 r. opowiadał: Przydzielili nas do kwatermistrzostwa na ulicy Tynieckiej, vis-à-vis szpitala Sióstr Elżbietanek. (...) Myśmy dostali skierowanie do kwatermistrzostwa, do majora „Sława”. Major „Sław” był głównym kwatermistrzem. To się mieściło w willi, vis-à-vis wjazdu klombu przed szpitalem Elżbietanek. Myśmy tam siedzieli, czekali. Czasami żeśmy wyjeżdżali. (...) No i byliśmy tam w rozkazy. To było mniej więcej do 18 sierpnia.
Henryków pełen był ważnych punktów dla ruchu powstańczego. W budynku przy ul. Wejnerta 19 stacjonował przez jakiś czas powstańczy oddział Komendy Głównej Armii Krajowej pułk „Baszta” batalion „Olza” kompania O-3 pluton II pod dowództwem Henryka Zygmunta Kalskiego ps. „Thommy” (1921–2015). Wspominał po latach: Myśmy (...) prowadzili szkolenie, umacnialiśmy willę, wykopaliśmy rowy strzeleckie, pobudowaliśmy stanowiska w ogrodzie przed willą. Każdego dnia było bardzo „gorąco”. Ogłaszałem alarm przeciwlotniczy prawie codziennie, samoloty nadlatywały, bombardowały, pociski się rwały. Ludność cywilna, niestety, ginęła. (...) Ale pomimo wszystkich tarapatów, w drużynie mieliśmy tak zwane „obiady czwartkowe”. (...) Na obiad podawano nam kluski kładzione ze słoninką i z cebulką. Mąkę na kluski przynosiła nasza sanitariuszka Lucyna Nachorska, która miała rodziców na Mokotowie, a rodzice mieli piekarnię. Korzystaliśmy z tego i w ten sposób się dożywialiśmy. (...) Było bardzo luksusowo. Różne historie sobie opowiadaliśmy przy jedzeniu i było wesoło. (...) Na co dzień dostarczano nam z ogólnej kuchni na Mokotowie w baniakach zupę i co było można. (...) Nawet było mięso. Grochówka. Ale przeważnie wodniste wszystko było. Z budynku przy ul. Wejnerta 19 powstańcy prowadzili ostrzał na południowy zachód i wspomagali siłę ognia Pudełka”, wspierając stacjonujący tam I pluton kompanii O-3. W dniu 10 VIII 1944 r. oddział odparł atak czołgu oraz piechoty nacierające od strony Fortu Mokotów. W dniu 24 IX 1944 r., podczas niemieckiego natarcia, w budynku przy ul. Wejnerta 19 zginęła lub została ranna cześć plutonu II, m.in. zginął strzelec „Piorun”, ranni zostali: Dziuba ps. „Dzicioł”, „Kruk” i dowódca „Tommy”, który po opatrzeniu ran następnego dnia wycofał się resztą oddziału do budynku na rogu ul. Malczewskiego i Puławskiej [OW].
![]() |
| Budynek przy ul. Wejnerta 19 (elewacja od Al. Niepodległości), 1939 r. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
Jak podał Czesław Madajczyk w publikacji Ludność cywilna w powstaniu warszawskim. Prasa, druki ulotne i inne publikacje powstańcze, w budynku przy ul. Pilickiej 24 w czasie powstania działał Komitet Obywatelski, natomiast Władysław Bartoszewski przekazał, że działał tu Komitet Niesienia Pomocy Uchodźcom. W budynku przy ul. Pilickiej 34 mieściła się kuchnia „Pomoc Żołnierzowi” podlegająca pod Komendę Główną Armii Krajowej (kwatermistrzostwo pułku „Baszta”). Pracowała tu m.in. Halina Radlicz „Lilka” „Wiesia” (1905–1986) pochodząca z Sosnowca.
W czasie powstania komendę komendy obwodu Pułku „Baszta” przeniesiono do budynku przy ul. Puławskiej 130, co w odniesieniu do końca sierpnia 1944 r. wspominała harcerka i sanitariuszka Eugenia Gugała-Stolarska „Werka” (1928–2018), mówiąc: Oczywiście komenda mieściła się w piwnicy budynku mieszkalnego, blokowego.
![]() |
Ulica Lenartowicza róg Wejnerta, w głębi widoczny dom przy ul. Lenartowicza róg Pilickiej, koniec lata 1944 r. Mieszkańcy okolicznych domów (na rękach ojca Antoniego Michalskiego córka Barbara Juda, na pierwszym planie bracia bliźniacy Piotr i Kazimierz Jastrzębscy). Fot. st. strzelec Henryk Zygmunt Kalski ps. „Tommy”, dowódca drużyny w II plutonie kompanii O-3 pułku AK „Baszta”, ranny 25 IX 1944 r. na ul. Wejnerta. Źródło zdjęcia i informacji (dostęp 1 VII 2026 r.). |
Z Henrykowa tylko rzut beretem na tereny, które długo zachowały wiejski charakter i w czasie powstania stanowiły zaplecze żywieniowe Mokotowa (Szopy Niemieckie, Szopy Polskie...). Sytuację zaopatrzeniową dzielnicy wspominał Ryszard Wagner „Karol” (ur. 1930 r.): Nie była najgorsza, bo były te ogródki działkowe, tak że były pomidory, były warzywa, tak że pod tym względem było jako tako. Również Stanisław Andrzej Fibich „Wacek” (1929–2015), łącznik stacjonujący przy ul. Pilickiej, gdzie było wówczas 14–15 chłopców-łączników, opowiadał: Byliśmy dobrze zaopatrzeni. Na Mokotowie z jedzeniem nie było specjalnego kłopotu, ponieważ było dużo ogródków, więc były jakieś pomidory, była cebula, były ziemniaki. Tam się wchodziło wieczorami między polskie a niemieckie linie i tak się wyrywało te ziemniaki. Łączniczka Alicja Kucharska „Zawiejka” opowiadała: Przysyłano nam jakąś żywność, jakieś obiady przynoszono, podawano śniadania, pieczywo, bo była piekarnia przy ulicy Puławskiej, na Olkuskiej, ale coraz to było gorzej przez natarcia Niemców. Słodki czas względnego spokoju się zakończył i było coraz gorzej. Musieliśmy sobie sami radzić. To znaczy jak był czas po służbie, to się brało takie wielkie wory, nie wiem, z czego one były, i szło się z Pilickiej na Ksawerów, bo tam były pola; z kapustą, ziemniakami, pomidorami. Stamtąd się to dopiero ściągało, czołgało się po polu, a trochę dalej, pod Okęciem stały już te niemieckie „flaki” – broń przeciwlotnicza, często nas tam postrzelali (...). Jeszcze podstawą naszego wyżywienia na Mokotowie był miód sztuczny. (...) Pamiętam ten taki słodko-mdły smak. To była podstawa naszego wyżywienia. Robiliśmy z tym miodem wszystko, dawało się i do chleba, i do jedzenia, i do smażenia naleśników, które żeśmy bełtały z wody z mąką. Ten miód przeszedł do piosenki o sanitariuszce „Małgorzatce”. Fabryka sztucznego miodu znajdowała się przy ul. Puławskiej 140. Lesław Bartelski wspominał, że używano go używano do chleba z piekarni „Czarnego Janka” w Królikarni. Strzelec Andrzej Lisicki „Szabla”, „Ścigły” (1927–2011) wspominał: Była fabryka miodu sztucznego na Puławskiej, niedaleko Woronicza. Taszczyliśmy stamtąd beczułki z miodem. (...) była pomoc w organizowaniu wyżywienia – to była też ważna sprawa. Mokotów miał na przedpolu, od strony alei Niepodległości, rozległe działki – tam, gdzie teraz za aleją Niepodległości jest całe miasto wybudowane. Ale wtedy tam były po prostu działki. Tak że też naszym zadaniem było przynoszenie po nocy jakiegoś jedzenia: ogórki, pomidory – co się tam dało. Wszystko można było zjeść. Przecież myśmy podczas Powstania na Mokotowie zjedli wszystkie koty, wszystkie psy, gołębie ginęły też od podmuchów pocisków – co spadło na ziemię, to też szło do kotła. To było też naszym zadaniem. Sanitariuszka Marina Zapalska „Siostra Maria” opowiadała, że kucharka pracująca w zorganizowanym przez nią szpitalu przy ul. Puławskiej 140 pod kulami chodziła. Bo zaraz za Woronicza były pola, więc chodziła po kartofle, po pomidory, po coś tam, no jakąś taką zupinę, byle co się gotowało, nic więcej. Powstaniec Stanisław Heřman „Olszewski” (1921–2013) wspominał: Jak już byłem w oddziale na Mokotowie mieliśmy bardzo dobre zakwaterowanie. Wtedy byliśmy zakwaterowani na rogu Tynieckiej i Odyńca, [było tam] bardzo dobre wyżywienie. Była tam dobrze zorganizowana cała służba cywilna, już właściwie od pierwszego dnia Powstania. (...) Mokotów miał jedną przewagę nad innymi. Myśmy mieli dużo zieleniny, kartofli. Brakowało nam może mięsa, brakowało nam może tłuszczy, brakowało nam innych rzeczy, ale myśmy mieli dużo warzyw. Ogródki działkowe, które tam były, i ogrody przydomowe dawały tę wielką przewagę nam, szczególnie nad takimi dzielnicami, jak Starówka czy Śródmieście. Zbigniew Karnicki „Kaczor” zapamiętał: Koty były zjedzone wszystkie, to fakt. Kotów nie było już potem w ogóle. Psy to raczej niechętnie, nie wiem dlaczego, ale wszyscy uważali, że psina jest niedobra, ale kocina była bardzo smaczna. Jeść było co, jak manna z nieba spadała: gdzieś nieoczekiwanie zrzuty lotnicze z samolotów zrzucali. Tylko niestety zrzucali bez spadochronów. To wypchnięte z samolotów spadło obojętnie gdzie, zostawały tylko strzępy z całej paczki, ale trzeba było to zbierać. To było nasze wyżywienie, bo przecież nie było nic innego w tym czasie. Rzeczywiście warunki, jeżeli chodzi o wyżywienie, były straszne. Zofia Dillenius „Jodła” opowiadała: Można było zdobyć gdzieś pomidory, jakieś kartofle, bo w pobliżu były działki, zielone tereny. Tylko w czasie ostatnich dni Powstania jedzenie było fatalne, osobiście żywiłam się jedną kostką maggi rozpuszczoną w szklance wody. Była też kasza z robakami, której nie mogłam przełknąć. Tadeusz Stanisław Zaliwski „Tadek Granat” (1929–2009) z Harcerskiej Poczty Polowej opowiadał: Na początku Mokotów był taką dzielnicą gdzie były pomidory, rwało się ogórki, ale to szybko zostało zjedzone w końcu też już nie było, to się chodziło między linie niemieckie i tam się zrywało. Kiedyś mnie Niemcy ostrzelali nawet. Wlazłem [na pole] i kartofle zbierałem. (...) Tydzień przed upadkiem Powstania na Mokotowie skończyło się wszystko powoli.
![]() |
| Kanalarze przy budynku przy ul. Malczewskiego 6, początek września 1944 r.: od lewej: strz. Henryk Ziółkowski „Góral”, strz. Maria Domińska „Marysia”, st. strz. Edmund Golenia „Karlik” i ppor. Janina Zaborowska „Rena”. Fot. Sabina Żdżarska „Anna”. Zbiory Muzeum Powstania Warszawskiego, sygn. MPW-IK/1713 (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Niezaangażowana w walkę zbrojną cywilka Ewa Porwit z Krzemieniewskich (ur. 1927 r.), zamieszkała przy ul. Krasickiego, wspominała udział w zaopatrzeniu powstańców i zagrożenia z tym związane: myśmy mieli w naszym domu, w naszej piwnicy bardzo duże zapasy żywności, ponieważ mój dziadek miał folwark niedaleko Warszawy, w którym pracował dzierżawca. Pieniądze nie miały szczególnego znaczenia, ale duże znaczenie miały artykuły żywnościowe, które w tym folwarku były produkowane. (...) dziadek był bardzo już wiekowym człowiekiem, więc od nas [przysyłał] – zostawały małe porcje, a u nas się gromadziło to, co on przysłał. I przysłał na trzy dni przed Powstaniem, co było nieprawdopodobnie cenne, i to się właśnie bardzo przydało, dlatego że u nas w domu stał kocioł na kuchni i była gotowana [zupa. Stał] duży gar zupy i kto przyszedł głodny, to mógł dostać duży talerz zupy. (...) wiedziałam, że na ulicy Krasickiego jest kuchnia gotująca dla Powstańców. I ja się tam zapytałam, czy czegoś nie potrzebują. „A tak, idź i przynieś nam stąd to i to, bo tam powiedzieli, że nam dadzą do naszego gotowania”. I ja dostawałam polecenie, że mam przynieść jakieś artykuły żywnościowe, które będą przydatne przy gotowaniu pożywienia dla powstańców, a równocześnie korzystałam z tego, co miałam od tego dzierżawcy, prawda. (...) Na ulicy Krasickiego był taki sklepik, do którego się schodziło po schodkach, on był właściwie na poziomie piwnic. I zaplecze tego sklepiku stanowiła ta kuchnia. (...) Oni nie mieli takich możliwości, żeby dostawać, więc jak ja im przywoziłam, przynosiłam, jak nie było dostaw, a przynosiłam im z moich zapasów, to było bardzo cenne. Ale dlaczego ja to opowiadam. Bo Niemcy wysyłali z Okęcia co jakiś czas tam – ale krótkie okresy czasu, godzina, dwie – samoloty, które kontrolowały z góry, co się tam dzieje. I jak zobaczyli, że dym leci z komina jakiegoś domu, no to znaczy, że coś tam się dzieje, to trzeba go zbombardować. I tam gdzie myśmy mieszkali w tym domu państwa Lgockich, gdzie myśmy mieli to mieszkanie po przeprowadzce z Willowej, oni tam nastawili na ten dom, ponieważ tam się gotował też między innymi ten kocioł zupy, bo na czymś musiał się gotować, a jak się gotował, to z komina coś tam leciało, wiec oni widzieli. To oni nastawili tak zwaną krowę (...). (...) Pierwszy strzał poszedł po dachu. To był płaski dach, więc niewiele stało. Ale zorientowali się, że nie trafili. (...) To zniżyli wobec tego i puścili. I jak ten dom był taki, to o, ta część środkowa i te połówki zostały, a ten środek cały został zburzony. (...) trzy czy cztery osoby zginęły. (...) to się rozsypywało. (...) Wyszliśmy, tak jak staliśmy, tylko że to było bardzo duże mieszkanie, więc z części mieszkania można było wziąć, ale akurat z mojego pokoju i pokoju mojego brata nie można było (...).
![]() |
| Kartka z dziennika harcerskiego Adama Bieńkowskiego. Źródło (dostęp 9 VII 2026 r.). |
W tym czasie, tj. na początku września 1944 r., w budynku przy ul. Puławskiej 107, w prywatnym mieszkaniu płk dypl. w st. spocz. Adama Remigiusza Grocholskiego „Waligóra” (1888–1965), mieściło się dowództwo pułku AK jego imienia. W 2005 r. Jan Bandurski „Norwid”, plutonowy „Baszty”, wspominał, że dowódca kwaterował naprzeciwko Malczewskiego (...) w niewykończonym domu 103 A, B, C. Dodał: Tam willa jest, mówią, że jeszcze z „Ogniem i Mieczem”, że to była willa Keslinga… Jak robili remont generalny (...) znaleziono dokumenty „Waligóry” po podłogą. Kim był „Waligóra”, którego Lesław Bartelski „Saski”, autor opracowań o powstaniu na Mokotowie, określił mianem legendarnego? To oficer operacyjny III powstania śląskiego, adiutant marsz. Józefa Piłsudskiego w Ministerstwie Spraw Wojskowych, kawalerzysta 1 pułku strzelców konnych. Po przejściu w stan spoczynku w 1934 r. zajął się poezją, malarstwem i filozofią, zaś w 1939 r. za zgodą Naczelnego Wodza stworzył oddział partyzancki „Brochwicz” (jego pseudonim ze Śląska), a później był współtwórcą i drugim komendantem Wydzielonej Organizacji Dywersyjnej AK „Wachlarz”.
„Waligóra” był dowódcą pułku i V Komendy AK. Jego adiutantami ppor. Jan Grocholski Janek” (bratanek „Waligóry”) i ppor. br. panc. Zbigniew Skrzywanek „Zbyszek”, szefem sztabu por. piech. Adolf Moczulski „Tadeusz”, oficerem operacyjnym por. Wiktor Kurowski „Jastrzębiec II” (były dowódca kompanii ochotniczej Baszty, poległ na Sielcach 13 IX 1944 r.), szefem saperów por. Zenon Łuczak „Inżynier”, a kwatermistrzem por. rez. kw. Józef Niderhaus-Zawistowski „Zawisza”.
Na ścianie budynku przy ul. Puławskiej 103 znajduje się tablica z czarnego polerowanego granitu upamiętniająca Adama Remigiusza Grocholskiego odsłonięta we wrześniu 2002 r.
Od 8 września koło pałacu Henryków siostry i mieszkańcy pałacu zaczęli kopać rów przez podwórze na pobliskie pole, gdzie wykonano schron. Podobne kopano w innych miejscach Henrykowa i na jego obrzeżach. Waldemar Kieryłowicz „Śmieszek” zapamiętał nalot na domy na Odyńca, między ulicą Tyniecką a Puławską (...). (...) widziałem z naszego balkonu [domu przy ul. Odyńca 13 – przyp. M.W.K.], jak od strony Malczewskiego leciał jeden samolot, za chwilę potworny huk i te domy się rozsypały. Ludzie biegli ratować tych zasypanych. Po tym wypadku komendant naszego bloku, domów 11, 13, 15 i 17, zarządził, żebyśmy kopali rowy schrony za naszym podwórkiem. Był placyk i budowano schrony, że w razie czego, w razie nalotu, żeby ludzie nie siedzieli w piwnicach, tylko uciekali do tych rowów.
Wczesnym popołudniem 2 IX 1944 r. Niemcy zbombardowali kamienicę czynszową przy ul. Malczewskiego 3/5. Mieścił się tam szpital, w którym pracował ojciec Piotra Słonimskiego „Prot”, „Andrzej”, Piotr Wacław Słonimski (brat pisarza Antoniego Słonimskiego). Słonimski junior opowiadał: Szpital Elżbietanek był zbombardowany, dom był zniszczony, ale część rannych została przeniesiona do piwnic na rogu Tynieckiej i Malczewskiego, taki dom czteropiętrowy, klasyczny warszawski dom, Malczewskiego 3/5 i tam w piwnicach był oddział, którego ordynariuszem, kierownikiem tego oddziału szpitala był ojciec. Matka pracowała jako sanitariuszka. Tam było kilkudziesięciu, może nawet stu rannych. (...) Wszyscy zginęli, cały budynek się zawalił. Jeszcze oni potem obstrzeliwali to z karabinów maszynowych. Sztukasy przyleciały, dlatego, że poprzedniego dnia, czy nad ranem tego samego dnia oni wywiesili olbrzymią płachtę z czerwonym krzyżem na dachu tego domu. Niemcy wtedy, to była zasada, Szpital Elżbietanek najpierw, potem Szpital Ujazdowski, wszystkie te szpitale były bombardowane. Łącznie zginęło 160 osób, w tym 40 żołnierzy 3 kompanii Obwodu WSOP por. Tadeusza Jakubca „Judym” pełniący obowiązki żandarmerii. Aniela Iwaszkiewicz z Czerskich „Nela” tak zapamiętała te wydarzenia: był nalot i Niemcy zbombardowali Malczewskiego. Była tam spółdzielnia, w której mieszkało dużo ludzi. Bombardowanie było straszne. Niemcy zbombardowali domy na Malczewskiego w kierunku Puławskiej, także tę spółdzielnię. W wyniku tego bombardowania w pokoju, w którym mieszkałam, rozstąpiły się ściany. Odsunęły się tak, że można było włożyć rękę, ale dom się nie zburzył. Bombardowanie było w nocy. To było straszne, dlatego że to była duża spółdzielnia, duży blok od ulicy Tynieckiej aż do Puławskiej; tam teraz na Malczewskiego jest policja. Był tam taki wielki gmach, który się palił; to było coś strasznego. Chłopcy w tym ogniu usiłowali się dostać do ludzi, byli widoczni, bo ten ogień... Ja to wszystko widziałam ze swojego pokoju. Widziałam, jak oni usiłują kogoś ratować, wyciągnąć. (...) Nie poszłam tam, bo nie było ratunku; widać było, że tam nie ma dojścia. Z kolei Jan Gorczak tak zapamiętał ten powstańczy epizod: Na rogu Puławskiej i Malczewskiego (ten róg jest kolisty), tam gdzie teraz stoi stacja benzynowa, była restauracja. Oczywiście wszystko z restauracji było wyprzątnięte i był tam posterunek obserwacyjny. Mniej więcej co dwie godziny się ten posterunek zmieniał i tam miałem właśnie posterunek obserwacyjny. W tym czasie nadleciały trzy niemieckie sztukasy i zbombardowały dwa domy na Malczewskiego przyległe do tego narożnego domu. Została tylko kupa gruzów. Różnie mówili: że sześć bomb rzucili, że dziewięć, że trzy bomby – różnie. W każdym razie były dwie wielkie kupy gruzu, a właściwie jedna wielka kupa gruzu, a ja obok w tej restauracji. Dostałem jakiegoś szoku.
Brak upamiętnienia bombardowania kamienicy przy ul. Malczewskiego 3/5 i ludzi, którzy tam zginęli. Piotr Słonimski „Prot”, „Andrzej” opowiadał po latach: Mam czworo wnucząt. Pierwszy raz byłem z nimi w Warszawie dobrych parę lat temu, ale już po powrocie demokracji i wolności. Kupiłem dużo kwiatów i wszyscy nieśli te pęki kwiatów. Chcieliśmy po prostu złożyć to na tym miejscu na rogu Malczewskiego i Tynieckiej. Składamy to. Wychodzi policjant i mówi: „Czego? Co wy tutaj?” Tłumaczę mu. Nie, tu nic nie ma. Nie można składać kwiatów. Jak to? Bomba może być. To tłumaczę. Nie ma żadnej tablicy, nie ma żadnego śladu. Jest jakaś komenda policji stołecznej, poza tym podwórko, na którym stoją samochody i nie ma śladu. A tu zginęło sto pięćdziesiąt osób i nic nie ma.
Także w niedzielę 3 września Niemcy bombardowali z broni pokładowej ul. Malczewskiego, Krasickiego, Naruszewicza i Pilicką. „Nela” opowiadała: Dom, w którym była WSK, też został zniszczony. Na drugi dzień przyszli do mnie i powiedzieli, że ten dom nie nadaje się, że przenosimy się na Dąbrowskiego, na Szustra. I tam na Szustra na pierwszym czy drugim piętrze był nasz oddział WSK. Dostałam dwupokojowe mieszkanie, gdzie miałam nocować, a w ciągu dnia prowadziłam pracę WSK. I też do sztabu nie chodziłam. (...) materiały przynosiła mi ta łączniczka. Do mnie przychodziły dziewczęta do oddziałów. Z kolei Piotr Słonimski „Prot”, „Andrzej” opowiadał: Stworzyłem punkt opatrunkowy i punkt sanitarny w jednej z willi na ulicy Malczewskiego, niedaleko tego miejsca, gdzie rodzice zginęli, niedaleko Szpitala Elżbietanek. Tam miałem kilku, czasem kilkunastu rannych operacyjnych, operacje łatwe technicznie. To trwało jakieś dwa tygodnie. Gdzieś około 15 czy 18 września, coraz bardziej się Niemcy zbliżali, zagrożenie było co raz większe. Przeszedłem przez Park Dreszera, który był już pod obstrzałem, tak że myśmy zostali odcięci. Przeszedłem, zgłosiłem się do pułkownika „Karola”, który był wtedy dowódcą Mokotowa. On mnie przydzielił do „Baszty”, bo tam lekarz III-go batalionu był ranny czy chory w każdym razie potrzebowali lekarza. Więc tam mnie przydzielili i tam byłem parę dni wszystkiego. Miałem dwie wspaniałe sanitariuszki: Magda i Magdalena Załuskie, siostry Załuskie. Byłem tym lekarzem, biegałem. Front był wzdłuż Szustra, zresztą był to bardzo dobrze zrobiony front, w piwnicach opatrywałem rannych.
Sanitariuszka i lekarka w czasie powstania Marina Zapalska „Siostra Maria” wspominała, że 15 IX 1944 r. podczas bombardowania willi przy ul. Wejnerta 38 zginął lekarz Edward Loth, który przeniósł się na Mokotów z żoną Jadwigą z Niemiryczów „Jadwiga” (1882–1944), też lekarką, z V Ośrodka Zdrowia przy ul. Świętojerskiej. Podczas bombardowania domu zginęła też ich córka Helena Giżycka z Lothów (1916–1944), która pracowała w szpitalu elżbietanek.
![]() |
| Jadwiga Loth. Źródło (dostęp 9 VII 2026 r.). |
Następnego dnia, w sobotę 16 września, kiedy Niemcy bombardowali „Alkazar” (redutę na rogu al. Niepodległości i ul. Odyńca), w piwnicach przy ul. Puławskiego 130 odbyła się narada komisarza cywilnego Antoniego Hanenbacha „Antoni Gruby” z kierownictwem „Społem” (w tym z prezesem prof. Marianem Rapackim). Wówczas bomby spadły na budynki przy ul. Puławskiej 130 i 128. Zginął Rapacki, a także por. Tadeusz Olszewski Wojtek Nurski, inspektor V Obwodu WSOP. Powstańcy tej formacji pomogli ocalić zasypanych. Odkopano m.in. rodzinę ppor. Władysława Kura „Włóczęga”, szefa taborów i rzeźni. Ci, którzy zostali w piwnicach budynku do kolejnego niemieckiego nalotu, który nastąpił ok. 10:00, nie przeżyli. Inny nalot bombowy trafił w budynek na zapleczu kamienic przy ul. Puławskiej. Zginęła wówczas m.in. Joanna Piotrowska „Imogena” z kompanii B1 (1928–1944). Pochowano ją wiosną 1945 r. na cmentarzu przy ul. Wałbrzyskiej.
![]() |
| Powstańcy przy ul. Malczewskiego 20, 1944 r. W głębi budynek szpitala elżbietanek. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Podczas ataku Niemców na Królikarnię 24 września w blokach przy ul. Puławskiej 140 i 142 stanowiska mieli żołnierze kompanii K1. Od wschodu budynek szkoły przy ul. Woronicza 8 ubezpieczał pluton pchor. „Georga”, a dwa plutony K3 zajmowały pobliskie wille. W tym miejscu warto podać kilka faktów na temat budynku szkoły, który oddano do użytku w styczniu 1939 r. Była to Szkoła Powszechnej nr 36, w powstaniu miejsce o kryptonimie „Koło”. Po zajęciu Warszawy przez Niemców w 1939 r. przekształcono ją w koszary, a w lipcu 1944 r. stacjonowała tu kompania rowerowa wojsk łączności SS. Szkołę powstańcy zdobyli już 2 VIII 1944 r. i utrzymali do 24 IX 1944 r., kiedy to Niemcy skierowali na nią swoje główne natarcie (ostrzał z artylerii i moździerzy, czołgi Dywizji „Hermann Göring”). tego dnia budynku bronili powstańcy osłabionego już batalionu AK „Karpaty” i żołnierze Kompanii K3. Kompania K2 była przy rogu Naruszewicza i Tynieckiej, wspomagana przez OS V por. Klimka. Po całodziennym natarciu Niemcy zdobyli połowę Królikarni i szkołę przy ul. Woronicza. Róg ul. Puławskiej odbito przeciwuderzeniem. Linia obrony powstańców przebiegała ul. Woronicza w kierunku na ul. Puławską 132.
Mokotów płonął nie tylko w pobliżu Królikarni, gdzie walki miały dramatyczny przebieg, ale i dalej. Płonęły np. wille przy szpitalu elżbietanek, które roztaczały łunę oświetlającą okolicę. Jeden z punktów sanitarnych do przeniesienia rannych ze szpitala elżbietanek wyznaczono przy ul. Malczewskiego 16, w byłych pomieszczeniach aresztu, zaś więźniów i jeńców przekazano komisariatowi Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa. Kanałami zaczęto się nielegalnie i małymi grupkami przenosić do Śródmieścia, bo zaczynały się pogłoski o kapitulacji dzielnicy. Dowództwo niemieckie skierowało atak na południowy bastion dzielnicy przez ul. Goszczyńskiego i Malczewskiego, by połączyć swoje siły z pancernymi i piechotą przy szpitalu elżbietanek. Wówczas przy ul. Wejnerta walczyła kompania por. „Ludwika”, której część wycofała się do szpitala, a dowódca z kilkoma chłopcami opóźniał natarcie Niemców. Atakowali mocno na szkołę przy u. Woronicza, której broniła Kompania K2, a potem K3. Oddziały walczące w okolicy wspierały przybyłe z innych rejonów oddziały „Baszty”, które musiały przedzierać się przez tłumy uciekających na północ cywilów. Niemcy osiągnęli zabudowania zniszczonego szpitala elżbietanek i przebijali się ul. Malczewskiego, gdzie na narożniku z ul. Tyniecką goliat (mały czołg niemiecki wyładowany dynamitem i sterowany za pomocą kabla) zwalił zabudowania. Drugi czołg unieruchomił, przecinając kabel, szesnastoletni ochotnik strz. „Goliat”, ale zginął – ten epizod pokazano w Kanale Andrzeja Wandy. Broniła się placówka „Westerplatte” (róg Niepodległości i Ursynowskiej), a blok przy ul. Puławskiej 103 obsadzono 80 powstańcami z placówkami wysuniętymi w stronę Królikarni. Powstańcy wycofywali się na północ, kontrolując coraz mniejszy obszar.
| Źródło: Powstanie na Mokotowie. Relacje dowódców. Warszawskie Termopile 1944, red. J. Kłoczowski, Warszawa 2009, s. 187. |
Swoje doświadczenia z ostatnich dni obrony Mokotowa wspominał Adam Bieńkowski „Żołądź”: Dotarliśmy na Woronicza i tu się okazało, że jest kiepściuchno, bo Bukowińska zajęta przez Niemców, Puławska 162 zajęta przez Niemców, Królikarnia zajęta przez Niemców, tak że pierwszą linią się zrobiła ulica Woronicza. Jakieś oddziały, grupy, kompanie broniły szkoły przy Woronicza, mój pluton znów się rozmieścił gdzie żeśmy zaczynali, w tych budyneczkach na zachód od ulicy Krasickiego i Niemcy jakoś zrobili sobie przerwę. Zrobił się wieczór i ma być przeciwnatarcie żeby odzyskać to, co się straciło. (...) Myśmy w rowie się rozmieścili wzdłuż ulicy Woronicza, za nami budynek na ulicy Woronicza płonący, który nas wspaniale oświetlał jakbyśmy łeb z tego rowu chcieli wystawić, a przez to pole gdzie teraz jest komenda policji (...). (...) Na tym polu Niemcy gdzieś z dwóch stron ustawili karabiny maszynowe i ciurkiem, dosłownie ciurkiem posyłają serię za serią, serię za serią, krzyżowym, tak zwanym ryglowym ogniem pokryli to pole. (...) Ale szturm na Królikarnię się zaczął, tak że chłopcy dotarli do muru. Niemcy jak się zorientowali, że z drugiej strony muru coś się dzieje, to przez ten mur z granatników zaczęli ostrzeliwać, tak że piechota zaległa, nie było mowy o tym. (...) To trwało gdzieś do… przed świtem i przed świtem nam kazali się cofnąć na pozycje wyjściowe, do pozycji obronnych. (...) następne dwa dni były takie, żeśmy zajmowali jakiś budynek, to potem nas Niemcy stamtąd wykurzyli, to myśmy się cofnęli do innego budynku, a potem się okazało, że Niemcom albo się znudziło, albo doszli do wniosku, że bezpieczniej będzie gdzie indziej, to myśmy znów się [schowali]… (...) sam się znalazłem i za jakąś willę, schodki, taras, zaczynam iść po schodkach, na taras wylazłem, wchodzę do pomieszczenia, a tam kupa Niemców, cholera. Pociągam za tego stena, za spust, rzeczywiście mi się zacina, a mnie za frak ktoś łapie z tyłu, ciągnie za winkiel i granat, filipinkę szturmową, tak to się nazywało, nie wiem skąd, zasunął tam. Fu! Kupa ognia, ale nie czekaliśmy na efekt tego, nie zaglądaliśmy już tylko cyk, wycofaliśmy się. Czy miałem kontakt? Miałem kontakt dosyć bezpośredni. To już było na Krasickiego 7, znów był najazd, atak czołgów i tym razem było już z piechotą, już za czołgami się posuwała piechota. To do tej piechoty żeśmy grzali z czego kto miał i chyba skutecznie grzaliśmy, bo i te czołgi i ta piechota się wycofali. W tym czasie były walki bardzo ciężkie o szkołę na Woronicza, rzeczywiście walczyli chłopaki o każdą klasę. W każdym razie ten wieczór (...) to musiał być 26 września, znalazłem się na ulicy Tynieckiej, na pierwszym piętrze, chyba w zabudowie jednopiętrowej, też z kolegą, z rusznicą przeciwpancerną, ze zrzutu sowieckiego z kolei. (...) oni bez spadochronów zrzucali, z kukuruźnika zrzucali i to się rozbijało, niszczyło wszystko. Nawet zaopatrzenie, masło zrzucili, to jak taki worek z masłem rąbnął, to masło całe ochlapało budynek, tak że potem ludzie zeskrobywali ze ścian to masło. W każdym razie z kolegą, znów tylko dwóch nas było, a może gdzieś obok było kolejnych dwóch i kolejnych dwóch. On z tym peteerem, z rusznicą, protiw tankowa rusznica, to jest peteer. Na Tynieckiej się znaleźliśmy, na budynku przy Naruszewicza, który był dla nas vis-a-vis, pojawił się czołg niemiecki oczywiście i ten czołg sobie zaczął strzelać w ten budynek, w którym myśmy byli. Na szczęście on strzelał po parterze, a myśmy byli na pierwszym piętrze, ale co na dole wybuchło, to myśmy podskakiwali. Do Tynieckiej dotarliśmy, szkołę na Woronicza już zajęli Niemcy, przed nami Niemcy, na Naruszewicza jeszcze byli nasi chłopcy, to teraz już wiem, ale wtedy nie wiedziałem. Ale Malczewskiego, Odyńca, Ursynowska już się wdarli Niemcy, już te ulice pozajmowali, a myśmy jak te sieroty na tej Tynieckiej zostali. (...) w nocy jakiś łącznik przyszedł i zaczął zbierać do kupy tych, którzy właśnie zostali. Jak ich zebrał, nie wiem ilu nas było, kilkunastu, to jakoś do skarpy, wzdłuż skarpy, przy zburzonym już kościele Świętego Michała, żeśmy gdzieś Olkuską doszli do Bałuckiego. Tutaj żeśmy się zaczęli gromadzić, zbierać w kupkę. (...) W każdym razie smuteczek był już na Bałuckiego, bo to już było widać, że to już koniec. Mokotów skapitulował 27 IX 1944 r.
Natomiast dziesięcioletni wówczas Waldemar Kieryłowicz „Śmieszek” zapamiętał kapitulację Mokotowa następująco: Dwudziestego piątego wieczorem żeśmy wrócili na Odyńca, bo matka wzięła jeszcze jakieś ciuchy, jakieś rzeczy i raniutko dwudziestego szóstego… a już wieczorem dwudziestego piątego Niemcy zajęli Szpital Elżbietanek, bo strzelali rakietami oświetlającymi w nasze podwórka. Naszymi podwórkami z rejonu ulicy Krasickiego szły, wycofywały się oddziały powstańcze. Część szła piwnicami, część szła [podwórkami], one szły właśnie do ulicy Tynieckiej. (...) wszystkie bramy wejściowe ulicy Odyńca, od Odyńca, były zabarykadowane. Dopiero jak wtedy ta „krowa” rozwaliła bramę pod trzynastką, to było wyjście, a reszta była zabarykadowana. Tak że chcąc wyjść do parku Dreszera, trzeba było przejść do Tynieckiej i z Tynieckiej przez rów przeciwczołgowy w park Dreszera. W parku Dreszera już był wykopany rów łącznikowy od Tynieckiej do wylotu ulicy Bałuckiego, tak że tym rowem łącznikowym przez park Dreszera się przechodziło. Jak myśmy przyszli dwudziestego piątego wieczorem, to żeśmy tym rowem przechodzili, a z powrotem to taką szarówką. Pamiętam, że słyszeliśmy grzanie silników czołgowych, jednostajny łomot, dudnienie i żeśmy z matką przeskoczyli przez park Dreszera, wpadliśmy w ulicę Bałuckiego. Tam już był wykopany rów przeciwczołgowy (...). (...) dwudziestego szóstego… to była też potworna kanonada, tu były duże walki o utrzymanie linii Ursynowską i dwudziestego siódmego najpierw była lekka strzelanina, ale to były już strzały karabinowe, potem wszystko ucichło i w pewnym momencie słyszymy: „Cywilna ludność, proszę wychodzić” – po polsku. Wychodzimy i patrzymy – Niemcy stoją już z pistoletami maszynowymi wymierzonymi w wychodzących. (...) nas popędzili już potem w kierunku alei Niepodległości i Wołoskiej. (...) Potem (...) nas popędzili na Wyścigi. Przenocowaliśmy w stajni jedną noc, zapakowali nas w wagony i wywieźli do Pruszkowa…
| Źródło: Powstanie na Mokotowie. Relacje dowódców. Warszawskie Termopile 1944, red. J. Kłoczowski, Warszawa 2009, s. 132. |
Szpital przy ul. Goszczyńskiego działał do końca obrony Mokotowa. W niezwalonych piwnicach budynku powstał punkt opatrunkowy. Niemcy zajęli ruiny szpitala 25 IX 1944 r. Po powstaniu zniszczyli go w 90%. Elżbietanki wywieziono do obozu w Pruszkowie.
W czasie II wojny światowej, szczególnie w powstaniu warszawskim, zginęło wiele mieszkanek i mieszkańców Henrykowa – osób cywilnych. Tu też życie zakończyły osoby mieszkające w innych częściach miasta, nierzadko niedaleko. Pod tym względem szczególnie dużo się działo przy ul. Malczewskiego, ale i sąsiednich. Informuje o tym baza Ofiary cywilne Muzeum Powstania Warszawskiego.
9. Od 1945 r.
Nazwa Henryków pojawiała się na planach miasta wydanych po II wojnie światowej. W granicach osiedla z międzywojnia widzimy ją na planach z 1946, 1948 i 1955 r. Zdarzało się też, że Henryków oznaczał tylko tereny od ul. Puławskiej do ul. Piaseczyńskiej, za pałacem (1958 r., 1962 r.). Jak czytamy na stronie Moko na Facebooku, według planu miasta z 1958 r. granicą Henrykowa od wschodu była ul. Piaseczyńska, od północy zapewne ul. Okolska, od południa możliwe, że ul. Naruszewicza. Henryków na planach miasta pojawia się po raz ostatni w 1962 r., później nieco dalej zaznaczano tylko Wierzbno.
![]() |
| Źródło: Szczegółowy plan m.st. Warszawy z najnowszymi nazwami ulic, [1946 r.] (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: Plan m.st. Warszawy, 1948 r. (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: Plan Dzielnic Centralnych m.st. Warszawy, 1955 r. (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: Plan Warszawy, 1958 r. (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: Plan Warszawy, 1962 r. (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Źródło: Plan Warszawy, 1963 r. (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
Jak wyglądało osiedle po zakończeniu powstania warszawskiego, po wojnie? Część zabudowań Henrykowa była w ruinie. Jednak stopień zniszczenia osiedla nie był tak wysoki jak mogłoby się wydawać, patrząc na działania powstańcze w okolicy i lokalizację ważnych dla powstania warszawskiego punktów. Potwierdza to opowieść Cezarego Wojtczaka, który w 2011 r. tak wspominał powrót na Mokotów po zakończeniu działań wojennych: Mokotów nie był tak bardzo zniszczony, jak słyszy się. Nie byłem wtedy na Starym Mieście czy na terenie getta – jedna wielka ruina. To tu tak nie było. Na ulicy Puławskiej były domy wyburzone do spodu, ale niektóre stały.
![]() | |
|
![]() |
| Źródło: Archiwum Państwowe w Warszawie, Biuro Odbudowy Stolicy, Katalog budynków /do odbudowy w dzielnicy/ Mokotów [1947], k. 5 (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Źródło: Archiwum Państwowe w Warszawie, Biuro Odbudowy Stolicy, Katalog budynków /do odbudowy w dzielnicy/ Mokotów [1947], k. 8 (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Źródło: Archiwum Państwowe w Warszawie, Biuro Odbudowy Stolicy, Katalog budynków /do odbudowy w dzielnicy/ Mokotów [1947], k. 9 (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Źródło: Archiwum Państwowe w Warszawie, Biuro Odbudowy Stolicy, Katalog budynków /do odbudowy w dzielnicy/ Mokotów [1947], k. 11 (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Źródło: Archiwum Państwowe w Warszawie, Biuro Odbudowy Stolicy, Katalog budynków /do odbudowy w dzielnicy/ Mokotów [1947], k. 16 (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Źródło: Archiwum Państwowe w Warszawie, Biuro Odbudowy Stolicy, Katalog budynków /do odbudowy w dzielnicy/ Mokotów [1947], k. 17 (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Źródło: Archiwum Państwowe w Warszawie, Biuro Odbudowy Stolicy, Katalog budynków /do odbudowy w dzielnicy/ Mokotów [1947], k. 19 (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Źródło: Archiwum Państwowe w Warszawie, Biuro Odbudowy Stolicy, Katalog budynków /do odbudowy w dzielnicy/ Mokotów [1947], k. 26 (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Źródło: Archiwum Państwowe w Warszawie, Biuro Odbudowy Stolicy, Katalog budynków /do odbudowy w dzielnicy/ Mokotów [1947], k. 27 (dostęp 1 VII 2026 r.). |
Były też obszary bardziej zniszczone. Powstańcza sanitariuszka Zofia Kosch ze Zdziarskich „Zosia”, „Doktór Zofia”, zamieszkała przy ul. Lenartowicza 16, po latach opowiadała, że po „wyzwoleniu” w 1945 r. nie było trupów, były pochowane podobno pod [numerem] osiemnastym. Myśmy pojechali z kobietą, której mąż poszedł wcześniej (...) i chciała się dostać do Warszawy. (...) Przyjeżdżamy i wszystkie okna w dzielnicy willowej stukają, ledwie wiatr powieje, szyb oczywiście nie ma. Od czasu do czasu jakiś strzał. ![]() |
| Źródło: Archiwum Państwowe w Warszawie, Biuro Odbudowy Stolicy, Warszawa Pd. Fragment między ulicami: Odyńca, Krasickiego, Goszczyńskiego, Al. Niepodległości [1945], k. 22 (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Źródło: Archiwum Państwowe w Warszawie, Biuro Odbudowy Stolicy, Warszawa Pd. Fragment między ulicami: Odyńca, Puławska, Malczewskiego, Krasickiego [1945], k. 18 (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Źródło: Archiwum Państwowe w Warszawie, Biuro Odbudowy Stolicy, Warszawa Pd. Fragment między ulicami: Malczewskiego, Puławska, Naruszewicza, Al. Niepodległości [1945], k. 36 (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Źródło: Archiwum Państwowe w Warszawie, Biuro Odbudowy Stolicy, Warszawa Pd. Fragment między ulicami: Malczewskiego, Puławska, Naruszewicza, Al. Niepodległości [1945], k. 37 (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Źródło: Archiwum Państwowe w Warszawie, Biuro Odbudowy Stolicy, Warszawa Pd. Fragment między ulicami: Al. Niepodległości, Naruszewicza, Puławska, Woronicza [1945], k. 13 (dostęp 1 VII 2026 r.). |
W 1949 r. zniszczenia budynku przy ul. Malczewskiego 17 oszacowano na blisko 80%. Odbudowa zaczęła się w 1949 r., ale właściciela pozbawiono prawa do ukończenia legalnie prowadzonej odbudowy, gdyż prezydent Warszawy przekazał willę Ministerstwu Spraw Zagranicznych. Resort odbudował willę jako przedszkole, ale nie wiadomo, w jakim stopniu zachowano pierwotną bryłę [NID]. Zlikwidowano istniejący tu wcześniej ozdobny basen, przebudowano ogród [UTM]. Przedszkole funkcjonowało od lat 50. XX w. do 1989 r. Zwrócono go w złym stanie władzom miasta. W 1991 r. MSZ podjęło starania o nadbudowę i rozbudowę willi z przeznaczeniem na bursę dla kadry pracowniczej resortu. Rozpoczęło się też postępowanie o zwrot nieruchomości właścicielom. Firma Assets Group, która wynajęła budynek w 1994 r., wykonała kapitalny remont z przystosowaniem willi do funkcji biurowych. W 2006 r. Joanna Giżejewska, autorka karty zabytku, pisała, że od 2 lat budynek był nieużytkowany [NID].
Dom przy ul. Malczewskiego 28 przeszedł remont w latach 90. XX w. [NID]. Podobnie willa przy ul. Lenartowicza, choć uległa dużym zniszczeniom w czasie II wojny światowej, została wyremontowana dopiero w 1998 r. [OW].
Budynek przy ul. Malczewskiego 20 został częściowo uszkodzony w czasie II wojny światowej (oficyna w części północno-zachodniej). Ok. 1950 r. dom został przejęty przez kwaterunek, potem niszczał. Przeszedł remont z adaptacją strychu na mieszkanie ok. 1990 r. [NID].
![]() |
| Źródło (dostęp 18 VII 2025 r.). |
Adam Markowski (1898–1976), który wrócił do stolicy przed 6 IX 1945 r., zaczął odbudowę domu przy ul. Krasickiego 38. Biuro Odbudowy Stolicy zanotowało, że dom zniszczono w 25%, choć stopień uszkodzeń był wyższy. Nawet po tym, gdy dom został wyremontowany i zamieszkały, pozostały postrzelane kraty okienne i ślady po pociskach. Do mieszkania Czesława i Elżbiety Polkowskich wprowadziła się jeszcze jedna córka W. Polkowskiego. Elżbieta Polkowska zamieszkała w wydzielonej części mieszkania na piętrze. Tam, jak wspominała anonimowa komentatorka wpisu na blogu Kim oni byli, Pani Polkowska prowadziła tu w swoim mieszkaniu we wczesnych latach 60. prywatne przedszkole (nie wiem, czy oficjalnie), gdzie przerabiała z nami sześciolatkami program pierwszej klasy [OW]. Wspominał to również Andrzej Szymański: na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych uczęszczałem na „komplety przedszkolne”, które na Krasickiego 38 na I piętrze prowadziła Pani Elżbieta Polkowska. (...) Zachowuję Ją we wdzięcznej pamięci, gdyż nauczyła mnie w wieku przedszkolnym czytać, pisać i rachować.
Nie była to jedyna placówka edukacyjna w okolicy. Przy ul. Lenartowicza 27, w parterowym budynku z poddaszem, do dziś działa Przedszkole nr 189. Powstało w 1950 r. jako Państwowe Przedszkole Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Dwanaście lat później trafiło do władz dzielnicy Mokotów. Od 1 IX 2010 r. nosi nazwę „Na Wierzbnie”.
![]() |
| Przedszkole MSW przy ul. Lenartowicza, 1955–1956 r. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Przedszkole MSW przy ul. Lenartowicza, 1955–1956 r. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Przedszkole MSW przy ul. Lenartowicza, 1955–1956 r. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Przedszkole MSW przy ul. Lenartowicza i zabudowa ulicy, 1960 r. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Przy ul. Malczewskiego 47a mieści się Przychodnia SZPZLO Warszawa Mokotów. Dalej mamy bloki Osiedla Wierzbno powstałe w latach 1955–1970 według projektu Wacława Kłyszewskiego, Jerzego Mokrzyńskiego, Eugeniusza Wierzbickiego i Zofii Fafius. Są tu też, w obrębie ul. Dąbrowskiego i Malczewskiego, bloki osiedla WSM Mokotów wybudowane w latach 1947–1952, a zaprojektowane przez Zasława Malickiego, Mikołaja Soroki i Stefana Tworkowskiego [UTM]. Nie omawiam w tym artykule Osiedla Wierzbno i WSM Mokotów, kończąc wycieczkę na przecięciu ul. Malczewskiego i Al. Niepodległości.
Zmiany następowały na interesującym nas terenie. Wokół przedwojennej willi przy ul. Wejnerta 19 MON i MSW zbudowały osiedle domów z mieszkaniami dla swojej kadry. Po planowanej przez władze rozbiórce willi, która należała do osób prywatnych, miał tu powstać budynek o adresie Wejnerta 19A, dochodzący do samej ulicy. Determinacja ówczesnego właściciela uchroniła willę przed zniszczenie. Budynek przy ul. Wejnerta 19A od strony willi zakończono ślepą ścianą [OW].
![]() |
| Nowe osiedle przy ul. Wejnerta, 1954 r. Fot. Zbyszko Siemaszko. Źródło: NAC (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Nowe osiedle przy ul. Wejnerta, 1954 r. Fot. Zbyszko Siemaszko. Źródło: NAC (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Nowe osiedle przy ul. Wejnerta, 1954 r. Fot. Zbyszko Siemaszko. Źródło: NAC (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Nowe osiedle przy ul. Wejnerta, 1954 r. Fot. Zbyszko Siemaszko. Źródło: NAC (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Nowe osiedle przy ul. Wejnerta, 1954 r. Fot. Zbyszko Siemaszko. Źródło: NAC (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Nowe osiedle przy ul. Wejnerta, 1954 r. Fot. Zbyszko Siemaszko. Źródło: NAC (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Nowe osiedle przy ul. Wejnerta, 1954 r. Fot. Zbyszko Siemaszko. Źródło: NAC (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Nowe osiedle przy ul. Wejnerta, 1954 r. Fot. Zbyszko Siemaszko. Źródło: NAC (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Nowe osiedle przy ul. Wejnerta, 1954 r. Fot. Zbyszko Siemaszko. Źródło: NAC (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Nowe osiedle przy ul. Wejnerta, 1954 r. Fot. Zbyszko Siemaszko. Źródło: NAC (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Osiedle przy ul. Wejnerta, 1956 r. Fot. Zbyszko Siemaszko. Źródło: NAC (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Osiedle przy ul. Wejnerta, 1956 r. Fot. Zbyszko Siemaszko. Źródło: NAC (dostęp 10 VII 2026 r.). |
Na rogu ul. Puławskiej i Malczewskiego powstała stacja benzynowa nr 355/357. Notowano ją w 1950 r. [ST].
![]() |
| Stacja benzynowa przy ul. Puławskiej. W tle przedwojenny budynek przy ul. Malczewskiego 2. Stacja benzynowa stoi w miejscu narożnika współczesnego budynku przy ul. Puławskiej 108/112. Fot. Roman Wionczek. Źródło: „Stolica”, 3 (1948), 26, s. 3. |
Pojawiały się nowe inwestycje, ale też zachowano funkcje niektórych przedwojennych budynków. Z bloga Kolej na rower dowiadujemy się, że budynek przy ul. Tynieckiej 38 po II wojnie światowej nadal pełnił funkcję podstacji trakcyjnej dla tramwajów. Podstację Wierzbno uruchomiono po odbudowie 12 VI 1946 r. Cytuję: „Podstacja zasilała trasę tramwajową na ulicy Puławskiej do pętli Wyścigi. Jednak rozbudowa tras tramwajowych na Mokotowie (budowa trasy na Woronicza, 1955) oraz na Wołoskiej w 1967) a także wprowadzenia wagonów szybkobieżnych (typu 13N – (...)) wymusiło budowę sąsiadujących podstacji: Woronicza (1964), Wiśniowa (1966), Boboli (ex Chodkiewicza – 1969) i przy okazji budowy trasy dla trolejbusów do Piaseczna podstacji al. Lotników w 1982 roku. Również podstacja przy Tynieckiej wymagała modernizacji. Jednak w tym przypadku postąpiono w ten sposób, że przy Tynieckiej 30 w 1971 roku wybudowano nowy obiekt z nowocześniejszym wyposażeniem. Postąpiono w ten sposób zapewne dlatego, że budowa nowego, standardowego obiektu była tańsza, niż przebudowa dotychczasowego, gdzie nie było miejsca na większą ilość transformatorów i prostowników. Na Tynieckiej 30 powstał typowy obiekt. Takie podstacje budowano w latach 1966–1982. Budynki przy Tynieckiej 40 przekazane zostały w ręce Zarządu Budynków Mieszkalnych (ZBM) później PGM Mokotów. Ostatnio wyburzono część warsztatową i magazynową na terenie posesji. W tym miejscu powstał pawilon XXXI Multimedialnej Biblioteki dla Dzieci i Młodzieży stanowiącej część Biblioteki Publicznej im. Zygmunta Łazarskiego na Mokotowie”.
![]() |
| Ul. Tyniecka 40, 2002 r. Fot. Krzysztof Olszak. Społeczne Archiwum Warszawy. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Budynek przy ul. Tynieckiej 42 od podwórza (baza remontowa ADM nr 6) na tyłach ul. Puławskiej. W tle blok przy ul. Puławskiej 104/106. Fot. Henryk Jurko. Źródło: „Stolica”, 30 (1975), 20 (1432), s. 10 za: Fotopolska (dostęp 6 VII 2026 r.). |
Na osiedle wróciły siostry elżbietanki. W 1946 r. matka generalna Matylda Kuttner dokonała nowego podziału administracyjnego elżbietanek. Prowincja Warszawska miała siedzibę w szpitalu przy ul. Goszczyńskiego 1. W tym samym roku zakonnice poprosiły Wydział Zdrowia Rady Narodowej w Warszawie o pomoc finansową w odbudowie szpitala. Dostały pozwolenie na prowadzenie placówki i pomoc finansową na jego odbudowę w zamian za dziesięcioletnią dzierżawę. Szpital odbudowano do 1948 r., a rok później upaństwowiono. Zmieniono nazwę placówki na Szpital Sióstr Elżbietanek. Zrezygnowano z patronatu św. Antoniego, który funkcjonował od momentu otwarcia placówki w 1931 r. W spisie abonentów telefonicznych z 1950 r. placówkę nazwano Szpitalem Miejskim Nr 6 [ST]. Elżbietanki pracowały tu do wyrzucenia w 1954 r. Niektórym pozwolono zostać dłużej, ale były sukcesywnie zwalniane (ostatnie w 1964 r., nie dotyczyło to sióstr robiących RTG i EKG oraz laborantek). W maju 2013 r. placówka została uroczyście otwarta jako Szpital św. Elżbiety Mokotowskie Centrum Medyczne Sp. z o.o.
![]() |
| Szpital Miejski nr 1 przy ul. Goszczyńskiego w Warszawie, 1956 r. Fot. Zbyszko Siemaszko. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Skoro o sprawach politycznych mowa, to należy wspomnieć, że Henryków w 1957 r. stał się areną niewyjaśnionego do dziś zdarzenia. W dniu 22 I 1957 r. z ul. Wejnerta został uprowadzony wracający ze szkoły Bogdan Piasecki (1941–1957), uczeń X klasy Prywatnego Męskiego Liceum Ogólnokształcącego nr 53 Stowarzyszenia „Pax” w Warszawie pw. św. Augustyna, mieszczącego się przy niedalekiej ul. Naruszewicza 32. Był synem przedwojennej dziennikarki Haliny Piaseckiej (z d. Kopeć, łączniczki Zgrupowania AK „Radosław”, poległej w powstaniu warszawskim 14 VIII 1944 r., oraz jej męża Bolesława Piaseckiego, przed 1939 r. przywódcy Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga”, w czasie II wojny światowej Konfederacji Narodu, a 1945 r. przewodniczącego Stowarzyszenia „Pax”. Kiedy wraz z trzema kolegami minął ul. Wejnerta, jeden z dwóch mężczyzn stojących na rogu ulic Wejnerta i Naruszewicza podszedł i zapytał o Piaseckiego. Odwołał chłopca z grupy i dał mu do przeczytania jakiś papier. Po krótkiej rozmowie nastolatek i mężczyzna poszli ul. Wejnerta. Dołączył do nich drugi z mężczyzn. Wsiedli do taksówki marki Warszawa i odjechali. Następnie porywacze kilkukrotnie (w dniach 22–28 I 1957 r.) kontaktowali się z Bolesławem Piaseckim, żądając okupu, ale ostatecznie zerwali kontakt. Zwłoki chłopca odnalazła w budynku przy al. Świerczewskiego 82a (Al. Solidarności) w ubikacji znajdującej się w schronie Terenowej Obrony Przeciwlotniczej ekipa remontowa. Stało się to 8 XII 1958 r. Ciało było zmumifikowane i nosiło ślady zabójstwa. Eksperci uznali, że chłopiec został zamordowany najprawdopodobniej w dniu porwania. W 1959 r. taksówkarz Ignacy Ekerling, oskarżony o świadome udzielenie pomocy sprawcom uprowadzenia poprzez wypożyczenie im samochodu (według śledczych nie wjechał na ul. Wejnerta, oskarżony zaś utrzymywał, że wykonał kurs na ul. Wejnerta z dwoma mężczyznami, których nie znał, a następnie odwiózł ich wraz z B. Piaseckim do centrum, gdzie wysiedli przy al. Świerczewskiego 82a), został zwolniony z aresztu. Akt oskarżenia wycofano. Po 25 latach (1982 r.) sprawa się przedawniła i została umorzona. Do dziś nie wiadomo, kto porwał Piaseckiego, kto i kiedy go zamordował, jaki był motyw porwania i zabójstwa oraz kim byli ewentualni mocodawcy.
![]() |
| Skrzyżowanie ulic Wejnerta i Naruszewicza, miejsce, w którym został uprowadzony B. Piasecki. Kadr z filmu z wizji lokalnej ze zbiorów IPN. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Wynotowałam kilka nazwisk znanych osób, które po II wojnie światowej mieszkały na Henrykowie. W domu przy u. Wejnerta 34 w ostatnich latach życia wraz z żoną Ireną mieszkał prozaik, satyryk, publicysta i dziennikarz Stefan Wiechecki (1896–1979). Jego ostatnie dni opisał Tadeusz Wittlin w książce Nad szarej Wisły brzegiem...: „W dniu 26-tym lipca 1979-go roku, o godzinie 3.30 popołudniu zjadł lekki posiłek i w ciszy szpitala zapadł w drzemkę. Zasnął, by więcej się nie obudzić. Tak odszedł na zawsze porucznik Pierwszej Brygady Legionów, kustosz podmiejskiej gwary i arcymistrz swoistego żartu, pisarz pełen radości i pogody ducha Stefan Wiechecki – Wiech, a wraz z nim zgasł beztroski uśmiech barwnej, uroczej Warszawy”.
![]() |
| Stefan Wiechecki w domu przy ul. Wejnerta. Źródło (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
![]() |
| Stefan Wiechecki w domu przy ul. Wejnerta. Źródło (dostęp 7 VIII 2025 r.). |
Przy ul. Malczewskiego 38/38a mieszkała powieściopisarka Ewa Szelburg-Zarembina (1899–1986), inicjatorka budowy Centrum Zdrowia Dziecka i pierwsza osoba pełniąca funkcję Kanclerza Kapituły Orderu Uśmiechu [UTM]. W 1950 r. notowano, że w budynku przy ul. Malczewskiego 36/38 mieszkał dr Józef Zaremba [ST], w latach 1926–1986 mąż Ewy Szelburg-Zarembiny, polonista i urzędnik. Jak pisano w wydanym w 1969 r. przez redakcję tygodnika „Stolica” przewodniku po Mokotowie, Zarembowie byli wieloletnimi mieszkańcami Mokotowa: najpierw przy u. Grottgera na Dolnym Mokotowie, potem w bloku spółdzielczym przy ul. Fałata, wreszcie po II wojnie światowej „wybudowali sobie na ulicy Malczewskiego według planów architektki Zofii Fafiusowej domek z ogródkiem (planowanym przez arch. Polkowskiego)”, ponieważ „zapragnęli z mężem mieszkania w dzielnicy bardziej sielskiej, gdzie nie ma wielkich osiedli mieszkaniowych”. W 1939 r. właścicielem posesji przy ul. Malczewskiego 39b był Bolesław Ciesielski [KA].
W domu przy ul. Pilickiej 44 urodziła się i wychowała Monika Droste (1958–1998), belgijska rzeźbiarka, której prace można zobaczyć w muzeach w Belgii i Francji [UTM]. W domu nr 46a mieszkali Xymena Zaniewska (1924–2016), projektantka mody, scenarzystka i architektka, i jej drugi mąż Mariusz Chwedczuk (1933–2018), scenograf i artysta grafik [UTM].
Przy ul. Lenartowicza 25 mieszkał Tadeusz Wiesław Iwiński (1906–1993), w latach 1960–1981 sekretarz generalny Polskiego Towarzystwa Matematycznego [UTM]. Notowano go pod tym adresem w 1950 r. z dopiskiem sprzedaż artyk. mydlarskich i kosmetycznych [ST]. Co jeszcze wiemy o osiedlu Henryków w 1950 r.? Przy ul. Wejnerta 26 mieściło się Asfaltowe Przedsiębiorstwo Warszawskie, którego właścicielem był Stefan Chamski. W budynku pod adresem Puławska 90 działał Naczelny Inspektorat Kontroli Państwowej Centrali Handlowej. Przy ul. Malczewskiego 19 działała wypożyczalnia i czytelnia dzielnicowa Biblioteki Publicznej m. st. Warszawy, zaś przy ul. Puławskiej 97 Państwowy Zakład Wychowawczy. W budynku przy ul. Puławskiej 102 notowano Dozór Dźwigów Stowarzyszenia Dozoru Kotłów w Warszawie oraz Państwowe Budownictwo Elektryczne – Przedsiębiorstwo Państwowe Wyodrębnione w Krakowie Oddział w Warszawie. Przy ul. Puławskiej nr 116 działał sklep spoż.-kol. 540, a przy ul. Krasickiego 37 przedwojenny właściciel budynku Władysław Kruszecki miał wytw. perfumeryjne – kosmetyczna. Przy ul. Malczewskiego 6 przyjmował dr. nauk medycznych Jerzy Słowik, specjalista w zakresie chorób kobiecych i akuszerii [ST]. Przy ul. Goszczyńskiego 26 funkcjonowała Klinika Położniczo-Ginekologiczna prowadzona przez elżbietanki [OW]. W 1950 r. notowano tu telefon należący do Lecznicy Położniczo-Ginekologiczno-Chirurgicznej oraz dr. nauk medycznych Zbigniewa Semerau-Siemianowskiego [ST] (1915–1990), patofizjologa. Pracował w Zakładzie Patologii Ogólnej i Doświadczalnej Uniwersytetu Warszawskiego, w Polskiej Akademii Nauk oraz w Klinice Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej. W 1950 r. przy ul. Tynieckiej 48 przyjmował księgowy bilansista Błażej Włodarz, zaś przy ul. Puławskiej 99 zakład krawiecki miał Jan Piotrowski. Przy ul. Puławskiej 114 natomiast notowano Zjednoczenie Kościołów Chrystusowych w Polsce [ST].
![]() |
| Dzieci na skrzyżowaniu ulic Naruszewicza i Pilickiej, w tle dom przy ul. Malczewskiego 20, lata 50. XX w. Źródło (dostęp 2 VII 2026 r.). |
![]() |
| Okolica skrzyżowania Alei Niepodległości z ul. Malczewskiego, za autobusem (model Ikarus 620, numer boczny 807) widoczny budynek przy ul. Goszczyńskiego 25/31, 1963–1965 r. Zbiory Peko. Źródło (dostęp 6 VII 2026 r.). |
Kolejne informacje na temat omawianego terenu mamy z lat 60. XX w. Od 1961 r. siostry elżbietanki pracujące w szpitalu albo ambulatoryjnie w terenie oraz siostry emerytki zajmują posesję nr 43 przy ul. Krasickiego [OW]. W przewodniku Poznaj Warszawę. Mokotów z 1969 r. podano, że jednym z ognisk Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej na Mokotowie było ognisko „Henryków”. Nie ustaliłam, gdzie miało siedzibę. Przy ul. Malczewskiego 6 istniał skup artykułów pochodzenia zagranicznego. Przy ul. Puławskiej 104 działała Spółdzielnia Pracy „Polifoto” oferująca usługi fotograficzne. Od frontu, po schodkach, wchodziło się do cukierni w budynku przy ul. Puławskiej 92 [OW].
![]() |
| Wnętrze sklepu spożywczego nr 552 przy ul. Puławskiej 102, 1969 r. Fot. Grażyna Rutkowska. Źródło: NAC (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Wnętrze sklepu spożywczego nr 552 przy ul. Puławskiej 102, 1969 r. Fot. Grażyna Rutkowska. Źródło: NAC (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Wnętrze sklepu spożywczego nr 552 przy ul. Puławskiej 102, 1969 r. Fot. Grażyna Rutkowska. Źródło: NAC (dostęp 1 VII 2026 r.). |
Warto wspomnieć, że budynek przy ul. Pilickiej 24 pojawił się w 1 odc. serialu Stawiam na Tolka Banana pt. Klondike.
![]() |
| Kadry z serialu Stawiam na Tolka Banana z 1973 r. (na górze dom przy ul. Pilickiej 24, na dole brama wjazdowa i widok na Pilicką 21). Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
W latach 1989–1999 w budynku przy ul. Lenartowicza 34 znajdowała się i działała Galeria Pod Kasztanami – prywatna inicjatywa Marka Marszałka, który tu mieszkał [OW].
Na osiedlu już w okresie PRL działały placówki dyplomatyczne. W 1950 r. przy ul. Malczewskiego 28 mieściło się mieszkanie konsula Ambasady Brytyjskiej [ST]. Przy ul. Malczewskiego 32 w latach 1968–2017 mieściła się Ambasada Turcji [OW]. I ten wątek pozwala przejść do rozdziału o współczesności osiedla.
![]() |
| Ambasada Turcji przy ul. Malczewskiego 32 w 2010 r. Fot. User:Darwinek, CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
10. Henryków współcześnie
Na omawianym osiedlu pełno jest placówek dyplomatycznych. Niektóre są tu od lat, inne pojawiły się stosunkowo niedawno. W I kwartale 2011 r. do użytku oddano zrewitalizowaną willę przy ul. Malczewskiego 17, gdzie umieszczono 12 mieszkań o powierzchni 92–195 m kw. Villę Malczewskiego zrealizował deweloper D.B. Investments Sp. z o.o., a adaptacją na cele mieszkalno-biurowe zajmowało się STUDIO B.A.U. Sp. z o. o. [NID]. W 2011 r. budynek stał się placówką konsularną państwa Ukraina. Od 2012 r. prowadzono prace budowlane [OW], które przerwał brak pieniędzy. Placówkę otwarto w lipcu 2020 r., przerabiając ją na biurowiec, w którym jednak widać pewne elementy przedwojennej świetności willi.
![]() |
| Budynek w 2021 r. Fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 PL, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Przy ul. Goszczyńskiego 9 od 2012 r. do kwietnia 2015 r. siedzibę miała Ambasada Syrii [OW]. Przy ul. Goszczyńskiego 12 mieści się Instytut Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka. Wcześniej (2014 r.) była tam Ambasada Angoli. Budynek przy ul. Goszczyńskiego 26 należy do ambasady brytyjskiej [OW].
![]() |
| Budynek w 2014 r. – Ambasada Angoli. Fot. Raf24, CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Instytut Współpracy Polsko-Węgierskiej w 2021 r. Fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 PL, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Przy ul. Krasickiego 10 ma siedzibę Ambasada Algierii, zaś pod nr 25 Ambasada Chorwacji. W 2008 r. pozwolono na rozbudowę jednorodzinnego budynku przy ul. Krasickiego 35. Mieściło się prywatne biuro rachunkowe, zaś współcześnie jest Ambasada Bośni i Hercegowiny [OW].
![]() |
| Ambasada Algierii w 2021 r. Fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 PL, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Ambasada Chorwacji przy ul. Krasickiego 25, 2021 r. Fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 PL, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Ambasada Bośni i Hercegowiny przy ul. Krasickiego 35, 2024 r. Fot. Niegodzisie, CC BY 4.0, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Na osiedlu siedzibę miały i mają różne instytucje. W 2014 r. przy ul. Krasickiego 20/22 ulokowano Fundację na rzecz Nauki Polskiej istniejącą od 1990 r. Budynek zakupiono w 2008 r. na potrzeby biurowe. Był uszkodzony (poważnie zniszczony w czasie II wojny światowej, potem odbudowany niewiernie), otoczony ogrodem. Powstał w latach 30. XX w. Zbudował go Jan Włodzimierz Ligocki. Po 1945 r. kamienicę odbudowała Spółdzielnia Pax, która wyznaczyła tu mieszkania dla swoich pracowników i pracownic. Po otrzymaniu zgody Stołecznego Konserwatora Zabytków Fundacja na rzecz Nauki Polskiej zleciła przebudowę i modernizację budynku. Koncepcję przygotowała firma FAAB Architektura. Prace budowlane ruszyły jesienią 2012 r. Do nowej siedziby przeniesiono się z willi przy ul. Grażyny 11.
![]() |
| Fundacja na rzecz Nauki Polskiej przy ul. Krasickiego 20/22, 2015 r. Fot. Emptywords, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons (dostęp 5 VI 2026 r.). |
Od września 1993 r. przy ul. Pilickiej 21, w budynku z lat 50. XX w., mieści się Ośrodek Wczesnej Interwencji współorganizowany przez pracującą tu i będącą wieloletnią jego dyrektorką mgr Zofię Pakułę, specjalistkę rehabilitacji i psycholożkę. Współcześnie to Ośrodek Wczesnej Interwencji Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną [OW]. Przy ul. Krasickiego 53 mieścił się m.in. oddział banku, współcześnie, choć budynek ma status biurowca, jest tu prywatne przedszkole [OW]. Przy ul. Lenartowicza 4 działa Przedszkole Integracyjne nr 45 [UTM]. Przy ul. Tynieckiej 18 mieści się Placówka opiekuńczo-wychowawcza „Dom przy Tynieckiej” podległa pod Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie [OW]. Przy ul. Goszczyńskiego 17A działa Przedszkole nr 145 „Czterolistna Koniczynka” [UTM]. Przy ul. Tynieckiej 54 mieści się m.in. prywatny żłobek [OW].
Przy ul. Puławskiej 114 mieści się m.in. Chrześcijański Instytut Biblijny, kaplica oraz niepubliczne przedszkole językowe. Siedzibę ma tu Społeczność Chrześcijańska „Puławska” [OW]. W latach 2010–2011 w budynku przy ul. Pilickiej 17 zarejestrowana była prywatna firma – Instytut Zarządzania Rozwojem Lokalnym i Regionalnym [OW]. Przy ul. Wejnerta 36 zarejestrowana jest prywatna działalność [OW]. W budynku przy ul. Tynieckiej 25 m.in. siedzibę ma fundacja [OW]. Przy ul. Puławskiej 102 działa Polska Federacja Campingu i Caravaningu [OW]. W 2001 r. pałac Henryków przy ul. Puławskiej 107A zakupiła firma Dr Irena Eris. Tu mieści się Centrum Naukowo-Badawcze Dr Irena Eris.
Przy ul. Malczewskiego 3 znajduje się Komenda Rejonowa Policji II – główny komisariat dla Mokotowa Górnego i Dolnego, Sadyby i Ursynowa.
Wiele budynków zmienia swoje oblicze, jest przebudowywanych, czasem radykalnie, czasem z zachowaniem tkanki historycznej. W 2008 r. wydano decyzję na rozbudowę domu przy ul. Krasickiego 33. Jest tu zarejestrowana prywatna firma [OW]. Przy ul. Malczewskiego 38/38a, na miejscu przedwojennej willi, stoi apartamentowiec, który wyglądem ma nawiązywać do poprzedniczki [OW]. Przy Tynieckiej 27 mamy Apartamenty Mokotowskie [UTM]. W 2017 r. Katarzyna Roman zaprojektowała dla prywatnej firmy nadbudowę kamienicy przy ul. Puławskiej 116 (4 lokale mieszkalne). Na parterze są lokale usługowe [OW]. Na parterze budynku przy ul. Puławskiej 126 usytuowane są lokale użytkowe [OW], tak samo przy ul. Puławskiej 130, 132 i 132a [OW] oraz ul. Puławskiej 92, 94, 98 i 102 [OW]. Przy ul. Tynieckiej 46 działają prywatne firmy [OW], podobnie jak przy ul. przy Wejnerta 14 [OW] i Wejnerta 12 [OW] oraz przy ul. Malczewskiego 19 [OW] i ul. Goszczyńskiego 9 [OW].
Na omawianym obszarze funkcjonuje wiele wspólnot mieszkaniowych. Autorka bloga Odkrywca Warszawy notuje je pod następującymi adresami: w wielorodzinnym domu przy ul. Pilickiej 11 [OW], przy ul. Krasickiego 16 [OW] i 16a [OW], przy ul. Tynieckiej 18 [OW], ul. Tynieckiej 31 [OW], przy ul. Tynieckiej 46 [OW], od 2004 r. przy Tynieckiej 56 [OW], od 2001 r. przy Wejnerta 14 [OW], przy ul. Puławskiej 98 [OW], od 2002 r. przy ul. Puławskiej 116 [OW], ul. Puławskiej 130 [OW].
Obok najnowszej warstwy przeszłości osiedla widać też ślady najstarsze. Czasem są to przedwojenne budynki, nierzadko opuszczone, a czasem... historie o nich. O willi przy ul. Lenartowicza 1 krążą opowieści przywołane na stronie imokotów.pl: „jest nawiedzony i często po zmroku dzieją się tam dziwne rzeczy i nawet miejscowy establishment nie wchodzi do środka. Podobno na długo przed wojną w willi odbywały się seanse spirytystyczne, podczas których nawiązywano kontakt z nieżyjącymi osobami poprzez wywoływanie ich duchów. Część z nich nie udało się odwołać i zamieszkują do dzisiaj w domu. Strach się bać i nawet w dzień nikt tam nie wchodzi. Zapewne są to brednie”.
![]() |
| Budynek przy ul. Lenartowicza 1 w grudniu 2023 r. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Opuszczona willa Drzewickich przy ul. Lenartowicza 17. Fot. Beata Łebkowska, 2014 r. Źródło (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Opuszczona willa Drzewickich przy ul. Lenartowicza 17. Fot. Beata Łebkowska, 2014 r. Źródło (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Opuszczona willa Drzewickich przy ul. Lenartowicza 17. Fot. Beata Łebkowska, 2014 r. Źródło (dostęp 10 VII 2026 r.). |
![]() |
| Opuszczona willa Drzewickich przy ul. Lenartowicza 17. Fot. Beata Łebkowska, 2014 r. Źródło (dostęp 10 VII 2026 r.). |
Na działce przy ul. Pilickiej 17 rosną dwa cisy pospolite w 1984 r. uznane za pomnik przyrody [OW]. Budynek przy ul. Puławskiej 98 jest wpisany do gminnej ewidencji zabytków [OW], podobnie jak pałac Henryków przy ul. Puławskiej 107A (nr rej. A-363 z 1 VII 1965 r.) i otaczający go ogród (nr rej. A-363 z 9 IX 2004 r.), w którym rośnie m.in. pomnik przyrody jesion wyniosły. Są też zachowane stare tabliczki adresowe i latarenki adresowe.
![]() |
| Latarenka adresowa na Krasickiego 29. Fot. A. Szymański, 2007 r. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Latarenka adresowa na Krasickiego 33. Fot. A. Szymański, 2007 r. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Tabliczka adresowa na Krasickiego 51. Fot. A. Szymański, 2007 r. Źródło (dostęp 5 VI 2026 r.). |
![]() |
| Tabliczka adresowa willi Zbigniewa Gardeckiego przy ul. Pilickiej 18. Fot. Beata Łebkowska, 2013 r. Źródło (dostęp 10 VII 2026 r.). |
Przy ul. Goszczyńskiego pod nr 1 mamy posesję, na której stoi, jak czytamy na stronie imokotow.pl, „porośnięty drewniany barak, który najprawdopodobniej jest barakowozem z dawnych lat. Była to taka przyczepa na kołach, na której znajdował się drewniany barak służący najczęściej jako biuro na budowach lub po prostu jako magazynek na narzędzia. (...) Zaniedbany i opuszczony teren wygląda tak jakby lada chwila, miałaby się pojawić ekipa filmowa, aby nakręcić jakieś sceny do horroru. Same okolice działki są bardzo zadbane i po sąsiedzku znajduje się Ambasada Kuwejtu a z drugiej strony szpital św. Elżbiety”. Jest tu też „Budynek, który (...) jest jakąś stacją lub podstacją i mieszczą się w nim jakieś urządzenia elektryczne, stąd wchodzenie na teren nie jest wskazane, albowiem z prądem nie ma żartów, a i tak wszystko widać z ulicy. Posesja leży w jednym z piękniejszych miejsc na Mokotowie”.
![]() |
| Drewniany budynek przy ul. Goszczyńskiego 1 w sierpniu 2023 r. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
![]() |
| Budynek na posesji nr 1 przy ul. Goszczyńskiego w marcu 2024 r. Źródło (dostęp 1 VII 2026 r.). |
Jak to u mnie bywa, zaczęło się od spaceru po uliczkach Wierzbna w czasie pandemii i zachwytu zabudową ulic Pilickiej. Lenartowicza, Tynieckiej, Malczewskiego, Krasickiego, a kończy się (czy na pewno?) 6 lat później powyższym opracowaniem. Z radością przyjmę Wasze wspomnienia, zdjęcia, uzupełnienia, korekty. Będę wdzięczna za odzew!
Bibliografia
I. Źródła
A. Archiwalia
Akta metrykalne warszawskich parafii dostępne przez portal Geneteka i szukajwarchiwach.gov.pl (dostęp 10–16 VII 2023 r.);
Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie, Prokuratoria Królestwa Polskiego, XVI–XX [1913] (dostęp 15 VII 2023 r.);
Archiwum Państwowe w Warszawie, Biuro Odbudowy Stolicy, Katalog budynków /do odbudowy w dzielnicy/ Mokotów [1947] (dostęp 1 VII 2026 r.);
Fundacja generał Elżbiety Zawackiej, Baranowska Aniela (dostęp 8 VII 2026 r.);
Narodowy Instytut Dziedzictwa w Warszawie, tzw. karty białe: Malczewskiego 17, Malczewskiego 20, Malczewskiego 28; tzw. karty zielone: pałac Henryków (dostęp 24 VII 2025 r.).
B. Źródła wydane
C. Prasa
Warszawa, d. 28 Kwietnia (10 Maja) 1849 r., „Dziennik Urzędowy Guberni Warszawskiej”, 1849, 22+dod., s. 3;
D. Bazy danych
Centrum Badań nad Zagładą Żydów: Siostry urszulanki, [Siostry urszulanki i pani Potocka...], Stanisław Sierpiński (dostęp 20 XII 2023 r.), Stanisław Zuchmantowicz (dostęp 1 VII 2026 r.);
Gminna ewidencja zabytków m.st. Warszawy (dostęp 11 VII 2026 r.);Lista cywilnych ofiar powstania warszawskiego (dostęp 25 VII 2025 r., 9 VII 2026 r.);
Lista pamięci, Dulag 21 (dostęp 25 VII 2025 r.);
Pomniki przyrody na terenie dzielnicy Mokotów (dostęp 12 VII 2023 r.);
Powstańcze biogramy: Adam Bieńkowski, Adam Brodzisz, Felicja (Lucyna) Brudnicka, Mieczysław Rajmund Chorąży, Andrzej Czarnecki, Andrzej Damski, Janusz Damski, Maciej Daszewski, Andrzej Dękierowski, Zofia Dillenius, Stanisław Andrzej Fibich, Danuta Frydrych-Stawińska, Irena Fulde, Zofia Gaczoł, Eugenia Seweryna Gugała, Wanda Grzeszkowiak, Stanisław Heřman, Teresa Maria Jezierska, Henryk Zygmunt Kalski, Zbigniew Kazimierz Kamiński, Kazimierz Kietliński, Leszek Kosiński, Halina Krahelska, Alicja Kucharska, Hanna Kumuniecka, Andrzej Lisicki, Edward Loth, Jadwiga Loth, Jan Łaguna, Władysława Makowska, Zofia Malinowska, Władysław Mąka, Bronisław Opacki, Barbara Radelicka, Halina Radlicz, Zbigniew Radłowski, Cezary Różycki, Piotr Słonimski, Jerzy Stefan Stawiński, Tadeusz Szurmak, Jan Edmund Tenerowicz, Barbara Tyszkiewicz, Jan Woliński, Stanisław Wydżga, Wanda Wyszyńska, Jerzy Wyszyński, Jan Zaborowski, Tadeusz Stanisław Zaliwski, Zofia Zdziarska (dostęp 26 VII 2025 r., 1 VII 2026 r., 9–10 VII 2026 r.);
Wielka Genealogia Minakowskiej: George Fanshawe (dostęp 11 VII 2023 r.); Stanisław Ludwik Edmund Fuchs (dostęp 9 VII 2026 r.); Wacław Mańkowski z Brodnicy h. Zaremba (dostęp 16 VII 2023 r.); Janina Wysołuch (dostęp 20 XII 2023 r.).
E. Relacje mówione i pisemne
Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego: Jan Bandurski „Norwid”, Adam Bieńkowski „Żołędź”, Barbara Braun „Basia Biała”, Mieczysław Rajmund Chorąży „Grom”, Maciej Daszewski, Andrzej Dękierowski „Gryf”, Zofia Dillenius „Jodła”, Stanisław Fibich „Wacek”, Jan Gorczak „Włóczęga”, Wanda Grzeszkowiak-Tycner „Radziejowska”, „Pepanc”, Eugenia Gugała-Stolarska „Werka”, Stanisław Heřman „Olszewski”, Aniela Iwaszkiewicz „Nela”, Maria Jagowd-Wolska „Marysia”, Teresa Maria Jezierska „Pilawa”, „Zeman”, Władysława Jędrzejewska „Dziunia”, Henryk Kalski „Thommy”, Zbigniew Kazimierz Kamiński „Tur”, „Kasia”, Alicja Karlikowska „Zawiejka”, Zbigniew Karnicki „Kaczor”, Waldemar Kieryłowicz, Irena Kietlińska „Irena”, Zofia Kosch „Zosia”, „Doktór Zofia”, Zofia Kozłowska „Grażyna”, Leszek Kosiński, Hanna Kumuniecka-Chełmińska „Hanka”, „Maryla”, Andrzej Lisicki „Szabla”, „Ścigły”, Felicja Nahorska „Lucy”, Zofia Odechowska „Lenka”, Jan Konrad Olszewski, Bronisław Opacki, Andrzej Pohorecki, Ewa Porwit, Zbigniew Radłowski „Ohm”, Cezary Różycki „Raróg”, Piotr Słonimski „Prot”, „Andrzej”, Jerzy Stefan Stawiński „Lucjan”, „Łącki”, Tadeusz Szurmak „Surma”, Jan Edmund Tenerowicz „Bronisław”, Barbara Tokarska „Jola”, Ryszard Wagner „Karol”, Danuta Wiśniowiecka „Hanka”, Cezary Wojtczak, Jan Woliński „Kazik Kosowski”, Stanisław Wydżga „Jastrząb”, Wanda Wyszyńska „Monika”, Jerzy Wyszyński „Janusz”, Jan Zaborowski „Grzymała”, Tadeusz Zaliwski „Tadek Granat”, Marina Zapalska „Siostra Maria” (dostęp 26 VII 2025 r., 1 VII 2026 r., 8–10 VII 2026 r.);
Polskie Radio: Jan Markowski, Sanitariuszka Małgorzatka (dostęp 1 VII 2026 r.).
F. Fora internetowe
Kamienica przy Pilickiej 17 (dostęp 26 VII 2025 r.).
G. Wspomnienia
Kamiński S., Zarys historii Pułku Armii Krajowej „Baszta”, [w:] Powstanie na Mokotowie. Warszawskie Termopile 1994, Relacje dowódców, red. J. Kłoczowski, Warszawa 2009, s. 25–112.
H. Wywiady
Z perspektywy wieku. Z Ottonem
Gordziałkowskim,
dziewięćdziesięcioczteroletnim
nestorem polskich adwokatów,
wpisanym na listę adwokatów
warszawskich w 1929 roku,
rozmawia Agnieszka Metelska, „Palestra”, 37 (1993), 9–10 (429–430), s. 4–8.
II. Opracowania
Aleja Niepodległości w Warszawie (dostęp 1 VII 2026 r.);
Aleksander Wejnert (dostęp 1 VII 2026 r.);
Alfons Emil Gravier (dostęp 22 VII 2025 r.);
Aleksander Lutze-Birk (dostęp 26 VII 2025 r.);
Aniela Steinsbergowa (dostęp 5 VI 2026 r.);Antoni Malczewski (1 VII 2026 r.);
Antoni Sujkowski (dostęp 27 VII 2025 r.);
August Adam hr. Potocki z Podhajec h. Pilawa (Srebrna) (dostęp 27 VII 2025 r.);
August Potocki (1847–1905) (dostęp 22 VII 2025 r.);
Bartelski L.M., Mokotów. Warszawskie Termopile 1944. Przewodnik historyczny po miejscach walki i pamięci czasu okupacji i Powstania Warszawskiego, oprac. J. Powałkiewicz, Warszawa 2004;
BERLINERBLAU Józef (1859–1935) (dostęp 5 VI 2026 r.);
Borycki P., Projekt rezerwatu krajobrazowego „Źródła Wierzbieńskie”, Warszawa 2004 (dostęp 5 VII 2023 r.);
Budynek – ul. Malczewskiego 6 (dostęp 26 VII 2025 r.);
Budynek – ul. Puławska 92 (dostęp 7 VIII 2025 r.);
Budynek – ul. Puławska 94 (dostęp 7 VIII 2025 r.);
Budynek – ul. Puławska 98 (dostęp 7 VIII 2025 r.);
Budynek – ul. Puławska 102 (dostęp 7 VIII 2025 r.);
Budynek – ul. Puławska 116 (dostęp 7 VIII 2025 r.);Budynek – ul. Puławska 126 (dostęp 7 VIII 2025 r.);
Budynek – ul. Puławska 130 (dostęp 7 VIII 2025 r.);
Budynek – ul. Puławska 132 (dostęp 7 VIII 2025 r.);
Budynek – ul. Puławska 132A (dostęp 7 VIII 2025 r.);
Cegielnie na Mokotowie (dostęp 25 VII 2025 r.).;
Cygan J., Cygan W., Znaki pamięci. Miejsca upamiętnione Mokotowa, Mińsk Mazowiecki 2011;
Dom E. Rudzińskiego – ul. Pilicka 11 (dostęp 26 VII 2025 r.);
Domy Spółdzielcze (dostęp 22 VII 2025 r.);
Dorota Seydenmann (dostęp 5 VI 2026 r.);
Fanshawe, Reverend Charles (dostęp 22 VII 2025 r.);
Franciszek Ksawery Fuchs (dostęp 9 VII 2026 r.);
Gieysztor A., Na południe od Warszawy przed połową XVII w., [w:] Dzieje Mokotowa, red. J. Kazimierski, R. Kołodziejczyk, Ż. Komarowa, H. Rostkowska, Warszawa 1972, s. 17–35;
Goszczyńskiego Seweryna (dostęp 26 VII 2025 r.);
Halina Krahelska (dostęp 26 VII 2025 r.);
Henry Fanshawe (1756–1828) (dostęp 22 VII 2025 r.);
Henryk Józef Bonnet h. Pawiniec (dostęp 11 VII 2023 r.);
Henryków (Białołęka) (dostęp 21 VII 2025 r.);
Henryków (Mokotów) (dostęp 11 VII 2023 r.);
Herbst S., Mokotów od połowy XVII w. do 1939 r., [w:] Dzieje Mokotowa, red. J. Kazimierski, R. Kołodziejczyk, Ż. Komarowa, H. Rostkowska, Warszawa 1972, s. 37–60;
Hoszcz-Komar K., Szpital zawierzony św. Antoniemu (dostęp 5 VI 2026 r.);
Ignacy Krasicki (dostęp 1 VII 2026 r.);
Jan Fethke (dostęp 26 VII 2025 r.);
Jan Marian Malinowski (dostęp 9 VII 2026 r.);
Januszek-Surdacka M., Zofia z Czartoryskich Zamoyska (dostęp 15 VII 2023 r.);
Jan Ursyn Niemcewicz (dostęp 6 VII 2026 r.);
Jan Włodzimierz Lgocki (dostęp 1 VII 2026 r.);
Jerzy Sołtan (dostęp 26 VII 2025 r.);
Józef Drzewicki (dostęp 10 VII 2026 r.);
Kasprzycki J., Warszawa sprzed lat (1990–1939), Warszawa 1989;
Tenże, Majewski J.S., Korzenie miasta, t. 6: Niedaleko od Warszawy, Warszawa 2004;
Kazimierz Stołyhwo (dostęp 26 VII 2025 r.);
Korobowicz A., Polacy – sędziowie warszawskiego
sądu okręgowego 1876–1915, [w:] Nil nisi veritas. Księga dedykowana Profesorowi Jackowi Matuszewskiemu, red. M. Głuszak, D. Wiśniewska-Jóźwiak, Łódź 2016, s. 375–384;
Kosicka M., Osadnicy niemieccy i francuscy w Szopach, „Skarpa Warszawska”, 2021, 6, s. 76–79;
Kotarbiński, Mieczysław (1890–1943) (dostęp 1 VII 2026 r.);Krystyna Krahelska (dostęp 31VII 2025 r.);
Tenże, Materiały do dziejów Korpusu Litewskiego (1818–1830) w Rosyjskiej Bibliotece Narodowej w Petersburgu, „Miscellanea Historico-Archivistica”, 25 (2018), s. 125–132;
Kwiatkowski B., Sprawa zabójstwa w Teresinie księcia Władysława Druckiego Lubeckiego 21 kwietnia 1913 r. (dostęp 9 VII 2026 r.);
Lenartowicza Teofila (dostęp 26 VII 2025 r.);
Libicki P., Pałac w Wielgolesie (dostęp 24 VII 2025 r.);
M., Ulica, której nie widać (dostęp 1 VII 2026 r.);
Majewski J., Adresy powstania listopadowego (dostęp 12 VII 2023 r.);
Tenże, Warszawa nieodbudowana. Królestwo Polskie w latach 1815–1840, Warszawa 2009;
Majewski J.S., 100-lecie wielkiej Warszawy. Niebotyki obok lepianek (dostęp 24 VII 2025 r.);
Tenże, Szlakiem modernizmu. Willa kolekcjonera. Warszawa, Malczewskiego 17 (dostęp 26 VII 2025 r.);
Malczewskiego Antoniego (dostęp 26 VII 2025 r.);
Maria Bogda (dostęp 1 VII 2026 r.);
Mariusz Chwedczuk (dostęp 26 VII 2025 r.);
Markowski M.A., Dom rodzinny Polkowskich na Mokotowie (dostęp 26 VII 2025 r.);
Masakry w Warszawie 1861 (dostęp 22 VII 2025 r.);
Maśnicki J., Stepan K., Pleograf. Słownik biograficzny filmu polskiego 1896–1939, Kraków 1996;
Maurycy Stanisław August hr. Potocki z Podhajec h. Pilawa (Srebrna) (dostęp 27 VII 2025 r.);
Mazowski K., Najlepszy adres w Warszawie, czyli historia udomowiona, Łomianki 2025;
Miks A., Ulica Pilicka – jeszcze raz „Sanitariuszka Małgorzatka” (dostęp 26 VII 2025 r.);
Naruszewicza Adama (dostęp 26 VII 2025 r.);
Nowa siedziba (dostęp 1 VII 2026 r.);
Nowa siedziba Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (dostęp 1 VII 2026 r.);Nowy budynek (?) – ul. Goszczyńskiego 21 (dostęp 5 VI 2026 r.);
oelka, Podstacja Tyniecka wczoraj i dziś (dostęp 1 VII 2026 r.);
Pałac Fanshawów w Warszawie (dostęp 12 VII 2023 r.);
Pałac „Henryków”/Fanshawów – ul. Puławska 107a (dostęp 11 VII 2023 r.);
Pałac Ksawerego Pusłowskiego/ Mokotowski MDK (dostęp 5 VII 2023 r.);
Pietrzak-Pawłowska I., Wielkomiejski rozwój Warszawy do 1918 r., Warszawa 1973;
Pijanista, Nawiedzony dom na ulicy Tynieckiej (dostęp 1 VII 2026 r.);
Piotr, Mokotowska willa (dostęp 1 VII 2026 r.);
Poznaj Warszawę. Mokotów, red. L. Wysznacki, E. Grzybowski, Warszawa 1969;
Przedwojenny Mokotów. Najpiękniejsze fotografie, red. T. Pawłowski, Warszawa 2016;
Puścikowska A., Siostry z powstania. Nieznane historie kobiet walczących o Warszawę, Kraków 2020;
Seweryn Goszczyński (dostęp 1 VII 2026 r.);
Spółdzielnia Mieszkaniowa „Domy Spółdzielcze” – Henryków (dostęp 22 VII 2025 r.);
Staw pod Warszawianką (dostęp 21 VII 2025 r.);
Staw przy Dolnej bardziej dostępny i przyjazny dla zwierząt i mieszkańców (dostęp 21 VII 2025 r.);
Stefan Dękierowski (dostęp 10 VII 2026 r.);
Stefan Wiechecki (dostęp 7 VIII 2025 r.);
Straż Narodowa (1918–1919) (dostęp 10 VII 2026 r.);Styczyńska-Marciniak A., Zagayski Mieczysław (dostęp 31 VII 2025 r.);
Szpital Sióstr Elżbietanek – ul. Goszczyńskiego 1 (dostęp 22 VII 2025 r.);Szymański M., Tajemnicze Miasto. Spacery po Warszawie, cz. 8: Stary Mokotów, Warszawa 2018;
Tenże, Tajemnicze Miasto. Spacery po Warszawie, cz. 9: Dzielnica Mokotów: Od Siekierek po Wyględów, Warszawa 2019;
Szymon Aszkenazy (dostęp 20 XII 2023 r.);
Świątek T.W., Mokotów przez wieki/Mokotów through centuries, Warszawa 2009;
Tablica pamiątkowa – ul. Malczewskiego 15 (dostęp 26 VII 2025 r.);
Tadeusz Tołwiński (architekt) (dostęp 1 VII 2026 r.);
Teofil Lenartowicz (dostęp 1 VII 2026 r.);
Tomasik P., Porwanie Bohdana Piaseckiego (dostęp 1 VII 2026 r.);
Tzw. Murowanka. Puławska 11 róg Skolimowskiej (dostęp 24 VII 2025 r.);
Ulica Antoniego Malczewskiego w Warszawie (dostęp 21 VII 2025 r.);
Ulica Malczewskiego (dostęp 21 VII 2025 r.);
Urbaniak M., „Dużo zrobiliśmy, by Krystynie Krahelskiej dodać wieczności. Wanda i Halina zostały przypisem” (dostęp 21 VII 2025 r.);
Urzykowski T., Homer warszawskiej ulicy i jęzora. Mapa miejsc Stefana Wiecheckiego „Wiecha” (dostęp 7 VIII 2025 r.);
Wacław Polkowski (dostęp 5 VI 2026 r.);
Wanda Łążyńska (dostęp 10 VII 2026 r.);
[Warszawa poza szlakiem] (dostęp 11 VII 2023 r.);
Weszpiński P., Urbanistyka Warszawy w planach archiwalnych (dostęp 22 VII 2025 r.);
Wiktorowicz J., Historia germanistyki na Uniwersytecie Warszawskim (1917–2004) (dostęp 26 VII 2025 r.);
Wiktor Magnus (dostęp 25 VII 2025 r.);
Willa Brodziszów, 1944 i 2018 (dostęp 1 VII 2026 r.);
Władysław Sołtan (dostęp 26 VII 2025 r.);
Xymena Zaniewska (dostęp 26 VII 2025 r.);
Zbigniew Semerau-Siemianowski (dostęp 1 VII 2026 r.);
Z kart historii (dostęp 5 VI 2026 r.);
Zofia Barbara hr. Potocka z Podhajec h. Pilawa (Srebrna) (dostęp 27 VII 2025 r.);
Zapraszam do lektury pozostałych tekstów z serii #wieśwmieście:
- cz. 1. Szopy Polskie: KLIK;
- cz. 2. Szopy Niemieckie: KLIK;
- cz. 3. folwark Nowy Sad: KLIK;
- cz. 4. kolonia wsi Szopy Niemieckie: KLIK;
- cz. 5. Szopy Francuskie i zagraniczne tropy w historii Mokotowa: KLIK;
- cz. 6. Potok oraz Żółta Karczma: KLIK;
- cz. 7. Metro Wierzbno i Wilanowska oraz transportowa historia okolicy (kolejka wąskotorowa, autobusy, trolejbusy i... omnibusy): KLIK;
- cz. 8. Mokotów, Królikarnia, Arkadia, Wierzbno: KLIK;
- cz. 9. Francuzi, Szwajcarzy, Austriacy, Brytyjczycy, Niderlandczycy, Włosi i Niemcy na Mokotowie: KLIK;
- cz. 10. Choszczówka: KLIK.
Do następnego!



.jpg)


.jpg)




.jpg)

.jpg)













.jpg)



%20-%2016%20-%2062175605-dac5-4c46-aa01-ac9bf83b22ed.jpg)

%20-%203%20-%20ecf477ac-b7d1-4281-ab1e-94a5eb42fa99.jpg)




%20-%201422%20-%2013a29a7d-1b02-47b8-a84e-fb66ed1e3590.jpg)
%20-%20798%20-%20a5a54f8c-4004-4eb6-8697-4603fd4b886c.jpg)
%20+%20dod.%20-%203%20-%20265e459f-0de9-4f06-839d-45d238cf546c.jpg)
%20+%20dod.%20-%201%20-%20f33134e9-b9df-4524-b3c4-a5daa7b5a5ba.jpg)


%20-%202%20-%2029cdbc2f-4369-4ae2-8222-8abdb1c28d21.jpg)
%20+%20dod.%20-%203%20-%205e27ab1b-8de9-4596-b082-f7bef8c2dea4.jpg)
%20-%202%20-%20493ccc9c-c201-4997-8d54-43e268cf03a7.jpg)

%20-%20270%20-%20265f3da4-17d6-4573-adf1-1d58677e0e8b.jpg)



.jpg)
%20-%20827%20-%2051b72923-c59d-4991-84df-2e634620a447.jpg)
%20+%20dod.%20-%201378%20-%209aa4b159-7e0d-4706-a0f7-5aab8b8af558.jpg)

%20-%201%20-%203e9aa013-577d-4c0a-9e63-7ecc3b9322e8.jpg)

%20-%2027%20-%2019e4dc84-39f9-4b20-826e-ea4dcb914eae.jpg)
%20+%20dod.%20-%201%20-%20ce96cf81-055e-4a23-8aa6-577a77d97059.jpg)
,%20nr%2032%20-%20996%20-%203a2d8c92-435f-4ffc-96cf-a4518b77dff7.jpg)

.jpg)


%20-%209%20-%20b6be5b56-7cee-4c1f-b88a-87f3971faba5.jpg)
%20-%20dod.%20poranny%20-%203%20-%2093beb816-8636-4b58-9df2-4e0acd5d14ae.jpg)








%20-%20dod.%20poranny%20-%202%20-%2035d22363-83a3-4934-921e-98a6250511d6.jpg)



%20=%20nr%201860%20-%202%20-%20f5a4cf23-b898-4e9a-ad68-49ec883cbfd9%20(2).jpg)









%20-%204%20-%207362ec30-cbab-4640-b4f4-5e5484dcd5d5.jpg)
%20-%201%20-%2079657a38-f8ea-434a-928b-244280551e0d.jpg)










%20-%20Materja%C5%82y%20do%20hydrologji%20Rzeczypospolitej%20Polskiej.%20Z.%203,%20(Warszawa-%C5%BByrard%C3%B3w)%20-%20960%20-%209773b73f-94ed-4ab8-b4fb-e6fbd716b566%20(1).jpg)
%20-%20Materja%C5%82y%20do%20hydrologji%20Rzeczypospolitej%20Polskiej.%20Z.%203,%20(Warszawa-%C5%BByrard%C3%B3w)%20-%20961%20-%20c3a683ed-cce0-482a-9f13-78e99dd557a9%20(1).jpg)
%20-%20Materja%C5%82y%20do%20hydrologji%20Rzeczypospolitej%20Polskiej.%20Z.%203,%20(Warszawa-%C5%BByrard%C3%B3w)%20-%20962%20-%20b0da3ccd-5d27-4e99-ac79-0bfb16f90097%20(1).jpg)











































.jpg)
















.jpg)
.jpg)



.jpg)























































































.jpg)



.jpg)








































%20-%20wyd.%20wieczorne%20-%209%20-%200536bb0e-f61d-4582-9af4-0f3bf35fe098.jpg)










.jpg)











































































%20-%2015%20-%20d04623d2-8176-4e0d-ba91-10da5b9c5949%20(1).jpg)
%20-%2037%20-%2043c0ce49-eb41-4288-a485-c44c0672c710.jpg)


.jpg)





































































































































.jpg)













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz